Jump to content
Dogomania

fridaoo

Members
  • Posts

    569
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by fridaoo

  1. Oj, dziewczyny, nie bądźcie takie dokładne....wiadomo,że Pameli chodziło o Golden Retriever lub też Labrador Retriever Wam sie nie zdarzało nigdy pomylić nazwę???:) Ze zdjęcia myslę, że to jest śliczna Labcia:):)
  2. Mnie osobiście podobaja się takie szare:)
  3. [IMG]http://www.silvervalleykennels.com/images/DSC00246-1med.jpg[/IMG] takie zdjecie znalazłam, ale to jest ponoc krzyżówka laba x weimar.
  4. Mona4, no strasznie Ci współczóję, że to spotkało Twoją sunię ale czy te zmiany chormonalne i nowotworowe to wszystko po sterylce? Ile sunia ma lat i kiedy była sterylizowana? pozdrawiam
  5. a moja ma głupawki do dnia dzisiejszego:) a za dwa miesiace skończy 2 latka...i czy wyrośnie z tego, trudno powiedzieć...:)?
  6. może wejdź jeszcze na labradory.info? To forum poświęcone labusiom, a może adopcja wchodzi w grę? Tyle jest labków poszukujących nowych domków?:) pozdrawiam
  7. [quote name='lorraine']Ale to nie jest kwestia gdybania, za drugim razem usg wykazalo caly jajnik, wiec do wyciecia, teraz czekamy na to co bedzie dalej i nie tracimy nadzieji ze to jednak pieski nadgorliwe. Jak sie okaze ze suka jednak krwawi albo sie nadstawia to pomyslimy o usg. I nigdzie nie ma miejsca na gdybanie....[/quote] jesli chodzi o to " gdybanie" to opisałam tylko i wyłącznie MÓJ przypadek, a raczej mojej suki. W Twoim przypadku to zupełnie inna sprawa, a teraz to już masz naprawdę powód do niepokoju. Ja chciałam tylko napisac, że słuchając wszystkich wywodów wet na temat mojego przypadku, to doszłam do wniosku, że nie jest to " rzecz" nienormalna, bo to się po prostu zdarza i na moje zarzuty co do spapranego zabiegu słyszałam,że to jest pierwsza myśl osób, które obwiniają lekarzy, ( choc i w niejednym przypadku- tak jak w Twoim, winę ponosi wet) a tak naprawdę takie przypadki się zdarzają i to naprawdę wtedy nie jest wina wet. Drążąc ten temat wcześniej słyszałam też takie opinie, żeby podawac nojej suce hormony, które MOGĄ ale nie muszą zlikwidowa tą przypadłośc, ale nie będę ryzykowac, bo nie wiadomo co tak naprawdę może byc tego konsekwencją w późniejszym czasie, prawda? To chyba po prostu zostaje nam z tym życ, chociaż nie mówię NIE - jeśli chodziło by np. o badanie USG, ale teraz leczymy zupełnie coś innego i właśnie też Fridula ma w tej chwili urojoną ciążę..... Napisz jak będziecie już po badaniach, co tam u suni się dzieje. Pozdrawiam:lol:
  8. wiecie co, a ja chyba nie miałabym sumienia na powtórkę....może gdybym miała pewnośc, że faktycznie coś zostało " zostawione" to może zdecydowałabym się, ale w takiej sytuacji " gdybania" i obwiniania się , że to moja wina, że to wina wet, można od tego myślenia dostac tzw. kotka, więc stwierdzam, że tak musi byc i zganiam winę na " naturę" i już, co nie znaczy ,że jest mi lekko- wręcz przeciwnie, bo to ja podjęłam decyzję o zabiegu, to ja się zadręczam i to ja tak naprawdę mam wyrzuty....nie jest lekko...
  9. Witajcie w klubie. Ja juz wcześniej opisywałam całą naszą historię dotyczącą sterylizacji mojej suki, ale tak w skrócie- to moja ma i niby cieczki- niby, bo wszystko jest dokładnie jak w cieczce OPRÓCZ krwi tzn. nabrzmiały srom,wyciek śluzu, adoracje piesków, nie takie uporczywe, ale podczas spacerków obwąchują ją bardzo; poza tym dokładnie dwa miesiące PO tej niby cieczce ma urojone ciąże - do których, uwierzcie mi nie mam juz siły- Frida jest wtedy straszna, w dosłownym znaczeniu; także widzę, że nie jest to takie bardzo sporadyczne, ja konsultowałam to z kilkoma wet, i powiem Wam, że nie drążę już tego tematu i już. Po pierwsze mam dość innych zdrowotnych problemów z suką i nie mam ochoty narażąć ją na dodatkowe stresy pt. sprawdzanie, czy czasem nie został kawalontek jajniczka, zresztą nie jest to prosta sprawa, szczególnie jeśli faktycznie jest to " szczątek", który nie jest widoczny gołym okiem nawet przy super sprzęcie USG, który to nie ma szans, żeby go wykrył...także są takie przypadki, nie mówię oczywiście o wszystkich suniach, którym to się przytrafiło, bo być może są takie przypadki, gdzie faktycznie zostawiono ewidentnie kawał jajnika i stąd normalne cieczki i urojone ciąże. Bo i taki był przypadek, tu na forum dziewczyna pisała, która zrobiła USG i co się okazało- że jajnik : piękny: jak ta lala....usunięto go potem oczywiście, dokończywszy spartoloną robotę.... Także widzę że nie jestem odosobniona w tej dziedzinie. Aha dodam, że u nas jest tak od ubiegłego roku od 1 czerwca- gdzie to wet sprawił mojej sunieczce " piękniutki" prezencik na dzień dziecka, no bo przecież wtedy miała zaledwie 9 miesięcy bidulka.... Pozdrawiam wszystkie " cieczkowe" sunie:)
  10. Ja jak chciałam odchudzić- może nie odchudzić, co nie doprowadzić do utycia po zabiegu sterylizacji, po prostu zmniejszyłam jej dawkę do praktycznie połowy. Myślę, że tak naprawdę nie należy sie tak bardzo stosować do norm na opakowaniu. Samemu można zauważyć, jaka ilość karmy ( mówię tu o suchym) psu wystarcza, choć i tu bym też nie była taka pewna, bo na przykład mojej suce ciągle jest mało i tak naprawdę cały czas mogłaby jeść- taka już ich uroda, niestety!!! A po za tym dużo, jeszcze raz dużo ruchu!!! Poczytaj sobie tu, może coś Ci sie przyda i życzę powodzenia i cierpliwości w odchudzaniu, bo to naprawdę nie jest takie proste, tym bardziej, że laby to straszne głodomorki:) [URL]http://labradory.info/viewtopic.php?t=6976[/URL]
  11. Moja, jak Wy nazywacie "klosz" nosiła przez miesiąc.Zaraz po sterylce zrobiłam jej " kubraczek" a nawet dwa, ale w drugiej dobie konieczny był kołnierz. W ubranku wylizała sobie cały szew, a w drugiej dobie była juz martwica, więc na nowo ciachanko, potem siłą rzeczy musiała go nisić, bo był dren w szwach, no a potem szwy się rozwaliły i tak sie wszystko goiło bity miesiąc i trochę. Tak więc wszystkim radziła bym kołnierzyk- do którego psy się bardzo szybko przyzwyczajają, bo nie powiem,że u nas przez ok. 2 dni to był koszmar, naprawdę, z żalem patrzyłam na moją sunię, ale uwierzcie mi- można dzięki temu zapobiec wielu nieprzewidzianym sytuacjom. Moja praktycznie non- stop go nosiła, bardzo go polubiła, nauczyła się świetnie z tym radzić i po miesiącu jak go zdjęliśmy- to było nam bardzo dziwnie bez niego. Także da się z tym żyć, ale masz pewność, że nic się nie stanie. pozdrawiam
  12. A moja Qndelka, mimo że z pseudo- uu...wielbia wodę...oj tak. Właśnie dzisiaj z moim TZ była raniutko na spacerku nad zalewem i zażywała wczesnowiosennej kapieli. Jest wtedy w strasznym żywiole... ona po prostu to uwielbia:)
  13. no, to faktycznie dobrze z jednej strony loraine, że został prawie cały jajnik, bo dzięki temu, można było go usunąć. Ale najczęściej chyba zostają jedynie strzępki i wtedy niestety- nie ma możliwości go znaleźć. Wiesz, moja Frida ma ciąże, ale nie ma cieczki. Jeden wet powiedział, że ona nie może mieć cieczki bo nie ma macicy, dlatego tak uzasadniają te ciąże- funkcja nadnerczy. Ja u mnie to cholera nawet głupich badań hormonalnych nie mam gdzie zrobić. Rtg jak robiłam na dysplazję- to powiedzieli że ok!- ale akurat szwagier jechał do Wrocławia ze swoim psem po operacji, to dałam do konsultacji, i wiesz co tamtejszy lekarz powiedział? że rtg jest do bani, bo jest prześwietlone. A ja głupia żyłam w przekonaniu,że ze stawami Fridy jest ok.A tu taka "niespodzianka" także w moim przypadku to jeśli chodzi o poważne sprawy- to tylko jechać albo do W-wy albo Wrocław. Także macie dobrze pod tym względem, naprawdę.
  14. Powiem Wam, że bardzo zazdroszczę Wam- mieszkającym w Warszawie, bo macie naprawdę mnóstwo możliwości jeśli chodzi o chociażby zwykłe konsultacje lekarskie (wet) Tak czytam o tym że [I][B]lorraine[/B][/I] była z sunią na " szukaniu" jajnika- u mnie w mieście to mogę sobie pomarzyć. Zero dobrej aparatury, badań itp. A w ogóle to słyszałam, że nawet jeśli wet zaniedba zabieg- zostawiając część jajnika, to potem nawet chcąc to potem sprawdzić- to takie coś graniczy z cudem. A tu widzę, że jest sunia, której to się udało. Bo udało się go usunąć, tak [I][B]lorraine[/B][/I]?
  15. Śliczna sunia i śliczne ma imię;);)
  16. Ja za " sydrom" tego jajnika nie uważam że jest ten trzeci, tylko, ze właśnie podczas zabiegu- jakas cząstka go pozostała i dlatego potem wystepują właśnie ciąże. No tak ja to rozumiem, a zresztą spotkałąm tyle opinii, ze juz nie wiem co o tym sądzić. Mnie wet powiedział, że funkcje jajników moga przejąć nadnercza i tak naprawdę, to jak mamy przyjmowac takie wiadomości- nie ufać lekarzom? No to kto w takim razie ma pomóc w takich sytuacjach? baffi2- przepraszam, że temat zszedł z toru- juz sie nie wypowiadam.
  17. Z moich konsultacji wynika, że w grę nie wchodzi odprysk jajnika, bo normalnie Frida nie ma cieczek, tylko same ciąże. Za to najprawdopodobniej odpowiedzialna jest tu funkcja nadnerczy, które to przejęły pracę jajników. To ponoć się zdarza,może nie tak często, ale jest to zjawisko znane w pewnych grupach lekarzy wet., ale nie u mnie w mieście- tu jak próbowałam sie czegoś dowiedzieć, to niektórzy robili wielkie oczy na to co ja im mówię, dla nich to, że suka nie ma cieczki a ma ciąże było jak zjawisko nienormalne. Od innych wet słyszałam,że takie przypadki się zdarzają. Może byc tak, że będzie to krótkotrwałe, zobaczymy czy się pojawi następna ciąża. Ale fakt, o takich rzeczach nie miało się kompletnie pojęcia, tzn. słyszałam o syndromie 3-go jajnika, ale że to wystepuje bardzo sporadycznie i w ogóle człowiek nie dopuszczał myśli, że to właśnie jego spotka. Jedno, czego bym chyba drugi raz nie zrobiła to tego- że nie poddała bym zabiegowi przed pierwszą cieczką. Ale to już nie istotne. Póki co- Frida oprócz tego nie ma innych "przykrych" dolegliwości typu popuszczanie moczu, czy inne- na razie. Ale jest to pewne doświadczenie, którego nie należy osobiście traktować, że akurat kogoś może tez to spotkać. Po prostu moja suka to pies pechowy od początku, więc i teraz nie jest to dla mnie jakimś strasznym zaskoczeniem, pozdrawiam
  18. [quote name='Urwis']Właśnie na vetserwisie piszą, że wolą metodę hakową, bo przy takiej właśnie metodzie ryzyko komplikacji jest minimalne. Zresztą moja "hakowa" kotka biegała już pół godziny po zabiegu, suczka "tradycyjna" co prawda na drugi dzień chodziła ok po płaskim ale tak po schodach na spacer to przez jakieś 4-5 dni miała niekomfortowo. I nie szczekała przez 3 dni po zabiegu więc widać oszczędzała mięśnie brzucha. Dopiero na 4 dzień jedno hau na powitanie i koniec. A była z tych rozmowniejszych. Gdybym miała wybór taki - dwóch lekarzy dobrych i zaufanych pracuje w jednej klinice i