-
Posts
5536 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by motyleqq
-
[quote name='asiak_kasia']Tyle, że raczej nie pchać sie z psem bez smyczy w centrum miasta i najwiekszy tłum prawda? Na ogół wiadomo, gdzie można się psa spodziewać. I wierz mi ktos panicznie bojący się psów, nie wybiera się w miejsca gdzie można je spotkać, wybiera trasy gdzie jest ich mniej lub nie ma wcale. I nie wymaga od Ciebie wyprowadzki z daleka od ludzi bo masz psa. Tylko tej odrobiny kultury, która jednak wymaga tego, żeby nie prowokować problemów. Ja osobiscie tez nie czuje się komfortowo przy obcym, duzym psie. Zostałam pogryziona i po prostu czuje się spokojniej jak widze, że pies ma kaganiec. Mam respekt to kazdego psa, bo tego nauczyło mnie doswiadczenie. Nigdy nie wiem, czy właściciel w pełni nad nim panuje. I dlatego jako, że jeszcze nie opanowałam telepatii wymagam tego nieszczesnego kagańca. I w moim idealnym świecie, nie było by podbiegaczy, i problemu z parkami, bo każdy pies były wychowany, i mieszkał w najlepszych dla siebie warunkach. Ale tak nie jest i jakoś muszę z tym żyć. :diabloti: I przepracowanie takiego panicznego lęku to często są lata, a przez ten czas trzeba jakoś funkcjonować. I dlatego właśnie w komunikacji miejskiej to Ty musisz się dostosować od norm. Jak się nie podoba, można nie jeździć. ;) Nikt nie każe tez olewać swoich piesków w imię dobra obcej osoby, ale mieć na tyle oleju w głowie, żeby jednak chociaż częściowo pójść na kompromis. Serio tak trudno to pojąc? :roll:[/QUOTE] to nie jest w ogóle odpowiedź na moje pytanie. zapytałam o konkretną sytuację i nie wiem, czemu pytasz o centrum miasta. pytam o park. ludzie tam chodzą. wcześniej mówiłaś, że można się w parku odsunąć, zmienić trasę jak się człowiek boi, a teraz, że tacy ludzie unikają miejsc z psami. no sorry. więc zapytam raz jeszcze o tą ściśle sytuację: człowiek jest w parku i boi się psów, nie uważa, że można się odsunąć, bo jest spanikowany faktem, że gdzieś w pobliżu lata luzem pies. czemu w tej konkretnej sytuacji, w parku, nie w centrum miasta, można mi łamać przepisy i spuścić psa i ignorować strach człowieka, a w autobusie już nie można, bo to chamstwo. jeśli to chamstwo, to w obu sytuacjach. mój kompromis jest prosty: gdy ktoś sobie zażyczy, założę kaganiec. gdy ktoś w parku prosi, bym złapała psa, bo boi się przejść, to wołam psa i zapinam. edit: myślę, że nie ma bardziej tłocznego miejsca w Polsce, niż okolice metra Centrum w Warszawie. kiedyś przechodziłam tamtędy z Etną, bo odbierałam przyjaciółkę z busa. i uwaga... pies był bez kagańca! nikt nie umarł, ani z pogryzienia, ani ze strachu.
-
[B]Kasiu[/B], ale może jednak odpowiesz, co jak ktoś się boi panicznie spuszczonego ze smyczy psa? czemu jego strach mogę ignorować, a w busie nie? przy założeniu, że dla tego człowieka argument można się odsunąć nie istnieje. i oczywiście mówimy o psie, który nie podbiega do obcych.
-
[quote name='rika']Leczyć to się powinien ktoś, kto jest tak ograniczony, że nie rozumie tego, iż ktoś może się po prostu bać- tak najzwyczajniej w świecie- bo np ma złe doświadczenia, uraz itp itd. A pokonanie jakiegoś głęboko zakorzenionego lęku- nawet takiego totalnie głupiego nie trwa chwilę. Mało tego- mimo leczenia często nie da się nad nim zapanować.[/QUOTE] i dlatego mam zrezygnować ze spuszczania psów luzem? bo ktoś się boi? i olać potrzeby swoich psów, na rzecz obcego człowieka?
-
[quote name='Ania!']Chyba już wcześniej asiak_kasia wyjaśniła dlaczego. [/QUOTE] no nie, bo Kasia nie dostrzega chyba, tak jak Ty, że ktoś może panicznie bać się psa puszczonego luzem w parku i nie myśli o tym, że może się odsunąć. boi się i już. a jednak jego strach można nam ignorować, a tego w autobusie już nie. z pewnością są też osoby, które boją się psa idącego na smyczy.
-
[quote name='Ania!']Dokładnie i nie rozumiem jak można nie widzieć róznicy. Tak jak są przepisy dotyczące przewozu psów. Poza tym gratuluję podejścia, sąsiedzi muszą cię kochać. Nie, wystarczyło odwołać psa i zapiąć. Co innego biegający pies na otwartej przestrzeni, a co innego stłoczony w tramwaju. Dlaczego mam stać obok obcego psa bez kagańca i wierzyć na słowo, że w razie szarpnięcia, gwałtownego zahamowania nie przestraszy się i mnie nie ugryzie? Dlaczego mam się w ogóle zastanawiać nad tym skoro płacę za bilet i mam prawo jechać w spokoju i chociaż minimalnym komforcie psychicznym. I dlaczego jestem zmuszona wchodzić w jakieś dyskusję z właścicielem psa i prosić o założenie kagańca, bo szanowny pan właściciel jest niewychowanym i egoistycznym bucem, widzącym tylko koniuszek własnego ego? Sama miałam super łagodną sukę i jakoś nie dostała traumy jak miała zakładany kaganiec w takich sytuacjach. Widać Wasze psy są słabe psychicznie skoro boicie się tych kagańców jak diabeł święconej wody :cool3:[/QUOTE] przepisy mówią także, że nie można spuszczać psów ze smyczy. czemu nie obowiązują? czemu w tramwaju można się bać psa, a w parku nie? czemu mam wierzyć na słowo, że pies do mnie nie podbiegnie w parku i nie ugryzie, skoro moje doświadczenie pokazuje, że jest inaczej? czemu moi znajomi, którzy zostali pogryzieni przez psy i teraz się ich boją, nie doświadczyli tego właśnie w komunikacji? kto i gdzie napisał, że jego pies ma traumę od noszenia kagańca? [quote name='asiak_kasia']No i taka potrzeba zachodzi kiedy wchodzisz do busa/tramwaju/pksu/pociagu, a nie kiedy ktoś Cię o to poprosi ;)[/QUOTE] dla mnie nie zachodzi. co nie znaczy, że jest to dla mnie problem i trauma dla mojego psa.
-
Kasia, jeszcze raz, jak masz problem z doczytaniem: to żaden problem i jak najbardziej można założyć, gdy zachodzi taka potrzeba.
-
[quote name='asiak_kasia']No cóz, to juz insza inszośc, trzeba zyc tak, żeby nie włazić z buciorami komuś w zycie, ale tez tak zeby się nie dac zwariować. Natomiast brak kagańca w mpk to dla mnie chamstwo w czystej postaci. Nie rozumiem i nie bede rozumiec co komu szkodzi ten kaganiec na tą chwilę podrózy. Gdzie tu problem? :crazyeye:[/QUOTE] a kto mówi, że to jest jakiś problem? to brak potrzeby, a nie problem. za to jak ktoś ma problem z tym, że pies nie ma kagańca na mordzie, to mój brak potrzeby zanika i kaganiec zakładam. i wszyscy są zadowoleni ps: kiedyś zakładałam kaganiec, żeby nikt nie wyciągał do Etny łap, ale nie podziałało :placz: to jest dopiero problem... :evil_lol:
-
