-
Posts
1304 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Dobermania
-
Marra, przykro to czytać, miałam naiwną nadzieję, że szkodliwi sąsiedzi to nie plaga ogólnopolska. ;p Ja sobie marzę o kolejnym tymczasowiczu, oczywiście biednym staruszku, no ale to musi poczekać na koniec remontu. Chyba wszystkich wywiało przed świętami - dużo pracy nie tylko przy psach, ale i w domu.
-
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Ooo, nowe zdjęcia!!! Ale super!!! A Rex jaką sierść ma, jak rosomak, jak ratel, jak misio... :) Wygląda na bardzo gęstą i widać, że dobrze odżywiony. A na zdjęciach z kanapy widać chyba początki zaćmy - jak Rex widzi? Koszule dla Pana Mariana to na takiego szczupłego - kołnierzyk 38, wzrost 175 cm? Bo ja mam dużo większe, ale mogę kolegów szczuplejszych popytać. -
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Tak tylko piszę, bo kiedyś też nie wiedziałam. :) Palić się ich nie powinno. Dziewczyny Prowadzące - jeśli będziecie miały możliwość, wklejcie najnowsze zdjęcia Reksa. :) -
Poza tym to jeśli pies ma półtora roku i jest w typie ON, to jest jeszcze bardzo młody i o ile zdrowy, to na pewno pełen energii, więc jak już napisano, 15 minut rano to za mało. Mało któremu psu to wystarczy... Nie ma w tym nic dziwnego, że potem w domu jeszcze ma siłę lamentować... Stać Was na petsittera? Macie czas na szkolenie? Ja osobiście polecam gorąco petsitting, może nawet wśród sąsiadów (no, nie tych, którzy Ci grożą, oczywiście) znajdziesz jakiegoś krzepkiego nastolatka, który będzie chciał dorobić, lubi psy, lubi biegać.
-
Jeśli jesteś w ciąży i studiujesz, to ja rozumiem, że możesz nie mieć możliwości wymęczyć psa porządnie. Szkolenie, tak jak Ci doradziły dziewczyny wyżej. Petsitter - żeby ktoś, jeśli Wy nie macie czasu/energii/możliwości, poszedł z psem na CO NAJMNIEJ godzinę - dobrze, żeby to była osoba pełnoletnia, aktywna, która będzie umiała psa porządnie zmęczyć. Czasem wystarczą "zwykłe" biegi. Nie wiem, czy znajdziesz petsittera, który będzie przez godzinę biegał, mam nadzieję, że tak. Leki - tak, weterynarz może przepisać. U jednego z moich tymczasowiczów, który po prostu dostawał histerii, zostając sam, pomogła hydroksyzyna i Afobam - nie na stałe, potem już nie musiał przyjmować. Hydroksyzynę można podawać doraźnie, skonsultuj się z weterynarzem, najlepiej takim, który ma doświadczenie w leczeniu psów lekami tego typu.
