-
Posts
15551 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Neris
-
No ale ile mamy czekać, napisanie oficjalnego pisma trwa może godzinę :shake: Ja nie mogę przestać myśleć o tej sprawie, to jest wielki cios w moją wiarę ww ludzi zajmujących się psami. Stwierdzenie, że trzeba było wybrać życie i zdrowie pozostałych 200 psów nie przemawia do mnie. Decydując się na odpłatne hotelowanie psa musimy właśnie JEMU zapewnieć zdrowie i bezpieczeństwo. Nie umiemy - nie bierzemy się za to! Nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa - NIE BIERZEMY kolejnego psa. Ja ciągle jestem w wielkim szoku, ciągle nie mogę pojąć JAK MOŻNA było coś takiego zrobić. Do wyjaśnienia jest też sprawa podwójnych deklaracji. To jest według mnie równie poważny zarzut.
-
Brodnicę zaliczyłam w środę, poznałam słynnego KIERA który jest super gościem :multi:Myślałam że Ci mówiłam o tym :oops: Wczoraj byłam na przedadopcyjnej, potem u Matki Kwoki Gagaty, potem u koleżanki od świnek, potem na zakupach żywnościowych. Kupiłam dziadom marchewki bo już się pokończyły. Zniszczeń brak, ale to może dlatego że Poker z Arią zostali na podwórku. A Poker mnie irytuje. Ostatni raz był na podwórku o 2 w nocy a i tak zrobił kupsko w domu :mad: i to przy samych drzwiach wyjściowych, więc zanim rano zareagowałam kilka psów już w to wlazło. Chwalę go za każde załatwienie się na podwórku, a on i tak ma generalnie w nosie miejsce, w którym zostawi swój bagaż.
-
Szarik się boi ludzi palących papierosy i boi się, kiedy się do jego kojca wchodzi z narzędziem na kiju. A tak to spoko gość :)
-
Wizyta się odbyła Dom w Pomiechówku, przy głównej drodze. Od frontu ogrodzenie kute, nie do sforsowania. Od strony sąsiadów siatka i żywopłot, tylną ścianę ogrodzenia stanowi mały domek, w którym mieszka syn pani z narzeczoną. Pani żyje wspomnieniami swojego poprzedniego collie, który odszedł na nowotwór. Pani leczyła go u wetów których znam. Mówiłam jej o moim obecnym weterynarzu i Zasypała mnie pytaniami o sunię - co je, jak się zachowuje, jaka jest... bardzo się interesowała charakterem małej. Wypytywała o koszty utrzymania psa tej wielkości, chce być całkowicie pewna że ją na niego stać. Przy mnie zadzwoniła do drugiego syna, który zobowiązał się do pokrywania w części kosztów utrzymania, w razie jakichkolwiek kłopotów zdrowotnych pani (pani jest już na emeryturze) deklaruje przejęcie opieki nad sunią. W domu kastrowany kocurek, zadbany, obserwował mnie przez jakieś 10 minut po czym podszedł. Byłam pewna, że pani wie o umowie adopcyjnej więc zaczęłam o niej mówić, ale dla pani była to nowość, nie wiedziała że takie zobowiązanie trzeba będzie podpisać. Opisałam jej więc taką, jaką ja zawsze podpisuję. Powiem tak - ja bym żywiołowego, młodego wielkiego bernardyna nie dała, bo pani mogłaby sobie nie poradzić, ale myślę że sunia może do niej jechać.
