-
Posts
2123 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Chandler
-
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Chandler replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
[quote name='zofia&sasza']Wiesz co chandler? Zaraz mnie pewno zaliczysz do TWA, ale jedna rzecz w Twojej wypowiedzi mnie wściekła na maxa :angryy: Piszesz "są telefony". Ano są. Czytałam to w związku z PiSDZ już kilkadziesiąt razy. Wielokrotnie też do Grzegorza dzwoniłam. Przyznam, że z reguły proponował oddzwonienie. Jest jednak taki malutki drobiazg. Wybaczcie, że to napiszę, ale trzeba brać pod uwagę realia. W ciągu trzech miesięcy Akcji Krężel wydałam na nią ze swoich prywatnych pieniędzy co najmniej 2000 zł. A mam też inne psy na utrzymaniu - swoje i nie. Psy z Krężela wyjechały, muszę przyciąć wydatki. NIE STAĆ MNIE NA DZWONIENIE! Po to jest wątek na dogo, żeby można się było porozumieć bez dzwonienia - za darmo. To chyba dość proste. A jeśli u psów zabranych z jakiegoś miejsca pojawia się choroba zakaźna, to osoba która tę wiedzę ma powinna się nią podzielić tymi, którzy innymi psami z tego miejsca się opiekują. Proste. To nie ja mam obowiązek dzwonić co godzina i pytać, czy któryś aby nie chory :angryy::angryy::angryy: Jeśli pojawia się zagrożenie epidemiologiczne - trzeba to NATYCHMIAST podać do publicznej wiadomości. A jak się komuś nie podobają pytania - niech wątku na forum nie zakłada.[/quote] Nie stać Cię na dzwonienie? Może ktoś inny zadzwoni? Może z Emira? Nie będzie chętnych - zadzwonię ja, choć nie znam sprawy. W razie czego poproszę o numer, gdzie mam dzwonić i numer pod który ktoś z PiSdZ ma oddzwonić. Nie ma obowiązku, by przy zagrożeniach epidemiologicznych porozumiewać się przez dogo, choć oczywiście można. Założenie wątku również nie nakłada takiego zobowiązania, bo nie wszyscy siedzą na forum, to chyba jasne. Wątku nie zakładałam - żadnego z trzech w których występuje PiSdZ, a nie podobają mi się pytania i atmosfera ich zadawania i szum wokół tej organizacji. Łamią prawo, działają nielegalnie, dzieje się krzywda zwierzętom - trzeba to zgłosić. Oczywiście nie tylko na dogo... PS Będę znowu za 15-20 minut. W razie czego mogę dzwonić - proszę tylko o numer. -
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Chandler replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
[quote name='Karmi']Powiem jeszcze raz: PiSdZ załozył tu wątek. Po co? Czy tylko po to, zeby wszyscy klaskali i wpadali w zachwyt jak działa ta organizacja? Wszelkie pytania są traktowane jak agresywna napaść. O informacje trudno się doprosić.Myślę, ze takie działanie nie sprzyja zaufaniu. Popatrz na wątek Krężel. Tam też panuje milczenie. W zaistniałej sytuacji ( zagrożenie parwo) to delikatnie mówiąc działanie nie fer. To dopiero jest ,,troskliwość inaczej" :shake: Rozumiem, że Twoim celem jest, żeby NIE "wszyscy klaskali i wpadali w zachwyt jak działa ta organizacja". Hmmmm.... Szczytny cel :diabloti:. Nie wiem, jak to jest z zagrożeniem parwo. A może istnieje taka opcja, że PiSdZ nie siedzi ciągle na dogo, no wiesz - nie loguje się co trzy godziny i nie śledzi wątków :lol:? Jest przecież telefon, chyba, że chodzi o kolejną publiczną zadymę, oczywiście nie ze złej woli i bez złośliwości :lol:. [quote name='Karmi']Sprawa Czarnego. Pies odebrany. Prawo:1.Decyzja administracyjna przyznaje go Emirowi. 2.Psa zabiera PiSdZ. 3.Odwołanie. 4.Utrzymanie przez SKO decyzji. Fakty: pies odebrany w wyniku ,,dogadania sie" z właścicielką (która nie miała prawa nim dysponować) nadal przebywa u PiSdZ. To tyle w kwestii przestrzegania prawa.;-) Sądzę, że kolejność była prawie taka... Druga kwestia - to nie ten wątek... Trzecia kwestia - dogo nie ten organ...;) Ważne, że znam cel misji - żeby NIE "wszyscy klaskali i wpadali w zachwyt jak działa ta organizacja". Znam, ale nie rozumiem... -
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Chandler replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
[quote name='monia3a']O rany tylko zapytałam o fotki z czystej ciekawości a tu znów zaczyna się dziwna dyskusja. Nie uwierzę, że żadna z Was nie chciałaby zobaczyć jak wyglądają w tej chwili psy. Nie ma zdjęć to nie ma, przeżyję i cierpliwie poczekam aż będą. monia3a - przepraszam, ale przeczytaj uważnie wątek. Ja zupełnie "na poważnie" wdzięczna jestem, że zamieszczane są tu jeszcze jakiekolwiek informacje. Nie dziwię się również, że osoby zainteresowane ("w realu" nie wirtualnie) są trochę sceptyczne. W innych wątkach są zdjęcia, a w tym nie ma, wiadomości są krótkie, choć myślę, że jednak optymistyczne. Ty chciałaś obejrzeć zdjęcia z "czystej ciekawości", ale myślę, że nie wszyscy mają takie intencje, a wniosek taki wyciągnęłam śledząc ten wątek i dwa inne, gdzie w jednej z "głównych ról występuje" PiSdZ. -
Pogotowie i Straż dla Zwierząt - Pytania, pytania, pytania....
Chandler replied to medar's topic in Fundacje i stowarzyszenia
[quote name='Odi']E-v-i-k, dziękuję :modla:za info n/t piesków. Twoje ocena, jako Przedstawiciela Hodowców danej rasy, iż Psiaczki:loveu: są otoczone miłością i właściwą opieką:modla: są dla mnie w zupełności wystarczające. Nie widzę potrzeby potwierdzania prawdziwości Twoich słów jakąkolwiek dokumentacją fotograficzną, zwłaszcza, że - jak słusznie zauważasz, licho nie śpi. Ninka iXi:loveu:, E-v-i-k:loveu: serdecznie Was pozdrawiam:-) Zgadzam się Odi :). Nie ma potrzeby i nie ma przymusu. Być może, gdyby nie ciągłe wywieranie presji i insynuacje zawarte w postach niektórych forumowiczów inaczej by ten wątek wyglądał... Dla przykładu: I dalsza część śledztwa... I jeszcze... I na koniec... Odi - mi jeszcze "gorsze" rzeczy przyszły do głowy, nie tylko "dokumentacja fotograficzna"... Po przeczytaniu powyższych postów oczami wyobraźni widziałam już ludzi z PiSdZ zajadających się podarowaną karmą na spotkaniach integracyjnych..., na Seszelach...;) Nie znam osobiście nikogo z PiSdZ, ale mam nadzieję, że stowarzyszenie działa zgodnie z prawem. Jeżeli popełnia błędy, to nie z premedytacją, a poza tym "wypadki przy pracy" zdarzają się wszystkim organizacjom prozwierzęcym, a więc i PiSdZ. Mam również nadzieję, że w przypadku, gdy ma miejsce łamanie prawa, zwierzętom dzieje się krzywda, o fakcie tym zostaną powiadomione stosowne organa. Trudno już znieść, kiedy osoby ukrywające się pod rozmaitymi nickami "niby przypadkiem", "niby dla dobra" pozwalają sobie na bezustanne "wbijanie szpileczek" PiSdZ na dogo. Rozumiem, że dla niektórych to taka misja z wyboru, ale czemu to ma służyć? Również dziękuję Ninka iXi i E-v-i-k za informacje i za to, że nie dajecie się niepotrzebnie "wkręcać" :lol:. Trzymam kciuki za psiaki! -
Poświatko - byłam w tym tłumie odwiedzających :lol:. Zdjęcia futrzaków cuuuudne, można te Twoje zwierzaki jeść garściami, mniam...;):loveu: Proszę o szczególne wygłaskanie ode mnie Tofci.
-
[quote name='MusliStracciatella']byłam przy ponad 100 sterylkach a rocznie w gabinecie jest wykonywanych nawet do 500 - srednio 2-3 dziennie i[B] muszę przyznać , że do mnie przemawiają liczby[/B] [B]w tym[/B] [B]wypadku[/B] - na tyle przypadków widzianych przeze mnie osobiście powikłań o których piszecie nie było i to nie dlatego , że zachwalam gabinet, tylko tak sobie pomyslałam, że [B]może po prostu piszą tu głównie osoby , u[/B] [B]których suni pojawiły się powikłania[/B]. [B]Mam też nadzieję , że biorąc pod[/B] [B]uwagę statystyki - takie przypadki zdarzają się rzadko[/B]:) Moja Musli ma teraz 8 miesięcy i bedzie sterylizowana podobnie jak moja 14 letnia suka przed laty, widziałam wiele suk z ropomaciczem co najgorsze często otwartym i uwierzcie mi, że widok przy sterylizacji nie był ciekawy a ich wiek to nawet 2 lata. Mimo postów, które przeczytałam jestem spokojna o swoją sukę bo jak pisałam te przypadki zdarzają się według mnie rzadko. Piszę swoje spostrzeżenia bo wypowiadam się w swoim imieniu. [B]Nie chcę też, żeby[/B] [B]wcześniejsze posty zniechęcały ludzi do sterylizacji suk bo może to przynieść więcej złego niż dobrego w postaci licznych ropomaciczy.[/B] Tyle ode mnie. Trzymam kciuki za wyzej opisane sunie.[/quote] A ja napisałam w tym wątku właśnie po to by zniechęcić do kastracji "na ślepo" zdrowych suczek w celu np. zapobiegania ropomaciczu. Napisałam po to, by pokazać "drugą stronę medalu", bowiem kastracja suki w celu "profilaktyki zdrowotnej", to mit - występują różne negatywne konsekwencje zdrowotne u [B]pewnej [/B]liczby suczek i taka jest smutna rzeczywistość. Niestety te konsekwencje są zwykle bardzo poważne. Dałam się zwieść hasłu, że kastracja suczki w celach profilaktycznych, to rozsądna decyzja, a dla suczki same "plusy zdrowotne" i bardzo tego żałuję. Po pierwsze - czy są rzetelne badania kliniczne odnośnie powikłań? Co to znaczy "dużo", "mało"? Po drugie - kastracja suki w naszym przypadku nie ochroniła jej przed ropomaciczem (a koronnym "straszakiem" za kastracją jest ryzyko ropomacicza), a wręcz zwiększyła ryzyko wielokrotnie (chodzi o kikut macicy). Jeden z weterynarzy powiedział, że to ryzyko wzrosło lawinowo... Po trzecie - każdy gabinet bardzo chętnie podejmie się zabiegu kastracji suczki, a jak wystąpią powikłania - ....aaaa, tu już jest gorzej. Rozłożone ręce w geście bezradności... Teraz znam już konsekwencje decyzji, które podejmę odnośnie leczenia mojej suczki, szkoda tylko, że każda z decyzji niesie ze sobą tak duże ryzyko dla mojej suczki. No cóż - moja sunia (teraz trzyletnia) ma poważne komplikacje zdrowotne po kastracji, była zdrowa, teraz borykamy się z problemami. Zaczęłam [B]nagle[/B] spotykać ludzi, którzy mają futrzaki z problemami po takich zabiegach, zapewne jest ich statystycznie mniej niż suczek, u których kastracja zakończyła się [B]pełnym [/B]sukcesem, ale istnieją... Wystarczy trochę porozmawiać, rzucić temat i okazuje się, że występują różne powikłania. W przypadku, gdy problem wystąpi, również weterynarze rozmawiają w zupełnie inny sposób o kastracji suczki, temat powikłań jest im dobrze znany i mają swoje przemyślenia... Podejmując decyzję o kastracji suczki w celach profilaktyki zdrowotnej warto wiedzieć o możliwości powikłań, by podjąć decyzję świadomie i licząc się z ryzykiem i tyle ode mnie.
