-
Posts
1817 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Marta i Wika
-
[quote name='Pastela']Po prostu objętościowo wychodzi wiecej niż suchej.[/quote] Aaa, to na pewno. W ogóle BARF zawiera bardzo dużo wody. Psy na BARFie piją dużo mniej niż na suchym.
-
Zaznaczyłam że z ulicy, ale to było jednak trochę ponad ulicą :-) A konkretnie pięć pięter. Dwa dni przed Wigilią ktoś wyrzucił sześć ok. 5-6tygodniowych szczeniaków na klatkę schodową w bloku. Wika jest jednym z nich... Taka była: [IMG]http://martajermaczek.blox.pl/resource/piesek.JPG[/IMG] [IMG]http://martajermaczek.blox.pl/resource/piesek.jpg[/IMG]
-
Jutro ja jestem chętna na psi spacerek w Poznaniu. Może być Cytadela lub nad Wartą - obojętnie. Raczej wcześniej niż później. Kto będzie? Gdzie? Kiedy? Właściwie dziś pod wieczór też mogę.
-
[quote name='Dobcia'] A co do warzyw to je je z wielkim smakiem, nawet ich nie miele, tylko kroje na kawałki lub plasterki, a i tak szybko z miski znikają. [/quote] OK, można tak podawać, ale pamiętaj, że im bardziej rozdrobnione, tym lepiej przyswajalne dla psa. Większości z dużych kawałków pies nie trawi. Najlepiej podawać w takiej postaci, jak zjadają wilki i inne psowate z żołądków upolowanych przez siebie roślinożerców - czyli dokładnie przeżute ;-) Nie znaczy to oczywiście, że nie warto podawać całych warzyw, to fajne urozmaicenie dla psa. Ja często daję też zupy, czyli "resztki z pańskiego stołu" ;-) a w nich gotowane warzywka, nie jest to co prawda surowe, ale jako urozmaicenie diety raz na jakiś czas myślę że jest bardzo ok. Zupy Wikunia uwielbia.
-
[quote name='Pastela']dzięki za info, no wychodzi że ja daję za mało :oops: i mój pieso jest głodny, ale od dziś to zmienię :lol: pozdr[/quote] Wcale niekoniecznie. Zrób mu "test żeberek" - pomacaj mu żeberka dłońmi, kiedy stoi. Jeśli są wyczuwalne pod cienką warstwą tłuszczu - pies jest w sam raz. Jeśli wyraźnie wystają - pies jest za chudy. Jeśli są słabo lub wcale nie wyczuwalne - pies jest za gruby. I od tego uzależniaj dzienne racje. Dla mnie ideałem jest pies na granicy chudości ;-) w kondycji sportowej. Zresztą Wika sama kontroluje swoje racje żywnościowe i jak jest głodna, to mi to mówi baaaardzo wyraźnie :p A jak jest najedzona, to nie je, po prostu. Wszystko zależy od kondycji psa, trybu życia itp. Wika ma tryb życia zmienny, ale raczej potrzebuje dużo energii. Lato wyglądało tak, że kilka dni była w terenie - biegała bardzo intensywnie cały dzień po polach, łąkach, lasach (zajmuję się ochroną przyrody, botaniką), często spała w namiocie, czasem było zimno i mokro. Potem kilka dni spokoju w Poznaniu, 3-4 niezbyt długie spacerki dziennie. Potem z kolei kilka dni na wsi, średnio intensywnych, dużo biegania, ale spokój. I tak na przemian. Nie każdego dnia daję tyle samo - czasem pies dostanie mniej, czasem więcej, czasem w ogóle nie chce jeść (np. jak były upały) albo zje tylko połowę dziennej porcji, czasem zje więcej niż wyliczone itp. Wczoraj Wika zjadła tylko pół miski papki warzywnej przez cały dzień. A dziś rano wsunęła dwa kawałki od żeberek. I pewnie wieczorem wsunie drugie tyle.
-
[quote]Owszem, ma, nie czytalas uwaznie. Smakolyk wystaje odrobine spomiedzy palcow zacisnietych w piesc - podsuwa sie psu tak, zeby wylizywal to co wystaje. Jesli suka polizala przycisniety palcem na dloni smakolyk, powinna zaraz go dostac.[/quote] Czyli oduczanie gryzienia przez uczenie lizania?
-
[quote name='loozerka'] Ale własnie moj pies to do siebie ma, ze na dworze- w domu się to praktycznie nie zdarza - potrafi w pół kroku ( np w trakcie gonitwy za linką, którą to zabawę uwielbia ) przerwac, bo coś mu zapachnialo, zadzwięczało, wezwało do siebie. (...) Piesek, a czy Twoj Ares, jak jest w tym transie, potrafi obok Ciebie przebiec zupełnie nie patrząc w Twoją stronę, a jednak dokładnie ominąc, chocbyś starała się zastawić drogę? Jak Cie czytam, to wszystko jest mi takie znane, oczywiscie zachowania są rózne w róznych sytuacjach- ale podobne schematy. [/quote] Ale to chyba normalne. Każdy pies czasem tak robi. Nie tylko w transie. Nie wyobrażam sobie psa non stop wpatrzonego we właściciela.
-
[quote name='kaha.shoo']Mamy ogromny problem. Nasz szczeniak (9 miesięcy) - Leonberger straszliwie boi się ludzi. [/quote] Wygląda na to, że piesek nie był socjalizowany z ludźmi we wczesnym szczenięctwie - potem baaardzo trudno taka stratę nadrobić. A trzeba coś zrobić, bo taka lękliwość może się przerodzić w agresję. Też myślę, że koniecznie trzeba go zabierać na spacery. Nie da się? Wszystko się da. Na pewno nie ciągnąć siłą, bo piesek tymbardziej nie będzie chciał. Zabrać ze sobą smakołyki. Zacząć np. późnym wieczorem, kiedy nie ma prawie wcale ludzi. Zacząć np. pierwszego dnia od kilku kroczków za bramę, potem coraz więcej. Skupiać psa cały czas na sobie, na czymś pysznym. Może poprosić znajomych, żeby dawali psu coś smacznego? Przede wszystkim nic na siłę, zachowywać się spokojnie, normalnie, na luzie. Nie wolno w zadnym wypadku mówić do psa kiedy się boi pieszczotliwym głosem, w stylu "nie bój się piesuniu pieseczku biedactwo ty moje", bo skutek zwykle jest odwrotny. Tyle przychodzi mi do głowy...
-
[quote]Czyli w sumie koszta zbliżone do karmienia royalem:lol:[/quote] Ale gdzie tam. Kilogram korpusów z kurczaka, tzw. porcji rosołowych kosztuje 1,5-2 zł. A tak w ogóle, to nie znamy się przypadkiem ze Zdworza? :-)
-
[quote name='Piesik']Dla mojego psa największą nagrodą jest spacer, nie przysmaki. Największe szczęście daje mu bieganie luzem. Nie umie się skupic na niczym dłużej i JEST nadpobudliwy, wiem co mówię. [/quote] Jeśli jest nadpobudliwy, to go wyciszaj. Mój pies też jest nadpobudliwy, ale potrafi np. leżeć spokojnie podczas 3-godzinnej jazdy pociągiem. Ale to dlatego, że jest tego NAUCZONY. Tak samo jeśli nie umie się skupić - jak Wika była młodsza, też nie dało jej się na niczym dłużej skupić. Teraz też zależy to od rozproszeń. Ale wszystko jest kwestią przede wszystkim ćwiczenia. To się nie bierze samo z siebie. Piszesz, że największe szczęście daje psu bieganie luzem. To pomyśl, co możesz zrobić, żeby największym szczęściem dla psa było przebywanie koło Ciebie :-)
-
[quote name='Pastela'] Stosuje ktoś Barf u piesa 7kg z padaczką??? [/quote] Ja stosuję u psa 7 kg, ale bez padaczki. Tryb życia - dość intensywny. Wiek - 10 miesięcy. W najbliższym czasie chcę zamieścić na blogu tygodniowy jadłospis. Mam dwa posiłki dziennie. Podstawą są u mnie korpusy z kurczaka. Jeden średniej wielkości korpus na pół, połowa rano połowa wieczorem. Skrzydełka z kurczaka - zwykle ok.3-5 dziennie, zależy jakie duże. Np. rano dwa, wieczorem dwa. Czasem, jak dostanę, łapki kurze albo szyje, czasem kości wieprzowe, od żeberek oraz skóry świńskie. Wychodzi ok. 200-300g dziennie, czasem więcej, czasem mniej. Zależy też od aktywności. Podroby - podaję rzadko, powiedzmy raz na tydzień, zwykle serduszka lub żołądki. Warzywa - mniej więcej co trzeci dzień zmiksowane warzywka - podstawą jest marchewka - z całym jajkiem (zmiksowane ze skorupką). Czasem warzywka zjada w try miga, a bywają tygodnie że nie ruszy i muszę wyrzucić. Kefir czasami, ale jakoś Wika nie lubi za bardzo.
