-
Posts
251 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Nela_
-
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tydzien przyklejona do podlogi :-o Boi sie obcych? Rudzia tylko sie windy boi, juz nie dlugo, moja w tym glowa. A jak wcina karme okraszona rosolkiem! A jak czeka az Baxiu zje zeby poprawic po nim! Musicie to zobaczyc! Ciekawa jestem jak przywita swoje cioteczki. Wszystkie psy lubia spac na poscieli a Rudzia mialaby problem zeby wdrapac sie na lozko...wiec ma swoja posciel. Dzis jej sprawilam puchowa mala kolderke :eviltong: Padniecie jak zobaczycie ;) -
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jest jakaś magia w tym przeobrażaniu biedactwa w pelnoprawnego domownika, to zdobywanie serca krok po kroku aż pokaże brzucho i podstawi leb pod ręke do glaskanka.... iczing swietnie to ujelas -
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Ania-Sonia']Nela, przeczytałam o Lulu, szczerze współczuję :-( To była przepiękna sunia... To co zrobiliście dając dom Śrutce, jest wspaniałe! Wspaniała postawa, macie wielkie serca!!! Na pewno Śrutka/Rudka odwdzięczy się wielką miłością i oddaniem. Chciałabym także podziękować Hund i bubu - to Wy dałyście jej szansę na szczęście w życiu! Aniu, tak to jest, wiekszosc ludzi woli ladnego, zdrowego pieska. Taki ladnie wyglada w ogrodku albo budzi zazdrosc przechodniow. A jak sie zestarzeje to... wszyscy na dogo dobrze to znamy. Cale szczescie nie wszyscy tak mysla. Lulunia na poczatku wygladala jak siedem nieszczesc z ta wygolona sierscia i zataczajaca sie pupcia. Chodzila z opuszczona glowka z daleka bylo widac, ze cos jej dolega. Skarbus kochany, tak chcial zyc :( a my tak sie staralismy. Naprawde nie trzeba nam dziekowac my idziemy na latwizne. To Ola i Beata odwalaja najgorsza robote. Wyciagaja pieski ze schroniska, lecza, kapia, szukaja domow i Bog wie co jeszcze :loveu: -
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jak fajnie wstawac rano i witac sie z dwoma siersciuchami- Nela spi ze mna. Leza futerka na swoich wyrkach. Baxiu juz rozwalony po swojemu, nie zwiniety na brzezku jak wczesniej. Rudke nie obchodzi suche jedzenie - no dobra, nasypalas do miski to niech bedzie, ja czekam dalej - na miske Baxtera. Dalam jej dzis lyzke gotowanego na zachete, przy okazji dziobnela kilka chrupek. Wczorajszy spacer ze starsza kolezanka bardzo ja osmielil. Prawie dziarskim krokiem weszla do windy i wyszla z klatki. Odwazylam sie nawet na chwile odpiac ja ze smyczy. Poza tym Rudzia robila dzis za gwiazde :) Zebralo sie koleczko zapsionych sasiadow i bylo glaskanko. Poznalysmy pania, ktora tez ma pieska ze schroniska, tak bardzo spodobala sie Rudzi, ze dopominala sie o glaskanie a ja bylam zazdrosna! -
kochana Bajka - za TM - odeszła kochana.. :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Sliczna wesoła sunia :loveu: Banerek jest konieczny! Jak ona sie dzis czuje? -
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rudka pochlonela konserwe z lekami ale suchy pokarm jej nie wchodzi. Juz bardziej smakuje Baxterowi :mad: Znalazlam sposob na przyspieszenie Rudki na spacerach. Bede musiala sie umawiac z sasiadem i jego starsza sunia. Rudzikowi spodobala sie nowa kolezanka i prawie w podskokach poszedl na wieczorny spacer.:lol: Teraz idziemy sie pieszczochac Dobrej nocy wszystkim :) -
Kochana Rudka - odeszła szczęśliwa za TM ['] :(
Nela_ replied to _bubu_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Haker 11 jak to szybko? Pierwszy post Bubu jest z kwietnia... Masz racje Hund, to Lulu utorowala droge Srudce. Po zbyt krotkiej adopcji Luluni boje sie cokolwiek napisac :( Dzis rano psy lezaly na swoich poslaniach! Bylo glaskanie na dwie rece i lizusostwo na dwa ozorki, dwa brzuszyska wywalone do glaskania :eviltong: Juz wczoraj wieczorem lezalysmy z Rudzia i dopominala sie o glaskanie, troszke jeszcze niesmialo. Ktos mi powie co znaczy jak pies nie chce jesc sam z miski tylko z reki? Nie wiem czy sie dobrze domyslam ;) Rudka chodzi za nami po mieszkaniu. Teraz wlasnie asystuje panu przy sniadaniu. Hipnotyzerka! -
Pożegnałam Lulu i szukam pocieszenia czytając wątki Teczowego Mostu. Niestety ani trochę nie jest mi lzej. Wczoraj pierwszy raz od jej pozegnania byłam w sklepie, na półce leżał makaron, który tak lubiła, no i się popłakałam... Tosiu, miałaś to szczęście, że Twój Atos był z Tobą tak długo i był szczęśliwym psem...
-
A jakie smutne te oczeta :( Pod dobra reka to tylko patrzec jak nawiaza kontakt.
-
Widząc tak dużą poprawę zaczęłam liczyć na cud. Planowałam wyjazd na Przylasek. Bax uwielbia pływać, chciałam żeby Lulu choć popatrzyła. Już miałam upatrzoną śliczną obróżkę, czerwoną z ćwiekami. Marzyły mi się spacery z dwoma psami. Najgorsze są powroty do domu... Wiedziałam,że wada jest nie do wyleczenia. Przypominałam domownikom, że Lulu nie będzie u nas długo a sama tak bardzo Ją pokochałam. Kiedy podjęłam decyzję, mąż i lekarz zajeli się wszystkim. Przepraszam Luluniu. Byłam przy Tobie ale nie tak blisko jakbym chciała, jak planowałam. Dziękuję Hund i Bubu. To Wy najbardziej pomogłyście Luluni. Dziękuję za zaufanie, jesteście Kochane Dziewczyny. Dziękuję Faro i Mar.gajko za pomoc i podtrzymywanie na duchu, za zrozumienie. Dziękuję Wam Wszystkim za to, że tu jesteście i pamiętacie moją Gwiazdeczkę.
-
Kochani, dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa. Przepraszam, że dopiero dziś odpisuje, na pewno mnie rozumiecie. Lulunie przywieźliśmy 28-ego lipca, w sobotę. Trudne były początki, nie ufała nam, bała się głaskania, ostrzegała, że coś Ją boli, nie chciała jeść ani pić. Leżała sobie cichutko na boczku i wydawało się, że chce tylko spokoju. W poniedziałek byliśmy z Gwiazdeczką u dr Derkowskiej. Trudna to była wizyta. Dobrze pamiętam zdanie: "Jeśli pies z taka wadą nie chce jeść, nie chce zażywać lekarstw to lepiej Jej nie męczyć... ale sprobujmy." Dostała nowe leki i zaczęło się poprawiać. Z dnia na dzień było lepiej. Rozkręciła się Dziewuszka aż zaczęliśmy Ją nazywać Jędzusią. Razem z Baxiem zaczęli prześladować kotkę. Najpierw z pokoju wypadała Nela, za nią Lulu a na końcu Bax. Musiałam interweniować ze szmatą bo by mi kota zjedli. Za to w kuchni kiedy kroiłam mięsko trzy pupki siedziały i czekały grzecznie na swoj przydział. Dwa dni karmiliśmy Lulu z ręki papką z kurczaka, ryżu i marchewki. Gdyby chciała jeść i miało Jej to pomóc to ja bym wtedy nawet kawioru kupiła. Niechętnie wychodziła na spacery. Wolała swoje sprawy załatwiać na balkonie. Sąsiedzi zaczeli zauważać zmiany na lepsze. Już nie szła ze zwieszoną główką i nózki Jej się nie plątały. Niektorzy, wtajemniczeni, wierzyli, że będzie dobrze. Lulunia miała już tu swoich przyjaciół. Ale najlepsze były powroty do domu. Kiedy już kierowałam się w stronę klatki Lulu dostawała przyspieszenia, puszczałam smycz a Ona zatrzymywała się dopiero przed drzwiami wejściowymi. Po następnej wizycie u Pani Doktor powiało optymizmem. Płynu w brzuszku było mniej i wycofaliśmy antybiotyk. Kupiliśmy witaminy w planie był Arthroflex... W sobotę odwiedzili nas moi Rodzice i Jędzunia naszczekała na obcego, czyli mojego Tatę. W ogole najlepiej żeby obcy trzymał ręce z daleka, pieszczotki najlepiej z pania. Kiedy do Niej mówiłam kładła się i dawała brzuszek do głaskania, ogonek uderzał o podłogę aż dudniło, delikatnie przygryzała mi palce. Była tak ruchliwa, że nawet trudno Jej było zrobic zdjęcie. Kupiłam Jej zabawki zeby nie było awantury o ulubioną piłkę Baxia ale kiedy tylko miała okazję to mu ją zabierała. Sądzę, że i jego by ustawiła. Jeszcze w sobotę moja Mama chwaliła Luluńkę, że ładnie wygląda, że widać poprawę a w niedzielę popołudniu już było źle. Na kolację niechętnie zjadła swoje kanapki. W poniedziałek wstałam do pracy i Lulu jak zwykle poszła do kuchni. Przeraził mnie Jej wygląd. Kulała na tylną łapkę, sądziłam, że źle spała, brzuszek się dziwnie powiększył, oczka nabiegły krwią, ledwo patrzyła. Zjadła odrobinę i zażyła leki. Nie mogłam wysiedzieć w pracy. Wydzwaniałam, szukałam dobrego weta, najlepiej blisko zeby Jej nie męczyć długą jazdą samochodem. Lekarz, bardziej na moją prośbę, niż z własnego przekonania zrobił punkcję. Nie było płynu, była sama krew. W opłucnej też. Biedactwo, próbowała sama wstać... Ona już odchodziła...