[quote name='asiak_kasia']Owszem poradzisz, zakładając suce kaganiec nieproszona ;) A co do reszty, nie wiem jak to możliwe, ale moje psy w mieście były na smyczach, w parkach tez były na smyczach. Luzem biegały po nieużytkach, na które schodzili się wszyscy psiarze, albo poza miastem, gdzie opcja spotkania człowieka była znikoma. I no cóż, owszem przepisy są po to by się do nich stosować, jeżeli ktoś ma z tym problem, no to już ja na to nic nie poradzę. Może jakiś ruch anarchistyczny, czy cuś :evil_lol:[/QUOTE] nie, bo nie widzę takiej potrzeby. Etna jest skrajnie uległym psem wobec ludzi i po prostu wiem, że nikogo nie ugryzie. tak tak, inni tego nie wiedzą. od tego mają języki w gębach. zawsze mam przy sobie kaganiec jak gdzieś jadę. no cóż, w moim aktualnym miejscu zamieszkania nigdzie nie można puścić psa :) nie że można, jak nie ma ludzi. nie można wcale, pies zawsze i wszędzie ma być na smyczy. w Warszawie można spuścić psa tam, gdzie nie ma ludzi. w moim pierwszym miejscu zamieszkania prawie wcale nie używaliśmy smyczy, bo osiedle było oddalone od ulic. po przeprowadzce się to zmieniło, bo blok był w bardziej ruchliwym miejscu, ale za to 2min od klatki w jedną stronę był las miejski, a w drugą park. i było dla mnie wygodne i logiczne iść tam z psem np na poranne bieganie luzem. w weekend może można sobie pozwolić na wyjazd poza Warszawę, ale w tygodniu, jak się pracuje, jest to dosyć skomplikowane ;)
-
[quote name='Beatrx']piszesz, że długotrwała mechaniczna metoda stosowana na Twoim psie spowodowałaby ogryzienie głowy osobie metodę tą stosującą, a sama długotrwale kolce stosujesz. nie mówię tu o tym, że twój pies chodzi non stop na kolcach na napiętej smyczy tylko o tym, że ciągle te kolce ma i ciągle tych korekt wymaga, więc coś tu jest nie halo. ja bym pracę z nim zaczęła od zapewnienia mu ruchu i zajęcia odpowiedniego dla jego rasy i temperamentu, bo bez zaspokojenia podstawowych psich potrzeb nie pójdzie się do przodu w pracy. i ja suk seterów w domu nie trzymam, mam za to pełnojajecznego ONka, który też jest psem dominującym i dzięki pracy z nim mogę bez kolców i kagańca łazić z nim w tłumie ludzi i wiem, ze nikomu krzywdy nie zrobi. wiem, że zaraz padnie argument, ze pies psu nierówny i na pewno mój ONek ma charakter zbliżony do suki gordona, ale prawda jest taka, że co z nim przeszłam to moje i z pewnością wylądowałby w końcu na kolcach i musiałby non stop chodzić w kagańcu, gdybym się nim porządnie nie zajęła i przede wszystkim nie zapewniła porządnego zajęcia.[/QUOTE] zaraz się dowiesz, że ONek to nie dobek i że Twój pies pewnie nie jest tak reaktywny i nerwowy :evil_lol: kiedy ja miałam nasilenie się problemów Etny, dziwne wyskoki których nie rozumiałam, to po jakimś czasie dotarło do mnie, że zbiegło się to z okresem, gdy miałam dla niej mniej czasu, wychodziła tylko do parku na aportowanie i małą rundkę, więc po prostu była pełna życiowej frustracji ;)
-
w parku też zasady obowiązują wszystkich. Twój kolega akurat mniej boi się psów w parku, ale z pewnością jest całe mnóstwo osób, które i w przestrzeni otwartej panikują na widok psa, zwłaszcza biegnącego luzem. czy ich strach jest mniej ważny? może wobec tego w ogóle nie powinniśmy spuszczać swoich psów? miałam raz sytuację, że moje psy się bawiły nad rzeką, a robią to dość ostro i dla osoby nie znającej się na psach może być to straszne, i pewien pan bał się wyjść ze swojej działki. zabrałam psy, ale może w takim razie w ogóle nie powinnam tam chodzić? nie stwarzam problemów w komunikacji. moja suka prawie natychmiast idzie w kimę w pociągu, w autobusach miejskich po prostu sobie siedzi/leży. nie sprawia mi problemu założenie kagańca i robię to, gdy ktoś sobie zażyczy. jeśli ludziom bojącym się psów brakuje języka w gębie i wolą w ciszy się bać, to przykro mi, na to już nic nie poradzę.
-
[quote name='asiak_kasia']Ale czym innym są psy w parku, a czym innym w komunikacji miejskiej. Psa w parku można ominac, zmienić trasę, obejść lukiem. Możliwości jest sporo. Mi ogarnięte i te mniej psy spuszczone ze smyczy w ogóle, ale to w ogóle nie przeszkadzają. Natomiast w busie/tramwaju/pksie miejsca jest dużo mniej. I wtedy trzeba w pewną interakcję z tym psem wejsc. I można się czuć niepewnie. Szczególnie, ze jakoś czesciej spotykam nieogarnięte pieski, niz te wychowane. I tu nie chodzi o psa na spacerze, tylko o kaganiec w busie. Różnica dość znaczna. I tak się składa, ze miałam psa agresora, a teraz mam sukę kochająca inne pieski i nadal myślenie mi się nie zmieniło. Bus=kaganiec. Dla każdego pieska.[/QUOTE] a ja myślę, że jak ktoś się boi psów, tak jak wspomniany przez Ciebie kolega, to taki luzem biegający, bez kagańca, jest równie albo nawet bardziej przerażający, niż ten na smyczy przy nodze w autobusie. też mam kolegę, który panicznie boi się psów i jak jakiś stał w okolicy jego bloku(luzem), to chłopak bał się wrócić do domu. z Etną chodziłam do parku praktycznie codziennie, gdzie nie można spuszczać psów. spotykałam tam strażników miejskich i nigdy nie zwrócono mi uwagi. raz pod blokiem, jak spotkała się grupa psiarzy, same szczeniaczki(Etna również była wtedy szczeniaczkiem), pani z amstaffem(jak sądzę, agresywnym, gdyż był zawsze w kagańcu i zawsze tuż przy nodze), zadzwoniła po SM, bo psy biegają. oczywiście żaden pies nawet nie miał zamiaru podbiec do jej psa, bo wszyscy właściciele mieli olej w głowie. SM przyjechała, powiedziała nam że musieli to przyjechali i tyle. to, że ktoś ma jakieś tam problemy ze sobą nie znaczy, że cały świat ma się do niego dostosowywać. oczywiście wszystko ma swoje granice, ale nie uważam, że pies bez kagańca w autobusie to ich przekroczenie. jak ktoś poprosi, to założę, ale jak pisałam wcześniej, nie mam takiej potrzeby przy Etnie. przepisy to przepisy. nie wiem czemu nie nałożenie kagańca w autobusie jest takie straszne, a puszczanie luzem psa gdy przepisy zabraniają już jest ok. tak samo ludzie mogą się bać.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
motyleqq replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='xxxkiniaxxx']Dla mnie bicie psa nie jest na porzadku dziennym, jak dla Ciebie, dlatego klepniecie psa w zad moge spokojnie podciagnac pod spuszczenie "wpier***u". Zreszta chyba nie o glupie slowa bedziemy sie sprzeczac, bo nie w tym problem.[/QUOTE] no właśnie o słowa tu chodzi, bo inaczej je interpretujesz niż reszta ;) [quote name='dog193']Ej, mój pies dzisiaj został huskym. Myślałam, że ludzie te bardziej popularne rasy ogarniają? :hmmmm: Jakiez było moje zdziwienie, jak się pani zapytała (Jupik przegalopował do przodu, bo to na łączce było) czy piesek ma niebieskie oczy :diabloti:[/QUOTE] ej, ja też się tak ostatnio dowiedziałam, od mojej cioci. bo Ti ma niebieskie oko, to jest husky :diabloti: wcześniej od innej cioci też tak usłyszałam, że 'chyba zmiksowany z tymi husky' :evil_lol: -
[quote name='Amber'] Mi Jari nic nigdy nie odgryzie, bo wiem jak postępować z takim psem jak on. Ty, nie, jeżeli chciałabyś stosować długotrwałą. mechaniczną metodę przymusu przy agresywnym, nerwowym psie w szczycie pobudzenia. [/QUOTE] jak dla mnie, to mimo że kolce są impulsem, to stosowane całe życie są "metodą" długotrwałą. u Jariego to w ogóle było widać postępy: najpierw kantarek, potem łańcuszek, teraz kolce ;) [quote name='a_niusia'] jesli czyjs doberman wije sie na smyczy i potrzebuje ciaglego chodzenia w kolcach, bo jego wlasciciel panuje nad nim w tych kolcach fizycznie to jasne, niech nosi kolce-to jest zapewnienie bezpiecznstwa innym ludziom i psom. ale nie nazywajmy tego metoda szkoleniowa. bo metoda szkoleniowa ma dzialac. ja nic nie mam do kolczatki samej w sobie. ale np gdyby moje psy potrzebowaly obrozy elektrycznej na kazdy spacer to oznaczaloby, ze zle tej obrozy uzywam i ona nie dziala.