-
[quote name='kamikaze'] Gdy pies został wyrzucony do boksu...zadzwoniono po p. Wandę...P. Wanda przyjechała natychmiast...Szafir cały czas był pobudzony, rzucał się i gryzł siatkę...Obydwie Pani Weterynarz powiedziały że nie ma na co czekać, że psa należy uśpić...One są lekarzami weterynariii a Pani Wanda odpowiada za ponad 200 innych psów w tym schronisku i ludzi tam przebywających... Sytauacja była skrajna... . O ile do wczoraj spokojnie czekałam na rozwój wypadków, o tyle dzisiaj po ponownym przeczytaniu postu Kamikaze czuję się jakby mnie ktoś oderwał od rzeczywistości. Niech mi może ktoś normalny wytłumaczy, NA CZYM POLEGA skrajność sytuacji, kiedy pies skacze sobie gryząc siatkę? CO na Boga uniemożliwiło zawiadomienie opiekunki psa? I po trzecie - w jaki sposób temu rozszalałemu psu podano zastrzyk? Nie rozumiem. I rzeczywiście, post Kamikaze wiele wyjaśnia. Całkowicie dyskredytuje obydwie panie weterynarki. Jasno z tej wypowiedzi wynika, że można było psa spacyfikować. Opis zdarzenia zdecydowanie nie opisuje tej akcji jako niebezpiecznego ataku psa który "chce zrobić krzywdę". Rozszalałego z agresji psa nikt nie dałby rady złapać za kark. Duże psy złapane za kark bez problemów radzą sobie z "napastnikiem". Jeszcze do wczoraj myślałam, że coś się wyjaśni, że może jednak BYŁ powód, rzeczywiste zagrożenie czyjegoś życia... Ale teraz widzę, że to był absolutnie niepotrzebny, nieprzemyślany WYROK. I nic go nie usprawiedliwia. NIC.
-
A jak do Brodnicy leciałam to nikt mnie od latawic nie komplementował. A tej pięknej mówiłam "zajrzyj pani, wątków popilnuj, ja spraw swych pilnować muszę dzisiaj". To poszła spać jak sądzę.
-
Wielka paka jamników i innych rasowców do adopcji! zdjęcia s. 13 i 43
Neris replied to Neris's topic in Już w nowym domu
Pinia w nowym domu. Isadorko, a może tu pociągniemy te nowe długowłose czy wolisz oddzielny wątek? Codziennie rozmawiam z Anią więc mogłabym wstawiać tu info. -
Ja już napisałam do kogoś z Warszawy, mam nadzieję ze się zgodzi :) A jedna taka piękna miała tu napisać co Szarik dzisiaj i nico nie napisała :cool1:
-
To dłuuuuga historia :) Ale nie, nie mam psa o imieniu Neris. To JA jestem Neris od zawsze :) Niestety niecierpliwy dom sobie dzisiaj przywiózł suczynkę :oops:
-
No to jeszcze :) [IMG]http://images49.fotosik.pl/268/9f380369a08e9ba4med.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/268/cd75a53edc8562e5med.jpg[/IMG] [IMG]http://images46.fotosik.pl/267/d1a6bb588af3d9a4med.jpg[/IMG] [IMG]http://images36.fotosik.pl/155/7858e521162469a9med.jpg[/IMG] OBCY- decydujące starcie [IMG]http://images43.fotosik.pl/267/2aa82a72bc77d581.jpg[/IMG]
-
No to się udało [IMG]http://images44.fotosik.pl/268/b639de7165ca4cf7med.jpg[/IMG] [IMG]http://images40.fotosik.pl/264/411c7af737409f11med.jpg[/IMG] Normalnie cud-miód :loveu: [IMG]http://images48.fotosik.pl/268/2676be5c12f7a7f2med.jpg[/IMG] [IMG]http://images45.fotosik.pl/268/7cde720e14ad0eb7.jpg[/IMG] [IMG]http://images44.fotosik.pl/268/f80bf0464410d81cmed.jpg[/IMG]
-
Neris wrzuci fotki za jakieś 6 godzin bo taki czas zgrywania fotek zapowiedział jej komputer :angryy:
-
Pokerku, czy dom w okolicach Warszawy też by wchodził w grę? Bo nie wiem czy proponować Neris pani, która się do mnie zgłosiła poszukując suczki ok. 15kg. Moja Lusia (9kg) jest dla niej za mała, woli średnią suczkę. A tak w ogóle to Ty masz Neris a ja mam Pokera :diabloti: [url]http://www.dogomania.pl/threads/142158-Aria-piAE-kna-jak-A-wiatA-o-ksiAE-A-yca-ONka-i-Poker-brzydki-jak-czort-szukajAE-domu/page45[/url]
-
Powiem Wam, że takiego kierownika jak mają w Brodnicy to ze świecą szukać.. Dzisiaj zadzwoniła pani z Gdyni. Dzwoniła już ok. tygodnia temu, ale nie zdecydowała się wtedy na adopcję Szarika. A teraz jest na 100% zdecydowana. Państwo mają mieszkanie 60m. Pani chciała, żebym nauczyła Szarika chodzić na smyczy i jechać pociągiem. Nie bardzo słuchała moich argumentów, że on w mieszkaniu będzie nieszczęśliwy. Państwo mieli mixa leonbergera i chcą podobnego psa. Szarik z leonbergera ma niewiele...
-
Jamniki i jamnikowate w potrzebie z całej Polski !!!!!!
Neris replied to danka1234's topic in Już w nowym domu
Jamniczka Pinia w nowym domu. -
Z tego wszystkiego zapomniałam Wpłaty: Yana - 185 Poker - 10 Wydatki: Transport- 220 Fiprex- 17 I przepraszam za żebranie, ale naprawdę po tylu latach "grubych" mam cieniznę...
-
Szarik nie chciał wejść do auta, pokazał mi zęby, pan był zabarykadowany w domu ale w końcu nam pomógł zapakować psa. Od razu go zakropliłam fiprexem. Droga całkiem spokojnie, tylko Szarik z nerwów zrobił kupsko :oops: Z auta wyszedł zachęcany głosem i lekkim pociągnięciem za obrożę. Potem - zachęcając - przeprowadziłam go wzdłuż boksów, ja szłam od strony psów, Szarik trawnikiem. Bez problemu odwracałam jego uwagę od psów, bez problemu! Raz tylko jak go jakieś małe tałatajstwa oszczekały ryknął na nie, ale to moja nieuwaga i stres. Wprowadziłam go do kojca, ładnie wszedł, bez żadnego szarpania, przytulił swój wielki łeb do mnie, dał całusa i poszłam. Jak na tak stresującą sytuację, 2-godzinną PIERWSZĄ W ŻYCIU podróż, spotkanie z obcymi ludźmi, sporo psów wokół - ten pies to ideał. Za transport wyszło 220zł.
-
Ja już to wcześniej poruszałam - nie wiem, czy te kwestie są prawnie uregulowane, czy wolontariuszka ma prawo prowadzić psa na zabieg, co więcej - czy posiada wiedzę o zachowaniu psów. Jeśli nawet wolontariuszka tej wiedzy nie posiada, to każdy ze znanych mi wetów ją ma. I nie zdarzyło mi się, żebym idąc do weta z którymś z moich nowych nabytków nie została poproszona o założenie kagańca. Za bezmyślność osoby powołanej do RATOWANIA psiego życia zapłacił pies. Warto też poruszyć kwestię dysponowania majątkiem - w świetle naszego prawa pies jest jednak rzeczą i do kogoś należy. Osoba trzecia nie jest uprawniona do podejmowania samodzielnych decyzji o jego losie. Czy protokół przekazania głowy do badania istnieje? Z DATĄ... Nic więcej nie powiem, ale jakoś to dziwnie wygląda.
-
Czekam jeszcze... to tu do Was przyszłam posiedzieć Sąsiad prosił, żeby go przy tym nie było. Chce się zamknąć w domu, żeby nie widzieć. Raz w jedną raz w drugą, nie dojdziesz za nimi...
-
Jedziemy ok. 11, mam okropnego "nerwa".
-
Bartuś!!! Po śmierci pani! W spadku padaczka i morbital! MA DOM!!!
Neris replied to Hotel KADIF's topic in Już w nowym domu
Ta opiekunka powiedziała, ile jest czasu? -
Opłakuję go razem z Wami... [*] Czy wolontariusze z tego pożal się Boże przytuliska przeszli jakiekolwiek przeszkolenie dotyczące zachowania psów? I dlaczego wolontariusz zabiera psa na jakiekolwiek zabiegi, to powinna być praca przeszkolonego pielęgniarza. Nie prowadzę przytuliska, ale nie wyobrażam sobie takiej beztroski w traktowaniu psów i ludzi się nimi zajmujących.
-
No co, ja napisałam raz ale "page was temporarily unavailable" i mi się zrobiło tak :(