Jump to content
Dogomania

Aga - Czakra

Members
  • Posts

    1411
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Aga - Czakra

  1. Fundacja w tej chwili nie dysponuje taką kwotą - i pewnie jeszcze długo nie będzie dysponowała. Nauczyłaś się, Kasiu, małej a ona powoli uczy się waszego życia i coraz mniej sytuacji ją stresuje, a Ty wiesz jak ten stres rozładować. W tej chwili to jest najcenniejsze dla niej, nie żadne zastawki. Jak będziesz na kontroli - to zapytaj o możliwość przeprowadzenia sterylizacji - czy i kiedy będzie można poddać ją takiemu zabiegowi.
  2. tego nie wie nikt - nie wiemy jak bardzo uszkodzone jest mózgowie. Do tego potrzebne jest badanie rmg lub tk. Jej stan zależy od wielu czynników - od tego jak będzie reagowała na leki i od tego jak poradzi sobie z otaczającą rzeczywistością. Z tego co Kasia pisze wynika, że Amberka źle reaguje na określone sytuacje - staje się wtedy agresywna. Z weterynaryjnego punktu widzenia można to wytłumaczyć tak - że kiedy u małej wzrasta stres - podnosi się poziom ciśnienia - powoduje to zwiększenie się ilości płynów i wzrost bólu - wtedy Amberkę drażni wszystko i staje się nieznośna. Jeżeli ktoś potrafi z tym żyć - niech żyje. Nie wiemy tylko czy i jaki silny jest ból - prawdopodobnie im bardziej wkurzona tym ból silniejszy Kasia potrafi sobie z nią poradzić - niestety nie jest w stanie wyeliminować wszystkich sytuacji stresujących Amberkę - tym samym nie da się uniknąć ataków bólu wywołujących jej złość. Błędne koło. Operacja, gdyby się udała, uwolniłaby jej móżdżek od ucisku - zmniejszyłaby jej ból i wynikającą z niego złość. To tak po krótce. Ale szczerze powiem, że sytuacja jest bardzo trudna. Nie wiem czy bym zdecydowała się na taki zabieg ze swoim psem - chociaż jak przypomnę sobie poczynania z Irą (diagnostyka, odbarczanie rdzenia kręgowego, konsultacje w Brnie, zakup sprzęty rehabilitacyjnego, potem wózek inwalidzki, cewnikowanie...) - nie jestem już taka pewna... Chyba w jej przypadku najważniejsza jest na razie reakcja na leki i życie. To już rola Kasi - obserwować małą, ale pewnie dopiero po kilku dniach obraz będzie w miarę wiarygodny - o ile nie zdarzy się nic co Amberkę wkurzy - najpierw Amberka będzie musiała ochłonąć po Kasi powrocie, wrócić do stanu sprzed wyjazdu.
  3. [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]Dobre i złe wieści.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]Dobre:[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]- Amberka dostała ofertę gratisowej operacji wszczepienia zastawki, która będzie odprowadzała płyn z czaszki do jamy brzusznej[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]Złe:[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]- musimy sfinansować koszt zastawki i badania rmg lub tk (3 - 3,5 tys.)[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]- operacja bardzo ryzykowna - ze względu na efekty i możliwość powikłań[/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=lucida grande]- warunek przeprowadzenia operacji - odpowiedzialny dom stały gotowy na opiekę nad chorym psem, bo Amberka będzie do końca życia chorym psem wymagającym szczególnej troski[/FONT][/COLOR]
  4. Droga Szuwar - miałam nie pisać, ale Ty tak pięknie i ciepło o niej piszesz... jakbym siebie czytała gdy pisałam o Omku. Dla niewtajemniczonych - Omek to taka sama zaraza jak Świnka, też ze śmietnika, też wszystkich żrąca. Więc - MUSISZ bezwzględnie, że tak napiszę, zrozumieć, że pekińczyk do niczego nie służy. To jemu się służy. Sam w sobie jest Słońcem Słońc i basta. Życie całej rodziny toczy się wokół pekińczyka. Jest jedynym psem, któremu zawsze wszystko wolno. Jest najważniejszy zawsze i wszędzie. Sam sobie wybiera najwierniejszego sługę (przykro mi, ale to nie jest miłość), bez którego wydaje się być bezradnym. Pekińczyka podsadza się na kanapę, fotel, potem oczywiście trzeba go z niego zdjąć. Karmi się go z ręki, najlepiej - on na fotelu, ty na kolanach podajesz mu po jednym chrupeczku usmarowanym pasztetem np. Oczywiście trzeba też kupić samochód z klimą - żeby pekińczyk się nie ugotował, bo przecież ma problemy z chłodzeniem (dopóki nie miałam auta z klimą Omek jeździł z wkładem z lodówki, ale zawiniętym w ręcznik żeby zapalenia płuc nie dostał i przekładanym z boku na bok, żeby chłodzić po równo). Jak zakszle to rzucasz wszystko i lecisz z nim do weta. Jak nie chce jeść to kupujesz sto tysięcy różnych karm, którymi później skarmiasz pozostałę psy. Więc pędzisz do mięsnego po pierśc z kuczaka, którą po nocach drobisz na maleńkie kawałeczki, żeby się gnida nie zadławił. Jak sapie na spacerze to nosisz go na rękach... Ale wiesz co jest w tym najcudowniejsze - że ja nie mogę sobie wyobrazić jak kiedyś mogło być bez Omka, że może być jakieś jutro bez niego A tak serio - mamy identyczną sytuację. Kalosz - choć był przed Omkiem - musiał ustąpić mu miejsca w łóżku, nie może warczeć na rudego śmierdziela, choć śmierdziel na niego może. Dwa razy puściły mu nerwy. Skończyło się dla malucha tragicznie (żyje, choć to zakrawa na cud). Nigdy nie są zostawiane same razem - choć agresorem jest pekińczyk. Co do gryzienia - Omek potrafi złapać każdego naszego psa i kota też, pogryzł parę osób, dość mocno nawet jak na taką małą połamaną paszczę, w tym syna i męża. Dopóki był w miarę silny zabierałam go ze sobą wszędzie - bo jak zostawał beze mnie to przez kilka dni nie robił kupy. Teraz jest już bardzo słabiutki i często nie kontaktuje - tym samym zrobił się łagodniejszy i bardziej przystępny dla reszty rodziny - z wielką łaską pozwala się nosić na rękach jak już nie ma siły wrócić ze spaceru. Amberka też po jakimś czasie odpuści i zrobi się bardziej rodzinna. Wydorośleje, poczuje się bezpieczna i ważna - przestanie niepodzielnie królować, bo zobaczy że nikt nie dybie na jej koronę Pozdrawiamy fanów Amberki (Świnka jest straszna) Aga i Omek
  5. wrocław - dr Sekuła, świetny ortopeda, ale nie wiem jaki neurochirurg
  6. dr Mederski, Grudziądz polecano nam Sternę w Warszawie ale nie miał terminów no i Brno oczywiście, do którego i tak trafiliśmy w końcu - gdybym wiedziała to, co wiem teraz - pojechałby od razu do brna (1000 km w jedną stronę) - kilinika Jaggy
  7. to zależy od rodzaju mielopatii - zwyrodnieniową można leczyć - więc długość życia zależy od podjętych działań i ogólnej kondycji psa - degeneracyjnej niestety nie przy mielopatii degeneracyjnej - od diagnozy do śmierci - w naszym przypadku - troszkę ponad rok, z czego 9 miesięcy na wózku spowalnia krioterapia, ale lato jest zabójstwem przykro mi
  8. właśnie tak było - jak napisała Marchewa - przez telefon i już po przyjeździe mówiła o tym przeczuciu, a jej małżonek przez telefon to samo i jeszcze, że ona jest jak medium od psów. Nie było to jakieś przekonujące, ale... Właśnie było jakieś "ale", choć był też strach. Głupi, ale był - czy Bazylek nie wyleci z pociągu w gadńsku jeszcze, na trasie... wiem, wiem - to była szalona ale dobra adopcja. I widziałam na własne oczy zabawy Bazylki z Lechem. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i jeszcze raz dzięi dziewczynom zą wątek i determinację, choć nie zawsze chce się pisać na tym forum. Ja już prawie nie zaglądam - nawet wizytę Marchewy przegapiłam.
  9. Wredny charakterek? Ona sobie biegła po prostu i jeszcze raz z Kicią [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=d0d64824ae17ee34][IMG]http://images37.fotosik.pl/990/d0d64824ae17ee34m.jpg[/IMG][/URL] a tu z ulubioną zabawką - Fretką. Ma też piłeczkę i świnkę różową, która piszczy jak świnka [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=5a87786b557f2d4c][IMG]http://images47.fotosik.pl/1027/5a87786b557f2d4cm.jpg[/IMG][/URL]
  10. [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=671e6f198637cee0][IMG]http://images38.fotosik.pl/1010/671e6f198637cee0m.jpg[/IMG][/URL] zabawa z Kicią [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=35a0141393a21af5][IMG]http://images37.fotosik.pl/982/35a0141393a21af5m.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=33777bda753e2f86][IMG]http://images43.fotosik.pl/1020/33777bda753e2f86m.jpg[/IMG][/URL]
  11. troszkę to trwało, ale wizyta u Bazylki odbyła się w końcu. Bazylka z Adasiem - swoim młodym ulubieńcem, który troszkę ją obraża nazywając "Parówką" [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=68ae8d8ae6924ecd"][IMG]http://images50.fotosik.pl/1030/68ae8d8ae6924ecdm.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=fd422f94c5475de4"][IMG]http://images35.fotosik.pl/833/fd422f94c5475de4m.jpg[/IMG][/URL] jakość zdjęć taka sobie, zapalenie zatok rzuciło się też najwyraźniej na obiektyw. Po kliknięciu - otworzą się w dużym oknie Generalnie - wygląda to tak, jakby Bazylka zawsze tam mieszkała, jakby zawsze spała na tej kanapie, jakby zawsze sikała pod tą a nie inną ścianą. Jeżeli chodzi o uszy - to domowe warunki naprawdę czynią cuda. Uszy nie są zapuchnięte - różowe, tak samo spojówki. Nie ma ani śladu opuchlizny czy zaczerwienienia, łapki też ładne. Mimo, że Bazylka kategorycznie odmówiła jedzenia puriny. Dieta gotowana jej pasuje. Włos jest gładki, czyściutki, nie wypada. Wygląda ślicznie. I choć cały czas przytulała się do mnie - jest szczęśliwa ze swoją Rodziną. Ma swoje zabawki, swoje nowe nawyki, swoje domowe głupawki. MImo całego lęku związanego z adopcją, trudności z wizytą poadopcyjną - możemy cieszyć się i życzyć im wszystkiego dobrego
  12. Bazylka też już chyba poczuła się na swoim, bo poturbowała Kiciora (sunia) przy stole, a w zasadzie pod nim, przy obiedzie. Więc państwo będą musieli ciut zweryfikować swoje zaufanie do wzajemnej miłości obu sucz. Nic poważnego się nie stało - ale obie wylądowały na pogotowiu weterynaryjnym. Okazało się że Bazylka ma zapalenie uszu - więc czyszczenie, leki i kontrola za tydzień. Dodatkowo będą usuwać kamień i tego guzka spomiędzy cycków Niestety nie mam zdjęć, więc muszę wierzyć w to co mi mówią - Bazylka rozpanoszyła się w domu, na spacerach biega jak oszalała, zatacza kręgi szczęścia. Śpi albo koło albo na łóżku dziecka.
  13. jeżeli chodzi o psiego rezydenta - to jest to Kicia - mała znajdka, mieszniec chińskiego grzywacza z czymś tam. Kicia - bo jest jak kot. Ma więc Bazylkę w głębokim poważaniu, a Bazylka jak wiadomo inne psy o ile nie włażą jej w drogę też ma gdzieś. Więc jeżeli panny będą się nadal ignorować, to w końcu na tyle przywykną do siebie i do tej ignorancji, że nie powinno być problemów. A ja tam w żadną hierarchię nie wierzę. Albo twój pies Cię szanuje, albo nie. I nie ma to nic wspólnego ze spaniem w łóżku. Niech śpi - ale niech potrafi z niego zejść bez awantur. Oczywiście adoptującym tego nie mówię Ta cała hierarchia i zależność w stadzie to nie jest takie proste, zwłaszcza przy kilku psach. Inny szefuje w domu, inny na spacerze. Przekazywanie pałeczki w poszczególnych obszarach odbywa się jakby naturalnie, oczywiście są walki podjazdowe, ale ewidentne walki zdarzają się bardzo rzadko.
  14. no to noc mamy za sobą. Bazylka dotarła cała i zdrowa. Mieszkanie przerosło ją, nie wiedział czy ma wejśc, jak wejśc, jak chodzić po dywanie, panelach - jakby nie mieszkała w domu, albo jakby zapomniała. (ale już sobie przpomniała -Ewa dostała zdjęcie z kom, i jak umie - to prośba o wklejenie, bo ja z kom nie umiem). Spała w pokoju syna - na łózku i pod łóżkiem. Chodzi za swoją nową rodziną krok w krok i nieśmiało macha ogonkiem. Chyba jest ciut zagubiona - ale to dzielna pannica i da sobie radę
  15. [quote name='Jasza']Ale cudo... Czy ona nie przypomina spanielka tybetańskiego??? Poszukam na forum.[/QUOTE] no, raczej nie ... ale to nieistotne - jest bardzo ładna i malutka, a takim psiakom łatwiej znaleźć dom. I jak doczytałam - nie stwierdzono cukrzycy. Niepokoi wa nadmierne picie - psy piją z nerwów, ze strachu - tk reagują na stres. Oczywiście nie wszystkie - ale sama mam takiego pijusa. Piją też z bólu. A jak piją to i sikają. ps. cieszcie się, że nie jest spanielem tybetańskim - moje potrafią nasikać do łóżka jak coś im się nie spodoba albo jak się zdenerwują
  16. i jeszcze - oczywiście wiztyta poadopcyjna będzie. Jutro umówi się z nimi moja siostra - lek.wet. notabene, będzie ją prowadzić wetrynaryjnie, bo doświadczenia weterynaryjnego nowy dom Bazylki nie ma. Znajdka nie choruje i chodzi tylko na szczepienia, odrobaczanie i odkleszczanie. Jeżeli dogadają się z moją sister to Bazylka będzie miała zaufany serwis. To nie był warunek adopcji, ale Pani bardzo się ucieszyła. Zaprosiła na wizytę do Bazylki również - i to sama zaproponowała już podczas naszych rozmów telefonicznych. Obiecała przesłać zdjęcia. a jak będzie to zobaczymy ps. na temat DA miała dużą wiedzę. Musiała na prawdę się nimi interesować ale i tak mam nerwa strasznego
  17. no jestem nerwuski Pani zadzwoniła w sobotę wieczorem z pytaniem czy można do Bazylki przyjechać i ją zobaczyć. No, można, prawda? Za chwilę, bo musiała ustalić terminy, zadzwoniła, że przyjedzie jutro, czyli w niedzielę. Ale pociągiem, z Warszawy. Dajcie wiarę, albo i nie - ale odradzałam. Oczywiście w międzyczasie zadałam 100 pytań i nie zadałam 200 pytań ważnych. W domu jest mały pies - znajda, ale zachowuje się jak kot, nie interesuje się psami. Jest dziecko - syn, 10 lat, wie co można a czego nie w odniesieniu do psa. Tylko ten pociąg i ten pośpiech... Rano w niedzielę zadzwonił Pan - że jednak poczekają na odbiór samochodu z warsztatu i wtedy przyjadą. Ale wieczorem kolejny telefon, że jednak w poniedziałek pociągiem i że na pewno wszystko będzie dobrze. Bazylkę Pani znalazła poprzez wątek na molosach, który 100 lat temu założyła osoba zainteresowana Bazylką. Ale trafiła chyba na ten nasz wątek, bo coś wspomniała o "2 latach w schronie" w tytule - a tego nie ma na molosach. Ogólnie nie sprawiała wrażenia rozczytanej w wątkach czy infprmacji na fb albo na stronie Fundacji. Nie każdy drąży w necie. Zastanawiała się z rodziną nad kupnem DA i trafiła na DA do adopcji a potem na Bazylkę i wpadła. Ta i koniec. Mnie i nasz wszytkich troszkę przerażał ten pośpiech Pani, jakby od tego miało coś zależeć. Pytałam o to - tak czuła i po prostu musiała przyjechać. Rozumiem, ale jednocześnie niepokój jest. Nie miała wcześniej żadnego molosa (a tak zrozumiałam), miała bliski kontakt z dogami poprzez przyjaciół. Wyprowadziłam Bazylkę - Ewa czekała przy drzwiach biura. Bazylka podeszła do niej, zaczęła się cieszyć i skoczyła na nią z jęzorem. Poszłyśmy na spacer - one razem, ja z boku. Bazylka sprawdzała czy jesteśmy obie. Była inna niż zwykle. Nie chcę tu pitolić o przeczuciach, bo ja żadnych nie miałam w tej kwestii, ale była inna - ciekawa, nawet w szywary Ewę wciągnęła, do robotników na budowę za płot wlazła. A wczoraj byłam u niej - i na spacerze zachowywała się jak dawniej. Dziś jej odbiło. 1000 razy pytała czy na pewno, 1000 razy powtarzałam, że jest dla nas bardzo ważna i że w każdej chwili ją odbierzemy. I 1000 razy słyszałam, że jest taka jaką sobie wyobrażali na bazie zdjęć i filmików. W schronisku były dwie weterynarki - wymieniły wszystkie dolegliwości zdrowotne łacznie z konsekwencjami nieprawidłowego żywienia. I znalazłyśmy jej wiszącego guza pomiędzy cyckami. Nic - odpowiada, nic ie przeszkadza, o wszystkim wie. Pani zauroczona. Po czym Bazylka dostała dość ekscentryczną obróżkę i smyczkę... blady róż w białe łapki. Wyglądała ślicznie. W ogóle Pani też dość ekscentryczna, ale jak to Ewa Bazylkowa (ta nasza Ewa z wątku) powiedziała - właściciele DA są zawsze ekscentryczni. Więc i tych w typie - też mogą. Nie oceniam - tylko stwierdzam. Ja podobno dziwaczka jestem, więc wszystko zależy od oceniającego. Pani zdecydowana, pewna siebie i przekonana że Bazylka jest właśnie jej Bazylką. Pasowały do siebie, jakby zawsze chodziły na spacery. W mieście Bazylka zachowywała się bardzo ładnie - wąchała krawężniki, kosze na śmieci, połaziła sobie po skwerku pod byłym Żakiem i na prawdę zaglądała do piwnego ogródka. Na dworzec weszła dość pewnie, ale przeraziły ją jasne śliskie schody - więc ciut ją popchałyśmy. Po kamiennych zeszła sama, tak samo sama weszła na peron. Ludzie w ogóle jej nie przeszkadzali. Pociągu nie przesraszyła się, ale widać było, że ten gwizd nie jest dla niej komfortowy. Do wagonu trzeba ją było wnieść - raz, że się bała, dwa, że nie ma innej możliwości na peronie w gdańsku - tylko pies nauczony sam wskoczy do wagonu, i to duży pies, bo wagon jest z metr nad peronem. Piszę to wszystko, bo bardzo bałyśmy się jak Bazylka zachowa się na ulicy, na dworcu, peronie, w pociągu... Była dzielna. W wagonie podobnmo śpi sobie i tuli się. Będą w Warszawie po 22. Moje odczucia adopcyjne? Strach i złość na siebie, że za mało zabezpieczających Bazylkę dokumentów, że nie zrobiłam jeszcze jednej umowy. Że w głowę nie wszczepiłam jej kamery. Żartuję, ale boję się strasznie. Nie wiem czy się cieszę, ja dość ponura z natury jestem. Może ten strach za duży.
  18. no niestety czasem trafiają się takie niejasne i dziwne sytuacje. Tylko skoro nas przy tym nie było - tak do końca nie wiemy co tym ludziom powiedziano. Widocznie tak musiało być. Mnie też mówili - nie bierz tego czy tego, bo coś tam. Wzięłam. Kota też. Ze swojej strony mogę napisać, że Bazylka jest psem mało dostępnym w stosunku do obcych i nikt nie jest w stanie powiedzieć jak wyglądałaby jej reakcja na przewracające się na nią małe dziecko, ale na pewno nie jest psem agresywnym ani wykazującym jakiekolwiek reakcje w towarzystwie dzieci (oprócz reakcji "oddaj ciastko"). I chciałam się przyłączyć do podziękowań za allegra. Ja ogłaszam ją cały czas na Trójmieście - raz jako normalne raz jako wyróżnione ogłoszenie. Od ponad dwóch lat nikt z tego trójmiasta nie zadzwonił ani nie napisał. Ale jest. Nigdy nie wiadomo. I Ewie chciałabym bardzo podziękować - za opiekę, spacery i całe psiarstwo Bazylkowe
  19. Ona się pięknie komponuje w kwiatach. Pięknie komponuje się na smyczy... i to by było na tyle. Na FB gości ma tyle co kot napłakał. Smutne i smutne jest to, co nawet w pierwszym poście jest podkreślone - niewiele osób zajrzy, niewiele osób zostanie - bo krew się nie leje
  20. na FB jest na profilu Fundacji Irasiad-Zagubionym w psach do adopcji raz jako Bazylka raz jako Argentynka, ale jakoś mało kogo wzruszyła. Niemniej jednak bardzo dzięujemy za wydarzenie
  21. kobity - dostałam info od Octy, że w schronisku w Tychach jest pekińczyk w dramatycznej sytuacji - na ogólnych boksach, atakowany przez psy. Mimo panicznego lęku o niego i pamięci o Cesarzyku - dla mnie za daleko żeby go odebrać i zawieżć do KŚ. Wiem, że ciasno w KŚ - ale... ja bym go wirtualnie adoptowała. Jest na allegro [URL]http://allegro.pl/pekinczyk-maly-brzydal-blaga-o-dom-i-pomoc-i1573438083.html[/URL]
  22. Dzwonił Pan z Krakowa... a wcześniej z Torunia, też pan. Oba pany mają psy - jeden dobermana z historią papierową (rodowód) a drugi z historią życiową (bezdomność). Jeden stracił dobermankę, drugi doga argentyńskiego. Jeden nie przyjedzie, drugi myśli. Jeden nie czyta, drugi czyta wątek (trafił z allegro). Oba kontakty zachowałam. Nic to, na razie szukamy dalej
  23. ona na tym zdjęciu jak jajko wielkanocne wygląda pozdr z kętrzyna
  24. śmieszna ta nasza Irminka. Rozmawiałam kiedyś z owczarkarzami - tej jej tatuaż - bardzo długi - może być węgierski. Odkrywanie historii schroniskowych psów jest jak rozwiązywanie szarad. Podejrzewamy, że sporo rodziła, że nie jadła zbyt dobrze - do schroniska trafiła już z zanikami mięśni i odleżynami. Ale potrafi chodzić na smyczy, na spacery, umie zachować się w mieszkaniu. Prawdopodobnie była kojcowa, ale może wcześniej miała domowe warunki. Kiedyś był w schronisku basenji - i tak od słowa do słowa, od ludzia do ludzia - cała historia znana - znana matka, znany ojciec, pseudohodowca, tylko właściciel niewiadomy Był owczarek z tatoo z Katowic - hodowca sprzedał go handlarzowi, więc nie wiadomo kto go kupił, nie był nigdzie zarejestrowany, ale co jakiś czas pies uciekał właścicielowi i powiadamiano o tym hodowcę. Był chart polski z tatuażem - po trzech dniach został odebrany przez odowcę ze Śląska. Właścicielka wyjachała za granicę i zostawiła psa pod "opieką" znajomych - była tak dobra, że pies wylądował na obserwacji w kierunku wścieklizny, w schronisku i został zakwalifikowany jako nieadopcyjny z powodu agresji Odnalazła się też właścicielka beagle z amerykańskim czipem i labradora z Malborka - ale to nie były szczęśliwe zakończenia
  25. a jak Bazylka wygląda tak w realu? Czy widzisz jakąś poprawę, jeżeli chodzi o oczy i opuchliznę i tak ogólnie? Udało się ze smarowidłem? postaram się odwiedzić ją
×
×
  • Create New...