-
Posts
569 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fridaoo
-
Jest dobrze! Wczoraj wyciągnięto jej dren, no i czekamy aż szew się zrośnie. Mam nadzieję, że potem nic się nie stanie. tzn.że po zrośnięciu nie okaże sięże tam w środku jest jeszcze martwica. Ale muszę być dobrej myśli. Tak bym chciała, żeby już mogła biegać i cieszyć się życiem, bo przecież chcemy wyjechać na oczekiwany urlop nad morze. Myślę, że do kończ czerwca wszystko się zagoi. A ja chciałam ją wysterylizować pod koniec miesiąca- dopiero by się narobiło, z urlopu nici wtedy... pozdrowionka dla wszystkich odwiedzających...
-
Wydaje mi się, że nie masz co się przejmować. Goldeny mogą mieć umaszczenie od bardzo jasnego, prawie białego do rudego. Nawet u mnie na osiedlu mieszka bardzo jasny, prawie biały golden-rodowodowy.Więc wogóle nie zwracaj uwagi na komentarze tego typu, bo ludziska sa co niektórzy wogóle nie zorientowani. Widzieli może jednego psa tej rasy i wydaje im sie że już inny kolor to juz nie ta rasa. Ja ze swego doświadczenia wiem na przykład,że moja labka -to nie labka, bo jest szczuplejsza niż inne spasione labradory. Co niektórzy labki utożsamiają z wielkim, upasionym olbrzymem i wydaje im się że jak już inny odbiega od tego"wizerunku" to już jest nie labek, także nie ma co się przejmować takimi uwagami. pozdrawiam
-
Witam Was. Frida czuje się już dobrze, co prawda nie rozrabie tak jak wcześniej, ale to chyba ten kołnierzjej przeszkadza, ale poza tym jest dobrze.W piątek byliśmy się pokazać i wet powiedział, że sama rana "brzydko wygląda", ale jest dobrze. Nie śmierdzi, to jest ważne, no i dzisiaj MOŻE ściągną jej dren, to zaczęło by się goić. Zobaczymy. Ale chcę Was zapytać, czy komukolwiek zdarzyły się obelgi z powodu kołnierza, w którym chodził pies? Bo nam notorycznie ludzie śnieją się w twarz, że co ja takiego załorzyłam psu, cyt" Boże sobie by Pani takie coś założyła, a nie psa męczyła?, albo śmiech po naszym adresem, teksty typu" Jezu co on ma głowie", "Chyba ufo" itp. Wiedziałam że jest znieczulica, ale do takiego stopnia? Ludzie to są strasznie okrutni i prymitywni.Przecież kołnierze są od dawien dawna, wiem że to nie jest codzienność, ale żeby w ten sposób reagować? Najgorzej to córka przeżywa- dzieci się śmieją, docinki, bardzo jej wtedy przykro, ja wiem że dla dzieci to coś innego, ale dorośli? Przecież logika ludzka mówi sama za siebie, prawda? Okropne to jest.Czy Was spotkało takie coś?Czy wszędzie ludzie tak reagują? No ale nic, ja to mam gdzieś, nie przejmuję się, chociaż zdarzyło mi się dosadzić jednemu facetowi- i to dobitnie, bo już nie wytrzymałam. Biedna Frida, nawet psy na nią szczekają- tak jakby spadła z kosmosu. Mam nadzieję,że wkrótce zdejmę jej ten "abażur" z głowy, bo bidulka też się męczy. To narazie tyle.Napiszę jak wrócimy od weta. pozdrawiam
-
TOGO z Ligoty - już nie szuka domu - ZOSTAJE NA STAŁE W DT!!!!!!