[/QUOTE] o, to jest dla mnie bardzo trafne podsumowanie. w takiej sytuacji, gdy kolce stanowią zabezpieczenie, są takim samym środkiem jak kaganiec, a nie metodą szkoleniową. bo szkolenie powinno prowadzić do jakiegoś konkretnego sukcesu, zmiany w zachowaniu. swoją drogą przy takim podejściu jak Amber, pewnie oba moje psy też skończyłyby w kolcach ;) co z tego, że są mniejsze. oba by się totalnie zgasiły, ale to pewnie byłby sukces.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
motyleqq replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='xxxkiniaxxx']Znow klania sie brak czytania ze zrozumieniem... Sprostowalam ze chodzi o klapsa, facet klepnal psa po zadzie! Gdyby kopnal go z buta wtedy bym zareagowala. A Ty najpierw ganisz mnie za brak reakcji a potem piszesz ze sama bys zrobila wlasciwie to samo.... Zdecyduj sie...[/QUOTE] chyba 'zganienie' za brak reakcji było [B]zanim[/B] wyjaśniłaś co konkretnie się stało? -
nie wiem Amber czy nie widzisz różnicy między psami, które realizują swoje potrzeby jednocześnie nie ignorując właściciela(suki aniusi), a tymi, które oddają się zajęciu swojego życia, mając właściciela gdzieś(hm, jakby Twoje jamnice? przynajmniej z Twoich opisów)? ;)
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
motyleqq replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
dajcie spokój, to chyba normalne, że broni się swojego psa? no nie jest dla mnie przyjemne, jak mnie sytuacja zmusza do użycia nogi, ale co? mam patrzeć jak jakiś pies mojemu coś wygryza? :shake: -
u mnie są takie przepisy, że w ogóle, nigdzie, o żadnej porze nie mogę puścić psów luzem. i jest dla mnie oczywiste, że mam to gdzieś, bo moje psy mają swoje potrzeby i realizując je nikomu nie wadzą. ani razu nie zwrócono mi uwagi. za to za picie piwa w parku raz w życiu dostałam od razu mandat :diabloti: Etna w komunikacji jeździ bez kagańca. mam go przy sobie, jak ktoś sobie zażyczy, to zakładam. ale generalnie nie widzę takiej potrzeby, bo nie reaguje nawet na takie bezpośrednie zaczepki jak złapanie ją za pysk przez obcą osobę. mały nie miał przyjemności jeździć, ale nie ufam mu i jak już się gdzieś wybierzemy, to na pewno w kagańcu.
-
Galeria nawróconych ,grzecznych i uroczych piesków i ich pana
motyleqq replied to Aleks89's topic in Foto Blogi
[quote name='Izabela124.']A za co on tego bana dostał? :crazyeye: jelenica jest psychiczna...[/QUOTE] pewnie za to, że jak się już raz dostało dożywotniego bana, to nie można zakładać drugiego konta ;) ale nie wolno dyskutować o banach :eviltong: -
[quote name='Unbelievable']asiak, moim zdaniem trochę przesadzasz : P jakby timiemu faktycznie coś strasznie było to mam nadzieję, że już dawno miałby zrobione testy, a jak się trochę drapie i nie wygląda na wymemłanego życiem, to nie ma co przesadzać. Lekka alergia to nie jest nic niezwykłego, i właśnie zmiana karmy zazwyczaj pomaga, ale też polecałabym dietę dwuskładnikową w tym wypadku ;) zamiast karmy. Chociaż wiadomo, karma najtańsze rozwiązanie.[/QUOTE] dziękuję za głos rozsądku :eviltong: jeśli chodzi o wybór karmy, czyli TOTW, to wzięłam go, bo nie miał alergii jedząc go nim do mnie przyjechał. już o tym mówiłam. Timi ma się dobrze, nie męczy go już drapanie, nie jest cierpiącym pieskiem którym był na początku. ma łyse placki, ale to chyba oczywiste, że mu sierść w tydzień nie odrośnie. o tym, że nową karmą trzeba karmić min 6tyg można poczytać na każdej stronie gdzie jest o alergii. gdyby nadal się tak intensywnie drapał jak wcześniej, piszcząc i tworząc sobie strupy, jakby mu się powiększały wyłysienia to wtedy pojechałby na testy. w tym momencie nie ma takiej potrzeby i tyle. i nie będę mu ponownie robić zmian w żywieniu. zalecenia od weta są proste i zrozumiałe: ta sama karma przez min 6tyg.
-
hm... nie wiem, Etna wielokrotnie miała rozwalone opuszki i tylko raz miała zszyte, bo non stop krwawiło. nie wiadomo na co ma alergię, dlatego właśnie jest wyłącznie na suchej karmie. jak mu całkowicie przejdą objawy, to stopniowo będę sprawdzać różne mięsa. ale prawdopodobnie na kurczaka
-
[quote name='asiak_kasia']A może by tak, warto było jednak do tego weta poleconego się z psem wybrać? Serio czekanie, aż mu samo przejdzie to chyba jednak nie jest najlepszy pomysł. Szczególnie skoro pies nadal się drapie. :roll: Alergia to nie jest takie sobie nic, bo serio może się to odbić bardzo mocno na zdrowiu psa. Po cholerę czekać? Ja bym nie mogła olać takiego stanu rzeczy i czekać, poruszyłabym niebo i ziemie, żeby mi psa zdiagnozowano. No ale co kto uważa za słuszne...[/QUOTE] ee? to teraz się okazuje, że nie byłam z psem u weta? Timi był u weta więcej razy niż Etna w całym swoim życiu. ja nie czekam 'aż mu samo przejdzie'. zanim zaczniesz rzucać takie oskarżenia, to się zorientuj w temacie, bo tak się właśnie robi: podaje min. 6 tygodni określoną karmę i nic poza nią. pies się nadal drapie, ale znacznie mniej i bez piszczenia przy tym. i nie sugeruj, że sprawę olałam, bo nie wiesz ile nerwów mnie ten pies kosztuje. co do łap, to obie dziurki są takie same, więc jednak nie mógł sobie tego wygryźć. to są małe dziurki, nie jakieś wielkie dziury. chyba zbyt przerażająco napisałam :evil_lol: z doświadczenia z Etną wiem, że takiego czegoś się nie zszywa. moim zdaniem faktycznie hamował, myślę że jakby się na coś nadział to byłaby w ogóle jakaś krew, a tu nic.
-
no przecież on się ciągle drapie i gryzie. mniej niż wcześniej, ale nadal, więc jak najbardziej mógł to sobie wygryźć. ale może faktycznie na kostce jakoś sobie zdarł... nie wiem sama :roll: no nic, chodzi w opatrunkach, wygląda jakby wyszedł ze szpitala :evil_lol:
-
zmieniając temat. patrzę Timeczek liże łapę, oglądam a tam dziura z mięsem na tej najwyższej opuszce. idę po bandaż i inne przyrządy, oglądam łapy, na obu to samo! czy to możliwe, że gdzieś je wsadził i tak sobie zrobił, czy raczej się gryzł i zrobił sobie kuku? nie było nigdzie w domu krwi, a to nie wyglądało na świeżą dziurę... jest oburzony opatrunkami :evil_lol:
-
Timeczek od początku był najbardziej dominującym szczeniaczkiem w miocie :cool3: nadal to po nim widać. teraz ma już 8 miesięcy. nie wiem, czy naprawdę by się pogryzł z tym westem... ale dotychczas jak był atakowany przez wiejskie burki to szczekał przerażony, wyraźnie nie mając zamiaru atakować. być może przez to że go tak blisko siebie trzymałam poczuł się znacznie pewniejszy siebie i dlatego wyglądało, że chce się gryźć? plus to, że już parę razy wyrażali wzajemną nienawiść pod płotkiem a Timi ma chęć na kontakt z innymi psami, jak już się nam uda spotkać jakiegoś co nie rzuca się z mordą to chętnie się wita. ale takich praktycznie tu nie ma :roll: najczęściej jak już się wita, to ten drugi odkrywa, że Ti jest samcem i że trzeba go jednak zeżreć a wujaszek średnio interesuje się swoim psem. chyba żona go chciała, a nie on. ale zaczął przynajmniej wyprowadzać go poza ogródek. poza tym z Etną się ten mały wcześniej bawił i pewnie wujek TŻ nie uważa jej za zagrożenie. no bo nie jest nim, nie wyobrażam sobie, by kogokolwiek ugryzła, naprawdę musiałaby być przyparta do muru by to zrobiła. a Ti to nie wiem, jeszcze go tak dobrze nie poznałam :)
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
motyleqq replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
[quote name='Majkowska'] Tak btw... jestem okropna, siedzę przed kompem i obrabiam całą moją rodzinę :diabloti: Tak to jest jak się jest jedynym idealnym :cool3:[/QUOTE] właśnie urodziłaś, hormony szaleją, wolno Ci :diabloti: