-
Posts
2279 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zurdo
-
Właśnie, dobrze to ujęłaś. Też mam takie wrażenie - że wypadł bardzo ważny trybik. Nic nie jest tak, jak powinno, jak się przyzwyczailiśmy, nagle jest za dużo czasu, którego wcześniej ciągle brakowało. Znajomi mi mówią "Teraz jesteś WOLNA" - jestem wolna, bo nie muszę się już spieszyć, bo już nie podporządkowuję każdej wolnej minuty potrzebom Rasty, bo mogę iść do knajpy, kina, nocować, gdzie chcę, wracać, kiedy chcę. Tylko taka "wolność" mnie jakoś nie cieszy. Pocieszam się myślą o tym, że ten ból i poczucie pustki muszą minąć, że nie po to psy uczyły nas kochać, nie po to dawały nam tyle radości, nie po to, pozostawiły nam w pamięci tyle cudownych chwil, żebyśmy się teraz pogrążali w cierpieniu i smutku. Trzymaj się Beta
-
A Rozgwiazda - myśli, czy też przestraszyła się szczekacza? Coś mi się widzi, że pechowiec z chlopaka. Ale ładniutki jest, ktoś się w końcu złamie.
-
Ależ Ona ma radość w oczkach, cudna, puchata Gabi. Madame Gabi, pamiętamy o Tobie \*/ Odwiedzaj pańcię w snach i pogoń też mojego leniucha, żeby do mnie wpadł, bo strasznie tu za Wami, Aniołki, tęsknimy.
-
Bono, pamiętamy o Tobie Beta nie obwiniaj się, zrobiłaś wszystko, co było w ludzkiej mocy, żeby Go ratować. A On o tym wiedział, ufał Ci nie bez powodu i wierz mi - nie zawiodłaś tego zaufania.
-
Niuchaczku, nie rób mi takich numerów. Wchodzę dziś do domu – a w przedpokoju na podłodze leżą brudne gacie. Nogi się pode mną ugięły. Tylko Ty miałaś zwyczaj i prawo wyciągać moją brudną bieliznę i rozciągać ją po wszystkich miejscach, w których leżałaś, kiedy mnie nie było. Więc kto? Wchodzę dalej, a w pokoju kolejne majty. Biorę je, a pod nimi kiwa się wściekły Leon. Przecież on od miesiąca przysypiał sobie w łazience bardzo grzeczniutko, wstawał co 2 dni, wędrował do kuchni, jadł i wracał spać. Co jeszcze każesz mu robić, żeby mnie rozweselić? Przytupywać w czasie obiadu? Wylizywać talerze? Chrapać nocami? Grać w piłkę i podawać mi rano kapcie? Niuśka, nie opuszcza Cię poczucie humoru, jeśli myślisz, że ten niekomunikatywny, wiecznie niezadowolony shrek może mi Cię zastąpić. Czy mówiłam Ci już, że bardzo Cię kocham? Tak? To nic, powiem jeszcze raz. Bardzo Cię kocham Niusiołku i strasznie mi Ciebie brak.
-
Czy kolaczek z Zabrza jest jeszcze w schronie? Gdzie przebywa Kłapuś i Tilo? I z kim można się kontaktować w ich sprawie? Szukam, bo: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=36561[/URL] Nie wiem, niestety, na ile to poważne, ale nie mam jak sprawdzić :shake:
-
Schronisko w Bytomiu szczeniaki, rasowe i inne
zurdo replied to grazyna9915's topic in Już w nowym domu
[quote name='Ss']Niestety oba collaki nie żyją :-( :-( :-([/quote] Matko jedyna..., przepraszam :-( -
Niuchaczku, dziś sprzątnęłam z balkonu kwiaty, które sadziłyśmy razem (a Ty mi bardzo pomagałaś, rozkładając się na balkonie niewiele większym od Ciebie). Sadziłyśmy je w czerwcu, kiedy już wiedziałyśmy, że choć śmierć dwa razy ciągnęła Cię za ogon, wyszłaś z tych walk zwycięsko. Te kilkumiesięczne kwiatki nie miały prawa Cię przeżyć, a jednak one wciąż kwitły, a Ciebie tu nie ma... Zebrałam nasionka, będziesz miała swoje własne kwiaty w przyszłym roku i za dwa lata i dalej. Dzieci, wnuki, prawnuki kwiatów, które Cię znały, które widziały, jak zdrowiejesz i podnosisz się, żeby żyć, które widziały, jak pilnujesz ulicy i wypatrujesz, które widziały, jak idziesz na spacer, z którego już nie wróciłaś.
