Jump to content
Dogomania

Goś

Members
  • Posts

    2911
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Goś

  1. Kubuś - bardzo się cieszę! :-)
  2. [quote name='grajka'] gosia, marzenia się spełniają, jak sądzę ;>[/QUOTE] No pewnie, że się spełniają! Tak właśnie miało to się potoczyć! ...ależ się wzruszyłam:-) Tak się cieszę, że Pako i laleczki przypadli sobie do gustu. Tak trzymać, dziewczyny!
  3. Dziś był ważny dzień. Podwójnie ważny. Po pierwsze, do domu pojechały azjatki, po drugie - przyjechaliśmy do Serocka i Borsuka razem z moim Szymkiem. I muszę powiedzieć, że Borsuk zachował się bardzo ładnie i grzecznie:-) Mieliśmy miły wiosenny spacer jeszcze z Darkiem, Miszą i Korą. Kilka zdjęć - dla odmiany występuję na nich też ja, bo operatorem był dziś Szymon. [IMG]http://i44.tinypic.com/9hs60o.jpg[/IMG] [IMG]http://i42.tinypic.com/2ahi52a.jpg[/IMG] Konik i Niedźwiedź:-) [IMG]http://i42.tinypic.com/fdww0z.jpg[/IMG]
  4. I tak to właśnie wyglądało...:-) Dużo było dziś emocji - mam nadzieję, że grajka, jak już odpocznie po całodniowej podróży po kluski, napisze sama więcej:-) Tymczasem dostałam od niej wiadomość, że droga przebiega im spokojnie. Trzymam kciuki za spokojny powrót do domu i to, że dziewczyny polubią się z haszczakiem Pakiem, który tam na nie czeka.
  5. Po długim mizianiu przyszedł czas na pakowanie i pożegnania Tu po raz pierwszy prowadzone przez swoich właścicieli:-) [IMG]http://i42.tinypic.com/2qxal5h.jpg[/IMG] Pakowanie do samochodu - Nadja wskoczyła bez wahania, Nataszka się trochę bała. [IMG]http://i39.tinypic.com/jfyb6v.jpg[/IMG] ale ostateczny argument - parówka - przełamał lęk [IMG]http://i40.tinypic.com/2r59rvq.jpg[/IMG] Lalowóz gotowy do drogi:-) [IMG]http://i44.tinypic.com/bdqetl.jpg[/IMG] Psie uśmiechy na pożegnanie. [IMG]http://i41.tinypic.com/24l911u.jpg[/IMG]
  6. Tak to dziś wyglądało:-) Dziewczynki się prezentują [IMG]http://i42.tinypic.com/bzs4n.jpg[/IMG] I zapoznają [IMG]http://i39.tinypic.com/qno2dg.jpg[/IMG] ...ale przede wszystkim przytulają:-) [IMG]http://i44.tinypic.com/2m6sr3r.jpg[/IMG] pokładają się [IMG]http://i41.tinypic.com/jjlg1v.jpg[/IMG] i pokazują brzuchy:-) [IMG]http://i43.tinypic.com/27ym0x.jpg[/IMG]
  7. Dziewczęta pojechały do domu! :multi::multi::multi: Wyjechały z Serocka około godziny 16, więc dojadą do siebie późną nocą. Pierwsze spotkanie z Grażynką i Mariuszem przebiegło radośnie i ciepło - panny po prostu się przytuliły:-) Było głaskanie i mizanie, pokazywanie brzuchów, przepychanie się do źródła głasków, obślinianie i degustacja parówki. Było bardzo miło:] Zresztą, za chwilę zdjęcia - sami zobaczycie!
  8. A na koniec już portretówka pięknego Iwana [IMG]http://i43.tinypic.com/2v324is.jpg[/IMG] [IMG]http://i42.tinypic.com/2hxlnv9.jpg[/IMG][IMG]http://i43.tinypic.com/iodmoi.jpg[/IMG] [IMG]http://i41.tinypic.com/n1pe7d.jpg[/IMG] I już nieco mniej dostojnie :eviltong: [IMG]http://i44.tinypic.com/juwkcg.jpg[/IMG] I na koniec krzywy ryjek ;) [IMG]http://i41.tinypic.com/1125t6w.jpg[/IMG] Kolejna porcja fot następną razą ;) ALEŻ JA MAM FART!!!!! :multi::multi::multi::multi: ZAJEBISTY PIES MI SIĘ TRAFIŁ!!!!! PO PROSTU MEGA :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu:
  9. [IMG]http://i43.tinypic.com/20hvsap.jpg[/IMG] hehe chwilkę później Sybi wbiegła mi prosto w aparat :evil_lol: Chybie obie myślałyśmy, że wyrobi ;) [IMG]http://i42.tinypic.com/316qkwp.jpg[/IMG] A tu pięknie widać delikatną zabawę - pochowane ząbki... Jakoś to mi się te osłonięte pyski kojarzą z bawiącymi się niedźwiadkami [IMG]http://i42.tinypic.com/243rwxw.jpg[/IMG] I trochę kochanej Sybi [IMG]http://i40.tinypic.com/nqrdzo.jpg[/IMG] [IMG]http://i40.tinypic.com/ztb3wy.jpg[/IMG]
  10. A tu, przez te uszka, czarnuch wygląda jak niedźwiadek :eviltong: [IMG]http://i39.tinypic.com/2q0oh2d.jpg[/IMG] [IMG]http://i41.tinypic.com/ipbpc3.jpg[/IMG] [IMG]http://i39.tinypic.com/10diblz.jpg[/IMG] A tu słodkie zdjątka [IMG]http://i42.tinypic.com/2gya9uo.jpg[/IMG] Otaczanie opieką... [IMG]http://i41.tinypic.com/14vsn01.jpg[/IMG]
  11. Dobrze, że byliśmy nad wodą, bo przy takeij zabawie i temp psy by nam padły z wycieńczenie ;) [IMG]http://i39.tinypic.com/b5p0m8.jpg[/IMG] [IMG]http://i39.tinypic.com/rm47eo.jpg[/IMG] A tu Sybi wygląda jak...spójrzcie na jej pyszczek...jak wiewiór z epoki lodowcowej! :lol: [IMG]http://i44.tinypic.com/1zqpitu.jpg[/IMG] [IMG]http://i40.tinypic.com/20z9x0o.jpg[/IMG] [IMG]http://i43.tinypic.com/rr4040.jpg[/IMG]
  12. I ciąg dalszy zabawy [IMG]http://i39.tinypic.com/2v0dbbm.jpg[/IMG] [IMG]http://i40.tinypic.com/27xfhbp.jpg[/IMG] [IMG]http://i44.tinypic.com/fokk0j.jpg[/IMG] [IMG]http://i42.tinypic.com/28cewox.jpg[/IMG] [IMG]http://i44.tinypic.com/ejzmts.jpg[/IMG]
  13. Element pogoni [IMG]http://i40.tinypic.com/v5ljxt.jpg[/IMG] I spokojne wspólne wąchanie [IMG]http://i42.tinypic.com/ra7ywp.jpg[/IMG] A to jedno z moich ulubionych - narodziny morskiego demona :evil_lol: [IMG]http://i40.tinypic.com/909kki.jpg[/IMG] I jak konik...za niesłychanie szybką i zwinną Sybi [IMG]http://i43.tinypic.com/71my3q.jpg[/IMG] I polowanie...nawet w zabawie widać inteligencję. Wiedział, że jej nie dogoni, więc zmienił trasę, pobiegł na skróty i dopadł ją z boku...wygląda tu jak prawdziwy pies pasterski :cool3: [IMG]http://i43.tinypic.com/wjx4jb.jpg[/IMG]
  14. Takie grzeczne pieski [IMG]http://i41.tinypic.com/34q6a7m.jpg[/IMG] I znowu szalona zabawa [IMG]http://i40.tinypic.com/66akg4.jpg[/IMG] [IMG]http://i44.tinypic.com/i6dx4x.jpg[/IMG] [IMG]http://i39.tinypic.com/ezfkl.jpg[/IMG] [IMG]http://i44.tinypic.com/mbkcv4.jpg[/IMG]
  15. [IMG]http://i43.tinypic.com/307n6lf.jpg[/IMG] . [IMG]http://i44.tinypic.com/25kr7md.jpg[/IMG] . [IMG]http://i44.tinypic.com/34g1z5k.jpg[/IMG] [IMG]http://i40.tinypic.com/25hjy2c.jpg[/IMG] A tu Gosia (pancia Sybi) i dumna ciotka Uru :p [IMG]http://i39.tinypic.com/oaypur.jpg[/IMG]
  16. BACH! Proszę bardzo :evil_lol: [QUOTE]chodzący ideał[/QUOTE] Tak [QUOTE]Goś jest absolutnie zachwycona Iwanem[/QUOTE] Tak [QUOTE]jest zakochana w Iwanie absolutnie[/QUOTE] Tak [QUOTE]jest mądry, piękny, posłuszny i w ogóle ach![/QUOTE] Tak. Bardzo ACH! [QUOTE]już jutro obiecała opisać nam całe spotkanie[/QUOTE] Tak [QUOTE]nadmienię jeszcze ze zrobiła ponad 700 zdjęć[/QUOTE] Tak, ech, nie mogłam przestać cykać tych fot ;) A i tak nie uchwyciłam wszystkiego ;P Jednak ‘kilka’ ;] fajnych się znajdzie. Tak więc muszę je nieco przesortować, pozmniejszać i będę sukcesywnie wrzucać… Zacznę może od tych ze spaceru z Gosią i Sybilką (gdzieś się zgubił jej wątek, ale dla niewtajemniczonych, Sybi jest jedną z naszych Wrocławskich adopcji…Zdecydowanie udanych adopcji!), bo spotkaliśmy się z nimi zaraz po przyjeździe (Gosia się śmiała, że od razu machnęłam jej wizytę po adopcyjną ;P). Jak się psiaki dogadały? Rewelacyjnie!!! :D Zresztą za chwilę zobaczycie sami… Jednak najpierw ‘odrobina’ tekstu. Chociaż w sumie nawet nie wiem od czego zacząć… Mam mieszane uczucia… Z jednej strony rozpiera mnie radość, duma i chęć pochwalenia się całemu światu tym niezwykłym psem! A z drugiej strony strasznie mi źle z tym, że on jest jeszcze tak daleko od nas [FONT=Wingdings]L[/FONT] Nie chcę tu rzucać smutem, ale muszę się Wam przyznać ruszył ten pies we mnie jakąś głębszą nutę i teraz gniotą mnie te wszystkie kilometry i dni, które jeszcze pozostały to przeczekania. Choćbym nie wiem jak mocno kopała się w tyłek i starała się opamiętać, to… cholera przywiązałam się do niego! Zaledwie jeden weekend, a ja zupełnie wpadłam ;P Już na amen ;) ALE teraz to już skupię się na pianiu z zachwytu! Oj, bo jest nad czym piać! Pomijając już takie oczywistości, że pies jest zachwycająco piękny, to nie spodziewałam się aż tak nieprzeciętnej inteligencji za tymi jego pełnymi wyrazu oczami. Pozwolę sobie na stwierdzenie, że jest to chyba najmądrzejszy pies jakiego kiedykolwiek poznałam. I nie mówię tu tylko o takim rodzaju inteligencji, który objawia się w otwieraniu wszelkiego rodzaju drzwi, niezależnie od tego czy są zamknięte na klamkę czy nie ;P Nie mówię też wyłącznie o jego uważnym obserwowaniu ludzi i umiejętności ich czytania nawet, jeśli mówią nie do końca jego językiem ;) To jest jeden z tych psów, które potrafią zrozumieć sygnały nawet tych ludzi, którzy zupełnie nie znają się na psach. Dlatego każdy, kto go pozna, z miejsca się nim zachwyca. A każdy kto ma jakiekolwiek szersze doświadczenie z większą ilością psów z miejsca zauważy i doceni tę jego bystrość i otwartość umysłu. No i coś co zachwyca mnie najbardziej z tym cudzie – pierwotność jego natury, prawdziwie psiej natury, zupełnie nie zniekształconej i nie zagłuszonej przez człowieka… Ale o tym na koniec, bo to taka moja perełka ;) Nie będę się tu też rozwodzić na temat tempa jego uczenia się, nieprzeciętnego tempa. Ponieważ on tak bacznie obserwuje swojego przewodnika to, jeśli tylko ktoś wie jak, można się z nim błyskawicznie dogadać i stworzyć niesamowitą więź, partnerstwo… I bynajmniej nie mam tu wyłącznie na myśli sztuczek takich jak siad, zostań, połóż się itp… Ja tu mówię o więzi i współpracy, jaką mają opiekunowie wszelkich psów pracujących ze swoimi podopiecznymi. Więzi, która wychodzi w każdej chwili dnia, w każdej dziedzinie wspólnego obcowania. Kurcze, wychodzi to nieco patetycznie, ale jakoś nie umiem dobrać odpowiednich słów na opisanie moich odczuć i przeczuć w związku z Iwanem. Może więc powiem na przykładach. To jest pies, który na spacerach nie lata wszędzie zapominając o bożym świecie, ale podróżuje u boku swojego ‘pana’. Sam z siebie chodzi przy