-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Jak dla mnie to trochę za dużo tego wesołego ;) Czemu cały tydzień jedna karma, a w weekend nagle inna, i do tego puszka? I jeszcze smakołyki? Jak pies nie ma żołądka ze stali, to w sobotę szykuj się na bieganie w nocy na trawnik ;) Urozmaicanie żarcia nie polega na dawaniu 3 różnych gotowych karm na raz. To nadal jest sama sucha/gotowa karma i takie żonglowanie jej marką co kilka dni da więcej szkody niż pożytku. Możesz uzupełniać suche świeżym jedzeniem (do 10% porcji, żeby nie zaburzyć bilansu) - na zmianę różnymi rodzajami mięsa, jogurtem, pogniecionymi jarzynami z zupy, możesz dać kapkę oleju - ale jak już dosmaczasz to regularnie, a nie tylko w weekend. Możesz mieszać suche z puszką, ale to trochę bez sensu, bo puszka to nadal pokarm przetworzony, z konserwantami, a nie świeże żarcie; w dodatku bardzo drogo wychodzi. Co do samej karmy - możesz zmieniać ją co 1 czy 2 worki, ale dawanie co kilka dni innej nie ma żadnego sensu. Pies z żadnej nie przyswoi tyle co należy, bo zanim jego przewód pokarmowy przyzwyczai się do trawienia jednej, znowu będzie miał zmianę, a do tego jak kupisz duże worki, to zanim zużyjesz oba, dawno szlag trafi witaminy, a tłuszcz w karmie zjełczeje.
-
Pięć merytorycznych postów i ponad 20 kłótni na poziomie piaskownicy... Jeśli autorka wątku jeszcze tu zagląda (choć szczerze wątpię, bo śmietanka dogo-towarzystwa zamieniła już wątek w ściek), niech skontaktuje się z Fundacją AST - była tam sunia pitbulla po chirurgicznej plastyce bardzo wyciągniętej listwy mlecznej. Może będą mieli coś do poradzenia z praktyki, specjalistę do polecenia. Przed jakimkolwiek zabiegiem na pewno trzeba opanować ciążę urojoną, jeśli wystąpiła.
-
Ja tam nie widzę ani kawałka labradora... Jak już to jakiś mix w typie gończego. Nie ma co na siłę doszukiwać się rasy, jeden z uroków kundelka to właśnie jedyny w swoim rodzaju pies-niespodzianka :D
-
U mnie pies źle się czuł tylko w dniu zabiegu (przez wychodzenie z narkozy) - odebrałam go wczesnym popołudniem i do końca dnia snuł się po domu, patrzył nieprzytomnie i jęczał jak ktoś na niego patrzył :diabloti: Na drugi dzień był jak nowy, spokojnie mógł zostać sam, oczywiście w kołnierzu. Btw jak duży jest pies? Bo ja na Waszym miejscu bym z tą kastracją jednak poczekała dłużej niż miesiąc, szczególnie jeśli nie jest to mały psiak.
-
Czy psa widział jakikolwiek specjalista od psich zachowań, szkoleniowiec? (Nie weterynarz ;) on jest od leczenia, a nie od behawioru i układania) Od tego należałoby zacząć, bo po opisie, nawet najdokładniejszym, nikt nie zdiagnozuje przyczyn ani wyleczy psa z agresji, szczególnie w nietypowym przypadku. Istnieją problemy psychiczne na tle neurologicznym, czy choroby które mogą powodowac takie zachowanie (np. guz mózgu) - jednak brałabym pod uwagę, że problemy psa mogą wynikać z jakichś Waszych błędów, szczególnie że pies wychowany bez matki i rodzeństwa rzadko jest łatwym przypadkiem i trzeba dużej wiedzy i wysiłków, żeby zniwelować w zachowaniach psa skutki takiego "sztucznego" wychowu.