-
Do wszystkich porad tutaj dodam jeszcze jedno - warunkowanie klasyczne przywołania. Bardzo skuteczna metoda. Psu wyrabia się odruch przychodzenia na wołanie. Przygotowujemy b.dużo malutkich smakołyków. Zaczynamy w małych rozproszeniach - np. w domu, w jakimś nudnym pokoju, kiedy wiemy że pies i tak do nas przyjdzie, bo nie ma nic do roboty. Wołamy - np. "Azor!" lub "do mnie!" czy co tam chcemy, jak przyjdzie to smakołyk. I tak wiele, wiele razy, tysiące razy, w coraz większych rozproszeniach. Za każde przyjście smakołyk, raz na jakiś czas pochwała. Ja mam teraz naprawdę niezłe, dobrze wyćwiczone przywołanie. Mimo to na spacery zawsze noszę smakołyki, szczególnie jeśli chcę Wikę puścić luzem. I prawie zawsze, jak przybiegnie, dostaje coś dobrego. Nawet jeśli gdzieś było coś bardzo atrakcyjnego i jakiś czas mnie olewała. Baaaardzo popularnym błędem jest wołanie psa tylko po to, żeby go zapiąć na smycz. Wtedy psu utrwala się skojarzenie: przyjście na wołanie = koniec wolności. Więc bez sensu przychodzić! Dlatego ćwiczyłam z Wiką wg zasady - 1 zapięcie na 10 przywołań. Wołałam ją 10 razy, za każdym razem był smakołyk - a raz na 10 przywołań zapięcie na smycz.
-
[quote name='shafireq']co do uczenia niegryzienia to kolejna porazka: połozenie smaczka na ręku i przycisniecie palcem i zacisnięcie w pięści zakonczyło się pogryzieniem, moze nie mocnym, ale zębów używała bardziej niż języka :( [/quote] Co do gryzienia to już zostały tu wymienione dwie metody - piszczenie i przerywanie zabawy gdy pies gryzie. Krzyczenie, odpychanie itp. jest dla szczeniaka jeszcze bardziej pobudzające i może sprawić, że będzie gryźć tymbardziej. A smakołyk w zaciśniętej pięści nie ma chyba nic wspólnego z oduczaniem gryzienia, ale jest fajnym ćwiczeniem samoopanowywania się psa, nazywa się Doggie Zen. Smakołyk trzymamy w zaciśniętej pięści i tak długo trzymamy, jak długo pies próbuje się do niego dobrać. Pierwszy raz zwykle trwa długo ;-) Kiedy rezygnuje choćby na sekundę - otwieramy dłoń. Jak już odsuwa się od razu, można dodać komendę "nie rusz" albo inną.
-
Masz kudłacza, krótkowłosego czy szorstkowłosego?
Marta i Wika replied to Figaro's topic in Wszystko o psach
Wika - kudłatek :-) -
[quote name='roenna']Aktualnie sytuacja wygląda następująco: Heavy rozszalał się do granic możliwości. [/quote] Szczeniaki maja to do siebie, że szaleją :-) Taki ich urok. Co ja robiła, gdy mała Wika rozszalała się do granic możliwości: - bawiłam się z nią ile mogłam, starając się bawić zabawkami, a nie moimi rękami czy ubraniem :-) - kiedy miałam dość jej szaleństwa, mówiłam "starczy" i nieruchomiałam. Zamieniałam się w kamień. Albo na stojąco, albo na leżąco, zwinięta w kulkę, dłonie schowane żeby nie gryzła :evil_lol: Oczywiście pies na początku próbował różnymi sposobami "kamień" ożywić :-) ale szybko dawał za wygraną. Dzis wystarczy powiedzieć "starczy". - jeśli mnie zabolało, piszczałam "ała!". jest to dla psa niesamowicie czytelne i uczy granic. Pies nie chce, żeby Cię bolało. [quote] Sama już nie wiem na jakie ustępstwa można pozwolić, a czego stanowczo zabraniać, zeby utrzymać dobry kontakt, oraz jak okazać takiemu maleństwu sympatię, tak by dobrze odczytał moje zamiary.[/quote] Pozwalaj na to, co zamierzasz tolerować i co Ci nie przeszkadza.
-
[quote] powiem wam ze ten temat i drugi podobny (o kolczatce) zainspirowal mnie do pracy nad psem. [/quote] Brawo! :klacz::multi: I powodzenia!
-
[quote name='Behemot']:crazyeye::crazyeye::crazyeye: Poważnie? Dajesz mu do jedzenia głownie kości? :crazyeye: Przecież strasznie niepełnowartościowe jedzenie.... Dodajesz chociaż jakiś suplement witaminowy?[/quote] Wika jest na diecie BARF, której podstawą są surowe mięsne kości i chrząstki... oczywiście nie tylko, również warzywa i inne składniki. Ale o tym było już w bardzo wielu wątkach na tym forum. Jest też sporo info w sieci - np. tu [URL="http://www.dogs.gd.pl/psiejstwo/barf1.html"]http://www.dogs.gd.pl/psiejstwo/barf1.html[/URL] Polecam :-)
-
[quote] Chyba odkryłam sposób na moją Tequilę. Przedwczoraj wieczorem bardzo ją "wybiegałam". [/quote] A to jeszcze inna sprawa - szczególnie jeśli chodzi o szczeniaki. Wyspacerowany, wybiegany i nakarmiony będzie piszczał mniej. [quote] (Z tego co wiem, świńska noga jest jedynym kostnym smakołykiem, który nie powodują u piesów dolegliwości żołądkowych).[/quote] No nie, nie jedynym ;-) Mój pies żywi się głównie kośćmi i jakoś nie ma dolegliwości żołądkowych. Ale to zalezy od przyzwyczajenia.
-
Z Wiką jeżdżę baaardzo czesto od małego - pociagiem, autobusem, tramwajem, samochodem, stopem :-) Kaganiec staram się zawsze mieć przy sobie, gdyby trafił się ktoś kto każe mi go założyć - czy to konduktor, czy to współpasażer który będzie bał się psa. Zwykle jednak Wika siedzi pod siedzeniem w pociągu i nie widać, czy ma kaganiec, czy nie :-) Waży 7 kg i zawsze mogę ją wziąć na ręce, ale i tak często sama wskakuje do pociagu (z wysiadaniem zależy jaki pociąg, zwykle bioę na ręce).
-
Zależy jaka to trawa i ile jej je, i w jaki sposób. Jeśli są to twarde, ostre źdźbła i pies je zjada w całości, to znaczy że chce zwymiotować, bo coś mu zaszkodziło. Jeśli tylko "żuje" źdźbła, rzadko zrywa i połyka, to może brakować witamin. Jeśli zjada dużo miękkiej, krótkiej trawy - czasem pasie się jak krowa ;-) to znaczy że ma nadkwaśność. Często towarzyszą temu: ślinienie się i saneczkowanie. W tej sytuacji najlepiej zmienić psu cos w diecie, a jeśli nie mamy takiej możliwości - weterynarz polecił mi normalny ludzki Ranigast. Byłam sceptycznie do tego nastawiona, ale na wyjeździe Wika dostała nadkwaśności (z powodu zmiany diety - z barfa który ja w domu na suche) i ćwiartka Ranigastu (pies waży 7 kg) pomogła natychmiast. Potem już nie było problemu.
-
Różne sposoby które zastosowałam: - zostawione włączone radio lub komputer, - zostawione zabawki dla psa (to dla demolujących), oczywiście usunięcie z zasięgu psa rzeczy które może zniszczyć, - dawanie psu czegoś super pachnącego, ale trudno zgryzalnego - podobno działają wędzone kości wołowe, ale też inne tego typu "śmierdziele" - ja miałam ucho świńskie, ale domyślam się że dla dużych psów to pikuś - [B]tylko przy wychodzeniu[/B]. Wychodzę - ostatnia czynność, kiedy buty już na nogach itp. - daję psu taką pachnącą pyszność. Wracam - zabieram. Dostaje tylko na czas kiedy mnie nie ma. Teraz już nie muszę tego robić, bo Wika dobrze znosi samotność (byle niezbyt długą), ale raz na jakis czas "odświeżam jej pamięć" i przy wyjściu wręczam wędzoną kurzą łapkę albo szyjkę (te śmierdzą okrutnie).
-
Czytam ten wątek i jestem naprawdę przerażona... Szczególnie jak czytam o przyczynach bicia psów. Za nieprzychodzenie na wołanie? Przecież tym mniej chętnie będzie przychodził! Za zjadanie kup? To trzeba psu urozmaicić dietę, a nie bić! Za niszczenie rzeczy? To trzeba pochować to co cenne, a psu zapewnić zabawki, którymi może się bawić... Za agresję w stosunku do innych psów? To chyba najgorsza metoda, jaką można sobie wyobrazić, przecież agresja wzmaga jeszcze agresję, stymuluje psa do ataku. I to są dogomaniacy????
-
Jeszcze jest taka metoda jak "spalenie miski", czyli dawanie psu jeść wyłącznie z ręki i wyłącznie za coś - tzn. jeśli zasłuży. Mogą dawa ć też domownocy. Za siad, za waruj, ogólnie za pracę, za sikanie na dworze :-) za zejście z kanapy, za odejście na swoje posłanie, za poluzowanie smyczy itp. Podobno działa rewelacyjnie w takich przypadkach :-) Tylko trzeba uważać żeby nie zapaść psa - wydzielić dzienną porcję i tyle dać.
-
[quote name='kasia124'] poza tym jesli macie jakies pomysly jak oduczyc psa ciagniecia blagam napiszcie!!!!ja naprawde nie wiem co innego robic oprocz kolczatki!!![/quote] Przede wszystkim trzeba mieć czas i spokój :-) Zaczynamy w miejscach najmniej pobudzającym, potem kolejno, stopniowo w miejsach bardziej pobudzających. Najbardziej popularna metoda to tzw. [B]drzewko[/B]. Pies napina smycz - zamieniasz się w drzewko, czyli stajesz nieruchomo i nie dajesz się ruszyć. Cmokasz na psa lub wołasz, jeśli odwróci głowę - nagradzasz. I tu uwaga - jeśli pies jest łasuch, to możesz nagrodzić smakołykiem. Jeśli pies woli ruch do przodu od smakołyka, to po prostu w momencie odwrócenia się i poluzowania smyczy ruszasz do przodu. Jeśli znów napnie - stajesz. I tak do skutku :-) Inna metoda, zwykle stosowana równolegle albo gdy drzewko nie skutkuje, to [B]zmiany kierunku[/B] - oczywiście trudno to robić na wąskim chodniku, ale do ćwiczenia mozna wybrać się w miejsce gdzie jest to możliwe. Pies ciągnie zwykle do czegoś - zaczyna ciagnąć, zmieniamy kierunek i zaczynami iść np. w prawo, pociągając psa za sobą; najlepiej zanim się pociągnie cmoknąć na psa albo poklepać się w udo, albo co się tam robi w takich sytuacjach. Ciągnięcie psa jest często reakcją na nasze ciągnięcie, czyli ważne jest, żeby psa nie ciągnąć - bo wtedy będzie jeszcze bardziej ciągnąć w drugą stronę. Ja chodzę zawsze ze smyczą przewiązaną w pasie, czasem oczywiście trzymam smycz ale staram się jej sama nie napinać. Tyle wiem, więc się dzielę :-) Powodzenia :-)
-
Zgadzam się, że każdy pies wymaga indywidualnego podejścia. Ale może to być za każdym razem podejście pozytywne. To kwestia zaaranżowania sytuacji szkoleniowej. Szkolenie pozytywne to nie tylko smakołyki, to ogólna filozofia postępowania z psem. Jeśli zakładamy z góry, że pies jest uparty i nieprzekupny, no to faktycznie trudno z takim psem pracować.