Delay
Members-
Posts
402 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Delay
-
Myślę, że tak. Mojej poprzedniej suczce po ciężkiej operacji bardzo szybko odrosło wygolone miejsce (też dostawała preparat w stylu gammolenu). Wiesz, no cudów nie będzie i swoje to musi potrwać, ale generalnie preparaty jak Gammolen wspomagają skórę i włos dogłębnie, także proces wymiany włosa i jego odrastanie ;) Moja suczka collie kończy 3-cie opakowanie Gammolenu. Włosy po linieniu generalnym pięknie się błyszczą i pięknie odrastają. W naszym przypadku działanie na medal.:multi:
-
Ja myślę, apropos przywoływania, o którym była stronę wcześniej mowa, żeby zawsze przywoływać psa po coś konkretnego - np wspólną zabawę, czy kilka ćwiczeń - dla utrwalenia pozytywnych skojarzeń związanych z przyjściem do nas . Zauważyłam, że psy przywoływane ot tak, bez celu, częściej uskuteczniają olewactwo. :p
-
Oczywiście, że są inne metody niż używanie siły i bicia. Nie jestem szkoleniowcem a tylko "adeptką" szkolenia, ale po przeczytaniu twojego posta od razu nasuwa mi się, że być może nauczyłaś psa, jak piszesz, podstwowych komend, ale myślę, że nie nauczyłaś go respektowania ciebie. Wszystko co opisujesz, łącznie z jak to nazywasz "głuchnięciem" i "olewaniem cię" wskazuje na to, że nie jesteś dla swojego psa przewodnikiem, on cię najwyraźniej zdominował :roll: Najgorsze jest jednak warczenie...to jak zauważyłam niektórzy behavioryści nazywają "red zone", bo to zachowanie może doprowadzić do ataku na ciebie, członków rodziny, czy człowieka na ulicy. To jest wyraźny sygnał dla ciebie, że trzeba natychmiast działać. Ja bym ci radziła udać się z psem na szkolenie - po fachową pomoc, bo być może sama sobie z tym nie poradzisz. Twój pies jest dorosły, najwyraźniej utrwaliło mu się już, że to on szefuje i proces "odwracający" wymaga pracy, czasu i przede wszystkim fachowej pomocy, bo sprawa jest poważna. Pies warcząc próbuje kontorlować twoje zachowanie - ostrzega cię, że on tu rządzi i może cię "rozstawiać po kątach". Ja jestem ciekawa jak wyglądała twoja reakcja na pierwsze warknięcie na ciebie. Reagując strachem, czy wycofaniem uczymy psa, że takie jego zachowanie przynosi rezultat - w postaci naszej uległości. Z drugiej strony, użycie siły, jak nieraz właściciele wtedy próbują postąpić, czy doprowadzenie do konfrontacji jest jaknajbardziej nie wskazane i prowadzi czasem do...krwawej jatki. Dlatego powinnaś właśnie odwiedzić z psem fachowca, żeby się dowiedzieć jakich metod użyć, żeby stać się liderem dla własnego psa i konsekwentnie tej pozycji bronić. Ludzie w takiej sytuacji muszą naprawdę zacząć działać. Cała masa psów których niekonsekwentni właściciele dali sobie "wejść na głowę" i ich psy zaczynają ich "olewać" (a nierzadko kończy się to pogryzieniem) ląduje w schronisku, bo niejeden właściciel woli iść na łatwiznę, zamiast udać się po pomoc do fachowca, żeby dowiedzieć się jak powinien postąpić i jakie popełnił błędy wychowawcze. Takiego psa można i trzeba resocjalizować i będzie normalny i nieszkodliwy, ale trzeba to zrobić zanim dojdzie do tragedii.
-
Nic dodać, nic ująć ;) Co do metody "zatrzymywania się" o której pisała efra-husky - wydaje mi się, że jest potocznie nazywana "metodą drzewka" (od tego, że stajemy jak wrośnięci w ziemię, jak sądzę:p) Wg. mnie i moich obserwaji ta metoda nie jest jakoś szczególnie skuteczna. Nie mówię, że się nie zdarzy psiak, na którego to zadziała. Do tego metoda ta jest dosyć męcząca - wiem, bo pamiętam moją sąsiadkę, która bezskutecznie przerabiała ją ze swoim husky'm. Mam wrażenie, że ta metoda w przypadku psa, który ma już utrwalony nawyk ciągnięcia jest kompletnie niewłaściwa i niezbyt skuteczna. Ja swoją sukę uczyłam od pierwszych spacerów. Zaczęłam z metodą zmiany kierunku marszu i tak jak pisze Zofia - od nagradzania trzymania się blisko, potem była nauka chodzenia na luźnej smyczy, bez wyprzedzania, a na samym końcu bez smyczy w coraz bardziej rozpraszających uwagę warunkach. Dzięki temu moja suka nie ma pojęcia co znaczy "ciągnąć na smyczy" i całe szczęście :p Uważam, że dobrze jest uczyć psa, że nie tylko my decydujemy, gdzie idziemy i w jakim tempie, ale też, że my decydujemy kiedy można wąchać trawkę albo krzaczki i kiedy powinien iść przy nodze. - wg. mnie, nauka chodzenia na smyczy, to absolutnie najważniejsza, podstawowa rzecz, jakiej powinno się uczyć psa od maleńkości - a często odnoszę wrażenie, że niektórzy zwlekają z tym strasznie długo pilnując tylko, żeby pies umiał przede wszystkim "siad", czy "waruj"...
-
Niedługo wybieram się na prześwietlenie stawów biodrowych mojej suczki owczarka szkockiego, potrzebne do rodowodu. Owczarki szkockie bardzo źle tolerują niektóre leki i niektóre znieczulenia. Zdarzają się przypadki śmiertelne. Czy ktoś z was miał doczynienia z dr. Siembiedą, prześwietlającym we Wrocławiu? To właśnie do niego się wybieramy. Zastanawiam się czy jest szansa, żeby to badanie wykonać bez głupiego jasia...Jak wygląda takie badanie? czy faktycznie znieczulenie jest takie konieczne?
-
Zdecydowanie Eukanuba. Mojej suce z resztą bardzo służy.;) Nie prawdą jest natomiast jak ktoś tu napisał, że nie ma przypadków problemów na RC - ja znam takich przypadków całkiem sporo, zwłaszcza ostatnio. Problemy mogą się pojawić nawet po Hill'sie jeśli pies będzie miał zaburzenia wchłaniania - a to się może zdarzyć niezależnie od karmy. Ja tam nie wierzę żadnym zapewnieniom co do cudowności karmy, ani tym bardziej rankingom. Wierzę przede wszystkimw to co słuzy psu.
-
A ja powiem tak: Jeśli pies jest generalnie dominujący to moim zdaniem i z tego co wiem, NIE powinien mieć wstępu na łóżko pana. Pies, który warczy kiedy usiłujemy go zepchnąć także. Konsekwencja powinna być zawsze, bez konsekwencji w wychowaniu psa z każdego można zrobić moim zdaniem rozwydrzoną bestię. Groźny i dominujący może się wtedy okazać nawet jamnik, czy chichuachua. Jeśli pies na nas warknie jeśli będziemy chcieli go zepchnąć z łóżka, czy fotela może oznaczać, że zrobi to samo w innej sytuacji, żeby dać nam do zrozumienia, że to on tu rządzi a pana trzeba do pionu postawić. Wtedy nawet jeśli ma paszczę rozmiarów królika - może być niebezpieczny. Takie zachowanie moim zdaniem wystarczająco powinno dać do zrozumienia, że właściciel powinien zareagować "zdetronizowaniem" psa i konsekwencją w nie wpuszczaniu go na łóżko, czy fotel. Mam wrażenie, że są psy, którym włażenie na łóżko właściciela nie przeszkadza go respektować jako przywódcy, inne "dostaną palec", a będą próbowaly zdobyć "całą rękę". Jeśli sprawa wymyka się z pod kontroli właściciela, a przejmuje ją pies i to warczeniem - to jest to mim zdaniem ewidentny sygnał dla właściciela, że przywilejów "łóżkowych" (i nie tylko) czas ewidentnie powinien się skończyć, dla dobra obu stron - zanim będzie gorzej.:p
-
Pidzej, nie zrozum mnie źle, ale dla psa, a już na pewno dla twojego psa nigdy może nie być dosyć. Możesz latać i 4 h dziennie, jak ja a twój pies może po 10 minutach odpoczynku chcieć latać dalej. Wydaje mi się, że generalnym problemem jest to, że dałaś mu do zrozumienia, że na ciebie robienie cyrku przez psa działa - więc wcale się nie dziwię, że robi to namiętnie (patrz: natrętnie) W tym sensie właśnie umiera z nudów...nie umie sobie zorganizować czasu na uspokojenie się a ty reagujesz na psie próby zwrócenia uwagi na siebie.Czy ja napisałam, że ma za mało spacerów?? To nie o to mi chodziło, co nie znaczy, że dla twojego psa tyle ile ty uznasz za "dużo" będzie wystarczające. Spacer też może być spacerowi nie równy - porównanie: pies latający 2 h bez sensu a za nim drepce jego pan a pies latający 2h z czego większość czasu to aktywna zabawa i praca z panema a latanie samopas w toważystwie kolegów to tylko dodatek do spaceru a nie jego główna część. Sama zdecyduj co dla psa fajniejsze będzie, choć trwa tyle samo :cool3:;) Druga sprawa - Jeśli cię wkurza natręctwo twojego psa, po prostu nie raguj, pokaż psu, że robienie cyrku nic nie daje. Generalnie psy np. z ras aktywniejszych jak np. teriery to nie jest typ psa, który po spacerze utnie sobie drzemkę i będzie grzeczny, spokojny i wybiegany. Nigdy co prawda nie miałam teriera ale znam kilka i takie odnoszę wrażenie. Pies hiperaktywny, a do tego nieco rozpuszczony, jak sądzę, generalnie będzie znacznie częściej umierał z nudów niż pies nieco mniej temperamentny i ułożony.Bardzo aktywnemu psu, trzeba mu zapewnić dużo zorganizowanej aktywności - być może nieco więcej niż by nam się wydawało, że wystarczy (inaczej zignorowany pójdzie nam zjeść kanapę np...) - to jak myślę jedno, a druga sprawa to nie dać się wciągnąć w cyrki, podbijanie ręki do głaskania i zaczepiania łąpą - czyli np.nieustanne zaczepianie. Jeśli pies spostrzeże, że takie coś nie przejdzie, to z pewnością przestanie cię nagabywać z jakąś nieziemską częstotliwością.;) Ja ci mogę napisać jak ja uczyłam swoją sukę aportowania: Zawsze, odkąd skończyła 8 tygodni, kiedy przynosiła mi zabawkę, czy patyka do ręki dostawała smakołyk. Jeśli wypuściła aport z pyszczka natychmiast starałam się zainteresować ją nim spowrotem np. turlając aport po ziemi i zachęcając do wzięcia go spowrotem do pyszczka. Dzięki temu moja suka nauczyła się nie wypuszczać aportu z "dzioba" byle gdze dopóki nie znajdzie się on w mojej dłoni (podnieniałam wtedy aport np.na smakołyk). Dodam tylko, że moja suka jest "urodzonym aporterem" (choć to pasterz) i od maleńkości miała dryg do przynoszenia mi rzuconej zabawki. Teraz z powodzeniem uczę ją siadać przede mną z aportem. A...i jeszcze jedno. Wybadaj na ile twojemu psu aportowanie pasuje, z psa, który generalnie wolałby co innego świetniego aportera raczej nie zrobisz (a może będzie wolał np. tropienie? albo coś jeszcze innego)
-
To chyba nie zawsze jest takie proste...:roll: Nie wiem też jaka ma być różnica czy piłeczka, czy patyk. Wydaje mi się, że podmienienie patyka na piłeczkę niekoniecznie musi zadziałać. Znam świetnie wyszkoloną sukę sznaucera średniego, która pięknie aportuje, właścicielowi piłkę, czy cokolwiek innego odda, ale to wcale nie znaczy, że przestała mieć poczucie swojej własności, które zawsze miała bardzo silne. Potrafi zabrać piłkę innemu psu, dać jasno do zrozumienia "teraz to moje". Kiedy psi kolega usiłuje odebrać swoją własność zostaje pogoniony z różnym natężeniem. Suka o której piszę nie jest psem problemowym, zna swoje miejsce w domowym "stadle", z tego co twierdzi właścicielka, na jej komendę piłkę odda, natomiast szkoleniem nie udało się wcale spowodować, żeby suka każdemu obcemu psu z radością oddawała swoją "zdobycz". W związku z tym sądzę, że to nie zawsze jest tak, że wystarczy podstawowe szkolenie i wszystko będzie super. Ja się zastanawiam, czy nie oddawanie swoich zabawek innym psom naprawdę powinno być rozpatrywane w charakterze problemu. Ja rozumiem, że problemem może być nie oddawanie przedmiotów właścicielowi, czy ostre bronienie przed nim, czy członkami rodziny np. miski...ale co do oddawania swojej zabawki innemu, obcemu psu na spacerze to już bym miała wątpliwości... Twój pies Pidzej, ewidentnie daje ci do zrozumienia, że się nudzi. Założę się, że generalna większość problemów z psim zachowaniem rodzi się z braku zajęcia, z braku współpracy ze swoim właścicielem. Twój pies zostawia piłkę w krzakach, bo go nie nauczyłaś, że aportowanie może być fajne, niezależnie czy to piłka, czy patyk - i to jest oczywiście do nadrobienia. Piszczenie, miauczenie, podbijanie ręki, dziabanie cię łapą - to jest wszystko wymuszanie przez psa skupienia uwagi na nim. Poniekąd wcale mu się nie dziwię, skoro umiera z nudów. Myślę, że ten pies potrzebuje dać upust swojej energii - ale powinno się to odbyć w ukierunkowany przez ciebie sposób. Nie ma wymuszania na tobie np. wyjścia na spacer, czy zabawy. Za każdym razem kiedy ulegasz utwierdzasz psa w przekonaniu, że odstawianie cyrku przynosi super efekty - natychmiast zwraca twoją uwagę. Tak być nie powinno.
-
E tam Behemot, po co ci jakeś "wynalazki" skoro mięśnie po takim zwykłym rzucaniu możesz mieć jak tenisistka:cool3: (łapa ci urośnie taka że hej!). Ja już niejedne zakwasy po ćwiczeniach z psem przechodziłam i uważam, że to fantastyczna sprawa. Nawet jogging razem urpawiamy, rowerek - o frisbee i lataniu po torze agility nie wspomnę, a ja jak na chuchro - artyścinę przynajmniej nie mam zadyszki wchodząc po schodach na uczelni, jak niektórzy moim nieruchawi znajomi :lol:
-
Bardzo mnie interesuje temak "kot i pies w jednym stali domku" - bo właśnie z narzeczonym kupiliśmy koteczkę maine coona. Odbieramy ją pod koniec Października i już myślimy jak się zabrać do socjalizowania naszej zrównoważonej suczki collie z kiciakiem. Moja Mattie za kotami nie gania, jest typem "delikatnej w kontaktach z innymi stworzeniami królewny", nie lubi natrętnego zachęcania do zabawy (przez co nie przepada za np. Labkami z tego co zauważyłam :p) Mam nadzieję, że po tym jak kicia oswoi się z nowym domem zacznie się powoli oswajać z suką a suka z kicią.
-
Tak jak radzisz uczyłam moją Mattie od początku z piłeczką, frisbee, sznurkiem i z czym tam ćwiczyłyśmy (teraz uczę ją, zeby siadała przede mną nie wypuszczając aportu) Zawsze, jeśli jednak wypuszczała np. piłeczkę - turlałam ją nogą po ziemi, tak, żeby zainteresowała się nią i wzięła do pyszczka - żebym mogła dopiero wtedy ją odebrać - po czym natychmiast rzucałam spowrotem, lub wymieniałam piłeczkę na smakołyk. Uczę ją od dłuższego czasu też "trzymaj" oraz "oddaj". Mattie na hasło "trzymaj" potrafi nieść zabawki z domu na łąkę i spowrotem - dopóki nie odbiorę, staram się zdążyć odebrać, wymieniając najczęściej na smakołyk czy inną zabawkę. Niestety jeszcze nie próbowałyśmy z niczym "innym" - oprócz piłeczki, frisbee, czy zabawek, dlatego zastanawiałam się, czy nie będzie przypadkiem wypuszczała z pyszczka, jeśli to będzie coś nowego, coś nie związanego z zabawą - np. portfel czy gazeta. Musimy koniecznie spróbować. Zaczniemy najpierw od małych kroczków - krótkiego trzymania, oddawania do ręki - i nagroda.;)
-
Ja mam owczarka szkockiego collie, tu socjalizacja to podstawa podstaw, inaczej jest tragedia. Jednak trzeba pamiętać, że od 3 miesięcznego szczeniaczka nie można wymagać jakiejś niesamowitej twardości ducha i znajomości swojej pozycji w stadzie ludzkim. To psie dziecko się jeszcze bardzo mocno uczy, obserwuje i smakuje życie. Większość piesków jest wtedy niepewna. Oczywiście tak jak napisała Zofia, smutną prawdą jest, że można trafić na pieska który nie był prawidłowo socjalizowany jeszcze u hodowcy (często u pseudohodowcy) lub nie był socjalizowany wcale.Błędy w okresie wczesnej sojalizacji mogą być nieodwracalne. Na początku psiaczek musi oswoić się z samym nowym otoczeniem ze wszystkimi jego dźwiękami i "potworami" - jak pralka, czy odkurzacz, z domownikami, gośćmi. Potem to samo jest z wyjściem z domu, podwórko to dla 3 miesięcznego szczeniaczka jest wielkości Stanów Zjednoczonych. Do tego jeśli mieszkamy w mieście dochodzą ulice, samochody, domiska, ruch uliczny i komunikacja miejska - z którą uważam od maleńskiego powinno się oswajać miejskie psy. Wszystko trzeba najpierw poznać, powąchać, posmakować. Przestraszyć może wszystko, np. szczekający głośno i groźnie pies. Od tego jak pójdzie to "smakowanie" zależy jak pies będzie reagował na bodźce w przyszłości. Czy potraktuje je jak "drzewo w lesie", czy będzie się ich obawiał. To wszystko trzeba przejść jak najbardziej spokojnie, jak ci radzą przedmówcy. Nie powinno się nad pieskiem pochylać i uspokajać, bo to pogarsza sprawę. Wydaje mi się, że podobnie jest z małymi dziećmi, które wtedy zamiast być dzielne, zaczynają się nad sobą użalać. Pies uspokajanie może odebrać jako znak, że właśnie należy się bać, skoro się nawet pan tak wzruszył. Z normalnym pieskiem, nie jakimś boiduchem generalnie, to wszystko przejść jest łatwiej. Problem się czaczyna, jeśli strach ma szczeniaczek w genach. Bojaźliwość, z tego co wiem, jest niestety mocno przekazywana. Niestety jeśli mamy doczynienia z takim przypadkiem to socjalizacja i nawet solidna, cierpliwa praca z fachowcem mogą się na niewiele zdać. Taką bojaźliwość craz częściej widzę u wielu ras, u których kiedyś myślałam, że to się nie zdarza - np. u Owczarków Niemieckich, Bulli - np.Amstaffów, czy nawet Rottweillerów i innych "ostrzejszych" ras...Myślę, że w spory sposób przyczyniła się do tego nadmierna popularność m.in tych ras a co za tym idzie nadmierna i nie zawsze przemyślana hodowla. Ja bym ci bardzo polecała przedszkole dla szczeniąt, w którym pieski od wczesnego szczenięctwa socjalizują się z m.in z innymi szczeniętami, grupą ludzi, a także uczą się stopniowo skupiania uwagi na właścicielu. Wszystko pod okiem najlepiej budzącego nasze zaufanie fachowca, który doradzi i w razie kłopotów pomoże dobrać odpowiednie środki zaradcze. Sama chodziłam ze swoją sunią i uważam, że był to wspaniały pomysł. Moja suczka nauczyła się pracować i bawić ze mną - a ja z nią, dużo szybciej pojęła podstawy szkolenia co jej się przydało na kolejnym etapie po przedszkolu - kursie PT. Nauka m.in porozumiewania się i nawiązywanie więzi pod okiem zaufanego fachowca okazało się wspaniałym doświadczeniem, którego efekty są wspaniałe, trwałe i przydają się w codziennym "współistnieniu" .;) Pozdrawiam.
-
Ja się zastanawiam co jeśli pies ma tendencję do np.upuszczania przedmiotów. Wypada pewnie zacząć od krótkiego trzymania czegoś w pysku - odbiór i smakołyk, żeby się pies nauczył oddawania do ręki a nie upuszczania na ziemię. Dobrze myślę?
-
Oczywiście najważniejsze, żeby pies się innych psów nie bał - socjalizacja musi być i to absolutnie nie na siłę. Moim zdaniem jednak, nie ma absolutnie nic złego w braku zainteresowania innymi psami na spacerach, jeśli pies kieruję swoją uwagę na nas a nie inne psy. Przecież my tego psa bierzemy dla nas, a nie dla innych psów z podwórka, prawda? Moja suka leje z góry na dół na psich kolegów z podwórka, bo zabawę ze mną uważa za o niebo fajniejszą (który psi koleżka będzie jej tak fajnie rzucał ukochane frisbee, czy piłeczkę? :p ) Jestem z tego niesamowicie dumna i absolutnie nie widzę tu powodów do zmartwień. Jest to wynikiem szkolenia i tego, że to ja z ogromną obopólną przyjemnością organizowałam psu czas na spacerze, a on nie musiał tego robić sam. Tak moim zdaniem powinien wyglądać bliski związek pies/właściciel. To na ile pies jest nami zainteresowany jest wyznacznikiem rodzaju kontaktów jakie z nim mamy oraz ich częstotliwości. Ilu jest właścicieli, których największym problemem jest skupienie psiej uwagi na nich, a nie np.innych psach? - to dopiero jest moim zdaniem problem.:roll:
-
Póki co na Eukanubie właśnie moja suka świetnie wygląda, moi hodowcy karmią swoje "stadko" od lat właśnie tą karmą i psy są w świetnej formie. Ja tam sceptycznie podchodzę do wszelkich "bojkotów"...:cool1: Pod względem wpływu na mojego psa i te które znam, a którym karma służy, złego słowa nie powiem na Eukanubę. Karmę na Hill's chciałam zmienić z czystej ciekawości bardziej niż z faktycznej potrzeby. Niestety jest trochę mniej kaloryczna od Eukanuby i dlatego się tej zmiany obawiam. P.S.Wszelkie rankingi także traktuję sceptycznie i na pewno nie kierowałabym się tym przy wyborze karmy. Znam psy, którym Hill's nie służył i dopóki jest tak, że karmę dobiera się do psa, a nie na odwrót, to prywatne doświadczenia są dla mnie bardziej miarodajne. Z resztą jakiś czas swoją sukę z dobrym skutkiem karmiłam Acaną, a ta nawet nie znalazła się w rankingu...więc...co to za ranking? hehe:p
-
Wygodnickie te wasze "kanapowce";) U mnie nie ma mowy o położeniu choćby łapy na łóżku (łóżko jest moje i koniec a ja nie chadzam na ustępstwa:p) Podejrzewam, że nawet gdybym się godziła na spanie psa ze mną, to nie bardzo by mu się moje wiercenie podobało... Moja suka śpi na swoim posłaniu, które ma przy moim łóżku, wygodny materacyk a na nim futerkowy "kocyk". [IMG]http://www.bieniek.pl/agnieszka/images/mattie_6m/02b.jpg[/IMG] Oto moja Mattiuszka, wtedy w wieku 6-m-cy, w swoim ukochanym wyrku :)
-
Ludzie generalnie zrzymają się nawet na słowo "łańcuszek", zwłaszcza fani klikera, którzy uważają ją za dodatek do "tradycyjnych metod". Ale prawda jest taka, że kiedy mamy doczynienia z trudnym przypadkiem to niestety bywa już nieco inaczej niż by się np.klikerowcom marzyło. Niestety, ale bez wzmocnienia negatywnego, to możemy conajwyżej mieć psa "skaczącego nam po stole" moim zdaniem. Przy czym "wzmocnienie negatywne" nie ma nic wspólnego z rzucaniem psem o ziemię jak niektórzy sądzą. Zapominają też niektórzy, że po wzmocnieniu negatywnym powinno nastąpić pozytywne - to tak jak ze szczeniakiem gryzącym nam nogę, któremu mówimy ostro "fe" i podtykamy pod nos zabawkę, chwaląc, jeśli psiak wymieni chętnie naszą nogę na nią. A jak np. klkerem czy inaczej pozytywnie oduczyć psa skakania po nas?? To se ne da. Szwedzi mieli okres "bezstresowego" wychowywania dzieci i co z tego wyszło? kompletna klapa...o czym mówią dzisiaj także same "dzieci". Moim zdaniem właściciel jeśli chce panować nad psem, musi umieć okazać swój autorytet, wyrozumiale i bez okazywania nerwów czy agresji. Moim zdaniem mądry właściciel wie czym jest zabawa, praca i umiejętne pokazywanie psu różnicy między "dobrze" a "źle". Psa trzeba umieć czasem "przegonić" a nie tylko chwalić.
-
Też doszły mnie słuchy o zerwaniu umowy z dotychczasowym dystrybutorem. Właśnie teraz, kiedy zastanawiałam się nad zmianą Eukanuby na Hill'sa. Poczekam i zobaczę co będzie dalej.:roll: Póki co wcale nie jestem pewna czy jest u nas sens zmiany karmy, bo z tego co porównałam w składach Hill'sa L&R i Eukanuby L&R, to Hill's wypada mniej kalorycznie...a my trenujemy. Boję się, żeby mi suka nie schudła na Hills'ie.
