Jump to content
Dogomania

bmj

Members
  • Posts

    228
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bmj

  1. Teraz mam już totalny mętlik w głowie...Od naszego weta dostałam rano opierdal, że męczymy zwierzę, że widziała juz takie przypadki i psy z tego nie wychodzą, tylko cierpią, że nawet jesli zdobędziemy forsę na operację, to to dopiero łatwiejsza część, potem jest rehabilitacja, długa, uciążliwa, wymagajaca czasu i poświęcenia, a my nawet nie mamy dla niej domu. Kończy mi sie wolne i nie wiem, kto wtedy będzie się nią zajmował, bo koleżanka, u której ulokowaliśmy suńkę na kilka dni, nie potrafi jej wyciskać moczu, boi się ją przekładać i generalnie znosi to gorzej niż pies...
  2. Nike usiłuje wstać,czy będzie w pełni sprawna zależy od WAS... Desperacko potrzebujemy pomocy Was wszystkich! A konkretnie Nike jej potrzebuje! Znaleźliśmy ją 4 września br. późnym wieczorem, na poboczu jezdni na trasie między Trzcianką a Wieleniem, w okolicach wsi Górnica (powiat czarnkowsko – trzcianecki, woj. wielkopolskie). Zauważyliśmy świecące w ciemności oczy, spodziewaliśmy się, że to potrącona sarna. Okazało się, że to około dwuletnia suczka, bardzo wychudzona i z niedowładem kończyn. Mimo niemocy próbowała uciec, ciągnąc za sobą tylne łapy. Zawieźliśmy ją do znajomego weta. Podał niezbędne leki, suczka miała problemy z oddychaniem, rany w kilku miejscach oraz wycieki z pochwy. Z jej sutków wyciekało mleko, zorientowaliśmy się, że musiała niedawno urodzić. Następnego dnia wykonaliśmy badania diagnostyczne, które potwierdziły niedawny poród. Poza tym stwierdzono kompresje trzonu 1 kręgu lędźwiowego z widocznymi złogami w kanale rdzeniowym, co mniej więcej oznacza, że ratunkiem może być operacja, której koszt wynosi kilka tysięcy złotych, a wykonana musi być najpóźniej dobę po wypadku. Gwarancji nie ma żadnych. Można też podawać leki i liczyć na rodzaj cudu. Z doświadczeń lekarzy wynika, że czasami takie psy zaczynają chodzić po miesiącu. Szanse są niewielkie, ale nie można ich wykluczyć. Nike ma też odruch wyprostny przednich kończyn, brak czucia bólu kończyn tylnych z reakcją odruchowo rdzeniową, odruch odbytowy zmniejszony, cokolwiek to znaczy. Jako Towarzystwo Pogotowie dla Zwierząt znaleźliśmy się w zapaści finansowej, nie jesteśmy w stanie pomóc Nike. Nie mamy jej gdzie trzymać, nie mamy za co leczyć. Jesteśmy zapsieni i zakoceni, każdy z nas ma po kilka znajd na przetrzymaniu w domu, długi, a znajomi nas unikają. Po prostu wszystko się zawaliło. Ale to nie powód, aby Nike nie dostała szansy od Was!!!! Musi znaleźć się na całym świecie ktoś majętny, o dobrym sercu, kto szybko ją uratuje!!! Gdyby znalazła profesjonalną opiekę, jej szanse z pewnością wzrosną. Tu potrzebne jest oddanie i samozaparcie. My naprawdę nie mamy możliwości. Przez dogomanię szukamy już domu dla Iksika i Diany, jak dotąd bezskutecznie. Mamy też pod opieką jeszcze wiele innych zwierząt. Weci odmówili nam przyjęcia Nike do lecznicy, ma ją koleżanka, w bloku, wraz z drugim psem, pięcioma kotami i trzema świnkami morskimi. Jeśli w ciągu kilku dni czegoś nie wymyślimy – Nike będzie musiała zostać uśpiona... Suczka tylko leży, widać, że cierpi. Mocz trzeba jej wyciskać, bo sama się nie załatwia. Jednak każdy dzień może przynieść postępy. Jest spokojna, łagodna, delikatna. Pytaliśmy ludzi z okolicy, widzieli ją, gdy błąkała się od kilku dni. Nie wiemy, co stało się z młodymi, kto ją tak zagłodził oraz czy uległa wypadkowi, czy może ktoś ją skatował... Pomóżcie szybko i jakkolwiek: pieniądze, znajomości, dom, porady. Jesteście ostatnią nadzieją dla tej suczki!!! Suczka jest wystraszona i wyraźnie cierpi. Na ciele psa widnieją liczne rany, prawopodobnie powstały one na skutek wypadku. Pies jest przeraźliwie wychudzony, wiele wskazuje na to, że gdzieś czekają na nią młode. Wszelkie zabiegi Nike znośi cieprliwie, chociaż jest przerażona całą sytuacją.
  3. Co nowego u Sunny?
  4. bmj

    Apel o pomoc

    Jaka zapomniana strona...Postaramy sie wyciagnąć jakieś informacje na temat Piratka, bo jak dotąd nikt się do nas nie odzywa...Cztery miesiące mijają, kuracja powinna przynieść jakieś efekty...Czas na fotki szczęśliwego Piratka!
  5. Hash miał wielkie szczęście. Tęsknimy za nim...Dziękujemy xxxx52, Poker i innym, którzy przyczynili się do szczęścia Hasha! Prosimy o nowe informacje, jak sprawuje się w nowym domu, gdzie śpi, co je itp.
  6. Pewnie ludzie się boją zasikanych dywanów, ale przecież można Iksika trzymać w pomieszczeniu z wykładziną...Iksik został wykastrowany, aby wyeliminować dodatkowy czynnik znaczenia terenu. Kuracja Nivalinem i kastracja zbiegły się w czasie, trudno więc określić, co spowodowało poprawę. Faktem jest, że Iksik prawie już nie sika. Przedtem robił to prawie co chwilę, niejako pod wpływem emocji. Teraz zdarza mu się to raz dziennie lub wcale, jeśli wychodzi co dwie godziny. Potrzebę wyjścia sygnalizuje skomleniem. Iksik świetnie się czuje w towarzystwie innych psów, przy nich nabiera odwagi, szybciej się uczy, robiąc to co one. Stąd dobrze byłoby, aby trafił do osób, które już mają czworonogi. Czasami Iksika coś przerazi, wówczas wciska się w jakiś kąt albo zakopuje w kocu czy też chowa się wśród poduszek, jakby udawał, że go nie ma...
  7. Diana faktycznie nieco przytyła. Nadal wygląda szkieletowato, ale my widzimy różnicę. Codziennie ktoś z nas wychodzi z nią na spacery. Najczęściej jest to piętnastoletnia Celina, która bardzo pokochała Dianę(z wzajemnością). Wiecie skąd mamy kasę na dwie serie płukań dla Diany? 360 złotych wpłacili nam ludzie na konto po ogłoszeniach w prasie, natomiast 300 zł zarobiła...Celina!Wyobraźcie sobie nastolatkę, która przez wakacje chwyta sie różnych prac, aby zarobić na leczenie starego psa, w dodatku nie swojego! Ja znam nastolatki, które przeznaczyłyby to na kosmetyki i ciuchy...
  8. Nadal nie ma domku, hm...Może mamy za małą siłę przebicia? Może coś źle robimy? Bo czy to możliwe, że na całym świecie nie ma człowieka, który chciałby przyjąć do siebie Dianę?
  9. Dlaczego nikt tu nie zagląda, aby poznać historię Iksika?
  10. [CENTER][URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/Iksik.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/Iksik_0.jpg[/IMG][/URL] [B]Iksik, mały kundel, w spadku od ludzi otrzymał wybałuszone ze strachu oczy, ranę postrzałową i obrażenia po zderzeniu z autobusem. Dziś boi się własnego cienia, ulegle oddaje mocz, gdy tylko się na niego spojrzy. Setki osób widziało jego przerażenie i błaganie o pomoc. Zareagowała tylko jedna.[/B] Tragedia kundla rozgrywała się w okolicach Gorzowa Wielkopolskiego, prawie dwa tygodnie temu. Drogą krajową numer trzy sunęły liczne samochody. Znudzeni ludzie z dezaprobatą zerkali na przerażonego, małej wielkości psa, który biegł poboczem przed siebie, jak oszalały. Raz po raz wbiegał na jezdnię, jakby starał się zatrzymać auto. Kierowcy stosowali slalom i jechali dalej, pochłonięci własnym życiem. Na szczęście dla psa, trasą przejeżdżał członek Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt z Trzcianki. Jechał jako osoba prywatna, spieszył się jak inni. Jednak tylko on się zatrzymał... Kierowca nadjeżdżającego autobusu doskonale widział, że mężczyzna usiłuje na środku jezdni złapać psa. Zwierzę wbiegło wprost pod jego koła. Zdążyłby się zatrzymać. Jednak zamiast tego wolał zatrąbić, po czym uderzył w psa i...jak gdyby nigdy nic, pojechał dalej. Pies przekoziołkował w powietrzu, poleciał kilka metrów dalej i upadł. Wyglądało to tak, jakby już miało być po psie. Ale on jednak zaskomlał i schował się pod ciężarówkę, która właśnie się zatrzymała. Wolontariusz wydostał psa spod samochodu i czym prędzej udał się do najbliższej lecznicy w Gorzowie Wlkp. Iksik trzymał się dzielnie, miał ranę na głowie i łapkach. Ciężko oddychał. W gorzowskiej lecznicy „Cztery Łapy” udzielono psu natychmiastowej pomocy. Wykonano niezbędne badania diagnostyczne. Okazało się, że pies ma złamaną miednicę oraz pęknięty w dwóch miejscach moczowód. Zdjęcie rentgenowskie wykazało też inną, zadziwiającą rzecz. Mianowicie w ciele Iksika, w okolicach kręgosłupa tkwił nabój z wiatrówki. Otwór wlotowy znajdował się po przeciwnej stronie, śrut przeszedł więc prawie na wylot przez psa... Stało się jasne, że zderzenie z autobusem nie było jedyną traumatyczną przygodą, jakiej zaznał ostatnio Iksik. Rana po postrzale była świeża. Możliwe, że jeszcze tego samego dnia ktoś mierzył do psiaka, który pod wpływem szoku zaczął biec przed siebie. Wyglądał na zadbanego, poza tym miał obróżkę. Niestety nie posiadał tatuażu, chipu czy choćby adresówki. Lekarze weterynarii podjęli się natychmiastowej operacji. Usunęli śrut z ciała zwierzęcia oraz zszyli moczowód. Wkrótce po operacji Iksik miał kryzys, istniało ryzyko, że nie przeżyje. Doszedł jednak do siebie. Po kilku dniach konieczna była kolejna operacja. Przez okres intensywnego leczenia, pies przebywał w lecznicy. Kilkanaście dni temu wolontariusze TPdZ odebrali psa i przywieźli go do Trzcianki. Obecnie zwierzę przebywa w domu jednej z wolontariuszek. Jest to rozwiązanie tymczasowe. Iksik okazał się psem bardzo skrzywdzonym. Mało prawdopodobne jest, aby jednorazowy uraz w postaci postrzału mógł spowodować, że pies boi się wszystkiego. Przerażają go odgłosy, różne przedmioty przypominające kija. Boi się błysków, schodów, wciska się w kąt, unika dotyku. Każdego dnia robi jednak postępy. Liże opiekunów po rękach, pozwala się głaskać. Preferuje jedzenie z dłoni człowieka. Załatwia się na dworze, ale zaznacza też teren w domu. Kolejne badania diagnostyczne wykazały uszkodzenie nerwów, co może powodować popuszczanie moczu. Obecnie pies dostaje Nivalin, jeśli po tym leku nie nastąpi poprawa, rezultat może przynieść kolejna operacja. Poszukujemy osoby, która przyjęłaby do siebie Iksika. Wymaga on dużo serca, uwagi i cierpliwości. Na pewno nie nadaje się do rodziny z małymi dziećmi. Przerażają go piski i gwałtowne ruchy. Je niewiele. Ma dużą szansę na pokonanie urazów psychicznych, dzięki obecności mądrego człowieka. Telefon kontaktowy: 512 100 550. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/dsc02168.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/dsc02168_0.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/iksik_1.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/iksik_1_0.jpg[/IMG][/URL][/CENTER]
  11. Wciąż czekamy na fotki Hasha. Nie mogę uwierzyć, że kolejna psia historia znalazła szczęśliwy finał...Bardzo dziękujemy xxxx52 za pomoc! W Polsce taki piesek wzbudzał tylko sensację, nie miał szans na adopcję. Dziękujemy też Pajuni za propozycję tymczasu i poszukiwania domu dla Hasha. Obie Panie robią kupę dobrej roboty i w gruncie rzeczy walczą o to samo - o dobro zwierząt...
  12. Również dzięki Tobie, Oleńka i Twojemu wsparciu:lol: dzięki!
  13. Cierpnie mi skóra na mysl o wlaścicielach Diany. Odkąd ja zabralismy - ani razu nie zainteresowali się, czy pies żyje. Byłam na ich działce - odludziu. Po budzie Diany - ani śladu. Zasadzili w miejscu jej wieloletniej męczarni jakieś warzywa...Zupełnie jakby nigdy nic, jakby nigdy nie było tu psa o błagającym spojrzeniu...Złości mnie, że my wypruwamy sobie flaki, leczenie Diany dało nam juz ponad tysiąc złotych długu u weta. Juz nas nie kredytują - na kolejne płukanie zebralismy gotówkę. A oni sobie żyją bez żadnych konsekwencji. Chyba źle to rozegraliśmy- powinniśmy złozyć doniesienie o znęcaniu się poprzez utrzymywanie zwierzęcia w stanie nieleczonej choroby... Jak myślicie?
  14. Nie, nie bierze. Pytalismy o Ipaktyne, ale nasza wetka stwierdziła, że to tylko strata pieniędzy, których i tak nie mamy. Z drugiej strony - byli naprawde zdumieni w lecznicy, gdy okazało się, że mocznik urósł w tak niewielkim stopniu. Spodziewali się znacznie gorszych wyników. Wytłumaczyć to mozna wolą życia tego psa. Wyobraźcie sobie, że ona skacze z radości na spacerze, zaczepia nas, zachęca do zabawy. Często łapię się na tym, że trudno mi uwierzyć, że to ten sam groźnie warczący na mnie pies, gdy podchodziłam do niego na działce - samotni. Tym samym nie ma co opierać sie w 100% na opinii lekazy i zaczniemy Dianie podawać Ipaktyne.
  15. [B][URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/sonai_9.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/sonai_9_0.jpg[/IMG][/URL] Przez dziewięć lat była hołubionym pupilem. Kanapę w jednym z blokowych mieszkań zastąpiła jej twarda posadzka w schronisku. Zamiast twarzy uwielbianego pana, przed oczami ma dziś kalejdoskop obcych ludzi. Wierność człowieka nie przewiduje długowieczności czworonożnych przyjaciół. [/B] Dziewięć lat temu ktoś znalazł, wówczas roczną, Sonię w lesie. Dał ją swojemu znajomemu. Mieszkała z nim w jednym z bloków w Pile (woj. wielkopolskie). Podobno była rozpieszczana. Spała z panem w łóżku. Nigdy nikogo nie ugryzła. Na przejeżdżające motory reagowała szczekaniem. Czasami porywała kanapki, które ktoś sobie wcześniej przygotował. Przyjazna i łagodna. Taką mniej więcej charakterystykę otrzymała jako wyprawkę do schroniska. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_3.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_3_0.jpg[/IMG][/URL] Według znajomych byłego właściciela Soni, miał on nagle zachorować. Suczka przez tydzień była sama w domu, odwiedzali ją tylko koledzy jej pana, przynosząc jedzenie. Ponieważ powrót do zdrowia przedłużał się, znajomi postanowili złożyć się na hotel dla psa. Pilskie schronisko przewiduje taką opcję. Od klasycznego pobytu w schronisku, hotel różni się tym, że pies ma własny kojec i lepszą karmę. Samotność jest ta sama. Opłacono Soni dwa tygodnie pobytu w hotelu, później miała dołączyć do pozostałych psów. Jedna ze znajomych właściciela suczki przysłała ogłoszenie o niej do lokalnej gazety - Tygodnika Noteckiego. Przeczytali je wolontariusze Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. Zagotowała się w nich krew. Doskonale zdawali sobie sprawę, jak będzie cierpiał ten pies. Dla psa żyjącego dotychczas w ścisłej integracji z człowiekiem, schronisko to wyrok. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_2.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_2_0.jpg[/IMG][/URL] Następnego dnia po zamieszczeniu ogłoszenia o Soni w gazecie, wolontariusze udali się po suczkę. Był to też dzień, w którym miała zostać przeniesiona do pozostałych psów. Z boksu wyszedł zdezorientowany pies. Przez całą drogę w aucie Sonia żałośnie zawodziła. Niech mi ktoś powie, że zwierzęta nie mają uczuć...Sonia wyrzucała z siebie cały żal i ból, tęsknotę i strach. Jej wycie brzmiało jak płacz, jak skarga. Umieściliśmy Sonię w tymczasowym schronieniu. Lekarz weterynarii był pełen podziwu dla jej kondycji, stwierdził, że nie wygląda na psa dziesięcioletniego. Już po kilku dniach wszyscy zakochali się w Soni. Również ona obdarzyła zaufaniem jedną z wolontariuszek. Myśleliśmy, że będzie gorzej. Liczyliśmy się z tym, że Sonia będzie trudnym przypadkiem, tymczasem ona chce być po prostu blisko człowieka. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_5.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_5_0.jpg[/IMG][/URL] Sonia bardzo szybko się uczy, przyswaja sobie zwyczaje panujące w tymczasowym domu. Lubi spać na tapczanie, obok człowieka. Nie toleruje samotności. Umie zostać sama, ale w mieszkaniu. W kojcu wyje. Gdy jej opiekunka coś je, suczka bierze z niej przykład i również zagląda do miski, którą wcześniej ignorowała. Boi się burzy, rzuca się na motory i koty. Stara się schodzić z drogi dzieciom. Toleruje psy płci męskiej. Nie lubi być dotykana w okolicach głowy, pozwala na to jedynie swojej tymczasowej opiekunce, której już zaufała. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_6.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/sonia_6_0.jpg[/IMG][/URL] Poszukujemy dla Soni odpowiedzialnego właściciela, u którego spędzi resztę swojego życia. Musi to być osoba mająca pojęcia o psach i ogromne dla nich serce. Im szybciej znajdzie się nowy właściciel, tym mniejszą cenę zapłaci Sonia za rozstanie z tymczasową opiekunką. Jej psie serce gotowe jest zaufać po raz kolejny. Telefon kontaktowy: 506 547 342.
  16. Gdyby kogoś interesowało co u Diany, to nadal czeka na swojego człowieka. Ma wilczy apetyt, ale niestety nie chce jeść karmy specjalistycznej, znudziła jej się od kilku dni. A głodna jest niesamowicie...Wet zgodził się, abyśmy dodawali jej trochę karmy z puszki dla smaku. Ciekawe od czego to zależy, że jednym pieskom się udaje, a innym nie...
  17. Najgorsze jest to, że Hash bardzo się przyzwyczaił do tymczasowych opiekunów i im dłużej czeka, tym bardziej to przeżyje.To nie sztuka wziąć psa zdrowego i ładnego. Domu najbardziej potrzebują psy takie jak Hash. Dla siebie samego jest psem, któremu niczego nie brakuje. Szkoda, że ludzie go tak nie postrzegają...
  18. bmj

    Apel o pomoc

    Witajcie! Nasz Piratek zmienił miejsce pobytu na jeszcze lepsze. Nie jest już u Pani Oli,po konsultacji panie z TOZu wraz z xxxx52, zdecydowały, aby umieścić go u osoby, która ma najlepsze do tego warunki. Podjęto profesjonalne leczenie Pirata, kuracja musi trwać cztery miesiące, pies ma szereg zabiegów, kąpieli leczniczych, leży na specjalnych podkładach, sprowadzane ma leki z Niemiec. Jego choroba jest bardzo zaawansowana i była do tej pory źle leczona...To że trafił do tego miejsca jest dla niego CUDEM, a my cieszymy się jak wariaci!Wielkie dzięki xxxx52, Ola i Aneta!!!
  19. Myślę, że Diana może mieszkać w domu. Czasami bierzemy ją na kilka godzin do siebie i zachowuje sie bez zarzutu. Daje znać, gdy chce się załatwić!!!Toleruje też inne zwierzęta. Nawet pozwala suczce jednego z sąsiadów z tego podwórka, gdzie stoi buda, wyjadać sobie drogą, specjalistyczną karmę:cool3:czego sie akurat po niej nie spodziewałam!!! Ktos musi wziąć do siebie tego wspaniałego psa!!!Psa, który rozkwita na naszych oczach!
  20. Diana bardzo się zmieniła...Kręci z radosci na nasz widok tzw. młynki, podczas gdy wczesniej nie wychodziła na widok ludzi z budy, albo warczała. Matko, jak strasznie nieszczęśliwy był to pies... Smutno nam, że większość dnia spędza sama, poswięcamy jej teraz około godziny - dwóch na spacer. Skończyły sie dyyżury przy kroplówkach. Pies pięknieje w oczach, szybko sie uczy, jest radosny. Pewnie może być zupełnie zdrowa, jesli wziąłby ją ktoś odpowiedzialny...Gdzie ten człowiek?
  21. Dianie spadł mocznik do 70, podczas gdy norma to 50( wcześniej miała 104)!!!Wet stwierdził, że dalsze płukanie jest bezzasadne, resztę załatwić ma specjalistyczna karma, ktora powinna obniżyć mocznik, gdyz działa jak lek. Na koncie mamy 59 złotych, starczy na 2 kg karmy, bo ta od Agusizet skończy się za jakieś 6 dni. Jesli ktoś może zasponsorowac Dianie karmę na kolejny miesiąc, będziemy zobowiązani. To dla niej ważne, aby organizm nie był zatruwany nieodpowiednim żywieniem.
  22. bmj

    Apel o pomoc

    Proszę, odwiedzajcie Piratka i mówcie o nim znajomym, gdzies na pewno jest KTOŚ, kto go weźmie!!!
  23. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/DSC08343.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/Image/DSC08343.preview.JPG[/IMG][/URL] [IMG]http://www.animals.org.pl/files/Image/DSC08347.preview.JPG[/IMG] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/DSC08335.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/Image/DSC08335.preview.JPG[/IMG][/URL] Pirat należy do psów pozbawionych szans na adopcję. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla starych, chorych i brzydkich. Z ledwością mieszczą się w nim młodzi, zdrowi i piękni. Ten ośmioletni pies skazany jest na tzw. uśpienie. Nie chcemy się z tym zgodzić, stąd nasz apel do KAŻDEGO Z WAS. Posłuchajcie historii Pirata i dopiszcie jej szczęśliwe zakończenie. Do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Jędrzejewie (gm. Czarnków) trafił w Dzień Kobiet, cztery lata temu. Był już bez lewego oka. Znaleziono go na terenie tejże gminy. Duży, czarny pies wzbudzał respekt, brak oka dodawał mu zadziornego wyglądu. Ludzie od początku profilaktycznie go omijali. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż z usposobienia okazał łagodnym niedźwiadkiem. Wolontariusze Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt zaczęli wyprowadzać go na spacery wraz z innymi psami. Sympatyczny, potulny pies garnął się do ludzi, wlókł się wiernie przy nodze. Bardzo lubił dzieci, niekoniecznie z wzajemnością. Dzieci zniechęcał jego wygląd, nie chciały z nim wychodzić, bo... nie miał oka. Próby znalezienia dla niego domu, kończyły się fiaskiem z tego samego powodu. Po kilku latach regularnych spacerów z psami, właściciel schroniska zamknął jego bramy dla wolontariuszy. Ciężko przeżyli to zarówno młodzi ludzie, jak i oswojone przez nich zwierzęta. Podczas jednej z ostatnich wizyt w schronisku, latem ubr. wolontariusze zauważyli u Pirata niepokojące objawy. Pies stał się osowiały, a na grzbiecie miał dziwną narośl. Zapisali uwagi w zeszycie, z którym zaznajamiać miał się lekarz weterynarii. Apatię Pirata wolontariusze potraktowali jako błaganie o pomoc. Nie mogli zapomnieć smutnego wyrazu jego wzroku. Wzmogli intensywne poszukiwania domu. Ubłagali znajomą kobietę, mieszkającą tuż przy schronisku, aby przyjęła do siebie to niekłopotliwe zwierzę. Po kilku miesiącach „wiercenia dziury w brzuchu”, zgodziła się. Jesienią ubr. Pirat opuścił schronisko. Nie było w nim jednak cienia radości, wyprowadzono stamtąd zrezygnowanego, udręczonego psa, który na nic już nie czekał, niczego się nie spodziewał. Całe ciało pokryte miał ranami, dziwnie wyglądającą, chorą skórą. Wolontariusze zorientowali się, że najwyraźniej od lata nikt nie zareagował na ich wpis do zeszytu i choroba rozwinęła się w najlepsze. Nowa właścicielka Pirata była bardzo przejęta, umieściła psa w przestronnym kojcu, w którym miał do wyboru trzy olbrzymie budy. Czasami mieszkały z nim cztery pozostałe psy należące do jego pani. Towarzystwo Pogotowie dla Zwierząt rozpoczęło leczenie psa na swój koszt. Wysłano zeskrob ze skóry zwierzęcia do laboratorium. Okazało się, że skóra Pirata została zaatakowana przez gronkowca. Po kilku miesiącach leczenia, kolejne badanie wykazało obecność na skórze tzw. pałeczek Proteus. Do tego stwierdzono tzw. zespół twardej łapy, co powoduje krwawienie „poduszek”. Stało się jasne, że leczenie psa będzie długotrwałe, musi być systematyczne, a choroba może mieć tendencje do nawracania. Podczas pierwszego polepszenia, gdy leczenie zaczęło dawać efekty, Pirat oszalał ze szczęścia. Odmłodniał o pięć lat, radośnie podrzucał sobie patyk, bronił terenu posesji z całym oddaniem. Codziennie dochodziły do Pirata odgłosy ze schroniska, słyszał żale swych psich braci, którzy nie mieli tyle szczęścia. Czy przeczuwał, że tam wróci? Wrócił. W piątek, 27 kwietnia br. nowa pani straciła cierpliwość. Wyjeżdżała na długi weekend, syn namawiał ją na pozbycie się problemu i uśpienie Pirata. W swym rozumieniu wykazała się wielkodusznością, zaprowadzając jednookiego przyjaciela do schroniska. Oddała też małego Maksia. Powód? Jeden chory, drugi niegrzeczny. Wstrząśnięci tą informacją wolontariusze jeszcze tego samego dnia odebrali ze schroniska oba psy. Maks znalazł dom. Pirat trzymany jest w tymczasowej budzie na podwórku należącym do kilku rodzin. Wspólne podwórko rodzi konflikty, ludzie nie chcą na nim Pirata. Wolontariusze leczą go, wychodzą z nim na spacery, składają się na karmę. Ale na tym samym podwórku trzymają chora Dianę, w domach mają swoje psy oraz znalezionego w lesie psa bez łapki, który również potrzebuje domu na wczoraj. Sytuacja staje się beznadziejna... Ktoś musi pomóc, to wspólna sprawa wszystkich ludzi, którym nie jest obojętny los zwierząt. Choroba skóry, na którą cierpi Pirat jest uleczalna i nie stanowi wystarczającej przyczyny, aby odbierać mu życie. Tak się jednak stanie, jeśli pies ten nie znajdzie domu. Prosimy o kontakt wszystkie osoby, które mogą przyjąć Pirata, wpłacić pieniądze na konto towarzystwa lub wesprzeć nas w jakikolwiek sposób. Zapraszamy na naszą stronę internetową: [URL="http://www.animals.org.pl"]www.animals.org.pl[/URL]. Szczegółowe informacje pod numerem telefonu: 506 547 342. [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/PirAniDog1Plak.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/PirAniDog1Plak_0.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni2.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni2_0.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni3.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni3_0.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni4.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni4_0.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni45.jpg"][IMG]http://www.animals.org.pl/files/u3/PirDogAni45_0.jpg[/IMG][/URL]
  24. Kurczę, co tu się dzieje? Albo raczej - dlaczego nic się nie dzieje? Dlaczego nikt nie może - nie chce nam pomóc? Pomóc Hashowi...Zaczynam tracić nadzieję
  25. [quote name='xxxx52']bmj-wyslalam do Ciebie pw.[/quote] Kurczę, ale ja nic nie dostałam! Nie było mnie przez kilka dni w domu...Przepraszam. Możesz wysłać ponownie?Byłabym wdzięczna.
×
×
  • Create New...