Jump to content
Dogomania

shnooreck

Members
  • Posts

    194
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by shnooreck

  1. Tak mnie natchnęło- widzę u Ciebie sznaucera, rozmiar sobie sami wybierzcie. Jest czarny (dla niektórych to ma znaczenie- czarny pies=groźny, a wcale nie musi być naprawdę), wymaga ruchu, owszem, ale to nie mała petarda jak Jack Russell. Rodzinny, stabilny stróż, przy regularnym trymowaniu nie zostawia tyle syfu w domu. Czasem mu trzeba brodę wytrzeć :) Oczywiście jeszcze większy wybór jest przy kundelkach.
  2. Przede wszystkim widać u Ciebie rozsadek i miłość do psów- a to wcale i potencjalnego właściciela nie jest oczywiste. Więc masz plus :) Żona ma mniej doświadczenia, od razu widać niestety :( więc duża część pracy przypadnie Tobie- podołasz? Co do czasu pracy- moje psiury śpią w dzień naprawdę sporo (teraz mam okazje to sprawdzić) i ja im do tego nie jestem wcale potrzebna. Tak więc typowej pracy na etat naprawdę bym nie demonizowała. Nie miałam nigdy psa na dworze, ale zwykle jak już właścicielom spowszednieje to "lata sobie" czyli ujada pod płotem na przechodniów. Do tego taki pies jest, nie oszukujmy się- nie taki czysty i pachnący, dzieci potem niekoniecznie dostana wolną rękę w zabawie z nim :(. Więc znowu izolacja od rodziny. Dzieci nie będą znały psiego potencjału, tego jaki on jest- bo 95% czasu spędzą bez niego. I tu dobroczynny wpływ zwierzęcia niewiele da, skoro one go de facto nie poznają. Dla mnie pies rodzinny jest psem w domu. Podłogi- jakie one dokładnie są? Bo są różne, taki dąb sporo wytrzyma :) Dzieci swoją drogą też niszczą podłogi, a jakoś nikt ich nie izoluje od domu ;P Pies też członek rodziny. Jak to parkiet to i tak wymaga co jakiś czas cyklinowania. Jak coś delikatniejszego- nie macie np. kuchni, przedpokoju wyłożonego płytkami? Pies nie musi mieć dostępu do wszystkich pomieszczeń. Krótkie pazury wskazane, krótkie to są wtedy gdy ich nie słychać jak pies idzie, czyli niewiele zniszczy, jak sie wyszaleje na spacerach. No właśnie- spacery. Moje psiury chodzą rano na poł godziny- to minimum wg mojej pani weterynarz, żeby pies trochę się zmęczył i był spokojny. A to już tylko 15 minut wiecej niż Twoje planowane 15 min :) moim zdaniem- warto, nauczone takiego trybu idą spać (mogą dostać konga, albo dwa, albo nawet trzy ze śniadaniem- niech sobie wyciągaja pomalutku). Po pracy godzina, poźniej pół- moje mają podobnie, czasem mniej- ostatni spacer króciutki. Ważne, żeby na spacerze coś się działo - na moim przykładzie to widać (wątek o atrakcyjnym spacerze na tym forum jakbyś miał ochotę). Tylko że wtedy spacer to też praca, fajna praca, ale nie odpoczynek dla człowieków -trzeba sie przestawić. Za to dla dzieci dużo ciekawiej niż tylko chodzenie no i ma okazje zobaczyć, jak to fajnie jest miec psa :) Rasa bokser jest rodzinna, żonie sie podoba, ma posturę skłaniającą do szacunku, wydaje mi się, że to dobry wybór. Z dobrej hodowli powinien być zdrowszy (mam nadzieję...). Ewentualnie przygarnięcie jakiegos sprawdzonego pod kątem dzieci z DT- na SOS owczarki były psy w typie collie krótkowłosego jakiś czas temu, kiedy rozglądałam sie za suczką.
  3. Ależ ja nie namawiam do adopcji strachliwego, schorowanego staruszka! Nawet odradzałąm pisząc, by nie podchodzić do psów w zbyt emocjonalny sposób (on taaakiii biedny). Sama bym sie nie podjęła takiego zadania- tym bardziej szanuje ludzi, którzy świadomie podjęli taką decyzję. Po prostu mit, że w schroniskach są tylko i wyłącznie psy okaleczone psychicznie, sprawiające multum problemów i bojace sie świata zewnętrznego jest no właśnie- mitem. Bo psy, jak ludzie, są różne. Wiele psiaków jest dosłownie zrzuconych z kanapy. Moja sucz jest na 99,9% uciekinierem z całkiem dobrego domu. Moje adopciaki bez problemu jeżdżą pociągiem, samochodem, przebywają w miejscach pełnych ludzi i innych psów- na wczorajszym spacerze wąchały sie z kilkoma, były głaskane przez obce osoby. Sucz powarczała na jednego, który jej sie nie spodobał. Naprawdę nie jest źle, a jakieś drobne problemy zawsze sie pojawiają. Niemniej jednak jeśli zmierzasz w strone Fundacji Judyta to uważam, że jest to dobra droga :) Co do relacji z innymi domowikami- sucz akceptuje wszystkich ludzi na planecie, ale słucha tylko tych, którzy mają autorytet (najlepiej poparty kiełbasą). Natomiast pies jest moj w 90%, męża w pozostałych 10%, reszta świata może go sobie pomiziać, jak już musi, w razie naszej nieobecności rodzice i ciocia mogą go bez problemu wyprowadzić na spacer, bez zbytnich poufałości. Dzieci uwielbia wszystkie i ma do nich dużo cierpliwości, sam biegnie by sie przywitać z mało delikatnymi dziećmi sąsiada.
  4. Idealny artykuł dla założycielki tematu: https://www.karmimypsiaki.pl/blog/historia-adopcji-ozzyego-dany-i-scarlett/ Osoba, która go pisała również bała się psów, teraz ma 3 sztuki (uwaga, apetyt rośnie w miarę jedzenia...)
  5. Moja kochana dziewczyna olała dziś w lesie zapachy sarenki na rzecz mielonki tyrolskiej i szarpaka z czego jestem szczególnie dumna :) Po raz pierwszy bawiła się w lesie :) ba! po raz pierwszy bawiła sie poza domem i placem zabaw na osiedlu, jupi! Las był dotąd dla niej mega rozpraszającym miejscem, nie chciała nic tylko świeżą, wolnobiegającą dziczyznę. Faktem jest, że poszliśmy w bardziej cywilizowane miejsce - blisko wsi oraz wcześniej solidnie pozwiedzaliśmy cały teren, ale sie liczy :) Jeszcze tylko muszę ją nauczyć, żeby nie zabierała psu zabawki- jak sie za bardzo nakręci to chce sie bawić z nim, co dla niego jest niegrzeczne i niezrozumiałe, jest nauczony tylko zabawy z człowiekiem, a ona mu wtedy podnosi ciśnienie. Za to jemu ładnie poszło szukanie mielonki, poszedł ładnie po bardzo wyraźnym śladzie. Jej wystarczy tylko lekkie zaznaczenie tropu. Fajna zabawa, szczerze polecam nawet w takiej amatorskiej formie :)
  6. Oj powinna przejąć inicjatywę, tylko, że moja mama stosuje wobec zwierząt podejście bardziej emocjonalne niż rozumowe. Tzn ona wzieła pieska pod kołderkę (pomimo, że ja nie chciałam wpuszczać psa do łóżka) bo biedaczek piszczy, dawała jeść już najedzonemu (tylko lepsze niż dostał wcześniej) itp. A jak warczał to traciła głowę. Na szczęście poza warczeniem nie przejawiał agresji- on wyraźnie dawał znać co mu sie nie podoba i na tym sie kończyło. Nigdy nikogo nawet nie próbował ugryźć. Dziś jestem mądrzejsza i dostęp do wiedzy jest lepszy, moja mama też bardziej szanuje moje zdanie i przeforsowałam niedokarmianie mi kotów- było cieżko, ale wtedy? Nie miałam siły przebicia ani nawet pomysłu. Dzis bym zaczęła od kastracji, poza nim wszystkie nasze zwierzęta były i są sterylizowane. Jamnik był silnym dominantem o dużym stopniu agresji wobec innych psów- ciężki przypadek (nie była to agresja lękowa- nic go nigdy nie zdążyło pogryźć, nie miał zbyt wiele styczności z psia agresją, widząc innego psa szedł do przodu ostro wkurzony). Skąd miałam to wiedzieć biorąc szczeniaka? Dało sie z nim żyć bo się szybko męczył, miał fiksacje na punkcie zabawki i obce psy widywał rzadko- głównie za płotem. A jak szedł to miał nisko głowę i zawsze zdążyłam w porę zabrać go zanim zauważył innego psa :) Koniec końców z nim sie jakoś zżyłam, ale moja dziecinna wizja "ja i mój wierny towarzysz pies" nie przetrwała. A taka wizja często jest udziałem starszych niż ja wtedy ludzi :( Zgadzam sie, że w przypadku psich podrostków ustalanie granic i dopasowywanie się jest o wiele lepszym terminem niż ustalanie hierarchii :) Niemniej jednak proces ten jest zaskoczeniem dla początkujących właścicieli. Piesek był grzeczny i kochany a nagle "wrrr, spadaj człowieku". A juz drażnienie psów to dla mnie nie do pojęcia zabawa...Po co, na co, dlaczego i czemu śmieszne jak nieśmieszne? A już autentycznie mnie wkurza jak ktoś mówi, że pies jest głupi (no nie rozumie sam z siebie ludzkiej mowy...)albo właśnie złośliwy.
  7. Jeszcze o młodych zwierzetach. Pisząc te słowa mam przywiązaną sznurkiem do nadgarstka kocią zabawkę- mała, podrzucona nam paskuda wymaga zajecia. Mam wszędzie (naprawdę wszędzie) małe kuleczki z papieru i folii aluminiowej. Dorosłe zwierzę to przeważnie tylko sierść, piach i odbite łapki na świezo umytej powierzchni :) Za 2 miesiące mała kocia paskuda dalej będzie dawała popalić, a moja sucz z którą juz jestem 2 mce śpi grzecznie i czeka na spacer.
  8. Panie 80+ z psami bywają naprawdę doświadczone i ogarnięte -mogą bez użycia specjalnej siły poradzić sobie. Ale bywają też całkowicie bezradne, zależy na kogo trafisz. Po prostu takie sytuacje sie zdarzają i może sie skończyć tak, że na oczach danej osoby pies zostanie zagryziony. Czasem nie można zrobic wiele- bo agresywny olbrzym zeżre ratlerka w 5 sekund. Ale lepiej, jeśli właściciel poszkodowanego ma szansę mu pomóc, bo sytuacje skrajne (ratlerek kontra ON, frontalny nagły atak) to nie taki częsty przypadek, częściej można zapobiec bójce tupając nogą, odchodząc spokojnie - zależy od sytuacji i agresora, dlatego pytałam sie czy uciekasz w panice :) czyli najgorsze co można zrobić Cię jednak nie dotyczy- stanie spokojne to coś, co większość ludzi robi. Z tego co piszesz jesteś osobą zorientowaną na pracę z psem - cenna i rzadka zaleta. U mnie dzieki temu masz sporo punktów w tabelce :) Co do tematu stary kundelek z jednym okiem kontra szczeniak - nie popadajmy w skrajności i nie bierzmy źle rokującego psa bo taki biedny. W schroniskach jest, zwłaszcza w wakacje, sporo psów już ogarniętych i dobrze rokujących, nie wszystkie psy w schronach to chodzace kłębki nerwicy i nierozwiązywalnych strasznych problemów. Te lepiej rokujace tez potrzebują domu, a adopcja powinna być przede wszystkim UDANA. Dopiero potem romantyczna (on był taki biedny/smutny/nie miał łapki...). Mam za sobą 2 adopcje psie, 2 kocie - dorosłe zwierzęta, obserwuje z bliska kolejną bardzo udaną 5 letniej suczki- niedoświadczeni wlasciciele, ale za to właśnie nastawieni na prace i rozsądni. Jeśli chcesz połaczyć pomoc potrzebującemu i szczeniaka to schronisko lub np. fundacja Judyta. Ale czy szczeniak koniecznie? Moim zdaniem niekoniecznie, właśnie po to by zmniejszyć ryzyko niepowodzenia. Do dorosłych psó już miałaś okazję sie przekonać, prawda? Ze szczeniaka kundelka nie do konca wiadomo co wyrośnie, ma mnóstwo energii i głupie pomysły, pies dorosły ma już ukształtowany charakter i temperament- moje psy poznałam dobrze (nie mylić proszę z bardzo dobrze) w schronisku. Ale mi to zajęło tygodnie, wiele wizyt i wolontariat na koniec. Za to problemy z nimi są niewielkie w porównaniu z szczeniakiem (np. nie wytarłam nawet jednej kałuży w mieszkaniu, moge ten czas poswiecić na cos innego i to robię).
  9. Nie chciałabym wchodzić w dyskusje na temat wyrazów :) stado, rodzina, zbiór elementów-pies musi odnaleźć sie w tym. I o ile zwykle (zwykle...nie zawsze) szanuje przewodnika, tak z reszta domowników czasem kombinuje. Poprzedni pies za przewodnika wybrał sobie nie mnie, tylko moją mamę (ona go podkarmiała czymś pysznym, potem karmiła, ja już nie mialam w tej kwestii nic do dodania, a jamniki maja przede wszystkim żoładek). Mój-nie mój jamnik mnie ustawiał kiedy zaczął dojrzewać, miałam wtedy 12 lat i naprawdę byłam zdruzgotana, że nasz pies na mnie warczy. Powód- dostał ode mnie kość. Była tak cennym zasobem, że postanowił go bronić. Kiedy przechodziłam obok warczał. Nigdy wcześniej nie próbowałam mu grzebać w misce ani niczego odbierać, nie mogłam mu też zaproponować czegoś lepszego - kość była jedna i dla niego była najcenniejszą rzeczą pod słońcem. Wystraszyłam się i co tu dużo gadać- czułam sie zawiedziona. Pies to nie tylko radość, smaczki, treningi....A ten trudny okres gdy ze szczeniaka robi sie psi nastolatek to podejrzewam nie tylko dla mnie niezbyt miły okres ustalania granic. Dla osoby niedoświadczonej może to być bardzo trudne- trzeba prawidłowo reagować czyli wiedzieć co należy zrobić. Wówczas nie miałam pomysłu, internetu, a psie ksiażki były głównie o rasach psów - jakie ma umaszczenie, jakie uszy....no przydatne jednym słowem :(
  10. Hmm trudny temat. Co to dokładnie znaczy "boję się?" Panika/ucieczka/zimny pot...? umiesz wtedy zachować zimną krew mimo strachu? Pies bardzo dobrze wyczuwa nasz stan psychiczny, owszem. Strach można przekazać. Ale może w Twojej okolicy jest mało psów biegających luzem? U mnie nie ma prawie wcale. Ale ostatnio jeden uciekł z posesji- dobrze, że odpuścił jak go postraszyłam, a już warczał na mojego psa. Innym razem pijany właściciel wyszedł z dużym owczarkowatym samcem- tez mu mój pies sie nie spodobał- zakończyło się bójką i moim samodzielnym rozdzielaniem walczących zwierząt. Takie sytuacje w życiu psiarza też mają niestety miejsce. I tu trzeba wspomóc swojego psa lub chociaż pomóc zakończyć walkę. Nie można po prostu stać i się bać. Dasz radę? Nawet super przyjazny pies- jak mój- może podpaść innemu. Ponadto, przykra sprawa- nie wszystkie pieski są uległe i kochane i pozwalają właścicielowi na wszystko bez protestu. Z moimi adopciakami nie mam takich problemów z jak z poprzednim psem- jamnikiem. On był u nas od szczeniaka i warczał czasem na domowników- gdy nie chciał wyjść spod kanapy (a musiał w końcu wyjść na spacer, a nie lubił gdy zimno i wilgotno...), gdy go niesiono do kąpieli. Sporadycznie, ale jednak. Dzis bym sobie lepiej poradziła z nim, no ale to było ponad 20 lat temu. Życie to nie bajka :( Sporo szczeniaków próbuje swoich sił w hierarchii stada gdy podrosną. Jak Ty zareagujesz w takiej sytuacji?
  11. Jak byłam zbyt upierdliwa to przepraszam. Kraków mnie jako miejsce, gdzie miałabym sie czegoś dowiedzieć zaintrygowal :) Myślę, że temat może też kogoś zainteresować- w końcu uczymy się całe życie, a ja właśnie zrewidowałam swoje poglądy na temat spaceru. Psy teraz sporo węszą- zabawy węchowe w domu, spalenie miski i część ogródka jako wielka mata węchowa. Suni idzie bardzo ładnie- ma okazję pokazać, że jest w czymś lepsza od psa- po raz pierwszy. On nie umie sobie poradzić z dwoma pojemnikami z dziurą- w jednym jest jedzenie, drugi pusty, ma wskazać ten pełny :) . Ona radzi sobie błyskawicznie z 6, czytelnie się komunikuje przy tym. Dzięki temu nowemu spojrzeniu mamy okazję bardziej docenić ją - bo dotąd to on był zawsze prymusem. Ładnie sie skupia przy śladzie kiełbasianym, idzie jak brzytwa, czego nie można powiedzieć o psie, który sobie chodzi, krąży.... a na koniec muszę mu czasem coś dyskretnie podrzucić za trud poszukiwań, bo ja już sama nie wiem gdzie jest ten kawałek dla niego. Ślady mają max 10 m dla suki, dla psa dużo mniej :) kładę ślad gdy każde jest zajete czym innym, są przypięte albo kazałam im czekać- to chwilka, proste i idzie ekspresem. Jeszcze nie zrozumiały związku pomiędzy kierunkiem, z którego przyszłam, a kierunkiem tropu- to ułatwia mi zadanie. Trudniej jest wyegzekwować by szukało tylko jedno z nich :) Nie lubią czekać przypięte gdy to drugie ma coś fajnego do roboty. Teraz mam czas na takie zabawy dlatego szybko idzie, ale psiaki są zmęczone po dość długiej sesji-wcale nie 10 min i psy padnięte, warto wprowadzić sygnał końca zabawy.
  12. A mówili- pies to obowiązek na lata, nie kiedy nam to odpowiada. Chłopak wyżywa się na tym, na kim może, dziewczyny już nie ma, pies nie ma dokąd iść. Cierpi na pewno, tym bardziej, że nic z tego nie rozumie, biedak. Nie samą suchą karmą pies żyje, zwłaszcza taki nauczony innego standardu. Delikatne zwrócenie myśli w stronę potrzeb zwierzaka proponowane przez uxmal jest badzo dobrym pomysłem. Może wystarczy? Na pocieszenie dodam, ze mój były współlokator- sensowny chłopak po porzuceniu go przez dziewczynę dostał szajby- pił, bił się, demolka w windzie....Dramat, nie ten sam człowiek. Do czasu znalezienia miłości życia- kilka tygodni -był nie do zniesienia. Ale my, ludzie, jakoś to ogarnialiśmy, że trudny czas i inne takie, pies- nie ma szans.
  13. Oooo to mi dodałaś otuchy, bo faktycznie troche może bez sensu jej wspołczułam. I bardzo miło sie czyta o psich zdolnościach :) Zdalnie nie przekażą takich informacji w żaden sposób. a czasem wystarczy nie tylko patrzeć, ale i widzieć.
  14. Sowa w temacie rewiru znalazłam na yt jakieś niefajne przykłady- stoi facet, a pies do niego podlatuje i go obszczekuje...to na pewno o to chodziło? A zgubione rzeczy/rękawiczka/czapka to już lepiej- będziemy ćwiczyć i zdawać raport :) A czemu akurat do Krakowa mam jechać? Ćwiczysz z swoimi psami tropienie na Plantach? ;P Blisko nie mam i czasu akurat tyle, co kot napłakał, ale ja ruchliwa jestem i kto, wie, może zabiorę zwierzaki - ale raczej nie w najbliższym czasie :( Dziś miałam zjazd i moje sierściuchy były na 2 spacerach z mężem- jestem w ciężkim szoku- on z nimi ćwiczył posłuszeństwo, nosił smaczki w kieszeni- on pan "Nie lubię psów", "Jeden to o jednego za dużo, dwa to o dwa to za dużo" , "Koty są fajniejsze". Co prawda nie wszystko mu wyszło, ale i tak super, że mu się chciało (oficjalna wersja- nie dawały przez cały dzień spokoju i musiał je gdzieś zabrać by nie oszaleć). Spacerek wieczorny (prawie nocny...) ze mną- daleko nie zaszliśmy- aż na mój ulubiony, oświetlony wieczorem plac zabaw. 400 metrów kwadratowych, a ile radości :) Wprowadziłam komendę szukaj i skakanie przez huśtawkę- zajęło 10 minut i wszystko wiedziały, próbuję wprowadzić też zabawę jako nagrodę. Zwykle przypinam jednego i ćwiczę z tym "na wolności", po chwili zamiana. Generalnie małemu psu lepiej wszystko idzie niż suczy. Gdy chcę by robiły pewne komendy jednocześnie, na razie proste kombinacje: siad- siadają, nie zdążę powiedzieć leżeć- on już leży plackiem na trawie (bo wie co za chwile będzie), a ona się patrzy "no przecież siedzę, czego jeszcze chcecie?" i trzeba ją zachęcać do położenia sie. No ale nikt nie mówił, że z dwoma bedzie łatwo....Za to nauczyła sie wreszcie na dworze bawić (najmocniejszy pluszak stracił głowę, ale nic to) i odważniej podążać za smakołykiem w dłoni- otwiera sie dziewczyna i chetniej pracuje. Będą z niej tfu, tfu ludzie, choć mój mąż określił ją jako przedszkolaka, a jego jako licealistę :) Niemniej jednak taka godzina, bardzo fajna i intensywna praca sprawiła, że moje psiaki wróciły do domu szczęśliwe i pełne chęci do dalszej pracy-wiec nie mogę powiedzieć, że zmęczone...Dobrze, że wiedzą, ze gryzak po spacerze/zabawie to sygnał do zakończenia i uspokojenia.
  15. Sowa- jesli jakies techniki wymagają użycia drugiej osoby to mój mąż przynajmniej raz w tygodniu się z nami wybiera. Oprócz tego psy ładnie czekają w komendzie siad+stój. Mogę wtedy odejść (no, sucz chyba dodatkowo przypięta jednak :( ) i coś tam pochować w krzaczorach, pochodzić po łące itp. Jestem w temacie totalnym lajkonikiem - proszę ładnie o naprowadzenie :)
  16. Patmol wiem do czego zmierzasz, ale ja taką kompletna sierotą też nie jestem :) przed wzięciem psa biegałam - brałam udział w kilku zawodach co prawda tylko na 10 i 5 km, wyniki nie powalały, ale nie były tez dramatyczne. W każdym razie wiadomo było, ze pies bedzie biegał - na pewno, a nie tylko być może. Piesek Lisek jest z nami od marca -był w Górach Sowich, Izerach- również po czeskiej stronie, nad jeziorem 2 razy, pływał kajakiem (nie podobało mu się ;P). Od czasu wzięcia Łatki -czyli września- byliśmy na Ślęży i w Masywie Snieżnika. Regularnie zabieram je nad zalew - Łatce podoba się woda :) nad stawy, do lasu i w nowe miejsca spacerowe. Niestety, ale 4h dziennie na spokojne chodzenie noga za noga to ja nie mam zwyczajnie czasu- oprocz opieki na sierściami (i koty i psy) mam normalne życie-pracę, zaoczne studia. Psom zorganizowac czas wolałabym krócej, a intensywniej.
  17. Mam 3 pary butów tzw. górskich i z żadnej nie jestem zadowolona- z tych z goretexem też. Rozważam zakup kolejnej pary. Nie wyrabiają na tutejszych mokradłach :) Mąż chodzi czasem z nami w butach wojskowych - jakoś daja radę. Dlatego zdecydowałam sie na klasykę w pełnym tego słowa znaczeniu, z pominięciem takich zalet jak wygoda i elegancja. Gumiaki :) Ale dla mnie spacer to max godzina w czyms takim. Właśnie wróciłam z mini spacerku - zwierzaki obydwa na flexi zadowolone, wołałam co chwilę na głaski (są bardzo łase na miłe słowka i pieszczoty) chodzą tam czasem tylko na smyczy - było ok. Skupienie na mnie, ale też brak saren i ich śladów. No właśnie- skupienie samo sie nie zrobi. Dlatego potrzebuję czegos fajnego oprócz po prostu chodzenia. W mieście spacery im sie podobają i dobrze bo będziemy tam jeżdzić zimą dla urozmaicenia życia w tych ciemnościach. Tam też sarny nie występują :) Jak wzięłam pierwszego psa to myślałam, że mam zwierza o dużych potrzebach ruchowych- cały dzień chodził po górach, od 6 rano do zmroku (w lipcu) a wieczorem gdy my już myśleliśmy tylko o spaniu włączyło mu sie "to ja teraz będę biegł" -kwadrans psa pasterskiego- zaganiającego po okręgu. Coś jak godzina świni u bulli :) (na yt jest). Myślałam, że astka będzie podobna- waży tylko 3 kg wiecej. Ale ona ma smukłe ciało i długie silne łapy, a on krótkie łapki i masywny tułów - nie do porównania możliwości. Potrzebuje sie zmęczyć i ja ją rozumiem. Musze jej to umożliwić, w fajny sposób. Na razie niestety znalazła swoją fiksację - sarenki i latanie jak opętana- od jakiegoś tygodnia w niefajny sposób, wcześniej w akceptowalny, ba! Niektórzy byliby pewnie nawet zadowoleni obserwując ją. Ona zawsze wraca przecież po chwili, tylko coraz dluższej, nie chcę doprowadzić do tego, by uznała, że sobie wróci jak juz dorwie i zeżre stado.
  18. Patmol spacerowałaś kiedyś po miedzy? Bo ja tak, kilka razy próbowałam- powiem, że ch....no, ciulowo sie chodzi. Zwłaszcza w gumofilcach. A właśnie u mnie są pola i łąki bez dróg pomiędzy - tak jakoś wyszło. Całe hektary dostępne z jednej asfaltowej drogi, którą nie lubimy chodzić za bardzo (wąsko, brak pobocza za to auto jak już jedzie to szybko). Las- patrz skopany pies. I tak, zgodzę sie, ze nauczyłam ją, że fajne rzeczy dzieją sie dookoła, a ja jestem wydawcą smaczków - ciężko z tego wyjść, ZWŁASZCZA w lesie i na łąkach. Nawet tych z drogami. Bo na łące sobie zawsze przeciez biegała, a w lesie sarenek tylko patrzeć i gonić- nic ją nie interesuje.
  19. No właśnie praca węchowa mi sie podoba, tylko ze względu na mizerny rynek psich usług i mało czasu wolałabym to robić sama, bez wsparcia profesjonalisty. Jakieś linki, strony sensowne bardziej niż mniej ktoś podrzuci? To jej by sie spodobało- cos do roboty :) A ze pies bez smyczy (albo nawet na innej smyczy) to inny pies to się zgadzam. Chodziło mi o to, ze ogólnie znają ideę i kumają o co chodzi. Nie muszą w każdej sytuacji słuchać jak roboty, aaallleee ona zaburzyła już istniejące reguły - zignorowała znane polecenie w znanym miejscu. I jej sie spodobało :( :( :(
  20. Łąki ci u nas jako okiem sięgnąć, tylko wyjść za płot :) ale już z drogami polnymi- problem. Maszeruję (no, maszerowałam bo teraz idę z nimi gdzie indziej, żeby nie spuszczac gadów) codziennie przez pół godziny po trawie w gumiakach. A 10-20 km to jakies 2-4 godziny marszu w gumiakach po zaoranych polach - nie, błagam....Las- podjechać autem trzeba. Choćby dziś rano. Sucz na linie wyglądała tak, że tylko odebrać mi ja interwencyjnie. Skopana glanem :( Niestety, nie dysponuję też aż taką ilością czasu, zwłaszcza o poranku, żeby to trwało 4h a i kondycję sucz ma jak Chodakowska i takież mięśnie- potem musiałabym robić 10h spacery żeby ją zmęczyć odrobinę. Góry- oj daleko, daleko, chociaz juz były. Sucz czekała cały pierwszy dzień, aż ją wreszcie spuszczę. Potem załapala że to tak cały czas i było lepiej. Za pas biodrowy robi mi nerka i działą tzn. trzyma jak należy. Ale do tego krótka smycz może być podpięta- tego ona nie lubi (i wracamy do braku szczescia na pysku- a to wlasciciela boli jak juz wlazł w auto, jechał kawał drogi, a pies nieszczesliwy)
  21. A trochę też- wstyd sie przyznać- nauczyłam sie już że na spacerze ja mam fajnie, idę sobie, ptaszki śpiewają, moje pieseły biegaja dookoła, a jak je zawołam to lecą do mnie jak oddział Hunów- ziemia sie trzęsie. To szok jednak, ze mogą moje (no- może jedno z nich) przywołanie olać :( :( :( i muszę pewne rzeczy robic z większą intensywnością (spacer w większej czesci będzie teraz pracą niż odpoczynkiem dla mnie- a był i to przyjemnym)
  22. "nie" trochę straciło dla niej na znaczeniu- więc będę pracować od początku - wiecie, pare razy olała i teraz ma już inną moc. Ona wie o co chodzi- na smyczy jest najgrzeczniejszym psem na świecie (no, chyba że cos dużego szczeka na nia za płotem....wtedy też "nie" może nie wystarczyć) i prawidłowo reaguje na to słowo - w odpowiednim miejscu i czasie. Co do waruj i wracania przy rozproszeniach- niestety jeszcze za wcześnie na takie rzeczy dla mojej parki. Nauka posłuszeństwa i sztuczek na spacerach- oczywiscie super rzecz. Gdy jest ciemno idziemy na plac zabaw- to kolejny stopien po domu- nieduży ogrodzony obszar. W terenie stój działa dobrze tzn jest rozumiane, ale najlepiej jeśli jest smycz. Powoli robią postępy- a są to dwa dorosłe psy z nieznana przeszloscia uczone jednoczesnie. Ale nie zastapi to im możliwości wyszalenia sie biegając luzem.....A trochę na to alternatywy szukam, fizyczne i umysłowe zmęczenie.
  23. Co moje pieseły potrafia obecnie- siad, leżeć, podaj łapę, bączuś :) slalom między nogami :), poproś, chodzenie na tylnych łapach i silnie wprowadzona komenda "nie" (predzej koty zjedzą smakołyk na ich oczach niż pies ruszy) oraz najważniejsza- stój i do mnie. Pies jest bardziej zawaansowany w nauce i karny - jest dłużej, jest starszy, spokojniejszy i ma mniejsza potrzebę ruchu. Sucz jest u mnie od początku września więc nie ma szans na 1 lokatę w konkursie :) ale stara się :) (no i ja sie staram....)
  24. Mieszkam na zadoopiu :) ma to swoje dobre i złe strony. Ze złych- brak parku z latarniami i jedna szkoła posłuszeństwa - jest tam tropienie- czy dobre nie wiem. Najblizej mam do Wrocławia 75 km i do Poznania 160 km. Sowa masz może jakiś link albo filmik na ten temat? Żeby nie szukać tak po omacku. A jedzenie czegoś smakowitego z ziemi to chyba niestety każdy pies umie sam z siebie :) - tak w końcu przyłączyły się do ludzi - zjadały resztki. Nie mam też zbyt wiele okazji do śmieciożerstwa- za moim domem są łąki i nieużytki, mieszkam na osiedlu gdzie każdy ma płot i czysty trawnik przed domem (spróbowałabym nie posprzatać qpy!). Jedynie nasze miejskie spacery mogłyby stwarzać jakieś zagrożenie w tym względzie, ale jak dotąd z tym spokój (tfu tfu).
×
×
  • Create New...