-
Kurcze...że też ja na to nie wpadłam;) Mam sukę, urodzonego aportera (choć to collie z dziada pradziada) - piłka to był od zawsze lepszy od smakołyków sposób na moją sunie. Uwielbia paradować obok mnie z piłką albo Frisbee, ze spaceru do domu, to może i koszyczek poniesie. Podpowiedzcie jak psa nauczyć że koszyczek można nieść tak samo fajnie jak piłeczkę? Druga sprawa. Wiecie co, ja nie widzę powodu, żeby się martwić tym, że pies woli nas i zabawę z nami od psich "kolegów z podwórka". Moja suka także ignoruje kolegów, pochlebia mi to, że jestem dla niej fajniejszym kompanem do zabawy, niż psie kumple.To normalny i jak najbardziej pożądany efekt szkolenia i od zawsze wspólnej zabawy i ćwiczeń na spacerach.Wg. mnie nie ma piękniejszego widoku, od psa skupionego na właścicielu. Żal mi psiaczków, które latają samopas po dworze. Moja suczka oczywiście potrafi od czasu do czasu poganiać z "kolegami" z którymi także jest zsocjalizowana, ale zdecydowanie fajniejsza jest zabawa ze mną.Jestem z tego bardzo dumna:saint1:
-
Z tego co zrozumiałam z rozmowy z parzyjaźnioną wetką kiedyś, to ogólnie żaden pies nie powinien się załatwiać więcej niż 3x dziennie( powinien góra 2).Nawet jeśli ma sporo ruchu. Oczywiście prawdą jest, że ruch sprzyja ruchom robaczkowym jelit i pies się nieco częściej załatwia. Ja mam sukę z ras średnich, mającą naprawdę sporo ruchu wciągu dnia, trenującą frisbee, która załatwia się góra 2x dziennie. Podejrzewam, że nie zawsze też zastosowanie karmy typu super premium ma sens...ja się kiedyś zastanawiałam, czy moja suka już się kwalifikuje na taką karmę, czy jeszcze nie, porównałam kilka składów i zauważyłam, że kalorycznie niektóre wypadają tak samo jak ta dla "normal activity", jaką ja stosuję, suka je jej może odrobinkę więcej - ale w zupełności jej to wystarcza. Zdarzyło mi się spotkać psiaki, które ruchu miały w normie i zupełnie nie potrzebna im była karma dla wyczynowców (oczywiście tej klasy karmy mają też dwa dawkowania podane, kiedy pies ma mniej ruchu (lub pracy) i kiedy ma go więcej) Podobno w przypadku, kiedy psu ewidentnie taka ilość kalorii jak w karmach super premium nie służy, pojawiają się przebiałczenia, nadmierna ilość odchodów i kłopoty z przyswajaniem.
-
Do mnie ten test nadal nie przemawia...:roll: Nie rozumiem też sensu robienia takich "zalewajek" jak to nazwała Puli. Zwłaszcza jeśli ma się okazać że Frolic napęcznieje mniej niż np.Royal, jak tu już ktoś porównywał "badziewie" z pożądną karmą. Mój pies je pożądną karmę, której skład mi odpowiada, pies wygląda świetnie, jest zdrowy, radosny i uprawia sporty, to po jaką cholerę miałabym się kierować przy ocenie karmy jakimś testem pseudonaukowym, bo sory ale inaczej tego nie nazwę... Druga sprawa, gdybym była właścicielką psa z ras dużych, to nie musiałabym robić testu na pęcznienie karmy w żołądku, żeby mieć świadomość, że taki pies może mieć tendencje do skrętu żołądka i powinnien dostawać karmę 2 x dziennie (a nawet 3 x dziennie, jak czytam nieraz) - oraz nie powinien się forsować po posiłku. Podobnie jak Puli, taka logika do mnie przemawia, w porównaniu z opisanym tu testem .
-
[quote name='Romas'] Moze jednak uda nam sie znalezc punkty styczne wychowania psa z klikerem czy bez ale ogolnie pozytywnie .[/quote] Ja bym zamiast "pozytywnie" napisała np."przynoszące pozytywne efekty".;) Przyznam, że ja sobie nie wyobrażam szkolenia np. tylko samym klikerem...a jak za pomocą klikera oduczyć psa niepożądanego zachowania? Samym "wzmocnieniem pozytywnym" w końcu się nie da... Nie wyobrażam sobie niemożliwości bycia elastycznym w szkoleniu i kożystania z dobrodziejstw różnych sposobów szkolenia, dobranych specjalnie dla nas i do konkretnego ćwiczenia. Ja może jestem tylko prostą amatorką i szkolę psa w tylko takim zakresie jaki jest mi potrzebny do wspólnego funkcjonowania - nie jestem więc na jakimś wyższym stopniu wtajemniczenia - ale to co osiągnęłam to dokładnie to co chciałam osiągnąć, przy obopólnych kożyściach ze szkolenia dla mnie i dla psa, który "kombinuje i myśli samodzielnie" mimo, że nie tylko metoda klikerowa mu w tym pomogła. Nie mam też złych doświadczeń ze szkoleniowcem, żebym musiała szukać innego rozwiązania, wręcz baardzo przeciwnie, jestem niesamowicie zadowolona, że właśnie takiego znalazłam, jakiego znalazłam. Nic mi więcej, żaden "tylko kliker" nie potrzebny do szczęścia. Uważam też, że kliker wcale nie oznaczałby lepszego sposobu na osiągnięcie tego, cośmy razem z moją suką osiągnęły, a nasze relacje wcale nie są przez to uboższe. Jestem tolerancyjna, każdy ma możliwość wyboru metod szkolenia, ale nie mogę wytrzymać, kiedy ktoś z uporem maniaka przekonuje mnie, że to właśnie kliker jest najlepszą metodą, zmuszającą psa do myślenia. Ktoś ma świetne rezultaty z klikerem, ok świetnie ale ja z moich reulatów i bez niego, jestem także zadowolona, więc będę bronić metod które stosuje - zwłaszcza, że nie mają nic wspólnego z tym co niektórzy klikerowcy nazywają czasem "tracycyjnymi" metodami opartymi na wymuszaniu przemocą. Kliker jest moim zdaniem bardzo dobrą, efektywną metodą, ale nie jedyną słuszną i najlepszą - nie do wszystkiego i nie każdemu potrzebną.
-
[quote name='Mrzewinska'] Mnie kliker przeszkadza w komunikacji z psem - za wolno to idzie przez posrednika. Wole nagradzac inaczej i moje psy wiedza za co nagroda... Mnie jest zdecydowanie latwiej pracowac bez klikania, probowalam zeby wiedziec czym to sie je, ale zanudzilabym sie na smierc klikajac, to juz nie dla mnie:-)), wole inaczej. Ale rozumiem, ze ktos woli klikac, wolny wybor:lol: [/quote] Ja mam takie samo zdanie. Dodam, że oprócz tego, kliker mnie osobiście dżaźni, nie jestem w stanie do końca określić czemu, dźwięk mnie denerwuje, taki jakiś "zimny" mi się wydaje i nie jest mi potrzebne takie "coś" między mną a psem. Ja wiem, że to być może głupie, ale tak jest w moim przypadku. Ostatnio zdarza mi się słyszeć od fanów klikera, że tylko ta metoda pozwala na doskonałe wyniki, zupełnie jakby nie było innych "dzisiejszych" metod pozwalających na osiąganie doskonałych efektów. Kiedy rozmawiam z nimi na temat tych "innych metod", przy wykorzystaniu "wzmocnienia pozytywnego" ale i "negatywnego", zaraz słyszę, że jestem jakaś niedzisiejsza a kliker to jedyna i słuszna metoda. Odnoszę wrażenie, że niektórzy poprzez "wzmocnienie negatywne" rozumieją tylko szarpanie psa i wymuszanie...ale naprawdę, uważam, że tylko "pozytywnie", bez "wzmocninia negatywnego" (i nie mam tu oczywiście na myśli przemocy i zadawnia psu bólu) psa się nie wyszkoli. Wydaje mi się, takżę, że są sytuacje w których trzeba być "elastycznym" w szkoleniu i kliker nie zawsze i nie do wszystkiego się nadaje. Spotkałam się ostatnio z opinią pewnej osoby, że samym klikerem psa się dobrze nie wyszkoli i im więcej czytam na ten temat, tym bardziej takie twierdzenie wydaje mi się prawdziwe.
-
Justynia nie dawaj Cirrusa i Kerabolu na raz, to stanowczo za dużo. Cirrus i KErabol mają praktycznie te sam skład i zawartość. Jeden ze skłądników podstawowych - Cynk niestety można przedwakować i bardzo źle to wpływa na organizm psa. Spróboj najpierw dawać tylko Cirrus a jak ci się skończy- przejdź dopiero wtedy na Kerabol - albo na odwrót, jak wolisz. (od razu będziesz miała rozeznanie co an psiaka lepiej podziałało ;) ) Efa Olie spokojnie możesz podawać zarówno z Kerabolem, jak i Cirrusem. Przestrzegaj tylko dawek - jeśli karmisz np. pożądną suchą karmą, możesz nawet ciut zmniejszyć dawkę.