-
Posts
7958 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Pipi
-
Przepraszam,nie było mnie kilka dni.Rano,nie wyrabiam się na zakrętach.Do pracy na 12,a kiedy wracam po 20 to znowu ledwo się wyrabiam na zakrętach.Nie wszystkie piesy wytrzymują tyle godzin,to kupki i jeziorka zanim posprzatam i ponakarmiam towarzystwo,to poprostu padam.Jeszcze biegam teraz do szczeniaków w mojej wsi,które chłopaki znaleźli razem z suczką w lesie i zabrali do siebie,ale oni tylko mleko dają tym pieskom,a one biegunkę miały bo sa już w takim wieku/około 8-9 tygodni/,że chyba im mleko już nie jest dobre,albo za tłuste.To są chłopcy w wieku mojego syna i sami mieszkają bez rodziców.Czasami dają jakieś resztki zupy/tłustej,słonej/,jakieś kotlety,czy kiełbasę.Powiedziałam im,żeby tego nie robili,bo im szkodzi.Biorę od nich mleko od krowy,przegotowuję,a najpierw zdejmuję śmietanę na drugi dzień jak wezmę mleko.Stawiam na zsiadłe i mam dla moich psów,a za to gotuję tym małym ryż i korpusy. [FONT=Arial Black]Są to same suczki.Razem z ich mamą jest ich pięć.Było 5 szczeniaków,ale jednego rozjechał listonosz.Nie wiem co będzie,aż boję się pomyśleć,jak one będą większe.[/FONT] [FONT=Arial Black]Boję sie pytać?,ale PROSZĘ WAS,może ogłoszenia? Czy mogłybyście pomóc w ogłoszeniach?PROSZĘ.[/FONT] Oni co prawda mówią,że im nie przeszkadzają i niech będą,ale ja wiem,że będzie tragedia z nimi.Nie wytrzymam i chyba tylko uciekać się przyjdzie gdzieś w drugi koniec Polski. Tak się cieszyłam,że u mnie już posterylizowane są,a we wsi nie było ani jednej suki.To długo mi nie dane było sie cieszyć. Jak zgodzicie się pomóc w ogłoszeniach, to wkleję kilka zdjęć.
-
Mariee,wiem że w każdej lecznicy mogę kupić pipetę,ale nie mogę gdzie indziej bo za wszystko w sprawie tych trzech piesków płaci narazie ARKA.Jak bym kupiła w innej lecznicy,to musiała bym sama zapłacić. W tej chwili mam 16 psów.Dopiero poszłam do pracy i w dodatku to jest półroczny staż i newiele zarobię bo coś ok 700 zł brutto.Otrzymuję od prywatnych cioteczek z dogomani pomoc na psy inaczej cienko bym 'gwizdała" i ja i psy. Jeśli chodzi o dzikie psy,to naprawdę nie mam gdzie go zabrać.Wiem,że jest niedobrze,że są razem.Nie mogę jednak nic zmienić.Od godziny 11:30 do 20:30 nie ma mnie w domu.Czasami jak muszę pojechać z samego rana do miasta,to ledwio co wyrabiam się żeby je raniutko ponakarmiać,wymienić wodę i posprzątać. W dodatku zaczynają sie problemy z sąsiadami.U mnie za płotem zawsze w okresie letnim przyjeżdżają sąsiedzi,właściciele dwóch domków.Miałam już rozmowę,że nie może tak być,że psy szczekają,nie dają spać po nocach.Powiedzieli,że przyjeżdżaja na wieś,żeby odpocząć,a nie chodzić nieprzytomni,bo ja mam psy.Nie wiem co będzie dalej,bo powiedzieli,że zaczną pisać i dzwonić,żeby mi je zabrali,bo tak być nie może.Do tej pory nie mieli pretenji,a teraz im sie odmieniło.Są to ludzie bardzo sympatyczni,mili,ale do piesków nawet sie nie odezwą.Gdyby zagadali,podeszli,zapoznali się byłoby inaczej,a tak to co ma pies robić jak za płotem stoi człowiek obcy i w dodatku patrzy i nie wiadomo o co mu chodzi.Pies,to pies i szczeka,ale nie wszyscy to rozumieją.Nie wiem jak to będzie,mam nadzieje,że psy przyzwyczaja sie szybko,że za płotem są teraz ludzie i przestaną "pilnować" im posesję i to w dodatku za darmo he he.