-
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
[quote name='ARKA']Nie bardzo rozumiem co masz na mysli, czym sie rozni pies/kot schroniskowy od tego, ktory[B] ma opiekuna.[/B] Ten schroniskowy przeciez bedzie mial tez kiedys dom-wczesniej czy pozniej. Oczywiscie mowie to teoretycznie, czesto, w polskich schroniskach, jakie sa kazdy widzi, psy nie doczekuja domu [SIZE=3]ale [B]teoretycznie[/B] kazdy z nich ma ta szanse, [B]wykastrowany[/B][/SIZE].[/quote] I to jest między innymi ta różnica... [quote name='ARKA']Nie wiem czy autorka watku jest na dogo, po co ten tytul mylacy, to przedawniony wątek jest:roll:[/quote] [quote name='Charly']Nie będzie prawnego nakazu kastracji psa domowego, gdyż jest to niezgodne z prawem czy się komu podoba czy nie. Zwierzęta w schronisku, gospodarcze i inne tak. Nie domowe. a tu można poczytać o pomysłach i innych, oraz zobaczyc i dowiedzieć się kto, co i dlaczego.. [URL]http://www.koalicja.org.pl/zmiana.php[/URL][/quote] Rozumiem, że nie ma mowy o planowaniu prawnego obowiązku sterylizacji zwierząt domowych. Z tego, co w tym wątku pisała wcześniej między innymi Arka, odniosłam inne wrażenie, ale może to tylko wrażenie... Przeczytałam nie tylko tytuł wątku, ale wypowiedzi uczestników rozmowy również... ([B]Charly[/B] - nie bardzo rozumiem - z jakim prawem jest niezgodne wprowadzenie prawnego obowiązku kastrowania psa domowego?) Ze sformułowań - "Skuteczne zmniejszenie nadpopulacji zwierząt bezdomnych może być osiągnięte tylko poprzez program szerokiej sterylizacji zwierząt domowych. (....) i [B][SIZE=2]Wstępny zakres zmian ustawowych:[/SIZE][/B] W zakresie ograniczania nadpopulacji wprowadzenie: 3. przepisów dotyczących upowszechnienia w ciągu kilku lat sterylizacji". nie wynika jednoznacznie, co "koalicjańci" zamierzają w ramach programu. Skoro jednak nie chodzi o plany wprowadzenia obowiązku prawnego sterylizowania zwierząt domowych, które nie będą rozmnażane, to ok. I znikam z "nieaktualnego wątku". -
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
[quote name='lewkonia'] Jak temat : [B]Sterylizacje[/B] - [B]to zawsze[/B] wypowiedzi pelne negatywnych emocji ze strony Cavisii, Belgi i Martens....dlaczego? Dlaczego nie idą za tym konkretne czyny? Co te osoby zrobiły dla ograniczenia populacji niechcianych zwierząt? Poza krzykami na wątkach "Sterylizacja"?.[/quote] Natomiast [B]zdanie odrębne[/B] (w jakiejkolwiek kwestii, nie tylko obowiązkowej kastracji) od poglądów głoszonych przez niektórych użytkowników Dogomanii, [B]to zawsze[/B] negatywne emocje i "osobiste wycieczki" ze strony..., nie wymienię "nicków". "Krzyki" zdarzają się niestety z obu stron... [quote name='lewkonia'] (...) Ponadto powikłania to jedynie promil w całej masie zabiegów weterynaryjnych.[/quote] Prowadzone są rzetelne badania kliniczne odnośnie powikłań, czy to tak "na oko" z tym promilem? Z tego, co wiem takich badań nie ma... Za stwierdzeniem - "promil" kryją się konkretne zdrowe zwierzaki, zdrowe "przed", bo "po" już nie. To, co jest wybawieniem dla zwierząt w schroniskach, nie zawsze jest wybawieniem dla żyjących w innych warunkach i mam nadzieję, że zabieg medyczny (w tym kastracja) będzie się zawsze nierozerwalnie wiązał z wymaganą przez prawo zgodą odpowiedzialnego właściciela/opiekuna, który powinien spełnić określone prawem kryteria. Nie trzeba być we władzach "fundacji prozwierzęcej", nie trzeba zajmować się adopcjami "na akord", żeby móc się wypowiadać w wątku poświęconemu "obowiązkowej sterylizacji zwierząt domowych". Na pomoc świadczoną zwierzętom składa się, a i owszem - działalność fundacji, stowarzyszeń, ale te wspierane są przecież przez skromne czasem działania poszczególnych osób spoza organizacji, wspierane są również ich przysłowiowym groszem i bez tego "karawana" stanęłaby w miejscu. Równie ważne, a może nawet ponad wszystko ważne jest, odpowiedzialne troszczenie się o zwierzęta, które otoczyliśmy opieką w naszych domach, wszystko jedno, czy adoptowane, czy kupione od hodowcy. -
Może i skomplikowane ;)... Malutkie jest "toto" przede wszystkim i na USG nie widać, a boję się ciąć, bo mogą otworzyć i zaszyć i nic. Druga operacja, a przed sunią całe życie i nie wiem, co nas jeszcze czeka. Na razie jestem na "nie" operacji "w ciemno". Ale szukam wyjścia z sytuacji, konsultuję dalej, może jakiś specjalista coś wymyśli, może jakiś szczęśliwy dla nas zbieg okoliczności nastąpi i zobaczymy te nieszczęsne komórki. Kastracja była metodą "małego cięcia".
-
[quote name='WŁADCZYNI'] Chandler miałam na myśli czy weci wiedzą dokładnie o co chodzi i jak tych cieczek się pozbyć?[/quote] No wiedzą, o co chodzi - napisałam już. Jajniki produkują hormony, moja suczka ma wysoki poziom progesteronu i estrogenów - ostatnio, jak badaliśmy, to był taki, jak w trakcie owulacji. Objawy są takie, jak podczas cieczki - powiększony, nabrzmiały srom, "cieczkowy" zapach, na który reagują samce, jest wydzielina z pochwy, ostatnio nawet ropna wydzielina, bo było tak dużo śluzu z gruczołów w pochwie, że wystąpił odczyn ropny, bo obfity śluz stał się pożywką dla bakterii. Moja suczka nie mam macicy, ale ma działające komórki jajnika, a więc i cieczki. Weterynarze nie rozmawiają teraz ze mną o "pozbyciu się" cieczki. Bardziej chodzi o to, żeby moja młoda, bo trzyletnia suczka mogła cieszyć długim życiem i zdrowiem. Weterynarz powiedział, że mam trzy wyjścia i każde jest złe. - Mogę nic nie robić - będą cieczki i dalej inne konsekwencje, tak dla przykładu - ciąża urojona. - Mogę zdecydować się na podawanie hormonów - konsekwencje - na początku negatywne oddziaływanie na wątrobę (w naszym przypadku raczej odpada, bo mieliśmy epizod z wątrobą i trzustką), a później inne szkodliwe efekty podawania hormonów (takie, jak przy hormonalnej antykoncepcji). - Rozległa operacja "w ciemno", bo nikła jest szansa, że coś znajdą (chyba, że mielibyśmy "szczęście" i powstałaby cysta wokół tych komórek, albo zrosty tam, gdzie znajdują się te komórki jajnika). Czyli odpowiadając konkretnie na Twoje pytanie - nie będzie cieczki, gdy podamy hormony, albo operacyjnie usuniemy te komórki jajnika z..., no właśnie skąd?