fridaoo replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
[quote name='marta619']Boze co za fatum :crazyeye: Jak slysze slowo "martwica" to slabo mi sie robi, stracilam przez to mojego foksterierka 6 lat temu, mimo 5 operacji, martwica i tak wygrala... straszne po prostu, ale miejmy nadzieje, ze w tym przypadku bedzie dobrze, trzymam kciuki i pozdr.[/quote] Przepraszam, a czy ta martwica to też po sterylce? Było czyszczone i co się stało? Dlaczego piesek przegrał? -
Kasia 82- to też przechodzisz gehennę.. W środę byliśmy u weta na kontrol, a przy okazji na ponowne przyszycie drenu. Wyobraźcie sobie jakie znowu cierpienie dla suni- nie chcieli jej znowu podać znieczulenia to na żywca wszystko(mało tego to jeszcze wyleciał jej całkiem ten dren, bo jak poszły szwy, to on sobie tak "latał" do przodu-do tyłu aż w końcu całkiem jej wyleciał). Trzymaliśmy ją, a tu jak na złość nie można było jej włożyć tego drenu bo coś blokowało- także suka mnie z bólu ugryzła w palec, popuściła kupkę, także do dziś mnie ręce bolą. I co- jak jej tam zajrzeli w te szwy to było widać jeszcze martwicę, także jeszcze maść, riwanol, antybiotyk no i czekamy na wyniki z W-wy, wtedy będzie wiadomo jaka bakteria i będzie można podać celowy antybiotyk. Na pocieszenie- Frida już powoli zaczyna być taka jak dawniej tzn.zachowuje się już bardziej żywiołowo, ma ogromny apetyt(jak to labki), pomału podgryza man ręce-dobry znak- to znaczy że wraca chyba do zdrowia. Tylko jej strasznie przeszkadza kołnierz.Bidulka nawet patyczka przywleczonego z dworu nie może sobie pogryźć bo jak tu go złapać łapkami jak ten paskudny kołnierz na głowie...Ale bardzo mnie cieszy to ,że już zachowuje się przyzwoicie w sensie energii. I chyba musi się tam goić bo strasznie ją swędzi- nawet nie może się podrapać.Już nawet kołnierz próbuje podgryzać. Nie wiem ile jeszcze to będzie trwało. Dzisiaj po pracy jedziemy znowu na kontrol- zobaczymy co dziś powiedzą.
-
No więc właśnie widzicie i czytacie- nawet w najlepszej klinice takie rzeczy się zdarzają. Ja naprawdę nie chcę podważać kompetencji lekarzy- to oni uratowali mi sukę jak była chora na parwo- to gdzie miałam iść na zabieg jak nie do nich? Znają ją od maleńkiego, leczyli, szczepili i to nie tylko moją sukę, bo i siostry pieski są od kilkunastu lat tam leczone. Nie mam dowodów na to, że Frida była TAM zakażona, zresztą ja już tylko chcę żeby wyzdrowiała i biegała i była taka wesoła i pogodna jak wcześniej...
-
[quote name='taks']Wiesz to nie tak - pies sam siebie nie może zarazić. Byc może była chora (była zainfekowana) przed zabiegiem i w wyniku stresu operacyjnego i obniżonej z tego powodu odporności zarazki się uaktywniły. Byc może... ale czy zrobiono jej choć podstawowe badania jak morfologia (poziom leukocytów)PRZED ZABIEGIEM( a u psa z takim wywiadem to wg. mnie obowiązek). Niestety podtrzymuję, że najprawdopodobniej jednak zakażono podczas zabiegu. Trzech lekarzy ? A po co ? Szkolenie? Dwoje to zupełnie wystarczy : operujący i anestezjolog No ale stało się - teraz trzymam za Was kciuki[/quote] Taks-Kielce to nie W-wa, czy Wrocław. Być może masz rację, nie neguję tego, ale co ja w tej sytuacji teraz mogę zrobić?Chyba już nic, tylko modlić się o wydobrzenie suni. Badań przed nie miała zrobionych, może gdyby coś było z nią nie tak, pewnie by zrobili-niewiem i tego już nie sprawdzę.Co ja mogę? Dostałam taką odpowiedź- gdybym odrazu założyła jej kołnierz- to nie doszłoby do tego. A co do lekarzy- to trzech, bo akurat mieli dyżur, pewnie trzeci był obecnyw czasie, kiedy nie było innych pacjentów. Niewazne w tej chwili ilu ich było- ważne jest to czy Frida wyliże się z tego szczęśliwie. pozdrawiam
-
Wiesz ja zapłaciłam 150 zł, to zależy też jaką dawkę muszą podać, wiadomo- mniejszą dawkę to i mniejsze koszyy, prawda? Przepraszam, źle zrozumiałam post- myślałam, że to Twój psiak.
