-
Posts
569 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fridaoo
-
[quote name='Cavisia']No nic, tylko, żeby potem nie było tak jak się słyszy: - że wina wszystkich wokół jak pies pogryzł - że wina kierowcy jak dziecko wpadnie pod koła.... Dla mnie to wielka nieodpowiedzialność[/quote] No to zapytałm- jaki według Ciebie jest ODPOWIEDNI wiek dziecka do wyprowadzania psa.Cavisia- proszę, nie przesadzaj, ja nie mieszkam w ZOO, które jest oblegane przez groźne zwierzęta. Na litość- nie zarzucaj mi nieodpowiedzialności,że puszczam córkę z psem na dwór.. Chyba mocno jesteś przewrażliwiona na tym punkcie. Miliony ludzi mają dzieci i psy i nikt nie trzyma zwierzęcia w domu przez całe dnie- aż do pojawienia się dorosłej osoby. Co mam trzymać go pod kluczem, żeby zgniuśniał? Zastanów się. Ciekawa jestem czy Ty mając psy w domu i dzieci(jeśli je masz) też stosujesz, bądź będziesz stosować taki rygor- jeśli chodzi o wychodzenie z nim na dwór? Przepraszam- ale nie dogadamy się wogóle, jeżeli Ty masz takie podejście. Ja uważam, że mamy zupełnie odmienne poglądy na niektóre sprawy, ale to na szczęście tylko forum, gdzie każdy ma prawo do przedstawiania swoich opinii- jasne, to jego prawo. Myślę, że skończmy tą zbędną dyskusję, bo ona do niczego nie prowadzi i wogóle nie w tym rzecz.
-
[quote name='Cavisia']Troszkę off - nie obawiasz się naprawdę 12 letniego dziecka puszczać samego z psem? A jak pies rzuci się na waszą suczkę, a twoje dziecko stanie mu na drodze? A jak wyrwie smycz, ucieknie na ulicę, a twoje dziecko poleci za nią? I nie daj Bóg, ale wpadnie pod samochód? Może to trochę czarne scenariusze, ale...[/quote] Cavisia- a Twoim zdaniem jaki jest odpowiedni wiek dziecka do wychodzenia z psem? Przecież 12,13 lat to nie malutkie dziecko? Sama napisałaś, że Ty mogłaś od 14 roku życia. U mnie w domu to odkąd pamiętam- my(z siostrą)jako dzieciaki zawsze wychodziłyśmy same z psem. Przecież nam- dorosłym może przydarzyć się dokładnie to samo? To znaczy, że psina ma już cały dzień siedzieć w domu- bo dziecku może stać się złego?- Proszę Cię. To znaczyłoby, że w ogóle TYLKO dorośli powinni mieć psy, tak? Ja mam inne podejście do tego, i myślę, że teraz czy za 2 lata nic nie zmieni faktu- że to jest dziecko. A powiem Ci jeszcze, że czasem dzieci mogą czasem wykazać się bardziej zimną krwią od dorosłych w przypadkach zagrożenia.Także ja się nie obawiam, zresztą gdybym o tym tak myślała, to nigdy nie miałabym psa. Niestety.
-
[quote name='Cavisia']Fridaoo, ja odnoszę możliwość nieopanowania suki w cieczce, do możliwości nieopanowania psiej agresji. Nie wiem czy masz dużego, czy małego psa, ale pomyśl co może się stać, jak pozwalasz dziecku wyprowadzać psa. Jak on się jakiemuś psu nie spodoba, tamten zaatakuje, to co? Pomyślałaś o tym? Nie wiem w jakim wieku masz dziecko, niemniej ja pamiętam, że mnie do wieku 14 lat nie wolno było wyjść z psem z mieszkania na spacer. Zawsze wychodzili dorośli. To taka dygresja. Cavisia- wiesz, decyzję o zakupie psa trwała u nas kilka dobrych lat, min. ze względu na wiek Oli(12 lat). I to w dużej, jak nie w 100%, podjęta decyzja była ze względu właśnie na nią. Myślę, że 12 lat jest odpowiednim momentem do tego , żeby dziecko nauczyć odpowiedzialności i rozwagi. Mamy labradorkę- ale myślę że jaka by to nie była rasa to zawsze jest jakiejś ryzyko. Wiesz, Ola moja od maleńkiego wychodziła z nią, jak dotąd nie zdazyło się coś przykrego, co nie znaczy,że nic się nie zdarzy, ale to nie ma nic wspólnego z jej wyprowadzaniem psa . Jest wystarczająco duża dziewczynka, i czy ma 12 lat czy będzie mieć 18 to i tak coś może się stać. Natomiast w czasie cieczki- niestety- powiem Ci że drżałabym, czy czasem nie pokrył ją jakiś pies na dworze. Ale nie wyobrażam sobie,że by suka siedziała pod naszą nieobecność w domu. Dlatego też- tak jak pisałam wcześniej- brałam TO TEŻ w dużej mierze pod uwagę, decydując się na sterylkę. Wierz mi, dla mnie to też nie była łatwa decyzja- biłam się z myślami i to nie raz, naprawdę. Podjęłam tą decyzję nie ot tak, zdaję sobie sprawę z pewnych za i przeciw- ale tak postąpiłam i mimo tych komplikacji- pewnie postąpiłabym tak samo.
-
A wracając ro tematu mojego wątku- to rana Fridy goi się, zostało jeszcze gdzieś 2,5 cm długości na 1 cm szerokości. Już mniej kuleje, ale srom dalej ma nabrzmiały. A wogólę to jeśli chodzi o jej kondycję to kruchutko, oj kruchutko. Na spacerkach szybko się męczy, dyszy- no i to gorąco, ale wogóle widać,że te 26 dni to dały się we znaki. Mam nadziję, że jak już jej ściągnę ten kołnierz to będzie bardziej "zadowolona" z życia, niż teraz. W końcu już tyle wytrzymała, to i te parę dni jeszcze wytrzyma.Moja sunia- tyle się wycierpiała.Ale mamy jechać nad morze-to jej wszystko wynagrodzę, przynajmniej postaram się. Na dodatek dostaje mniej jedzonka- co by się za bardzo nie upasła, bo ten bezruch widać u niej gołym okiem. Mam nadzieję, że już ŻADNYCH nieprzewidzianych i przykrych niespodzianek już nie będzie. pozdrawiam
-
Cavisia- a co powiesz na taką sytuację;cały czas powtarzasz, że ludzie którzy nie są w stanie upilnować swoich suki( w cieczce)- nigdy nie powinni mieć psów.Mówię tu o dorosłych ludziach- a co jeśli w rodzinie sąTAKŻE dzieci, które również wychodzą z psami na dwór bo np. rodzice są w pracy? I co wtedy, jeśli dziecko wyjdzie z suką w cieczce, a tu milion adoratorów, często bardzo nachalnych, a suka ma gdzieś, to co do niej w danym momencie mówisz- bo jest tak zaabsorbowana psami i dostaje wścieku....I co to biedne dziecko ma zrobić, jeśli już dochodzi do takiej sytuacji(wiemy jakiej)? No co? Czy taka suka w czasie cieczki ma 8,9,godzin siedzieć w domu- bo dorosłych nie ma?Tak?Wiesz podałam taki przykład, bo ja osobiście brałam to także pod uwagę, wiedząc,że np. córka moja może nie opanować tej sytuacji, i co? Mam oddać psa- bo moje dziecko jest nieopdpowiedzialne?Dałam przykład, nie zawsze mówię, że tak ma być, ale MOŻE się to zdarzyć, prawda? Sama mam doświadczenie z dzieciństwa, dokładnie takie jakie opisałam. Sama jako dziecko nie potrafiłam sobie poradzić- skutek?-ciąża.Ja tylko byłam dzieckiem- może wtedy bez wyobraźni, ale większość dzieciaków takich jest. Dlatego też nie zgadzam się z tobą w tej sprawie. Są też inne przypadki, kiedy suka zachodzi w tzw. niechcianą ciążę, i to nie dlatego że właścicele są nieodpowiedzialni- pewnie, są i takie przypadki, gdzie faktycznie dorośli zachowują się tak jakby wogóle nie zdawali sobie sprawy, ale są i takie,gdzie naprawdę jest to czasami ponad to. Wiesz, łatwo jest upilnować sukę, kiedy siedzisz w domu non stop.Wtedy owszem, zgadzam się- bo wtedy jest to możliwe, ale niestety ludzie pracują, mają też dzieci- których obowiązkiem jest wyprowadzanie psów. Zaraz może mi napiszesz, że jeśli nie ma mnie w domu przez cały dzień=- to WOGÓLE nie powinnam mieć psa, tak? No bo po co mi pies skoro i tak pani nie ma w domu? Tylko widzisz, gdyby ludzie mieli takie podejście to wogóle większość z nich nie cieszyła by się z posiadania czworonoga, prawda? A może jak nie sukę- to powinnam kupić sobie psa? No bo psy nie mają cieczek i nie ma takiego problemu. Może. Ja nie czuję się jako nieodpowiedzialnA osoba-wręcz przeciwnie, która ot tak kupiła sobie pieska dla wygody, bo gdyby tak było, to już dawno nie miałabym Fridy- bądź co bądź-podejrzewam, że nie jeden człowiek w mojej sytuacji, po przejściach z psem dawno by sobie dał z nim spokój. Tak by było, I czy moje postępowanie jest jakby nieodpowiedzialne?
-
Źle zrozumiałaś- ja pisząc" choroba"- NIE miałam na myśli [I][U]ropomacicza,[/U][/I] tylko uogólniłam wszelakie choróbska jakie mogą dotknąć psa. A co ropomacicza to akurat nie zawsze możesz odrazu zauważyć coś niekokojącego. Wiesz- jak się objawia ropomacicze to akurat wiem, nie musisz tego pisać, widzę, że obstajesz przy swoim- jasne, wolno Ci. Ale nie daje Ci to prawa, żebyś naskakiwała na mnie że jestem nie poinformowana na temat sterylizaji.Zresztą to mój pies- więc ja za niego odpowiadam.
-
Cavisia- Ty masz swoje racje- my swoje. Ja wolę osobiście profilaktykę- a nie późniejsze leczenie, które tak naprawdę nie wiadomo jak się skończy.Mam tu na myśli wczesne zdiagnozowanie, pamiętaj, że nie zawsze choroba daje odrazu jakiejś objawy, często ukrywa się latami- tak jak u ludzi, a kiedy są już- cazsami jest już za późno. Mało jest takich przypadków?
-
Cavisia- to nie tak, że jedna suka to częsty przypadek. Znam wiele osób, których suki miały ropomacicze i guzy sutek. Wystarczy,że trochę poszukasz TU na dogo na forum, a przekonasz się, że to naprawdę bardzo częste przypadki. Jeśli Twoje suki są zdrowe- to tylko powinnaś się cieszyć, że ich to nie dopadło. Ja w swojej rodzinie za dużo się napatrzyłam i wiem co to jest. Dlatego - pomimo tych rozterek( a naprawdę je miałam- wybrałam mniejsze zło), które mną kierowały, to wiem,że zrobiłam dobrze. Wiadomo- że nie nie ma reguły- że wszystkie suki muszą przez to przejść, ale duży %. Nawet weterynarze APELUJĄ - jeśli nie zamierzasz rozmnażać to wystrylizuj.To są fakty, a nie jakieś tam mity, czy ludzka wyobraźnia. Przecież nikt nigogo nie zmusza do tego siłą, to jest undywidualna sprawa każdego właściciela psa, tak? Każdy ma prawo do własnego zdania i decyzji. Ja zrobiłam to , żeby w przyszłości nie zarzucić sobie,że mogłam tego uniknąć- wiadomo, że nie mam 100% gwarancji na to że już do końca życia suka będzie idealnie zdrowa, prawda? Ale jeśli choć w pewnym stopniu mogłam temu zapobiec- to dlaczego miałam nie spróbować, tym bardziej,że o tym naprawdę dużo się pisze- to nie jest wymysł, czy kłamstwo, tym bardziej,że nie zamierzałam suki rozmnażać(pisałam wcześniej dlaczego?), co naprawdę nie wpływa to na jej zdrowie, tak jak co niektórzy myślą.
-
oj siostra, a Ty już nie możesz zadzwonić, tylko odpisujesz? Anita, to są takie przypuszczenia, jak zrobię rtg to będę wiedzieć czy to TO, czy to cosik innego. A z tej "niby cieczki" to ja się za bardzo nie cieszę, w końcu sterylka TEż miała na celu wyeliminować potencjalnych "adoratorów" a teraz to nie wiem czy psy też będą za nią latać tak jak przy normalnej cieczce. Najbardziej tego boi się Ola, że jak będą latać pieski to ona sobie nie poradzi, ale pociszam ją,że nawet jeśli ją któryś dorwie to i tak nic się nie stanie.Mam tu na myśli ciążę i szczeniaki. Zadzwoń to coś Ci opowiem.
-
No to jesteśmy już po wizycie. Więc tak- rana ładnie się goi, co do nabrzmiałego sromu, to faktycznie jest opuchnięty.To może być faktycznie "syndrom" 3 jajnika- co rzadko się zdarza, i mojej Fridzie właśnie to się przytrafiło. Wet powiedział, że to nie będzie taka normalna cieczka, ale organizm tak się będzie zachowywał jak przy cieczce .Stąd ten opuchnięty srom. Dał zastrzyk. Co do kulenia to powiedziałm, że to może być tzw.kulawizna w fazie wzrostu. Ale i tak zrobię rtg. Zapisał lek "aspicam"- ale narazie mam jeszcze poczekać z podawaniem. Taka kulawizna b.często się zdarza w tym wieku, ale mija. Poczekam jeszcze z 10 dni- jak będzie jeszcze kulała to zacznę jej podawać lek. Czy ktoś wie co to za lek? Trochę się uspokoiłam, ale i tak będę jej musiała zrobić zdjęcie.
-
Nie wiem dokładnie kiedy to się stało,bo się nie pytał, wiem tylko z relacji męża że jest trochę załamana. No i tak właśnie czasem się kończy- niechcianą ciążą. No niestety , takie są skutki jak się nie uważa na psa.
-
A czemu w ogóle ją sterylizowałaś?[/quote] A po co tysiące ludzi sterylizuje swoje suki? No po co? Na to pytanie chyba nie trzeba długo szukać odpowiedzi, prawda? A jeśli już tak chcesz znać odpowiedźto po to -żeby za 2,3 może 5 lat nie musiała być krojona np. ze względu ropomacicza, czy raka sutków- co mogłoby bardzo źle się skończyć. Dlatego. I uważam,że dobrze zrobiłam- może i mam wyrzuty sumienia ze względu na to co teraz się dzieje, ale tego niestety nie mogłam przewidzieć, to i tak wiem,że skrzywdziłabym ją o wiele bardziej- wiedząc,że mogłam wcześniej zapobiec ewentualnym chorobom, właśnie nie sterylizując jej. Poza tym, mogłabym się zastanawiać, gdyby była psem z rodowodem- wtedy pewnie chciałabym ją dopuścić- ale niestety za błędy trzeba płacić, mam sukę taką jaką mam i nic tego nie zmieni.A psów na ulicy i w schronach jest od cholery, więć ja nie chciałabym się potem martwić- gdzie się podziwają dzieci mojej suki?Może u ludzi, a może błąkają się gdzieś tam. Nawet wczoraj mąż rozmawiał z koleżanką- której sunia ma cieczkę, no i była u koleżanki, która ma psa. No i tak się zagadała z tą koleżanką, nie zwracając uwagi na sukę,że teraz będzie mieć potomstwo,niestety. I gdzie tu odpowiedzialność ludzi? Wystarczy odrobina nieuwagi i bach- gotowe. Ja tego też nie chciałam i dlatego zdecydowałam się na zabieg, a to że tak , a nie inaczej Frida to wszystko przechodzi- to już nie mogłam o tym wiedzieć, po prostu taka jej uroda i już. I myślę,że większość tu popiera moje argumenty, nawet nie myślę- ja to po prostu wiem
-
Witam. Jak to mówią- nieszczęścia chodzą parami... No więc rana Fridy powoli się zabliźnia, ale...No właśnie. Suka zaczęła mi kuleć na przednią łapkę, tzn. kuleje jak wstanie po odpoczynku, potem jak się rozrusza,to przestaje. No i jest problem. Rtg jej robiłam na stawy biodrowe- nic nie wyszło, no to teraz czeka mnie rtg na łokciowe- no to się porobiło. Cieszyłam się że ze stawami jest ok, a tu proszę. Czyż moja suka nie jest pechowce? No sami powiedzcie? Mało tego, wcześniej na to nie zwracałam uwagi, bo brzuszek był najważniejszy, ale tak od 2,3 dni zaczęłam obserwować srom u niej. Jest tak jakby nabrzmiały, większy- Boże co to jest? Mam cichutką nadzieję, że to nie ta "niby" cieczka o której tak czytałąm.Co prawda nie jej tam nie wycieka, ale niezbyt ciekawie to wygląda. Dzwoniłam do weta- ale muszą to zobaczyć, no i być może- mieć ciążę urojoną.Super- po prostu za chwilę scsyzoryk i się pochlastam, jak Boga kocham. Czy ta psina mało już w swoim krótkim życiu przeszła, czy co? Czy to ONA musi być tą, którą to co najgorsze spotyka? Nie wiem co myśleć, co mówić, już nic nie wiem. Jutro jadę z nią, bo dziś nie mam jak, to zobaczymy co znowu się okaże.... Czy kogoś suka po sterylce miała takie cuś? Aha, nadmienię tylko, że wogóle zrobiła się bardziej szczekliwa niż zwykle, bo tak normalnie, to tylko w domku sobie czasem zaszczekała, a teraz to byle co usłyszy z dworu i zaraz jadaczka się jej nie zamyka. Nie mówiąc już o jej apetycie. Zawsze go miała, ale teraz to jest coś strasznego. Cxy to nie są czasem objawy może cieczki?A może jest coś takiego, że ona normalnie powinna dostać teraz cieczkę, mimo sterylki- hormomy jej buzują i dlatego tak się dzieje? Proszę, nie mówcie,że ona będzie mieć cieczkę, błagam- to po ciula była ta cała sterylka?
-
Święta racja. Nie kupuj pod żadnym pozorem psa z "rozmnażalni". Niestety ja "płacę" za to do dzisiaj. Naprawdę- poczekać, jeśli się nie ma na tyle pieniędzy, ale kupić ze sprawdzonego źródła. Ja w tej chwili po podliczeniu kosztów leczenia mojej suki, nie mówiąc o "stratach" moralnych, miałabym takie dwa pieski z rodowodem. Nie ma wogóle o czym mówić. Chociaż za żadne skarby nie oddałabym mojej suni, to wiem,że jeśli miałabym w tej chwili zakupić psa to tylko z prawdziwej hodowli. Już tak bardzo dużo doświadczyłam przykrości, łez, wyrzutów sumienia, ale mogę się pocieszyć tylko wdzięcznością psa za okazaną miłość i oddanie. Nie jest to jednak reguła,że musisz kupić psa chorego, bo i z każdej innej hodwli może się przytrafić komuś coś nieoczekiwanego, ale masz tą pewność, że rodzice byli zdrowi- szczeniak "otrzymał" tą odporność, która jest bardzo ważna, szczególnie przy rozwijaniu się, a właściciele rodziców psa dbali o nie w największym stopniu. I wtedy masz ogromną szansę na prawidłowy rozwój szczeniaka. Ja niestety zaniedbałam tych spraw i chciałabym przestrzec innych potencjalnych właścicieli przed pochopnym podejmowaniu decyzji dotyczących kupna psa- jaki by on nie był kochany na pierwszy rzut oka. Ja też kupiłam tak na "oko"- i bardzo tego żałuję. Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji zakupu labka.
-
No właśnie wczoraj o tym też myślałam i od dzisiaj bidulka niestety będzie dostawać mniej. Myślę, że jeśli już będzie normalnie funkcjonować to - jeśli pojedziemy nad morze to tam zrzuci te zbędne kilogramy. W sumie to nie wygląda na bardzo upasioną, zwłaszcza że od zawsze był problem z jej wygłądem( po parwo- wyglądała jak szczurek-dosłownie) i kiedy doszła do siebie i zaczęła nabierać wagi to i tak była zawsze drobniejsza i może teraz, jak wygląda dość przyzwoicie- to mnie wydaję się,że jest troszę spasiona.Ale tak na ogół wyglądają labki, przwda, ale zdaję sobie sprawę, że nie mogę dopuścić do otyłości bo będą problemy. Ale nic tam- dzisiaj najważniejsze to powrót Friduni do zdrowia i oby to się stało jak najszybciej. pozdrawiam
-
Wczoraj siostra mnie pocieszyła- ona widziała od początku jak to się stało i mówi,że ładnie się goi i jest o prawie połowę mniejsze niż było w czwartek. Więc chyba jest dobrze? Jeśli się goi to znaczy że będzie ok!Tak myślę. To nie tak że nie chcę skonsultować z innym wet, nawet zanosiłam się już wczoraj, ale suka ma się dobrze, nie widzę niepokojących objawów, bo inaczej to bym poleciała, tylko że tak sobie mówię, że już dość ta suka przeszła, do weta to się już wejść ostatnio nie dało, tak się broniła, a mnie serce ściska. Gdybym widziała,że jest źle, że się nic a nic nic nie zmienia, to wtedy nie zastanawiałabym się ani chwili. Może ktoś sobie pomyśli,że jetem nieodpowiedzialna, ale uwierzcie mi- ten pies już od urodzenia tak wiele przeszedł, że teraz bez poważnych podstaw, będę unikać wet jak ognia.Naprawdę, chyba, że będzie taka konieczność. Poza tym gdyby jej się coś działo to zauważyłabym to gołym okiem w jej zachowaniu. No- zauważyłam, że grubasek się zrobił- nie dlatego że ją przekarmiam, bo je tyle co zwykle , tyle tylko że psina od 1 czerwca wychodzi tylko na siusiu i kupkę i do domu.Więc jak się ma wybiegać? Jeszcze żeby tych upałów nie było, to pozwoliłabym na dłuższe spacery, a tak to jeszcze dodatkowo w te gorąco- wolniej się to wszystko goi. Wierzę głęboko, że już niedługo skończy się to, że nie przydaży się znowu-tfu tfu coś nieoczekiwanego.
-
[quote name='taks']nie widzę rany więc nie umiem Ci z całą odpowiedzialnością odpowiedzieć - a środek jest doskonały i ma szerokie zastosowanie w "paskudnych" ranach . Nic nie piszesz o wynikach posiewu - już są?[/quote] ' Jak byłam w czwartek, co jej się rozwaliło, to wet mówił, że nic nie wyszło. Także skąd ta martwica? Nie wiadomo, no tak się stało i już. Antybiotyk brała przez 2 tygodnie, tak dla bezpieczeństwa. No i przecież jak byłam to powiedział, żeby to tak zostawić, że to się zrośnie.Ale kiedy?
-
Aha. Taks- czy myślisz że ten Aquacel- to ja bym mogła go zastosować u mojej suni?
-
[quote name='taks']był na wiosnę taki przypadek z suką po usunięciu guza sutka bodaj- poszukaj w wyszukiwarce (przepraszam ale nie mam teraz możliwości czasowych zrobić tego za ciebie)[/quote] Praeczytałąm o tym przypadku, tylko tam było trochę inaczej, bo suka miała cały czas doszywanie, a moja ma odkrytą ranę. Tam w sumie wygoiło się to w ciągu bodajże 2 tyg. ale tak jak mówię ona nie miała otwartej rany. Już sama niewiem, czytam i zastanawiam się czy nie lepiej byłoby zszyć jej tego. Tylko znowu narkoza, wycinanie ? Nie wiem. Ja stosuję tylko riwanol i Chitopan, podobno dobry, niewiem już sama. Czy zostawić tak jak jest, czy jechać do innego weta. Wg mnie rana może wygląda troszkę płycej niż w czwartek, ale może ja już sobie wmawiam, że jest lepiej. Jezu, niech się to już skończy. Dobrze, że nie śmierdzi ztej rany, suka szaleje, chciałaby już pobawić się z psiurkami na dworze, a tu nic?Nie wolno. Pocieszam się,że to młody pies i może to wszystko jakoś przebiegnie szybciej? Ja już opadłam kompletnie z sił.... pozdrawiam
-
Mam pytanie, czy ktoś wie, jeśli już zdarzy się sytuacja taka jak mojemu psu, to czy nie ma żadnego innego wyjścia niż tylko czekać aż się rana rozwalona zabliźni, tzn. czy nie stosuje się tzw. klamry, która złapie tą skórę, żeby przyspieszyć to zrastanie. Wiem że zszywać na nowo jest nie możliwe, bo musieliby od nowa wycinać tą skórę i ponownie naciagać i szyć na nowo. Ale czy już nie ma innego wyjścia? Może komuś przytrafiło się to, a jeśli tak to jak długo taka rozbebłana rana się zrasta?
-
Nie, no po prostu siąść i płakać... Już było dobrze, a tu dzisiaj przychodzę z pracy, suka się cieszy, skacze i wywala się na plecy a tu...- szwy puściły od połowy,dziura taka, że po prostu niedobrze się robi.Dół pięknie się zrósł, natomiast góra puściła, nie wiem,tam gdzie jej cały czas aplikowałam leki- to po prostu było wszystko maziaste, mokre i się nie zrastało. No po prostu już się chyba załame. Od razu do weta, no nic już nie można zrobić, kazał tak zostawić, dał jakiś żel, któ[I]ry [/I]przyspiesza zrastanie, a mnie szlag trafia. Jezu, co za pechowy pies? Naprawdę ręce opadają. Jak długo jeszcze? A było już tak dobrze. Teraz to już nie wiem czy jej się to zagoi, no i chyba z urlopu- nici.No bo przecież nie wyjadę z psem w kołnierzu i z dziurą w brzuchu.. Mam dość.
-
Witam Chciałabym Wam powiedzieć jakie wczoraj opinie słyszała moja córka spacerując z Fridą.(w kołnierzu-oczywiście) Otóż bardzo mnie to rozśmieszyło, myślę, że i Was to rozśmieszy. No więc kiedy Ola szła z Fridą nagle pewna pani dochodząc mówi:" dziecko-po co TO jej założyłaś" Pewnie żeby ją słońce nie raziło, albo żeby lepiej słyszała, tak?" Boże- wiem że ludzka wyobraźnia jest wielka, ale żeby takie farmazony wygadywać? I jeszcze jedna osoba skomentowała cyt" ona ma po to żeby dzieci jej nie głaskały, bo gryzie, tak" albo żeby nie zjadała z ziemi. Swoją drogą- to może faktycznie to jest doskonały pomysł na to żeby psiury nie podjadały sobie na dworze...albo żeby kołnierz służył jako ochrona przed słońcem...dobre co? A tak wogóle to Frida czuje się już dobrze, bryka szaleje po domku, może jeszcze nie tak straszliwie, ale chyba polubiła ten "kołnierzyk" przyzwyczaiła się do niego, nawet śmiejemy się, że już jej go zostawimy, żeby była trochę spokojniejsza..Żartuję oczywiście. Wyników w dalszym ciągu nie ma, nie wiem co jest, a może tam nic nie wyszło i hodują te "bakterie"że może coś się wykluje? Nie wiecie czasem czemu to tak długo trwa?
-
Ja swoją u dr.Główki na ul.Skłodowskiej. Wiesz, oni postawili mi na nogi Fridę z parwo-bardzo ciężko przechodziła, siostra tam leczy psiaki od parunastu lat, więc zaufałam im. Poza tym- w innej lecznicy też to się mogło stać, ja im ufam, mogę jedynie sobie zarzucić to- że nie zadbałam o Fridę od początku(mam na myśli kołnierz, który by ją chronił od lizania, dzięki czemu stało się to co się stało) Chodzą różne opinie na temat lekarzy- [COLOR=Red][cenzura moda - punkt 3 regulaminu][/COLOR] Ja nie chcę podważać autorytetu żadnego z nich, to jest tak jak z lekarzami od ludzi- każdy ma swojego zaufanego i tam chodzi, bez względu na opinie innych prawda? Ja póki co nie zamierzam zmieniać lekarza, bo jeszcze raz powtarzam- uratowali mi sukę, mają ok podejście i to dla mnie się liczy. Wiem,że np. o której porze dnia i nocy bym zadzwoniła do nich to mogę liczyć na pomoc, a to jest też bardzo istotne, bo gdzieniegdzie poza godzinami pracy mają Cię gdzieś, nie? Także myślę, że wszystko dobrze się skończy i nie będę musiała przechodzić takich stresujących sytuacji jak ta. pozdrawiam
-
Labradorka Uratowała życie Tonącemu Chłopcu
fridaoo replied to Mirabel's topic in Labrador retriever
Cudowna historia, naprawdę. O takich rzeczach powinno się naprawdę głośno mówić-bo jak powiedziała Mrzewinska- jak gdzieś kogoś pogryzie pies to jest wielkie halo... Ja tak od siebie- myślę, że takich rzeczy chyba się nie da nauczyć, psi instynkt mówi za siebie- co prawda nie każdy pies by tak się zachował, ale co do labków to nie mam wątpliwości, przynajmniej tak mi się wydaje, a może się mylę. Tyle mówi się o tych psach, że wcale mnie nie dziwi, że nie uczony takich zachowań- właśnie tak postąpił..Wielkie brawa dla RUMBY-HOP HOP W GÓRĘ Rumba- cudowne psisko... -
Aha- wyników jeszcze nie ma- nie wiem czemu tak długo to trwa, bardzo jestem ciekawa co to za bakteria, ale jak będą to wszystko napiszę. W piątek jedziemy do weta- może ściągnął jej szwy-zobaczymy...