-
[quote name='WŁADCZYNI']Chandler, ja nie wyobrażam sobie przechodzić dwóch cieczek w roku. Po pięciu byłabym siwa i agresywna. Ja przed wycięciem przemaglowałam weta na okoliczność (chyba) wszystkich komplikacji w czasie zabiegu jak i po nim. Miał mnie już pewnie dosyć, ale decyzja moja była świadoma. mam wrażenie że jednak roztaczanie wizji 'bądź odpowiedzialny kastruj' może pomoc zrozumieć ludziom że suka nie musi być mamą, a pies ojcem. A wet podał przczynę czemu Twoja sunia ma cieczki?[/quote] Ja też jestem "męczyduszą" i pytam weterynarzy o wszystko. Skupiłam się bardzo na rodzaju narkozy, metodzie wykonania operacji. Oczywiście pytałam, co może być "po" - no, same plusy, oprócz zagrożenia "operacyjnego" i ewentualnych problemów z nietrzymaniem moczu... Widocznie weci liczyli, że resztę sama doczytam z przystępnych i jasnych artykułów ;). [B]WŁADCZYNI[/B] ja nie jestem przeciwna kastracji. Nie oskarżam weterynarza. Pisałam tu w wątku rozżalona, że nie wiedziałam o negatywnych konsekwencjach kastracji, bo nie wiedziałam. Nie doczytałam ;). Tak. Weterynarze podali przyczynę cieczek mojej suni. Funkcjonują komórki jajnika, Produkują hormony. Nie ma macicy, która wysyłałaby "sygnały" i hormony szaleją. Prawdopodobnie nie ma jajnika, czy dużej jego części, więc chyba nie ma co liczyć na operacyjne usunięcie pozostałości. To nie jest syndrom "trzeciego jajnika", takiego syndromu, jak opisywany w niektórych artykułach w internecie nie ma - to konsekwencja kastracji i aktywności "pozostawionych" komórek jajnika. One zagnieździły się "gdzieś" i produkują cyklicznie hormony, cieczki są coraz częściej, no bo nie ma macicy i tak w kółko. Mamy jednak w Polsce doskonałych weterynarzy, bo kiedy wytłumaczono mi jak łatwo uszkodzić jajnik w trakcie operacji, zwłaszcza przy metodzie "małego cięcia", jak "żywotne" są to komórki, to uważam, że i tak mało jest takich powikłań, jak u nas.
-
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
A to ja jeszcze raz powtórzę "złą wiadomość nośną medialnie" - [B]moja suczka ma poważne komplikacje zdrowotne po kastracji[/B]. Na operację zaprowadziłam zdrową sunię, teraz ma poważne problemy. Choć jestem "drugą osobą na świecie" z komplikacjami po kastracji, to dla mnie jest to wystarczający powód, by sprzeciwiać się akcjom - obowiązkowa sterylizacja zwierząt domowych. Nie chcę, żeby w przyszłości ustawodawca zmuszał mnie do takiej operacji w celu ograniczenia populacji. Piszę o swoim "smutnym osobistym doświadczeniu", bo radosnego nie mam. I tak na marginesie - nie wydaje mi się trafne porównanie weterynarzy do pilotów samolotów, którzy nie ostrzegają wchodzących pasażerów, że może wydarzyć się wypadek. Dla mnie zabrzmiało to bardzo bezdusznie. Zastanawiam się dlaczego ostrzegani są ludzie - podpisując zgodę na opercję? Chyba bliżej weterynarzowi do lekarza leczącego ludzi, niż do pilota samolotu? A może mi się tylko wydaje??? Edit: I jeszce jedno. Przejrzałam napisany "jasno i przystępnie" artykuł mówiący o "syndromie trzeciego jajnika", syndromie, o którym wielu znakomitych weterynarzy mówi, że to bujda. Z tej informacji wynika, że po kastracji mogą wystąpić cieczki i stosuje się wtedy leczenie hormonalne. Jasno i przystępnie, to fakt... i brzmi optymistycznie. To nie jest prawdziwa i rzetelna informacja o konsekwencjach cieczki po kastracji. -
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
[quote name='Belga']To nie tyle szczęście, co sceptycyzm i dociekliwość... [B]Niestety przykre doświadczenia nauczyły mnie aby mieć do wetów ograniczone zaufanie.[/B] [B]Mój własny pies jest dla mnie najcenniejszy na[/B] [B]świecie,[/B] podczas gdy dla wetów to tylko jeden z wielu "przypadków". Dlatego mam świadomość, że to na mnie spoczywa główny ciężar odpowiedzialności za jego zdrowie i muszę być pewna słuszności swoich decyzji. Nikt inny (nawet ustawodawca) nie ma prawa mnie w tym wyręczać.[/quote] Mnie niestety przykre doświadczenia też wiele nauczyły. Jetem baaaardzo dociekliwa, a w tym względzie dostałam "pomroczności jasnej" i dlatego mam tak wielką pretensję przede wszystkim do siebie. Chodziłam z psami do szkoły, tam m. in. były spotkania z weterynarzem - po tych prelekcjach, oglądaniu zdjęć nowotworów, ropomacicza, to byłam pewna, że poddając swoją suczkę kastracji właściwie ratuję jej zdrowie i życie. Moje psy też są dla mnie najcenniejsze na świecie i dlatego nie mogę sobie darować, że podejmując decyzję nie używałam tego, czego używać powinnam - ROZUMU. -
[quote name='bonsai_88']Wet już przed kastracją uprzedzał mnie, że u Birmy mogą dziać się różne, dziwne rzeczy [jakby nie było - młoda po ciąży w wieku 6-8 miesięcy miała problemy z hormonami, które mogły się jeszcze nasilić]. Dlatego nawet nie byłam aż tak strasznie zdziwiona cieczkami jak wy - zostałam uprzedzona, a badanie czy nie został jajnik robiłam tylko dla czystego sumienia. Teraz najwyraźniej hormony w końcu dochodzą "do siebie" :)[/quote] Dziękuję za odpowiedź. Życzę Wam - Tobie i suni, żeby to było tylko "echo hormonalne" i nic więcej, zwłaszcza, że objawy słabną, a sunia była w ciąży. U nas też nie ma pozostawionego jajnika. Są natomiast hormony, a te nie biorą się z powietrza. Bywały nawet cieczki, takie, bardziej "zapachowe". Teraz zaczęliśmy badać poziom hormonów - na razie co tydzień, później częściej. Ciągle tak sobie myślę, że może stanie się cud i ta produkcja hormonów ustanie. Przecież można pomarzyć... [B]Groszek83[/B] - jak zajrzysz jeszcze na ten wątek, to napisz proszę, ile po operacji Twoja suczka przechodziła urojoną ciążę. I jeszcze jedno pytanie mam - weterynarz podaje hormony, że tak powiem "w ciemno", czy badacie poziom hormonów? Wiesz - nie chcę Cię straszyć, ale im wyższy poziom progesteronu, tym większe ryzyko "ropomacicza" kikuta macicy. Może dobrze by było obserwować sunię również pod tym kątem.