-
[quote name='FLY']W sumie po części się z Tobą zgadzam co do labków, na szczęście goldeny, mimo że maja także "retriever" w nazwie, to zupełnie inna rasa, i nie różnią się tylko długością sierści jak wielu "kynologów" uważa:) Dlatego Twoje słowa zrzucę na nieznajomość tej różnicy. Doczytaj jeśli Cię to interesuje, jeśli nie- to nie. Co do reszty - absolutnie NIE bronie nieodpowiedzialnych właścicieli psów, a już tym bardziej agresywnych. Ty mówisz, że nie widzisz tu wylewania pomyj na osoby, którym się ZDARZYŁO. A ja właśnie widzę i o tym napisałam. Co innego jak Ci puszczą nerwy na konkretną jedną osobę, która notorycznie robi coś co Ci przeszkadza i jest niereformowalna, a co innego podejście "Boooooże sami kretyni wokół, wyjdziesz z domu i idioci z psami wszędzie, jak tu na spacer normalny człowiek ma iść". O to mi tylko chodziło.[/QUOTE] Ja o różnicy między labami a goldenami słyszałam, tylko mało mam okazji ją zweryfikować, bo w swoim mieście znam całe dwa ;) Jeden to pies mojej przyjaciółki, rodowodowy, ma fajny charakter, ale z wychowaniem totalnie nieogarnięty :evil_lol: z tym, że pozbawiony agresji, łasiłby się nawet do psa, który chce go zeżreć, no i spacerowo bezkolizyjny, bo albo bawi się na posesji, albo jeździ z właścicielami na odludzie na ryby ;) Drugi to ujadacz zapłotowy, tylko raz spotkaliśmy go na spacerze na smyczy i mało się nie udusił, tak z daleka ryczał na moje, więc się szybko ulotniliśmy, żeby nie testować, czy facet go na pewno utrzyma. No a 2 egzemplarze, tylko jeden na 100% rasowy to trochę za mało, żeby ocenić rasę, więc fakt, z oceną się zagalopowałam ;) ale labów jest u mnie znacznie więcej i serio, nie widziałam żadnego normalnego, wychowanego, socjalnego, tylko albo agresory, albo "przesocjalizowane" nieposłuszne potwory pełne miłości :eviltong: O goldenach nie czytam też wiele złego w necie, a już na pewno nie tyle o ich agresji, co o labach. Ale że ja w grupie VI, VII i VIII ani trochę nie siedzę, to bardziej wiedza zaobserwowana i zasłyszana, niż konkretna ;) Z pogadanek "rasowych" - widzę u siebie jakiś progres w yorkach ;) Mam całkiem fajnego i bardzo socjalnego do psów w bloku obok, gania z mixem asta i innymi dużymi psami, raz nawet poganiał z Haliną, dopóki jego pani nie zobaczyła, że to TEN Z MORDA i mimo zapewnien nie zabrała go w popłochu :p coraz więcej widzę też takich, które drepczą sobie na flexi i na inne psy patrzą z zaciekawieniem, a nie wpadają w panikę czy ujadają... Więcej widzę poszuranych ratlerkowatych niż tych stereotypowych jazgoczących yorków. Coś idzie ku dobremu ;) Swoją drogą mam o wiele mniej stresujących sytuacji na spacerach, od kiedy jeżdżę na nie autem :diabloti: a pod blok wychodzę tylko na wc na najbliższą trawkę. Kiedy musiałam przeprawiać się przez pół osiedla, albo i całe miasto z dwoma psami na smyczy, albo nie daj buk osiedle domków jednorodzinnych z porozdziawianymi bramami, to mogłam tu pisać minimum co tydzień... Teraz nawet raz w miesiącu nie mam w sumie krzywej akcji, bo jestem z psami tylko na wc 20 m od domu (a w klatce nie ma innych psów), albo na działce, albo w dalszym plenerze właśnie autem, i omijam te wszystkie miejsca, gdzie gromadzą się chamscy psiarze :evil_lol:
-
Wszyscy piszą o psach w schroniskach, a nikt nie napisał o zdrowiu... Ile wiesz o rasie psa, którą posiadasz? Zdajesz sobie sprawę, jak ogromną gamą potencjalnych problemów genetycznych, rozwojowych i związanych z samym rozrodem obciążone są yorki, choćby z powodu mikroskopijnych rozmiarów? To nie są wiejskie kundelki, które dopuścisz jakkolwiek i na ogół wyjdą zdrowe. Yorki borykają się z masą problemów zdrowotnych, od problemów z oczami, rzepkami kolanowymi, przez niezarastające ciemiączka, po wrodzone wady serca i układu krążenia, niewydolność nerek u bardzo młodych psów... Odsetek problemów w czasie ciąży, przy porodzie, cesarek, tężyczki poporodowej u yorków jest znacznie większy niż u większych ras psów - a wszystkie te rzeczy mogą zabić Ci sukę razem z miotem. Hodowla yorków jest trudna i rozród naraża sukę na znacznie większe ryzyko niż w przypadku np. labradora czy owczarka. To wszystko jest problemem nawet dla doświadczonych hodowców znających kilkadziesiąt pokoleń swoich psów wstecz, ryzykują oni za każdym dopuszczeniem suki - i w głowie mi się nie mieści, jak ktoś może chcieć tak ryzykować tylko "dla macierzyństwa", rozmnażając psy bez rodowodu, badań na choroby typowe w rasie (również badania DNA), ot tak dla funu - jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy, to że Ty po prostu nie masz pojęcia, z jakim ryzykiem wiąże się rozmnażanie tak zminiaturyzowanych ras. Ja po studiach z hodowli zwierząt podchodziłabym do tego z duszą na ramieniu, a Ty sobie piszesz, że ot tak, raz by se poużywały... A jak wydasz 600 zł na cesarkę, połowa szczeniąt zanim dojedziecie do weta udusi się w macicy, a suka potem jeszcze przy laktacji dostanie tężyczki i zejdzie z tego świata? To nie są jakieś marginalne przypadki; doświadczeni hodowcy znają takich historii na pęczki; w klinikach wet. to codzienność. Szczęścia ani zdrowia suce szczeniakami nie dasz - to nie są ludzie, instynkty macierzyńskie płyną u nich z hormonów, natomiast w pełni zaspokaja je szczęśliwe życie u boku człowieka, w swoim stadku, bez potomstwa. W naturze dzikie psowate też nie rozmnażają się jak popadnie - u wilków młode ma tylko para alfa, reszta sobie nie "używa", nie rodzi. To zupełnie naturalne. Nienaturalne to jest wmawianie, że suce szczeniaki są potrzebne do szczęścia. Do szczęścia to jest jej potrzebny ciepły dom, jedzenie, opieka wet, spacery, zajęcie i miłość. Widziałaś kiedyś jak wyniszczona jest większość suk po wykarmieniu miotu? Jaką mają zniszczoną sierść, spadek masy mięśniowej, powyciągane sutki, czasami zapadnięty grzbiet? Ile tygodni wracają do formy, szczególnie po dużym miocie? Samice rodzą dla przedlużenia gatunku (a świat na nadmiar yorków nie cierpi, uwierz) - nie dla własnej zdrowotności ;) Tyle o suce. A samiec? Myślisz, że jak raz pokryje sukę, to się zaspokoi? O nie nie :diabloti: wtedy dopiero się zacznie. Popytaj hodowców, jak pobudliwe stają się psy, które kryły... Najprawdopodobniej pies po dopuszczeniu do suki zacznie za sukami ganiać jak szalony ;) i zacznie się piszczenie po nocach, ucieczki, brak apetytu w okresie cieczek ;) już tak łatwo psa nie opanujesz jak w sąsiedztwie będzie suka z cieczką - bo on już będzie wiedział, o co chodzi :diabloti: Owszem, można mieć w domu niesterylizowaną parkę i nie doczekać się szczeniąt, ale nie jest to łatwe i przyjemne, i w przypadku zwierząt nieprzeznaczonych do hodowli bym się na to nie zdecydowała. Od razu pozbądź się złudzeń, że pampers zapobiegnie pokryciu suki :) Znam sytuację, gdzie pies pogiął metalową klatkę i z niej wylazł, żeby dobrać się do suki - podarcie/przesunięcie pampersa to żaden problem. Najlepiej chyba w takiej sytuacji na czas cieczki oddawać samca do rodziny na "wakacje". Ja mam samca i sukę - samiec jest wykastrowany i nie mam problemu przy cieczkach, suka go nie interesuje, pies się nie męczy. U samca zabieg jest też krótszy i prostszy niż u suki, pies szybciej wraca do formy (mój dzień po kastracji był "jak nowy"). Sterylizacja suki jest lepsza o tyle, że za jednym zamachem pozbywasz się problemu z cieczkami również na spacerach, eliminujesz ryzyko guzów sutka, ropomacicza.
-
A czemu ma się zachowywać inaczej niż zdrowy? ;) Mój pies tylko w dniu kastracji był otumaniony, nie w humorze, łaził po domu albo stał i się żalił, jak ktoś na niego spojrzał :evil_lol: Na drugi dzień zachowywał się dokładnie jak przed zabiegiem i właściwie nie było potrzeby go hamować, bo po kastracji miał raptem 2 małe nacięcia w skórze na worku mosznowym (u nas wetka nie zakładała szwów - stwierdziła, że tak lepiej, płyn swobodnie odpływa z rany i szybciej się goi). Po 10 dniach były tylko dwie blizny. U samca (o ile nie jest wnętrem) nie otwiera się jamy brzusznej jak w przypadku suki. U samic sterylka jest dość poważną operacją, u samca to po prostu mały zabieg ;) Nie ma co się zamartwiać, że zrobi sobie krzywdę. Ważne, żeby nie dłubał w ranach. Na spacer na smyczy może wyjść bez klosza, jak jest wtedy zajęty czymś innym ;) ale w domu bym jednak ten klosz zakładała, bo czasem wystarczy chwila nieuwagi, a pies już sobie grzebie w ranach. Ranki mogą być lekko opuchnięte, szczególnie od 2 doby po zabiegu, mogą się lekko sączyć - jak masz wątpliwości czy wszystko ok, to pokaż wetowi ;)
-
Jak tylko masz możliwość, zwróć szczeniaka do matki i rodzeństwa na kolejne 4 tygodnie... Żadną karmą ani suplementami nie zastąpisz mu ani przeciwciał z mleka matki, które chroniłyby go przed chorobami zakaźnymi do wieku, w którym można go zaszczepić, ani nauki psich zachowań, co może zaowocować problemami w relacjach z innymi psami w przyszłości, także agresją. Jeśli jednak szczeniak zostaje u Ciebie z konieczności, a nie dlatego, że Ty nie chcesz go oddawać, bo tak i już - to w tym wieku dawałabym dobre mleko zastępcze dla szczeniąt plus powoli wprowadzała gotowane mielone mięso, a za tydzień rozmoczoną dobrą karmę dla szczeniąt.
-
Płatki owsiane dzień w dzień to dla rosnącego psa średni pomysł - hamują wchłanianie wapnia.
-
Stosujecie kennel klatkę? Jeśli nie, to gorąco w takim przypadku polecam. Umiejętnie wprowadzona może bardzo pomóc wyciszyć sukę w domu. Przemyśl też, czy nie przesadzacie z bombardowaniem psa bodźcami w domu. Nie zawsze jest tak, że im więcej sztuczek, zabaw, nauki w domu tym lepiej - może być tak, że ona jest ciagle pobudzona, bo przywykła, że ktoś z nią coś cały czas robi zwraca uwagę. Paradoksalnie może mieć w domu tyle uwagi z Waszej strony, że na zewnątrz już nie jesteś dla niej interesująca, bo w domu ma Cię "po dziurki w nosie" ;) Postarałabym się większość zajęć, zabawy, sztuczek przenieść na dwór, a w domu wprowadzić kennel klatkę i skupić się bardziej na wyciszaniu suki niż zajmowaniu jej czymś. Gdzieś tu jest wątek o Crate games, może bardzo pomóc ;)
-
[quote name='FLY']nie żyję w żadnej idylli. Jeśli drugie zdanie ma sugerować, że komuś sprawiam problemy na spacerach, bo mam goldena to sobie daruj. Jestem pewna, że każdej z osób która tu tak pluje jadem i obraża obce osoby zdarzyło się zrobić coś głupiego, nie wiem nie zdążyła odwołać psa, myślała że nie podbiegnie, miała b ważny telefon i się zagapiła po prostu, cokolwiek...Ciekawe, czy chciałaby żeby ktoś na podstawie tego zdarzenia wysnuł wniosek jaką jest tępą bezmózgą idiotką? Pewnie, można się zdenerwować, a i ludzie czasem bywają niereformowalni, ale przykro jest widzieć jak (często młode wrażliwe dziewczyny) obrzucają błotem ludzi bo ktoś nie złapał w porę psa, niepotrzebnie się zatrzymał, za cicho zawołał, poluzował smycz kiedy powinien napiąć, przeszedł za blisko albo za szybko itp. Domyślam się, że podobną pogardę czujecie do idiotów w sklepach, autobusach, na ulicy i wszędzie...bo chyba psiarze nie są jakąś szczególnie niemyślącą grupą społeczną?[/QUOTE] Ja naprawdę staram się nie oceniać ludzi przez pryzmat rasy posiadanego psa, ale moje smutne doświadczenie jest takie, że w moim mieście nie spotkałam ŻADNEGO labradora, który dał się odwołać właścicielowi podczas galopu na moje psy; żadnego, który podszedłby do nich normalnie jak pies i przywitał się zasadami psiego savoir vivre zamiast podbiec na pełnym galopie prosto na pysk czy jeszcze na dzień dobry ładując moim łapy na grzbiet; żadnego który wyczytałby CSy moich psów czy niechęć jednego z nich do kontaktu, i się na nas nie pchał. Ba, nie miałam nawet sytuacji, kiedy widzę na horyzoncie laba bez smyczy i nie kończy się to scysją - niektórych nawet na smyczy nie da się minąć normalnie, bo nagle właścicielka leci jak worek kartofli a lab wsadza mojemu psu łapę w oko. Myślałam, że może mieszkam w małym mieście, że może to jakieś trefne laby, że mam pecha - ale czytam tutaj i na facebooku masę wypowiedzi osób z innych rejonów, z większych miast, ze wsi - i ich doświadczenia są łudząco podobne do moich. Stąd pozwoliłam sobie na mały żart "w ciemno", bo twierdzisz, że nie widzisz chamstwa na spacerach - a myślisz, że któryś ze spotkanych przeze mnie właścicieli labów/goldenów ma inne zdanie niż Ty? Nie widzą chamstwa, bo mają dużego psa, któremu fizycznie nic nie grozi ze strony większości napotkanych, i który bawiłby się brutalnie z każdym napotkanym psem, i uważają, że każdy pies jest taki sam jak ich labek. Nawet jak lab wykazuje jawną agresję, wmawiają, że "on chce się bawić" (sama byłam w takiej sytuacji). No jakoś mnie nie dziwi, że taka osoba chamstwa na spacerach nie widzi; najciemniej pod latarnią ;) Nie znam Ciebie i Twoich psów, ale po tej wypowiedzi i rasie w avatarku wyłonił mi się taki, a nie inny obraz; nie wiem czy w Twoim przypadku prawdziwy. Zdarzyło mi się w ostatnich latach kilka razy, że mój pies puszczony luzem do kogoś podbiegł (do człowieka), ale nigdy z ujadaniem czy agresją; jak już to podbiegł na pół metra, spojrzał, że to nikt znajomy, i wrócił, ew. chciał się przywitać. Raz miałam sytuację, kiedy zagadało mnie dwoje dzieci i jeden z psów wyrwał mi się z ręki ze smyczą i pobiegł z warczeniem w stronę yorka na flexi - tyle, że zanim zdążyłam w ogóle otworzyć buzię i go zawołać, metr przed yorkiem sam zawrócił i przybiegł do mnie. Przeprosiłam właścicieli i nawet słowem nie odpysknęłam, kiedy na mnie nakrzyczeli; nie dziwię im się, mieli prawo się wystraszyć. Jak to się ma do osób, które notorycznie wypuszczają luzem czy wręcz samopas agresywne czy namolne psy? Do ludzi którzy zostawiają agresywne psy na posesji z otwartą bramą? Do ludzi którzy codziennie mają scysje z udziałem swojego psa na spacerach, a nawet nie wyjmują smyczy z kieszeni? Do ludzi, którzy w sytuacji gdy ich pies atakuje czy obskakuje kogoś, udają że to nie ich zwierzak? Ten wątek jest naszpikowany takimi historiami i osobiście jakoś nie widzę tu wylewania wiadra pomyj na osoby którym naprawdę ZDARZYŁO SIĘ zagapić, nie dać rady odwołać psa czy nie ściągnąć w porę smyczy. Problem w tym, że w większości przypadków ludziom wcale się to nie zdarza, tylko jest normą w ich kulturze spacerowej. I jest jeszcze jedna wielka różnica - można podejść pobłażliwie, jak komuś ZDARZYŁO SIĘ nie upilnować łagodnego, tyle że niesfornego pieska. Takie ZDARZYŁO SIĘ w przypadku psa agresywnego jest niebezpieczne dla otoczenia i tu nie widzę jakoś miejsca na pogłaskanie po główce i pocieszanie, że każdemu mogło się zdarzyć, i o co ty, ludziom chodzi, że się tak denerwują...
