Oczywiście, że napiszę. A więc spotkanie było pod każdym względem udane, nawet pogoda dopisała, dzisiaj w Krakowie słonecznie i ciepło. Wszystkie sunie były super grzeczne, w pełnym składzie przeszliśmy ( piszę przeszliśmy, bo był jeden mężczyzna, mąż Wtatary)2 razy Błonia, a niepełnym - ja i sunie - nawet 4 razy (licząc dojście i drogę z powrotem). Tinka, jak to Tinka, dalej niezbyt ufna dla osób jej nieznanych, nie dała się pogłaskać, za to Pixi (u Wtatary dopiero od czwartku) chętna do miziania nawet dla obcej ręki. Tabi i Vega to stare rezydentki, więc zero urazów psychicznych. Tabi najwyraźniej zapamiętała Vegę (a spotkałyśmy się chyba w marcu), bo radośnie do niej podbiegła i równie radośnie przywitała się. Pixi ze sposobu chodzenia przypomina Tinkę - też chodzi, a nie biega, i chodzi przy pięcie. Zdjęcia były oczywiście robione i sporo ich jest. Wklei je Kasia. Sama jestem ich bardzo ciekawa. A wię Kasiu, do dzieła!