-
Macho- nie wiem czy do zakażenia doszło przy zabiegu, wiesz jeśli ma faktycznie tą cholerną bakterię(jeszcze nie wiadomo co to jest)to wystarczyło,że polizała i zakaziła sobie- nie wiem, ja się na tym nie znam, ale wydaje mi się, że tak właśnie się stało. Poza tym nie poszłam do pierwszej lepszej lecznicy.Leczymy tam psy od lat- w zabiegu uczestniczyło trzech lekarzy, ale macie też rzcje- przecież ludzie w szpitalach też ulegają zakażeniom-skąd? Ale terza tylko czekam na poprawę, pojadę dzisiaj- zobaczę co powiedzą. Już jestem zmęczona, ale "co cię nie zabije- to cię wzmocni"prawda? Nie takie rzeczy się przechodzi, to i to muszę przejść. Najgorsze to to , że strasznie pies cierpi-to mnie boli, może jeszcze bardziej niż resztę. Moja córka cały czs mi powtarza- "mamo, będzie dobrze- zobaczysz, niedługo nie będzie już tego pamiętać. A ja za przeprosz. "stara d..." zamiast ja ją pocieszać to czasem zachowuję się jak to ona powinna(12 lat) Dziękuję Bogu za każdy nowy dzień jej życia, proszę tylko o wytrwałość i odwagę. To tyle, napiszę może po wizycie co tam z moją Fridunią. pozdrawiam i trzymajcie kciuki.
-
Frotka, no nie jest ciekawie, ale zobaczę co powiedzą wyniki na te bakterie, A może moja suka ma w sobie jakąś bakterie, którą "przekazała "w ślinie do rany? Nie znam sie na tym, zobaczymy, jutro jadę z nią do weta- czy się coś robi lepiej czy gorzej- wtedy chyba zacznę szukać pomocy, niewiem, ciężko mi myśleć o tym, bardzo się boję.
-
Tak, dostała po sterylce antybiotyk. Dzisiaj dzwoniłam czy są już wyniki ale wysłali część do Warszawy i będą za parę dni, natomiast zbadali cżęść na miejscu("wybielili") niewiem co to znaczy , ale są bakterie w organiźmie, żeby zacząć celowe leczenie muszą poczekać na ten wynik z W-wy i będą dokładnie wiedzieć. Tyle wiem na dzisiaj. Jutro muszę jechać pokazać ją wet, czy się nic nie dzieje gorzej- coś mówiła dzisiaj,że zrobią jej dodatkowo biopsję- bo ma obrzęk i nie wiadomo czy nic tam się jej nie zbiera- Jezu, okropnie się boję. Miałam spokoju 6 miesięcy(wcześniej parvo) a teraz to. Modlę się o jej zdrowie, a także o swoje zdrowie, bo chyba gorzej to znoszę niż ona-bidulka. Także więcej będę wiedzieć co to za cholerstwo za parę dni. Trzymajcie kciuki.. pozdrawiam
-
Strasznie Ci współczuję BeataSabra- naprawdę! Doskonale wiem co czujesz. Moja sunia w wieku 9 tyg. zachorowała na parvo- koszmar.Nie życzę nikomu. Co prawda nie odrazu postawiono diagnozę- bo nie miała typowych dla tej choroby objawów, ale na szczęście wet był w posiadaniu surowicy(150 zł)i odrazu jej podano. Potem kroplówki, kroplówki, kroplówki.Była w bardzo ciężkim stanie- naprawdę, był moment agonalny, bardzo się męczyła- a ja z nią.To cud,że wyszła z tego. Ale bardzo długo się zbierała. Dlatego bardzo Ci współczuję. Parvo utrzymuje się ok 7-8 mies. dlatego trzeba odczekać te miesiące, żeby znowu kupić pupilka. Moja suka "niby" była szczepiona, odrobaczona- a zachorowała i dodatkowo miała robale. A teraz właśnie zmagam się z kolejnym problemem po sterylce... i przeżywam na nowo- jakby to wszystko wróciło...Miałam 6 mniesięcy spokoju i znowu...Opisałam tą historię w dziale weterynaria-sterylizacja. Także BeataSabra- nie ma tego złego- ja sobie to powtarzam.Następnego pieska obdarzysz taką samą, a może większą miłością niż tego co odszedł za TM. Jestem z Tobą, trzymaj się i wiedz, że nie jesteś sama. Pozdrawiam
-