-
Bakteria,to lecznica przy Wesołej.Zawsze było wszystko ok,a od kiedy zaczęłam jeździć z Sabą,odnoszę wrażenie,że robię coś złego.Traktują nas tam,jak jakich dziadów w dodatku murzynów.Np. dzwonię,umawiam sie,proszę,że za godzinę będę.Wiedzą,że psy dzikie są.Nawet po sedalinie boją się,wyrywają,mimo to, zawsze musimy czekać i to nie mało.Zmieniłabym lecznicę,ale Arka płaci i nie wiem co mam robić.
-
Jezuniu,[FONT=Arial Black]Poker[/FONT][FONT=Verdana] przepraszam.Już piszę.Paczka przyszła wczoraj wieczorem.Wszystko jest przecudowne,nowiutkie,śliczne rzeczy.Nawet buty jak ulał.Mąż,bardzo dziękuje za spodnie,sweter.koszule,buty. . .wszytko jak na miarę.Poczułam się jakbym ciotkę w Ameryce miała.Bluzeczki na czasie,do pracy prześliczne wprost.Kurtki,pościel,ręczniki,krem.Bardzo,bardzo serdecznie dziękujemy.[/FONT] Przeprazam,że nie napisałam natychmiast,ale wczoraj nie miałam jak,a dzisiaj z samego rana pojechałam do miasta po pipetę advokate dla Saby i tam myślałam,że zlag mnie trafi/zaraz napiszę o co chodzi/ i z tamtąd do szkoły do Artura i do pracy ledwie się wyrobiłam.W pracy nie było kiedy do komputera podejść i dopiero teraz jestem. W lecznicy było kilka osób,bardzo się spieszyłam więc poprosiłam ludzi żeby mnie puścili,bo tylko pipetę chcę odebrać.W poniedziałek jak byłam z psami pan doktor nie miał na stanie.Pojechałam dzisiaj.Ludzie pozwolili mi wejść bez kolejki,ale pani doktor kazała mi wyjść i poczekać w kolejce,bo wszyscy tylko po leki czekają.W pierwszej chwili grzecznie wyszłam,ale po pół godzinie nie wytrzymałam i weszłam,bo nie mogłam słuchać jak wet jakby celowo przeciągała wizytę.Np.liczyła kilka razy tabletki dla psa,zmieniała igły z cienkich na grbe i odwrotnie.Żartowała sobie z klientami,w między czasie rozmawiała przez telefon itd. . . .Pani doktór zna mnie od co najmniej 10 lat i wie jaka jest sytuacja.Weszłam i powiedziałam,że bardzo się spieszę i prosze mi wydać tę pipetę,że ci państwo mieszkają na miejscu i pozwolili mi wejść przed nimi,że muszę jechać w jedna stronę godzinę,a to przecież chwila.I wiecie co?,pani wet powiedziała,że jak mam problem ze sobą,to nie powinnam pomagać zwierzętom i dać sobie spokój i takie tam. . . . .A najlepiej jak mi sie coś nie podoba,to niech zmienię lecznicę.Zaczęła ściemniać,że nie wie o jaka pipetę chodzi,a pana doktora nie ma i ona nie może mi wydać.dopiero jak powiedziałam,że proszę mi wydać advokate dla suki o wadze 15 kg i taką jaka miała przedtem,to zadzwoniła do kolegi i okazało sie,że pipeta leży na samym wierzchu.Ręce i nogi mi sie trzęsły,ledwo dojechałam do pracy.W szkole u syna oczywiście już nie byłam,bo nie zdążyłabym do pracy.Pomyślcie,po jedną pipetę jechałam specjalnie i nawet sprawy nie załatwiłam.O losie!:mad::mad::mad::placz::placz::placz:
-