-
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
[quote name='ARKA']To sa minusy kastracji???:crazyeye:![/quote] Dla mojej suczki minusem kastracji jest kilkakrotnie zwiększone ryzyko "ropomacicza" kikuta macicy (przedsmak ropnych wycieków z pochwy już miała w sobotę, ale na razie jest ok), zwiększone ryzyko urojonych ciąż, zwiększone ryzyko guzów gruczołów mlecznych. O innych powikłaniach, które mogą się wydarzyć w związku z tym, że prawdopodobnie nie zlokalizujemy komórek jajnika nie wspomnę..., uświadomiono mi je, ale nawet nie chcę o tym myśleć. Nie dotyczy nas na razie problem z tarczycą, a w dalszej konsekwencji z sercem i całe szczęście. Mam nadzieję, że chociaż to nas ominie i moja sunia nie znajdzie się w grupie tych, którym się to zdarza, jak mawiają weterynarze. Minusów kastracji jest więcej - to delikatna sfera gospodarki hormonalnej, "naczynia powiązane", występuje wiele powikłań, zbyt wiele. Postąpiłam zgodnie z głoszonym przez niektórych sloganem - "Odpowiedzialny właściciel, który nie zamierza rozmnażać swojego zwierzaka powinien go poddać kastracji. Kastracja to same plusy zdrowotne dla psa/suki". Teraz mi głupio, że byłam taka naiwna i bezmyślna... [quote name='ARKA']A kto ma zmuszac??!!!:crazyeye:![/quote] Ustawodawca. -
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
Rozumiem [B]Arka[/B]. Każdy patrzy ze swojego punktu widzenia. Ja znam również wiele osób, których zwierzęta były kastrowane i wszystko jest "ok". Znam jednak spore grono takich osób, u których "ok" nie jest i nie będzie. Wiem o ropomaciuczu, zamkniętym również. Wiem o guzach sutka. Z tych powodów również zdecydowałam się na kastrację swojej suczki, której nie przewidywałam rozmnażać. Wiem o "życiu" "futrzaków" w schroniskach, co wyprawiają ze zwierzętami "pseudohodowcy". Wtedy, kiedy podjęłam się wyciągnięcia psa ze schroniska opłaciłam jego kastrację, przeprowadziłam i opłaciłam wszystkie badania przed operacją, zaprowadziłam go do mojego weterynarza i pomimo, że mojej suczce, że tak powiem "nie udało się", gdybym podjęła się wyadoptowania psa, czy suni ze schroniska zaprowadziłabym je do mojego weterynarza, bo to dobry specjalista i fachowiec. Ze względu na to, co wiem o "minusach" kastracji suki dzisiaj uważam, że to nie "bułka z masłem", odpowiedzialny właściciel powinien podjąć decyzję sam. Tych "powikłań hormonalnych" jest sporo - tarczyca, serce, zwiększone ryzyko wystąpienia guza sutka, urojone ciąże. To nie tylko ryzyko - okazuje się, że dla wielu osób to smutne doświadczenie. Dzisiaj, jeżeli chodzi o moją suczkę, nie wiem jaką bym decyzję podjęła - w każdym razie nie metoda "małego cięcia". Musiałabym wybierać między np. ryzykiem ropomacicza, a problemami i zagrożeniami, które mam teraz. A już nie wyobrażam sobie, żeby mnie zmuszać do kastracji ustawą... [COLOR=blue]Edit:[/COLOR] [COLOR=blue]Właśnie dowiedziałam się, że na dzień dzisiejszy największym zagrożeniem dla mojej suni jest zwiększone ryzyko ropomacicza kikuta macicy. Więc gdybym miała jeszcze raz wybierać - kastrować, czy nie, nie wybierałabym jednak między ryzykiem ropomacicza, a zagrożeniami po kastracji, bo ropomacicze zagraża nam jak najbardzej.[/COLOR] I jeszcze taka mała dygresja - zauważyłam, właśnie tu na dogo, że zbyt wiele suk i psów, które przekazywane są do adopcji, wędruje do nowych domów bez kastracji, a powodem nie są względy zdrowotne zwierzaka. A toczymy rozmowy o obowiązkowej sterylizacji zwierząt domowych. Nie mam tu na myśli żadnej osoby z tego wątku - myślę po prostu o przeczytanych historiach, z których wynikało, że zwierzęta nie były kastrowane, a adopcję prowadzili ,wydawałoby się, odpowiedzialni ludzie. -
obozwiązek kastracji psów/kotów ni przeznaczonych do hodowliw PL
Chandler replied to spring_'s topic in Sterylizacje
[quote name='ARKA'] Nie znam watku to raz a dwa cos nie tak jest zrobione wiec powinna zmienic weta, ktory oceni co inny wet spartaczyl i tyle.[/quote] "Coś nie tak zrobione" - uproszczenie i to spore... Nie trzeba nic "partaczyć", żeby wystąpiły komplikacje. Kastrację przeprowadził dobry weterynarz i prawdopodobnie nic nie "spartaczył" i wiem to nie od niego, ale rozmawiałam już z kilkoma weterynarzami. "Spartaczenie" kastracji byłoby dla nas dobrą wiadomością zostawił jajniki, kawałek jajnika - ponowna operacja i po sprawie. To nie takie proste... Nie jestem przeciwna kastracji - wiem natomiast na przykładzie swojego przypadku, że można "wylać dziecko z kąpielą". I tyle. -
[quote name='bonsai_88']A ja się wam pochwalę... (.......) Za pierwszym razem cieczkę przeczekałam [jakby nie było Birma MIAŁA pełne prawo do zaburzeń chormonalnych po wczesnej ciązy i sterylce], za 2 razem poszłam do weta na USG - żadnego jajnika nie znaleziono. Teraz jesteśmy już po 3 cieczce [są co ok. 2 miesiące] i... zauważyłam, że cieczki słabną - młoda co raz mnie się nimi przejmuje [ostatnio nawet szalała z jednym psiakiem, jej ukochanym mamutem ;)], a psy co raz mnie za nią latają. [B]Wychodzi na to, że cieczki nam słabną i nawet mam cichą nadzieję, że kiedyś miną całkowicie.[/B] PS. Sterylka w naszym wypadku miałą też dobre strony - Birma po ciązy miałą straszliwe guzy na piersiach. Przez pierwsze 2 miesiące [do sterylki] praktycznie się nie zmniejszyły, jak to określił weterynarz "Ona ma piersi jak 10-letnia suka". Po sterylce w końcu zaczęły maleć [z 2 piersi zeszły całkowicie] :)[/quote] Już też tak myślałam... Może jest szansa na to, że to hormonalne szaleństwo "zniknie" samo... W przypadku naszej suczki chyba intensywność zapachowa tych cieczek narasta, moje samce szaleją coraz bardziej. Na USG nie widać jajników, ale też wiem, że najprawdopodobniej nastąpiło "wszczepienie" komórek jajnika "gdzieś", one się zagnieździły (zagodność tkankowa), podjęły normalne działanie i produkują hormony. Niestety żaden weterynarz nie przedstawił mi na razie takiej opcji, że zniknie samo. [B]Mam wobec tego pytanie - czy Twój weterynarz w jakiś sposób to "zmniejszanie" tłumaczy?[/B] Możemy pisać sobie "za" i "przeciw" kastracji - super zadowoleni będą Ci, u których nie wystąpiły problemy u suczki po kastracji. To normalne... Nie ma się co dziwić... Myślę sobie jednak, że opcja właściciela odpowiedzialnego, bo kastrującego swoje futrzaki, gdy ich nie rozmnaża, w sytuacji, gdy prawda jest taka, że występują rozmaite [B]poważne [/B]komplikacje po kastracji jest delikatnie mówiąc bezpodstawnie optymistyczna. Nie jestem przeciwniczką kastracji - jestem przeciwniczką atmosfery beztroski w tym temacie. Teraz okazuje się, że weterynarze dobrze wiedzą o rozmaitych i wcale nie tak rzadkich komplikacjach po kastracji - "No, tak się zdarza". Czasem są to cieczki po operacji i związane z tym bardzo poważne komplikacje zdrowotne dla suczki, problemy z tarczycą, z sercem, nie trzymanie moczu (o tym akurat się mówi).............. Każdy właściciel powinien o tym wiedzieć przed podjęciem decyzji i podjąć ją świadomie. Nie mówię wcale, że należy decydować na "nie". To musi być po prostu w pełni świadomy wybór - znam wszystkie za i przeciw i nie jestem potem zaskoczona konsekwencjami, które mogą wystąpić i występują. Zastanawiam się [B]WŁADCZYNI[/B], czy gdyby po kastracji u dobrego weterynarza (w naszym przypadku lepiej by było, gdyby ktoś "spartolił" robotę) miałabyś swoją Su z 5 cieczkami w roku i wobec tego 5 razy w roku miałabyś problemy, o których piszesz "Brrrrr", napisałabyś optymistyczny post "kastracji TAK". Powtarzam - nie jestem przeciwna kastracji i nie demonizuję jej. Wiem natomiast teraz to, czego nie wiedziałam przed operacją, a wiedzieć powinnam. I tyle... Cieczki po sterylizacji to nie "cieczki bez konsekwencji zajścia w ciążę". To poważne konsekwencje zdrowotne dla suczki, u której występują.