Witam wzystkich. Chciałabym podzielić się z Wami tym co spotkało moją sunię- labka Fridę(8 mies.) Otóż 1 czerwca została wysterylizowana. Było ok! Pierwsze godziny po- wiadomo, suka obolała, śnięta, ale już po kilku godzinach zaczęła się już interesować szwami. Założyliśmy jej kaftanik własnej roboty(żeby jej oszczędzić chodzenia w kołnierzu- duży błąd),żeby sobie tam nie lizała. Co prawda pilnowaliśmy jej, zwracaliśmy uwagę- żeby nie ruszała, ale i tak czasem tam sobie lizała przez kaftanik. Przez pierwsze dwa dni było nawet dobrze, ale już w poniedziałek smród okropny. Pojechaliśmy do weta, okazało się, że już jest martwica. No więc na nowo- wyciąć martwe tkanki, wyczyścić i na nowo zszyć. Co się okazało- w trakcie zabiegu wyszło,że martwica poszła już bardzo głęboko pod skórę. Dla mnie koszmar- myśli oczywiście- co ja najlepszego zrobiłam, takie cierpienie jej zadałąm. No i oczywiście ogromne wyrzuty sumienia i pytanie- po co ta sterylka i tak dalej. No więc założono jej dreny, w które muszę wstrzykiwać leki, mało tego między szwy ma zostawione małe otworki do których muszę strzykawką się dostać, żeby jej zaaplikować maść i rivanol- Boże, na stole u weta kiedy była jeszcze nieprzytomna to łatwo było mi pokazać co mam jej robić, ale teraz to przecież ona nawet dotknąć sobie nie da- a co dopiero wkładać jej do środka rany leki..Nawet już pisać nie mogę jak o tym myślę. Nie wiem czy zdarzyło się to komuś.Tak nawiasem mówiąc to moja suka od samego początku była nieszczęśliwa- a my razem z nią. W wieku 9 tyg. przeszła parvowirozę- kto wie co to za cholerstwo to wie co przeszłam. A wspomnę, że najprawdopodobniej przywlekła to z "hodowli" od której ją wzięłąm. Ale nie o tym chcę pisać. Wracając do początku to pobrano jej wycinek tej tkanki, skąd ta martwica, jak została zainfekowana. Wyników jeszcze nie mam. Najgorsze, że tak naprawdę wszystko się może jeszcze zdarzyć.I to dobre i to najgorsze. I to czekanie jest okropne. A miało być tak "pięknie" Jak czytam, ,że sunie niektórych tak szybko dochodzą do siebie, to płakać mi się chcę, że ta moja Frida musi tyle cierpieć i że to ją spotkało. Na pocieszenie- robiłam RTG pod kątem dysplazji- jest ok! Ale jeszcze dla pewności dam zdjęcie siostrze, która jedzie do Wrocławia ze swoim psem na kontrol, aby potwierdzili że jest ok! No to cała moja historia - i ku przestrodze innym: PO ZABIEGU ODRAZU KOŁNIERZ!!!! NON STOP- żeby sobie nie zainfekowała..Dla bezpieczeństwa. Ja chciałam oszczędzić suce tego- a mam 100 razy gorzej teraz, właśnie,że nie zadbałam od początku. Pozdrawiam Wszystkich
-
Nie uczyłam jej chodzić na smyczy, bo nie było takiej potrzeby. Kiedy wyszłam z nią pierwszy raz na smyczy, bardzo ładnie szła. Z biegiem czasu zaczęła ciągnąć. Na początku były szelki a potem obroża. I nie chodzę tak jak mówi nathaniel-tam gdzie ona chce, raczej staram się w danym momencie reagować-wtedy na chwilę jest spokój, potem jest to samo. Puli- żle rozumiesz, mój pies nie spędza życia na smyczy, jak to określiłaś. Kiedy chodzi- to chodzi na smyczy. Wtedy kiedy nie mam możliwości pobigać z nią na dalsze spacerki, ale kiedy idziemy gdzieś dalej to oczywiście jest spuszczana i szaleje do woli. Ja niestety jestem też ograniczona czasowo w ciągu dnia i nie mam możliwości poświęcić całego dnia dla psa. Tak na marginesie to ja TYLKO zapytałam co ktoś sądzi o kolczatce- może ktoś miał doświadczenia, natomiast poczułam odrazu atak ze strony co niektórych dogomaniaków. Czy już nie można się tylko spytać?Zapewne macie większe doświadczenie w wychowaniu i szkoleniu psów, to dawajcie rady, ale w noramlny sposób- nie naskakujcie odrazu na osoby, które tego doświadczenia nie mają.Chyba o to tu chodzi, żeby pytać, doradzać i wymieniać się doświadczeniami- prawda? Pozdrawiam
-
