sachma
Members-
Posts
1974 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by sachma
-
Tak teraz patrzę że AsPol ma większość bez kości, a wg sklepu królik z kością BIOSKu jest bardzo drobno mielony, najdrobniej ze wszystkich mielonek jakie mają w asortymencie.
-
robię zamówienie ze sklepu (planuję pod koniec tego tygodnia, bo się nam mięso kończy) [URL]http://www.sklep.miesodlapsow.pl[/URL] , bo można już od 5kg! :) Czy ktoś z Gdańska lub okolic chce coś w mniejszej ilości? zawsze to tańsza wysyłka bo na pół :P Tylko trzeba by to było ode mnie odebrać tego samego dnia, bo nie mam gdzie przechowywać większej ilości ;) Odbiór Pruszcz Gdański i okoliczne wioski (mieszkam w Kłodawie, jak ktoś kojarzy ;) ) Wypytałam sprzedawcę i najdrobniej mielony jest królik z kością - resztę biorę bez, żeby się nie przejechać jak na primexie i grubo mielonych kościach po których Lenny haftował aż miło... edit. z uwagi na zmiany w grafiku, już nie aktualne, musiałam zamówić szybciej, bo w przyszłym tyg nie miałby kto odebrać paczki.
-
jak mocno przemielone jest to mięso z aspolu i biosku? Szukam bardzo drobnej mielonki z kością, te z primexu były dla Lennego za grubo mielone... Chcę mu kupić mięso którego w sklepie nie dostanę - cielęcinę, koninę, królika, jelenia - czy ktoś miał? może zrobić foty rozmrożonego?
-
ja kupiłam głęboko zamrożonego, a takiego mięsa mój pies nie je - o dziwo. Wcześniej kaczkę zjadł ze smakiem, teraz, też głęboko mrożoną, nie chciał ruszyć - więc będę musiała spróbować jeszcze królika "świeżego" kupić. 25zł/kg to dobra cena, tyle mniej więcej u nas kosztuje... mój królika jadł chętnie, ale dopiero po sparzeniu wrzątkiem... ale jak mówiłam z kaczką było to samo - wniosek piesek musi dostać świeże, albo mrożone przeze mnie w zwykłym zamrażalniku.
-
Ja bym się nie przejmowała - to ona nie dopilnowała psa, to jej pies nie był na smyczy, to jej pies podbiegł - Twój się bronił.
-
Pilnowanie suczki w konkretnych fasach cieczki
sachma replied to Justyna Lipicka's topic in Cieczka i krycie
mój pies ostatnio "zaatakował" sukę sąsiadki - mijanka na chodniku - nawet nie zdążyłam zareagować i teraz muszę jej odkupić majtki cieczkowe - nie wiem czy to taki kiepski materiał czy jakieś kiepskie miała, ale dwa machnięcia pyskiem i suka została naga o.O' więc u nas to nie zda egzaminu :P -
[QUOTE]nie jest rasą która ma tendencje do skrętu bo jest nierasowy.[/QUOTE] to że nie rasowy, nie znaczy że nie może mieć tendencji do skrętu żołądka - to sprawa budowy, wielkości a nie rasy. [QUOTE](oj biedna głodna psinka :-( )[/QUOTE] nie tyle biedna głodna, co biedna przejedzona/wzdęta. Nikt tu nie mówi o dawaniu dwóch porcji, a o rozdzieleniu dziennej porcji na dwa posiłki, dzięki czemu pokarm łatwiej i lepiej się trawi, a żołądek psa nie jest zalewany kwasami trawiennymi.
-
[QUOTE]Tylko ,że niektóre węże nie ruszą martwego pokarmu[/QUOTE] 99,9% węży da się przestawić na mrożonki, a to że się nie da, to wymówki sadystów.