nodze (często między dwoma osobami) nie wyłamując szyku ani o głowę. Zatrzymuje się, kiedy ty stajesz i patrzy ‘co robimy dalej’. W znacznej większości przypadków przychodzi błyskawicznie na zawołanie, przerywając swoje zajęcia, czy to jest wąchanie krzaczka czy szalona zabawa z innym psem czy nawet pogoń za sarną czy kotem. I to nie jest tępy powrót na wezwanie, bo tak został nauczony, podczas gdy w głowie kołaczą się wciąż myśli o niedoszłej ofierze. Nie, on wraca i ustawia się od razu w ‘ławie’, jakby myślał ‘ ok, sorki, to nie jest czas na samotne polowanie. Teraz wspólnie podróżujemy’. I żeby nie było, komenda. Dla niego człowiek i współpraca z nim jest zawsze priorytetem. W domu kochany, grzeczny i potulny jak baranek. Idealny, spokojny, ułożony pies. Bardzo łagodny i posłuszny każdemu. W mieście, wśród ludzi nie mieliśmy żadnych problemów. Czy w dzień czy w nocy nie było żadnych wyskoków. Większość naszych spacerów po Gryfinie, biegał luzem, bez smyczy. Widać, że czasem ktoś mu się nie podoba, ale wtedy odrobina wprawy wsparta kawałeczkiem kiełbaski, potrafi zwrócić na sobie całą uwagę psa i zmienić jego nastawienie co do wcześniej ‘podejrzanej’ osoby. Latające dziedziory zupełnie nie robią na nim wrażenie. Podobnie jak klepiące go po zadku starsze panie ;) Chociaż przy tym drugim, to już potrzebny jest wyraźny sygnał ‘wszystko w porządku’ od przewodnika. No właśnie…zbliżamy się do tego, co tak bardzo sobie w nim cenię. Zdecydowanie, mimo całej łagodności dla ‘swoich ludzi’, nie jest to pies dla osoby niedoświadczonej. Po pierwsze Iwan niczego się nie boi. Jest inteligentnym, pewnym siebie, bardzo mądrym i…pierwotnym psem. Mówiąc pierwotnym mam na myśli wszystkie jego naturalne psie…dzikie instynkty, które jakimś cudem się zachowały. Wszystko o czym do tej pory tyle się uczyłam i czytałam, wszystko co oglądamy w filmach przyrodniczych o wilkach, wszystkie te sygnały i cechy istnieją w Iwanie nienaruszone. To jest niesamowite, mówię Wam! Pierwszy raz w życiu miałam okazję tak wyraźnie to zaobserwować na żywo. I stąd też brały się te wszystkie jego problemy z, nazwijmy to, agresją. Pojęcie hierarchii w stadzie jest w nim bardzo głęboko zakorzenione. I tak, jak nie ma w nim cienia agresji w stosunku do swojego ‘stada’, tak w przypadku braku wyraźnych zasad i jasnego przywództwa ze strony chociaż jednego dwunożnego członka rodziny, Iwan uważa za swój naturalny obowiązek obsadzenie wolnego stanowiska i objęcie reszty opieką. No a wtedy wiadomo… Na szczeście tak samo łatwo wciela się w rolę przewodnika, kiedy ktoś nieświadomie przekażę mu…buławę, jak i ją oddaje kiedy człowiek pokaże mu, że się do tej roli nadaje. Przepięknie to w tym przypadku widać, gdyż Iwan żyje…możnaby tak powiedzieć, na dwa domy ostatnimi czasy. Ze względu na problemy zdrowotne (nie martwcie się, wszystko już jest pod kontrolą, napiszę o tym później) od jakiegoś czasu mieszka w Gryfinie z rodzicami Uru, gdyż stamtąd łatwiej się wybrać do weta. A rodzice Magdy i Pawła, z całą miłością jaką go otaczają, nie znają się jakoś specjalnie na psich zachowaniach społecznych i dają mu wyprowadzać się na spacery (Iwan zawsze pierwszy wychodzi z mieszkania i bramy, zawsze idzie o krok z przodu, nie ciągnąc przy tym grzecznie na smyczy) i nieświadomie pozwalają mu samodzielnie podejmować sporą ilość decyzji. W wyniku czego Iwan po prostu się nimi opiekuje…a przynajmniej tak od to traktuje. Z Pawłem było odrobinę