:cool1: Wiam Was! Wszystkiego najlepszego z okazji 1-ych urodzinek Twojej suni-zdróweczka, zdróweczka i jeszcze raz zdróweczka!!! Wymiziaj ją odemnie i od mojej półroczej labci-Friduni. Pozdrowionka
-
Właśnie, najbardziej mnie wkurza to nocne wstawanie i sprzątanie, a dzisiaj to takiego "olbrzyma-śmierdziucha" narobiła, że ten smród mnie obudził i wstawaj tu w nocy zaspana i sprzątaj, tym bardziej,że przecież załatwia się wieczorem. Mama cichą nadzieję, że długo to nie potrwa, przecież to już jakby nie było nie malutki szczeniaczek.. pozdrawiam
-
Pytam, bo co niektórzy mi doradzali, mówili że przyniosła efekty. Ja mam 6-cio miesięczną labkę i to jest straszne co ona wyprawia. Na początku były szeleczki- na których baz opamiętania robiła z nami, a zwłaszcza z moją córką co chciała. No to kupiłam obrożę i myślałam,że problem mamy za sobą.Po dwóch, trzech tygodniach-znowu to samo.Małpa się przyzwyczaiła i znowu ONA wychodzi z nami na spacerki a nie my z NIĄ. Koszmar, spóścić ją na osiedlu pod blokami niestety- nie ma możliwości bo to śmietnik.No więc na tej smyczy ciągnie jam szalona. No i właśnie miałam zamiar kupić kolczatkę, bo koleżanka zasugerowała mi właśnie kolczatkę-mówiła,że pomogła,ale mówicie ,żebyjednak nie?
-
A co myślicie o kolczatce?
-
Emocje-emocjami, ale moja to nie tylko z tych powodów sika, ale też normalnie jej się zdarza "narobić" i to nie tylko siusiu, ale i kupkę(radziej niż siku)ale zdarza się jej.Nawet już rzadziej dostaje jeść, bo 3 razy, ale to i tak nie zmniejszyło jej ilości "załatwiania potrzeb"
-
Dziękuję za rady, tylko jest problem, że Frida JEST juz nauczona wskakiwania na łóżko.Wiem-zawsze chciałam tego uniknąć, jednak-jak mówisz z dzieckiem-kiedy była chora (bardzo) to pozwoliliśmy jej na wszystko min.nawet spania z nami, ale ja wtedy nie miałam sumienia jej odmówić, natomiast teraz ona to traktuje jak rzecz normalną, także nie wiem czy jeszcze będę w stanie ją tego oduczyć;a jeśli chodzi o odkurzanie, to ona nawet nie szczeka na niego, wygląda wręcz na bardzo zestresowaną, już próbowałam delikatnie ją oswoić,ale nie przyniosło to efektu, bo kiedy próbowałam się do niej zbliżać to odrazu uciekała;ale skoro mówisz,że z tych rzeczy wyrośnie, to mam nadzieję, że tak właśnie będzie.A co do powrotów ze spacerków, to właśnie wczoraj miałam taką sytuacje, a mianowicie napotkałyśmy taką ogromną kałużę, a Frida w momencie bez opamiętania jak nie wskoczy, to poprostu nie mogłam jej wyciągnąć, była taka szczęśliwa, że niewiedziałam,że taka kąpiel w brudnym bagnie może jej tyle radochy przysporzyć, jeszcze w takiej akcji jej nie widziałam;no i kiedy wróciłyśmy do domku to zaraz całą ją pięknie wytarłam, co by mi nie zachlapała całego mieszkania, zawsze to robię, wiedząc właśnie,że zaraz swoje 4 litery rozwali na łóżku,Ale suma sumarą- dla takich chwil warto trochę jej pofolgować, mam nadzieję, że to sikanko jej przejdzie- no cóż taki nasz los-przecież głowy jej nie urwę... pozdrawiam
-
Ja z siusianiem mojej suni(labki) mam też mam problem.Ma już niespełna 6 miesięcy i jeszcze robi siusiu w domu.Szczególnie w trakcie zabawy-i to jeszcze robi i to nie tylko na podłogę ale też na wersalkę, to mnie przeraża- i nie wiem czy ona nie potrafi wstrzymać czy to jest taki jej odruch, nie mam pojęcia czy za to muszę ją karcić, czy nie, ale czasem myślę, że już chyba jest za duża wogóle już na siusianie w domu, przecież pieski wytrzymują nawet i pół dnia. A do tego panicznie boi się odkurzacza i wtedy nie patrzy gdzie sika, po prostu robi gdzie popadnie.Czy ona z tego wyrośnie, czy już cały czas będzie ze strachu robić?A z radości to chyba normalne, bez względu na wiek, a może nie?
-
Moja sunia przeszła parwo- kiedy zaczęłam już ją w miarę normalnie karmić wet zalecił ryż z kurczakiem,jako dietę, potem sukcesywnie kiedy sunia doszła w miarę do siebie, to zaczęłam jej podawać suche(Hills dla rekonwalescentów)w połączeniu jeszcze z ryżem(więcej ryżu-mało karmy)żeby się pomału przyzwycziła, wet mówił,żeby tak dawać i tak już zostało.Wszystko było w porządku, dopiero kiedy zmieniłam jej suchą karmę na inną, to zaczęły się te sensacje z kupkami i pier...niem. Od wczoraj zrezygnowałam z ryżu, no i zobaczę czy będzie jakaś zmiana, jeśli nie to chyba będę musiała jej zmienić suchą na inną, dlatego pytałam czy może mieć to jakieś znaczenie, skoro wcześniej był ok. a teraz zaczęło się coś dziać.Myślałam też, że może za dużo tego jedzonka, ale wg.norm na opakowaniu je nawet troszke mniej, niby pies sam sobie reguluje ile chce, ale to nie moja sunia-ona konia by zżarła i to jeszcze za mało-taka małpa pazerna.I tak naprawdę to wychodzi na to że cały czas jest głodna, ale przecież nie będę jej karmić co chwilę bo zaraz słonica z niej urośnie. Sunia jest odrobaczana raz w miesiącu. pozdrawiam
-
Aha dodam, że suka ma dopiero pięć i pół miesiąca i takie wie.....lkie kupy to o wiele za dużo jak na takiego szczeniaka, nie uważacie?
-
Mam pytanie, czy ktoś wie i może mi odpowiedzieć, czy karmiąc psa ryżem wraz z suchą karmą- czy to ma wpływ na wielkość i też "zapach" kupek? Bo moja sunia dostaje suche z ryżem, ale odkąd zmieniłam suchą karmę, ale też z ryżem mieszaną, to robi tak okrutnie wielkie kupy i takie śmierdzące, że tylko maska gazowa i uciekać.I teraz nie wiem, czy to od samego suchego te kupy, czy też ryż ma jakiś wpływ na te smrody? Pozdrawiam
-
[quote name='proszowska79']Współczuję Ci, to naprawdę straszna choroba:( Ja gdybym wiedziała, że moja pierwsza malutka sunia będzie się tak męczyła przez 5 dni, to wolałabym ja uśpić. Biedne moje maleństwo walczyło o życie a ja razem z nią :( Rzeczywiście to dość dziwne z tymi rzekomymi szczepieniami. Przecież skąd wziął naklejki ze szczepionek które musiały być wklejone w książeczkę? No chyba, że została zaszczepiona a już była zarażona, wirus się rozwija w ciele na początku bezobjawowo.[/quote] Wiesz, facet jak ma kilkanaście szczeniaków, to niekoniecznie musi zaszczepić wszystkie, prawda? Przecież to są koszty, a może się uda, żeby nie zachorowały, poza tym jak dostawałam książeczkę, to nawet nie była wypełniona tzn.nie było daty urodzin, nie było płci, koloru, rasy, wszystko wypełniał przy mnie, przy zakupie, także wiesz, ja już mam pewność,że sunia nie była szczepiona, zresztą wszyscy mi mówią, że gdyby była zasczepiona to by nie zachorowała.Facet mógł zaszczepić kilka szczeniaków, nie wiem nawet czy akurat tej "rasy" bo miał oprucz labków, owczarki niemieckie, ale to już przeszłość, mam tylko żal do niego,że jego podejście było takie nieprofesjonalne, ale to już moja wina, że wogóle zdecydowałam się kupić od takiej osoby psa. Ale wszystko szczęśliwie się skończyło i gdybym miała jeszcze raz to przechodzić to postąpiłabym dokładnie tak samo, nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją uśpić czy oddać.Tylko żal mi tych pozostałych piseków, bo nie wiadomo naprawdę jaki był ich los, czy reszta przeżyła, czy nie. Moja sunia długo walczyła i w pewnym momencie zwątpiłam czy wyjdzie z tego, było strasznie, naprawdę, ale dźwignęła się, długo to trwało, ale wylizała się.W tej chwili ma pięć i pół miesiąca, wygląda niewątpliwie "drobniej" niż inne pieski tej rasy, ale myślę, że nie jest tragicznie po tym co przeszła.:lol: :lol: Pozdrawiam