-
żywej nie, ale mrożoną możesz spróbować - można już bez kłopotu dostać (co mnie bardzo cieszy! bo zawsze chciałam mieć węża, ale przerasta mnie zabijanie gryzoni - bałabym się że zrobię to źle i tylko przysporzę zwierzęciu stresu i bólu) w zoologach. Podawanie żywych zwierząt to znęcanie się nad nimi - przysparzanie im ogromnego stresu - jeśli ktoś potrafi zabić gryzonia, to ja nie mam nic przeciwko temu że kupi żywe i zabije zaraz przed skarmienie, ale jeśli ktoś tego nie potrafi to powinien się zaopatrzyć w mrożonki u osób, które zabijają bezboleśnie i w mgnieniu oka.
-
[QUOTE]Nie kojarzę natomiast zupełnie, żeby szczeknął na innego psa na spacerze. Nawet jeśli ten drugi piłuje gardło wyraźnie pod jego adresem. [/QUOTE] Lenny się wdaje w pyskówki, nie pozwalam mu na to i potrafię go uciszyć, co nie zmienia faktu, że tendencje ma.
-
Czy u hodowcy zauważyliście poniszczone zabawki? Czy psisko mogło u was zjeść jakiś mały przedmiot? Robiliście mu rtg/usg jamy brzusznej? może coś zjadł i teraz nie dość że nie może tego strawić to jeszcze toksyny go zatruwają?
-
[QUOTE]Najlepiej z rana długi spacer około 1h, później możesz ćwiczyć (chyba że masz yorka to wystarczy 10-15 minut :smile: )[/QUOTE] york też potrzebuje ruchu... jakby moja kuzynka to zobaczyła, to by cię wyśmiała - jej york potrzebuje przynajmniej 30min BIEGANIA rano - i po około godzinę po południu i wieczorem, bo inaczej ją roznosi... yorki to nie zabawki a terriery z masą energii... Wydaje mi się że takich wypowiedzi należy unikać, bo ktoś przeczyta, kupi psa, którego chce traktować jak zabawkę i przybędzie kolejny sfrustrowany, nie wymęczony pies z agresją lękową, który będzie coraz bardziej zniechęcał normalnych ludzi do małych psów ;)
-
[QUOTE]No coś Ty? Pierwsze słyszę :smile:[/QUOTE] Ja spotykam same jazgoty... nawet w jednej hodowli były jazgoty potworne! w życiu nie byłam tak oszczekana jak u tej pani w domu.... Zresztą ja przyzwyczajona jestem do cichych psów - nasze kaukazy i onki praktycznie nie szczekały.
-
u mnie ZA jest przydatne do chodzenia w tłumie, po wąskich przejściach - często łazimy po różnych dziwnych miejscach - lasy, pola, zagajniki... i tam przejść przez kładkę lepiej jak pies nie rwie się do przodu... bezpieczniej jak idzie za mną, bo ja idąc pierwsza sprawdzam teren i wiem że nie wlezie w sidło czy na rozwalone szkło... po za tym Lenny idąc obok ciągnie do krzaków i co chwile się zatrzymuje - a to nie jest fajne, jak chcę szybko przejść przez osiedle i psie sralnie... jak jest czas spaceru na wąchanie krzaczków i kontemplacje otoczenia to pies idzie na szelkach i ma pełną swobodę. Jak się pies zatrzyma to czujesz, że smycz się napina ;) Mój w pysk nie bierze jakiś świństw, więc nie ma kłopotu, po za tym przecież wiem gdzie i po czym idę.
-
przeciągałam go do tyłu, jak się rwał do przodu to się zatrzymywałam "fe" i znów ciągnąc za smycz ustawiałam go za sobą, wtedy ruszałam - smycz trzymałam w dłoni opartej o mój tyłek, centralnie na środku ;) miałam o tyle łatwiej, że pies chodzi na kantarze (kłopoty z tchawicą). chociaż dziś Onka też tak prowadziłam - z miejsca się poddał i dreptał za mną... w sumie dreptały za mną oba, po jednej stronie Lenny po drugiej Dino, do czasu aż się nie zaczęły przepychać i ścinać... wtedy musiałam iść niestety między nimi i znów zaczęło się ciągnięcie do krzaków...