-
Nora <*> One też będą miały swoje święta. Będą mogły tłuc bombki, przewracać choinki i jeść wszystko to, na co tu mogły tylko popatrzeć. A potem, jeśli nie zmęczą ich te szaleństwa, przyjdą w snach złożyć nam życzenia.
-
Schronisko w Bytomiu szczeniaki, rasowe i inne
zurdo replied to grazyna9915's topic in Już w nowym domu
Czy te kolaczki z pierwszej strony jeszcze są w schronisku? Przepraszam, ale nie mam siły tego wszystkiego czytać :shake: :shake: :shake: , a w Jaworznie pani szuka psa, który przypominałby collie. -
Zawsze jest za krótko... Kora
-
Napisałaś u Rasty: "Właśnie... po co, ja z tym pytaniem walcze już od dłuższego czasu, ale nie jestem w stanie się przemóc, chyba już nie umiem pokochać innego psa, boje się że będe szukać mojego Cacka i się rozczaruje, boje się porównań...boje się ..." Nasze psy żyją krócej niż my, ale uczą nas wspaniałej, bezinteresownej miłości i ta nauka nie może umierać wraz z nimi. To ich testament. Jesteś dobrym człowiekiem i pokochasz jeszcze niejednego psa. Potrzeba tylko czasu. Niektórzy potrzebują kilku dni, inni tygodni, jeszcze inni miesięcy, ale przyjdzie czas, kiedy myśl o młodszym bracie Cacusia stanie się czymś naturalnym. Ja też wciąż czekam. I wiem, że ten dzień nadejdzie i nie będzie zdradą, ale wypełnieniem testamentu. Trzymaj się.
-
Atos Atos, dżentelmenie, oderwij Rachę od obowiązków i idźcie na długi niedzielny spacer.
-
Jęzorek,10 lat w schronisku,dzis odszedł [*]
zurdo replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Teraz już w domu... Jęzorku \*/ -
Ehh, pięknie powiedziane. Czytałam o Psoni, czytałam o Balbince. U mnie w domu też zawsze były zwierzaki. Były wspólne, ale odejście każdego przeżywałam. Każde było inne i każde wyjątkowe. Zawsze było kilka zwierząt, jedno odchodziło, inne zostawały, a i ja, prawem (wczesnej)młodości, inaczej na ich odejście patrzyłam, chociaż każde z nich mam w sercu. Rasta była psem moim, pojawiła się w moim życiu, kiedy byłam na niezłym zakręcie (Ona zresztą też) i razem wyprowadzałyśmy nasze życia na prostą. Była inna od wszystkich zwierzaków, jakie dane mi było poznać. Była tak dopasowana (przepraszam Cię Racha), po prostu - skrojona na miarę. Mam nadzieję, że z wzajemnością. Dała mi coś, czego nie miałabym prawa oczekiwać ani od psa, ani od człowieka i nauczyła mnie czegoś, czego nie nauczył mnie nikt inny. Przeorała nieźle moje podejście do świata. Mimo że raczej nie miewam mistycznych wizji - nie wierzę, że to przypadek postawił nas sobie na drodze. Będzie jeszcze wiele psich dziewczyn w moim życiu, ale potrzebuję czasu, żeby oswoić się z myślą, że one nie będą Nią. I mam nadzieję, że niewiele czasu, bo w pustym mieszkaniu zwariuję do końca. I będę Ci musiała zabrać nicka. Chyba że wcześniej zabiją mnie wyrzuty sumienia, że tyle bid wciąż czeka na godne życie.
-
Roczny Ontario - rasa Miś Polski - już w nowym domku!!!
zurdo replied to anouk92's topic in Już w nowym domu
I co z Przystojniakiem, bez zmian? -
TZ - taaa, dobrze, że przed ślubem... Nie boję się, że nie pokocham następczyni, boję się, że gdzieś tam w środku będę miała ukryty żal, że nie jest taka sama. Boję się, że ten żal - dla ludzi niewidoczny, dla psa będzie wyczuwalny i zamiast cieszyć sie z nowego domu - będzie się zastanawiał, co z nim jest nie tak. Racha stała się moim wzorcem psa, ideałem, każdego kolejnego będę porównywać. Niusioł dziękuję! Wczoraj prosiłam Cię o pomoc. A Ty jak zawsze czuwasz. Dziś w nocy, po kolejnym bardzo długim zasypianiu przerywanym Twoimi obrazami przewijającymi się przed zapłakanymi oczami, byłaś u mnie. Po prostu się pojawiłaś, jak gdyby nigdy nic. Jak zawsze radosna, poruszałaś się bez problemów. I to, że jesteś, było dla mnie takie oczywiste. To było takie oczywiste, że jesteś, a cała reszta była tylko złym snem, który już nie wróci. Po wspaniałym powitaniu poszłyśmy na spacer, witałaś się z psami, a ludzie trochę się dziwili. Po tym spacerze, który był najcudowniejszą chwilą od 6 tygodni, wróciłyśmy do domu i domagałaś się z przytupami lekarstw (jak zawsze, moja lekomanko) i jedzenia. Tylko że w domu nic już nie ma, nie ma ani jednego Twojego lekarstwa, mięsa też nie ma, bo już niepotrzebne. I powoli zaczęło do mnie docierać, przypomniałam sobie ostatni zastrzyk i zdejmowanie obróżki. Ale Ty się tym nie przejmowałaś, stawałaś się tylko coraz mniej wyraźna, cały czas taka szczęśliwa. Aż znikłaś, a ja pozostałam. Dziękuje Ci Rachulku, już wiem, że jesteś zdrowa i szczęśliwa. Przychodź do mnie, przychodź jak najczęściej, jesteś mi bardzo potrzebna. Wiesz, że kocham i czekam. I nie przejmuj się, że płaczę. Po prostu – strasznie tęsknię.
-
Tak, tak, Monia 123-bis pytała o TEGO Morusa, ma wszystkie potrzebne linki i namiary, więc jeśli kudłacz rzeczywiście wpadł jej w oko - na pewno się odezwie, martwi się tylko transportem.
-
Może to nie jest dobre miejsce i czas, ale też mną tąpneło, jak to przeczytałam. Chyba założę gdzieś wątek poświęcony temu, jak weci zachowują się w najtrudniejszych dla opiekuna i psa chwilach, jeśli choć jeden przeczyta i przemyśli - to już coś. Przepraszam za ten wpis, ale to jest nieludzkie. <*> <*> <*> Rydzyk, pamiętamy o Tobie.
-
Przeglądam wątek Atosa i zaczynam wierzyć, że szybkie wzięcie jakiegoś psiaka to nie jest zły pomysł. Ciekawe, kto jeszcze? I tyle dobrego Atos jeszcze zrobi, że rękami pańci porozdaje wszystkie dogomaniackie bidy z PwP. Tylko brak TZa , który dokonałby ostatecznego aktu (TZ wziął nogi za pas mniej więcej wtedy, gdy Rachę trzeba było nosić po schodach na trzecie piętro ;\, ale to pewnie zbieg okoliczności :\\)
-
Dopiero zobaczyłam... Tyle chłoniakowych bid... Współczuję i wiem, co przeszliście i co przechodzicie. Rasta też miała chłoniaka i mimo że szybko się cofnął (z V stadium), a chemię dobrze znosiła przez 7 miesięcy- zabiły ją skutki uboczne, nagle po prostu wszystko zaczęło się sypać i psuć w potwornym tempie. dla Cacusia i innych ofiar chłoniaka Trzymam kciuki za wszystkie psiaki, które jeszcze walczą.
-
Tośa, dziękuję za dzisiejszy wpis, strasznego dziś doła złapałam. Bardzo lubię czytać to, co piszesz o Atosie. Bo choć nasze psy były dla nas jedyne i wyjątkowe, to były też jakoś podobne i choć to w sumie 4 różne życia, to jakoś powiązane. Piszesz i nazywasz to, czego ja już, dzięki Tobie, nie muszę nazywać.
-
Nie obwiniajcie się o nic. Czasem widzimy w oczach naszych kudłatych miłości, coś co bardzo chcemy tam zobaczyć. Jesteście naprawdę wspaniali, daliście dom psiakowi, który teoretycznie nie miał na to żadnych szans, daliście mu szansę zaznać miłości, ciepła i spokoju. Brykaj rudy Rydzu z naszymi tęczowymi aniołkami
-
Ja właśnie dla Rasty zmieniłam pracę na taką, którą mogę robić w domu i tylko zawozić. A teraz tułam się po uczelni, bibliotekach i znajomych, żeby tu nie wracać, żeby nie czuć i nie myśleć, ale czasem muszę posiedzieć 1-2 dni bez wychodzenia. Wtedy za gardło łapie mnie taki potworny żal... Dziękuję Wam, że tu jesteście. Gdybym zaczęła to wszystko mówić znajomym i rodzinie, to mimo że pełni współczucia - w końcu straciliby cierpliwość i wskazali drogę do psychologa. Gdybym w ogóle nie mówiła - chyba sama bym już tam trafiła.