Jump to content
Dogomania

Yorija

Members
  • Posts

    3099
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Yorija

  1. to ja czasem wrzucę któreś ze zdjęć Tak ku pokrzepieniu serc. Małej się udało - jeszcze tylko jeden zabieg i już maleńka może być spokojna i dręczyć swoją ogromną poduchę :-)
  2. [quote name='agata51']Bumku, na urodzinowego kielicha zapraszam Życz mi zdrowia. oooj nie wiedziałam wszystkiego naj następny rok to już na bank nie zapomnę - moja Mama urodziła się też 20 stycznia to ja dziś odpalę lampkę wina i za Twoje zdrowie! a Bumiś się może by przyszykował jako psóźniony prezent - lepsze to niż gdyby miał czekać rok na kolejną okazję a swoją drogą - ma ktos adres Ciotki od BumoGatek? podrzucimy Bumisia pod drzwi nie pierwszy on taki porzucony/podrzucony zwierz przecierz Bumo Ciotka go do schronu nie zawiezie - będzie musiała imporowizować bo ona Bumisia by chciała - tylko pewnie odwagi nie ma...
  3. Tinka - porównanie wielkości z ludzką ręką jak takie maleństwo mogło być na łańcuchu?
  4. brawo a ja na fb napisałam, ze byliśmy z wizytą u Gosi, Czarka i Homera a to nie Homer tylko Rumcajs :-)
  5. Yorija

    Metamorfozy

    [quote name='fizia']ŻABKA MA WSPANIAŁY DOM!!! :) [IMG]http://i52.tinypic.com/242zztw.jpg[/IMG] [IMG]http://i53.tinypic.com/2lw7ns8.jpg[/IMG] [IMG]http://i52.tinypic.com/rrtbme.jpg[/IMG][/QUOTE] czyżby u Aga G.? :-) wow!!!
  6. [quote name='Asior']już wiem, o niej ale niewiele więcej poza tym co Ty wiesz.. jest to starsza suczka to co napisałaś.. bardzo przeżywa schronisko, ale nic więcej właściwie nie powiedzieli mi o niej :roll: Ludziska jest osoba chętna na Dropsa ale.... mieszka o sto lat drogi świetlnej od krakowa... bo w miejscowości Złocieniec [IMG]http://img835.imageshack.us/img835/2126/przechwytywaniela.jpg[/IMG] znacie kogoś z okolic???[/QUOTE] koniec świata :-) ten północny
  7. może umieścisz tutaj to straszne zdjęcie jak to Tina robi sobie z Pusi rumaka?
  8. Z finansami stoimy tak: zostało 450zł - uwzględniając ostatnie WWioli wpłaty i dzisiejsze wydatki Czyli na operację mamy:-) Wystarczy dozbierać teraz na badania - rezonans - tylko 400zł - Pan doktor chyba się w maleństwie zakochał :-) i wygląda na to, że sam pokryje część kosztów :-) Mamy trochę czasu. BAZARKI, Allegro cegiełkowe :-) uzbieramy :-)
  9. Ta płytka nie poprawi jej zdrowia ale zapobiegnie urazom, które mogą się w skutkach okazać tragiczne. Nie ma siły na to żeby upilnować Tinkę tak, żeby sobie przypadkiem nie zrobiła krzywdy - no chyba, że zamknąć w klatce. Wystarczy, że się potknie, straci równowagę i uderzy główką w jakiś kant - jak trafi w to miejsce gdzie nie ma kości czaszki - to tragedia gotowa :-( Sama operacja nie wygląda na inwazyjną - to nie gmeranie po mózgu - ja jestem za tym, żeby operację zrobić. Pieniądze :-( - liczę na to że dozbieramy. Czasu mamy trochę. Ja jestem za. Grzesiek - mam nadzieję, że też podziela moje zdanie. AFN - która dotychczas pomogła - Tweety - też myśli podobnie. poproszę jeszcze o zdanie wszystkich dotychczasowych darczyńców i wszystkich, którzy obserwują los Tinki począwszy od FDZ Animalia - supergoga - fundacja której finansowe wsparcie zapoczątkowało ten cud
  10. To ja miałam właśnie zamiar do Ciebie się odezwać i zdać relację jak zagospodarowałam pieniążki od Ciebie przekazane. Tinka ma paczkę a nawet chyba dwie RC - dla yorków i szczepienia dzięki Tobie :-) A to podwojenie wagi spowodowało, że szelki, które Tina miała trzeba było rozciąć bo się w nich nie mieściła. :-) Ale dziś już Gosia u której byliśmy poprosiła o adres do Grzeska i zamierza im wysłać nowy,większy kompet. Proszę zmierz Grześku jej obwód w klacie - żeby się nie okazało, że znów trzeba będzie je ciąć :-)
  11. Reszta zdjęć w tym albumie TINA <---- kliknij
  12. Tina i Homer - ja już "zaczynam rozumieć" dlaczego była trzymana na łańcuchu - takiego ogromnego i zapewne niebezpiecznego psa sama bym przywiązała
  13. Grzesiek już wszystko wie i nie pisnął ani słowa :-) Po wizycie u Pana Doktora: Jest ogromny postęp w stanie Tiny w porównaniu z tym co było! Tina ma problem ze wzrokiem - źrenice reagują poprawnie na światło ale jakby mózg nie odbierał bodźców - może te obszary mózgu - tam gdzie jest martwicowe zapalenie objęły właśnie miejsca odpowiedzialne za wzrok. Te problemy widać gdy Tina jest w nieznanym sobie miejscu - wtedy bardzo ostrożnie stąpa - ale po chwili się zaczyna orientować. Ze słyszeniem nie ma problemów. To tyle się można "przyczepić" do jej stanu. Pan doktor sugeruje, żeby jej założyć płytkę, która chroniłaby tę niezasklepione miejsce. Istnieje duże prawdopodobieństwo urazu - a to oznacza uraz bezpośrednio mózgu. Operacja nie jest mega inwazyjna - jak w przypadku zakładania cewnika. Tłumaczenie laickie dla mnie - rozcina się skórę głowy nad tą dziurą - tam się daje odpowiedni przycięty rozmiar płytki - przyszywa się ją i zaszywa rozcięcie. Błony się na tym miejscu zrastają i przytrzymują płytkę. Płytka wielka nie będzie - bo i Tinka mała. Na drugi dzień po zabiegu Tina może wrócić do domu - potem jeszcze jeden antybioty i po 10 dniach zdejmowanie szwów. Koszt tego zabiegu to około 400zł Pan doktor sugeruje również powtórzenie rezonansu - i zrobi to dla nas za połowę kosztu. To badanie ma pokazać jakie są zmiany, jak z wodogłowiem. Dzisiaj Tinka dostała receptę na kontynuację leków. Została zaszczepiona - wirusówki na razie. Wcześniej była odrobaczona. Dostała też kropelki - bo oczka coś łzawiły. Koszt wizyty - wraz z wyprawką w postaci karmy RC - dla yorków - to 50zł. Pieniążki tym razem głównie od Wioli - wpłaciła dla Tiny w grudniu pieniążki - odszukam i wpiszę do pierwszego postu - i dodatkowo 50zł, które miała otrzymać w ramach transportu kotki od niej z DT do DS - przekazała je na Tinkę. To teraz burza mózgów - trzeba podjąć decyzję co do tej operacji. W lecznicy na Tinkę czekała niespodzianka - Gośka, która Tiną się przejęła widząc na fb. Po wizycie pojechałyśmy w odwiedziny. Gośia zaofiarowała się, że gdyby Tina musiała zostać we Wrocławiu - czekając na badania - ale niekoniecznie w klinice - to może u nich gościć. Tina poznała TŻ - oraz kolegę yorka - Homera. Nie była strasznie przerażona - po chwili nawet się zainteresowała otoczeniem. Mam wrażenie, że ją nawet ta wiyta uspokoiła - w powrotnej drodze była bardzo spokojna - drzemała sobie. Natomiast jak ją zabierałam od Grześka - to była tak przerażona, że ze strachu piszczała. No a w domku jak wróciła - to merdała z radości ogonkiem.
  14. w środku zimy takie obrazki - zabronione!!! puszczacie ją czasem, żeby się wybiegała? Bo na zdjęciach ciągle ten sznurek i sznurek :-) Ale pewnie w takich miejscach - wakacyjnych to nie :-)
  15. pewnie, że pamiętamy tylko jakoś tak się światecznie porobiło, że ja jeszcze nie mogę się umówić na jakiś konkretny termin w tym tygodniu wraca szefostwo, porobimy plany na nowy rok - będę wiedziała kiedy mogę wziąć wolne wówczas będziemy się umawiać i z Niedzielskim i z Wami
  16. jeszcze rok temu przywitałyśmy razem nowy rok...
  17. u mnie tym razem spokój zwierzątka miały - tylko jeden śFirek - kot był nieco zaniepokojony
  18. a jak mała zareagowała na strzały, wybuchy, petardy?
  19. Grzesiek - i coś powiedziała mała Tina? zapewne żebyście sobie z głowy wybili szukanie domu dla niej a Wy pewnie już jej nie oddacie :-) i taki to los małej Tinki ale czego byście nie powiedzieli - w styczniu jedziemy na wizytę kontrolną :-) aż strach o jakiś filmik poprosić - Tinka w roli gwiazdorka albo aniołka na pewno wystąpiła - na pewno lepsze to niż bombka na choince
  20. bierz jeżeli o tym myślisz poważnie - to będziesz miała wyrzuty sumienia gdy on odejdzie w schronisku On nie - on nawet nie wie, że ktoś chciałby ale się waha Właśnie o to chodzi, żeby dać im miłość i ciepło a nie tylko wygodę wychodzenia na spacer bez łażenia po schodach W Ostrowi Mazowieckiej był pies. Kapitan. Stary, z roku na rok co raz starszy. I pewnego dnia znaleźli go wolontariusze konającego w boksie. Prawdopodobnie w takim stanie był drugi, może trzeci dzień. I co z tego, że mógł z boksu wyjść, nie chodzić po schodach. Nikt nie zauważył co się dzieje. W domu, gdyby u kogoś był - dano by mu odejść bez tych cierpień. W Obornikach był wielki, czarny nochal - Bolek. Dzięki Agacie jego wątek w ogóle był odwiedzany i dzięki temu wypatrzyła go wspaniała rodzina z Warszawy. Chyba był to początek roku. Pani napisała do mnie, że chcą mu dać dom. Ale... kończą budowę własnego domu, wyprowadzają się z mieszkania i czy nie lepiej by było poczekać i dopiero po niego pojechać jak się przeprowadzą. Napisałam jej, że to już wg jej uznania - ale, że w schroniskach z dnia na dzień może się wydarzyc tragedia, pies zostanie zagryziony, zachoruje - nikt tego nie zauważy - że czasem można nie zdążyć. I oni zimą wsiedli w auto, pojechali do schroniska. Psa wpakowali do auta - jak dziś pamiętam z opisu podróży zdanie "walczyliśmy o oddech" :-). Bolek dostał nowe imię Gustaw, pierwsze zdjęcia były jeszcze z mieszkania, potem już z domu. I oni zdążyli - Gustaw ma cudny dom. Ale Histeryk, Foksia, Chesia... i tysiące innych psów odeszło - im nie zdążyliśmy pomóc. Jest na dogo wątek Drwala. To jest dopiero historia - ogromny owczarkopodobny, bez ucha, ślepy. Stary pies. Z dużymi problemami ze wzrokiem. Wyciągnięty ze schronu gdzie miał etykietę agresywnego psa. I był faktycznie taki. W hotelu pies zmienił się i znalazł dom. W bloku właśnie. I daje radę i pies i oni. Taki przykładów są setki. Moja Dusieńka - ważyła tylko około 20kg. W pewnym momencie zaczęła kuleć, okazało się że to rak kości. U 12 letniej prawie ślepej staruszki nie zdecydowałam się amputować łapy. Zaczęły się problemy z chodzeniem na spacer. Razu jednego winda się popsuła. Musiałam ją znieść ze schodów -i udało mi się spaść. Na szczęście tylko kolano i kostkę słukłam - Dusi nic się nie stało. Ale od pewnego momentu zrezygnowałam z zabierania jej na spacery. dla niej była to tylko czynność fizjologiczna - siuu pod drzewkiem, dwa kroki dalej kupol i leciała do domu. Na balkonie wyłożyłam gazety i jednorazowe podkłady. Zamiast na spacer - otwierałam Dusi balkon - ona grzecznie tam wychodziła i się załatwiała. Całe mieszkanie wyłożyłam dywanikami antypoślizgowymi - żeby jej się lepiej chodziło. I tyle dla niej mogłam zrobić. I uważam, że była szczęśliwa do końca. Merdała ogonkiem i domagała się pieszczot. Ale nadeszła pierwsza noc kiedy już przeciwbólowe leki nie działały - i tak jak Agata pisze - z łapką w mojej ręce Dusia odeszła i nie cierpiała więcej niż to było konieczne. rozpisałam się, poryczałam się - ale może da Ci to do myślenia.
  21. nóż się w kieszeni otwiera ale młody wygłodzony jest michę wyczyścił.. jak Pumeks - tak mi się skojarzyło :-) Dałeś mu już jakieś imię? Nie żebym sugerowała Pumeks - jak subtelna sugestia :-) Na czym będzie polegała ingerencja veta z tą łapką?
×
×
  • Create New...