-
Posts
260 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by magdalena_w
-
Chwilowo ciężko mi pisać, ale widzę, że moja siostra to robi, to już większość wiecie. Jesteśmy po usg - wątroba jest zmieniona - choć to może być starcze; jest dużo żółci. Zroibiliśmy badanie krwi, ale nie wiem kiedy będą wyniki - mam nadzieję, że dziś. Serducho jest słabe, ale jak wyniki będą w miarę ok, to będzie szansa. Dostał jakieś zastrzyki. Trzeba czekać
-
Wiewióra Żujek kości nie je w ogóle, no musiałby dosłownie połknąć na spacerze, bo gdy widzę, to nie pozwalam, bo on się po kościach źle czuje. Choć sama teraz chciałabym, by to była kość. Dziś z Olą pojedziemy do tej wetki, która postawiła na nogi Figunię, bo może rzeczywiście to nie serducho a kleszcz. Na szczęscie Żuja nadal siusia, choć nie chce chodzić na spacery i robi siusiu w tym miejscu gdzie go postawię i domaga się powrotu. Wydaje mi się również, że mocz ma normalny kolor (nie brązowy jak pisała Neris). Co do badań, to wetka, kóra normalnie prowadzi Żujka nie wciska badań na siłe, w ogóle ma wielkie serce do zwierząt i nie można jej zarzucić pazerności. A ja badania bym zrobiła gdyby choć jeden weterynarz o nich wspomniał, oni twierdzili, że wiedzą co się dzieje, że to serducho. Boję się o niego okropnie. On jest taki słaby, że dziś nie obudził się nawet jak go wzięłam na ręce, dopiero na trawniku, gdy go postawiłam się obudził. Odezwę się po wizycie u wetki około południa. Trzymajcie kciuki za Żujka!!!
-
To nie jest do końca tak, że mu się nie chce chodzić, bo jak go zmuszę do wejścia po schodach, to z nich spada. No i się okropnie zatacza jak chodzi, więc chyba to nie do końca jest kwestia jego chęci. Ja wiem, że pogoda wszystkich męczy, ale to naprawdę nie jest normalne. Ale i tak się cieszę, że jest lepiej. :lol:
-
Już wróciliśmy od wetki. Powiedziała, że Żujka serducho lepiej pracuje, ale on nie nabiera sił, bo zastawka się nie domyka. Dała mu dodatkowe leki - dwa na serce będzie brał do końca życia i jakieś sterydy na 5 dni. Kontrolę mamy we wtorek. Żuja w stronę weterynarza nie chciał iść i niemal cała drogę go niosłam, w poczekalni nie zszedł z kolan i był wtulony we mnie jak niemowlak, ale z powrotem do domu, to już prowadził z tym postawionym, rozmerdanym ogonem, więc chyba już jest ciut lepiej. Ale w domu nadal się go przesuwa jak "mebel" tj. nawet głowy nie podnosi jak go przesuwam po podłodze, gdy chce gdzieś dojśc do szafy, czy coś. I śpi cały czas, z przerwą na jedzenie, bo tego to szuka i domaga się, no i na spacer, ale to już uważa za zbędne i niechętnie się podnosi z tego powodu.
-
[quote name='brazowa1']kochany Zujek-ze tak odwiedza starsze osoby.Ta pani go lubi? quote] Czy pani go lubi, to nie wiem, bo jest bardzo samotna od wielu lat i mało wylewna. Żuja też nie przejawia nadmiernej radości na jej widok, on raczej zachowuje się jak dyżurny - wchodzi do mieszkania, robi obchód dookoła i wychodzi, nawet czasami jak ja chwilę zostaję aby porozmawiać z chorą, to on i tak wychodzi i kładzie się na wycieraczce i czeka. Jak za długo gadam, to wstaje, sapie i demonstracyjnie przenosi się na naszą wycieraczkę. To znak, że czas go wpuścić do naszego mieszkania:evil_lol: A dziś Żujek nadal leży, podnosi jednak główkę ciut częściej i obserwuje moje ruchy, to chyba dobrze. Ale i tak polecimy do wetki. Napiszę po powrocie, co ona powiedziała. Pozdrawiam i trzymajcie kciuki za moje Kochanie :loveu: :loveu: :loveu:
-
Żujek nigdy nie kładł się w łazience ;) ; pod biurkiem to tak, ale nie na kaflach, bo do niedawna kładł się tylko na mękkie podłoże ;) Nie, no ja wiem, że to pewnie upały i że wszystko powinno być dobrze, ale okres upałów się dopiero zaczyna. Byliśmy przed chwilą na spacerze, przeszedł może 50 m łacznie w dwie strony i padł. Ale o dyżurze u starszej pani nie zapomniał (po wieczornym spacerze wchodzimy sprawdzać do starszej sąsiadki czy wszystko ok i zazwyczaj to on staje jak wryty przed drzwiami i czeka, aż sprawdzę) i dziś też stanął i czekał - obowiązkowy z niego chłopak
-
Żuja w piątek się zupełnie przewracał, po jakimś czasie zaczął chodzić, ale się zataczał. Pojechaliśmy wieczorem na dyżur i dali mu jakiś zastrzyk (podobno sterydy) i witaminy i zaczął chodzić. Je wszystko i dużo jak zawsze, ale chodzi tylko tyle ile musi. Generalnie cały czas leży i to na podłodze w przedpokoju. Na spacer wychodzi (czasami nie może podejść po schodach do windy), załatwia potrzeby i domaga się powrotu. W windzie już zazwyczaj leży i trzeba go długo prosić by wstał i z niej wyszedł. Jest bardzo słaby
-
:angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: Brak słów na takie pomówienia !!! Żujaczek ma złote serducho i niesamowicie pogodny jest i ma cuuuudowny wpływ nie tylko na Figunię ale na wszystkie stworzenia!!! Siostro moja poprostu ją rozpieściłaś i wstyd Ci się przyznać:eviltong: A tak na marginesie, tomona focha strzeliła już przy pierwszym naszym spotkaniu - więc Figunia chyba już taka jest lub obcowanie z Tobą ją taką uczyniło:evil_lol: