-
Posts
4822 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
3
Everything posted by Beatrx
-
W domu pies moze podejsc do czlowieka, zostac poglaskanym, ktos sie z nim pobawi czy po prostu "pogada". W normalnym domu. Moj pies wiekszosc czasu w domu przesypia. Ale codziennie jest tak, ze po prostu sobie przyjdzie, pomerda ogonem, poprzymila sie, ja do niego pogadam, poglaszcze i on idzie spac dalej. Albo przyniesie zabawke. Albo po prostu nawiaze ze mna kontakt wzrokowy, upewni sie, ze jestem. On potrzebuje zwyklego bycia z czlowiekiem i nawet jesli zmienilabym mu "jedynie" miejsce zamieszkania to nie bylby szczesliwy, czegos by mu brakowalo. Jasne, mialby lepiej niz taki, ktorym nikt sie nie zajmuje, ale czy to o to chodzi? Pies, na swoje nieszczescie, wytrzyma bardzo duzo. Ot, chociazby 10lat zycia na metrowym lancuchu karmiony smieciami. Tylko nie mozemy patrzec w ten sposob, bo wlasnie przez to ludzie trzymaja psy w nieodpowiednich warunkach.
-
Wegetacja, nie zycie. Ta psina jedynie tam egzystuje, za jedyna rozrywke majac krecenie sie w kolko i ujadanie. Za takie zycie to ja dziekuje bardzo, tak samo jak i za taka "milosc" mieszczan do psow.
-
Dla Ciebie nie, a dla psa? Sa psy, ktore beda kochaly zycie podworkowe, bo do tego zostaly stworzone (np. owczarek kaukaski). Ale sa takie rasy, ktore zamkniete same na podworku beda sie po prostu meczyly (np. owczarek niemiecki). Jasne, ludzie trzymaja ONki na dworzu, kaukazy w bloku, biora bigle jako jedyne psy i zostawiaja je same na dlugie godziny. I tez mozna powiedziec, ze przeciez tragedia sie nie dzieje, w koncu nikt tych psow nie bije i nie glodzi. Wracajac do tematu wsi i miast: miastowy labrador zyje w zamknietej na stale klatce metr na poltora. W tym buda. Pieskie zycie miejskich psow...
-
A niektorzy nawet jak widza, ze pies moze mieszkac w domu to i tak pukaja sie w glowe, bo przeciez w klatce pies tez zyje. A zeby bylo ciekawiej osoby trzymajace psy w klatkach burza sie, ze pies stoi na lancuchu, mimo ze na tym lancuchu ma wiecej miejsca.
-
Mam u siebie trzy hodowle klatkowe ONkow spod znaku ZKwP i naprawde pseudohodowca, ktory ma jedna suke i nawet co roku rozmnaza ja z psem sasiada, ale za to trzyma ja w domu i zapewnia jej warunki niezbedne dla ONka, jest lepszy niz ci panowie. A juz hitem dla mnie bylo stwierdzenie jednego pana, ze on szczeniaka nie da do bloku, bo ONek musi miec swoj kawalek kojca do strozowania...
-
Ja zawsze uzywalam do tego furminatora. Zostawaly pojedyncze wloski, ale je sciagalam palcami.
-
Po miescie nikt psa traktorem nie przewiezie, bo raz, ze nikt traktora nie ma, a dwa ze takie rzeczy momentalnie zostana zgloszone. Jednak wiecej ludzi na mniejszym terenie to wieksze prawdopodobienstwo, ze trafi sie ktos, kto zareaguje. A na wsi, gdzie jest 3mieszkancow i kazdy zna kazdego? Lepiej odwrocic glowe, bo po co przez "tylko psa" psuc stosunki sasiedzkie.
-
Wspomniany przeze mnie owczarek szkocki ma do jedzenia cala miche chleba. W bloku obok suczka mix doga i onka nie ma kupowanego dla niej jedzenia tylko dostaje resztki ze stolu. A mowie tu o dosc sporym miescie blisko Warszawy i mojej najblizszej okolicy. Wiec z tym "statystycznie" tez bym nie szalala. A ilu sie dziwilo, ze nie chce psa dopuscic do ich suczek? No glupia jakas, nie chce 2stowek zarobic za nic. I to w miescie, nie na wsi. To nie jest tak, ze w miescie to wszyscy oswieceni, kochaja zwierzatka, a na wsi to wszyscy maja je za nic. Jasne, nikt tu psow w polu nie uwiazuje, ale nikt tez nie ma pola. A szczeniaki "nieplanowane" rownie prosto sie usuwa, jak i na wsi.
-
Sama piszesz o zdziwieniu, ze pies mieszka w domu, na dywanie z niemowlakiem, jezdzi samochodem, wchodzi do sklepu. To Ci odpowiadam, ze to zdziwienie nie tyczy sie tylko wsi.
-
Moze tak byc, ale jesli pies przebywa tam raz na ruski rok, a szczekanie jest Ci potrzebne to moze warto probowac.
-
Skoro szczeka w kojcu to czemu nie pocwiczysz tam? Pies zaszczeka, Ty mowisz wtedy np. glos i chwalisz i nagradzasz szczekanie. Jak przecwiczysz odpowiednia ilosc razy to powinien nauczyc sie, ze glos=szczekanie i stopniowo oddalajac sie z nim od kojca przelozysz to na reszte zycia.
-
W miescie tez uslyszysz, ze masz cos nie tak z glowa, bo psa wozisz a ludzie musza na piechote/autobusami jezdzic. A jechac z psem na wycieczke, zeby mial spacer w innym miejscu? Chora, no normalnie chora. Noi moje "ulubione", najczestsze: owczarka niemieckiego trzymac w domu i na spacery z nim chodzic? Na mozg jej padlo, przeciez podworko ma to by biegal, bude mu postawic to by mial schronienie i by bylo. Ze juz nie wspomne o niesmiertelnym "pies sie w bloku meczy".
-
A jak mieszka w domku to sie nie meczy? Ja tam nie neguje, ze na wsiach jest zle, ale w miescie tez nie jest tak kolorowo. Jest wiecej psow, a mniej rzeczy widac. Ot, chociazby jeden starszy pan, ktory wzial sobie onka, a potem go zabil jak sie okazalo, ze pies stal sie agresywny, bo nie wystarczyly mu 3spacerki wokol bloku. Albo rodzina, ktora oddala rocznego goldena, bo przestal byc szczeniaczkiem i znudzilo sie wszystkim z nim wychodzic. A poki z nim wychodzili to i tak pies mial poza fizjologia jeden "dluzszy", polgodzinny spacer na smyczy. I to wszystko w jednym bloku i o tym wiem. A ile jest spraw, o ktorych nie wiem?
-
Przeciez wet od swin i krow to nie bedzie ten sam co wet od psow. A porownanie procentowe wsi i miasta mija sie z celem ze wzgledu na liczebnosc psow w jednym i drugim miejscu. 3-4psy na gospodarstwo, gdzie gospodarstw jest np. 30 to tez zaden rynek, bo i na czym tu zarabiac? Szczepienia raz do roku? Bo chyba nikt nie wierzy, ze ta garstka psow tak choruje, ze utrzyma weta.
-
Ale co z tego, ze kazdy czlowiek ma opieke jak dostepu do najzwyklejszych przychodni nie ma na kazdej wsi?
-
A gdzie sa szpitale, specjalistyczne przychodnie i sklepy dla ludzi? Czy to znaczy, ze ludzie na wsi w ogole sie nie lecza?
-
Moj wujek jechal z psem 15km do weta, ze wsi do miasta, bo pies byl chory. Na szczepienia nikt nie jezdzil, bo wet raz w roku przyjezdzal i szczepil wszystkie psy po kolei. Jak ktos chcial to droge do lekarza zawsze znalazl, niezaleznie czy szukal lekarza dla siebie czy dla psa.
-
Warszawa to w ogole bedzie specyficzna, bo za duzo tam rodowitych mieszkancow "co to ja nie jestem, bo mieszkam w stolicy" i przyjezdnych z mysleniem "pies to do budy i resztki jesc". Noi cala masa ludzi dojezdzajacych do pracy/szkoly, ktorzy moga rzucic przypadkowy komentarz.
-
U mnie ksiadz powiedzial, zeby pieniadze na ludzi dawac, a nie na zwierzeta. Takie mial przeslanie z okazji swiat i okoloswiatecznych zbiorek. Ulice dalej, zamkniety w klatce metr na poltora (mniej wiecej), karmiony suchym chlebem egzystuje owczarek szkocki. Srodek miasta, a takie obrazki widac. To nie kwestia miejsca zamieszkania tylko mentalnosci ludzi.
-
Przydomek to dostaje hodowla, a nie pies.
-
Nie tyle chodzi o czas, bo projekt projektu mam, trzeba go jedynie doszlifowac. Ale zeby cokolwiek zdzialac trzeba najpierw 15 osob, potem sto, a potem jeszcze wiecej i tu wlasnie sie przyda czas, zeby np. pod jakis festyn miejski sie podczepic i zbierac podpisy.
-
Dziewczyny, minal miesiac, mozna bylo sprawe przemyslec i teraz na spokojnie podjac decyzje, kto na 100% chce sie w sprawe zaangazowac. Prosilabym, zeby chetne osoby jeszcze raz sie wpisaly. Pomysl jest taki, zeby zaczac od obowiazkowego znakowania wszystkich psow. Pominac na razie temat sterylek i cala reszte, bo przy obecnym podejsciu do psow nie ma co ryzykowac i trzeba postepowac metoda malych krokow.
-
Tak, Pawel Suski jest w obecnym sejmie. Biuro poselskie ma w miejscowosci Walcz, woj. zachodniopomorskie. Pozniej poszukam, kto jeszcze z Zespolu http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/agent.xsp?symbol=SKLADZESP&Zesp=97 zostal w tej kadencji i znajde kogos kolo mnie.
-
A moze zamiast godziny lekcyjnej cos w stylu apelu? Mialam w podstawowce co miesiac jakies badziewne wystepy roznych grajkow, na ktore zbierali cala szkole na sali gimnastycznej to moze cos w ten desen? Chociaz przeraza mnie to, ze jedna osoba moze zniszczyc caly projekt, bo mu sie cos nie spodoba. A posel musialby zwierzeta kochac i miec twarde cztery litery, bo juz sobie wyobrazam lenty niektorych "bo jak mozna sie glupimi kundlami zajmowac jak dzieci gloduja". To jesli to nie wchodzi jako ustawa to jako co? I czy osoby zajmujace sie tym wczesniej mieszkaja blisko Warszawy?
-
No to teraz 13. To musi byc cala ustawa czy da sie zrobic jakis aneks do obecnej?