-
[quote name='Martens']Witaj w klubie, mam identyczne zdanie (tylko nieco inne problemy posterylkowe) - tylko przygotuj się na ostrą krytykę na dogo, ze strony osób, które najchętniej wprowadziłyby w Polsce odgórny nakaz sterylizacji wszystkiego co nie ma hodowlanki :cool1:[/quote] Jestem przygotowana ;). [quote name='Martens'] Niestety jajnik ma taką strukture, że tkankowo nie jest tak jednorodnie odgraniczony od sąsiadujących tkanek jak np. nerka. Stąd wycinać go trzeba z zapasem, a i to nieraz nie pomaga. Na Twoim miejscu zdecydowałabym się na operację - u suni [B]BeataSabra[/B] taki pozostawiony fragment jajnika przykleił się do innych narządów, po kilku latach spowodował zrosty, zapalenie otrzewnej i śmierć suni :-( Podobno było więcej takich przypadków. Jestem pewna jednego - w przyszłości jeśli będę miała sukę - zdrową, bez zaburzeń hormonalnych i możliwość jej dopilnowania - sterylizować jej na pewno nie będę.[/quote] Gdyby to było takie proste... - ponowna operacja. Na dzień dzisiejszy wiem tyle - im bardziej staranny był weterynarz, tym gorsze szanse, że "coś" się znajdzie. Można oczywiście liczyć na to, że został duży kawałek jajnika i spróbować w tkance tłuszczowej w pobliżu której były jajniki wyciąć jakiś zapas w ciemno. Może się uda...., a może nie... Weterynarz przekazał mi informację, że te komórki mogą być wszędzie i zrozumiałam, że jest "żadna" szansa by je zobaczyć, nawet podczas operacji. Próbuję skontaktować się dr. Gizińskim (artykuł marcowy w MP), ja jestem z Poznania i nie chcę jechać tam w ciemno. Poza tym takie same działania podjęłam w kierunku dr. Niżańskiego z Wrocławia. Potrzebuję konsultacji... Napisałam już PW do BeataSabra - chciałabym poznać parę szczegółów - może pozwoli mi to podjąć decyzję o operacji. W każdym razie - kastracja tak, ale nie na hurrra... Podejmując decyzję sądziłam, że są tego[B] same plusy[/B], oprócz ryzyka "operacyjnego". Nie usłyszałam, jak się teraz okazało, rzetelnych informacji. Mam do siebie żal, że nie byłam wystarczająco dociekliwa - przyjęłam standard informacji o kastracji. Cóż z tego, że takie przypadki zdarzają się rzadko (?). Chciałam przedłużyć życie swojej suczce, zminimalizować szanse wystąpienia nowotworów, a efekt jest taki, że operacja przeprowadzona z takim skutkiem, jak u nas, zwiększyła je wielokrotnie, o innych komplikacjach (Sabra!) już nie mówię. Zdecydowałam się na metodę "małego cięcia", bo sądziłam, że ulżę w ten sposób suczce, szybciej dojdzie do siebie, rana zagoi się błyskawicznie, a okazało się, że kastrowanie tą metodą zwiększa ryzyko uszkodzeń jajnika. I znowu brak rzetelnej informacji ze strony kilku weterynarzy. Ja bym chciała to wszystko wiedzieć zanim podejmę decyzję o sterylizacji, o metodzie "małego cięcia"!!! Trudno mi teraz przyjąć, że człowiek uczy się na błędach, bo konsekwencje poniesie teraz mój futrzak.
-
Hmmm... Niezależne tkanki? Produkują hormony? Taki urok? Fajne wytłumaczenie, ale moim zdaniem zbyt proste. Coś się nie bierze z niczego. Słyszałam już opinię dwóch specjalistów i uświadomili mi, że mit tzw. "trzeciego jajnika" to bujda. Co przydarzyło się najprawdopodobniej naszej suni? - albo nastąpiło podczas operacji ścięcie jajnika (i to by była optymistyczna wiadomość wbrew pozorom) albo draśnięcie go tylko (i to ta zła dla nas wiadomość). Komórki jajnika zagnieździły się gdzieś i produkują hormony, produkują jak oszalałe, bo suczka nie ma macicy, więc nie ma normalnej reakcji na tą produkcję. [B]Prawdopodobnie[/B] nie był to wielki błąd, czy niedbalstwo weterynarza, bo mógł nie zauważyć, że ściął kawalątek jajnika, a tym bardziej jeżeli tylko go drasnął, choć może ciął ze zbyt małym zapasem. Teraz już wiem, że lepiej by było, gdyby robotę ktoś "spartaczył" i zostawił duży kawałek albo cały jajnik, bo wtedy ponowna operacja załatwiłaby problem. Nie wiem dokładnie, jak jest, bo suczkę trzeba po prostu "otworzyć", żeby coś zobaczyć, a na to się na razie nie zdecydowałam, bo można nie zobaczyć nic. Natomiast ten "urok" suczki po kastracji, kiedy szaleją hormony i cieczka jest 4-5 razy w roku (czyli kończy się jedna cieczka, robimy dwa głębokie oddechy i zaczyna się następna), to bagatelizowanie i spłycanie problemu, bo problem jest i to z konsekwencjami zdrowotnymi dla suczki. Zdecydowałam się na kastrację mojej suczki z określonych i wydawało mi się wtedy, przemyślanych powodów. Właściwie to myślałam, że oprócz tego, że to operacja, to są same plusy - nie będzie ropomacicza, mniejsze ryzyko wystąpienia nowotworów sutków, no i lżejsze życie dla moich samców, bo w trakcie cieczki w domu jest po prostu horror - psy nie jedzą, nie śpią, dochodzi do bójek, co nie ma miejsca, gdy nie ma cieczki, psy są tak "rozedrgane" emocjonalnie, jakby miały eksplodować... Teraz stoję przed podjęciem jednej z trzech decyzji, wiem już, że każdy z tych wyborów jest zły: -mogę nic nie robić -można podawać hormony -można podjąć się ponownej, niestety rozległej tym razem operacji "w ciemno" i nic nie znaleźć Nie mam żalu do weterynarza, że źle przeprowadził operację, bo [B]prawdopodobnie[/B] to nie jest wynik niedbalstwa - przeprowadzał operację tak, żeby usunąć wszystko - nie udało się. Mam żal, że przez prawie 1,5 roku zbywał problem, podawał różne wytłumaczenia występujących objawów i leczyliśmy ją na zapalenie pochwy. Przede wszystkim mam jednak żal do siebie - że jednak nie do końca przemyślałam kastrację suczki, byłam za mało dociekliwa, nie poznałam wszystkich za i przeciw, a potem gdy wystąpiły problemy, byłam zbyt ufna i dawałam uśpić swój niepokój różnymi tłumaczeniami. Mogłam podjąć działanie już rok temu! A przede wszystkim nie zdecydowałabym się na drugiego samca w domu!Teraz też na własną rękę robiłam badanie hormonów... Nie mogę uwierzyć, że przez tak długi czas dawałam się zbywać... Nie jestem od dzisiaj przeciwnikiem kastracji suczek - jestem za rzetelnym podawaniem informacji, bo są niezbędne, by podejmować właściwe, przemyślane decyzje (nie mówię tu o suczkach w schroniskach - tu trzeba kastrować). A jak już wystąpią problemy, to weterynarze nie powinni kierować się rutyną, a nie mówię już o powtarzaniu wydumanych teorii o "syndromach", "niezależnych tkankach", tylko należy w tej i tak nieciekawej sytuacji podejmować rozsądne, przemyślane decyzje i szukać rozwiązania - bo to żaden "urok" - życie suczki z 5 cieczkami w roku i szalejącymi bez ograniczeń hormonami.
-
[quote name='Mika19']Takie przypadki się zdarzają.Napewno wet nie mógł zostawić części jajowodu jak niektórzy pisali.[B]Po operacji dopuszcza[/B] [B]się do wystąpienia cieczki.Oczywiście należy to skonsultować z[/B] [B]weterynarzem[/B].[/quote] Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem. Kto dopuszcza? Dlaczego dopuszcza? W jakim celu dopuszcza? Niestety ja również mam problem po kastracji suczki - już wiem, że ogromny. Jestem tak zdenerwowana, że nie potrafię na razie więcej napisać - dzisiaj pierwsze konsultacje z weterynarzami, kiedy już wiem, co i jak i mogę konkretnie pytać, a nie dawać się zbywać kolejnymi tłumaczeniami, które przytłumiały od ponad roku mój niepokój. Prześledzę później dokładnie ten wątek i będę chciała nawiązać, choćby na PW, kontakt z osobami, które przechodziły to, co teraz czeka nas.
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jakoś nie pociesza mnie fakt, że atmosfera na wystawach i w wątkach na dogo jest mało sympatyczna również wśród miłośników innych ras niż cairn teriery.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Przepraszam [B]nokian73[/B], ale nie napisałam, że „wygraną należy się szczycić wtedy, gdy ma się konkurencję”. Śledziłam (chyba na dogo) dyskusję na temat przyznawania „tytułów z automatu”, gdy jest wystawiany jeden pies i wiem, że tak być nie musi, choć uczestnicy rozmowy w wątku pisali również o takich sędziujących, którzy przyznają pewne tytuły automatycznie w sytuacji, gdy nie ma rywali i pies dostaje ocenę doskonałą. Wynikało z tej rozmowy również, że wystawiający chętnie jeżdżą na takie wystawy, więc coś w tym chyba musi być, ale nie o tym pisałam. Taki jest urok wystaw. [/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Napisałam o propagandzie sukcesu, o „wygranych” „zwycięstwach”, dokładnie to, co chciałam napisać i pozostaję przy swoim zdaniu, choć być może nie rozwinęłam tematu. [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]A krótkie rozwinięcie wygląda tak - są tacy hodowcy, którzy dzielą się wielkimi i małymi sukcesami wystawowymi swoich futrzaków, mówią o ocenie doskonałej i 1 lokacie, ale przechodzi im również przez usta, że pies zajął dalsze miejsce (i coś mi się wydaje [B]nokian73[/B], że Ty do nich należysz, bo zaglądam na Twoją stronę ;)). I to jest dla mnie fajne. Są również hodowcy, którzy piszą szczerze, że umarł im jakiś psiak z miotu, bo przecież się tak zdarza, a są i tacy, którzy „wmawiają” mi, że urodziły się cztery pieski, a ja na zdjęciu widzę pięć ogonków. Przecież nie zawsze jest wszystko naj…, czasem jest sukces, a czasem coś nie wychodzi – samo życie. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Swoje uwagi: o reproduktorze w gościnie, wygrywaniu z samym sobą, sprzedaży dorosłego psa pisałam w określonym celu. Zdaję sobie sprawę, że opisane przeze mnie sytuacje nie są jednoznacznie „złe” w ocenie i o to mi chodziło. [B]Minagro [/B]„ośmielił się” pochwalić sukcesami swojej suczki i rozpoczął się sąd nad Jego moralnością. Nie wystarczyła jedna odpowiedź [B]minagro[/B] na stawiane Mu :zarzuty”, trzeba było dzielić włos na czworo i brnąć dalej w publicznym roztrząsaniu wyjaśnień. A-ha - a na początku wywodów pojawiły się oczywiście gratulacje. Żałosne…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jeszcze dwie uwagi [B]nokian73.[/B] [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]- Ja się jednak dziwię, że „taka” atmosfera panuje w dziale cairnów. Pewnie, tak jak piszesz część animozji przenosi się z wystawowych ringów, ale nie tylko… Czasem taka atmosfera jest wynikiem, tego, że KTOŚ ma poczucie, że jest „Naj” i uważa, że ma niekwestionowane prawo, by traktować innych "z góry". Nadal czuję zażenowanie, gdy pomyślę o niektórych rozmowach w „kernisiowych wątkach”, o udzielanych miłośnikom cairnów naukach, o braku taktu przy zwracaniu uwag konkretnym osobom, wypowiadaniu z zadartym wysoko w górę nosem „rad” forumowiczom zainteresowanych rasą. Brrrr…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]- Odnośnie dzielenia się wiedzą - rok temu szukałam hodowli, by zakupić psa. Rozmawiałam z jednym z hodowców, ale nie zdecydowałam się kupić od niego szczeniaka z pewnych względów. Wtedy, gdy Walker był już w naszym domu ten hodowca zadzwonił do mnie, zapytał, czy kupiłam psa i pomimo, że nie miał w tym żadnego interesu powiedział, że mogę zawsze do niego zadzwonić, jeżeli będę miała pytania, czy problemy z psami. Miło wspominam naszą rozmowę. Takich hodowców cenię, takich ludzi cenię. Bezinteresownie miłych, chętnych do pomocy, do podzielenia się częścią swojej wiedzy i doświadczenia. Moim zdaniem, nie jest sztuką być miłym, doceniać i nagradzać „swoich”, czyli tych, którzy kupili psa z danej hodowli, a do tego jeszcze wystawiają go z sukcesami albo tych, z którymi prowadzi się „hodowlane interesy”. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jeszcze z fajnych doświadczeń z hodowcami - jedna z osób piszących w dziale cairnów zaproponowała mi pomoc i rady, jeżeli „przekonam się” do wystawiania swojego psa – to było bardzo miłe, doceniam to :smile:.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Kibicuję w wystawowych zmaganiach posiadaczom wszystkich cairnów, które spotkałam na dogo, za każdego psiaka trzymam kciuki, szczerze gratuluję sukcesów. Nasz Walker miał być wystawiany, ale po „doświadczeniach” z wątków cairnów pozostanę najprawdopodobniej mało ambitną, „niezaangażowaną”, pozbawioną „pasji” miłośniczką cairnów bez pucharów, również „symbolicznych” ;). [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]PS[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][B]AnkaS-P[/B] rozumiem wzburzenie. Moje posty nigdy nie były skierowane do Ciebie :smile:. Pozdrowienia dla Rodzinki Walkera i przepraszam, że nie wystawiam Twojego „ulubieńca” :oops:.[/FONT]
-
Poświatko - melduję się, że byłam u Ciebie, a "Cię" nie ma...:placz: Zajrzę za czas jakiś, może, jak wena wróci fotki wstawisz :cool3:. Całusy!