-
Mam psa rasy uznawanej za szczekliwą. Ano mam. To jakim kurna cudem mój pies potrafi nie ogłaszać całej okolicy swojego istnienia?! Jesteśmy na spacerze... ponad 7km za nami, zabawa na psim wybiegu za nami, ja zmęczona, psy pomęczone - w jednym ręku 45kg onek, w drugim 8,5kg pudel... Psy się z lekka ścięły na wybiegu (ich pierwszy wspólny spacer...), oba są rozdrażnione. Zatrzymuję się przed przejściem, a drugą stroną ulicy idzie pan z pieskiem, sznaucerem mini. Jak to to się rozdarło.... no nic, przechodzimy - to jedyna droga do domu, no chyba że chce iść z dwoma psami przy głównej drodze po wąskim chodniku - tam ciężko przejść z samym Lennym, bo wąsko, a co dopiero z dwoma psami...) Pan miast zareagować na jazgot psa, albo chociaż się z nim oddalić stanął. no ok... przejście za szerokie nie jest, ale jakoś się minąć musimy... (dodam, że Pan mógł zejść na trawkę, wtedy zamiast 1m mielibyśmy prawie dwa... ale pan staną na chodniku, więc nie zależnie czy przeszłabym trawką czy chodnikiem, miałabym taką samą przestrzeń... bo staną idealnie na środku..) ściągnęłam smycze, warknęłam na Dina bo już widzę że się zasadza, a on takiego malucha to kagańcem by połamał... warknęłam na Lennego bo już popiskiwać zaczyna, czyli albo zacznie ciągnąć do psa, albo wda się z nim w pyskówkę... i idziemy... Psy pięknie minęły jazgota :) byłam z nich dumna :) ale mimo że byliśmy już dobre 5m dalej, szczekanie nie ustawało... pies darł japę dalej... więc przyspieszyliśmy. Jazgot się skończył, więc znów zwolniłam, nie będę biec, bo psy zmęczone a przed nami jeszcze ponad 7km żeby wrócić do domu... poluźniłam smycze i psiska zaczęły wąchać krzaczki... jeden sik, drugi sik.. no to ten pierwszy musi poprawić... chwilę to zajęło.. i za plecami znów słyszę jazgot :/ pan zamiast zamienić się w buraka, że własnego psa nie może uspokoić zaczął na mnie krzyczeć, bo on PRZEZE MNIE nie może spokojnie przejść, bo jego pies na moje szczeka o.O' zaczęłam się zastanawiać co w tym obrazku nie pasuje ?! i naglę zrozumiałam! olśniło mnie! bo to ja powinnam być tą nie zadowoloną :P na początku grzecznie, że to on mi przeszkadza, ja nad psami panuję, a on nie i to nie moje drą japę... pan zaczął od gówniar - a tego nie lubię, mogą mi walić na ty, a co mi tam, ale gówniarą nie jestem i sobie nie życzę takiego słownictwa... więc wyjaśniłam panu, że lepiej żeby się ulotnił, bo ten pies (wskazanie na Dina, który znów się zaczął zasadzać :/ ) waży prawie tyle co ja i jak go nie utrzymam to jego pies już nigdy nie zaszczeka i będzie po problemie z ironicznym uśmieszkiem popuściłam Dinowi smycz a ten jakby na życzenie wystawił ząbki XD Nie spodziewałam się że można tak szybko iść XD i tak wytrwale ciągnąć za sobą jazgota! i nagle przejście stało się możliwe! mimo że moje dwa potwory tam stały i wąchały krzaczki! ;) Zauważyłam jeden plus wychodzenia z Dinem i Lennym jednocześnie - wszyscy zapinają psy na smycz jak nas widzą! to jest piękne, bo wiem, że żaden pies nie podbiegnie żeby sobie po Lennym poskakać XD trochę smutne jest to że ludzie nadal próbują pchać łapy do Lennego i go głaskać, ale kiedy podchodzi Dino się przywitać to uciekają :/ a Dino bardzo lubi głaski... zwłaszcza że ostatnio zwalczyliśmy jego aspołeczne zachowania i odnajduje przyjemność w głaskach od obcych...
