Jump to content
Dogomania

joannasz

Members
  • Posts

    593
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by joannasz

  1. Może jutro zbiorę siły i napiszę. A może nie. Moja mamusia została wyautowana z życia na pół dnia, z trudem zwlekła się z łóżka ok. 19.00. Przez tego małego gangstera mogę zostać sierotą!!!
  2. Dzięki za informacje, kochane. No tak, podejrzewam, że wszyscy psiarze oprócz mnie powinni z wdzięcznością poczołgać się do Częstochowy. Dziś pierwszy dzień w pracy po L4, Irena wyszła tylko na 40 min., a w tym czasie ten zamaskowany upiór: rozbroił jej pudełko z motkami włóczki i przeniósł je do mojego pokoju; wypakował jeden regał z książkami; zeżarł 1/4 mojego skórzanego pantofla; zamienił na włókna wikliny kosz na śmieci spod mojego biurka; rozgryzł tubkę z akwarelą (oczywiście na moim łóżku, nie wiem, gdzie ją znalazł, bo wszystkie farby zamknęłam w drewnianej skrzynce... Nasikał mi do szafy. Wieczorem Irena, oglądając wiadomości, zawołała mnie. Padalec leżał w fotelu wtulony w nią rozkosznie, z zamkniętą wyjątkowo okropną, zębatą paszczą. -No, popatrz, jaki grzeczny piesek. Czego ty od niego chcesz? Wrrrr....
  3. Jezzzu, kobieto! Następnym razem zrobię wyraźne zdjęcia. Chcesz tych gangsterów? Oprzyrządowanie gratis! Oczywiście teraz Garecik ułożył się cudnie na mojej poduszce i chrapie jak szalony. Sama słodycz. Zaraz do niego dołączę. Młody bandyta pewnie u Ireny. Całuski.
  4. Który link się wstawia, żeby wyświetlał się od razu obrazek?
  5. Tak, to chyba był drozd, opis pasuje. W Olkuszu mieszkam! Zapraszam! Przed wyjazdem dam Wam torbę z wiercącym się, łaciatym prezentem. [FONT=Verdana]15.12.2010 środa[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] Wczorajszy dzień minął w złudnym spokoju. Nie liczę kilku napoczętych książek, uprowadzenia z korytarza drugiej i ostatniej wycieraczki oraz paru ubrań.[/FONT] [FONT=Verdana] Przybiłam płyty tektury na niższe półki regałów. Od razu zrobiło się bardziej elegancko… Wszystko, co możliwe, umieściłam pod sufitem, ale ostatecznie trudno przenieść całą zawartość półek na tę odrobinę miejsca. [/FONT] [FONT=Verdana] Dziś, w posępnym nastroju, bo to ostatni dzień L4 a nie chcę już brać więcej, zabrałam się do sprzątania. Po południu dół domu lśnił i pachniał czystością. Zmieniłam pościel i narzutę. Rozejrzałam się z głębokim zadowoleniem, bo to nie tyle rzadki, co krótkotrwały widok, i poszłam na zakupy. Nie było mnie z godzinę. Obaj gangsterzy powitali mnie niezwykle wylewnie. Rozebrałam się i zmarszczyłam brwi, bo w korytarzu zauważyłam potłuczone skorupki jajka. W jadalni pod stołem walały się opakowania po papierosach Ireny i jakieś strzępki starych szmat. Od razu się wściekłam i rozpoczęłam burzliwy monolog. [/FONT] [FONT=Verdana] -Poczekaj, aż zobaczysz resztę – mitygowała mnie Irena, stając w drzwiach i wskazując w kierunku mojego pokoju. [/FONT] [FONT=Verdana] -Weź swój aparat i zrób zdjęcie. [/FONT] [FONT=Verdana] Zrobiło mi się odrobinę słabo. Czyżby dopadły mój aparat? [/FONT] [FONT=Verdana] Od razu skierowałam się do łóżka i na chwilę odebrało mi mowę. Cała okolicy wyglądała tak, jakby ktoś rozsypał duży kubeł ze śmieciami, co też, jak sobie uświadomiłam, istotnie miało miejsce. Ten zamaskowany gnojek zawlókł na moje łóżko worek ze śmieciami i przystąpił do przemiału. Odzyskałam mowę i zaczęłam wrzeszczeć jak obłąkany Włoch. Z procesji, która mi towarzyszyła, natychmiast ubył Garet. Wskoczył na fotel i z głową na poręczy przewracał wielkimi oczami. [/FONT] [FONT=Verdana] Dino usiadł na baczność, wyprężył uszy i wpatrywał się we mnie z szalonym zainteresowaniem, przekrzywiając paskudny łeb, aby nie uronić ani jednego słowa. Irena bez powodzenia próbowała stłumić wybuch śmiechu, wreszcie się poddała. Ryknęłam jeszcze głośniej obiecując łaciatemu potworowi obdarcie ze skóry, kaganiec i kajdany w dowolnej kolejności. Otrzepał się i zniesmaczony wrzaskami podążył za Ireną. [/FONT] [FONT=Verdana] -A, papierosy przyniosłam ci z korytarza. Nie wiem, w jakim stanie. Na stole też już nie można nic zostawiać - zachichotała. [/FONT] [FONT=Verdana] Cały czas przeklinając, rozpoczęłam sprzątanie od nowa. Krzyknęłam na obu gangsterów, żeby mi zeszli z oczu. Garet wskoczył na kanapę, mamląc resztki wytłoczki na jajka, Dino podreptał do pokoju Ireny i schronił się pod jej krzesłem. [/FONT] [FONT=Verdana]http://img543.imageshack.us/img543/7713/dsc0001y.jpg[/FONT] [FONT=Verdana]Niestety, nie zmieniłam ustawień aparatu po fotografowaniu obrazów, więc jakość kiepska, ale może coś zobaczycie... [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT]
  6. Elu, miał większego fuksa, niż nasz niedoszły, niezidentyfikowany. Nie chciało mi się iść do pokoju Kai szukać atlasu. Coś jak skrzyżowanie kawki z kosem, ale bez żółtego dzioba, spory. Wyobraź sobie klatkę z ptakiem, a pod nią 5 napalonych kotów. Oraz 2 obłąkane psy, czekające na nieznaną jeszcze, ale przewidywanie atrakcyjną rozrywkę. W tle moja mamusia, z garnkiem żarcia, pełna najlepszych intencji. I co ten biedny ptica? Przerąbane. Sama bym się powiesiła na kratach klatki. Niedawno u Magdy... ale opowiem Wam przy okazji. A na razie Dino dominuje do obrzydliwości. Pomóżcie, jak spacyfikować młodszego, wojowniczego gówniarza i dowartościować Gareta, wielką maskotkę?!
  7. Kochanie, jestem i tym i tym. Kawa głównie Jacobs zielona, parzona, nie lubię przeżutych gówien, herbata - czarna liściasta tylko i wyłącznie z "Oskara" jeden gatunek, ten najdroższy :( oraz mate, też liściasta i mieszanka (oczywiście liściaste)j: zielona+ biała z płatkami róży. O rany, zamierzasz mnie odwiedzić?! Serdecznie zapraszam!!! Z każdą z moich Przyjaciółek z obłąkanego wątku chętnie się spotkam. Napisz (napiszcie) tylko, kiedy! Naprawdę Was zapraszam, dziewczyny!!!
  8. Hehhe. Irena ostatnio chciała adoptować ptaka, bo taki skurczony siedział na huśtawce. Latałam za nim jak głupia po śniegu, dopóki nie stracił cierpliwości i nie pofrunął do sąsiada.
  9. O żesz, kurna!!! Zabiję Cię, Kobieto!!! Nic nie powiem Dinowi, bo bydlak podsunąłby mi kolejnego, potrzebującego psiego raju, anioła z rogami!!! Nigdy więcej - żadnych psów, żadnych kotów!!! Nigdy!!! Jestem twardą kobietą, nie będę patrzeć w dół, tylko w górę, przed siebie, jak mi dopomóż Siło Wyższa! Odżegnam się od swojej słabości, howgh! Nienawidzę czworonogów! Nie znoszę ich! Zaraz wyrzucę z mojego łóżka to śliczne czarne, chrapiące na poduszce i za cholerę nie wpuszczę małego, liżącego zboczeńca. Nigdy w życiu! Postawię dwie budy w ogrodzie i wykuję dwa ciężkie łańcuchy. Trzeba przywrócić naturalny porządek rzeczy. Żegnajcie, mitomani. Rzekłam. Howgh.
  10. [FONT=Verdana]13.12.2010 Poniedziałek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] Dlaczego, dlaczego ja przez całe życie, kierując naiwnością, ufnością i miłosierdziem (bardzo ciekawe pojęcie, ale dla mnie charakterystyczne) daję się wpuścić w beznadziejne, niszczące przedsięwzięcia? Tak łatwo mnie nabrać! Moje życie domowe, mniej więcej ustabilizowane, po przyjęciu pod dach domniemanego anioła, zamieniło się w piekło. [/FONT] [FONT=Verdana] Garet już nic nie musi robić. Dino przejął z właściwą sobie bystrością wszystkie jego zachowania i dodał własne. Garecik przeszedł na przedwczesną emeryturę. Zbiera wszystkie możliwe głaski i kaskadę pieszczot od wszystkich. Żre jak szalony i tyje. Jedyne, co musi przecierpieć, to zaczepki Dina; jęczy wtedy jak płaczka żydowska, donośnie i boleściwie, choć jednym pacnięciem potężnej łapy posłałby przeciwnika na deski. [/FONT] [FONT=Verdana] Coraz bardziej rozpuszczony gówniarz przejął dominację. Rządzi wszystkim. Naprężone uszy namierzają kierunek działań, oczka, małe jak rodzynki, skanują otoczenie w poszukiwaniu potencjalnych obiektów do zniszczenia. Pomysłowość wykazuje niesamowitą, a jego szybkość dorównuje prędkości światła. [/FONT] [FONT=Verdana] W ciągu godziny mojej nieobecności, a czuwania Ireny, potrafi przeczytać kilka książek, zniszczyć pudło z farbami produkując impresję na łóżku, porwać kilka motków włóczki, przekartkować kalendarz z mijającego roku, rozwalić zapory w piwnicy i rozwlec po ogrodzie kilka worków segregowanych śmieci chromoląc segregację, poszarpać resztki skór z ław w jadalni, wytarzać się w węglu włamawszy się do kotłowni mimo zablokowanych drzwi, rozgryźć pojemnik z pianką montażową i zalepić się nią od mordy do obfitego kołnierza, zeżreć ładowarkę do telefonu Kai, zerwać ze ściany i pogryźć kilka moich obrazów, wywlec wszystkie możliwe ubrania, buty i poduszki do ogrodu, zawlec na kanapę gówna z kociej kuwety, a potem witać mnie z niewinną minką i odbiwszy się ode mnie popisywać się wykonaniem salta w pionie. [/FONT] [FONT=Verdana] Skacze jak piłka do ping-ponga, zaczepia, prowokuje, uwodzi i rozczula. Nienawidzę go. W nocy przytula się jak kot, umywszy przedtem dokładnie podłoże, czyli mnie. [/FONT] [FONT=Verdana] -Słuchaj, a może ktoś go wyrzucił dlatego, że tak wszystko niszczył? – wysunęła przypuszczenie Renia, plombując mój ząb.[/FONT] [FONT=Verdana] -Kaja też tak mówi… - wymamrotałam przez wałki ligniny. [/FONT] [FONT=Verdana] -I on cię uwiódł, bo wiedział, że ma jedyną szansę… - zachichotała. [/FONT] [FONT=Verdana] -Hehehe – warknęłam ponuro. [/FONT] [FONT=Verdana] Doszłam do wniosku, że gówniarz ma za duże zęby na tak małą paszczę, wskutek czego cierpi na nerwicę zębową. Zgrzyta tymi skałami nawet we śnie. Wygrzebałam z piwnicy orzech kokosowy; po kilku dniach morda rozwarła mu się na tyle, że jest w stanie go przenosić, czasami tylko wypuszczając i powodując potworny łoskot. Kiedy nie ma możliwości niszczenia niczego innego, rzuca się z pasją na orzech i maltretuje go na moim łóżku chrobocząc z furią. Kiedy zbliża się do niego Garet, warczy tak okropnie, że wielka, czarna maskota znika jak zmyta. Gówniarz całkowicie przejął dominację. [/FONT] [FONT=Verdana] -Garecik, rozumiem cię, ja też byłam starszym rodzeństwem – pocieszam go z pełnym zrozumieniem. Garet z jękiem przewraca cudnymi, wielkimi oczami i wciska mi w ręce śliczną, szlachetną mordkę. [/FONT] [FONT=Verdana] Czasami obaj gangsterzy współpracują. Jeden zamaskowany, drugi budzący zaufanie. Dobry i zły gliniarz. Wtedy jedynym moim marzeniem jest przeniesienie się w jakieś ciche, spokojne miejsce, na przykład w głąb puszczy kampinoskiej. Z „żubrem”, a najlepiej połówką czystej w ręce. [/FONT] [FONT=Verdana] Czy ktoś reflektuje na uroczego, słodkiego, oryginalnej urody szczeniaka? Bardzo inteligentny, szczepiony, po wyleczonej nosówce, słodki do nieprzytomności… ZA DARMO!!! [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT]
  11. [quote name='Gacusiowa']u Was też pada? Joanno, ostrożnie na dworze dzisiaj się proszę przemieszczaj - szklanka u nas jak ta lala, tylko powolne szuranie nogami po oblodzonym chodniku wchodzi w grę! a w ramach pokazywania cudnych zdjęc (bo Twoi obaj Dręczyciele są cudni) - oto fotka znaleziona w jednym z pisch wątków - zauroczyła mnie! [url]http://plfoto.com/zdjecie,zwierzeta,owczarki-krakowskie,1472561.html[/url][/QUOTE] A co za śliczne pęczki sznurków!
  12. [url]http://img225.imageshack.us/img225/1462/dsc0003t0.jpg[/url] [url]http://img802.imageshack.us/img802/5116/dsc0001o.jpg[/url] [url]http://img822.imageshack.us/img822/4271/dsc0002zj0.jpg[/url]
  13. Zawsze jestem na marginesie, niestety... [FONT=Verdana]03.12.2010 piątek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] Dwa dni bez prądu. Koszmar. Właściwie bez jednej fazy – na piętrze prąd był, tyle że na nic się to zdało. Owszem, pranie mogłam robić do woli… [/FONT] [FONT=Verdana] Piec wygasł, w domu zrobiło się mroźno. Od wczesnego popołudnia wszystko obstawione świecami i zlane woskiem, we mnie narastająca furia, w Irenie, której od czasu antydepresantów nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi, przypływ nostalgicznych wspomnień… Kiedy zgrzytałam zębami usiłując w skrajnie niesprzyjających warunkach czytać książkę, ona opowiadała o czasach okupacji – od 1939 do 1945 zero prądu, potem, w porywach, też nie najlepiej, ale przynajmniej były lampy naftowe, a nie karbidówki.. Fakt, to nieszczęsne pokolenie miało okropne życie, a przynajmniej jego część. Pytanie – skąd jego długowieczność i zdumiewająca kondycja? Pewnie czyste powietrze i brak konserwantów. [/FONT] [FONT=Verdana] Pod wieczór pierwszego dnia, kiedy dygotałam z zimna, spłynęło na mnie olśnienie. Przecież mogłam wziąć przedłużacz od kosiarki i podłączyć piec do gniazdka na piętrze! Złorzecząc na swoją głupotę wtuliłam się w Dina i zakopałam w kołdrę. [/FONT] [FONT=Verdana] O świcie, co ja mówię, w nocy jeszcze, co chwilę wyrywał mnie ze snu stukot małych pazurków i, nieco później, dużych pazurów. Małe: cyk-cyk-cyk-cyk; duże: cyk…..cyk…..cyk…. [/FONT] [FONT=Verdana] Małym towarzyszyły na tyle niepokojące dźwięki, że zrywałam się z łóżka i toczyłam wokół przerażonym wzrokiem, za każdym razem odkrywając coś okropnego. Jedna z par moich butów zimowych, złożona na kanapie i systematycznie pozbawiana wyściółki z futra… Rozbity słoik w kuchni i rozbite jajko, z którego Dino natychmiast pożarł skorupki… Niedobór wapnia – zanotowałam mętnie – trzeba kupić… Dwukrotnie rozpaczliwy lament, kiedy mały szkodnik zatrzasnął się w pokoju Ireny. Dziwny klekot, który okazał się próbami pożarcia kawałka wapienia znalezionego w ogrodzie. Co jakiś czas szelest dartych gazet i woreczków foliowych. Blaszany grzechot towarzyszący próbom rzeźbienia nakrętki od słoika. Cisza też nie wróżyła najlepiej. Kiedy wreszcie zrezygnowałam z udawania snu, okazało się, że ławy w jadalni pozbawione są skór. Jedną znalazłam na schodach do piwnicy, częściowo już podzieloną na części, ta większa i solidniejsza znikła na amen. Za to po okolicy plątały się pojedyncze skarpetki, szczątki chusteczek higienicznych, wysoce poślizgowe kawałki kurzych wątróbek z kociej miski, elementy indyka z psich misek, mój pantofel, wielka poduszka z ławy kuchennej, która utknęła przy regale z książkami… [/FONT] [FONT=Verdana] Cyk-cyk-cyk… w międzyczasie szkodnik działał w piwnicy. Co chwilę wpadał pokryty śniegiem, uchachany, machający wściekle ogonem, próbując się dorwać do mycia mnie. Na tym punkcie ma taką obsesję, że chyba sama wpadnę w obsesję pięciokrotnej kąpieli na dobę. Najpewniej dopada mnie przy ćwiczeniach McKenziego. Irena stara się nie przegapić tego momentu. Zanim zdążę się położyć na brzuchu, on już leży pode mną na plecach i z szerokim uśmiechem na potężnie uzębionej mordce zabiera się do toalety. Kicham, parskam, złorzeczę i pękam ze śmiechu. Najbardziej upierdliwe jest wtykanie języka do dziurek w nosie. Jakim cudem on może tak zwinąć ten okropny narząd?! Garet sekunduje małemu potworowi mrucząc i usiłując stopić się z dostępną częścią mnie. Warunki do ćwiczeń wręcz znakomite![/FONT] [FONT=Verdana] Wyczyściłam piec, wysyłając Kai wredne, mentalne sygnały. Od trzech lat wałkuję ten sam temat. Przy ładowaniu pojemnika należy ten cud techniki CZYŚCIĆ Z SADZY!!! Niestety, ta część poznawcza mózgu mojego genialnego dziecka nie działa. Wybrałam wiadro syfu. Przygotowałam piec do rozpalenia, ale ponieważ Irena postanowiła jeszcze wytrzymać, zabrałam się za skręcanie sosnowych regałów do piwnicy na narzędzia. W godzinę później, kiedy już popękały mi wszystkie pęcherze na prawej ręce (dlaczego, u diabła, nie ma śrubokrętów z ramieniem poziomym, żeby w prosty sposób wykorzystać prawa fizyki?! A może są, tylko ja na nie nie trafiłam…), przyniosłam lakierobejcę i zaczęłam je malować. [/FONT] [FONT=Verdana] Potem odpaliłam piec. W domu zaczęło robić się przytulnie… wyjąwszy działania najmłodszego członka rodziny. Przeczytał całą Wyborczą na moim łóżku, do ostatniej literki. I to dosłownie. Żeby się położyć, zrzuciłam na podłogę wszystkie litery, z których składała się gazeta. [/FONT] [FONT=Verdana] Wieczorem przyjechała Kaja. Obydwa czworaki zdradziły mnie haniebnie. Garet przyszedł w połowie nocy i chrapał do rana w fotelu. Gówniarz pokazał się dopiero o świcie, żeby zrobić mi dokładną toaletę i ogrzać o mnie zamarznięte łapska. [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana]4.12.2010, sobota[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] W przypływie zidiocenia wyszłyśmy do miasta razem. Po dwóch godzinach wróciłyśmy jednocześnie. Ja nieco wcześniej. Korytarz zaścielały strzępki wszystkich, dostępnych poniżej 2 m gazet. Garet paradował z jednym moim pantoflem w pysku, Dino z drugim. W korytarzu rozpostarł się szal Kai, który zignorowałam. Zabrałam za to swoje spodnie od dresu, podkoszulek i podążyłam śladem dziwnie znajomych kawałków papieru kredowego. Wiodły do mojego łóżka. I to, k…wa, były resztki plakatu wpisanego w inspiracje artystyczne… Oprócz tych kawałków celulozy dostrzegłam na łóżku coś złowieszczo znajomego… Mysz, k…wa, od laptopa!!! Odgryziona u źródła! Że też intuicja mnie ostrzegła i schowałam zasilacz do szuflady, bo byłabym 500 zł w plecy!!! Gdyby nie furia, na pewno bym uklękła. [/FONT] [FONT=Verdana] -Co chwilę słyszałam jakiś szelest, ale ile razy mogę latać tam i z powrotem? – usprawiedliwiała się Irena. Widziałam jakieś papiery na łóżku i coś czerwonego, myślałam, że to twoja zapalniczka, masz taką… [/FONT] [FONT=Verdana] Kaja przyniosła z ogrodu swoją bluzę od dresu, moje spodnie, trzy motki włóczki i uprzedziła, żebym nie wchodziła do piwnicy, jeśli chcę pozostać przy życiu. Oznajmiłam, że nic mnie nie zmusi do zejścia do podziemi. Dwa urocze psy domagały się pieszczot. W międzyczasie Kaja oznajmiła, że znalazła się skóra z ławy w jadalni. Leżała na stosie strzępów z jej futrzanego dywanu w pokoju. Również nieco przetrzebiona. [/FONT] [FONT=Verdana] Irena, nie zważając na nasze mściwe reakcje, nakarmiła z ręki oba kundle, bo inaczej się nie da. Dino nie tknie tego, czego uprzednio nie spróbuje Garet, otyły już bardziej, niż Koleś. Impas. [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana]07.12.2010, wtorek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] Wreszcie trochę cieplej, odwilż. I dobrze, bo na słupie wisi ogłoszenie o przerwie w dostawie prądu. Drobiazg, dwa dni. Znowu będę musiała od nowa odpalać piec. Uwielbiam to. Wracam do domu po półgodzinie, zasmolona od zewnątrz i wewnątrz. Ja nie wiem, czy w naszym klimacie zima to takie paskudne zaskoczenie, czy też energetycy perfidnie planują remonty na tę właśnie porę roku? [/FONT] [FONT=Verdana] Te klęski w porównaniu z aktywnością Dina to ponad moje siły. Tylko dziś zagryzł depilator, wywlókł do ogrodu dziesięciokilogramowy worek z kitekatem, liczne ubrania, poszarpał na śmierć skóry z ław w jadalni, zmiażdżył końcówkę pojemnika z pianką montażową oraz tubkę kleju uniwersalnego, wypakował mój koszyk z farbami na łóżko i uczył się malować… [/FONT] [FONT=Verdana]Że o pomniejszych szkodach nie wspomnę. Irena nie traci pogody ducha, ale przestała reagować na niepokojące hałasy. Jej miłość do Gareta rośnie lawinowo. Ja reaguję, ale nie zawsze jestem. Z pogodą ducha znacznie gorzej… A Gareta zaczynam dopingować do korzystania z technik samoobrony, bo na razie, atakowany przez Dina, jęczy rozpaczliwie artykułując „mama”! Czarnuch stracił zwój azyl na parapetach. Dino wyskakuje tam jak pchła, siedząc na baczność i skanując obraz za oknem. Po ostatnim przemeblowaniu moje łóżko stoi wzdłuż parapetu, co ułatwia sprawę. Najpiękniejsze są zejścia. Gdy Garet zbiera się do zeskoczenia, Dino śledzi go uważnie, pełen napięcia. W rezultacie zeskakują obaj jak na „trzy-cztery”, szerokim łukiem, odbijają się od materaca jak od trampoliny i w kilka metrów dalej, ryjąc pazurami podłogę, odzyskują przyczepność. [/FONT] [FONT=Verdana] Dino działa już pod koniec nocy. Frenetyczne dzwonienie pazurków natychmiast wyrywa mnie ze snu. Nasłuchuję nerwowo łomotów i odgłosów szarpania oraz ciamkania, starając się zidentyfikować niszczony przedmiot i podjąć decyzję, czy reagować natychmiast, czy olać. [/FONT] [FONT=Verdana]Piesek ma szybkość atakującej kobry i pomysłowość natchnionego, znerwicowanego twórcy. Radary sterczą mu na baczność, ustawiając się w odpowiednim kierunku. Jak Kaja zauważyła, w małych oczkach wyskakują mu współrzędne, kiedy namierza przedmiot do zniszczenia. Zawsze jest czujny, zwarty i gotowy. Zawsze. [/FONT] [FONT=Verdana]Kiedy układam się do ćwiczeń McKenziego, pojawia się natychmiast, nawet, jeśli sekundę wcześniej był w ogrodzie. Chyba ma GPS nastawiony na mnie. Wślizguje się pode mnie na plecach i przystępuje do maniackiej toalety. Ma obsesję na punkcie lizania mojej twarzy. Irenę zachwyca to widowisko. Mnie nieco mniej… [/FONT] [FONT=Verdana]Za to w nocy przytula się tak słodko, wciskając wąską mordkę pod moją szyję i obejmując mnie łapkami, że wymięłam i wybaczam mu wszystko…[/FONT]
  14. [url]http://img87.imageshack.us/img87/7919/chlopcy.jpg[/url]
  15. W pudle, dziewczyny, to ja się znajdę, jeśli jeszcze trochę pomieszkam z tymi potworami. [FONT=Verdana]30.11.2010 wtorek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] No, naprawdę, są chwile, kiedy moje poczucie humoru umiera śmiercią gwałtowną. [/FONT] [FONT=Verdana] Dziś musiałam zajrzeć na chwilę do pracy (jestem jeszcze na L4) i po tej kilkugodzinnej wyprawie, z plecakiem pełnym zakupów (głównie dla zwierząt), wstąpiłam do apteki, żeby wykupić kilogram lekarstw. W międzyczasie za mną uformowała się spora kolejka, a wiem, co czuje się czekając… Fakturę już odebrałam, pozostało tylko zapłacenie. [/FONT] [FONT=Verdana] -Odmowa – powiedziała z przepraszającym uśmiechem znajoma farmaceutka, oddając mi kartę. [/FONT] [FONT=Verdana] -Bo to przed wypłatą – pocieszył mnie ktoś z kolejki. [/FONT] [FONT=Verdana] -Ja właśnie jestem po wypłacie – odparłam lekko spanikowana. [/FONT] [FONT=Verdana] -Cóż, pójdę do bankomatu. Za chwilę wracam. [/FONT] [FONT=Verdana] Jednak nie wróciłam. Bankomat zameldował odmowę, proponując, żebym się skontaktowała ze swoim bankiem… [/FONT] [FONT=Verdana] A jasne, cholera, że się skontaktuję! I to zaraz! Poprawiłam ciężki plecak i w stanie paniki całkowitej pokuśtykałam do centrum. Leki przeciwbólowe właśnie przestały działać, a moje gnaty, wciąż w stanie zapalnym, protestowały coraz głośniej. [/FONT] [FONT=Verdana] W banku zastałam tłum ludzi o ponurych twarzach. Jakoś dziwnie mnie to uspokoiło. Nikt nie wyczyścił mi konta! Padł system w cholernym banku śląskim. Wyglądało, że na dłużej, bo dwie godziny wcześniej ludzie otrzymali informację, że naprawa potrwa godzinę… Postałam kilkanaście minut, wysłuchałam złorzeczeń i zapewnień klientów, że zmienią bank (też natychmiast bym zmieniła, gdyby nie pożyczka na 3 lata), przeprowadziłam wywiad z pracownikami (nic nie wiedzą, a centrala przestała odbierać od nich telefony), przekazałam informacje czekającym i zrezygnowana poczłapałam z powrotem do apteki. Spotkałam się z pełnym zrozumieniem. Moje zakupy czekają, pani zapytała, czy nie potrzebuję „na już” jakichś leków, bo przecież bez problemu mi da… Naprawdę się wzruszyłam, co na chwilę przytłumiło moją furię. [/FONT] [FONT=Verdana] Zanim dotarłam do domu, rozkwitła na nowo. W połowie ulicy miałam nieprzepartą chęć położenia się na śniegu i wykonania serii ćwiczeń. Oczywiście, chodniki są w większości nieodśnieżone, więc idzie się fatalnie. Zmasowany atak w postaci dwóch śmiertelnie stęsknionych psów zmaltretował mnie do reszty. Dzięki Bogu za to, że Dino jest lekki. Ale Garet, rodzinnym zwyczajem zajadając stresy, zaczyna przybierać idealny kształt kuli… Bydlak się z niego zrobił ogromny. [/FONT] [FONT=Verdana] Zawarczałam na psy, zawarczałam na Irenę i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Na szczęście większość zrobiłam w moim ukochanym sklepie w Sławkowie. Miałam fuksa, akurat trafiłam na świeżutkie okrawki wędlin. Nie dość, że w tym sklepie wędliny są znakomite, to okrawki są na tyle spore, że okrawkami są tylko z nazwy. Wrzuciłam do misek. Garet rzucił się do obu naraz. Jeszcze trochę, a zewoluuje wytwarzając drugą mordę. Dino powąchał, zamyślił się i zrezygnował. Widocznie jednak są tam jakieś konserwanty… Ale od Ireny zjadł kawałek potwornie drogiej szynki „dla ludzi”. Znaczy, lubię dobre rzeczy… [/FONT] [FONT=Verdana] Gotować mi się nie chciało, zjadłam trochę łososia i surówkę z pora w towarzystwie obu psów i padłam na podłogę, żeby odwalić gimnastykę. [/FONT] [FONT=Verdana] Dino natychmiast ułożył się na plecach i wczołgał pode mnie, przystępując do gruntownej toalety (mojej). To jakaś obsesja, nie mogę go tego oduczyć. Garet natychmiast zagospodarował mój lewy bok. [/FONT] [FONT=Verdana] -Odwalcie się ode mnie! – wrzasnęłam, krztusząc się ze śmiechu i usiłując uniknąć języka Dina, wciskającego mi się do nosa. MAMO!!! Weź ich sobie! [/FONT] [FONT=Verdana] Szuranie pantofli Ireny umilkło na progu pokoju. [/FONT] [FONT=Verdana] -O, jak ładnie ćwiczycie! Ty na brzuchu, Dinuś na plecach! – roześmiała się serdecznie. [/FONT] [FONT=Verdana] -Wypad stąd, poważnie mówię – warknęłam na psy. Dino zamarł z wyszczerzonymi zębami. Urosły mu ostatnio i przy jego wąskim pyszczku wyglądają wręcz komicznie. Cud, że język mu się mieści w paszczy. Garet jęknął żałośnie, przytulił się mocniej i wybałuszył wielkie, rzewne ślepia. To zawsze działa. [/FONT] [FONT=Verdana] -No, stary, bądź mężczyzną! Przestań się użalać nad sobą! – poklepałam go. –O, tu kiedyś miałeś talię, pamiętasz? Ja też swojej nie pamiętam – przyznałam. [/FONT] [FONT=Verdana] Wchodząc do łóżka na krótką drzemkę zastałam tam: Dina, mandarynkę, piętkę polędwicy sopockiej i kawałek gotowanego indyka. Rzeczy nieżywe zrzuciłam na podłogę. Dino wtulił się we mnie rozczulająco, jak to tylko on potrafi i zasnęliśmy. [/FONT] [FONT=Verdana] Wieczorem wszystko z powrotem wylądowało na naszym barłogu. Dino postanowił zabawić się w psa ogrodnika i do ostatniej kropli krwi bronić żarcia. Ilekroć Garet się zbliżał, warczał krwiożerczo. Wielkie, czarne psisko, jęcząc, usiłowało wleźć mi na ręce w poczuciu dogłębnej krzywdy. [/FONT] [FONT=Verdana] -Opanuj się, stary! Walcz! Dino jest już facetem! [/FONT] [FONT=Verdana] Jest, naprawdę. Wczoraj, głaszcząc go po brzuszku, bo zlizawszy ze mnie wszystkie kosmetyki wykoleja się zupełnie jak Garet, natknęłam się... O, jednak niepokój Jacka był nieuzasadniony! [/FONT] [FONT=Verdana] Natychmiast złapałam za telefon. Wyjątkowo moja córka nie była na zebraniu ani szkoleniu. [/FONT] [FONT=Verdana] -No, co tam, mamuś? – zagadnęła pogodnie. [/FONT] [FONT=Verdana] -Wyobraź sobie, Dino ma jajeczka! Dwa malutkie, zgrabne jajeczka! – zawołałam radośnie. [/FONT] [FONT=Verdana] -O, to jednak nie dziewczynka?! – roześmiała się. –A Garet już to wykrył?[/FONT] [FONT=Verdana] -Chyba jeszcze nie, bo już by go zagryzł. Dino jest tak samo skromnie owłosiony, jak on… [/FONT] [FONT=Verdana] Może jednak Garet tak przywykł do roli udręczonego, że nie będzie próbował odzyskać dominacji. W końcu dostaje teraz zwiększoną porcję pieszczot i przysmaków. Coś za coś… [/FONT] [FONT=Verdana] Dzisiaj rozśmieszył mnie do łez. Podczas porannych ćwiczeń obwąchał dokładnie siusiaka Dina, leżącego na plecach i wkręcającego się pode mnie, a zaraz potem skupił się z głębokim namysłem nad własnym. [/FONT] [FONT=Verdana] -Co, pachnie tak samo, czy inaczej?[/FONT] [FONT=Verdana] Nie odpowiedział, patrząc na mnie zamyślonym wzrokiem… [/FONT]
  16. [FONT=Verdana]25.11.2010 czwartek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] Wczoraj ostatecznie wróciłam do domu. Ledwie dowlokłam się, przytłoczona plecakiem i wielką torbą na ramieniu. Po burzliwym powitaniu udało mi się uwolnić od bagaży i psów. Garet wypluł moją bluzę od dresu i zajął się rozpakowywaniem torby, Dino bezskutecznie usiłował: a) włożyć mu głowę do paszczy, b) wleźć do plecaka, c) wskoczyć mi na ręce, d) wybić sobie oczka ogonem. Jego gorączkowe działania być może zostałyby uwieńczone powodzeniem, gdyby nie robił tego jednocześnie. [/FONT] [FONT=Verdana] Irena wyraźnie odetchnęła na mój widok. Z błogim uśmiechem na twarzy opowiadała mi o ostatnich wybrykach potworów. Chryste, kosmici podmienili mi matkę! [/FONT] [FONT=Verdana] Kiedy wielonożne emocje nieco ostygły, zrobiłam sobie kawę i weszłam do swojego pokoju, żeby włączyć którąś z ulubionych płyt. [/FONT] [FONT=Verdana] Po przekroczeniu progu od razu zapomniałam o muzyce. Podłoga i kanapa zasłane były kolorowymi strzępami woreczków foliowych. Na kanapie leżały: ziemniak cebula i nadgryziona marchewka oraz strzępy „Wyborczej”. Z lękiem zerknęłam na swoje łóżko. Z grubsza przypominało kłąb ubłoconych szmat zasypanych śniegiem. [/FONT] [FONT=Verdana] -MAMO!!![/FONT] [FONT=Verdana] -No, co ty chcesz? – przyczłapała i podążyła wzrokiem w ślad za moim drżącym z oburzenia palcem. [/FONT] [FONT=Verdana] -A, Dinuś wywlókł skądś opakowanie podpasek… Trochę się nad nimi napracował. O, ścierka do podłogi! Będziesz miała bliżej, jak zaczniesz sprzątać… [/FONT] [FONT=Verdana] -A to, widzisz?![/FONT] [FONT=Verdana] -Co?[/FONT] [FONT=Verdana] -Szczotka do mycia kibla!!! To już szczyt wszystkiego![/FONT] [FONT=Verdana] -Ach! – Irena wybuchnęła rozkosznym śmiechem. –Jaki on pomysłowy! Dineczku, ty cudaczku! [/FONT] [FONT=Verdana] Winowajca skręcił się w precelek i rozdziawił pysk w wyrazie najwyższego samozadowolenia, waląc się ogonem po małych, czekoladowych oczkach. Garet, z moją skarpetką w zębach, wodził po nas rzewnym wzrokiem w oczekiwaniu na pieszczoty. [/FONT] [FONT=Verdana] Irena wygłaskała obu zboczeńców i ignorując moją pełną niedowierzania furię poczłapała do siebie odebrać dzwoniący telefon. [/FONT] [FONT=Verdana] Zostałam, sfrustrowana, w ruinach swojego pokoju, otoczona dwoma obłąkanymi psami. Zrezygnowana, z poczuciem niezrozumienia, zabrałam się do pracy. Po godzinie pokój chwilowo nadawał się do użytku. [/FONT] [FONT=Verdana] Z moich całodobowych obserwacji wynika, że: Garet, żerując na fazie głębokiego współczucia dla udręczonej przez Dina istoty, wypracował sobie cały arsenał żałosnych minek, dzięki czemu zbiera więcej głasków, niż doświadczał dotychczas. Dostaje też coraz więcej smakowitych kąsków, mających ukoić jego depresję, co powoduje, że niepokojąco, hm… zmężniał. Tak na oko dobija spokojnie do 45 kilogramów. Co najmniej. Dino, który żre dwa razy więcej, spala wszystko, pracując od szarego świtu w ogrodzie, który stanowi dla niego nieustającą fascynację. W międzyczasie w podstępny sposób demoluje dom, wykazując wręcz genialną pomysłowość. Wytłukł wszystkie ceramiczne doniczki z piwnicy i pogryzł wszystkie plastykowe. Irena nie może wyjść z podziwu, jakim cudem porozbijał na drobne kawałki te ceramiczne, ciężkie w końcu, tą swoją małą mordką. Tąże małą mordką zmiata wszystko, co nadaje się do zjedzenia z obu psich i wszystkich kocich misek. Pustoszy łazienkę. Dziś, czołgając się ze ścierką po zapiaszczonej podłodze, w ostatniej chwili zauważyłam, że ukradł ze spłuczki opakowanie chusteczek nawilżających i konsumuje je po cichu na kanapie. Z kompostu przyniósł sobie lekko nadpleśniałą mandarynkę i bawił się nią jak piłką, dopóki jej nie skasowałam. Irena zgłupiała doszczętnie na punkcie obu złoczyńców. Kupiła im identyczne miski ze rżniętego szkła. Dokarmia je i pieści co chwilę, wpadając w dziki zachwyt nad każdą szkodą, która mnie przyprawia o szaleństwo. Jej głównym zajęciem stało się wyszukiwanie w sklepach smakołyków, które zadowoliłyby oba potwory. Kotom i ptakom poświęca tyle samo uwagi, więc zajęta jest nieprzytomnie przez cały dzień. Ptaki dokarmia na dwumetrowym murze dzielącym nas od posesji sąsiada. Dotychczas wykorzystywała Kaję, teraz, z uwagi na wyższy wzrost, przerzuciła się na mnie. Dziś, wyrzucając kaloryczny ładunek z garnka z rączką, nie doceniłam jego przyczepności i część wpadła mi do rękawa. Kaja bez odrobiny współczucia oznajmiła, że jej lądowało to na głowie… [/FONT] [FONT=Verdana] Czy ktoś mógłby mnie adoptować? Jestem spokojnym człowiekiem, twórczym i pracowitym. Mam dwa kilogramy różnych dyplomów, nie kłamię i jestem lojalna. Może odrobinę znerwicowana, ale trudno się dziwić… Czekam na oferty. [/FONT]
  17. [url]http://img217.imageshack.us/img217/3715/dsc0009rk.jpg[/url]
  18. [url]http://img190.imageshack.us/img190/5736/dsc0004lo.jpg[/url]
  19. sunia piękna! A tu moje ślicznoty [URL=http://img190.imageshack.us/
  20. A przygotuj się, moja piwnica wygląda jak Warszawa po wojnie. Tazunia to to cudo na zdjęciu? A saluki to rasa? Poszukam, nie mam pojęcia, jak wyglądają. Zazdroszczę Ci chińskiego żarcia, z opisu wynika, że to moje klimaty... Gratuluje Ci przeprowadzki do nowego, wymarzonego domku. To musi być cudowne uczucie, którego nigdy nie zaznam :( No, chyba że coś wygram, ale nie zanosi się na to z powodu: "daj mi szansę, kup los"! Wróciłam właśnie z parapetówki u przyjaciół. Zmęczona okrutnie, przezornie nie zapalałam światła w korytarzach, wydarłam tylko Garetowi z gęby moją zamszową kurtkę. Ale kątem oka zauważyłam poodsuwane szuflady w komodzie z bielizną pościelową i coś wywleczone na podłogę. Jutro sprawdzę... Dino odpakował w pokoju Kai maszynki do golenia. Dwie zeżarł, na szczęście bez żyletek... Rozbił kilka nowych doniczek, Kaja sprzątała włości przez całe popołudnie... Ide spać, dobranoc, uściski dla Ciebie i Wszystkich.
  21. Żeby nie było, że gołosłowna jestem. Widok na płytę pod balkonem i nieśmiały rzut oka do piwnicy [url]http://img529.imageshack.us/img529/2961/dsc0001xf.jpg[/url] [url]http://img155.imageshack.us/img155/7201/dsc0003qo.jpg[/url]
  22. Agusia, uwielbiam imię Agnieszka! Cudne! Pamiętam, że we wczesnej młodości napisałam wiersz dla Agnieszki, może znajdę... W CHINACH?!! TY FASCYNUJĄCA KOBIETO, NAPISZ COŚ WIĘCEJ! TO CUDOWNE!!! A wy, Czarownice, gadajcie sobie, co chcecie. Wegetarianizm, cholera. A myszy też obejmuje?! :(( [FONT=Verdana]19.11.2010, piątek[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] O. MÓJ. BOŻE!!!! Wróciłam do czegoś, co niedawno było moim domem. Teraz przypomina gruzy. [/FONT] [FONT=Verdana] Gdy Kaja dzwoniła do mnie w ciągu tygodnia, myślałam, że nieco przesadza. A przynajmniej miałam taką nadzieję.[/FONT] [FONT=Verdana] -Mamuś, jakby ci to powiedzieć… na legowisku Dina…[/FONT] [FONT=Verdana] -Jakim legowisku? – przerwałam słabym głosem, bo jako żywo żaden z naszych psów nie miał innego legowiska oprócz foteli, kanapy i mojego łóżka i właśnie to ostatnie ujrzałam oczyma wyobraźni. [/FONT] [FONT=Verdana] -Zrobił sobie legowisko na środku pokoju z twojego chodniczka do ćwiczeń. I, zaraz, co ja tu widzę… Marchewki, częściowo nadgryzione, zgniłe jabłko, twoją skarpetkę, ziemniak, kawałek rozgryzionego patyka, jakieś kawałki folii, jego przegryzioną obrożę, no i… hmmm… tylko się nie denerwuj… wywlókł i rozpakował twój koszyk z farbami. [/FONT] [FONT=Verdana] -Moje farby!!! – zawyłam z rozpaczą.[/FONT] [FONT=Verdana] -Ale wygląda na to, że jeszcze nie zaczął malować. [/FONT] [FONT=Verdana] -Niech to diabli! Czy ja, przygarniając go, mówiłam, że to anioł?![/FONT] [FONT=Verdana] -Hmm… Babcia mówi, że ogród wygląda ciekawie i nie chodzi tylko o świeżo wykopane dziury. Jeszcze go nie widziałam, bo wracam w nocy i wychodzę, kiedy jest ciemno. Pewnie ty pierwsza będziesz miała to szczęście w piątek. Aha, Dino rozmienił na drobne osłonę studzienki do ścieków. A Garet jest na skraju wyczerpania nerwowego. Chyba mu trzeba zaaplikować antydepresanty. [/FONT] [FONT=Verdana] Przyjechałam wczesnym popołudniem, po drodze zrobiłam zakupy i obładowana torbami dowlokłam się do domu pełna złych przeczuć. Zostawiłam otwarte drzwi wejściowe, żeby w razie czego nawałnica miała ujście, i otworzyłam drzwi wewnętrzne. Garet zeskoczył z zabytkowego fotela i runął na mnie, jęcząc w uniesieniu. Natychmiast rozległo się stukanie drobniejszych pazurków i do ataku przystąpił Dino. Przytomnie oparłam się o ścianę, rzuciłam torbę i, zanim zdjęłam plecak, wyjęłam laskę swojskiej kiełbasy, rozłamałam na pół i wetknęłam każdej bestii do paszczy. Kiedy na chwilę zajęły się jedzeniem, rozejrzałam się, bo korytarze wyglądały jakoś dziwnie mokro… Nie trzeba było zbytniej przenikliwości, aby domyślić się, że chłopcy urządzili sobie zawody w sikaniu. Jezzzu, faceci! Mam nadzieję, że była to jednorazowa próba sił. [/FONT] [FONT=Verdana] -Poczekaj, aż zobaczysz ogród i piwnicę – powiedziała ze złowieszczą uciechą moja matka. [/FONT] [FONT=Verdana] -Błagam cię, nie teraz. Muszę umyć podłogę. Pozwolisz, że będę sobie dawkować wrażenia?[/FONT] [FONT=Verdana] Założyłam spodnie od dresu, posprzątałam i ostrożnie zajrzałam do swojego pokoju. Na chodniczku do ćwiczeń leżały przedmioty wymienione przez Kaję (dlaczego, u diabła, ich nie usunęła?!) z wyjątkiem, na szczęście, moich farb. [/FONT] [FONT=Verdana] Na czymś, co poprzednio było moim łóżkiem, a obecnie przypominało kłębowisko ubłoconych szmat wywleczonych ze śmietnika, leżały kawałki patyka, pogryziona folia, moja skarpetka i łyżeczka. Do łyżeczki bez oporów przyznała się Irena. Spadła jej, a Dino natychmiast ją ukradł. Narzuty na fotelach i kanapie wyglądały tak, jakby ktoś nimi wyszorował ulicę. [/FONT] [FONT=Verdana] Kiedy skończyłam sprzątać pokój, przyrządziłam sobie tilapię z sałatą. Irena odwołała mnie, żeby pokazać, jak interesującą konfigurację przybrały Koleś z Marchwią na jej fotelu. Gdy wróciłam do jadalni, Garet stał na ławie i delektował się sałatą. Nie zjadł wszystkiego, więc zestawiłam salaterkę na podłogę, żeby Dino skończył, co też uczynił z wielkim entuzjazmem. [/FONT] [FONT=Verdana] -Wynieś ptakom jedzenie, to przy okazji zobaczysz ogródek… - zaproponowała Irena ze złośliwą uciechą. [/FONT] [FONT=Verdana] -Jaasne, nie ma sprawy. [/FONT] [FONT=Verdana] Zamarłam tuż za drzwiami. Płytę pod balkonem zaścielały kawałki potłuczonych glinianych doniczek, cebulki roślin, pogryzione szczątki doniczek plastikowych, kawałki folii i ziemia ogrodnicza. W to wszystko wkomponowane były moje adidasy i pokrywka od pudełka z pięciolitrowego pojemnika farby lateksowej. Gorączkowo usiłowałam sobie przypomnieć, ile tej farby jeszcze miałam? I gdzie ona jest?...[/FONT] [FONT=Verdana] -On do kwiatków nic nie ma – zagaiła moja mamusia tonem konwersacyjnym, opierając się o poręcz balkonu. –Doniczki go jakoś denerwują. Tylko nie mam pojęcia, jak on rozbija te ceramiczne na takie drobne kawałki… A po drodze zajrzyj do piwnicy – zaproponowała pogodnie. [/FONT] [FONT=Verdana] -Może nie dzisiaj – wymamrotałam, schodząc ze schodów z garnkiem pełnym karmy dla ptaków, którą miałam wrzucić na szczyt muru, odgradzającego naszą posesję od ogrodu sąsiada. [/FONT] [FONT=Verdana] Z żadnego innego miejsca ptaki nie chciały jeść, z uwagi na obecność licznych kotów. [/FONT] [FONT=Verdana] Po drodze mijałam rozgryzione kawałki drewna, rozgryzione doniczki, woreczki foliowe we wszystkich możliwych kolorach, dziesiątki psich zabawek oraz setki tysięcy kawałków styropianu. Przy huśtawce zauważyłam wykopane trzy nowe dziury. Odjazd. [/FONT] [FONT=Verdana] Wracając, rzuciłam okiem przez otwarte drzwi piwnicy. Tak tylko, pobieżnie… i tak się już ściemniało. [/FONT] [FONT=Verdana] Ten rzut oka uświadomił mi, że przejścia właściwie nie ma, a podłogę pokrywają tajemnicze i niezwykle zróżnicowane stosy przedmiotów. [/FONT] [FONT=Verdana] Przy progu zauważyłam między innymi: bojkę na chlor do basenu, wiklinowy koszyk, rozgryziony worek z brązową fugą, kilkanaście doniczek, rozgryziony worek z ziemią ogrodniczą, przewrócone rattanowe krzesło, akcesoria wod-kan, niektóre nawet niepogryzione, pudło z piłą tarczową (?!!!)… natychmiast odwróciłam głowę i z utrwalonym wytrzeszczem wróciłam do domu. Psy podążyły za mną. Irena obrzuciła nas rozpromienionym wzrokiem. [/FONT] [FONT=Verdana] -Nic nie mów – ostrzegłam ją. Chyba się położę… [/FONT] [FONT=Verdana] Dino, zanim wylądował przy mnie w łóżku, zmaltretował Gareta, goniąc go po fotelach i kanapie, dopóki biedne, wielkie psisko nie schroniło się na parapecie. Potem gówniarz umył mi solidnie całą twarz, wkręcił się pod brodę, przytulił tak słodko, że skamieniałe z urazy wnętrze zamieniło mi się w galaretę i natychmiast zasnął. [/FONT] [FONT=Verdana] Wieczór zaczął się w miarę spokojnie. Irena nakarmiła oba psy, pilnując Gareta, żeby bez przeszkód zjadł swoją porcję. Trzeba czuwać, bo Dino żre jak dinozaur i pochłonąwszy swoje, wyrywa Garetowi jego porcje nawet z gardła. [/FONT] [FONT=Verdana] Siedziałam przy komputerze, Irena obejrzała wiadomości i poszła do siebie poczytać. Wracałam z kuchni z porcją winogron, żeby dokończyć obróbkę zdjęć, kiedy moją uwagę przykuł ożywiony ruch na kanapie. Dino, zaabsorbowany do granic możliwości, próbował nawiązać interakcję z płową myszką, przyozdobioną czarną pręgą na grzbiecie. Oboje żywi… [/FONT] [FONT=Verdana] Wypuściłam z ręki winogrona i runęłam do pokoju Ireny. [/FONT] [FONT=Verdana] -MAMO! MAMO!!!! ON MA ŻYWĄ MYSZ NA KANAPIE!!! [/FONT] [FONT=Verdana] -Kto?- oderwała zdumiony wzrok od książki. [/FONT] [FONT=Verdana] -TEN DEBIL!!! DINO!!! – wrzasnęłam i wycofałam się na bezpieczne pozycje. [/FONT] [FONT=Verdana] Irena poczłapała do mojego pokoju, wzięła mysz do ręki i rozczuliła się. [/FONT] [FONT=Verdana] -Jaka śliczna! Malutka… Dobrze, że zauważyłaś, bo mógłby jej zrobić krzywdę. Mam ochotę ją przytulić do policzka![/FONT] [FONT=Verdana] -Jezu, poje…ło cię! Może przestań brać te antydepresanty! [/FONT] [FONT=Verdana] -No, czego chcesz, przecież to też czworonóg! [/FONT] [FONT=Verdana] -Jak cholera – wymamrotałam ponuro. [/FONT] [FONT=Verdana] Dino gorączkowo obwąchiwał kanapę szukając utraconej zabawki. [/FONT] [FONT=Verdana] -Masz łownego psa! – ucieszyła się Irena. [/FONT] [FONT=Verdana] -Niech go licho. Na pewno zwędził ją kotu. Gacia siedzi jakaś zmartwiona w jadalni… Jezu, jeśli znajdę coś takiego w łóżku, zejdę na zawał! Wyprowadzam się! [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT]
  23. A wegetarianizm to niby kogo ma dotyczyć? Czworaków? Jestem za! Dziś opalaliśmy się, cudowna pogoda. Mały potwór przewracał ogródek do góry nogami. Dosłownie. Pod huśtawką wykopał taką dziurę, jakby wierzył, że pod Olkuszem wciąż są złoża srebra. Z piwnicy wywlókł arkusz styropianu i rozmienił go na drobne. Bardzo drobne, na dużej przestrzeni. 5-litrową butlę po wodzie mineralnej rozkawałkował, czego nawet Garet nigdy nie dokonał. Drze ryj tak, że obawiamy się, iż sąsiedzi zawiadomią straż miejską. No, ja rozumiem, pies obronny, ale bez przesady... Wieczorem Kaja, zmobilizowana przeze mnie, aby sprawdzić, dlaczego w ogrodzie tak dziwnie cicho wyszła, i zastała małego szkodnika nad obrabianą paczką kitu. Na lewej łapie miał założoną bransoletę ze srebrnej taśmy klejącej, cokolwiek naruszonej, prawdopodobnie w celu dzielenie tejże na poręczne kawałki. Garet jest tak wyczerpany aktywnością swojego młodszego brata, że zasypia na stojąco. Chyba nadeszła chwila sprawiedliwości... Całuję Was, do piątku. PS. Gacusiowa, moja Kochana, nie obrażaj się. Naprawdę chciałam wiedzieć, jak masz na imię. Wybacz mój paskudny język, stara ze mnie jędza.
  24. I wino, Brzytwo, i wino, zdecydowanie znieczulające! Kurde, bardzo chcę uniknąć operacji, tym bardziej, że nikt nie będzie wiedział, co operować, bo za duże pole do popisu. Dopóki wytrzymam ból, będę się włóczyć o kulach. Gacusiowa, gadzino, jak masz na imię?! Dzięki ci wielkie za definicję frygi. Pasuje, jak ulał. Paskudnik jest frygą z urodzenia. Bożżesz, co za słodkie świństwo! Jestem kompletnie obłąkana, nie powinno się tak uwielbiać psów, to nienormalne. Gdy pieszczę te dwa cudne gady, cały świat poza tym przestaje mieć znaczenie... Ten cudowny, ciepły zapach, miękkość futra, jedne oczy ogromne, z długimi rzęsami (Garuniek), drugie malutkie jak guziczki, z króciutkimi rzęsami, za to z zabójczym czarnym makijażem przeciągniętym aż na skronie... Garecik układa się wzdłuż ciała, duże, masywne psisko o wielkiej głowie (dopiero teraz widzę, jaki jest wielki), a Dinuś wkręca się we mnie jak wiertarka. Rozwalają mnie całkowicie. Tak, Ma-Ruda, to nie są dwa małe pieski, jeden wielki, nagle spoważniały i stetryczały zgrzęda, a drugi jak lisek, wariat kompletny. Codziennie robi ze sto kilometrów po ogrodzie z prędkością przerażonego geparda. Kultywuje recykling. Wszystkie worki ze śmieciami, pomimo coraz bardziej wymyślnych zabezpieczeń są rozerwane. Niech już będzie, i tak sąsiedzi są przyzwyczajeni do osobliwych widoków na naszej posesji. Ale pocieszam się, że za rok zarośnie bluszczem i iglakami. A, zresztą, wali mi to. Nie utrzymują mnie, guzik mnie obchodzi ich opinia. I tak z trudem ich rozpoznaję, chyba, że pierwsi się odezwą. Chyba muszę się zalogować w wyrze, bo gówniarz pobudza wykończonego Gareta do darcia mordy. Co nie znaczy, że o bladym świcie nie zacznie jęczeć z dojmującego głodu. Dziś, tak na oko, wtrząchnął ze dwa kilo mięsa. Czy ktoś, Qwa, mnie zrozumie?! Skąd ja mam na to wziąć? Plus Garet tyle samo, ale on jest większy sześciokrotnie, więc to wytłumaczalne. Chyba najlepiej, żebym zginęła w wypadku, bo moje ubezpieczenie daje wtedy 90 tys. Na żarcie na jakieś parę tygodni wystarczy. Całuję Was, znękana. J.
  25. A, tam, czworonogi są tak niesubordynowane, że nawet ich uszy robią, co im się żywnie podoba. Czy ja twierdziłam, że Garet ma ADHD? Myliłam się, jak cholera. On był tylko niesamowicie pomysłowy. ADHD to ma ten mały wariat. Dziś miałam okazję go poobserwować. Po ogródku biega z prędkością 100 km/h dla samej przyjemności ruchu. Godzinami. Nic dziwnego, że tyle żre. Czasami, gdy Garet opuści kanapę albo parapet, udaje mu się go sprowokować do ruchu. Poza tym gówniarz szczeka na wszystko, nareszcie mamy psa obronnego. A karetki pogotowia wprawiają go w uniesienie. Dziś zaczął od szóstej rano. Wył jak opętany w korytarzu, a Garecik, który o tej porze jeszcze chrapie, skrzypiał udręczony przez sen, czyli towarzyszył mu murmurando. Potem mały zaczął jęczeć, więc zwlekłam się z łóżka, bo zrozumiałam, że umiera z głodu. Nawet kocia stołówka była wyczyszczona do połysku. Potem wróciłam w pielesze i słuchałam protestów z pokoju Ireny - Dino, umywszy mnie, zabrał się za toaletę mojej matki. W nocy sypiamy w trójkę. Garet, jak zwykle, mruczy, gdy mu się przeszkadza, a maluch przytula się jak kot, wręcz wkręca się we mnie. Śpię ostrożnie, żeby go nie przygnieść. Gdy w ciągu dnia kładę się na podłodze do zaleconych ćwiczeń (nic nie dają, chyba jednak skończę na stole operacyjnym z niewiadomym skutkiem, bo z takim bólem nie da się żyć), rzuca się na mnie z ozorkiem, przytrzymuje mi twarz łapami, żebym się nie wymknęła, a kiedy już uzna, że wykonał swój obowiązek, energicznie wali grzbietem o podłogę i wpełza pode mnie, przytulając się rozkosznie. Garet natychmiast robi mi okłady z drugiej strony i w rezultacie ćwiczę ręce, drapiąc i głaszcząc obie ślicznoty. I to jedyna szczęśliwe chwile mojego życia - ich dwóch, tak różnych i tak cudownych. Życzymy wszystkim dobrej nocy!
×
×
  • Create New...