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Na wstępie – gratulacje i życzenia sukcesów dla Autora topiku Champion.. Obejrzałam psiaki na „zalinkowanej” stronie – trójka futrzaków urocza :smile:.[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Czytając [B]RobertaM[/B] zastanawiam się ciągle – skąd my się znamy???? Zaledwie na kilku wystawach kibicowałam cairnom, hodowcą nie jestem, więc[B] RobertM[/B] z pewnością nie zaszczycił mnie rozmową, a jednak ciągle mam nieodparte wrażenie, że się znamy…. Ten styl wypowiedzi ex cathedra - skąd ja to znam…:hmmmm:? [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Gdyby nie nick i liczba „postów” [B]RobertaM[/B] powiedziałabym, że spotkaliśmy się w innych „kernisiowych” wątkach, no ale to przecież nie jest możliwe, bo [B]RobertM[/B], to „prawie ekspert” od wszystkiego i „prawie posiadacz” cairna, a w innych wątkach wypowiadali się jednak inni...[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nie znam [B]minagro[/B], nie znam Jego motywacji, nie wiem, jak dba o swoje psy, o ich zdrowie, co jest dla Niego ważne, a co nie, gdy wystawia swoje psy. Po wypowiedziach „PRAWIE” EKSPERTA w dziedzinie cairn terrierów, kynologii, weterynarii, etyki - [B]RobertaM[/B] - na temat [B]minagro[/B], nadal nie odważyłabym się na publiczne wydawanie wyroków i publiczne osądzanie człowieka, z którym „PRAWIE” EKSPERT nigdy nie rozmawiał.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Można tak drążyć sprawę czystości intencji [B]minagro[/B], badać trafność podjętych przez Niego decyzji, mierzyć Jego miłość do psów w wątku, gdzie pochwalił się sukcesami swojej suczki. Tylko po co? [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Wiem o hodowli cairn terrierów, która zajmuje się również hodowlą innych ras i widziałam jakiś czas temu ogłoszenie, że owa hodowla sprzedaje „sukę championa” tej „innej rasy”. Ja bym swojego futrzaka za żadne skarby świata nie oddała, ale nie przyszło mi do głowy, by osądzać takie zachowanie publicznie na dogo,. [B]RobercieM[/B] – to co – pociągniemy temat? Tylko po co :shake:?[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nie wyobrażam sobie również, że mając psa reproduktora wysłałabym go w „gościnę” na kilka miesięcy do innej hodowli (a wiem o dwóch hodowlach cairn terrierów, które nie mają skrupułów w tej kwestii), bo ciągle myślałabym, że mój przyjaciel tęskni za domem i jak fatalne w skutkach jest takie rozstanie ze stadem (nie wspomnę już o mojej tęsknocie), ale nie przyszło mi do głowy osądzać takie postępowanie publicznie na dogo. [B]RobercieM[/B] – to co – pociągniemy temat? Tylko po co :shake:?[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jeszcze mogłabym podyskutować na temat opisywanych na stronie hodowli „zwycięstwach” i „podbojach” dokonywanych przez pewnego cairn terriera na wystawach, kiedy to ów zwycięzca był jedynym przedstawicielem rasy na wystawie. Dla mnie zwyciężyć można kogoś, wygrać z kimś, pokonać kogoś – nie przyszło mi jednak do głowy osądzać publicznie na dogo takie zwycięstwo. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Można tak mnożyć…, oceniać...., publicznie "linczować". Po co?[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Powtarzam – nie znam [B]minagro[/B], nie znam jego intencji, nie potrafię zmierzyć Jego miłości do psów. Może w pewnych przypadkach postąpiłabym inaczej niż On. Czy lepiej? Kwestia oceny, o ile nie złamałabym prawa. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Myślę jednak [B]RobercieM[/B], że zamiast „trollować” w wątku kogoś, kto pochwalił się sukcesem swojej suczki, warto skupić się na „szlifowaniu” kunsztu eksperta, może dojrzejesz w końcu do kupienia sobie cairna i wtedy poddasz się naszej publicznej ocenie na dogo, a wierz mi – słodko nie będzie ;-).[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]To co - [B]RobercieM[/B] – podejmujesz wyzwanie i pojawisz się na dogo w swoim własnym wątku, jako dumny właściciel cairn terriera, a my Cię publicznie ocenimy, omówimy Twoje decyzje, intencje, zamiary, czy „trollujesz” dalej :cool3:?[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Przepraszam, że wtrąciłam swoje „trzy grosze”, ale w każdym „czynnym” topiku cairnów - afera – jak nie hodowcy-moralizatorzy, to troll- „prawie” ekspert. Denerwuje mnie to okrutnie, bo cairny są cudne, a nie można spokojnie i miło porozmawiać na dogo w dziale poświęconym cairnom :cool1:. I małe pytanko - hodowcy cairn terrierów się nie znoszą, czy mi się tylko wydaje? [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]PS[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Odpowiedź na ostanie pytanie znam :diabloti:...[/FONT][/SIZE]