-
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Che, che, widzę, że nie mnie jednej kwestia prania nie dawała spokoju. :D Właśnie też dlatego spytałam - gdzie on przy takiej pogodzie (zimno i wilgotno) to pranie suszy? Pytałam, bo nie wiedziałam, jak dokładnie wygląda sytuacja, ale jeśli nie ma tragedii, to ja te swetry lokalnie rozdysponuję. :) @b-b - swetrami nie wolno palić, poczytaj w internecie o zanieczyszczeniu powietrza przez spalanie w domowych piecach przedmiotów, które nie są opałem. To nie złośliwe czepianie się, tylko życzliwe zwrócenie z mojej str. uwagi, u mnie, gdy zaczyna się sezon grzewczy, czasem aż przykro z psem spacerować, bo okoliczni mieszkańcy zaczynają właśnie palić w piecach - palić, czym popadnie - i z ich kominów wydobywa się gęsty, śmierdzący dym. Palenie nieopałem jest szkodliwe dla środowiska, poza tym powoduje smród. Ja, jak spaceruję, od razu czuję, że ktoś pali w swoim piecu tzw. sandały i szpargały. To nie jest dobra rada dla Pana Mariana. Poza tym taki pseudoopał powodować może zalepienie przewodów kominowych, za których czyszczenie trzeba potem płacić... -
Sleepingbyday - no to dobrze, że będziesz to monitorować. Jasne, rozumiem, że nie zawsze odebranie psa to najlepsze wyjście. Marra - tak, też uważam, że czasem taka interwencja pogoni delikwenta do weterynarza. Ja, jak napisałam, nie wiem, gdzie przebiega granica między już przesadą (narzucaniem się i wtrącaniem) a jeszcze konieczną interwencją. "Oczywiście pan gołębiarz psa też ma. Jednak swojej pseudopudlowatej Żabuni absolutnie takie rzeczy to NIE! Ale że to podwórkowe kundle to i wszystko mogą żreć. Próbowałam mu przemówić do rozsądku ale nie dociera żaden argument. Niestety sąsiadka jest też z pokroju tych co ma to gdzieś i co? i nic" - krew mnie zalewa, jak to czytam, w Warszawie to plaga. W każdej prawie dzielnicy. Swojemu psu takiego g... nie da, żeby się nie pochorował, ale psu sąsiada - owszem. Znajomi musieli niemal "dyżury" z przyczajenia pod furtką urządzać, bo ktoś wrzucał ich psom kości, no i okazało się, że to nie wcale te niesławne słoiki, które oskarża się, że ze wsi przyjechały i psy trują jak u siebie, tylko baba mieszkająca obok, której "pieska żal było, bo tak smutno patrzy". A opiekunowie potem się dziwili, że pies jeść nie chce, że właściwie to ptaki się żywią nad jego miską - bo piesek się przed furtkę najadał. A jaki taka baba daje przykład wnuczkowi?, którego popycha w wózku przed sobą, gdy zbiera resztki kuchenne, w tym kości i jedzie na spacer z wnusiem, robi obowiązkowy postój przy furtce sąsiadów i "patrz wnusiu, jaki piesek, o, patrz, jak je".
-
No też mi właśnie o to chodzi, że pies nie może chodzić z guzami, przecież nie wiadomo, co to jest! I czy pies nie cierpi... Wiem, że wielu ludziom, zwłaszcza starszym (choć to nie reguła) trudno się tłumaczy i walka z ich opiniami i schematami działań ("Stary? To łopatą w łeb", "Chory? A po co do weterynarza, to kosztuje - SAM ZDECHNIE [Boże, ileż razy ja musiałam błagać, żeby ludzie z ciężko chorym psem pojechali do weterynarza na uśpienie, bo np. już prawie nie wstawał albo inny już nie przyjmował pokarmów i potem okazywało się, że miał w jakie brzusznej wielki guz...], "Nie rusza się? A to trudno, niech sobie powoli umiera, to takie NATURALNE, ja nie będę go usypiać, TO TAKIE NIELUDZKIE, niech on tak jak w przyrodzie sobie sam powolutku zaśnie", "każda suka powinna miej co najmniej raz w życiu młode", "psów nie wolno kastrować, ONE TO CZUJĄ I WIDZĄ, ŻE COŚ Z NIMI NIE TAK i że nie są już takie męskie", ba, słyszałam nawet "inne psy będą się z niego śmiały" [sic]). A dodam, że to wcale nie działo się na wsi! Bo tu i na innych forach często widzę opinie typu "a bo na polskich wsiach to wiadomo, jak jest, brud, smród, ciemnogród, zwierzę to rzecz", a powyższe przykłady pochodzą z Warszawy! I to nie są ludzie urodzeni w 1910 roku! W skrajnych wypadkach już naprawdę chciałam anonimowo dzwonić po Straż dla Zwierząt, choć to byli moi krewni, ale nie słuchali próśb o zawiezienie psa na uśpienie (mieszaniec bernardyna, 13 lat, już prawie nie wstawała) - może w przypadku tej pani tak trzeba zrobić? Wiem, wiem, nie ma "mniejszego zła", zło jest zawsze złem, ale może tylko odebranie jej psa umożliwi jego diagnozowanie i leczenie? A może okaże się, że to nowotwór złośliwy? Czy z tą kobietą można rozmawiać? Może - tak jak pisałam - chodzi i pieniądze i jeśliby uzbierać pieniądze przez jakąś fundację, która opłaciłaby fakturę u weterynarza, to pies miałby szansę zostać zbadany i leczony? I okazałoby się, że nie ma problemu z zajęciem się psem. Powiem Wam, że ja nie mogę tak patrzeć na te smętne staruszki z guzami, problemami z chodzeniem, wychudzone, tylko z brzuchem spuchniętym jak u kasztaniaka i zawsze zastanawiam się, czy podejść do właściciela przyczepionego do drugiego końca smyczy i spytać, czy bada psa. A jak wiem, że pies jest nieleczony lub po prostu zbyt rzadko wożony do weterynarza, to biję się z myślami i zastanawiam się, gdzie przebiega granica między narzucaniem się, wtrącaniem w nieswoje sprawy a pomaganiem psu w potrzebie...
-
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Che, che, witam i dziękuję za ciepłe przyjęcie. :) Raz jeszcze podkreślę, że to jest bardzo wzruszające i budujące. Poczytałam resztę wątku. Nieoficjalna paczka od wolontariuszy ze Szlachetnej Paczki, Wigilia u sąsiadów, przesyłki od Dogomaniaków - jeju, jakie to piękne! I że Wam się tak chce! Jeździć po zakupy, fotografować każdy paragon (wiem, wiem, muszą być dowody na forum, żeby nikt się nie przyczepił, ale tym bardziej - nie każdemu by się chciało!), wozić te zakupy, doglądać psa, jeszcze nawet ten telefon Panu Marianowi dałyście. No, powinno się Was po rękach całować (i TŻ-tów też! :D) i pokazać w telewizji jako przykład dla innych, którym może nawet nie nie chce się pomagać, ale nikt im nie pokazał, że można i jak... Kurczę, pomyślcie, ilu takich Panów Marianów jest w całej Polsce? A na świecie? Ech, rozpisałam się, ale tak to przeżywam, myślę o tej sytuacji od kilku dni. Może dlatego, że Pan Marian ma na imię tak jak mój Dziadek. A ile niezamożnych osób musi ze łzami w oczach oddać ukochanego psa do schroniska, bo nie ma pieniędzy na własną żywność, a co dopiero na leczenie, szczepienie i karmienie psa...? Cha, cha, widziałam kalesony ze sklepu internetowego, ale nie sądziłam, że aż całą garderobę. :D:D:D:D Dziewczyny (i TŻ), jesteście wspaniałe i kochane. To jeśli on tych swetrów nie potrzebuje bardzo pilnie, to ja oddam to do hospicjum w moim mieście, wczoraj akurat "PRZYPADKIEM" ogłaszali się i zbierają też dary rzeczowe. :) Jak to dobrze, że Was ma. Gdybym mogła, tobym Was uściskała. :) No naprawdę. Takie działania (i to przecież trwa od trzech lat!) przywracają wiarę w ludzi. Dziękuję Wam. Na pewno wiecie, że dobro zawsze powraca. :) I Rex taaaki szczęśliwy na tych filmikach, i tak za tymi zabawkami biega - zupełnie jakby miał kilka lat mniej. A może Panu Marianowi da się znaleźć jakieś płatne zajęcie? Żeby choć kilka groszy dorobił? Czy stan zdrowia mu na to nie pozwala, a poza tym straciłby wtedy zapomogę z gminy? Myślałam o jakichś pracach naprawczych w obejściu czy przy samochodzie, w zależności od tego, co tam w jego okolicy mógłby znaleźć? -
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Ja polecam gorąco ten z linku poniżej - można kupić za kilkadziesiąt złotych. https://mediamarkt.pl/telefony-i-smartfony/telefon-samsung-gt-e1200r-czarny Dwa lata temu był za 69, potem za 59 zł, można by się tu złożyć w pięć osób i nie wyjdzie drogo dla jednej osoby. Sześć (!) dni bateria wytrzymuje, bo telefon nie ma zbyt wielu funkcji, nawet MMS-ów nie można wysyłać i odbierać, nie ma terminarza z przypomnieniami ani aparatu fotogr., ale dzięki temu właśnie nie trzeba go często ładować. Tylko że ma mały wyświetlacz - nie wiem, czy P. Marian ma dobry wzrok, czy nosi okulary? Bo to taki telefon do dzwonienia, ale najwygodniej, jak się doda do ulubionych kilka numerów, żeby wybierać skrótem, przytrzymując jeden klawisz. Wtedy to idealny telefon dla seniora. I bardzo leciutki! I w kieszeni się mieści, nie to co te wielkie smartfony. Nowy telefon będzie z gwarancją i paragonem - tak w razie gdyby coś się popsuło. No i bez sim-locka. Czy ten, który Pan Marian ma teraz, jest w dobrym stanie? -
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
Rozmawiałam z Isadorą, piszę na szybko dla tych, którzy śledzą wątek. Pies na razie zostaje u dotychczasowych opiekunów, jest planowana kastracja (wreszcie!) i pomoc ze strony fundacji. -
To niepokojące, może ta pani nie ma pieniędzy i wiedzy? Może da się jej (jej psu) pomóc, np. poprzez jakąś fundację załatwiając taniej usunięcie guzów? Np. fundacja Kastor czy Pod Jednym Dachem załatwia kastracje dla zwierząt osób niezamożnych. Może można znaleźć taką, która chociaż częściowo sfinansuje diagnostykę, leki i zabiegi dla suczki, a resztę się tu uzbiera przez bazarki? Czasem okazuje się, że ludzie po prostu z niewiedzy nie leczą starych psów i okazuje się, że łeb wcale nie zakuty, tylko zakorzeniony w ubiegłym wieku ("paaani, kiedyś to psu się kulkę w łeb dawało, jak już nie mógł chodzić, u mojej babci to wszystkie jak nie same zdychały, to je coś przejechało..." :-/) i można coś tam wytłumaczyć. A w skrajnych przypadkach można zawsze wezwać Straż dla Zwierząt, ale wtedy pies do schroniska pojedzie, a to nie zawsze mniejsze zło... Z tą panią nie da się porozmawiać? Może o pieniądze chodzi? Ja, jak już ledwo mi starczało na leki, diagnostykę i karmę, zbierałam tu na bazarkach przez AFN. Może temu psu jednak da się pomóc... Nie może tak zostać z tymi guzami...
-
Potrzebna POMOC dla Rexa... i Panu Marianowi też by się przydała...
Dobermania replied to Cudak's topic in Psy do adopcji
Kibicuję Wam i podziwiam Was, bardzo się cieszę, że pomagacie. Ten wątek będę chyba podsuwać wszystkim, którzy twierdzą, że "ekoświry ratujące psy nie myślą w ogóle o ludziach". To wzruszające i budujące, że ludziom się chce zbierać pieniądze, robić zakupy, wozić ekogroszek - dziękuję Wam za to, że jesteście i robicie to, czego innym się nie chce lub co może by chcieli robić, ale nie mają takiej możliwości. Nie byłam w stanie rzecz jasna przeczytać wszystkich postów, ale na początku wątku są podane wymiary i rozmiary - czy Pan Marian potrzebuje odzieży i obuwia? Mam do oddania bardzo ciepłe męskie swetry i mogłabym wysłać paczkę, jeśli mu się przydadzą. Ale nie chcę robić niedźwiedziej przysługi i chcę się upewnić, że on tych swetrów potrzebuje. Mam też obuwie męskie zimowe, ale muszę sprawdzić rozmiar, jedne są w r. 42 na pewno. -
Ech, czytam to i to wszystko wraca. Stary pies, kochany pies, pies mniej energiczny, a przez to mniej problemowy, ale też i bardziej schorowany. Musiałam uśpić mojego Syneczka, nawet pan weterynarz płakał, a jak wiozłam już nieżywego zawiniętego w prześcieradło na cmentarz dla psów, to go tuliłam jak niemowlę. Dopiero wtedy po raz pierwszy od pół roku wreszcie się wyspałam, przez kolejne kilka miesięcy odżywałam, nie musiałam pędzić do domu na złamanie karku, żeby podać psu leki, wyprowadzić na spacer i mogłam iść do tzw. normalnej pracy. Tęsknię za nim potwornie, to był mój kochany Syneczek i bardzo, bardzo trudno było mi się z nim rozstać i teraz z perspektywy czasu uważam, że zbyt długo go męczyłam, powinnam była uśpić go kilka miesięcy wcześniej. Cieszyłam się z każdego kilkugodzinnego okresu bez biegunki, bez posikiwania, bez powłóczenia łapą. Każda złotówka szła na Vetmedin, drogą karmę, badania okresowe i petsittera, który przychodził podać psu leki i wyprowadzić go na spacer, gdy ja miałam więcej zajęć i przerwa między spacerami byłaby zbyt długa. Lachs na szczęście nie miał cukrzycy, bo tego już bym nie przeżyła; patrzyłam z podziwem na koleżankę, która swoją kilkunastoletnią suczkę z cukrzycą samodzielnie oporządzała, badała poziom glukozy, podawała insulinę, latała co rusz do weterynarza i wycierała plamy moczu w mieszkaniu. Lachs też już porządnie popuszczał, ale to nie zwieracz był winien, tylko leki moczopędne, które musiał przyjmować ze względu na chore serce i zbierający się w otrzewnej płyn. Zdarzało mu się zasłabnąć, raz nie mógł w ogóle się podnieść i dopiero Encorton postawił go na nogi. Do końca życia był moją kochaną iskierką, promyczkiem, uwielbiał jeść i gonić kaczki i koty. :) Adoptowałam go ze schroniska, gdy miał około sześciu lat. Powiem wam, że opieka nad starszym i niepełnosprawnym psem otworzyła mi oczy. Na ludzką starość i niepełnosprawność. Serio. Jak zobaczyłam, ile pieniędzy wydawałam na jego leczenie, diagnostykę i opiekuna, to nie zazdroszczę starszym ludziom, którzy muszą kupować drogie leki... Ja zawsze mogłam pożyczyć od rodziców, a ile osób nie ma od kogo? Jak mój pies zaczął mieć problemy z chodzeniem, to po raz pierwszy w życiu zwróciłam uwagę na to, ile schodów musi codziennie pokonywać i jak wysokie są niektóre krawężniki. Ile wind przy kładkach nie działa! Jak nieprzyjazne osobom na wózkach czy poruszających się z trudem było wiele tramwajów i autobusów! Teraz są niskopodłogowe i tych wysokopodłogowych jest coraz mniej, ale jeszcze kilka lat temu... Ciężko było go wnosić do ciasnego, wysokiego tramwaju, oj, ciężko. Nie chcę sobie wyobrażać, ile czasu matka z wózkiem dziecięcym musi czekać, aż przyjedzie pojazd dostosowany do takich potrzeb... No i standard - nie w pełni przespane noce, wnoszenie po schodach (schodzić dawał radę), zamarcie życia towarzyskiego (- Idziesz z nami? - Nie mogę, muszę podać psu leki i wyprowadzać go na siku, a petsitter ma dziś wolne), niezrozumienie otoczenia ("tyle płacisz za leki? Dzieci w Afryce nie mają co jeść!"), potworne, przepotworne zmęczenie, i ciągłe zamartwianie się, gdy musiałam zostawić go w domu samego na dłużej. Ale każdy lepszy dzień, kiedy Lachs biegał, jadł i nie miał biegunki, przychodził się przytulić i z przyjemnością przyjmował głaski i drapanie, jego pełne miłości spojrzenie - te elementy codzienności dzielonej ze starym psem były wielką nagrodą za codzienny (conocny) trud. Pozdrawiam wszystkich dzielących swe życie z psimi staruszkami.
-
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
Dziewczyny, dajcie znać, gdy będzie wiadomo, co dalej z psem. -
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
Dziękuję. -
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
Ooo, pięknie, PIĘKNIE dziękuję w imieniu Jeżyka! Dałam nr tel. Bardzo mi zależy na tym, żeby trafił w dobre ręce, a przedtem został wykastrowany. Dziękuję za odzew. Ja się nie znam na jamnikach. -
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
A - najważniejsze - pies mieszka w Warszawie. Zdjęć całej sylwetki nie ma. -
JAMNIK, niekastrowany 6-letni samiec szuka domu
Dobermania replied to Dobermania's topic in Już w nowym domu
-
Proszę o pomoc w szukaniu domu dla sześcioletniego samca jamnika. Jest czarny podpalany, niewykastrowany, wg dotychczasowych opiekunów "nieustraszony", "bardzo odważny", pogryzł ich dziecko. Nie widziałam go, mam tylko zdjęcia i krótki opis, pies pewnie jest dominujący i niewybiegany (przy małym dziecku nie mają czasu na długie spacery czy jakieś zajęcia, które pozwoliłyby mu spożytkować rozpierającą go energię). Pytałam, ma książeczkę zdrowia, aktualne szczepienia, jest zdrowy, nie był kastrowany. Nie boi się niczego, zdarza mu się atakować psy na spacerach. Wobec znanych mu osób łagodny i kochany, zresztą na zdjęciach trzymany przez właścicielkę. Chętnie przyjmę pomoc w ogłaszaniu go w internecie i jakieś namiary na wolontariuszy z jakichś fundacji ratujących jamniki, żeby ktoś, kto się zna, ocenił go i jego szanse. Liczę, szczerze mówiąc na to, że może trafi się ktoś, kto zna jamniki albo ogólnie psy myśliwskie i jakoś pokieruje tymi ludźmi, zdiagnozuje problem i marzę, żeby okazało się, że pies przestanie atakować dziecko i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Dotychczas nie korzystali z porad behawiorysty, raczej ich nie stać. Bardzo proszę o nieocenianie i nie wieszanie psów na tych ludziach, oni chcą znaleźć dobry dom dla psa, w którym będzie mógł w mądry sposób spożytkować swoją energię. Ma na imię Jerzyk czy Jeżyk (nie wiem, czy od Jeża, czy od Jerzego ;p). N priv mogę podać nr tel. do właściciela. Pies koniecznie musi zostać przed wydaniem do nowego domu wykastrowany.
-
[quote name='Riven']Ewelino ale To raczej nie było skierowane do Cb ;)[/QUOTE] Nie było, nie było, Ewelino. Po prostu dysleksja dysleksją, ale żeby nazwy rasy własnego psa nawet poprawnie nie umieć zapisać przy możliwości skorzystania z dobrodziejstw funkcji edytorów tekstu w dzisiejszych czasach...
-
Dramatyczna sytuacja psów po śmierci pana-potrzebna pomoc!
Dobermania replied to Ania W's topic in Już w nowym domu
Jak to dobrze, że Tosia już nie bezdomna! Modor, mam nadzieję, że stworzycie przeszczęśliwy duet. A co do panów samców, to może by zrobić ogłoszenia papierowe z dużym zdjęciem (wyraźnym) dla każdego z panów z osobna i porozwieszać w sklepach zoologicznych i lecznicach? Ja mogę porozwieszać w... Wawrze;) Może na starych śmieciach właśnie znajdą nowe domy? -
Dramatyczna sytuacja psów po śmierci pana-potrzebna pomoc!
Dobermania replied to Ania W's topic in Już w nowym domu
Dziękuję za relację, trochę się martwiłam, bo do tej pory tylko milcząco przeglądałam wątek. Może od nowego roku jakieś wyjątkowe ogłoszenia z bardzo atrakcyjnymi zdjęciami by pomogły? -
Dramatyczna sytuacja psów po śmierci pana-potrzebna pomoc!
Dobermania replied to Ania W's topic in Już w nowym domu
Co u nich, co u nich? Czy ktoś na Dogomanii jeszcze je odwiedza i może zdać relację?