-
Posts
5536 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by motyleqq
-
w sobotę zaczynamy z Etną tropienie :cool3: oczywiście zabawowo i amatorsko. będzie tropić na zmianę z pewną suczką, a w międzyczasie będziemy stacjonować u mnie w chacie, więc mam nadzieję, że moje pieseczki będą grzeczne. zwłaszcza ten mały gówniarz :diabloti:
-
[quote name='Victoria']no widziałam :P a ode mnie chcieli ;d a jaki adres podalas? ten do ew zwrotu psa. tez lukow?[/QUOTE] nie no, wtedy mieszkaliśmy w Wawie, więc adres był warszawski :) zależy pewnie od weta, nasz był mało przejmujący się wszystkim wokół... :evil_lol:
-
mój też wciąż się drapie. znacznie mniej niż było u rodziców, ale jednak trochę jeszcze tak. dlatego narazie je swoją karmę, a potem będą eksperymenty, tylko że mój gryzie się też z emocji, nerwów, np dziś było u nas dużo zamieszania i po raz pierwszy od przeprowadzki zaczął się kręcić wokół własnej osi i gryźć ogon, co jest u niego objawem szczytu nerwowego :roll: ja bym na Twoim miejscu wstrzymała się ze zmianami do czasu wyleczenia psa, a potem albo próbowała barfa na zasadzie 2-3tygodnie jeden rodzaj mięsa, albo kupiła karmę z minimalną ilością składników, typową dla alergików i po 2-3tygodniach jak ustanie drapanie sprawdzała eksperymentalnie czy podanie jakiegoś rodzaju mięsa/zboża spowoduje nawrót.
-
ee ja bym tak nie robiła ;) po co wydawać kasę na jakieś strasznie drogie karmy. lepiej spróbować z mięsem. z drugiej strony, jeśli to co je teraz nie uczula go, a Ty nie chcesz barfować, to może w ogóle nie warto zmieniać karmy? czemu musisz eksperymentować, skoro teraz jest dobrze?
-
w takim razie nie mów, że nie jesteś za czymś, czego sama byś nie mogła wykonać :) bo to nieprawda. nie potrafiłabyś ubić, ale jesz, więc jak najbardziej popierasz coś, czego byś sama nie zrobiła. nie ma potrzeby iść tokiem rozumowania który doprowadza nas do tego, że nic nie można zjeść, ani w ogóle kupić. wystarczy żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i minimalizować zło na tyle, na ile jesteśmy w stanie. całego świata nie zmienimy, ale co z tego? to tak samo, jak z pomaganiem psom i kotom. nie uratujemy wszystkich, nie zmienimy sytuacji adoptując nawet kilka psów. ale ten jeden pies/kot to i tak więcej, niż wcale. weganizm to też więcej, niż wcale. nawet jeśli karmimy mięsem swoje psy ;)
-
[quote name='Pani Profesor']i co, mniej więcej na oko wiesz czego mu nie wolno dawać? obserwowałaś długo, czy po prostu 'po kurczaku się drapie'? i jak u niego się objawia alergia?[/QUOTE] na pewno nie może kurczaka. na początku był na barfie z mnóstwem kurczaka i wtedy się drapał, gryzł sobie łapy, brzuch cały w krostach, sierść na łokciach nadal nie odrosła... więc wrócił do karmy, którą jadł w hodowli, ale ciągle mu się zdarzało zeżreć coś kotom :shake: teraz się wyprowadziliśmy, nie ma już wpadek żywieniowych i będziemy barfować metodą prób i błędów.
-
[quote name='Victoria']Ja czipowałam za free, cały rok można w wawie, trzeba tylko byc zameldowanym na terenie warszawy no i adres do ew. zwrotu psa trzeba warszawski podać[/QUOTE] tak jak mówiłam, nigdy meldunku warszawskiego nie miałam a czipowałam Etnę za free w Warszawie ;)
-
mój Ti też jest alergikiem. nie robiłam testów tylko dlatego, że nie mam kasy ;) teraz przymierzamy się do barfa, zobaczymy jak będzie
-
[quote name='Vectra']Pies musi być z danego miejsca , które obejmuje akcja chipowania. I warunek , to ważne szczepienie przeciw wściekliźnie. Dowiedz się u siebie w mieście czy czasem gdzieś takiej akcji nie ma. Np w urzędzie gminy. [/QUOTE] eee ja korzystałam z darmowego czipowania w Wawie, nie byłam pytana gdzie mieszkam, a w dowodzie miałam Łuków ;) teraz chyba w Wawie czipują za free
-
[quote name='Fauka']Problem w tym, że nie znam nikogo, kto by znał kogoś lub sam ankietował. Ba, nawet ja się zgłosilam (przez kłótniami, nie znała mnie) i zostałam olana. Więc ankieterzy są bardzo tajemniczymi ludźmi widmo. W ogóle ta sprawa strasznie śmierdzi, na wyniki trzeba było czekać chyba ze 2 lata, a wyglądało to bardziej jak wielka kampania marketingowa (krypto marketingowa?) szkoły azorres. Cóż się dziwić, z tego co wiem Awtoniukowa marketing skończyła ;)[/QUOTE] ja też się zgłosiłam wtedy i dostałam materiały, ale nie przeprowadzałam ankiet. ona jest też coachem ;) ostatnio miały być z nią warsztaty, niedługo przed terminem zmieniono prowadzącą
-
[quote name='Beatrx']sorry, ale jeśli ktoś widzi, jak "pracuje" jej pies i nadal chce mieć z nią zajęcia to sam jest sobie winien. nawet jakby skończyła tysiące różnych kursów, seminariów czy czego jeszcze to wystarczy spojrzeć na jej zwierzątko, które jakby nie patrzeć jest psem rasy nastawionej na współpracę z człowiekiem, żeby wyrobić sobie opinię na temat skuteczności jej szkoleń.[/QUOTE] heh, to też racja ;) a nie trzeba się specjalnie wysilać, żeby obejrzeć jakiś filmik z jej psem. właśnie wtedy jak pytałam o to, zostałam zablokowana, bo jak to tak, sugerować pani behawiorystce, że jej pies zachowuje się jak na silnych lekach uspokajających :diabloti:
-
[quote name='Fauka']Ach, i nawet osoby z bliskiego środowiska pani Anety nie mają pojęcia kto przeprowadzał ankiety, i jaka firma tym się zajęła.[/QUOTE] hmm z tego co pamiętam, to można było się zgłosić i ankietować, kto chciał :razz: żadna firma, zwykli ludzie
-
a ponoć złe zachowania psów zmienia na dobre :cool3:
-
szkoda mi ludzi którzy nieświadomi płacą jej niemałą kasę :shake:
-
fajny ćpunek, jak już mówiłam :evil_lol:
-
ja z nią miałam takie dyskusje na fb, że mnie aż zablokowała :diabloti: szczyt dojrzałości :evil_lol:
-
[quote name='evel']To już od dawna wiadomo, ale nie wiem, co to ma wspólnego z wątkiem zwierzaków Motylka :)[/QUOTE] a ja nie wiedziałam :evil_lol: może to ma wspólnego, że nigdy nie byłam jej fanką, lekko mówiąc :cool3:
-
Vectra, ze wszystkim co piszesz o schronach się zgadzam. tylko że dla mnie nieudolność władz w rozporządzaniu tym wszystkim nie jest powodem do ewentualnego zignorowania cierpiącego kota/psa na ulicy. nie mogłabym sobie powiedzieć 'nie ratuję Cię, bo w schronach jest więcej takich jak Ty'. i nie, nie jestem za tym, żeby ratować "na siłę". żeby wydawać grubą kasę na leczenie zwierzaka, który prawdopodobnie i tak odejdzie(były takie przykłady, wielkie operacje, a potem tęczowy most). nie popieram tego, by psy latami siedziały w schronach, często schorowane, bez szans na leczenie-czasem lepsza jest śmierć natychmiastowa. jak ratowaliśmy w moim mieście pewną dobermankę, to przynajmniej gmina zapłaciła za czipa :diabloti: no i na tym koniec, dalej działaliśmy sami, za prywatne pieniądze mojej rodziny ;) ale przecież jak już masz konkretnego psa, to trudno jest myśleć o tym, co powinna, a czego nie robi gmina. zależy Ci na tym, by pomóc przede wszystkim zwierzęciu. każdy pomaga jak może... czasem pomoc jest bezsensowna, jak np ratowanie jeszcze ślepych szczeniaczków... rozumiem, że nikt nie chce, by zginęły pod łopatą. ale odkarmianie ich potem i wyadoptowanie, to już złe pomaganie. ale jak ktoś do mnie dzwoni i mówi: 'pomóż, wyrzucili psa pod moim domem', to co? powinnam powiedzieć, dzwoń do gminy? czasem tak robię, jak nie mam pomysłu. ale u nas to jest dla psa wyrok :shake: i czasem wolę, by ludzie nie robili nic, by pies latał luzem i był dokarmiany.
-
dlatego właśnie tymczasowałam tylko dwa razy w życiu. wtedy, kiedy mogłam sobie pozwolić na to i czasowo i finansowo. kiedy nie było dla mnie problemem wyżywić jeszcze jeden pysk ;) teraz to niemożliwe. skoro adopcja psów ma sens, to dlaczego ratowanie kotków nie ma sensu? gorsze są, czy co? bo wymiar pomocy jest identyczny. kiedy płacone było za to wszystko, to co ludzie nie wiedzieli, że taka Koma chodzi po świecie :) nie ma co rozważać, co by było, gdyby. dla mnie zrobili coś wspaniałego, wzięli kota z białaczką. chorobą nieuleczalną. loterią, albo kot będzie długo żył, albo odejdzie w męcząc się. to drugie dotyczy Komy, chociaż nic na to nie wskazywało. ludzie ci powiedzieli, że już nie wyobrażają sobie domu bez kota. ale nie miałam potem z nimi kontaktu i nie wiem, jakiego później wzięli. gdyby nie propozycja pokrycia kosztów transportu, to pewnie kot by do mnie nie przyjechał. i pewnie żyłby znacznie krócej i bez zaznania kilku miesięcy ciepłego domu.
-
w ogóle nie zrozumiałaś mojego postu :) oczywiście, że adoptując, ratuję tylko jednego. czy to znaczy, że nie ma sensu adoptowanie psów? :) i dalej, czy to znaczy, że mam patrzeć na cierpienie kociaka, któremu mogę pomóc? ważne jest zarówno sterylizowanie i usypianie ślepych miotów, jak i pomaganie doraźne, indywidualne. edit: Koma, którą tymczasowałam dość dawno temu, miała białaczkę. miała pół roku, kiedy do mnie trafiła i czuła się dobrze. odeszła niedługo po tym, jak trafiła do DS. pewna firma zapłaciła za jej podróż przez pół Polski do mnie, za jej karmę też. czy to były pieniądze wyrzucone w błoto, skoro kotka tak czy siak w szybkim czasie odeszła?
-
zapobieganie bezdomności za pomocą sterylizacji wolnożyjących kotów i usypianie ślepych miotów nie wyklucza się z ratowaniem tych, które potrzebują pomocy na już. nie teoretycznych rozważań, tylko uratowania. to, że uratowanie jednego(widzącego już)kociaka z kocim katarem nie zmienia problemu bezdomności nie znaczy, że mamy wzruszyć ramionami i tego kotka zostawić, albo uśpić. idąc takim tokiem myślenia można dojść do wniosku, że po co adoptować, to, że adoptowałam psa, nie ratuje pozostałych, które spędzą resztę życia w schronisku. działania muszą być wielotorowe i tyle.
-
Piotr potwierdza: smalec smakuje jak smalec :cool3: