Jump to content
Dogomania

Akirka86

Members
  • Posts

    344
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Akirka86

  1. Czasami skuteczne jest też bardzo proste rozwiązanie. Jakieś psikadełko z wodą (na pewno pamiętacie jajka z wodą przed Wielkanocą - coś takiego mam na myśli). Wiele psów nie lubi wody, może by się odczepił po pewnym czasie?
  2. Julia., masz na myśli Gojkę czy Małą Nikę?
  3. Ryss, ja wcale nie powiedziałam, że klatka jest zła. Po prostu uważam, że zamknięcie psa z marszu w klatce jest dla niego traumatyczne. Z kolei poprzedzenie pozostawienia psa w klatce odpowiednio długim okresem adaptacji, sprawia, że pies czuje się w klatce bezpiecznie. To odbywa się krok po kroku i pies w tym czasie do niczego nie jest zmuszany. Klatka staje się jego azylem, w którym po prostu czeka na powrót opiekuna. Mój pies pod moją nieobecność śpi, czasem wstanie się napić i kładzie się z powrotem. Mało tego, na sylwestra buduję jej prowizoryczną budę z koca i fotelowych poduch, w której spędza czas wystrzałów, dzięki temu nie wymaga leków - leży spokojnie, może trochę zaniepokojona, ale ta ograniczona przestrzeń osłonięta ze wszystkich stron ma na nią wyraźnie pozytywny wpływ. Tak samo wiele psów lubi pluszowe budy. Nie widzę nic złego w klatce, pod warunkiem, że odbywa się to w sposób dobrowolny i pies ma pozytywne z nią skojarzenie. Dodajmy, na wszelki wypadek, że klatka powinna być stosowna do rozmiarów psa, żeby w myśl ustawy umożliwić psu przymowanie naturalnej postawy. Choć to powinno być akurat oczywiste. Sam fakt, że klatka jest konstrukcją na tyke delikatną, że pies jedt w stanie się z niej wydostać powinno nasunąć na myśl, że nie służy do tego, żeby przetrzymywać w niej psa na siłę. A że zbajduje się grono ludzi, którzy myślą, że wydtarczy psa za fraki wrzucić do klatki i problem niszczenia ma się z głowy to już inna bajka.
  4. Mała Nika, to już się kwalifikuje do zgłoszenia na policję faktu, że po okolicy wieczorami grasuje agresywny pies. On nie musi się rzucać tylko do Twojego psa i kiedyś może się to skończyć pogryzieniem zarówno psa (np. Twojego) jak i broniącego go właściciela (czyli Ciebie). Taki pies stanowi zagrożenie i trzeba stanowczo reagować zanim stanie się komuś krzywda.
  5. Jest jeszcze zdrowy rozsądek. Myślę, że sama nie wierzysz w to, co piszesz - w znak równości między klatką a smyczą, czy zabiegami medycznymi. Ryss, oczywiście, że sama nie wierzę w to co piszę, tak samo jak nie wierzę, że prawidłowo stosowaną klatkę, (czyli azyl a nie więzienie) można potraktować jako znęcanie się. Nie mówię tu absolutnie o zamykaniu psa w klatce i przetrzymywania go tam, bo to zupełnie inna sprawa, ale to już zostało ustalone. Chciałam zaznaczyć, że wszystko zależy od tego w jaki sposób coś jest użyte i że generalizowanie wszystkiego może prowadzić właśnie do takiego toku myślenia. Co do samej kanapy, skoro problem tkwi wyłącznie w niej to na niej trzeba się skupić szukając rozwiązania. Pies u brata robił dziury w legowisku. Problem się skończył jak dostał do legowiska kocyk. Teraz mości sobie dołek w kocyku i legowisko jest bezpieczne.
  6. Wklej jakieś zdjęcie, bo to może być naturalna pigmentacja skóry, może to być efekt zaburzeń hormonalnych i wiele innych.
  7. W ten sposób właściwie wszystkie metody treningowe poza nagrodą można podciągnąć pod znęcanie się. Zostawianie psa samego w domu również, bo pozbawia się psa kontaktu z otoczeniem, ludźmi i innymi zwierzętami. Ktoś uparty mógłby nawet udowodnić, że prowadzenie psa na smyczy jest znęcaniem się, bo ogranicza możliwość zachowania behawioru właściwego gatunkowi. Choć tu chyba żaden sąd nie potraktowałby tego poważnie. Podobna historia z kastracją/sterylizacją. Można by długo wymieniać.
  8. Właśnie dlatego pytam czy chcesz się w coś takiego bawić. Ten pies jest im kulą u nogi. Nic w zasadzie zrobić nie możesz oprócz nękania służb porządkowych, aż dla świętego spokoju może ich przycisną. Tylko jeśli tych psów jest więcej to z Ciebie zrobią wariatkę, która wypowiedziała wojnę wszystkim naokoło...
  9. Cavecanem, po prostu niektóre wypowiedzi wywołały we mnie wrażenie, że psy, które się urwały ze smyczy to nie to samo co zdziczałe psy, które ścigają sarnę jako swoje pożywienie i te pierwsze powinny być bardziej chronione prawem niż te drugie. Stąd moje, trochę ironiczne pytanie, skąd myśliwy ma wiedzieć z jakim psem ma do czynienia i dlaczego właściwie miałby się nad tym zastanawiać.
  10. Jeśli nie możesz sama przechować na chwilę psa, to może ktoś by wziął na DT. Poczekać na moment kiedy będą mieli falę oddania psa i szybko psa przejąć. Tylko trzeba to dobrze zgrać. O ile chcesz się w coś takiego angażować.
  11. Ja podaję swojej, ale w połączeniu ze sterydem, dzięki temu jest na mniejszej dawce. Sama hydroksyzyna nie działała w naszym przypadku. Przy okazji pies przestał wymiotować w samochodzie :)
  12. Odbiegając od faktu, że tymi dwoma konkretnymi psami zajął się jakiś zwyrol (bo to już chyba zostało ustalone), to jak w zasadzie "praworządny myśliwy stojący na straży lasu" ma odróżnić te krwiożercze bezpańskie burki (lub po prostu te polujące), które stanowią zdecydowaną większość pośród psów zagryzających zwierzynę od tych, które się na chwilę urwały ze spaceru? Pomijając psy w odblaskowych kamizelkach, bo to chyba dość oczywiste.
  13. Testy obejmują takie rzeczy jak roztocza, grzyby, pyłki itd. Niestety nie uwzględniają chemii domowej, a pies może mieć alergię np. na płyn do podłóg. Tu kłania się szare mydło w całym domu - od podłóg, na praniu kończąc, w tym także Waszych rzeczy. Zmiana chemii na 3-4 tygodnie, nigdy nie wiadomo.
  14. Jeśli pies jest łagodny to możesz zrobić to co ja kiedyś. Wzięłam sznurek i kartkę, napisałam krótki liścik że mogłam być sadystą, który skatowałby ich psa na śmierć, ale na szczęście trafił na mnie, kiedyś może mu zabraknąć szczęścia i wpadnie pod auto albo trfi do schroniska itd. Przypięłam to na sznurku psu. W moim przypadku to pomogło, bo pies zaczął chodzić na smyczy. Byłam wtedy gówniarzem, który bał się bezpośredniej konfrontacji z dorosłą osobą. Jak ktoś ma trochę wyobraźni to fakt, że ktoś obcy jest w stanie złapać psa i coś przy nim zrobić da do myślenia. Jak wyobraźni nie ma, to nie będzie mu się chciało nawet do schroniska zadzwonić jak mu pies do domu na noc nie wróci. Powiadomić straż, ż państwo x-scy puszczają psa bez nadzoru też jest bez sensu, bo zanim oni ruszą swoje literki to psa już dawno nie będzie w tym miejscu i nikt nikomu nic nie udowodni...
  15. Osobiście znam kilku myśliwych. Spośród nich jeden jest hmm... powiedzmy, że normalny, to znaczy nie siedzi tyłkiem na ambonie aż zwierzyna pod samą lufę podejdzie tylko tropi ze swoim psem i może faktycznie to co robi można nazwać polowaniem. Pozostali to skończone skur... które dokonują rzezi na zwierzętach. Są to znajomości zawodowe, które niestety muszę utrzymywać. Jeden zwyrol przypadkiem wygadał się jak mu pies zaczął kury na podwórku dusić. Wprost nie powiedział, ale z jego wypowiedzi jasno wynikało, że psa wyprowadził do lasu i zastrzelił. Własnego psa... Jeśli ktoś łudzi się, że myśliwy nie odstrzeli psa pod nieobecność właściciela to niech uświadomi sobie, że nie zrobi tego tylko niewielki odsetek myśliwych. W okolicach moich rodziców funkcjonuje koło łowieckie, które zrzesza głównie policjantów (także emerytowanych), żołnierzy, i ledwie kilku myśliwych o tradycjach rodzinnych. To są głównie faceci, którym brakuje broni w ręku, którzy polują, bo lubią strzelać. Co mu za różnica do czego? Ważne, że się rusza. Nie mówiąc już o kłusownikach (z których połowa to myśliwi tyle że nie wykupili odstrzału), dla których pies to konkurencja, która właśnie spłoszyła mu zwierzynę w całej okolicy rujnując tym samym polowanie, więc zastrzeli choćby po to, żeby się odegrać. To jest potworne, ale niestety taki wniosek wysnułam mając styczność z tego rodzaju ludźmi. Z drugiej strony spotkałam się z tekstem psiarza, że idzie z psem do lasu, pies pogania sobie sarny to się wybiega... I tutaj wypadałoby nafaszerować tyłek śrutem nie psu, tylko właścicielowi, że na takie rzeczy pozwala. Oczywiście (żeby uniknąć za chwilę awantury) nie twierdzę absolutnie, że pani Nikola miała takie podejście, odnoszę się po prostu do uogólnienia, w którego kierunku potoczyła się dyskusja
  16. Jeśli to owczarek długowłosy to może się przegrzewa? Od tego też potrafi się rozwinąć świąd. No i ewentualnie tło nerwowe? Wtedy jakiś ziołowy preparat na nerwy albo adaptil? Skoro w badaniach czysto, leki nie działają, to może warto poszukać poza skórą? Z drugiej strony czy na dworze przebywa tylko w trakcie spacerów czy także na powietrzu wypoczywa? Bo jeśli tylko na spacerach, to wcale nie musi oznaczać, że na dworze go nie swedzi tylko że jest zajęty otoczeniem i "zapomina" o świądzie.
  17. To ciekawe, że prawnicy i funkcjonariusze tak łatwo dokonują interpretacji przepisów dotyczących psów, że właściciele jorków i innych małych psów mogą spać spokojnie. Ja się z taką interpretacją jak najbardziej zgadzam, bo co innego mikropieniacz, który narobi hałasu, a co innego 40 kilo psa, który jak ugryzie, to już porządnie. Wszyscy wiemy, że te przepisy mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa, kompletnie nie rozumiem jednak dlaczego nie wprowadzono w nich rozgraniczenia na psy małe i duże. To trochę kompromitujące gdy słyszy się wypowiedź policjanta/prawnika, że przestrzegania przepisu będzie wymagać się tylko od części, którą wedle uznania wybierze sobie funkcjonariusz...
  18. Właśnie zaczęłam się zastanawiać nad inną kwestią. A jak to jest z tą identyfikacją? Adresówka wystarczy? Jeśli wziąć pod uwagę unijną dyrektywę to identyfikacja zwierzęcia odbywa się na podstawie mikroczipa. Czy to znaczy, że nie wolno puszczać luzem psa niezaczipowanego? I co z szeregami babć, których pieski nie mają nawet tej adresówki? Albo z drugiej strony, ani straż ani policja nie chodzą z czytnikiem, w związku z czym interpretacja funkcjonariusza miże być taka, że identyfikator powinien być czytelny bez użycia sprzęty. Jeśli się dobrze zastanowić to straż miejska mogłaby równie dobrze karać za to. No i do tego wiele osób przypina psom zawieszkę albo wyszywa na obroży numer telefonu i imię psa, nie umieszcza swoich danych osobowych. Co to zalunkowanego artykułu, zgadzam się ze slipingbyday, poza tym że w myśl przepisów pies to pies i upomniany właściciel dużego psa podczas gdy małe biegają luzem może złożyć skargę w związku z mandatem ze względu na dyskryminowanie go, bo konstytucja gwarantuje obywatelom równe traktowanie. To oczywiście utopia i nie mam zamiaru wywoływsć gównoburzy pomiędzy właścicielami małych i dużych psów. Po prostu nie rozumiem jak prawnik może wyrażać się w ten sposób mając świadomość, że nie ma żadnego przepisu dzielącego w ten sposób psy. Co innego rasy z aneksu.
  19. A_niusia, czuję się dotknięta ;) A tak poważnie, to ja naprawdę w lesie nie puszczam psa. Mam ten komfort, że w mojej okolicy są rozległe nieużytkowane łąki, gdzie mój pies daje upust energii, podobnie zresztą jak wiele innych. Psów tam na tyle sporo, że zwierzyna się stamtąd wyniosła i pojawia się tam wyjątkowo rzadko (parę razy niestety zdarzyła nam się w związku z tym wspomniana przez Ciebie wpadka). Na spacery "dla psa" chodzimy tam. Do lasu chodzimy na wycieczki i tam psa torturuję sznurkiem, bo wiem, że za zwierzyną pójdzie i jest wtedy całkowicie nieodwoływalna. Pracujemy nad tą odwoływalnością i być może kiedyś to się zmieni, ale póki co, nie mam ochoty żeby mój pies się zgubił albo co gorsza zginął. Nie wybielam się absolutnie, ale myślę że to po prostu świadomość ryzyka. Ja wiem, że jak mój pies coś zwęszy to za tym pogoni, ryzyko jest ogromne i ja go nie podejmuję. Będąc u rodziców zabieram do lasu również jednego ich psa i on chodzi bez smyczy, bo jest ślamazarą, która zwierzyną zinteresuje się jak już będzie martwa i nabierze stosownego odoru. Oczywiście wszystko zależy od tego jakim terenem w okolicy się dysponuje. Sama nie wiem co bym zrobiła mając wyłącznie las naokoło...
  20. Furie, jestem tego samego zdania, ale niestety w regulaminie PKP jest zapis, że aby móc jechać z psem w przedziale, współpasażerowie muszą wyrazić na to zgodę. Krótko mówiąc, możesz mieć najgrzeczniejszego na świecie, wyperfumowanego mikropieseczka w torebce, a ktoś powie, że on sobie nie życzy towarzystwa sierściucha i regulamin stoi po jego stronie, tak więc jego problem jest niestety Twoim problemem.
  21. To może ja swoje trzy grosze dorzucę. Jechałam kiedyś z labkiem moich rodziców ze Szczecina do Wrocławia. Ze Szczecina wyjazd był chyba 5.50 (nie jestem pewna, ale na pewno jeszcze przed 6.00). Do pociągu wsiadło nie więcej jak kilka osób. Pościeliłam psu kocyk na podłodze wrzuciłam torbę, a do przedziału wpakowała się pani około 50-tki. Siadła i zaczyna, że co to za czasy, że psy pociągami się wozi i że pies to przy budzie powinien siedzieć. Grzecznie zapytałam dlaczego się dosiadła skoro jej pies przeszkadza. No i usłyszałam, że jestem jedyną kobietą w pociągu, a ona sama boi się jechać a do mężczyzny się nie dosiądzie. No to jej powiedziałam, że w takim razie tym bardziej z psem raźniej, ale ona swoje, że ja z tym psem to powinnam coś zrobić, bo to nie tak. Wyszło na to, że pani oczekuje mojego towarzystwa dla bezpiwczeństwa, ale muszę się koniecznie pozbyć psa. Jednym słowem kobiecie kompletnie odbiło. Ta sama gadka była przy konduktorze, ale ten tylko jej powiedział, że jeśli jej przeszkadza pies, to on może mnie przesadzić do innego przedziału. A tak poza tym, jeżdżę parę razy w roku z psem pociągiem. Jest w kagańcu, na podłodze, z reguły nikomu nie przeszkadza, dzięki niej prowadzę długie rozmowy o psach ze współpasażerami, a jak komuś pies przeszkadza to umawiam się tak, że pies będzie leżał w korytarzu, ale drzwi zostaną otwarte. Raz tylko pojawił się problem, bo pani była uczulona, poczekałam w korytarzu na konduktora, wyjaśniłam o co chodzi i wskazał mi inne miejsce, gdzie mogłam sobie spokojnie jechać dalej.
  22. Po pierwsze nie powinno się karcić psa za załatwianie w ogóle. No ale stało się i już to zrobiliście. Jak pies się cieszt, szczególnie szczeniak, to może zdażyć się, że popuści z emocji, nie kontroluje tego, więc absolutnie nie powinno się go za to karcić. Z reguły szczeniak z tego wyrasta, niewiele jest dorosłych psów, które popuszczają z emocji, a jeśli nawet, to raczej są to kropelki a nie kałuża, więc nie ma zbytnich powodów do obaw.
  23. Rinuś, ranna sarna z reguły umiera, po pierwsze szok spowodowany całym zajściem może do tego doprowadzić, po drugie infekcje ran kąsanych są bardzo częste, nie wspominając o ewentualnych złamaniach spowodowanych powaleniem zwierzyny czy złapaniem kończyny zębami. Osobiście, gdyby mnie ktoś gonił, wilałabym, żeby został powstrzymany na etapie gonitwy, a nie dopiero gdy już mnie dorwie. Zastrzelenie psa to bardzo drastyczna forma ochrony zwierzyny, ale z drugiej strony myśliwy nie ma żadnego innego sposobu zatrzymania psa, bo jest on jak w transie. Wiem, bo moja też potrafiła sie urwać za sarną i dlatego chodzi w lesie bezwzględnie na smyczy. Różnica między mną a tą panią polega na tym, że ja pracuję nad tym (sama sobie nie radziłam, więc sięgnęłam po pomoc fachowca), a tej pani to nie przeszkadzało. Jak dla mnie fakt, że pies został zastrzelony, jest czymś prawidłowym, bo stanowił zagrożenie dla innego zwierzęcia, o ile rzeczywiście siedział tej sarnie na ogonie (a tego nigdy się nie dowiemy). To przykre, że ten pies nie żyje, ale równie przykre byłoby dla mnie usłyszeć, że psy zagryzły sarnę. Co do drugiego psa, skatowanie na śmierć jakiegokolwiek stworzenia, jest dla mnie niedopuszczalnym bestialstwem i powinno zostać ukarane, choć sprawcy na pewno nie uda się nigdy ustalić. Nie chcę oceniać właścicielki, z jednej strony w nosie miała co musi przeżywać ścigana sarna, z drugiej nie umiem sobie wyobrazić co by było gdybt ktoś odebrał życie mojemu psu, tym bardziej w ten drugi sposób. Właścicielka nie dopilnowała swoich obowiązków i gdy już opadną jej emocje, do końca życia będzie się dręczyć tym, że nic by się nie stało, gdyby tylko psy były na smyczy. W tej sprawie jest zbyt wiele punktów widzenia, żeby oceniać ją pod kątem, czyja to wina i kto powinien za to odpowiadać. Z mojego punktu widzenia wszyscy są winni. I to jest cholernie przykre, że jak zwykle największe konsekwencje ponoszą ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.
  24. Myślę, że w tym przypadku mamy do czynienia z "prostym" konfliktem. Z jednej strony gmina nie tworzy przepisów sprzecznych z ustawą. Nie doprecyzowuje także przepisów ustawy. Oprócz nałożonych na właściciela obowiązków ustawowych, nakłada dodatkowe. Czyli oprócz kontroli dokłada jeszcze smycz. W konflikcie z ustawą to nie jest. Natomiast można to zaskarżyć jako ograniczenie wolności obywatela. I tutaj właśnie jest ten "prosty konflikt" Co do projektu przyjaciół zwierząt, prawdę mówiąc to powinni zmienić tych prawników...
  25. Mojego psa alergika karmiłam RC hypoallergenic'iem. I było wszystko prawidłowo. Na wiosnę doszły alereny środowiskowe, pies niestety zaczął przyjmować steryd. Karmiłabym dalej tym samym, ale posypała się jej trzustka. Hypoallergenic ma wysoki procent tłusxczu i jest przeciwskazana dla trzustkowców. Teraz pies je TOTW z rybą, ale kosztem tego, że przyjmuje trochę większą dawkę sterydu. Może RC ma kiepski skład (dla alergików źródłem białka jest soja), jest w niej mnóstwo zbóż i jedyną informacją o mięsie jest białko zwierzęce, cokolwiek to znaczy. Nie zmienia to faktu, że karmy są skuteczne. O ile zdrowy pies może szerokim łukiem omijać RC na korzyść karm bezzbożowych bądź żywienia naturalnego, to dla psów chorych jest cenną pomocą wleczeniu.
×
×
  • Create New...