Jump to content
Dogomania

starlet1

Members
  • Posts

    412
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by starlet1

  1. Zajrzałam do fotek przystojniaka. Jaki on jest cudny!!! Ten pies to samo serce!! Oddałby człowiekowi całego siebie!! Człowieku, gdzie jesteś?? Gonzio czeka!!
  2. O rany, trafiłam na część wątku i przeczytałam, że Gonzo jechałby do Częstochowy. Od razu pomyślałam, że mogłabym wtedy pojechać po Gapcię , a jadąc do Łodzi zabrać i Gonzo. A tu ...Nie napiszę co, bo to obraźliwe słowo. Może jednak ludzie jeszcze się odezwą? Był weekend, może wyjechali? Szkoda, że nie podali telefonu. Ja w sprawie Gapci to zadzwoniłam do dogomanki i mamy kontakt telefoniczny. Dziewczyny popróbujcie jeszcze. Byłoby 2w1. Gapcia przyjechałaby do nowego domku podrzucając po drodze Gonzo. Kurcze, tak się ucieszyłam :angryy::angryy::angryy:
  3. Nasze zwierzaki sypiały tak: http://photos.nasza-klasa.pl/8980641...5c1bab5a6.jpeg
  4. Togaa, to Ty, widzę, masz już doświadczenie z takimi połamańcami. A my tu w Łodzi mamy Ciapusię z połamana miednicą. Czy Pepi też miał drutowane kości? Bo naszej malutkiej wczoraj schodziła ropa z miejsca gdzie najprawdopodobniej był wkładany drut. Jesli mogłabys coś poradzić Agnieszce, czyli ciapuś, to może zajrzyj do malutkiej. [url]http://www.dogomania.pl/forum/f28/pomocy-sprawa-zycia-smierci-pomocy-szczeniak-po-wypadku-135923/index44.html[/url]
  5. Niestety, mam podobne wątpliwości. Po prostu nie będzie można babsztylowi zarzucić, że działka zaniedbana i nikt tam nie przychodzi. A może ma jakiegoś kupca i tak się za robotę wzięła??
  6. Jak Gapcia będzie już w Łodzi to nie ma bata, żeby wróciła do Krakowa!! Gdyby nawet u mnie były problemy z kotką, w co raczej wątpię, ale na wszelki wypadek spytałam, to Gapcia byłaby u mojej mamy. Mieszka z nią moja córka, do mamy trzy razy dziennie przychodzi pani, która o 8.00, 15.00 i 21.00 wychodziła na spacer z Pongusiem, oczywiście jeśli kogoś z nas nie było. To sąsiadka z bloku obok. Nie oddam Gapci nikomu obcemu, o to bądźcie spokojne. Ta psinka już dosyć przeżyła. Pewnie moja mama byłaby najszczęśliwszym człowiekiem na świecie gdyby miała Gapcię, ale wolałabym ją mieć u siebie. W końcu to ja ją tu wynalazłam :evil_lol:. Dogomanko, nasza kocia jest spersiona. Ma inny pysio niż dachowce, nieco inną sierść, ale nie jest za bardzo rozkapryszona. I gada do nas. Normalnie można pęknąć ze śmiechu jak kicia z nami rozmawia, odpowiada jak się do niej mówi. I ochrzania nas jak kichamy!!! Mamy wtedy dosłownie kocią awanturę. Ale kochamy ją bardzo, bardzo mocno. Ja zawsze byłam zagorzałą psiarą, na osiedlu mówiono o mnie "psia mama", bo nie przeszłam obok psiaka jak do niego nie zagadałam, nie pogłaskałam. Wcześniej nigdy nie miałam kota i wydawało mi się, że przy kocie to będę stale podrapana. A skądże znowu. Czasem jej się zdarzy drapnąć mnie troszeczkę, wbić nieco pazurki jak nas udeptuje, ale przecież nikt nie jest idealny. No i przychodzi do drzwi jak wracamy do domu!! Mówimy o niej koto-pies. To najcudniejszy kociak świata, nasza przytulanka, która pcha się do łóżka, a jak długo nie idziemy spać to potrafi nas tam zaprowadzić. Teraz już nie wyobrażam sobie życia bez kota.
  7. Tralala, opowiadaj Aguś, że Ciapusia jest rozpuszczona!! Tylko dodaj kto ja tak kocha i tak ja rozpuścił :loveu::loveu::loveu:. Przecież Ty ze swoim gołębim sercem bys jej nieba przychyliła, co też i czynisz. Ale za to Cie wszyscy tutaj uwielbiamy:multi::multi::multi:
  8. Ja wiem, ze moja kotka jest przyzwyczajona do psów, co najwyżej jej michy ladują na szafie, ale to tylko z powodu wyjadania z nich przez "niedożywione" psiaki, bo te jak zjadły swoje to szły do kociej miseczki. Koteczka jest oszczędna, dzieli sobie jedzonko, to znaczy poje, umyje się, nieco pośpi i znów je. Praktycznie je stale ;))).A psiaków było u mnie kilka, bo jak znalazłam jakąś bidę to szukałam właścicieli, starych albo nowych. A jak córka poszła do szpitala i przywiozłam do siebie Oriona to kicia dała mu parą razy po buzi i już było wiadomo kto tu rządzi. Orion chciał się z nią przywitać, ale dla kici był troszkę za duży na przyjaciela. A potem były nierozłączne. Także co do kici to nie mam obaw, nie wiem tylko jak zachowa się Gapcia, ale myślę, że w jej wieku to już nie będzie ganiała kota. W końcu kobiecie w pewnym wieku nie wypada się wygłupiać ;)
  9. Tyle tu wątków, że nie na wszystkie sie trafi, chociaż siedzę tu nieraz do 4 rano, a potem utykam nosem w pracy. To pierwsze słowa tego apelu: "Czy ja tez muszę umrzeć?" chwyciły mnie tak za serce, że w zasadzie zdecydowałam się natychmiast. Bardzo się cieszę, że sunia nie trafi do schroniska, mimo, że to wasze jest dobre, ale to jednak nie dom. Mam doświadczenia ze starym pieskiem, bo w ubiegłym roku zmarł nam 15,5 roczny sznaucerek Pongo. Co prawda to do końca był żywioł. Miał dwa wylewy, tego drugiego nie przeżył, ale się nie męczył. Zszedł na spacer i umarł na klatce schodowej. Nagle. Moja mama jest po wylewie, nie chodzi. Ponguś był jej najbliższym przyjacielem. Stale jej towarzyszył. Dlatego nie mam obiekcji decydując się na tę dostojną starszą damę. Mam nadzieję, że pobędzie z nami jeszcze kilka lat. Sprawdźcie tylko jak reaguje na koty, bo mamy w domu grubaskę Kocię Kicię. Tu jest jej zdjęcie: http://photos.nasza-klasa.pl/8980641...5c1bab5a6.jpeg
  10. Rytka, Togaa pisała, ze bardzo potrzebuje!!! To napisała 1 maja: "Na noc na pewno musi mieć jakieś porządne pieluchy , bo przesikuje podkłady które są drogie... Wellington podesłała mi idealne podkłady 60x60...ale w sklepie takich nie spotkałam... Te Semi są albo za duże albo za małe... Ich tez idzie sporo, mimo że te z sypialni wędrują do łazienki..A z łazienki na taras...na suszenie po kąpieli...Jak jedzie do Katowic to tez idzie jeden podkład..." Przysyłaj ile możesz!!
  11. To Pani Kocia Kicia. Oczywiście z przytuliska. Przeżyła traumę, bo została oddana przez panienkę, która miała wyjść z mąż i zamieszkać u teściowej. Łaska teściowej jednak sięgała tylko przygarnięcia przyszłej synowej, kotki już nie. Mój TZ pojechał do naszej wspaniałej lecznicy "Sowa", która zajmuje się również porzuconymi kociakami i miał dostać innego kota. Tamten jednak poszedł na wycieczkę, nikt nie mógł go znaleźć. Za to ta oto chudzina wdrapała się mojemu panu na kolana i tak już została. Jest z nami już prawie 4 lata. Na początku bardzo chorowała i zalecono jej codziennie porcję surowej wołowinki najlepszej jakości. No to mój TZ zasuwał do mięsnego i codziennie kupował 10dkg tegoż mięska, do tego jeszcze prosił o zmielenie. Tydzień kobitki w sklepie wytrzymały, ale po tygodniu padło pytanie: "panie, na co panu codziennie te 10 deka mięsa?" Kocia anegdotka jest często wspominana. Nie będę już pisać o tym, że 4 lata temu kicia była piękną, smukłą koteczką, a teraz upodobniła się nieco do państwa ;))) Chociaż nie wiem kto ma większą nadwagę: ja czy kotka. :evil_lol: A po śmierci Oriona koteczka chodziła na jego posłanie, kładła się tam i miauczała. Nie mogę już dalej pisać, bo znów się poryczałam. http://photos.nasza-klasa.pl/8980641...5c1bab5a6.jpeg
  12. Dzięki, że wstawiłaś ten link. Już nie ma mojego Orionka. Leży sobie cichutko na działce, którą tak bardzo lubił, ale z której, nie wiadomo którędy, uwielbiał zwiewać. Niedaleko, kawałeczek, ale już z drugiej strony płotu. W lany poniedziałek chciałam tam z nim pojechać żeby sobie pobiegał, a pojechałam go pochować. Nadal ryczę jak głupia. Tak bardzo mi go brakuje...
  13. Muczia, przepraszam za to Poderżnięte Gardło, ale jak ją zobaczyłam to nie umiałam wymyślić nic innego. Po prostu byłam i jestem nadal wstrząśnięta tym, co zobaczyłam. Tak się cieszę, że Prada będzie Pradą i dostanie na nową drogę tak wspaniałych ludzi jak Wy. A swoją drogą to muszę jak najprędzej zajrzeć na bazarek, bo w najblizszym czasie będę potrzebowała smyczkę i obróżkę dla mojego nabytku, który zaimportuję aż z Krakowa. :multi:To sunieczka staruszka, która nie ma żadnych szans na adopcję. To jej wątek: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f28/moj-pan-zmarl-moja-opiekunka-idzie-do-szpitala-czy-ja-musze-umrzec-16-letnia-gapcia-135237/[/URL]
  14. Nie mam nic przeciwko wizycie przedadopcyjnej. Wiem jak przeżywałam oddanie do adopcji szczeniaka, którego wyciągnęłam ze środka skrzyżowania i który był u nas trzy tygodnie. Spać w nocy nie mogłam, bo myslałam jak mu tam jest, czy za mną nie tęskni. Bo ja za nim bardzo. Ale jak mi potem było miło jak któregoś dnia Maksio nas odwiedził z nowym państwem!!! Jego fotki też są na profilu Psykota na naszej klasie. Zapraszam.
  15. Mogę mieć transport z Krakowa za 2 tygodnie. Będzie wracał syn mojej przyjaciółki, który pracuje w Krakowie. Psiarz nie z tej ziemi. Spod desek na jakiejś budowie wykopał szczeniaka, który prawdopodobnie by tam zginął. Został oczywiście z nimi. To owczarek na łapkach baseta. Krzywe i krótkie. Jest prześmieszny, ale wspaniały. I świetnie dogaduje się z ich starszawa koteczką. Temu człowiekowi bez skrupułów można powierzyć transport Gapci. Mogę przyjechać również ja, ale ze względu na koszty dobrze byłoby znaleźć jeszcze jakiegoś chętnego na wycieczkę. Mam samochód, który jest nałogowym palaczem, a do Krakowa jest ponad 260 km, dojda opłaty za przejazd tym czymś co nazywają autostradą. Piszę o kosztach, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiadomo czy sunia była szczepiona, odrobaczana, na pewno chciałabym pójść z nią do weta i przebadać. Ostatnie dwa lata spędziła w nieco innym domku niż poprzednie 14 i, z tego co czytam, chyba nie była tam regularnie na badaniach. A w tym wieku należy o siebie dbać ;)))
  16. Na tym zdjęciu to niewiele widać. Dopiero w realu można sie przerazić. I rozpłakać.
  17. Super!! Super!! :multi::multi::multi::multi::multi::multi:Super!! Jezu, jak ja się cieszę!!!:multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi::laugh2_2::laugh2_2::sweetCyb::sweetCyb::angel::angel::bigcool::bigcool::B-fly::B-fly::cunao::cunao::laola::laola::bluepaw::bluepaw::bluepaw:
  18. Ale,mam nadzieję, już zajęta!!:evil_lol:
  19. Muczia, sunię najwczesniej będzie można zabrac koło soboty, bo chcą jej porobić wszystkie badania, prześwietlenia czy wszystko sie dobrze goi. Być może koszty pokryje schronisko, ale tego jeszcze nie wiadomo. Kontaktuj sie z Agnieszką. Wspaniale, że jestes wraz z Twoim mężem tutaj z nami. Dowiedziałam sie jak bardzo pomagacie i wspieracie akcję zbierania pieniążków na leczenie Ciapulki. Pozdrawiam Was serdecznie. Oby nas było jak najwięcej. Czy któreś pokolenie dożyje czasów, że stosunek do zwierząt zmieni sie tak diametralnie, iż nie będziemy potrzebni???
  20. :multi::multi::multi::multi::multi::multi::multi:Zaraz zadzwonię do Agnieszki i Ci powiem!!!
  21. Muczia, Ciapusia faktycznie może mieć problemy z chodzeniem, a na pewno ma je teraz, ale za to "Poderżnięte Gardło" jest tak żywa, że jej schody nie będą przeszkadzały. Ma baaaardzo długie nóżki więc sobie poradzi. Ta psina kocha życie, jest tak wspaniała i radosna, że aż się wierzyć nie chce. Jest czarna, chudziutka i niesamowicie przymilaśna. Myślę, że faktycznie trzeba jej będzie założyć wątek. Agnieszka będzie w lecznicy to porobi fotki. Ja mam trochę daleko do tej lecznicy. Jak trzeba jechać psiakiem to nie ma problemu, ale jak Agnieszka mogłaby porobić fotki to byłoby łatwiej. Muczia, czyżbyś myślała o adopcji którejś z dziewczynek :lol:
  22. Chciałam wysłać link do zdjęcia mojej, niekompletnej już niestety, psykoty, ale wpisuje się tylko logowanie do nasza klasa. Salibinka, wyslę Ci link na priva. Może przejdzie.
  23. Salibinko, zapraszam do Łodzi. Rozmawiałam dziś z dogomaniaczką. Mówiłam jej, że za dwa,trzy tygodnie będę miała transport z Krakowa. Umówiłyśmy się, że jeśli Gapcia nie znajdzie domku w Krakowie to przyjedzie do mnie. Co do wizyty to najlepiej jak spytasz o mnie "ciapuś" z tego wątku http://www.dogomania.pl/forum/f28/pomocy-sprawa-zycia-smierci-pomocy-szczeniak-po-wypadku-135923/index39.html#post12238220 albo poczytasz na naszej klasie na profilu PSYKOTA. Bo Psykota to ja. Pozdrawiam serdecznie.
  24. Ciapusia potrzebuje męskiej ręki. Agnieszka ma za miękkie serducho, a sunieczka doskonale to wyczuła. :eviltong: Sterroryzowała Agę dokumentnie :lol:. Ale jest tak cudowna, że wcale się nie dziwię Agnieszce, że tak ulega szczeniorkowi. Za to to, co zobaczyłam na szyi dziewczynki z poderżniętym gardłem przeszło moje najgorsze wyobrażenie. Ta psina była po prostu rozpruta od brody do mostka i potem nad całą łopatką. Te szwy maja ze 20 cm(!), a psinka jest malutka. Ma długachne nóżki, ale to chudzinka straszna, zabiedzona. Jakże wspaniałym stworzeniem jest pies, skoro po takich przeżyciach mało nie wyszła z klatki jak zobaczyła ludzi. Ogon merdał z prędkością światła, a sunia chciała się przecisnąć przez kraty. Dziewczyny, ona nie może pójść do schroniska!!! Do końca tygodnia będzie w lecznicy, a potem??? :shake: Myślcie co robić, kto by pokochał takie słoneczko, dał jej domek. Ona za to odda całe swoje maleńkie serduszko. Bo tak jak kocha pies to nie kocha nikt.
×
×
  • Create New...