-
Posts
1577 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szuwar
-
Dogo mi nie działa. W ogóle nie mogę się zalogować, a jak już mi się czasem uda to nie mogę nic napisać ;( Musztarda ma sie świetnie i już znowu jest zgrabna i chuda. Jest wyluzowana i bardzo radosna - czasem da się przyłapać na zabawie piłeczką, ale jak się tylko orientuje, że ktoś na nią patrzy to od razu przestaje. Naprawdę bardzo fajna z niej sunia. Tylko śmieci uwelbia roznosić i wyjadać z nich wszystko co się da.
-
Ślicznotka czuje się świetnie i właściwie już nawet przestała kaszleć. Czasem jej się zdarzy, ale to raczej z przyzwyczajenia. Statut tymczasowy się niestety nie zmienia i mimo mojej walki się już nie zmieni. Błagam o pomoc w szukaniu najlepszego domu. Brązowa, myśłisz, że Niemcy fajniejsi? Czy lepiej postarać się tutaj? Kurcze, ja jej nie umiem nawet dobrego ogłoszenia zrobić...
-
No widzisz, jak sobie myślę, że mam ją oddać to mój patriotyzm bierze w łeb i ciągle mam wizję kolejnego buraka, który rozmnaża i dręczy moją dziewczynkę. Niby już nikt jej nie rozmnoży, ale poznęcać się jeszcze może. Pod tym względem jakoś bardziej ufam sąsiadom. I bardziej wierzę, że oni by docenili moją królewnę, że dla nich byłaby piękna i wspaniała... A z drugiej strony, jak ją poślę tak daleko to już na pewno nigdy jej nie zobaczę... Czy ja mogę pomęczyć się z moimi myślami jeszcze przez jakiś czas? Nie mam poczucia, że im dłużej Tardzia jest u nas tym bardziej się zwiąże - ona jest już związana na maksa. Mimo to wydaje mi się, że jest typem psa, który od razu kocha nowego włąściciela, byle by ten miał czas ja głaskać i byle miał wolne kolana. Ostatnio przyszedł do nas facet od kablówki i Musztarda dzielnie go ugryzła w łydkę :p , ale wystarczyło, że usiadł na fotelu to już się do niego tuliła - to był już jej nowy kolega. Z ogłoszeń, które zrobiłam (aż dwóch), nikt się nie odzywa, ale prawdę powiedziawszy, nie za bardzo zachęcają one do adopcji. Kiedyś sprzedawałam ulubionego poloneza i na 10 linijek tekstu 8 mówiło o wadach auta - jakoś nie umiem inaczej...
-
Akucha, nawet taki marny dogomaniak jak ja potrzebuje czasem widoku bulwy. Akucha, gdyby nie ten wątek nie zaistniał by w wirtualnej rzeczywistości taki zwykły kot jak Jacek/Kajtek. Gdyby nie ten wątek nie dojechała by sunia do Lilki... Brązowa zawsze wkleja tu jakieś tajne cuda... Akucha, nie znikaj, proszę...
-
Tardzia jak na prawdziwą twardzielkę przystało jest już w pełni zadowolonym z życia psem. Nawet czasami ma przebłyski chęci do zabawy. Czasami, bo od razu jej przechodzi, jak tylko się człowiek ruszy w jej kierunku. Przysiada i się kuli. I koniec radosnego klimatu. Ale ogólnie rzecz biorąc umie się cieszyć, ma swój rewir dookoła bloku, który codziennie sprawdza, swoje ulubione śmietniki, z których muszę ją co dzień zabierać... Jest super fajnym psem. Od kilku dni nie zdarzyło jej się nasikać, mimo, że dostaje leki na gardło, które miały podobno prawo wzmożyć problem produkcji moczu. Jest tak cudnie, że aż smutno mi myśleć o tym czego oczekuje ode mnie mój TZ. Zachorowałam na tego psa jak już dawno na żadnego innego. Nawet moje super dziewczyny nie budzą we mnie tych emocji, które budzi Musztarda. A jednak zrobiłam jej pierwsze ogłoszenia (na szczęście nikt się nie zgłasza). I jednak ciągle decyzja jest taka, że szukamy jej domu najlepszego z najlepszych... TZ jest nieprzejednany i nie mogę go za to winić:-(
-
Byłyśmy parę dni temu na spacerze całym stadem. Udało mi się nawet uchwycić je w jednym kadrze, przy czym owczarzyca nieco schowana jest... Potem chodziłyśmy sobie przez łaki, przez pola.. duże psy latały, mały chodził za moimi nogami i podjadał trawę. Totalna sielanka. Niestety nagle stwierdziłam brak małęj suki. Pewnie to ciężko zrozumieć, ale ja z automatu patrzę dużo wyżej by kontrolować co robią moje psy i generalnie patrzę raczej do przodu, bo one zawsze są z przodu. Musztarda łazi sobie powoli za moimi łydkami i często nawet jak się odwracam to jej nie widzę. Ona jest jak cień. No a tu odwracam się a psa nie ma. I nie wiem ile czasu już jej nie ma. Autentycznie wpadłam w panikę, bo to co widziałam za sobą wyglądało tak: Po kilku minutach wołania wyłoniło się to: Nawet się nie domyślacie jakie to wrażenie zgubić psa w trawie. Tym bardziej dla kogoś kto przyzwyczajony jest raczej do rozmiarów doga.
-
Wyniki badań moczu są najogólniej rzecz nazywając "w normie". Zajmiemy się teraz gardłem, a problem sikania odłożymy na czas jakiś. Nie daje mi spokoju jedna myśl. Mam świadomość, że biorąc od faceta Musztardę zrobiłam mu miejsce na następnego psa. Ten następny też się znudzi w końcu i facet ze spokojem odda go do schroniska, bo przecież tam się nim tak cudownie zajmą. Ten proces nigdy się nie skończy. Cała ta robota nie prowadzi do żadnego szczęśliwego finału. A przy tym ludzie dalej będą żyli w świadomości, że psa można sobie wziąć, a potem można go w każdej chwili wyrzucić - bez żadnej odpowiedzialności, a jeszcze w poczuciu, że się psu zrobiło dobrze.
-
Nie sadziłam, że to kiedys napiszę - Gromit ma DOM
szuwar replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Eh, ja z powodu ogólnie pojętej bezsilności to już czasami wolę o takich biednych Gromach zapomnieć... Może i wyjazd do sąsiadów to całkiem niezły pomysł? -
TZ się w pierwszym momencie bardzo ucieszył i pozostawał w tym stanie do pierwszej kałuży w pokoju u dzieciaków. Teraz niestety prosi mnie, żebym tym razem zrobiła choć jedno ogłoszenie. Ale zgadza się ze mną, że problem sikania trzeba rozwiązać jeszcze u nas w domu, żeby następnych "powrotów" już nie było. Dziś łapałam siki do badania - nie było lekko, bo małe stworzonko strasznie się bało biegającej za nią wariatki, ale w końcu się udało. Może jak się okaże, że to tylko jakaś choroba, to TZtowi będzie łatwiej małą przygarnąć? Prawda jest taka, że jak się już psa odzyskało po tylu stresach to myślenie o oddaniu jej jest strasznie ciężkie. Niby wiem, że jest mi trudno bardzo z trzema psami, ale oddać ją jest jeszcze gorzej...
-
Mała jest naprawdę dużo bardziej nerwowa. A i przy poprzednim pobycie kilka razy "pokazała ząbki" (między innymi mojej teściowej :evil_lol: ). Znając ją już na tyle dopuszczam myśl, że mały intruz mógł jej się nie spodobać. Ona wchodząc do naszego domu zaakceptowała domowników bez zastrzeżeń, ale juz każdy gość jest dla niej w pierwszym momencie wrogiem. Potem pakuje się na kolana, ale z założenia nie lubi obcych. Myślę, że dzieci też nie lubi, ale swoje kocha. Co zupełnie nie zmienia mojej opinii o tym, że ten facet i jego rodzina są dziwni i ciągle niezmiennie się cieszę, że zechciało im się jednak ze mną skontaktować, a nie wypróbowanym sposobem wywieźć ją na śmietnik.
-
Nawet nie wiecie jak ja się cieszę. Dziewczynka się tuli ciągle do mnie i do dzieciaków. Na dożycę rzuca się z dużo większą wściekłością niż kiedyś - generalnie jest dużo bardziej nerwowa, ale cóż się dziwić. Poza tym straszliwie kaszle. Niewinny kaszelek krtaniowy sprzed miesiąca brzmi teraz naprawdę koszmarnie. Przedtem na atak kaszlu pomagał jej delikatny masaż gardełka (sama przychodziła, żeby jej pomóc). Teraz gdy kaszle i wyciągam do niej rękę to się kuli ze strachu. Musiało im to bardzo przeszkadzać i musieli się nieźle na biednego psa wkurzać, że jest taki "zepsuty". A maleńka naprawdę się męczy w tych momentach. Byłyśmy już wczoraj u wetki pochwalić się, że wróciła i opracowywać dalszy plan działań co do sikania (bo oczywiście nadal strasznie sika) - kaszel ją mocno zaniepokoił i będziemy badać co się dzieje.
-
Dziś rano facet napisał do mnie smsa z pytaniem czy chcę zabrać Cinę. Potem wyjaśnił, że pies stał się "złośliwy" i pogryzł jego wnuka. Nie wnikałam zbyt mocno w szczegóły, poprosiłam, żeby ją przywiózł i tyle. Na szczęście jednak o mnie pamiętał. Na szczęście nie wpadł na pomysł wyrzucenia jej gdziekolwiek. Kurcze, ciągle jeszcze nie mogę uwierzyć, że mój marny plan się powiódł. Swoją drogą nie spodziewałam się, że aż tak szybko mu przejdzie miłość do "jego ukochanej suni". A tak się zarzekał, że nigdy, przenigdy jej nie odda...
-
Chciałam Wam tu wrzucić jakieś piękne zdjęcie, ale niestety nie mam w pracy kabelka... Nie należę jednak do cierpliwych i wyrażę to chociaż werbalnie: MUSZTARDA JEST MOJA!!!! Siedzi sobie teraz za mną na krzesełku i cicho sapie. Na biurku mam podpisaną umowę, że należy do mnie. Wszelkie dalsze decyzje należą już tylko i wyłącznie do mnie i już nikt nigdy jej nie skrzywdzi.
-
Przebudzenie Dino. Dino odszedł w ramionach swojej Zuli...
szuwar replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ależ on ma wąsiska! Piękny jest (choć troszkę rzeczywiście urósł). -
Facet będzie kontrolowany przez OTOZ i to regularnie. Wierzę, ze kontrole będą konkretne i rzeczowe. Ale umówmy się, bez dobrej woli faceta i bez jego chęci współpracy to się na niewiele zda. Za 3 miesiące, czy za trzy lata jak ktoś do niego przyjdzie i spyta co u psa po prostu powie, że pies zdechł. Ja liczyłam bardzo na jego dobrą wolę i bardzo go prosiłam, że jakby chciał małą kiedykolwiek oddać, to ja ją zawsze przyjmę. Jeśli on już teraz nie odbiera ode mnie telefonów to moje złudzenia się rozwiały...
-
Nie obwiniać się? To nie możliwe po prostu. Jak frajerka łudziłam się do ostatniej chwili, że uda mi się utrzymać z małą kontakt. Wiem, że dużo psów ma znacznie gorsze warunki niż ona teraz, wiem, że na swój sposób facet o nią dbał, ale ona jest dla mnie SZCZEGÓLNA. Chciałabym dla niej domku najlepszego na świecie, a nie takiego który za rok czy dwa się psa pozbędzie. Przez najbliższe 10 lat będę śledzić ogłoszenia z niepokojem. Jestem przekonana, że on prędzej czy później ja wyrzuci.
-
Alaska-czeka na cud ,czy zdąży dla kogos zatańczyc?3miasto
szuwar replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Nie chce się... nic się nie chce... -
Alaska-czeka na cud ,czy zdąży dla kogos zatańczyc?3miasto
szuwar replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Mimo wszystko podniosę...