jeden robi hakowo a drugi tradycyjnie, to na pewno wybrałabym hakową. Ale, z drugiej strony, gdybym miała jednego sprawdzonego świetnego lekarza i robiłby tradycyjnie to na pewno nie szukałabym innego obcego tylko dla wykonania sterylki hakowej. jak ktoś dobrze operuje, to ryzyko zabiegu zawsze jest mniejsze, z kolei partacz może stworzyć zagrożenie życia, niezależnie od rodzaju operacji (jak np u tej biednej kaukazki) A co się działo z Twoją sunią jeśli można spytać?[/quote] No troszkę się działo...ale w skrócie po zabiegu dostała martwicy, trzeba było ciachać powtórnie i czyścić, wenflon, leki do " dziurek" w szwach, potem jak już zaczynało sie goić- szwy puściły, no i tak przez prawie półtora miesiąca to wszystko się goiło, a tu czerwiec-lipiec, upały, nasze plany wakacyjne....no a potem to już " tylko" została ciąża urojona, którą miała JUż dwa razy. Także miałam trochę nieprzyjemnych doświadczeń z tym związanych ale chyba podjęła bym taką samą decyzję.
  19. Właśnie np. dlatego, że przy tej metodzie znacznie większe jest ryzyko pozostawienia cząstki jajnika, które ma poważne powikłania, od problemów hormonalnych, guzów sutka w przyszłości, po zrosty i zapalenia w jamie brzusznej, które często prowadzą do śmierci psa. I dlatego też, że osobiście nie słyszałam o dobrym wet, który by u mnie w mieście tą metodę praktykował. Choć nie twierdzę, że normalną metodą nie można też czegoś spaprać w czasie zabiegu i ewent. komplikacjach po- bo akurat tu to moja suka jest żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe, nawet jeśli się zupełnie nie dopuszczało do pewnych rzeczy myśli. Ale pomijając to- to baffi2 zwróciła się z zapytaniem i myślę, że powinna skonsultować takie decyzje z wet. jaka metoda itp. A jeszcze co do dochodzenia do siebie- to Frida juz na drugi dzień po zabiegu była ok! To wszystko zależy od organizmu- jak u człowieka, jeden dochodzi do siebie szybciej, drugi dłużej.
  20. ja słyszałam gdzieś, że ta metoda bardziej się sprawdza właśnie jeśli chodzi o małe pieski lub kotki . Mały piesek/kotek- mniejsze narządy i łatwiej wet się do nich w ten sposób dostać= wyciągnąć, mówiąc językiem niefachowym. Moja suka nie jest olbrzymem- ale miała tradycyjnym cięciem- ok 20 cm. Początkowo jak najpierw oglądałam te zdjęcia w Vetserwis, a potem cięcie mojej Fridy- to sie za głowę złapałam. Ale potem mi to wytłumaczono. Ja osobiście, gdybym miała znowu wybierać- to nie wybrałabym tej metody małego cięcia.
  21. Chyba chodzi tu o metodę tzw." małego cięcia". Gdzieś czytałam, że ta metoda może wiązać się z większymi komplikacjami niż tradycyjna. W/w metoda jest opisana na Vetserwis. Musze pogrzebać w necie, jak coś znajdę to dam link. baffi2- o tą metodę Ci chodzi?
  22. poczytaj sobie tu [URL]http://www.labradory.info/viewtopic.php?t=123[/URL] pozdrawiam
  23. A ja z Twojego kontekstu tak zrozumiałam. No, nie ważne.Każdy ma prawo do własnych opinii, prawda? pozdrawiam
  24. a mnie się bardzo podoba ten czarny.I nie uważam, żeby ten labek był gruby.... wg. mnie jest w sam raz.
  25. Saburo chop do góry, piesku kochany!!!!
×
×
  • Create New...