Jump to content
Dogomania

konfirm31

Members
  • Posts

    12534
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by konfirm31

  1. Nie byłam wieczorem u Aresa - odwiedziła go pani Asia i pani Ewa, bo ledwie żywa wróciłam od szczeniaków z tz. "starych bloków" . Szczeniaki mają coś 4 tygodnie, same jedzą (jak mają co). Właściciel to osoba niepełnosprawna (ma też kłopot z mówieniem), a tej suni nie tak niedawno szukałyśmy z Krysią, żeby zaproponować uśpienie ślepego miotu - jak sunia już urodzi. Niestety, wtedy właściciela suni, pomimo usiłowań - nie znalazłyśmy :( . Teraz jest i właściciel i sunia i....... szczeniaki i obawiam się, że będzie "co rok, to prorok" ........Sunia jest średniej wielkości, tata NN. Są dwie sunie(najjaśniejsza i któreś z ciemnych) i trzech czarnych chłopaków Niekończąca się, smutna opowieść o psach bez opieki, sukach, rodzących niepotrzebne nikomu szczeniaki............. Szczeniaczki, dzięki pomocy z UM, będą miały ogłoszenie adopcyjne na stronie miasta, może i w gazecie miejscowej. Będzie do nich biegać "moja" Krysia, karmić, dawać leki "na robaki". Ja - zrobię wyróżnione ogłoszenia na olx i na portalu moja Ostrołęka.... Może nawet maluchy znajdą dom. Jeśli ktoś wie o kimś, kto chce szczeniaczka - pomóżcie. Ale..... Cóż, za chwilę, będą następne szczeniaki :(.
  2. Dzięki, Mazowszanko :). Jeżeli wieczorem Pani Asia mnie podrzuci, to znowu pojadę do Aresa. A jutro rano - apiać. Albo miejską taksówka, albo 3-4 km na piechotę(w jedną stronę) -zależy od pogody. Ares cieszy się, jak mnie zobaczy, ale do samochodu(byłam z TZtem - wsiąść nie chciał). No, to nie zmuszałam. Smycz może być, ale nie flexi. On z tych nienowoczesnych psów - co nie znaczy, że na niej chodzi ;). I ogromne znaczenie mają parówki, ale i tak najlepszy jest pasztet.
  3. No, niestety. Lajf is brutal :( Na pociechę, zdjęcia Aresa z dzisiejszego porannego spaceru. Jutro rano też do niego się wybieram. A dzisiaj, idą z Pania Krysia fotografować szczeniaczki - jak nam się uda zastać właściciela w domu. Przy okazji (bo to ten sam blok), pogadam z panem Aresa o odbiorze budy. Buda powędruje do Mazowszanki. Ares dostał dzisiaj obrożę p. kleszczową i Dehinel plus na robale( w pasztecie ;))
  4. Ares nie chciał pozować, więc do ogłoszeń na olx i na portalu mojaostrołęka, poszły wybrane stare zdjęcia. Czasu mało.... Jeżeli szybko (w ciągu tygodnia) nie znajdzie domu,zawieziemy go w drugiej połowie maja do Papryczkowa i tam będzie czekał na dom. Już w tej sprawie dzwoniłam i rozmawiałam z Panem Pawłem. Jutro rano idę dalej obłaskawiać Aresa. Przekonałam się, że chodzić na smyczy- zdecydowanie nie potrafi ;).
  5. Blis tez długo była niewyraźna. Essentiale=esseliv. myslałam, że jej nie służy, ale teraz jest OK, wiec daje nadal. Daję jej jeszcze spirulinę(3 tab dziennie i Biofer folic - 1 tab. B compositum - 1 tab. No i dostaje tab. witaminowe od lekarza Vita pet - 1 dziennie. Będzie dobrze, tyle, ze to długo trwa :(
  6. Lesio mędrzec. My cały czas jesteśmy w domu - no prawie i u nas stadko mizerne. Ale muszę przyznać, ze żadna z naszych owczarzyc w wieku dorosłym, nie miała żadnych tendencji niszczycielskich, Tymczasy, albo nic nie niszczyły, albo - swoje zabawki. Ale - mieliśmy ich malutko
  7. Może i tak. Bliss pojechała z TZtem do lasu, ta została ze mną i piszczy po lerkowemu. Niestety, do lasu jeszcze nie pora ;)
  8. Ja też niewiele w stosunku do potrzeb. Idę dzisiaj z Krysią, zrobimy zdjęcia(oby) , wieczorem porobię ogłoszenia. Będę już o nim wiedzieć odrobinę więcej .
  9. Kochane jesteście. Rozumem się z Wami w 100% zgadzam, ale Lerka wyraźniej od moich poprzednich tymczasek(raptem dwóch ;))sprawia wrażenie niesłusznie skrzywdzonej. Moze dlatego, że taka malutka, albo , ze była wesoła, a teraz jest smutna? Nic, czekam na leczący czas
  10. Jutro jeszcze beztabletkowo, ale we wtorek - tabletka zostanie podana :)
  11. I ja jeszcze zdążyłam :)
  12. Nie jestem dzielna, tylko bywam zdeterminowana ;). A koleżanki, faktycznie mam wspaniałe. Ares jak dla mnie, jest średni - około 20 kg psa, a może i mniej? Spróbujemy mu jutro zrobić zdjęcia przy człowieku - jeśli nam na to pozwoli ;).
  13. Podoba mi się Twoja odpowiedź. Muszę ją zapamiętać na przyszłość. W dodatku, biedaki często mocno i niebezpiecznie się ranią nawzajem......
  14. I ja bardzo współczuję :(. Strasznie dzielni jesteście z TZtem, że mając taki widok po powrocie z pracy - sprzątacie, zbieracie, układacie, wycieracie, głaszczecie i karmicie "niewinne" stadko i....nadal trwacie na posterunku..... Jestem jeszcze bardziej pełna podziwu, niż zwykle. Mam tylko pytanie, czy w krótkim czasie bez tymczasowiczów w Waszym domu, wita Was podobny widok? Czy Liluchna, Gapcia, Kreska i Lesio, jak są tylko sami ze sobą, też urządzają taką demolkę? Czy potrzebny jest obcy zapalnik i wtedy wszystkie równo szaleją?
  15. Cały czas czekam na powrót do normalności. Dzięki za wsparcie :). Wiem, że tak trzeba, ale ona strasznie emocjonalnie reaguje na wszystko, co negatywne. Wrażliwe maleństwo i tyle. W dodatku, ma spojrzenie zranionej sarny......
  16. Nie strasz mnie psem i tabletką ;). Bliss też jak czegoś nie jadła, to nie lubi :(
  17. Obawiam się, że trzeba będzie ją wysterylizować :(
  18. Oby tak było, bo serce mi się kroi w plasterki. Teraz właśnie sprawdziłam jej brzuszek. Wszystko OK, tylko Lerka smutna i wystraszona. Ale pasztet w nagrodę - zjadła :). Bliss "za nic" też :)
  19. Wcale Ci się nie dziwię :(. Nieszczęścia psów, ranią serce. Szczeniak prześliczny. Taki w moim typie, bo pręgusek......Jak już tyle waży w wieku 10 miesiecy, to pewnie jeszcze urośnie i zmężnieje. Siły nie mam, ale są potrzeby psów ;). A kasa(=jej brak), to jest skrzek smutnej rzeczywistości :(
  20. Znajdzie sie domek dla Imci, Nutusiu. Taki wymarzony i najlepszy. Mocno w to wierzę. Od piątku, mam poczucie, że jak napisała Irenas "skrzywdziłam niemowlę" :(. Lerka już po sterylizacji. Smutna, spłoszona, senna. Na szczęście, siusia, kupka, apetyt ma. Ale - zupełnie straciła radość, która w niej była.......i zaufanie do nas :( Sąsiadka z bloku, która ma niewysterylizowaną ratlerkę (pilnuje jej, ale psie walki pod klatka dwa razy w roku), na widok Lerki w sukience, powiedziała -" widzę, że już i ją pani skrzywdziła". Było to pół żartem...pół serio...... Co gorsze, Lerka też tak myśli. Zabrałam jej niewinność i ufność :(.......
  21. Będę próbować, ale obawiam się, że spacer, to będzie głównie walka(moja) z Aresem na uwięzi. On nie zna spacerów na smyczy, no i będzie za wszelką cenę chciał się wyrwać i wrócić do domu. Obym się myliła .......W dodatku, aparat mam ztych starszych, które długo myślą, zanim zrobią zdjęcie ;)
  22. Nadal jest u Pani Doktór w lecznicy. Asia zbiera pieniądze na konsultacje ortopedyczna i ew. operację. Póki co, o DT, czy hotelu nie pisze. https://www.facebook.com/events/1843519249206627/
  23. W sobotę przed południem, poszłam z Panią od Rudzika Podbalkonowego dp Aresa. Pani też pomaga psom i kotom makowskim i często zaglądała do Aresa, rzucając mu jakiś kąsek. "i on tak strasznie wyje i skomli, bo cały czas uwiżzany. I - wody nie ma....." I czy ja "jako TOZ", mogę coś zrobić. Mogę Mogę napisać wniosek do burmistrza(przytaczając stosowne "naruszone" artykuły i ustępy Ustawy i protokóły z kolejnych kontroli), o odbiór psa w trybie natychmiastowym. I pies - idzie do schroniska na koszt właściciela(którego na to nie stać), nie może iść do adopcji i....czeka na wyrok sądu w sprawie. Albo - porozmawiać z właścicielem, wyjaśnić mu, jak to wygląda i liczyć na to, że dobrowolnie zrezygnuje z psa - dla jego dobra. Żeby pies mógł iść do adopcji. Bo niestety, tak dalej bez prawidłowej opieki właściciela - żyć nie może. Właściciel zgodził się - naprawde kocha psa - tyle, że po swojemu. Trzeba przyznać, ze pies jest w dobrej formie, nie był bity, zastraszany, kocha swojego Pana. Tylko.....stale na coraz krótszej uwięzi, we własnych odchodach, znowu - za chwilę bez budy, bez wody......i tak, przez najbliższe lata, o ile nie dojdzie do jakiejś tragedii.....(zdenerwowany sąsiad, przejeżdżający samochód.......) Przyjechałam z "moją " Krysią i TZtem po psa. Cały blok wyległ, patrzeć, co się dzieje. Pan Aresa odplątał go z łańcucha, wsadził do auta. Pojechaliśmy. Ares, walczył ze mną na tylnej kanapie wszystkimi częściami ciała, z wyjątkiem - zębów. Wył i skowyczał. Miał pełne prawo do tego - zabrałam go z jedynego domu, jaki do tej pory miał. Teraz jest w bezpiecznym miejscu, ale nie może tam długo zostać. Szukam mu miejsca na stałe. Im szybciej, tym lepiej. Jak się nie uda, będę mu szukać miejsca w papryczkowie. Póki co - czekam na cud.Ares - też. Za tydzień, wyjeżdżam na działkę, bo za chwile, puszczą się pędy sosny......Jutro, jedziemy rano taryfą z moją Krysią, odwiedzić, nakarmić, napoić , wyprowadzić i posprzątać klatkę Aresa. Mam nadzieję, że nie płakał przez cała noc za utraconym domem...... Dziękuję Pani Asi i Pani Ilonie za pomoc i wsparcie :). Budę, ma odebrać ze mną Mazowszanka, bo do zwykłego auta, to ona się nie zmieści.....Przyda się dla dogomaniackich psów......
  24. Dzięki Mazowszanko za wsparcie :) . Dzwoniłam do malagos, prosząc, żeby Jej TZ popytał wśród znajomych, czy ktoś nie szuka psa i jeśli zdążą, wrzucili zdjęcia Aresa do psich ogłoszeń w "Wieściach znad Orzyca". Muszę szybko mu znaleźć(dobry!) dom, bo długo tam gdzie został awaryjnie umieszczony, nie może zostać. Kruszewo w tym przypadku, nie wchodzi w rachubę. Zostaje jako ostatnia deska ratunku - Psia Chata. Dlatego, gorączkowo szukam domu. Teraz idę z psami, a potem napiszę, co i jak się działo dalej :).
  25. Znowu proszę o pomoc. Dobre rady w wysokiej cenie:) Proszę o pomoc w szukaniu domu dla ARESA. Pies jest pod moją opieką Pisałam już tu Wam kiedyś o Aresie . To "przez niego", zapisałam się do TOZ - post nr403, 405, 408 http://www.dogomania.com/forum/topic/137796-bezdomniaki-makowskiemazowsze/page-21 Zima się skończyła i pies wrócił "pod ściankę" i wył całymi godzinami, uwiązany tym razem, na danych przeze mnie smyczach. Nastały wiosenne deszcze. pies mókł. Wył nadal. Był karmiony(stał w swoich odchodach), w misce gniły jakieś resztki, wody nie miał .....Ludzie skarżyli się - zróbcie coś z tym psem, tak nie można go dalej męczyć. No, fakt. Razem z moja Krysią i malagos, zapisałam się na kurs społecznego inspektora TOZ. Dowiedziałam się jak wygląda sprawa wniosku do władz gminy o odbiór psa, ze względu na naruszenie ustawy o ochronie zwierząt. Pies jest przekazywany do schroniska, koszty ponosi jego właściciel, potem jest sprawa i sąd rozstrzyga...... Opowieść o Aresie, toczy się dalej..... http://www.dogomania.com/forum/topic/137796-bezdomniaki-makowskiemazowsze/page-45 post nr 895 I tak Ares dostał ode mnie budę. Prosiłam Pana Aresa, żeby dobił dach budy, żeby nie spadał. "Zrobi się"- usłyszałam http://www.dogomania.com/forum/topic/137796-bezdomniaki-makowskiemazowsze/page-46 post 909 Dni mijały, śmieci przybywało, Ares przeważnie bez wody, na skróconym łańcuchu, wyje, ludzie się skarżą. Rozmowy z z panem i Jego Rodziną, nie przynoszą poprawy losu psa. Dach nie przybity do budy(Ares po nim skacze) spadł na ziemię. Będzie deszcz - zniszczy budę. Pan Aresa, nie odbiera moich telefonów, mama i siostra, proszą o zabranie psa, bo one nie będą się nim opiekować, a Pana najczęściej nie ma, albo ma inne zajęcia. Mama, to starsza i chora Pani, a mieszkają na poddaszu. Córka - wyprowadziła się. nie ma opcji zabrania przez kogokolwiek psa do domu.....To ludzie w trudnej sytuacji(również materialnej) i nie zawsze maja na swoje potrzeby. Psa nikt nie bił, nie znęcał się, nie jest wygłodzony, tylko - stale na uwięzi i bez opieki i kontaktu z człowiekiem..... Zaplątany w łańcuch, którym znowu owinięto mu szyje, "bo obrożę która pani mu dała - zdjął(poprzednią zniszczył):"..................... Nie wiem, po co tym ludziom pies, a i oni coraz mniej to wiedzą.......... Załączam zdjęcia z dnia 24 kwietnia, miejsca w którym Ares przez całe życie mieszkał (no, budy nie było)...... Cdn
×
×
  • Create New...