Jump to content
Dogomania

zurdo

Members
  • Posts

    2279
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zurdo

  1. Piękne słowa, dziękuję. Tylko ja wciąż nie umiem tych chwil posklejać w coś, co byłoby silniejsze od żalu. Niusiołku, z czasem miało być coraz lepiej, a jest - coraz gorzej. Może to ta jesienio-zima, ciemna i ponura, ale do wiosny nie dotrwam, zwariuję. Coraz bardziej nic mi się nie chce, coraz częściej myślę, że nic nie warto. Coraz gorzej się czuję, coraz większa anemia mnie dopada. Kiedy byłaś – jadłam z rozsądku, bo wiedziałam, że muszę mieć siłę, żeby Cię nosić. Teraz już nie muszę. I jeszcze ten przerażająco pusty dom. Ten dom czeka na psa, który go ożywi. XIX-wieczny zegar zamknął się znów w swojej odwieczności pozbawiony kropli błota, które mu przynosiłaś ze spacerów jak wieści ze świata. Ściany nie mówią już śladami twojej wilgotnej, pachnącej deszczem sierści. Wypastowana podłoga nie zmienia się w radosny pasaż śladów mokrych łap. Po kuchni i przedpokoju nie wiodą już szlaki znaczone wodą kapiącą Ci z pyska. Kącik pod regałem jest już tylko kącikiem, nie – magazynem skarbów wszelakich, po które sięgałaś w chwilach wyjątkowej radości. Zakurzony but, już tylko butem, nie – schowkiem na kasztany, a kapeć tylko kapciem, nie – symbolem radości z ponownego spotkania. Zimne przedmioty i ich słownikowe znaczenia. Wszystko jest milczące i martwe. Nasz dom, Niusiołku, czeka na psa. Tyle że ja mam tylko jedno serce, w całości Twoje. Niusioł, pomóż mi to przetrwać...
  2. Kirk, bardzo współczuję. Nastaw się, że szukanie trochę potrwa.
  3. Aga, dziś zobaczyłam, że nasze kudłate dziewczynki mają kwiatki obok siebie w Ogrodzie Psiej Szczęśliwości. I pewnie Rasta ma Gabi na oku, wiadomo - maluchy wymagają specjalnej opieki. Razem spoglądają na to, jak się zamartwiamy, i kręcą z politowaniem głowami, bo wiedzą, że nasza do nich droga to tylko chwilka.
  4. Cześć, Tuśka. Szukam śladów Twojego istnienia. I ocalam, co można. Pudło leków, kocyki, jedzenie – oddałam od razu. Kwitki z aptek ciągle są wszędzie, w książkach, kieszeniach, torbach – wyrzucam, wspomnienie złego. Paragon z kliniki, ostatni, z jedną pozycją – leży na stole, nie potrafię go ruszyć, wyrzucę jak wyblaknie. Maile do i od pani doktor, ostatni, spóźniony przyszedł 3 godziny po Twoim odejściu. Laurka od Gucia, jesteś na niej jako członek rodziny, pociągnięta pomarańczową kredką, z trzema nogami i smyczą zaczepioną o słońce. Listy od Mai z sakramentalnym „Trzymaj się. Ogona Rasty”. Szczotki, grzebienie, zdjęcia, Twoja książeczka, piłeczki – mają swoje/Twoje pudełko. Drewniane, w aniołki. Nałokietniki, uszyłam Ci je pod kolor smyczy, na wiosnę, po babeszjozie (tyle chorób naraz, wielką miałaś wtedy wolę życia) miałaś starte łokcie od ciągłych wywrotek. Są w Twoim pudełku. Gruba teczka z wynikami badań, nie potrafię wyrzucić, zostanie tam, gdzie zawsze – razem z moją. Tak leżały nasze medyczne papiery wymieszane, jakby dotyczyły jednego ciała. Pamiętasz, jak musiałam mieć zaświadczenie do pracy? Jak zawsze spóźniona, złapałam przed wyjściem pierwszą (Twoją) kopertę z rentgenem klatki piersiowej i zawiozłam lekarce, a ona oglądała je długo i z namaszczeniem, zanim wydusiła „Ale co to jest?” Twoja obróżka, dostałaś ją pod choinkę. W niej przeszłaś na drugą stronę. Wisi przy łóżku. Codziennie ją biorę, zapinam na szyi powietrza i widzę, jak znika pod gęstym kołnierzem włosów. Niewiele tego. Nic więcej nie potrzeba. Reszta jest we mnie. I zostanie, dopóki jestem. Bardzo Cię kocham Niusiołku.
  5. Dziękuję za ciepłe słowa, Radek. Może ktoś się obruszy ("pies nie ma świadomości śmierci, pies żyje dopóki żyje, a potem - przestaje żyć"), ale, z perspektywy czasu mam coraz większą pewność, że nasze psy, te, które odchodzą schorowane, wiedzą. Wiedzą, do kiedy walczyć, i wiedzą, kiedy się żegnać. Mają tę intuicyjną mądrość, której nam brak. Nie walczą z nieuniknionym, odchodzą pogodzone. Tylko my pogodzić się nie umiemy... Niuchaczku, mam nadzieję, że pogrążona w swej chilowej wieczności nie widzisz tego, co wyprawiam. Nie widzisz ciągłych łez i nieustającego smutku.
  6. Bardzo chciałabym ci napisać, że wspomnienie o cierpieniu Przyjaciela minie. Ja - 5 tygodni po - wciąż widzę i słyszę, wciąż nie mogę zapomnieć. To jest trauma, musisz w końcu patrzeć na cierpienie Przyjaciela, cierpienie, którego nie życzyłabyś wrogowi. Ale to wspomnienie jest coraz słabsze, już nie wyrywa mnie z głębokiego snu, nie zachodzi przed oczy w każdej chwili, w której myślę o Raście. Mam nadzieję, że któregoś dnia pozostanie czymś mglistym, nauką o umieraniu, a nie - wyrzutem sumienia. Jeśli przejrzysz wpisy w innych wątkach, zobaczysz, że każdy z nas coś sobie zarzuca - że za późno, za długo... One, nasze tęczowe aniołki, z całą pewnością nas nie obwiniały, ufały i wiedziały, że każda nasza decyzja jest podejmowana z myślą o ich dobru. Dałaś Bonuchowi wiele miłości, a On - nawet, jeśli już wcześniej coś czuł - nie chciał Cię martwić. Psy ukrywają chorobę, dopóki mogą. Więc nie obwiniaj się o nic. Wspominaj i pamiętaj, z czasem, choć już wiem, że nieprędko, wspomnienia się wypogodzą. Brykaj Kropku zdrowy i szczęśliwy <*>
  7. 160m2 jako takie warunki? Dobre! Super, że chcesz przygarnąć jakąś bidę, ale na pytanie - którą, nikt Ci nie odpowie. Sama musisz zdecydować, czego oczekujesz od psa i co możesz mu dać (wyżeł będzie miał nieco inne wymagania od Morusa). A jeśli chodzi o koty, no cóż. Moje doświadczenie mówi, że psiak, który przychodzi do domu z kotem, niezależnie od charakteru (przećwiczyłam na charakternym, rozpuszczonym jak dziadowski bicz foxterierze) grzecznie podporządkowuje się wytycznym kota i porusza się po rewirach wyznaczonych mu przez niego :lol:. Ale, choć to działa we wszystkich znanych mi kocio-psich domach - nie można tego traktować jako 100-procentowej reguły. Jakiegokolwiek psa wybierzesz z tego forum - będzie Ci to zapisane w księdze Dobrych Uczynków.
  8. Chyba każdy z nas spotkał się z takimi reakcjami, z niezrozumieniem, wzruszeniem ramion albo dobrymi radami, które z dobrem niewiele mają wspólnego. Dlatego jesteśmy tutaj, osieroceni wśród innych osieroconych. Wklejam Ci to, co napisała mi Aga76: Cierpienie po stracie "tylko psa" to nie jest objaw obłędu, to ból i rozpacz po odejściu miłości. Ubodzy ci, którzy myślą i mówią inaczej, można im tylko współczuć, bo nie zaznali najpiękniejszego pod słońcem uczucia -miłości, która wszystko wybacza, nie zazdrości, nie nadyma się... odejdą nieświadomi, bo nie przytafiła im się w życiu miłość Kropek, pomykaj po trawce pod czujnym okiem owczarków.