-
Nie mam pojęcia jak on to robi, ale to działa :crazyeye: Lenny po 3-4 razach, kiedy cofałam go za siebie, przestał w ogóle ciągnąć - drepcze za mną :crazyeye: nasze spacery to zawsze był zygzag - pies latał z lewej na prawą, nawet w kantarze! musiałam go mieć ciągle na naciągniętej smyczy, bo inaczej nie było szans na normalny spacer - teraz trzymam smycz w rękach, które trzymam za plecami i pies na LUŹNEJ smyczy drepcze za mną - nie wącha wszystkich krzaków po kolei, nie zatrzymuje się, nie zwraca uwagi na psy!!!! :crazyeye: po prostu za mną drepcze - dosłownie 1-2min nam to zajęło. Nie wiem czy chodzi o postawę, pewność siebie - nie mam pojęcia - ja stwierdziłam, że skoro on tak potrafi to i ja i wierząc w sukces zaczęłam psa cofać za siebie za każdym razem jak próbował się ze mną chociażby zrównać. powiem szczerze - takie dreptanie jest bardzo wygodne, bo nie muszę się bać idąc w tłoku, że ktoś mi psa zdepcze - idzie za mną, ja go osłaniam i jest bezpieczny, ale jeszcze czasem mam głupie wrażenie, że ktoś mi psa ukradł - w ogóle nie czuję go po drugiej stronie smyczy i muszę się odwrócić, żeby sprawdzić czy on nadal tam jest o.O' nie wiem jak to zrobiłam, ale nadal to utrwalamy - czasem mu coś jeszcze strzeli, ale przez 80% czasu, nie zależnie od bodźców, drepcze za mną.
-
a tu małe potwierdzenie ;) [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-NchbzOVv9SA/Tx7s2By8roI/AAAAAAAAAV8/WnKLlWzIIdY/s400/1.jpg[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-DosNnx1llfA/Tx7tDGtTPQI/AAAAAAAAAWQ/mgIjT5AxhUo/s400/2.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-C0fxUwj4Nt4/Tx7s8UWPgDI/AAAAAAAAAWI/Oe90woJD_aM/s400/3.jpg[/IMG]
-
Melduję, że się udało. Zaczęło się od warczenia i rzucania się na Lennego (pudel)... ale kilka wrzasków i Dino się uspokoił. Poszliśmy na spacer, zrobiliśmy 15km, zaliczyliśmy 30min na wybiegu dla psów, gdzie oba psy biegały spuszczone i bez kagańców - było dobrze :) trochę spięć mieliśmy w drodze, ale wystarczyło warknąć na oba i przyspieszyć kroku - zaraz odechciewało im się bójek. Jutro kolejny spacer, o ile po nocce nie będę za bardzo zmęczona, bo dziś spacer trwał 3h i nogi mi w d wchodzą :P był dla mnie podwójnie ciężki - trochę szarpaniny z dwoma ciągnącymi psami i trochę obaw czy aby dam radę... ale jestem z tego pierwszego wspólnego spaceru zadowolona.
-
[QUOTE]nie szkodzi mu :smile:[/QUOTE] to czy mu nie szkodzi to będzie można powiedzieć za jakiś czas, po zrobieniu badań krwi ;) bo ona "oko" może mu nie szkodzić, a jednak jakieś braki może mieć. Ja bym nie była taka pewna w wyrokowaniu na odległość po krótkim czasie ;) mojemu psu też suche nie szkodziło, przez pierwsze miesiące ;)
-
Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych (SWKiPR)?
sachma replied to Daria_13's topic in Stowarzyszenia
to teraz ciężej będzie o pomyłki ;) nareszcie! -
My mieliśmy wyżła, w sumie z przypadku, bo znajomy myśliwy chciał go odstrzelić - pies układany do polowań, ale potwornie bał się wystrzałów... pies bez wielkiego popędu - odwoływalny, nie niuchający - po pracujących rodzicach, wychowywany w stadzie pracującym od maleńkości i co? i pies kompletnie nie "czuł blusa" i polowania to był dla niego koszmar... nie wystawiał ptactwa - mój pudel ma większy popęd do wystawiania wszelkiej zwierzyny niż ten wyżeł! Pudla nie mogę odwołać od sarny - goni póki ma siły w łapach.. to samo z zającami... nory najchętniej był przekopywał do momentu dorwania zdobyczy - szal mamy z wstawkami futra z królika jest zdobyczą, którą trzeba wszelkimi sposobami zdobyć, a jak nie da rady to stoi i piszczy, żeby mu to dać! Ptactwo wszelakie jest interesujące, wystawiane i próbuje je złapać - skacze dość wysoko próbując złapać ptaka w locie (o ile leci dość nisko ;) ). i to pudel, dawny aporter, pies dowodny, teraz ozdóbka. takich zachowań nigdy nie widziałam u tego wyżła, który po za kłopotami z agresją w stosunku do kobiet, nie miał żadnych kłopotów wychowawczych - on był szczęśliwy mogąc polatać przy rowerze, czy wyjść na długi spacer... Znajomość użytkowości psa jest ważna w procesie wychowania, ale nie determinuje jego przyszłości.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[QUOTE]Rady trenerki pozostawię bez komentarza, ale naprawdę, kolczatka dla psa z chorą tchawicą to jest wyrok. Po prostu mu tę tchawicę z czasem rozwalisz i tyle. Dla takich psów nadaje się halti/gentle leader.[/QUOTE]dokładnie... Lenny też ma kłopoty z tchawicą - wg wetki, wszystkie obroże są ZAKAZANE, pies ma chodzić w szelkach lub kantarze. Każdy ucisk na tchawicę jest niebezpieczny, prowadzi do kaszlu, częsty kaszel to częste podrażnienie, częste podrażnienie może spowodować nadbudowę tkanki i w efekcie zwężenie światła tchawicy - pies po kilku latach takich zaniedbań po prostu się zacznie dusić, aż w końcu stan będzie na tyle silny że nie będzie w stanie normalnie oddychać. Wymień trenera, bo jest po prostu nie rozważny i nieodpowiedzialny - metodę trzeba dostosować do psa, skoro pies nie może chodzić na kolcach czy zacisku z powodów zdrowotnych, to powinien wymyślić jak go szkolić na kantarze czy szelkach. [QUOTE]Nie chcę żeby zaczął walczyć, czy przypadkiem mocno uszkodził innego psa. To mix amstaffa i chcę żeby został przyjacielem nie mordercą.[/QUOTE] Jasne, tylko jak pozwolisz, żeby inne psy go gryzły to efekt będzie taki sam niestety... podbiegaczy należy odganiać od psa samodzielnie - moje byczysko (ONek) już ma wmurowane, że jak biegnie do nas agresywny pies to on siada - za każdym razem każe mu usiąść, więc się wbiło do głowy - pies zostaje w siadzie, zajmuje wtedy mniej miejsca i łatwiej mi się poruszać w okół niego i odganiać niechcianego "gościa".. efekt taki, że od kiedy pies wychodzi ze mną a nie z ojcem, nie rzuca się na psy, bo wie że ja sobie z nimi poradzę i on jest bezpieczny.
-
no tak, ale trzeba wiedzieć jakim szamponem jaką sierść potraktować, jaką odżywkę dać i jak tych kosmetyków używać... w salonach nie kąpie się jednym szamponem przeciwpchelnym - to nie o to chodzi, każdy włos inaczej się pielęgnuje, używa się innych szczotek/grzebieni. Jedne rasy się trymuje, inne się goli, trzeba wiedzieć jeszcze jak ściąć, jak wygląda wzorzec i jak powinna wyglądać fryzura wystawowa, a jak domowa...
-
super! :) oby jej się dobrze wiodło w nowym domu :)