podobnie do momentu naszej długiej rozmowy, kiedy to kilka prostych tipów i wprowadzenie paru zasad, bardzo mocno zredukowało ‘agresję’ u Iwana. W ogóle więź jaką on ma z Pawłem jest po prostu niesamowita! Aż miło na nich razem patrzeć. Iwan Pawła po prostu uwielbia! Z resztą chyba z wzajemnością ;) W każdym razie…do czego to ja zmierzałam… Acha, jak tylko Iwan zobaczył, że ja rozumiem co on do mnie mówi i sama potrafię wysyłać mu jasne i zrozumiałe dla niego sygnały, szybko udało nam się stworzyć świetny duecik oparty na porozumieniu i zalążek naprawdę niesamowitej więzi. Wystarczyło raz pokazać mu, że to ja przechodzę pierwsza przed drzwi, żebym mogła zostawić drzwi otwarte na oścież, a on tylko patrzył na mnie i czekał na mój ruch, zupełnie nie próbując mnie wyprzedzać. Jeden dzień wspólnej pracy wystarczył mi, żeby w sytuacjach, które on uważa zagrażające, patrzył na mnie zamiast samodzielnie podejmować decyzje. Udało nam się nawet przejść na ciasnej klatce schodowej koło…Ale od początku. Jest u Pawła rodziców w bloku pewna Pani, której Iwan delikatnie mówiąc nie lubi i która już zdążyła już stiwrdzić, że ‘ten pies jest niebezpieczny’. I raz niespodziewanie mieliśmy z tą panią zderzenie czołowe. Ja zajęta rozmową zupełnie nie usłyszałam jej kroków na schodach kiedy to dosłownie na siebie wpadliśmy. Pani nas też musiała nie widzieć, bo tachała przed sobą dziecięcy rowerek. Najpierw zobaczyłam szczere przerażenie w jej oczach i momentalnie poczułam jak pies mi tężeje na drugim końcu smyczy. Jakoś udało mi się nie podzielić tych emocji i zupełnie jakby nigdy nic odróciłam jego uwagę smakołykiem, mówiąc pogodnie ‘dobry piesek’. Iwan momentalnie zrelaksował ciało, spojrzał na mnie i przeszliśmy spokojnie dalej, odprowadzeni szeroko otwartymi oczami zastygłej z wrażenia pani ;P Hehe ale byłam z nas dumna! :P Aaa wiem też w jakich sytuacjach Iwan wyskakuje ze szczekiem na ludzi. I jestem pewna, że to nie jest blef a ostrzeżenie. Jak już wyżej pisałam, to jest pies, który chyba niczego się nie boi, bardzo pewny siebie…taki, który nie da sobie w kaszę dmuchać. Wyskoczył mi tak kiedyś do faceta, który stojąc wyżej od nas, zamachał rękoma i krzyknął na psa. Moja Frytka na taki widok spieprzałaby gdzie pieprz rośnie, rzucając jazgotem przez ramię. Iwan wręcz przeciwnie. Wkurzył się. Nie będzie mu jakiś obcy facet sobie pozwalał. Jednak,haha znowu bylam dumna z siebie, udało mi się sprawić, że chwilę później Iwan był w stanie być spokojny koło tego samego mężczyzny i to w ciasnym pomieszczeniu. Chodził koło niego bez problemu i nawet dał się dotknąć. Jednak tak, jak pisałam Iwan potrzebuje nie tylko zdecydowanego i świadomeczo przewodnika, ale i stałego w swoich działaniach…inaczej bowiem momentalnie sam zaczyna przejmować pozycję szefa… I tu przejdę wreszcie do historii, której wspomnienie wciąż przysparza nas (mnie i Uru) o gęsią skórkę. Bo to było niesamowite…naprawdę…takie obcowanie z pierwotnym instynktem w czystej postaci… Ach, bo wspomnę jeszcze tylko, że Iwan w domu jest spokojny i grzeczny, w mieście miejski, ale na wsi zaczyna budzić się w nim instynkt, a spacery do lasu traktuje jak wyprawy stada, a nie wypady do wesołego miasteczka, jak to robi moja Frycia (no, chyba, że wyniucha sarnę ;P ale nadal jest to dla niej tylko zabawa). W każdym razie w nd wybrałyśmy się z Uru i Iwanem na taki długachny spacer do lasu (ale prawdziwego lasu, a nie podmiejskiego parku) i po jakimś czasie, już nieco zmęczone postanowiłyśmy odpocząć na polance. I tak sobie wszyscy siedzieliśmy, aż w pewnym momencie w pobliżu zatrzymał się samochód. Nie za blisko, ale na tyle, że widzieliśmy wyraźnie ludzkie sylwetki. Iwan momentalnie się na nich skupił. Jednak szybko udało nam się go zrelaksować i odrócić jego uwagę od ‘intruzów’. Po jakimś czasie Magda położyła się na trawie, a Iwan koło niej. Też zrobiło mi się sennie, więc do nich dołączyłam. I dokładnie w tym momencie Iwan się podniósł i zaczął obserwować otoczenie a zwłaszcza ów samochód. Więc ja dla sprawdzenia czy to aby nie zbieg okoliczności powtórzyłam to kilka razy. I za każdym razem kiedy tylko ja przyjmowałam poze spoczynku, Iwan momentalnie się podnosił i zaczynał czuwać. Kiedy ja sidałam, kładł się i w ogóle nawet nie patrzył w str samochodu, odwracając od niego głowę. W końcu jednak nie chciało mi się już dłużej ‘czuwać’ i świadomie olałam sprawę…A to był bład. Pomyślałam sobie, że ‘e najwyżej sobie trochę popilnuje. Daleko są, nie będzie chryji’ Sądziłam, że zachowa się jak masa znanych mi psów, które w takiej sytuacji też biorą się za pilnowanie. Jednak Iwan wziął to bardoz do siebie i poszedł krok…chciałabym…niestety zupełnie głupio pozwoliłyśmy mu pójść o cały ciąg zachować rytualnych dalej. Najpierw po kilku minutach sztywnego siedzenie i obserwowania otoczenia, Iwan wstał i się nieco oddalił. Pomyślałam sobie wręcz ‘no i odpuścił’ i powiedziałam do Uru, że pewnie poszedł się napić (bo skierował się stronę wody). Jednak Iwan zamiast się napić zatoczył koło, które zakończył (teraz mnie pukniecie w głowę…sama się pukam) przejściem nad nami. Olałyśmy to, bo i moja Frytka, w której zapędów nominacyjnych jest -5 tak po mnie łazi i nic to nie znaczy. Potem jednak Iwan zatoczył drugie koło, tym razem większe. Po czym przybiegł do nas i znowu po nas przelazł. Pomyślałam sobie jak ost blondynka, że pewnie zaczyna mu się nudzić i chce, żebyśmy wstały. Taaaa… Chwilkę później jednak się zorientowałam, że te koła są częścią pewnego ścisłego planu, bo Iwan (który od momentu kastracji sika na raz, jak suka), wyraźnie zajął się znaczeniem terenu wokół nas. Wtedy się nieco sreflektowłam i powiedziałam do Uru ‘Ty popatrz tylko na niego’. Jednak aż do nast. Punktu programu nie połączyłam z tym rytuałem, przechodzenia nad nami. W nast. Punkcie… Iwan podszedł do mnie i łagodnie, delikatnie, bez cienia agresji najpierw postawił mi jedną łapę na plecach (leżałyśmy na brzuchu), potem przystawił mi pysk do szyji i już już próbował kontynuować i mnie objąć, ale szybko się zreflektowałam, zerwałam się na nogi, złapałam go za kark i położyłam na ziemie, nachylać się nad nim. Szybko zorientował się o co kaman i nawet nie próbował się buntować (chociaż miałam świadomość, że w tej chwili może zdarzyć się wszystko…jednak sama pozwoliłam mu się zagalopować i sprawa musiała zostać natychmiast wyjaśniona), sam wręcz położył się na plecach odsłaniając brzuch. Wszystko odbyło się stanowczo, ale wręcz delikatnie, z pełnym spokojem. Jak pokazał uległość, to oczywiście puściłam. A co on na to. Spokojnie wstał i podszedł sobie do Uru, próbując na niej dokładnie tego samego! Oczywiście ona też się natychmiast wyprostowała i zrzuciła go z siebie. Spojrzałyśmy na siebie i właśnie wtedy aż nam dreszcz przeszedł. W życiu czegoś takiego, tak wyraźnie, dokładnie jak na filmie o wilkach, nie widziałam. Zaraz zrobiłam z nim krótką sesję szkoleniową. Jednak już do końca spaceru Iwan był jakiś inny… Taki jakby bardziej…dziki. Szedł z nami w ławie aż do powrotu do domu, bardzo czujny i uważny. Już nic nie wąchał, nie bawił się. Wtedy też mieliśmy to chyba…tak jedyne, złe i niekontrolowane spotkanie z innym psem. Generalnie zauważyłam, że Iwan nie lubi niewykastrowanych samców. Sukom pozwala na wszystko. Ale przy pełno jajecznych się usztywnia i często jeży. Jednak jeśli napotkany pies jest kulturalny, chłopaki rozchodzą się bez spięć. Jednak w tym wypadku było inaczej. Iwan już po zapoznawczym obwąchaniu, zaczął do nas wracać (po moim zawołaniu), kiedy to drugi piesza nim podążył próbując zaczepić do zabawy. I to się czarnuchowi wyraźnie nie spodobało. Gdyby nie interwencja właściciela drugiego psa i moja, byłaby walka. Musiałam podbiec. Co mi się w tym wszystkim podobało to, że Iwan, jak tylko mnie zobaczył, stulił uszy po sobie z pokorną minką, zatrzymał się czy wręcz wycofał o kilka kroków (w tej chwili już dokładnie nie pamiętam) i siadł. Nie próbował już kolejny raz iść w stronę tamtego psa. I to było inne… Bo w każdym innym przypadku, albo momentalnie wracał na przywołanie nawet, jeśli wykonał już kilka kroków w stronę jakiegoś psa (z reguły kiedy za psem stała rozhisteryzowana właścicielka, drąc się cieniutkim głosem ‘proszę zabrać tego psa!!! ;P), albo jak mu pozwoliłam to witał się z psem i albo wracał do nas, jeśli trzeba było iść dalej, albo się pobawił chwilkę. Jednak w tym przypadku było nieco inaczej. Ale zdarzenie tamtego dnia było naprawdę niesamowite i dało mi sporo do myślenia. Generalnie co wymyśliłam – mam niesamowite szczęście, że na niego trafiłam! I po prostu nie umiem sobie wyobrazić jak przetrzymam te kolejne 9tygodni i …. Już zaczynam kombinować jakby tez czas przyspieszyć ;P Na razie nic nie piszę, bo nie chcę zapeszać. Ale wyknułyśmy z Uru pewien plan, który dzisiaj wieczorem przedstawię Adamowi i …. Może Wam jutro przedstawię ;) No to teraz jeszcze słówko o zdrowiu i zdjęcia! :] Jak wiecie Iwan miał trochę problemów ze skórą (już wiadomo, że to nie od karmy), pojawił się łupież, osłabił się włos, który nieco zmatowiał i zaczął za mocno wypadać. Poza tym na karku pojawiły się jakieś dwa swędzące bąble, które Iwan potwornie w błyskawicznym tempie rozdrapał (stąd ta ‘rana’ widoczna na niektórych zdjęciach). Jednak sytuacja jest już opanowana. Leczenie objawowe przyniosło świetne efekty. Szyja ładnie się goi (to czerwone to nie rana a specjalny spray wysuszający i wspomagający gojenie) a włos w wygolonym miejscu odrasta. Próbki włosa, skóry i strupków zostały pobrane w klinice w Szczecinie i w Sb dostaniemy wyniki. Sierść już jest w nieco lepszej kondycji, ale na wzmocnienie Iwan dostał jeszcze preparat z Cynku i biotyny oraz Gammolen (omega3 i 6). Tak, że sytuacja już jest pod kontrolą i pies wraca do pełni formy. No, po zapisaniu 4 str w Wordzie (wiedziałam, że będzie z tego niezłe wypracowanie i nie chciałam ryzykować przypadkowego skasowania wszystkiego na dogo) ogólny opis weekendu uważam za skończony ;) Mam nadzieję, że te moje relacje trzymają się kupy, bo przyznam otwarcie, że nie chce mi się teraz tego czytać i poprawiać ;P Teraz machnę szybki telefon do pracy, bo muszę się dowiedzieć jak jutro pracuję ;] i zabieram się za wstawianie zdjęć z naszego piątkowego spaceru z Gosią i Sybi :D
  17. A Dzień przez duże D już za trzy dni - czyli we wtorek:-)
  18. Świetne ogłoszenie. Teraz to muszą dzwonić:-)
  19. Do góry, smutny biedak. On naprawdę potrzebuje pomocy...
  20. Dziewczyny, miałam chwilowy problem z netem, ale w końcu poszło ostateczne rozliczenie dóbr po Olwice: - 300 zł poszło na konto Psiego Anioła z przeznaczeniem dla Diega - a reszta, czyli 557,18 zł na konto zuzlikowej - z przeznaczeniem oczywiście na resztę bied pozostających pod jej opieką Ja ze swojej strony dziękuję za możliwość udziału w tej szczęśliwej psiej historii. Piękny był tu zapał. Cieszę się, że tu byłam i mogłam się choć trochę przyłożyć. Oliwko, trzymam za Ciebie mocno kciuki, bo jesteś przemiłą i zapadającą w serce psicą.
  21. No to za 2h wyruszam :cool3: Podróż zajmie mi w p....u godzin, ale już jutro...a właściwie to dzisiaj po 16 będę u Iwana :multi::multi::multi: WoooW .... kurcze.... normalnie mam tremę :eviltong: A jak wrócę, to zdam sprawozdanie :] I maaaaaaasę fot tu wrzucę :D Trzymać proszę kciuki za pomyślną podróż! ;) Uru, do zobaczenia wieczorkiem :evil_lol:
  22. Mogę mu porobić ogłoszenia. Tylko czy coś więcej o nim wiemy? I jaki kontakt byłby w ogłoszeniach - Twój?
  23. Uff, dobrze, że wszystko dobrze. My tymczasem wciąż szukamy transportu - do 6. kwietnia czasu coraz mniej! No i wsparcia finansowego...
  24. Myślę, że mądrzej robisz pokazując dzieciom, że można inaczej. To ma przyszłość. Walka z dorosłymi ludźmi ze wsi, to walka z wiatrakami. Właśnie dlatego też, że to nie są ludzie z natury okrutni, tylko tak po prostu myślą, tak zostali wychowani. Część mojej rodziny pochodzi ze wsi. Maleńka wioska, też poniemiecka, tyle że na północy. Trzydzieści domów. To dobrzy ludzie, kochający zwierzęta. Kochający = karmią, czasem pogłaszczą, jak pies jest chory, to poproszą weterynarza, żeby przyjechał. Ten przyjedzie i obejrzy, przy budzie i łańcuchu. I jak tu coś wytłumaczyć, skoro i tak oni wydają się dziwni na tle reszty wioski? Większość nie zadzwoniłaby do żadnego lekarza. Przecież pies to pies. Nie ten, to będzie następny. Zresztą, z tą naszą nieżyciową i propsią filozofią przedzieram się teraz przez nie wieś przecież, tylko małe miasteczko, jakim jest Milanówek. Nasz dom rośnie na obrzeżach, które są już bardzo wiejskie. Ludzie tu (jak i pewnie wszędzie) nie przywiązują wagi do włóczęgostwa zwierząt. TŻ mój, odpowiednio nastawiony, ale też z charakteru wrażliwy do zwierząt, wyrobił w sobie wielką czujność na wszelkie psy w okolicy. I co przylezie do nas na budowę, to albo zbiera albo przynajmniej śledzi. Była już jedna husky, którą wywieźliśmy do Warszawy (potem właściciel się znalazł i musiał po nią przyjeżdżać). Były dwa miksy wilczura z husky, za którymi chodziliśmy. Dziś się okazalo, że sąsiad, który je "przygarnął" to tak naprawdę ich właściciel - a już był plan zabrania, w wypadku gdyby tylko chwilowo wzięli i szukali domu. Coś czuję, że będziemy za chwilę głównymi aktywistami... Zwłaszcza, że wszyscy nam proponują szczeniaki, skoro te psy nam się tak bardzo spodobały... :( Grajko - weźcie już przyjedźcie, bo się doczekać nie mogę:-) Nie tylko ze względu na lale, ale też z wielkiej ochoty poznania Was na żywo:-)
×
×
  • Create New...