  9. Tośka, wtorek. W ten dzień zawsze myślami jestem z Rastą i Atosem. <*><*><*> A autrytet - może to mądra osoba, ale z sercem to chyba u niej nie najlepiej. Cokolwiek o tym myśli, nie powinna tak mówić. Wiedza nie zawsze jest najważniejsza, czasem ważniejsze są uczucia.
  10. Ybot, dziękuję... Dziś przyniosłam do smutnego domu trochę sierści. Zrobiło się na chwilę trochę bardziej swojsko. mmbbaj, jest mi strasznie przykro i nie piszę tego grzecznościowo. Śmierć Rasty krążyła za nami przez wiele miesięcy, czaiła się w pobliżu, czasem podchodząc bardzo blisko, odganiana kilka razy czekała tuż obok na swój czas. A my jej obecność czułyśmy i wiedziałyśmy, że dni Rasty są policzone. I choć już wiem, że na to nie można się przygotować, a bół i pustka są zawsze potworne, to jednak ta śmierć jakoś się wpisuje w ten idiotyczny porządek świata. Śmierć Bajanka nie wpisuje się nijak, dla mnie - niewyobrażalnie niesprawiedliwa. Tak nagle - jest Przyjaciel i zaraz go nie ma. Tyle lat miało być przed Wami, tyle radości... Nie mam słów, które pozwoliłyby mi wyrazić całe współczucie. Bajan jest teraz pod anielskimi skrzydłami troskliwej Rasty. Tylko tyle potrafię napisać.
  11. Łoj, tak, chrońcie psiaki. Kleszcze są nadal i będą przynajmniej do czasu, gdy nie chwyci kilkudniowy mróz. Czyli - zdaje się jeszcze długo :mad:
  12. Tuśka, pięć tygodni bez Ciebie. Jeszcze nie ma dnia, żeby ktoś nie pytał, co z Tobą. Chyba sama nie zdawałam sobie sprawy z tego, ilu osobom zapadłaś w pamięć. Dziś pani od Nutki powiedziała mi, że Nutka jest mądra i wie, bo już nie patrzy na wieczornych spacerach, czy idziesz. Bo już wie, że nie przyjdziesz. I może to przejaw mądrości. Widać – brakuje mi jej, tej życiowej mądrości, która pozwala akceptować chwilę obecną. Jaka by ona nie była. Choć – mają ją wszystkie psy, które latami chroniłaś. Jeszcze w październiku. Kiedy już czułam, że dzieje się coś złego. Chociaż badania były jeszcze w normie. Czułam, że tracisz wolę walki i siły. Coraz mniej jadłaś, coraz więcej schodów pokonywałaś na moich rękach. Ale na spacerach – robiłaś swoje. Tak dobrze, że nikt nie rozumiał moich lęków. Pytali – „Co złego się dzieje? Czy tak się zachowuje chory pies?”. Jeszcze w listopadzie. Doprowadzałam Cię do granicy parku w kocu przeciągniętym pod brzuchem, bo sama nie mogłaś już ustać, a Ty patrzyłaś z góry półprzytomnym wzrokiem, który na chwilę stawał się żywszy – czy są znajome psy, czy nic im nie grozi. A może też już wiedziałaś? Może chciałaś się pożegnać? Powiedzieć im, że nadal będziesz nad nimi czuwać i nie pozwolisz, aby stało im się coś złego? Może one wiedzą, że nie muszą na Ciebie czekać, że teraz – Ty czekasz na nie. Ja, niestety, ciągle patrzę. Patrzę i czekam. Patrzę, czekam i płaczę. Bo ostateczności tego, co się stało nie potrafię zaakceptować. Niuśka, jaka była głupia i naiwna, myśląc, że na to można się przygotować.
  13. (*) (*) (*) Bono hasaj po tęczowych łąkach z naszymi aniołkami. Beto, bardzo mi przykro. Wiem, co czujesz i jestem z Tobą. Trzymaj się. I pisz, mów o Nim. To pomaga.
  14. MałGośka, pytałam nie z niecierpliwości, tylko dlatego, że staram się kontrolować ogłoszenia. Morus został przez moda w gazeta.pl przyszpilony na samej górze:loveu: . Ostatni wpis Lavaa, jaki tam był sugerował, że psiak może ma już dom - i zdjęliby go z góry, a tak wpisałam, że nadal szuka i Morus nadal pokazuje się na 1. miejscu.
  15. Pamiętamy o Damie z Parasolką <*> Cudny opis. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego psiaki nie znoszą deszczu i z uporem wartym lepszej sprawy przechodzą przez wszystkie kałuże, choćby miały dla nich nadrobić trochę drogi (w deszczu oczywiście). Racha stosowała terror emocjonalny - jeśli po pierwszym siku nie robiłyśmy odwrotu - zaczynała kichać, patrząc na mnie z wyrzutem. Już nie mokną nasze kudłacze...
  16. Czy Lavaa interesuje się jeszcze Morusem, czy już po nadziei?
  17. Jeszcze raz, kolejny, oglądam zdjęcia Atosa. Jest taki piękny. Nawet nie zdążył posiwieć. Tak jak Tuśce - lekko posypał się siwy włos pod noskiem. Za szybko to wszystko, o wiele za szybko. Tośka, myślę o Atosie i jestem z Tobą. <*> <*> <*>
  18. Najczęściej jedno stało bardziej, a drugie mniej. Wzorcowo jak u championa rasy. Jamajskiej pasterskiej. piłkarka ogrodniczka plażowiczka Dziękuję wszystkim, którzy zaglądają do Rasty, którzy zostawiają tu parę ciepłych słów, którzy zaglądają i zostawiają cieple słowa u innych psów za TM. Nic tak nie pomaga, jak świadomość, że nie jest się samym, a cierpienie po stracie "tylko psa" nie jest objawem obłędu.
  19. Bywały też kombinacje na skos. Kiedy byłaś trochę. Trochę zdziwiona, trochę rozbawiona, trochę zniecierpliwiona. kiedy robiłam coś, czego nie powinnam robić, bo powinnam robić coś innego. Albo kiedy bardzo chciałaś coś robić i wiedziałaś, że wolno, ale wolałaś się upewnić. Ot, skomplikowane sytuacje – musiały komplikować położenie uszu.
  20. Widać pani Magdzie średnio zależało, albo kłopoty z TZ :shake: Jeszcze go wieczorem gdzieś powrzucam, ciągle wierzę, że święta spędzi już, jak "siostra", z własną rodziną.:roll:
  21. O, a ja tu właśnie chciałam napisać, że jakaś moja krajanka zainteresowała się Morusem na forum GW. Ale Lavaa sobie poradziła z trafieniem do MałGośki. Trzymam kciuki.
  22. Czasem oba uszka stawały i nawet potrafiły tak ustać. Sytuacje ekstremalne. Nie dość długie, żeby to uwiecznić. Wielka radość. Kiedy wracałam z polowania z siatką pełną mięcha. Ten moment, kiedy upewniałaś się, że polowanie było dla Ciebie. Wielkie zagrożenie. Kiedy na horyzoncie pojawiał się wróg jednego z Twoich podopiecznych i musiałaś podjąć błyskawiczną decyzję – odgonić agresora czy ofiarę. Kiedy jamnikowy Tobiasz znalazł się 30 cm od szczęki stafforda - uszy sztywne na ułamek sekundy i już wiesz – wpadasz między nie i z byka walisz Tobiasza tak, że odfruwa 2 metry dalej. Odchorowywałam te akcje, cud, że nigdy Ci się nie dostało od żadnego z tych gniewnych chłopaków. Wielkie zdumienie. Kiedyś uszka stanęły na parę minut – jak wyszłam z długimi włosami, a wróciłam łysa – ooo, wtedy uszka stały długo, a Ty długo nie chciałaś do mnie podejść. Ale wtedy nie zdążyłam pstryknąć – też byłam w szoku.
  23. Szkoda :placz: Czyli - szukamy dalej. A tę sunię chyba widziałam na stronce schroniska w Józefowie? Zwróciłam na nią uwagę właśnie przez podobieństwo do Oreiro / Oreiry (?). Tylko ich sznaucerowatość jakaś taka... skomplikowana ;) . Ale i tak oba psiaki są przepiękne.
  24. Mam nadzieję, że Morus tego nie czyta :evil_lol:
  25. Kalendarz - rewelacja, z takim kalendarzem cały rok musi być szczęśliwy. Racha uwielbiała bokserki, na pewno wyłowiła już Sarkę. I pewnie ma już wyfafluniony kołnierz.
×
×
  • Create New...