Najwspanialszy był zawsze dzień pierwszego śniegu. Wtedy na spacerze było istne szaleństwo, Norcia biegała, łapała śnieg, tarzała się w nim. Śmiesznie było gdy pojawiały się bałwany. Zawsze patrzyła na bałwana z rezerwą, a gdy było już ciemno, na wszelki wypadek obszczekiwała go.
Zdrojko, czytałem o Twoim Migaczku. Nie wiem, czy lepiej być przy odejściu przyjaciela, czy nie. Akurat tak się złożyło, że Norcia odeszła nie przy mnie tylko przy żonie, byłem z nią długo, a później poszedłem do pokoju coś zjeść, wtedy odeszła :(