-
Sznupka spod Śmietnika zamieszkała na salonach i ma dom
Martens replied to konfirm13's topic in Już w nowym domu
Cały czas podczytuję wątek i mocno trzymam kciuki :) i muszę napisać, że strasznie się cieszę, że znalazła się w Makowie osoba, która zajęła się sunią "na poważnie" i wszystko skoordynowała :) Ja w ostatnich miesiącach nie mogłam sobie pozwolić na tymczasowanie, żadna z pań opiekunek też nie bardzo mogła/nie bardzo chciała ją wziąć - i było tak, że Baffi miała liczne grono dokarmiających i doraźnie pomagających, jeszcze liczniejsze tych co jej żałowali z daleka, a nikogo, kto zakasałby rękawy, wziął ją pod swój dach, a na swoje barki główną odpowiedzialność. Cieszę się i bardzo dziękuję, że dzięki Wam nie widzę jej przez okno jak wygląda znajomych ludzi, czeka, czasem marznie czy ktoś ją przegania. Jeśli obawiasz się zostawić Bafi samą po sterylce, a będziesz musiała wyjść np. do sklepu, daj znać, a z chęcią trochę popilnuję dziewczyn ;) I sprawdza się, że dużo łatwiej wyadoptować psa z DT niż prostu z ulicy... Niestety jak robiłam ogłoszenia "ulicznikom", nawet w typie rasy, zainteresowanie było bardzo małe. Dopiero jak pies był u mnie czy u kogoś na DT, pojawiały się sensowne propozycje, ale chyba nigdy tyle, co dla szczęściary Bafi :evil_lol: -
[quote name='FLY']Uwielbiam ten wątek:loveu: Po każdorazowej lekturze uświadamiam sobie, że obok świata w którym ja żyje, jest jeszcze jakiś inny. Świat zapełniony idiotami, kretynami, chamami, tępymi debilami którzy nic nie rozumieją i nic do nich nie dociera. Oczywiście są wyjątki (a większość z nich udziela się tutaj;) ). współczuje, bardzo ciężkie i stresujące musi być życie z takim podejściem...[/QUOTE] Że akurat właściciele labów i goldenów najczęściej żyją w tej wyśnionej idylli to już zdążyłam zauważyć na spacerach :diabloti: A tak serio, myślę że ten wątek nie oddaje rzeczywistości spacerowej, bo logiczne, że pisze się tu o niefajnych akcjach, a nie o każdym mijanym psie... Mi ilość przykrych akcji spadła niemal do zera, odkąd z psami chodzę głównie 20 m na parking do auta, a potem bawimy się na działce albo na odludnych terenach ;) ale jak idę przez środek osiedla, to bywa i 3 na jednym spacerze. Większość ludzi z psami, których spotykam jest normalnych i mijamy się bezkonfliktowo - są jednak jednostki nie do zniesienia i o nich jest wątek ;)
-
Moja suczka ma rodowód z SWKiPR - jestem załamana!
Martens replied to Amberówna's topic in Wyżeł weimarski
[quote name='Kocurkotka']jakaś siłą kazała mi im pomóc i nie zrezygnowałam[/QUOTE] Wiesz, ja rozumiem ludzi, którym szkoda zabiedzonego psa w pseudo i go z litości kupują, bo serce im kazało. ALE żeby to można było nazwać pomocą, na tym sprawa nie powinna się skończyć. Kiedy psy są w tak strasznym stanie, są zachudzone, mają grzyba, robaki, to jest to powód nawet nie do zgłaszania tego władzom związku, ale prosto do TOZ i na policję, jako znęcanie się. Zaświadczenie od weta na temat zdrowia kupionego psa mogłoby być istotnym dowodem w sprawie. Pytanie tylko, czy zrobiłaś to, co napisałam i faktycznie pomogłaś tym psom, czy tylko napchałaś kieszeń temu "hodowcy" i wsparłaś jego interes na psiej krzywdzie, zabrałaś szczeniaka olewając resztę psow, pożaliłaś się znajomym i na forum na hodowlę i związek, i jeszcze wmawiasz sobie, że zrobiłaś jakiś dobry uczynek... Nie musisz mi odpisywać, zastanów się sama. -
[quote name='zmierzchnica']Wiecie co, włożę może kij w mrowisko, ale uważam, że nie zawsze ten, który ma psa na smyczy to osoba z góry mająca rację, a osoba z psem luzem, któremu się zdarzy podbiec, to jest chamska i niewychowana i w ogóle jak można tak :diabloti: A to ze względu na to, że ludzie z jakiegoś niesamowitego powodu... Lubią się wyżywać na innych i prowokują takie sytuacje, w których pojawia się problem, a potem nie chcą odpuścić. [/QUOTE] Dla mnie taka sytuacja to skrajności ;) i ja o takich nie pisałam, bo chryje opisane w moim poście zazwyczaj mają miejsce na osiedlowym chodniku, w momencie kiedy ja próbuję spokojnie przebyć 20-30 metrów pod dwoma blokami, żeby z tego osiedla wyjść i pójść na właściwy spacer. Zawsze jak mam wybór na otwartej przestrzeni to obcych ludzi z psami luzem omijam z jak najdalszej odległości, żeby nie wchodzić nikomu w paradę. Niestety jednak wiem, o czym piszesz, bo miałam raz podobną akcję nad morzem, tyle że wszystkie psy luzem. Plaża, wieczór, koniec września, pusto, jestem z dwoma psami, samcem nie lubiącym generalnie obcych psów i mega przyjazną 9-miesięczną suką, bawimy się w wodzie przy brzegu w aport. Nadciągają w naszą stronę 2 baby z 3 psami - malamutem, suką rodezjana i jakimś małym kundlem. Miejsca żeby się minąć jest dość, do wydm kilkadziesiąt metrów, można spokojnie się minąć po łuku bez interakcji - ale po co... Babska ładują się z trzema psami luzem prosto w nasz "obóz". Nie wierzyłam, że są aż tak durne, ale kiedy do mnie dotarło, że jednak tak, czym prędzej odwołałam swojego fikającego do psów samczyka, żeby nie było dymu i czekam aż przejdą. Przechodzą, nawet im do głowy nie przyszło odwołać psy :roll: Malamut, jak się okazało młody samiec, podszedł do mnie i mojego na metr, mój warczy wkur*wiony, jedna z bab odkryła Amerykę i mówi do drugiej "ojej może go zawołaj" :roll: Malamut mądrzejszy od właścicielek odszedł, za to moja suka podeszła powąchać przechodzącego przez nasze miejsce zabaw kundelka i... została dziabnięta w pysk :roll: Witki mi opadły... Nie wiem, jak można na pustej szerokiej plaży ładować się z trzema psami luzem, w tym minimum jednym nie lubiącym innych psów, akurat w to miejsce, gdzie biwakują obcy ludzie, z dwoma obcymi psami, i widać z daleka, że czymś się bawią, a więc już mamy potencjalny obiekt do spiny, czyli zabawki tych obcych psów. Nie wiem, głupota ludzka jest chyba po prostu nieskończona.
-
[quote name='KrupD']No to ja jeszcze dorzucę swoje trzy grosze do tematu. Jestem posiadaczem pięcioletniego psa siberian husky i polecam tą rasę każdemu, kto ceni sobie towarzystwo inteligentnego, [U][B]cichego[/B][/U], wiernego psa. Reya - tak ją nazwaliśmy - mieszka na dworze, dzielnie pilnuje podwórka : ) zaletą jest to, że psy tej rasy nie mają w zwyczaju szczekać bez większego sensu na wszystko co się rusza (poprzedni mój pies miał z tym problem). [B]Minusem są nocne wycia. Nie wiem czym są spowodowane ale bardzo irytują. Jest to dźwięk, który ciężko zignorować.[/B] Pies ten potrzebuje dużo ruchu, jeśli nie masz czasu na długie spacery, nie dysponujesz dużym ogrodem, wybierz inną rasę.[/QUOTE] Dzięki za poprawienie humoru z samego rana :D
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='zaginiona sara']Bo nie znasz numeru na SM? Myślę, że jeden mandat może wytłumaczyć więcej niż tysiąc słów :D.[/QUOTE] No niestety, nie wszędzie jest SM :roll: A zanim dojedzie policja, dawno ma horyzoncie nie ma ani psa, ani właściciela - wiem, bo próbowałam. Teraz radzę sobie we własnym zakresie, chyba że jest konkretna osoba, która nie pilnuje psa i jest uciążliwa. Wtedy dzielnicowy.
-
A mnie od zawsze niebywale intryguje, skąd w ludziach złość NA MNIE, kiedy muszą złapać/odwołać (sami albo na prośbę/ryk) psa, który się rzuca czy namolnie skacze po moich, i nie są w stanie z tego zrobić. Nie wiem, wydaje mi się, że mam prawo oczekiwać, że pies rzucający się ma moje z jazgotem albo z zębami, albo skaczący im po łbach, mimo że warczą, zostanie zabrany, i jak już to ja powinnam być wkurzona, a nie tamci właściciele. I wtedy zwykle zaczyna się korrida, bo ktoś zdziera bezskutecznie gardło próbując odwołać psa, a kończymy imprezę w uroczym tańcu, kiedy biega on wokół nas, a pies zręcznie mu się wywija i doskakuje do moich. Ja serio jestem cierpliwa, jeśli widzę, że ktoś ma dobre chęci i [U]w ogóle próbuje[/U] psa złapać, trzymam swoje krótko, nie komentuję, nie dolewam oliwy do ognia. Dlaczego więc w takiej sytuacji zbieram tyle nienawistnych spojrzeń w moją stronę, komentarzy, epitetów? :roll: A już szczyt szczytów to teksty, po co ja tu chodzę (po osiedlowym chodniku!), czemu psy nie mają kagańców (od osoby, która na spacer nawet nie wzięła za sobą smyczy) i w ogóle dlaczego ja żyję, i śmiem swoją obecnością obnażać agresję ich psa i/albo ich nieudolność wychowawczą :) Nie wiem, Ci ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo się ośmieszają? A serio, jak już wychowanie im nie wyszło, to wystarczyłaby ta głupia smycz za 10 zł, i oszczędziliby sobie, wstydu, nerwów i aerobiku dookoła mnie i moich psów. Nie ogarniam, czemu nawet po entej takiej sytuacji to do nich nie dociera, tylko wściekają się na mnie za to, że żyję. Po jednej takiej zabawie, kiedy moje psy po złapaniu obcego w końcu mogły kucnąć siku, dostałam jeszcze tekst "niech pani sobie już stąd idzie!!" - a ja tylko czekałam, żeby psy skończyły lać, tuż pod swoim blokiem :roll: a problem polegał na tym, że tamta pani nie miała w ogóle ze sobą smyczy i biedaczka musiała stać schylona i trzymać podnieconego labusia za obrożę, aż sobie nie pójdziemy... No cóż, nie poszłam sobie :diabloti: to nie była pierwsza akcja z tą babą, a tekst, że mam się wynosić spod własnego domu, bo ona nie ma smyczy dla psa sprawił, że uznałam, że w sumie bardzo miło mi się pod tym moim blokiem spaceruje :diabloti:
-
Ten wątek to jakiś żart... I chyba autor w ogóle nie rozumie, co to jest ubezpieczenie i czemu służy. Ubezpieczenie pokrywa koszty nieszczęśliwych WYPADKÓW, a nie skutki celowego łamania prawa (puszczanie psa samopas i uważanie, że to ok). Przy notorycznym niedbalstwie (częste ucieczki psów) żaden ubezpieczyciel też nie wypłaci ani złotówki. Jak ktoś uważa, że pieski powinny biegać gdzie chcą, to niech sobie kupi 100 hektarów, ogrodzi i tam je puszcza albo wyjedzie do kraju trzeciego świata, gdzie nikogo nie obchodzi, co robią psy. U nas jest jak jest, ale chwała bozi są jeszcze jakieś przepisy mówiące, że w miejscu publicznym pies wymaga nadzoru, najczęściej minimum smyczy. Autor wątku naprawdę ma tupet i w głowie mu się poprzewracało, bo dostać to on powinien porządny mandat, a nie odszkodowanie. Może wtedy te chore poglądy o pieskach biegających samopas po świecie i robiących co chcą, by mu się naprostowały. Już jeden pieskowy hippis na forum był, zbanowali, teraz przyszedł kolejny. Człowieku, nie wiesz co Twój pies robi, kiedy ucieka i nie znasz okoliczności, w których go pogryziono. Może sam sprowokował bójkę, może dostawiał się z gromadą do czyjejś suki w cieczce i dostał manto, może wbiegl na czyjąś posesję i dorwał go jakiś pies jako intruza na swoim terytorium... Puszczony samopas pies może również wybiec na ulicę i nie tylko sam zostać poszkodowany, ale spowodować wypadek komunikacyjny, w którym krzywda stanie się ludziom, może nawet dzieciom. Może to Ty powinieneś zapłacić komuś odszkodowanie? :roll: Ja nie wiem, skąd się u nas biorą takie kynologiczne pępki świata, ale pełno ich w Polsce; sama miałam sytuację, kiedy jakiś pajac wypuścił wyżła z podwórka i schował się do domu - pies podbiegł do mnie, obskoczył mnie ze wszystkich stron (a miałam kolano po poważnej operacji, w trakcie rehabilitacji, i upadek albo niefortunny uraz mógł się równać kolejnej operacji i miesiącom rehabilitacji), po czym dał dyla na pobliską trasę przelotową, gdzie z piskiem hamowało przed nim kilka samochodów; gdyby było ślisko, pewnie skończyłoby się wypadkiem, i nie tylko z uszkodzeniem psa. No ale co to obchodzi kretynów z przerośniętym ego, którzy cały świat uważają za wybieg dla rozwydrzonego kundla :)
- 13 replies
-
- pies
- ubezpieczenie
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Zależy jakie tempo, jakie trasy, jaki stan zdrowia psa ;) Najlepiej niech wypowiedzą się doświadczone w rasie osoby; wejdź na forum zaprzęgowców - ale z tego co wiem, nikt nie zaczyna z mamutami treningów w zaprzęgu tak późno jak 1,5 roku, a to przecież większe obciążenie niż towarzyszenie przy joggingu. Przyuczać do króciutkich przebieżek przy nodze bez szaleju, skakania do rąk itd. można już kilkumiesięcznego psa - konkretny trening trochę później ;) Ja zaczynałam bieganie z 7-miesięcznym psem - no ale nie były to jakieś oszałamiające trasy, max. 30-45 minut spokojnym kłusem psa. Startowałam chyba z 20 minut.
-
[quote name='wooke']Na forum ktoś, gdzieś napisał, że psom nie potrzeba utozmaicać jedzenia tak jak ludziom. Jak pies jest przyzwyczajony do jednej karmy to trzymać się tylko tej jednej. Lepiej chyba czasem zmienić żeby pies jadł chętnie suchą karmę, żeby ta jedna nie przejadła się mu. Ale chciałbym też zaoszczędzić zwierzęciu dolegliwości żołądkowych związanych z częstymi zmianami pokarmu.[/QUOTE] Szczerze - jeśli pies ma wielkie sensacje przy zmianie karmy, większe niż kilka dni bąków, to w jego przewodzie pokarmowym coś nie gra. A teoria, że psom (czy ludziom) nie należy urozmaicać pożywienia, to wytwór producentów karm, którym jest bardzo na rękę, żeby konsument wierzył, że całe życie pies może jechać na jednej karmie, oczywiście ich najlepszej firmy. Wychwalanie monodiety przeczy podstawowej wiedzy z dziedziny dietetyki zarówno zwierzęcej, jak i ludzkiej. W urozmaicaniu diety w przypadku psa nie chodzi o smak (co u ludzi jest już istotnym czynnikiem) - chodzi o wyrównywanie braków i nadmiarów składników odżywczych, w tym makro i mikroelementów, które w każdym pożywieniu, w tym również karmach różnych marek, występują w nieco innej formie i proporcjach. Chodzi też o zapobieganie wyjaławianiu przewodu pokarmowego - lata monodiety często kończą się tym, że pies nie jest w stanie strawić nic poza tym podawanym latami pokarmem i np. kradzież kanapki kończy się 3 dniami sraki i kroplówką. Jak to jest objaw zdrowia to ja wysiadam ;)
-
Ja zazwyczaj zmieniałam co 1-3 worki ;) zależy jak karma smakuje i służy. Jak jest taka sobie, pies średnio chce jeść, szybko mu się nudzi to po worku zmiana. Jak pies wcina ze smakiem, super wygląda to 2-3 worki i dopiero zmiana. Ale tu nie ma ścisłych reguł ;) no i zależy jakiej wielkości pies, bo dla chihuahuy te 3 worki to byłyby ze 3 lata :D u mnie worek = mniej więcej 2 miesiące na psa.
-
Co się dzieje kiedy wracacie ze spaceru? Jak zachowuje się pies, jak reagujecie? Ja sobie trochę nie wyobrażam wymęczenia staffika, w dodatku wchodzącego w najbardziej "energetyczny" wiek, bez zabaw siłowych... Dla 5-miesięcznego psa tej rasy bieganie po lesie, węszenie czy przyniesienie piłeczki i to max. 40 minut, to ledwo rozgrzewka - i nie dziwię się, że ona w domu non stop domaga się zabawy - i to takiej, do jakiej rasa ma predyspozycje, a więc zabaw siłowych z użyciem paszczy. Do tego sam aport bardzo często nakręca psy i może powodować problemy z wyciszeniem zwierzaka, takie ADHD - a staffik i bez nakręcania jest bardzo aktywny. Kup porządny szarpak i się z nią poprzeciągaj ;) jak się wkręci, to zawieś jej gdzieś, najlepiej tak, żeby tylnymi łapami sięgała do ziemi. Popatrz też na youtube na flirtpole - tak też można fajnie zmęczyć staffika. Na szelki i ciąganie ciężaru jeszcze trochę za wcześnie, ale za jakieś pół roku możecie się w to pobawić. Wiele staffików uwielbia boomer ball - ale tu trzeba uważać, żeby pies za mocno się nie nakręcił na zabawę i żeby ekscytacja nie przechodzila w agresję; wiele staffików bardzo ostro broni boomera przed innymi psami i ogólnie nie wpływa on dobrze na ich równowagę. Na razie jej aktywność z tego co widzę wygląda tak, że nie ma gdzie się porządnie zmęczyć (samo bieganie to dla staffika żaden wysiłek ;)) za to jeszcze bardziej nakręca się emocjonalnie, pobudza aportem (wiele psów aport niezdrowo ekscytuje; terriery w szczególności - trzeba to zrównoważyć innymi zabawami: uczącą opanowania nauką sztuczek, i zabawami siłowymi, w którym pies może rozładować napięcie i nadmiar energii). I ucz ją teraz jak najwięcej - masz ostatni dzwonek, kiedy pies jako tako chętnie wchłania wiedzę; później będzie już tylko trudniej ;) nie marnuj tego okresu. Jak suka zacznie dojrzewać, dojdą być może jakieś wonty do innych psów, przekora, to nie ogarniecie, jak teraz nie przepracujecie z nią najwięcej jak się da.
-
Smaku może nie, ale każda karma ma określoną zawartość i proporcje składników odżywczych, i każdy pies ma również określone indywidualne zapotrzebowanie na poszczególne składniki. Nie są to duże różnice, ale jeśli karmimy psa latami tą samą karmą i tym samym jej smakiem, ryzyko zrobienia niedoborów/nadmiaru jakiegoś składnika pokarmowego jest większe, niż kiedy zmieniamy firmy i/lub smaki, i pozwalamy tym brakom i nadmiarom naturalnie się wyrównywać. Każda monodieta niesie za sobą takie ryzyko, bo organizm owszem, może regulować pobieranie większości składników z pokarmu, ale w ograniczonym stopniu. Tak więc pomijając jakieś skrajne sytuacje psów z wybitnie wrażliwym układem pokarmowym czy silnych alergików, zmieniałabym smaki, a najlepiej i firmy.