Już wiem mniej więcej co to za pani.Zadzwoniła do mnie cioteczka,która wydała suczkę/nie zapytałam czy mogę napisać kim jest ciotka/.Ta pani wzięła ją do adopcji gdzieś we wrześniu.A suczka niby zwiała kilka tygodni temu.Ale koleżanka dogomaniaczka mówi,że kobieta na pewno nie skrzywdzi i warunki dobre.Pojadę jeszcze sama i zobaczę,co mi serce podpowie.Bardzo bym chciała,żeby Alutka mieszkała w domu,ale ona u mnie bardzo dużo biega,bawi się,a w bloku wiadomo jak jest.No i nie wiem czy ona jak pani puści ją luzem,nie zwieje gdzie ja oczy poniosą,a to miasto,którego ona nie zna.Tak czy siak pojadę,bo inaczej żadnego nie oddam.Do tej pory udały się dobre domki.Może i tym razem będzie dobrze.Przy takiej iloci ogłoszeń wszędzie,to Alutka i tak ma farta,że ktoś ją wypatrzył/Białystok Online/ Mykam do pracy,bo dzisiaj są zawody i muszę być:cool3:
-
Poker,bardzo serdecznie dziękuję. Bakteria,u tych ludzi,to sa pieski,a oni mieszkają w domu jednorodzinnym i mają podwórko.Dzięki za troskę,masz rację.Nie oddałam i nie oddam nikomu,kto nie bedzie wiarygodny.Dzisiaj miałam dwa telefony o Alutkę.Z jedną panią z Białegostoku umówiłam się w niedzielę,że zawiozę ją pokazać i ewentualnie zostawię.Dziwne tylko jest to,że pani jak ja powiedziałam,że ona jest wysterylizowana,to odpowiedziała"no to trudno,niech będzie".Pani mieszka w bloku na parterze.Jest samotna,ale ma na stancji dziewczynę.Miała suczkę,którą adoptowała i warunkiem miała być sterylizacja,ale nie zrobiła tego,bo nie chciała jej męczyć.Suczka zwiała,bo ktoś nie zamknął drzwi.Pani bardzo jest smutno i szukała jej,ponoć robiła ogłoszenia.Straciła już nadzieję,że się znajdzie i postanowiła wziąć drugą.Nie wiem co myśleć,ale pojadę i porozmawiam. Bakteria,może ta pani od was wzięła suczkę?tzn. z TOZ.Pani mieszka na ul.Lawendowej.Pomyślałam tak,bo powiedziała,że umowę podpisywała i warunkiem była sterylizacja.
-
Bea_m,myślałam o tym,żeby tam kogoś podesłać,ale co to da?,pozbędzie się wtedy,a tak to mają dom jednak.Ja co jakiś czas będę tam przy okazji przejeżdżać koło tego domu.Mieszkałam tam na tej ulicy kiedyś przez dwa lata.Opiekowaliśmy sie domem i dziećmi koleżanki,która za granicą tyrała.Teraz ci ludzie tam mieszkają,bo kumpela nie wróciła do kraju.Zabrała dzieci i sprzedała dom.Mam tam na tej ulicy koleżanki sąsiadki z którymi dobrze żyłam.Podpytam jeszcze.Tego dnia nie było nikogo,bo wszyscy w pracy byli. Agaciaaa, dziękuję,męża dzisiaj po wizycie u weta,zostawiłam u jego mamy.Jęczy,że boli.On wypisał się na własną prośbę i ja myślę,że jeszcze go na dobre nie przycisnęło,skoro wyszedł ze szpitala.Dostał "sto" recept i niech narazie sie kuruje u mamy.I tak nic robić nie da rady.Pociągał trochę kamieni i dostał boleści.Dziękuję za troskę,w jego imieniu.Ucieszył sie z pozdrowień i,że pytacie o niego.Przed chwilą dzwonił.
-
Dziękujemy za całuski,pozdrawiam Kraków.Mam tam rodzinę i jako dziecko zawsze w wakacje jeździłam z babcią do jej siostry,czyli mojej ciotecznej babci.Już od lat jednak nie mam jak wybrać się i odwiedzić Kraków.Może kiedyś???,mam nadzieję. Irenaka,lek nazywa się Amitriptylinum 10mg.Nie wiem co robić,bo to lek,który może zaburzać sprawność psychofizyczną.Słyszałam,że takie leki uzależniają.Może ktoś wie co to za lek?.dawać,czy nie? I jeszcze przykra sprawa,bo teraz otworzyłam opakowanie i okazuje sie,że jest tylko jeden listek-30 tabletek,a pan doktor mówił,że jest 60 tabletek i tak jest napisane na opakowaniu.I co teraz wet pomyśli,że ja go nabieram?.Nie wiem co robić?,mówić? dzwonić?Głupia sprawa.Wszystko przez pośpiech.Będę miała nauczkę na przyszłość,żeby zaglądać odrazu na miejscu.
-
Zapomniałam dodać,że Luki i Poli nie oddałam,bo okazało się,że ci państwo to nie ci o których myślałam. A ci nie spodobali mi się poprostu.Mają w domu już dwa psy i nic mi nie powiedzieli.Kiedy zajechałam,żeby sprawdzić domek,w domu tym było dużo ludzi/goście to byli/ i wszyscy pijani.Psy przylgnęły do mnie i gotowe były wyjść natychmiast razem ze mną.Pan powiedział,że to przybłędy i jak weźmie odemnie suczki, to te wyrzuci,bo szczekać nie chcą.Psy wypiły tam całe prawie wiadro wody,bo nawet miski nie maja.Stoi tylko garnek zielony od glonów i na dnie jakaś śliska woda.Powiedziałam im,że pogadamy jeszcze,ale jak pan będzie mniej zmęczony.Zadzwonił do mnie ten pan następnego dnia i bardzo przepraszał,że nie wypadł najlepiej,ale to koledzy przyjechali z zagranicy i nie mógł odmówić.Powiedziałam,że się nie gniewam,ale suk nie oddam,niech pan zadba o te co ma bo to piękne pieski. Rozmawiałam z sąsiadami tego pana i oni powiedzieli mi,że on popija,ale nie krzywdzi tych piesków i karmi ich tym samym co sam je i śpi z nimi,że je przygarnął do siebie bo się plątały po ulicy.Sąsiadka powiedziała,że nawet pożyczał od niej pieniądze,żeby do weta pojechać,bo kilka miesięcy temu jeden z tych piesków potrącił samochód i on go woził do weta i uratował.Sama nie wiem,ale jakoś się zraziłam do tych ludzi/jest tam i kobieta,żona tego pana/,powiedziała mi,że nigdy w życiu nie pozwoli żeby mąż wyrzucił pieski.To mieliby cztery.Czy ja wiem?
-
Witam.Dopiero dzisiaj udało mi się pojechać z suniami do weta.Kupiłam więcej sedalinu i dałam im po 1,5 dawki i po ok 2 godzinach już bez problemu dały się wziąć na ręce i zanieść do samochodu.Nora nie jest w ciąży/na szczęście/,Sabie znowu lekarz pobrał krew i zeskrobinę.W piątek mam zadzwonić.Encorton kazał odstawić,bo poprawa jest niewielka.Na moje pytanie,co wyszło w badaniu krwi, pan doktor odpowiedział nic.Dlaczego pobierał dzisiaj jeszcze raz krew jakoś nic nie odpowiedział.Dostałam tylko dla psów tabletki od depresji i lęków.Lek nazywa się Amitriptylinum 10 mg(amitriptylini hydrochloridum) i mają one po ok 2 tygodniach być spokojne i się nie bać.Może wtedy będzie łatwiej z nimi pracować.Nie wiem co mam robić,bo to są psychotropy.Pisze,że lek może zaburzać sprawność psychofizyczną. Biedne te piesy,tak mi ich szkoda.Wszystkie psy chociaż raz dziennie biegają do woli,bawią się. . . . ,a one siedzą w tej zagrodzie i nawet trawy nie mają,bo wydeptały i od sikania nie odrasta.W dodatku z nerwów chyba, kopią ciągle jamy.Nie wiem jak mogę im jeszcze pomóc?Tak bardzo przydała by się im indywidualna opieka.A najbardziej mi szkoda Gutka.On młody i nie wybiegany, w dodatku strasznie wszystkiego się boi. ok,dosyć tych gorzkich smutków.Jutro będzie lepszy dzień.:roll::evil_lol:
-
Jestem w pracy,kurcze taki młyn,że nie wiem co,ale na chwilunię wskoczyłam tutaj.Już piszę co i jak.Dzisiaj byłam z suniami u weta.Wczoraj sie nie udało.Pan doktor pobrał Sabie jeszcze raz zeskrobinę i jeszcze raz krew.Jak zapytałam o poprzedni wynik powiedział,że nic tam nie ma/taska była odpowiedz/.Encorton powiedział,żeby odstawić.Dał jakieś tabletki od depresji i przeciwlękowe dla całej trójki.Zostawiłam je w domu i nie pamiętam jaka jest ich nazwa.Napiszę jak już będę w domu. Dla Norci zrobił USG i powiedział,że ciąży nie ma.Krwi nie pobierał,bo powiedział,że nie ma takiej potrzeby.Po cieczce dopiero miesiąc to sterylki też jeszcze nie można robić.Jeszcze przynajmniej miesiąc trzeba poczekać. Przepraszam,że dopiero teraz piszę,ale zeszło mi całe rano u weta i do roboty się spóźniłam nawet.Trochę mnie boli,że umawiam się dzwonię,a jak już zajeżdżam,to zawsze lekarz mówi "proszę trochę zaczekać".Jakoś nie umiem z nim sie dogadać.Nic nie mówi,robi swoje,muszę za język ciągnąć,a i tak nie wiele się dowiem.[FONT=Arial Black]ARKA[/FONT][FONT=Verdana],gdybyś mogła zadzwonić do pana doktora,może Tobie więcej powie?.Tabletki na nerwy z chęcią wziełam,bo pan doktor powiedział,że za jakieś dwa tygodnie nastąpi poprawa i nie będa takimi dzikusami.Będzie łatwiej z nimi pracować.Tam taki tłok w tej lecznicy,że już nie pytałam o koszty, co i jak z rachunikami.Następnym razem zapytam.Mam zadzwonić w piątek,zapytać o wyniki.A w środę po pipetę pojechać,bo dzisiaj pan doktor nie miał.Znowu specjalnie pogonie po jedna pipetę.Kurcze!.Ok spadam kochane do zajęć,bo mi się oberwie,pa pa.[/FONT]
-
Nie udało mi się pojechać z suniami.Pan doktor zadzwonił,powiedział,żebyśmy przyjechali na 19:00,ponieważ wcześniej ma operację.Podałam sedalin o 16:30 i do godziny 21:30 nie zadziałał.Na dokładkę Nora wyrwała się dla TZ i zwiała.Całą noc nie pokazała sie,bo była cisza i psy nie szczekały.Dopiero przed chwila,patrzę przez okno,a ona Alutkę "kotłuje" w polu.Ta głupia mała wypatrzyła ją i pobiegła,do zabawy,a Norka zrobiła swoje.Nic sie nie stało na szczęście,ale Ala wystraszona,a ja powaliłam się całym cielskiem na Nore i wrzeszczałam ile miałam tylko siły.Przyleciał stary ze smyczą i obrożą i jakoś przyniósł ją do zagrody.Dobrze,że nie było to daleko,bo nikt by nie usłyszał.Norce tak się spodobało,że podkopywać się zaczęła i teraz ciągamy kambule taczką,żeby obłożyć pod ogrodzeniem i od środka,tam gdzie one są. Możecie mi wierzyć,już czasami nie mam siły i zaczynam żałować. Sedalinu już nie mam,a TZ wrzeszczy na mnie "kobieto po co ci ten sedalin ja dzisiaj sam je zapakuje,bo to wszystko przez ciebie.. . . "Tak,że przepraszam,ale nie podałam Wam dobrych wieści.Dzisiaj wet będzie do 18:00,a jutro do 15:00.Jak dzisiaj się nie uda, to jutro rano mój brat przywiezie sedalin,bo do Brańska będzie jechał. Piszę ten post z przerwami,przed chwilą zawołał mnie stary i mówi chodź coś zobaczysz.Zachodzę,a Nora śpi jak zabita na słońcu,na środku wybiegu.Pobiegłam po aparat,ale kiedy wróciłam,już wstała i poszła do pomieszczenia na posłanie.Ale sprawia wrażenie jakby była pijana.Już nic nie rozumiem? Po całej nocy?,jak to możliwe?.A może ona taka zmęczona jest,bo się nabiegała po okolicy.tak,czy inaczej koszmar z nimi,naprawdę.W całym moim życiu nie miałam takich "zrytych psychicznie" psów.Muszę coś wymyślić,bo tak dłużej nie może być.Ktoś na początku zasugerował,że są jakieś kropelki Bacha na uspokojenie.Chyba je kupię i zacznę podawać.Raczej normalnie nie wiele ja mogę jeszcze zrobić z tym oswajaniem.Niby głaskam,niby się cieszą,ale jak co do czego?- dzikie. . . Gucio,to już po przenosinach do nowego miejsca,nawet z ręki przestał brać smakołyki.Nie narzekam,ale ciężko jak diabli.One trzy bardziej umęczą jak pozostałych trzynaście.
-
Mój TZ od wczoraj już w domu,ale do matki chyba pojedzie,bo jeszcze nad nim skakać nie mam siły.A teraz musi na diecie być i żaden z niego porzytek w domu.Zaraz pojadę zdjąć szwy dla Alutki,Misi,Misia i Ozzy,a jak wrócę to do Białegostoku z Sabcią i Norką.Na zdjęcie szwów do Bielska Podlaskiego.U mnie w Wyszkach są weci,ale szwów nie zdejmują/kino co nie?/ Mam w skarpecie 640 zł.To dużo pieniążków.Na jakiś czas kupie karmy za to co zostanie po zapłaceniu za odrobaczanie i Fiprex,jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko. Wieczorem jak wrócę,to napiszę co i jak z Norką i Sabą.Nora jedzie na USG.
-
Wszystko dobrze,tylko angina mnie dopadła.Biorę antybiotyk.Na tej hali straszne przeciągi,no i ciepło się zrobiło,to na plac przed szkołę dzieci wychodzą i drzwi ciągle pootwierane.Muszę swoje odchorować poprostu. Policzyłam pieniądze i mam jeszcze 640zł.To jest dużo pieniążkow,także narazie kupię karmy.Przepraszam,że nie piszę teraz często,ale nie bardzo z czasem.Od poniedziałku już stale mam pracować od 12 do 20,to poukładam sobie zajęcia tak,żeby na wątek była chwilka.Teraz jadę do Bielska do weta zdjąć szwy dla Misia,Ozzy,Misi i Alutki.Potem po 16 do Białegostoku z Sabą i Norą.Wieczorem napiszę co i jak pa pa.
-
Bardzo przepraszam ja źle napisałam,bo do ciachnięcia są jeszcze trzy piesy.Saba,Nora i Gutek,te z Poświętne-go.Narazie nie można,bo Nora skończyła cieczkę jakieś trzy tygodnie temu,to jeszcze za wcześnie.Saba jest chora, to nie ma jak,a Gucio dziki i wet mówi,że trzeba pomyśleć o jakiś lekach dla niego uspokajających,trochę bardziej go wyciszyć i wtedy ciachnąć.Tak narazie jeszcze czekam.Mam nadzieję,że z Arki pieniędzy wystarczy na to.
-
Weronia,wszystkie ciachnięte i tak jak napisała Anetek100,trzy oddane.Lampo,Demon i Balbina. Jak sprawdzę konto to napiszę ile jeszcze jest pieniążków/w sobotę dobrze?/,Zostanie jeszcze odrobaczenie,i odpchlenie.Zawiozłam dla Pani wet.kartkę ile psów trzeba odrobaczyć i ile każdy waży i wet policzy ile trzeba tabletek.Operowała wtedy jakiegoś pieska,dlatego zostawiłam karteczkę.Jak będę w mieście to odbiorę tabletki.Trochę ostatnie dni nie bardzo mi to wszystko wychodzi,ale poprawie sie i poukładam sobie dzień.Muszę poprostu sie przestawić.Miałam pracować zawsze na popołudnie,ale kazali do końca tygodnia przychodzić na 7 rano,a po niedzieli będę na 12.Dlarego taki galimatias narazie u mnie.Sama nie bardzo wiem na jakim świecie żyję he he.Jeszcze kilka dni i sie poukłada(mam nadzieję).Spokojnej nocy pa pa.
-
Przyjacielu koni,mam świadomość,że jesteście ze mną i bardzo dziękuję. Irenaka,witam Ciebie na wątku i serdecznie zapraszam,bardzo mi miło. Jestem nareszcie w domu,dzisiaj wróciłam o godzinę później,nie wyrobiłam się w osiem godzin,niestety.Biedne piesy,tak płakały i się żaliły,nie macie pojęcia.Dwanaście godzin dzisiaj były same.W chacie nasikane,nakupkane,rozmazane. . . . . .A jak wyskoczyły z domu,to za chwilę spowrotem.No bo towarzystwo pani ważniejsze od podwórka.Wszystko zrobiły,to po co? he he.Jutro już normalny dzień będzie.Do żadnego szpitala nie jadę. Dzwoniłam do pana doktora i powiedział,że koniecznie mam pokazać się w sobotę z sukami.Najprawdopodobniej u Saby jest alergia.Wyników krwi jeszcze nie ma.Mam podawać dalej Encorton.Ok idę dam im kolację i lulu,bo jutro na 7 do roboty.Za to będę za dzisiaj,jutro o 13 w domu.Spokojnej nocy wszystkim.
-
W sobotę mam jechać z sukami po to,żeby wet sprawdził u Saby jak jej skóra wygląda po enkortonie,a Nora na USG,czy nie jest w ciąży.Myślę,że Arka chce wiedzieć,bo wet koniecznie kazał ją przywieść. Nie będzie lekko,ale zawiozę.Dzisiaj łapki Saby wyglądają lepiej.Wygląda na to,że alergia.Dostała,tylko dwie tabletki enkortonu i odrazu widać poprawę.Opuchlizna zeszła,bo miała lekko spuchnięte tylne łapki.Dzisiaj będę dzwoniła po 20:00,jak wyniki krwi się dowiem. Teraz gonię do szpitala,o wynikach napiszę wieczorem,jak wrócę z pracy pa pa;)
-
Dziękuję za życzenia w imieniu TZ,zaraz do niego jadę,coś tam nie tak chyba,bo dzwonili rano.On ma wrzody żołądka i na dwunastnicy i się otworzyły,tak że nie ciekawie. W pracy fajnie.Pracowałam już w tej szkole 1,5 roku,więc czuję się jakbym nie miała przerwy.Koleżanki i koledzy ci sami,atmosfera jak w domu,generalnie w porządku,tylko połapać się nie mogłam i strasznie głowa mnie bolała.Jest dużo zaległości,bo przez kilka miesięcy nie było nikogo w Ośrodku Sportu,no i jeszcze dokładnie nie wiadomo co mam ostatecznie robić,więc na początek mam wyprowadzić zaległości,to jest co robić.Normalna sprawa zresztą,na początku zawsze tak jest.Ale ja,,,szczęśliwa. W sobotę mam jechać z sukami po to,żeby wet sprawdził u Saby jak jej skóra wygląda po enkortonie,a Nora na USG,czy nie jest w ciąży.Myślę,że Arka chce wiedzieć,bo wet koniecznie kazał ją przywieść. Nie będzie lekko,ale zawiozę.Dzisiaj łapki Saby wyglądają lepiej.Wygląda na to,że alergia.Dostała,tylko dwie tabletki enkortonu i odrazu widać poprawę.Opuchlizna zeszła,bo miała lekko spuchnięte tylne łapki.Dzisiaj będę dzwoniła po 20:00,jak wyniki krwi się dowiem.Napiszę wieczorem pa pa.
-
Dzisiaj jak będę w mieście,sprawdzę konto, dokładnie wszstko podliczę i zrobię rozliczenie ile mam w skarpecie.Wczoraj w lecznicy wizyta z Sabusią trwała bardzo długo,potem pan doktor przyjmował dostawę leków,nie było już jak kupić tabletek na robaki,ani nie pogadałam na temat środków na pchły i kleszcze.Za nami zgromadziło się dużo psich i kocich klientów.Saba miała już dosyć,wyrywała się na widok tylu zwierząt,więc odpuściłam i pojechałyśmy do domu.Szczegółowe rozliczenie zrobię najpewniej w sobotę.Wybaczcie,przepraszam.Tyle w ostatnich dzniach się dzieje i w dodatku jestem sama.Nie gniewajcie się.Mój TZ jednak dużo mi pomaga.Dopiero teraz to zauważyłam :evil_lol::oops::oops:
-
Dziękuję za wsparcie.Dzięki Wam odmieniło się w moim życiu.Chociaż się nie spotykamy,to tu na ekranie tak jak bym Was wszystkie znała.Szkoda,że na dogo nie można pogadać tak jak na skype hi hi. A wiecie,że w miarę jedzenia apetyt rośnie???/jeszcze czego,nie?/:crazyeye::crazyeye::razz: Zaraz jadę do miasta załatwić sprawy papierkowe i na 12:00 do pracy.Wróce ok 21:00.Szkoda mi piesów.W dodatku nikogo nie ma,to bardzo nie dobrze.Boję się jakiegoś kolejnego przy bramie,albo szczeniaków podrzuconych.Za kilka tygodni znowu zacznie się wyrzucanie.Tego najbardziej sie boję. Mój TZ ma wyjść w czwartek.Dziękuję za pozdrowienia.Za wszystko dziękuję.;););););):multi::multi:
-
Dzwonił pan z Białegostoku,zainteresowany Luką i Polą jednocześnie.Na wszystko się zgadza,ale najpierw sam chce przyjechać zobaczyć.Ma rodzinę w Brańsku,zna dobrze tę trasę i Falki też,więc trafi bez problemu.Pan ma dom na ul.Kieleckiej w Białymstoku,ale mieszkać będa w mieszkaniuChce,aby robiły dużo szumu,bo ma sąsiada,który ma wilczury,które spać nie dają i chce również mieć pieski szczekające,ale małe.Nie wiem co myśleć?.Chyba znam tego pana.Kiedyś mieszkałam na Kieleckiej przez dwa lata.Jeśli to ten,to mogę być spokojna,bo jego żona to psiara,ale nigdy nie mieli psa,bo mąż nie chciał.Jeszcze nie powiedziałam,że możemy się znać.Zobaczę jak przyjedzie i wtedy powiem.Mnie to wygląda na to,że chce sąsiadowi na złość zrobić.Ale jak przy okazji sunie miały by niezły domek? Jutro już do pracy idę:multi: agacia,pan zadzwonił z adopcjepsa,jednal ludzie latają po ogłozeniach,przeprosiny się należą
-
Już jesteśmy.Pan doktor pobrał krew,wydusił trochę krwi na szkiełko.Zalecił wizytę w sobotę jeszcze raz i dał Encorton 20 mg.Na razie nic nie mógł powiedzieć.Dopiero jak będą wyniki.Mam zadzwonić w środę ok 20:00.To tyle.Saba na dobre padła dopiero w drodze do Białegostoku.Na sobotę dostałam większą dawkę sedalinu.A ha ,jeszcze USG nie wykazało ciąży.Mam na sobotę zawieść dwie suki.Sabę i Norę.Chyba Arka dzwoniłaś do lekarza,tak?Bo pytał mnie czy Nora nie w ciąży i powiedział,żebym i ją przywiozła.Ok,idę zanieść im jeść,bo rano nie dawałam.Nie mogłam,bo Saba na drogę nie mogła jeść/na wszelki wypadek/,a jakbym dała Gutkowi i Norce,to nie bło takiej opcji,żeby i Sabusia nie najadła się,bo ona b im zabrała.