-
:oops: Do naprawde dobrego domu troche nam brakuje: ogrodu i jednej osoby stale dyzurujacej przy psach. To co zapewniamy Lulu i Baxterowi, to standard. W domu Lulu zachowuje się jak normalny, wiecznie głodny szczeniol. Zdarzyło się jej nawet pożreć tabletkę bez szynki. Skórka chleba z masłem tez dobra. Ryż, ktorym pogardził Baxiu dokładnie pozbierany. Kiedyś znalazła pod krzakiem padniętego gołebia... Na szczęście szybko go oddała. Poznała już pazury Neli :mad: Niestety niektorych sytuacji sie nie uniknie. Teraz kiedy Lulu czuje sie lepiej, widać, że ktoś ją szkolił. Wczoraj, tak na próbę, rzuciłam jej kulkę ze zmiętego papieru i pięknie mi ją przyniosła. Kiedy idziemy do kuchni ładnie trzyma się nogi, nie wyprzedza, ładnie siada. Co ciekawe, pogłaskana po nóżce odstawia ją do tyłu. Tak jakby była uczona ładnego stania.
-
Kochani, tak ostro kibicujecie Lulu, ze już w niczym nie przypomina tamtej sprzed tygodnia :eviltong: Właśnie dzisiejszej nocy przypomniała sobie, że jest psem strożującym a że ogrodu brak, więc pilnowała balkonu. Wyobraźcie sobie oszczekiwanie syczących TIR-ow o 1.30!! Była przy tym tak pobudzona, że nie mogłam sobie dać rady. Jak skarcic takiego "chorowitka"? Zapchać paszcze jedzeniem? To jak nagradzanie... Zamknąć balkon, drzwi od pokoju? Było jeszcze gorzej :mad: Wpadłam na pomysł żeby ją zmęczyć spacerem. Przy okazji była koopka i siii. Baxiu chciał skorzystać z okazji, też na spacer był gotów, a co! Wróciłyśmy i wtedy Lulunia przypomniała sobie, że jednak jest zmęczona, poszła spac. Nic to! Wytrzymam i nocne spacery, byleby się dobrze czuła. :loveu:
-
Beata, Twoj Spartan miał szczęście w nieszczęsciu. Miał Ciebie i swój dom. Lulunia, nie dość, że chora to jeszcze skazana na poniewierkę. Tego nie mogę zrozumieć :shake: i wybaczyć ... Pani Doktor zadowolona z pacjentki :multi: Woda z brzuszka częściowo wysiusiana. Pomógł Furosemid i ograniczanie wody. Wycofujemy antybiotyk i dokładamy Vet medin. Do tego witaminy sypane do jedzenia. Jejku, mam całą rozpiske kiedy, o ktorej godzinie jaki lek. Cała rodzina zaangazowana w opiekę nad dzieckiem :lol: Inaczej nie dałabym rady. A Lulu nie ma czasu spac. Trzeba kuchni pilnować! Jedzenie nawet 5-6 razy dziennie, nieduzo na raz. Tzreba jej jeszcze coś do gryzienia. Mleczaki siedza uparcie obok stałych ząbkow. Kupię kość z wapnem, może jakieś wędzone ucho. Sama nie wiem co. Baxter i po jednym i po drugim dostawał biegunki.
-
Do lekarza jedziemy dzisiaj na 18-ta. Do tego czasu muszę ją trochę przegłodzić w razie gdyby miała mieć robione USG. Lulu miała wczoraj coś w rodzaju "głupawki" Przebiegła prawie w podskokach z pokoju do pokoju i jakby usmieszek się pojawił :) Niechętnie chodzi na spacer. Szybko robi siiii na najbliższym trawniku i wraca do domu
-
[quote name='BeataJ']Tak, tak - przy tym schorzeniu należy wode racjonowac. Trzymaj sie LULU! Beata Wodę ograniczam a co z jedzeniem? W porównaniu do pierwszych dni Lulu ma ogromny apetyt. Dzielę jej ok szklankę gęstego jedzenia na 2x i podaję w odsępach pół godzinnych. Czyli 3x dziennie po szklance + leki z mięskiem. Zdrowy pies, to pies szczupły, zawsze skory do zabawy ale jak to ocenic u Luluni :shake: Powolutku zdobywamy jej zaufanie. Dziś pierwszy raz zachęcona pokazała mi brzuszek do głaskania.
-
[quote name='_bubu_'] Lulu na różowym kocyku :loveu: A tak, na różowym. Czyż nie slicznie wygląda? Lulunia całkiem lekceważy swoje posłanko. Za dnia okupuje zielony dywanik w kuchni a w nocy śpi na posłaniu Baxtera. Fajny widok.... Panienka rozciagnieta wygodnie na całą swoją długość, biedny, ważący prawie 40 kg psiur zwinięty w kłębuszek na dywanie obok ;) Nie podejrzewałam Baxia o tak dobre wychowanie :eviltong: