Jump to content
Dogomania

shnooreck

Members
  • Posts

    194
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by shnooreck

  1. W książce "Mój pies" praca zbiorowa jest podobno co nieco otropieniu i myśliwcach jako takich, ponoć sensowny (by Patmol) ta jest dostępna. Coś jeszcze komuś przychodzi do głowy?
  2. (Sorry za tą wielką czcionkę powyżej, nie wiem jak się zrobiła :( ) Filmik porównujący maliniaka (prawie holender) i rotta, nie polegający na przyznawaniu jakichś tam punktów tylko facet ma obie rasy, trenuje je, ma chyba dość zdrowe podejście. Z niego wynika, że na psa rodzinnego bardziej rotek. Zresztą ten jest cudnie piękny ze swoją muskularną i lekka budową, żaden tam klocek. Aleee tez uświadamia, ze trzeba naprawdę dużo z siebie dać i nie należy popełnić błędów wychowawczych bo w przypadku rota to może urosnąć do potęgi n-tej. Nie miałam dotąd czynienia z molosami nawet wśród znajomych/rodziny (no jeden buldożek francuski, źle wychowany, nie liczy się :P). Generalnie po zaproponowaniu przez Was rottka czuję sie jak ktoś, kto pokazuje znajomemu himalaiście zdjęcia z wakacji. A ten sie zachwyca i mówi "Suuuper, jedź z nami na Mount Everest, widzę, ze się nadajesz, zgłoszę Cię". No to ten ktoś z śpiewem na ustach drenuje swoje konto, kupuje sprzęt, czyta, dowiaduje sie ile może i powoli dochodzi do niego, że może sobie jednak odmrozić d...ę. I zaczyna sie zastawiać, czy głos rozsądku każący wystawić cały ten szpej na allegroszu, zrobić remont łazienki i jechać do Zakopanego jak zwykle :P nie ma jednak racji.... Mieszkam na pietrze domku, jak pies zachoruje to go nie wniosę sama, a nie sądzę, żeby ktoś poza mną chciał w tym domu tej wielkości zwierza. Argument "chcę to mam i sama sie nim zajmę" może nie wypalić i będzie kwas :(Spuszczanie go ze smyczy i w kagańcu nad zalewem -ulubione miejsce spacerowe- może sie źle skończyć- moje kundle dotąd ludzie przygodnie spotkani olewają, ale czy to samo będzie z rottem? (wybieram niepopularne terminy - styczeń w środku tygodnia np. ale czasem jednak sie ktoś kręci). Rottki jednak nie żyją długo i czas, kiedy ewentualnie będzie chętny na bieganie to od 1 roku do powiedzmy 8 lat. Zje sporo, potrzebuje multum zaangażowania i uwagi w okresie wychowawczym, nie wybacza błędów, a ja mam zawsze też inne zwierzęta, które też swoje zjedzą i też wymagają miziania itp. Niby nie muszę teraz żadnej decyzji podejmować, ale poszerzyć swoją wiedzę i zająć jakieś stanowisko bardzo bym chciała. Więc na początek oswoić trzeba żyłkę myśliwską suczy i w ogóle zbliżyć się do kwestii o co chodzi tym psom myśliwskim. Znalazłam na allegroszu książkę Wyżły charakterystyka i przeznaczenie - Dembiniok. Chyba najlepsza, ale prawie 150 zeta, a ja nawet nie wiem czy mnie te psy odpowiadają, o tropieniu nic nie ma. W bibliotece wrocławskiej też nic nie ma- ani tropienia, ani Dembinioka. Ma ktoś jakiś pomysł? Jakieś namiary na literaturę? W ogóle ludzie nie przejmują sie pierwotnym przeznaczeniem myśliwców- ot pies jak pies, to on myśliwski w ogóle jest? I co z tego? Niby pitbullowi nie trzeba dostarczać piesków do zagryzania, żeby pierwotne popędy zaspokoić, ale jak pies idzie w siną dal za tropem to chyba jest inna kwestia?
  3. Rzuciłam okiem, ale zastanawiałam się już kiedyś nad psem w typie, zanim ostatecznie wzięlam sucz, lubię czarne podpalane, wysokołape i energiczne :) - był w "moim" schronie. Jednak: "Są silne, wytrzymałe i posiadają wysoko rozwinięty instynkt łowcy, przez co są świetnymi i wszechstronnymi psami myśliwskimi". I tu kicha :( muszę sie doszkolić w kwestii myśliwców, moja sucz nie okłada pola tylko wypatruje ofiary. Nie ma ofiary na horyzoncie- nie ma problemu, jest przywołanie jak na filmiku szkoleniowym z youtube. Ale jak jest wysokie stężenie zapachów pojawia sie napis w oczach: "brak dostępu do bazy, spróbuj ponownie później" i mnie to wkurza :(
  4. Jeszcze jedno- jak z bieganiem u rottów? Nie bardzo to chyba do nich pasuje- duże, ciężkie, chyba by się nudziły? Nie, żebym biegała bardzo dużo, ale po bieganiu nie mam ochoty brać psa jeszcze na spacer bo bieganie ze mną jest dla niego upierdliwe. I tu chyba znów wygrywa holender....i ast :)
  5. hmmm nieciekawa sprawa :( Moja okolica myślę, że by przeżyła. Stali mieszkańcy, bo przyjezdni to ruletka. Na pewno nie chciałabym wystawiać na próbę tego faktu i zostawiać psa samego w ogródku, a niech se szczeka. Dziwnych i uprzedzonych ludzi można spotkać jednak jak widać wszędzie i niespodziewanie. Irda się dużo mniej rzuca w oczy od dobka czy rottka- przede wszystkim jest o wiele drobniejsza=mniejszy strach ludności. Jeszcze mnie nikt nie wyzywał w związku z psem mordercą, drugi pies wzbudza wyłącznie przyjazne odruchy, choć mizianie przez obcych znosi cierpliwie, bez przyjemności z niego płynącej. Stali goście wyciagają już łapy częściej w kierunku psa mordercy bo ona się radośnie z nimi wita, a drugi psiak tylko toleruje ich pieszczoty. Przejadę się pociągiem z suczą zobaczymy co będzie :) Na drugiego psa nikt nie narzekał, jeździł juz kilka razy. Będzie różnica czy nie będzie :P
  6. Użytek mógłby u mnie mieć za mało ruchu :( Holendry bywają, znalazłam planowany miot czyli w razie czego coś by sie znalazło wcześniej lub później. Owczarkopodobne cuś z płaskim grzbietem to połowa psów schroniskowych. Pomimo ogromnej sympatii do nich nie lubiłam za bardzo ich wyprowadzać- niewybiegane i niewyżyte ciągnęły jak smoki. Ale utrzymałam :)
  7. No jak też wyglądam jak gimbaza, niestety lub stety.....Pozdrawiam więc serdecznie :D Co ciekawe mojemu małżowi też dają zwykle dychę mniej niż ma, może ja tak dobrze gotuję, że się nie starzejemy? ;P Bokser- sympatyczny psiur, ale śliniący się w różnym stopniu w zależności od egzemplarza. Mąż nie przeżyje :( Owczarek staroniemiecki czyli rozumiem owczarek w typie ON bez wygiętego w pałąk kręgosłupa? Bo jak tak, to zbliżony do owczarka holenderskiego, jest na liście na wysokiej pozycji (poprzednia strona) bo nie mam mu co zarzucić, doprawdy :) oprócz tego, ze tu już nie ma wyboru- psiaków do adopcji raczej nie spotkam przy tak rzadkiej rasie więc wyłącznie szczenior z rodowodem. Niby też dobrze. Na pewno z takim idziemy na IPO. Gdybym brała rotta to już on ważyłby tyle co ja....a że na pewno dostanie do towarzystwa jakąś mniejszą bidę to może być wesolutko. Ale niekoniecznie tragicznie. W schronie udało się ustalić najważniejsze: 1. Jest między nami chemia :) 2. Jaki jest stosunek do psów/ludzi/kotów 3. Czy dam z tym egzemplarzem radę i nie będzie to mordęga 4. Czy nie goni rowerów/samochodów 5. W jednym przypadku wiedziałam, że psiur nauczony czystości, w drugim było miłe zaskoczenie. 6. Czy obcy może pogłaskać, czy boi się dzieci (bo dzieci wyprowadzają mniejsze pieski i szczeniaki) 7. Psy podniosłam i postawiłam na ziemi- ich reakcja na moje poczynania była spokojna Niespodzianka była w postaci silnego instynktu łowieckiego. Trzeba żyć dalej :)
  8. No i jeszcze jedno- niby wiem jak na rottka mogą reagować ludzie, ale jak moje psiury latają sobie luzem to mnie jednak policją nikt nie straszy ;P Irda trochę budzi grozę, ale w kagańcu jakoś mniej. Jak na spacerze się trafią znienacka osobniki homo sapiens to psiury odwołuję, każę siedzieć, dostają smaka - spacerowicze widząc, że ogarnięte, dają spokój. Jak to jest na spacerach w licznie odwiedzanym miejscu, na plaży, w hotelu itd? Spotkałam się z opinią w necie, że czasem już witki opadają od tłumaczenia, że nic nie zrobi, że łagodny...a jak ludzie się boją/krzyczą/straszą to i pies ma dyskomfort. Więc jak witki opadną to się tłumaczy, że to podpalany lablador, nowość taka :) bo kto to widział rotta z ogonem? I bywa, że skutkuje brakiem niechęci i ogólnym popuszczeniem przez ludziów gumki w gaciach.
  9. Tylko w adopcji rottka mnie mnie martwi jedna rzecz- moje obecne psiury (dorosłe i nie do konca znane) bez ceregieli wpakowałam do wanny, pod pachę i sru do środka, lałam wodę na łeb, no jak to przy kąpieli. Fizycznie byłam w stanie je w tej wannie zatrzymać mając na podorędziu pomoc w postaci wołowiny. Poszło gładko. Z dorosłym rottem nie wiem czy by mi sie ta sztuka udała, jakby tak sie jednak zaparł łapami. Czyli bardziej szczenior/podrostek. A z tego nie wiadomo co wyrośnie czy z charakteru zrównoważony i spokojny czy wręcz przeciwnie. Ot zagadka....Ale jest pies- jest kłopot, kto nie chce kłopotu nie powinien mieć psa :P
  10. Nie powiem, że nie jest to istotna sprawa, przeciwnie- jest bardzo istotna. Na razie to plany na przyszłość i ogólny kierunek, taki "bydlaczek" z pewnością nie przybędzie w przypływie chwilowego kaprysu. Tym bardziej, że ja jednak mam ogromną słabość do wszelkich bid i planowane rodowodowe szczenię może przegrać z adopciakiem. A temu już trzeba sie bardzo uważnie przyjrzeć i wybrać dobrze rokujący egzemplarz. Ast też nie jest potulną owieczką, ale mniejsza masa i rozmiary stawia go na silnej pozycji. Dobkom przyjrzę się uważniej- może jako widz na wystawie? Czas pokaże, obym miała przed sobą długie lata z moja parka, bo lubię paskudy bardzo :) choć dziś sucz przyleciała na spacerze cała zielona, jak pomalowana farbą na ufolouda- wytarzała sie w jakiejś gnijącej roślinności...a spuściłam, bo nie ma zwierzyny to nie ma problemu przecież (ale to szczęście na pysku i "pańcia daj buuuuziaczkaaaa").
  11. A jednak mi zamieszałyście trochę z ty rottem....oglądam stronę fundacji pomagającej tym psom....może jednak kiedyś :)
  12. tadadadam (to były fanfary jakby co) Bo moja sucz nie przepadająca za dużymi psami dorobiła się dwóch psich kumpli- z czego jeden naprawdę ogromny wybiegł nagle z posesji i...chciał z nami kontynuować spacer, tak mu się podobało w psim towarzystwie. Z drugim sie dziś superowo bawiła (właściciel posokowca czy też poniekąd posokowca czasem nas spotykał) i -UWAGA UWAGA- odwołały się moje obydwa psiury od zabawy, jupi, fanfary (tadadam). Sucz odwołała sie też od roweru, biegacza na horyzoncie. Pies oczywiście nie ma takich problemów, biegacze mogą jeździć na rowerach na jednym kole w rytm makareny, a on i tak przyleci po żarcie. Kupiłam obiecaną linkę 25m. I tak, to nie niespodzianka- bardziej sie plącze niż 10 m, ale co ważne- da się przeżyć. Suczy taki promień wokół mojej osoby wystarcza by poszaleć, ja sie nie wku...nie denerwuję na dziczyznę, sielanka. A było trudno mnie- nie psu-przekonać sie do tego pomysłu. Szelki nie zamówione bo mnie wydrenowała finansowo choroba kota :( Sucz odwołuje sie od naprawdę agresywnych szczekaczy przypłotowych, sama siada i czeka na smaka- kochana :) Ale przeszkodził jej w byciu super pieskiem pan w dresie, kapturze, dziwnie idący - trochę sie wkurzyła, ale w granicach przyzwoitości, pan ledwo zauważył. Teraz obowiązkowo siadają jak ktoś idzie naprzeciw. Przechodzimy też pomału na prawie-BARF, choć rano zawsze dostaną miskę suchej podrasowanej karmy (karma jest niezrównanie mniej problematyczna zwłaszcza rano, zwłaszcza w wakacje, zwłaszcza w górach, a już na pewno w schroniskach górskich. Mam już wizję, że zamawiam tzw. niedzielny polski obiad, sama zjadam ziemniaki z surówką, a psom daję schaboszczaka (sama nie tknę)). Ogólnie to dziś zdałam sobie sprawę, że w styczniu 2019 byłam posiadaczką dwóch dorosłych kocurów, oprócz michy i porcji miziania - bezobsługowych. W tymże styczniu wpadłam na genialny pomysł adoptowania psa, poszło bardzo gładko, to dawaj drugiego, a co. Spacery te same będą tylko psy dwa (o święta naiwności...ale nie żałuję, żaden pies mnie tyle nie nauczył). Wspomniany drugi pies przybył we wrześniu. W listopadzie doszła mała zabiedzona kotka. Jest styczeń 2020. Mam 3 koty i dwa psy. Dwa koty się właśnie bawią ze sobą- latają po całym domu. Mam też kuwetę bo kotka nie wychodzi jeszcze na dwór, nie uznaje drapaka bo to poniżej jej godności, uznaje za to fotele. W sumie jest fajnie :) Najfajniej jak mały kotek bawi się z amstafką (nie ma to jak dziewczyna z dziewczyną). Nie posądzałam dotąd suczy o tyle delikatności (ale to jedyna kwestia, w której delikatność sie objawia- w chwili zadumy przejdzie po kocie i nie zaczai, ze coś tam było pod łapami i czemu sie darło...Za to powącha o co małemu chodzi, że sie wydziera....dekiel jeden. Pies dekiel, nie kot). Warunkujemy kliker, tak sobie nam idzie, zwłaszcza mnie- zapominam, że warunkujemy kliker i wyciągam go jak króliczki na Wielkanoc- przy specjalnej okazji. To jak ma iść? A bez tego nie pójdziemy na dalszy ciąg szkolenia. Bo byliśmy, ale nie zapałaliśmy spodziewanym entuzjazmem- ani ja ani psy. Psiury były dziwnie zestresowane na terenie szkolenia i niezbyt spodobał sie im pan szkolący. To nam nieśpieszno. Za to sterowanie głosem idzie ładnie. Psy już prawie się turlają, skaczą przez nogę (jeszcze nisko) i z coraz większej (mierzonej jeszcze w cm) odległości reagują na leżeć. Tropienie zimą wychodzi bardzo fajnie- pomimo egipskich ciemności wieczorem zanoszę pudełko z żarciem na skwerek i chowam w krzaczorach. Pełnia radości z szukania i odnalezienia go. Bieganie leży i kwiczy bo nie umiem wyzdrowieć już prawie miesiąc (czy to ma jakiś związek z faktem łażenia po dworze prawie 2h i gadania "dobre pieski", "siad", "super" jak sie ma chore m.in. drogi oddechowe???) Ale i tak jest fajnie :)
  13. Zgadzam się, że rottki są wspaniałe i opinia o nich jest niezasłużona- w 99,9% problemom z psem (tym poważnym- pogryzienia) odpowiadają ludzie, nie psy. Nieodpowiednie wychowanie, brak socjalizacji, celowe szczucie, brak możliwości wyżycia sie psychicznego i fizycznego...długo by wymieniać. Psy naprawdę agresywne "bez powodu" (bo to ludziom sie wydaje często, że bez powodu, a psom- już niekoniecznie. Może im po prostu zabraknąć już cierpliwości na znoszenie pewnych zachowań np. dzieci -po prostu) to naprawdę rzadkość. Niemniej jednak jak już bym miała sobie sprawić broń typu ciężkiego ;P to byłby to dobek- są bliższe memu sercu i jednak nie tak masywne. A dwa psy będę mieć już do końca życia, obiecuję :) dobrze by było bym nad dużym w 100% umiała zapanować, dobrze mi sie czyta, że to możliwe, miałam nieśmiałą nadzieję, że tak właśnie będzie.
  14. wklejam link razem z filmikiem- jest na dole, cały artykuł myślę ze wart zapoznania się. Co myślicie? https://pl.dobermanblog.com/american-vs-european-doberman/
  15. Skandynawowie mają dobre pomysły w wielu dziedzinach :) Mój kundel ma korzenie szwedzkie i jest fenomenalny, bezproblemowy. Poszukam tego co ja oglądałam o testach.
  16. Bardzo chętnie zapoznam się bliżej z tymi testami :) Widziałam w necie filmik z niego- wydawał sie sensowny, ale nie siedzę aż tak w temacie by udawać eksperta w tym zakresie. Widziałam też filmik amerykańskiego właściciela i czytałam blog innego- podkreślano różnicę pomiędzy amerykańskimi, europejskimi dobkami , miały one wynikać m.in. z stosowania tych testów, w których pies ma być zrównoważony, a w razie konieczności wkroczyć do akcji. Amerykańskie dobki straciły na użytkowości, sile, popędach, są drobniejsze, mają mniejsza muskulaturę....ot, bardziej rodzinne pieski. Nie wiem czy dobrze myślę, ale kompletnego wariata na tych testach nie widzę. Można wiele psa nauczyć, owszem, przygotować na różne sytuacje (na filmiku, który widziałam jedna z osób nieznanych psu otworzyła parasol- niby nic, można psa nauczyć, ale świr nie odpuści). Teoretycznie pies zbyt pobudliwy i histeryczny nie powinien przejść też wystaw, ale one jednak są chyba mniej wymagające? Chętnie zgłębie temat :) Rotek to kaliber poza moim zasięgiem na pewno /płacz/- samica 35-48 kg, ewakuacja wsi kiedy idę na spacer jawi mi sie już przy dobku, tu chyba byłoby gorzej, choć uważam je za jedne z najwspanialszych ras!
  17. mały musternlander jest cudnie piękny i ma dobrą wielkość, jest łagodny w stosunku do ludzi i innych psow i klapnięte uszka i dużo dobrego o nim można napisać :))) Niestety jest też myśliwskim psem :( Mam przed sobą jeszcze sporo lat z moją suką o silnym popędzie łowieckim- jeśli się z braku innych możliwości nauczę życia z takim psiurem i nie będę na ten fakt utyskiwać tylko uznam za zaletę to rozważę wyżlowate. Jednak na chwilę obecną najlepsze co mogę napisać o instynkcie myśliwskim, to fakt, że podczas biegania po lesie moja sucz nie potrzebuje żadnej motywacji- leciii, panie na złamanie karku. Potwierdzają to filmiki z różnych dogtrekingów - jest tam sporo myśliwców. Charakter mojego drugiego psa jest owczarkowaty i ten jest moim zdaniem znacznie łatwiejszy w obsłudze w terenie. Mudik za mały mówisz? mają wg netu 38-48 cm w kłębie, wszędzie piszą, że to średniaki. Gdyby to był samiec to bliżej tej górnej granicy. Zawsze to czarne i wilkowate. Ale może źle myślę? żadnego nie widziałam na żywo, internet też nie jest zbyt łaskawy dla nich- niepopularna rasa (nieraz to dobrze dla ich psychiki). Nie wiem jakie wrażenie sprawiają. Ale wiem, że z takim psem na 100% sobie poradzę. Czy z większymi też...? Dla porównania, na szybko znalezione: dobek, my love- suka 63-68 cm, 32-35 kg sznaucer olbrzymi suka 60-65, 35-47 kg dla suk i psów (to już trochę bydlę jest, ale miałam do czynienia na żywo z taki stworem i był superowy, osoba mojego wzrostu wyprowadzała na spacery) sznaucer średni suka 44-47 cm , pies 47-50 cm, 14-20 kg ((dobre wielkościowo i charakterologicznie, tylko ta ilość ruchu i broda, którą bym przycinała jak kozie) owczarek holenderski suka 55-60 cm, ok 30 kg flat suka 56-59 cm, 25-32 kg (dobra wielkość i fajny charakter, z myśliwców jako jedyny chyba wchodzi w gre-wydaje mi sie łatwiejszy pod tym względem, przekierowałabym jego instynkt na ulubione przecież aportowanie i nasze amatorskie tropienie) collie krótkowłose nieco drobniejsze więc pies też w zestawieniu 51-56 suka, 56-61 samiec, 18-25 kg dla suki, 20-29 dla psa (dobre wielkościowo i charakterologicznie) amstaff suka 43-46 cm, pies 46-48 cm, 28-40 kg dla obu płci (no lubię to :) chociaż nie uważam za ładne :P ) (no i może najważniejsze- ja....czyli 150 cm wzrostu, 45 kg, dość dobra kondycja fizyczna, nie uznaję wakacji spędzonych na leżeniu. Numeru buta nie podam :P)
  18. Hejka, ostatnio podczas rozmowy temat zszedł na psy :P i jakoś nie umiałam sie określić jaka jest właściwie rasa dla mnie. Pomimo interesowania się kynologią i jakąś-tam wiedzą o psach, w sumie nie wiem jakiej rasy byłby szczenior, gdybym miała się szybko zdecydować na psiaka z rodowodem. Pomożecie, towarzysze? Preferencje co do wyglądu: Niech punktem wyjścia będą setery (ach, anglik albo irland...), wszelkie wyżły, spaniele, które są przepiękne, ale charakter chyba nie dla mnie (a pies to głównie charakter...). Nie szukam psa z pasją myśliwską- jest to dla mnie średnio fajne. Nie umiałabym chyba zaspokoić potrzeb myśliwca. Mam w okolicy dużo zwierzyny, której nie powalam gonić. Ale wróćmy do wyglądu. Więc pies może być średni lub duży, na długich, silnych łapach, z normalną (nie skróconą) kufą o dość dużych możliwościach fizycznych. Sierść krótka lub nieco dłuższa, podszerstek nie jest wymagany, ale mile widziany. Chętnie klapnięte uszka, ale nie jest to obowiązkowe. Ponieważ przy kupnie psa z rodowodem można trochę powybrzydzać ;P to koniecznie pies bez brody! I z oczami :P Taki, żeby NIE pasowała mu różowa kokardka ;P Powinien wzbudzać respekt wyglądem, mam niemiłe doświadczenia w tym względzie i wolałabym by potencjalny zaczepiacz zastanowił się, czy zawracanie mi gitary to pomysł miesiąca. Pałętam sie często sama z psami gdzieś na odludziu. Czyli na pewno pies czarny/ciemny. Czy powinien faktycznie potrafić bronić czy tylko wygladać groźnie- tu sie zastanawiam. Miewam czasem sporo gości w domu, w tym latające wszędzie dzieciaki, instynkt obronny mógłby sprawiać problemy. Mało czynności pielęgnacyjnych poproszę, nie jest to moje ulubione zajęcie. Już bym wolała trymowanie raz na jakiś czas niż częste czesanie i codzienne sprawdzanie czy w sierści nie ma rzepów, gałązek i innych paskudztw. Wielkość preferowana ok 20 kg. Ale ciągnie mnie w kierunku czegoś większego- tak powiedzmy 30+. Tylko jestem kurduplem :( Ale tak patrzę i widzę- ludziska mają dogi, bernardyny, nowofundlandy, amstafy szkolone typowo w kierunku bull sportów są piekielnie silne - i jakoś te psy odpowiednio wychowane nie przeciągają swoich właścicieli po krzakach na każdym spacerze (chyba, nie znam ich zbyt wielu, ot przygodnie spotkani ludzie). Preferencje co do charakteru: Skupiony na człowieku, bez skłonności do ucieczek, nie pierwotniak, nie myśliwiec. Łatwy do szkolenia. Mogę zaoferować ćwiczenia fizyczne i umysłowe do 2h dziennie. Lubię przebywac z psami, uczyć je nowych rzeczy, wygłupiać się, ostatnio amatorsko tropić, miziać, byle nie koniecznie pół dnia....Biegam ok godzinę po lesie, częstotliwość nieregularna, najwięcej wiosną i jesienią. Oprócz tego kongi, mata węchowa, aportowanie z fotela jak już będzie trzeba :) Aha i towarzystwo kotów i drugiego psiura (w przyszłości dzieci). Nie potrzebuję stróżowania, jeśli ma bronić to mnie, nie musi mojego mienia. Szczekać sobie może - domek jednorodzinny, ale bez kilkugodzinnego sterczenia przy płocie i szczekania na przechodniów. Pracuję teraz w taki sposób, że część pracy mogę wykonać w domu więc moje -bierne-towarzystwo jest. Jeśli pies z predyspozycjami do obrony to pójdziemy na pewno na IPO. Jeśli tylko straszak na głupoli to mu daruję, ale na pewno będziemy "coś" robić. Rasy, które mnie wydają sie odpowiednie, ale przy każdej propozycji jest jakieś "ale" Pierwsze i najważniejsze- doberman. Cudo nie pies, miłość moja od dzieciństwa, kiedy to poznałam kilka suk w typie. Nie szkolone wracały do przewodnika na spacerach, zrównoważone, kochane, tolerowały dzieci, koty, ale wzbudzały szacunek wśród obcych. Piękna, harmonijna sylwetka. Łatwy w obsłudze jeśli chodzi o sierść. Zimą ubrałabym :) Bardzo moim zdaniem istotne- obowiązkowe testy psychiczne dla zwierząt dopuszczonych do rozrodu- czemu to tak mało rozpowszechniona rzecz??? "ale" jest to pies duży, silny, a ja kurdupel. W grę wchodzą tylko suki ze względu na wielkość, z tego co sie dowiedziałam one bardziej niż samce mają tendencję do bycia psem jednego pana - na ile to uciążliwe w rodzinie? Czy proponowana ilość ruchu jest w stanie zaspokoić takiego psa? Wychodzę z psami na spacer niemal niezależnie od stanu zdrowia (co bywa gubiące...) pogody i mojego aktualnego chcenia. Więc raczej nie zgłupieje od braku zainteresowania, ale czy nie będzie go jednak za mało? Potrzebują dużo ruchu, ale nie tyle jednak co taki np. border, belg czy haszczak. Nawet rotek podobno ma większe potrzeby w tym względzie. Sznaucer średni/olbrzymi- fajny psiur, choć lubi stróżowanie i ma brodę (brrr). Ale olbrzym jest naprawdę duży (ciekawe jak wypada na żywo obok dobka?), a średniak bardzo ruchliwy. Nie trzeba sprzątać sierści, charakter bardzo w porządku. Owczarek holenderski- mniej znany od belga i potrzebujący mniej ruchu, nadal aktywny fajny pies. Chyba najbliżej wymagań, ale byłby to raczej wybór z rozsądku niż z serca. Ale nie widziałam żadnego na żywo. Podoba mi sie skupienie i pasja pracy (czy nie za duża jednak?) Flat coated retriever- gdybym jednak chciała wyłącznie straszaka o gołębim sercu. Gdyby mu tak jeszcze amputować żyłkę myśliwską jakoś, hmmm Collie długowłosy- sierść, sierść, sierść, chociaż pies naprawdę niezły, ale nawet za straszak na może robić. Trzeba poszukać naprawdę dobrej hodowli, ale to chyba zawsze trzeba. Collie krótkowłosy- no wszystko mi w nim pasuje, tylko bez tej ilości sierści, co ma jej collie rough jednak za dużo, to mu czegoś jakby brakuje.... Mudi blisko, bardzo blisko ideału. Czarne lub marmurkowe, średniej wielkości, typowe owczarki z charakteru. Wygląd akceptowalny. Amstaff czy coś co teraz przerabiam :) charakterologicznie superowe psiury, miziaste i inteligentne. Mają tryb on/off - bardzo, bardzo przydatna sprawa. Trzymają obcych na dystans, ale jak ktoś sie chce skumplować to nie ma problemu. Moja sucz na IPO sie nie nadaje, pomimo to czuję sie z nią bezpiecznie- obserwuje czujnie otoczenie i w razie czego warczy/szczeka potem luzuje gacie. Rasowe amstaffy niezbyt mi sie jednak podobają (masywne stwory) i są strasznie nieuważne sieroty (przejdą po kocie/ innym psie i nawet nie zauważą co sie stało). Zastanawiam sie czy kontynuować z nimi znajomość w przyszłości czy może coś innego :)
  19. (Musze pisać na raty) Dzisiejszy ślad (nie chodzimy codziennie na takie imprezy :) ale kilka razy w tygodniu się staramy, zależy czy jest jasno- a ostatnio nie jest zbyt często :( )był wyjątkowo przebiegły. Ślepe korytarze biegły w miejscach oczywistych, szlak główny częściowo był całkowitą nowością. Sucz sie złapała na 2 z 3 "pułapek" ale nie chciała wątróbki, która była nagrodą - bo surowa, ble paskudztwo! Psa po prostu spuściłam i obserwowałam jak sobie radzi tzn. jak wpada w pułapki i się sam nawraca. Już mu lepiej idzie tzn. nie chodzi tak całkiem na pamięć i byle do przodu. Wątróbką jak to on nie zamierzał pogardzić. Musze stwierdzić, że dziś były zmęczone po czymś takim. Gdy idą razem to sie wspierają, każde na coś wpadnie i to drugie je małpuje - efekt jest mniejszy. Ale nie powiedziałabym, że praca węchowa jest aż tak męcząca, jak ją reklamują, ostatecznie psy myśliwskie biegały za zwierzyną całymi dniami i nie padły jakoś. Ale warto, naprawdę warto sie pobawić, psy się bardzo cieszą gdy mamy iść na "łowy"- bo one już za drugim razem po moim zachowaniu wiedziały, co za chwilę będzie i te komendy to wydaje trochę sobie a muzom- wchodzą same w tryb pracy. Iza mój pies jest cudowny i gdyby nie był nie zdecydowałabym się na wzięcie drugiego, już na wstępie bardziej problematycznego. Ich relacje obserwuje sie fantastycznie :) a sucz coraz lepiej sobie radzi z emocjami- to zasługa też na pewno pracy wechowej zamiast ganiania samopas polach. Chociaż teraz też gania, tylko że rzadziej:) Psy sie bardzo szybko uczą, dużo, dużo szybciej jeśli nauczycielowi sie chce i przekazuje informacje w zrozumiały, jasny dla nich sposób. A kto to zrobi lepiej, jaśniej niż inny pies? Ile energii i pomysłowości potrzeba człowiekowi na przekazanie pewnych rzeczy, które starszy, zrównoważony psiak wytłumaczy mimochodem? Trzymam kciuki za Twoją podopieczną :)
  20. Z nowości: mam zjedzone lampki choinkowe (płacz, bo ładne były) oraz z wielkiej antypatii do psa sąsiadów mamy przyjaźń (hip hip hura, ale to też kwestia zmiany nastawienia tamtego psa, coś mu też się odmieniło i już nie chce moich zjeść, to i moje z pomocą serc drobiowych oraz deszczu parówek spokojniej do niego podeszły -dały bucowi szansę). Choroba moja sprawiła, ze mało spacerowaliśmy po osiedli -psiury dostały zbiorowej amnezji na temat sensownego zachowania się na tymże- wyrywają sie zarówno do kumpli jak i wrogów. Grrr, praca od początku. Za to już ładnie szarpią jeden szarpak, suuuper to wygląda! Sucz bawi się z małym kotkiem- tak asty też potrafią być delikatne, rzadko ale sie zdarza :) choć kotek po pewnym czasie sie ewakuuje bo to jednak inny kaliber
  21. Moja mama wzięła też takiego strachulca z dredami. Mała. choć już w dość poważnym wieku suczka urodziła (na pewno kolejne) szczeniaki. Sąsiad chciał ją złapać, ugryzła go. Trafiła na obserwacje. Słodkie kuleczki jakoś znalazły chętnych ale ona już nie :( Moja mama chodzila ją odwiedzać i ostatecznie przywiozła do domu. Sunia bała się wyciągniętej ręki- chowała się wtedy pod kaloryfer.... Pies, który nigdy nie był w domu zachowywał się w nim bez zarzutu. Po wycięciu dredów i ogoleniu (inaczej się nie dało) ukazał sie miły psiak w typie sznaucera.Zupełnie nieźle sobie radziłą, robiła postepy a potem okazało sie, że jest w kolejnej ciąży. Nie wiadomo jak do tego doszło, w końcu niedawno odchowała szczeniaki! Była przez nas pilnowana na spacerach. Po urodzeniu szczeniaków nastąpił regres- ugryzła nawet mojego ojca, gdy zbyt szybko wszedl do "jej" pokoju. Ale musiała sie załatwiać na zewnątrz - tak robiła od początku, wracała ze spaceru i znajdywałą swoje szczeniory wymiziane, pachnące ludźmi i...nadal całe i zdrowe. To pozwoliło na zaufanie nam. Potem była pieskiem idealnym. Chodziła bez smyczy, dogadywała sie z kotami, z dziećmi mniej (bo pewnie nie raz jej dały w kość...) ale bez agresji- chowałą sie gdzieś gdy przychodziły i tyle. Do stale nas odwiedzających odnosiła sie neutralnie. Trzeba dawać szansę takim przypadkom, jak sie ktoś czuje na siłach albo po prostu serce mu nie pozwala zostawic takiej kupki nieszczęścia - satysfakcja jest ogromna. Co do sztuczki- pies radzi sobie z każdą, jak na razie, tylko je sobie czasem uatrakcyjnia :) Sunia w poprzednim domu chyba była ciągle uspokajana i ciągle jej czegoś nie było wolno (jest bardzo emocjonalna, skacze na ludzi itp). Na początku nie ruszała sie w domu z posłania bez konkretnej przyczyny, teraz widać jak sie otwiera i robi coraz więcej rzeczy, nabiera odwagi. Ale dla niej przejście pod kolanem, między nogami, nawet obrót za smakołykiem spotykał sie z pewną blokadą psychiczną- po pewnym czasie i iluś tam powtórzeniach nabierała zaufania i jej lepiej szło. Także cierpliwości, zresztą- nie musi wszystkiego umieć :)
  22. Piękna morda :) bardzo podobają mi się takie ON-kowate :) Cudnie wpatrzona w przewodnika :) ona była u poprzedniego "właściciela" (bo chyba na brak cudzysłowu nie zasługuje...) na dworze wychowywana? Czego się boi bidula? Innych niz Ty ludzi, psów? Wielkie serducho ode mnie, za zaopiekowanie się bidą! Co do konga właśnie szukam na allegroszu, u nas nie ma rozmiarów. Też odbijałam jak piłeczkę :) też przeżył. Jeden zgubiły, może jeszcze kiedyś sie odnajdzie, ale teraz muszę kupić . Bardzo lubię ta zabawkę, choć moje psiury jak jest zbyt trudna kombinacja smaków to sie zniechęcają. (Swoją drogą ciekawe- byłam w sklepie bez mojego zwierzyńca, żeby dojść do kongów musiałąm sie przeciskać prze kolejkę do weterynarza- bo u nas to razem funkcjonuje- poczekalnia i sklep. Szukam tego, ciasno, ktoś chce mi pomóc i wskazuje- ooo tuutaj ma pani takie małe i wiiieeelkieee zdziwienie, że potrzebuje L, a nie XS. Widać wyglądam na wyłącznie na właścicielkę malutkiego pieseczka z kokardką ;P no, ale ja duża nie jestem). Jako, że mój pies jest zbyt inteligentny i że może to być dla właściciela wyzwanie to powiem, że jak pięknie robił slalom między nogami to teraz się wycwanił i robi w trakcie ćwiczenia stójkę jak do "poproś" (klasyczną surykatkę) i niestety RAZ dostał, bo mnie wziął z zaskoczenia. Nie wprowadziłąm wcześniej konkretnej komendy kończącej to cwiczenie. Teraz to dopiero robię. No i na własne życzenie mam tak- robimy slalom, on przechodzi pod kolanem, robi stójkę, ja nie daję żarcia, zachęcam do przejścia pod drugą nogą, on przechodzi, robi stójkę...i tak aż do mojej nerwicy ;P Ale jest przy tym bardzo uroczy i mnie rozśmiesza mimo wszystko :) Bez aktywnego podawania jedzenia psiury teraz rozniosłyby mi dom. Jetem chora i nie mogę zbyt długo przebywać na dworze. Suka nie umie sie długo bawić, nudzi sie niestety szybko, psa bym wybiegała za piłeczką lub butelką, ale jej nie wiem co bym wymyśliła. Suczy musze kupić chyba 30m sznura....a może 100m? nie wiem czy kiedyś uda nam się przywołanie na 100% - ona głuchnie jak jest zwierzyna. Podejrzewam coraz bardziej w jej drzewie genealogicznym wyżła i to w roli ojca lub matki, niezbyt daleko w każdym razie. Ma kropkowane łapy jak np. wyżeł niemiecki (żadnego asta z czyms takim w necie ani na żywo nie spotkałam) i drobną, smukłą budowę z mocnymi astowatymi mięśniami. Maszyna do biegania. Jest o wiele łagodniejsza w stosunku do obcych psów no i ten instynkt, zbyt chyba wybujały jak na psa bojowego.
  23. Aktywne żarcie cd. 5. po prostu klasyka- kong. Minimum dla każdego psa po jednym, można nawet i trzy na jednego osobnika- w tym przypadku zostawiamy psa z zabawkami i idziemy do pracy. On się zmęczy dziamdzianiem i przy okazji naje aktywnie. Nie musi byc wypełniony super przysmakami, wystarczy dosmaczona karma, czyli zje śniadanie/kolację. Same zalety. Tylko kongi drogie :( 6. wersja na leniucha przy oglądaniu filmu przy okazji warunkowanie klikera - porcje jedzenia wrzucamy do miski, wydajemy komendę nie (trzeba ją uwarunkowac najpierw), później kliker i komenda zwalniająca. W dalszej wersji sam kliker, bez komendy, zróżnicowany i wydłużany czas pomiędzy wsypaniem jedzenia, a przyzwoleniem na jedzenie. 7. sztuczki, po prostu sztuczki :)
  24. Dla zainteresowanych - sama niedawno tego szukałam, więc moje wnioski mogą się komuś przydać. Atrakcyjne podawanie jedzenia czyli jakie? Stawianie po prostu michy odpada! Nuda! Nam nie wyszło za bardzo podawanie całego jedzenia na spacerach, zwłaszcza suchej karmy. Psy były ruchliwe, biegały, bałam sie o skręt żołądka. Sucha karma jedzona szybko (szybko, bo trzeba biegać/węszyć/kopać dziurę) też była bardziej połykana niż gryziona, nie chciały jej później wcale (pewnie je podrażniała i obciążała). Małe granulki tym gorzej sie sprawdzały (zatykało je czasem jak kota przy kłaczku- wpadały nie tam gdzie trzeba). Znacznie lepiej sprawdza sie surowizna lub coś obgotowanego (serca kurze indycze, wątroba, mięso nawet parówki czy żółty ser). Jest to dość upierdliwe bo sie czasem paprze, śmierdzi....no ale sama chciałam te psy ;P , a w spacerowej kurtce już nie chodzę "między ludzi". Tak więc na spacerach, głównie za przywołanie dostają mniejszy posiłek, za to atrakcyjny. Co więc z większym posiłkiem, który jest mniej pachnący - składa sie głównie z karmy? Dosmaczam go zwykle np. łyżeczką pasztetu, pokrojonymi parówkami, twarogiem, jajecznicą bez przypraw (1 jajko na 2 psy), wodą z obgotowania surowizny. Zwykle dostają w kilku formach. Jest bardziej skomplikowane i czasochłonne niż stawianie michy, ale mniej absorbujące i czasochłonne niż spacer, a bardzo dla psa męczące (i fajne! jak one sie cieszą gdy wyciągam akcesoria!). Zwykle też cos przy okazji robię- zmywam/robię kawę/oglądam na yt film o psach ;P itp. 1. Mam 6 małych miseczek, pozbierane nieużywane starocie. Do każdej wsypuję karmę - objętościowo łyżkę, łyżeczkę. Psy dostają komendę siad, a potem stój (trzeba najpierw nauczyć oczywiście takiego zostawania, osobna sprawa, bardzo przydatna w różnych sytuacjach). Rozstawiam po całym domu w zakamarkach i na komendę mają znaleźć jedzenie. Po kilku takich sesjach i latania po całym domu są zmęczone i szczęśliwe. Na początku zostawały w jednym pomieszczeniu, teraz już tam, gdzie sobie zażyczę. Oprócz tego można skomplikować system komendy zwalniającej- u mnie jest to klaśnięcie i komenda szukaj. Żeby psy nie ruszały do dzieła np. podczas mojej rozmowy z kimś (na początku czekają aż choćby westchnę głosniej i uznają, że już można szukać) wprowadzamy utrudnienia - najpierw bez klaśnięcia różne słowa (kotek, choinka, roślina itp) dopiero z klaśnieciem słowo szukaj. Póżniej już przy różnych słowach dodajemy klaśnięcie. Później zmieniamy ilosć słów (żeby nie było, ze za kazdym razem czwarte słowo to szukaj). (wada- trzeba pamietać gdzie sie te 6 miseczek ustawiło, to czasem wcale nie takie proste a i węch mam gorszy niż one :P zaleta- nie ma sprzątania, może być nawet mokra karma, surowizna) 2. to samo i tak samo z komendami tylko zamiast miseczek gazetka reklamowa. Zawijam co nieco w każdą stronę i rozstawiam po całym domu. Im bardziej gazetka porozrywana tym wiecej pakuneczków z mniejsza ilością karmy, do momentu gdy zostaną strzępy, w które nic już nie można zawinąć. (wada- sprzątanie strzępów na koniec, za to nie trzeba ich nigdzie szukać i pamiętać gdzie sie zostawiło, nie trwa to specjalnie długo. Nie bardzo można zawijąc dosmaczoną karmę czyms mokrym, więc lepiej żeby to była np. świeżo otwarta, pachnąca karma. Zaleta- psy dodatkowo sie męczą odpakowywaniem, pakuneczków jest sporo=większa trudność.) 3. to samo i tak samo tylko karma zawinięta w rolki po papierze toaletowym lub jeszcze trudniej- po ręcznikach papierowych (większe i grubsze, wielkokrotnego użytku, nie zapełniamy całości tylko zawijamy koniec, wsypujemy trochę, zawijamy drugi koniec). Można włożyć do duzej miski, kartonu z dużą ilościa pustych rolek/piłek/dużych klocków i prostu wydać komendę szukaj, koniec naszej aktywności. (wada- sprzątanie, ale tym razem krótkie, trzeba chomikować rolki, a nie można sie tak bawić zbyt często bo sporo rolek idzie na jedną zabawę, zalety: psy mocno się męczą z odpakowywaniem, przydaje sie, gdy jest paskudna pogoda lub nie mam czasu, można zawijać np. surowe serca -chyba, ze pies przy okazji zeżre papier, moje tego nie robią) 4. dla posiadaczy ogródka- mata węchowa w wersji XXL (maty normalnej jeszcze nie mam, kiedyś sobie kupię). Karma musi być przez psy lubiana, bo dosmaczona sie nie nadaje. Rozsypuje się ją na posesji, w trawie, w korze pomiędzy krzewami jak ktoś ma, mniej fajnie na betonie. Nasza własna działka jest zwykle bezpieczna jeśli chodzi o odpadki, a gdzie indziej nie będą szukać, bo nigdy poza tym obszarem nie znajdzie się nic ciekawego. Czekamy aż wszystko znajdą albo idziemy do domu i wołamy je za jakiś czas. (wada- psy wychodząc na spacer chętnie sprawdzą, czy tym razem czegoś nie ma między krzakami, często coś znajdą bo jest to trudniejsze niż szukanie w domu i może im coś zostać z ostatniego razu. Zaleta- nie ma sprzątania, małe zaangażowanie człowieka, duża trudność dla psów). Oprócz tego kilka razy (2-3 w tygodniu) kolacja to kość wieprzowa. Trzeba na nią zarobić :) a i lepiej nie jeść w domu bo syf :( wiec sa spuszczone, lataja sobie, na komendę do mnie wracaja i w nagrodę jest kość (system totolotka- czasem lepsza, czasem gorsza nagroda za przywołanie). Mogą też ją wytropić. Myślałam, że mój relatywnie nieduży obszar do tropienia to ułatwienie, okazało się wręcz przeciwnie- utrudnienie. Nie wiem ile dokładnie hektarów mają łąki, na których robię ślad, ale one czasem idą na pamięć. To zaczęłam je robić w balona i robić ślad jest identyczny jak poprzednio, ze ślepą odnogą w miejscu, gdzie ostatnio było pudełko z jedzeniem/kość. Ciąg dalszy to już dla nich niespodzianka. I te miny w miejscu gdzie ostatnio było jedzenie, kiedy się zorientują, że tym razem nic z tego, a ślad się urywa - jak dzieci zgubione w supermarkecie :P Sucz od samego początku olewała ślepe odnogi, teraz się łapie na przynęte. Pies zwykle wchodził na ślepe odgałęzienia, ale za to on zawsze pierwszy znajdzie jedzenie, suka omija nagrodę i idzie dalej moim śladem (muszę zawsze robić kółko więc jedzenie znajduje sie pod koniec trasy).
  25. Wrocilismy z dlugiego spaceru. Z racji strasznej pizgawicy znaczy eee -zimna, sarenki schowaly sie w lesie. Ktos obserwujacy z boku nie uwierzylby ze mam w ogole jakikolwiek problem z psami. Puszczone luzem meldowały się co chwilę po smaka, chowałam się w krzaczorach i byłam znajdowana po chwili, suka sama się pilnowała (jak już mi sie kończyły smaki to wystarczyło, że sobie potruchtałam chwilę i już były przy mnie). Tak więc skłaniam się do zastosowania w przyszłości OE, sucz by mi zamarzła na tym wietrze gdyby była na sznurku, toż ona nie ma podszerstka a i sierść delikatną. Co innego pies- grube futro, krotkie nozki, lekka nadwaga- trochę pobiega i juz ziaje :) na nim nawet cały dzień w górach zimą (wersja niskopodwoziowa) nie robi wrażenia. Trzyma się mnie jak namagnesowany, ze smakami czy bez. Smiesznie sie razem bawia - nie pozwalalam suczy bawic sie w stylu TTB (NAPIERDALANKA) a i psiur nie miał ochoty na poniewieranie. To ona z braku innych mozliwosci nauczyla sie bawic jak on czyli w stylu psa pasterkiego. Zasuwaja razem po polach goniac sie, jak jej juz znudzi sie to jego szczypanie po tylku/lydkach to mu zwiewa po prostu.
×
×
  • Create New...