Jump to content
Dogomania

Magdziak

Members
  • Posts

    739
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Magdziak

  1. uff nie wiem ktora z nas jest wieksza panikara - dzis nie zwichnela tylko sie urazila!!!! Alestrasznie piszczala, nie stawala na lape, na podworku najpierw sie polozyla a potem tylko czolgala, wygladalo to strasznie. Ale jest dobrze - narobila sobie i mnie strachu ale jest dobrze. nie mam dywanu zadnego w domu - jezdze z nia na kocu po mieszkaniu, ale ona ma juz dosc tego koszyka i chciala sie zwyczajnie polozyc na podlodze i tak niefortunnie jej ta lapa na bok poszla. nie wychodze z domu kiedy jestem sama, nie opuszczam jej na krok - dzis to pech byl; ale na szczescie nic sie nie stalo. niech sie cieplej zrobi to bede z nia siedziec na podworku - po trawie moze chodzic bo lapki sie nie rozjezdzaja. To tyle - ide sie polozyc: podebralam Delmie melise i zrobilam sie senna
  2. zaraz jade do weta - znowu zwichnela, pare krokow na panelach i lapa odjechala a tak jej pilnowalam ..
  3. o matko :placz:, kurcze nie mogę nic na razie wziąć do siebie.. podnoszę, może ktoś może pomóc..
  4. zastrzyku nie zrobie za żadne skarby świata - jedyne na co sie odważyłam to nakłuwanie kociego ucha, ale tam kropelka była potrzebna do badania cukru. Po konsultacji z wetem, lepiej małej nie targać bo można zaszkodzić - szarpie się przy pakowaniu do samochodu i potem cały czas trzęsię ze strachu. Dziś ma dostać kolejny zastrzyk - ale przyjedzie specjalnie do niej moja kochana Kasia, jak zawsze niezawodna :loveu:. Jako, że jest ratownikiem medycznym to myślę, że da sobie radę;)
  5. wiewiora - ja mieszkam w Olsztynie koło Częstochowy, to taka mała dziura z ruinami zamku :evil_lol:. Mamy urząd gminy, poczte, apteke i kilka sklepow - a weta jednego....:diabloti: Niestety, jako że jest jedyny i tak ludzie do niego chodzą - chyba tylko na szczepienia przeciwściekliźnie, bo na wsi wiadomo jak jest. Może uraziłam jego ambicje? :diabloti: Delmucha jakoś zniosła podróż samochodem - nasz ukochany wet przyszedł do samochodu zrobić zastrzyki, więc nie była przenoszona (nasz wet też nie nastawiał tej nóżki, ale nie poczuł się jakoś urażony...wspaniały człowiek) DElmucha niestety bardzo się stresuje jazdą samochodem (kojazy jej się tylko z wożeniem do weta) i cały czas trzęsła się jak galareta.. Łapunia nie boli - Delmusia chce biegać i niestety skakac - zawsze skakała z radości.. wierzę, że nam się uda i Malutka wyzdrowieje; chcoiaż zdaniem weta zawsze już będę musiała pilnować jej aktywność - jak raz się popsuło to może sie powtarzać ta kontuzja
  6. Delmusia dzielnie znosi "koszyczkowanie" - troche miała problem z koopalem, dopiero rano dziś na "spacerze". Musze jutro zapytać o dietę, bo Malutka ma teraz praktycznie 20 minut dziennie ruchu i to tylko kolo domu. Przed chwilą się wkurzyłam maksymalnie - zadzwoniłam do weta w Olsztynie (tu gdzie mieszkam) i chciałam umówić wizytę domową, trzeba jutro Delmie podać zastrzyki, które dostałam. Jak się dowiedział, że pies był u innego weta (najlepszego w Częstochowie od kości i stawów) i ma przyjechać tylko podać domięśniowo leki, odpowiedział: "mało prawdopodobne, że znajdę czas, niech pani szuka kogoś innego" .....facet mieszka 2 ulice ode mnie..:angryy: , Olsztyn to malenkie miasteczko. Jutro więc jadę do Częstochowy do naszego weta na zastrzyk (nasz wet tylko stwierdził "nie skomentuję postawy tego "Pana Doktora...."). Szkoda tylko, ze muszę Delmuchę targać...
  7. Dzieki Brazowa za dobre słowo - ja caly czas jestem w szoku, ze to sie stalo na podworku, miejsce wydawalo sie bezpieczne; juz wiem jak to moglo wygladac: kolo byłej stajenki mam ułożone drewno na ognisko, kot pewnie tamtędy uciekał do sadu za płotem a Delmucha za nim po tych drwach. tak to musialo wygladac... inaczej tego nie widze i wściekła jestem, że taka głupia sprawa przyczynila sie do tej tragedii. Delmuchy pilnuje na zmiane z mężem - szczególnie jak znikam z zasięgu wzroku trzeba przy niej siedzieć, bo chce wedrować za mna... strasznie ją kocham, nie wiedzialam ze az tak bardzo... dziś rozmawiałam z moją kochaną Kasią (wolontariuszką) - ona mi pomaga przy psach i kotach.... ona dziś trzymała Delmusie, kiedy łapka była nastawiana a mała tak strasznie płakała.. ja nie mogłam, uciekłam z gabinetu.. i tak się zastanawiałam...wiedziałam że biore starszego psiaka i mam świadomość, że tych darowanych lat przed nami razem nie jest wiele i mogą być choroby, jakieś dolegliwości.. ale dzis kiedy mialam podjac decyzje, czy ryzykujemy narkoze, która może na zawsze odebrać mi to ukochane psie.... pomyślałam, że nie nadaję się do tego, nie powinnam brać psa, który może niedługo odejść bo ma swoje lata i pomyslalam też jakie to egoistyczne - tylko dlatego nie dawać szansy starszym psiakom, bo narażamy siebie na cierpienie rozstania.. Przepraszam, ze pisze w tym tonie - ale dziś mialam chwile w gabinecie u weta, ktore dla mnie byly otarciem sie o smierc Delmuchy...przez glupia gonitwe za jakims kotem... Maleńką wynosze na sioo, kupala jeszcze nie robila najwyżej zrobi w domu w nocy... apetyt dopisuje - dostaje tylko samo mięsko z ręki, bo cięzko jej z miski teraz wyjadać i wypluć ryż ;) Sama chce chodzić, ale mam pilnować żeby jak najmniej chodziła. to tyle na dziś.. ....i musiałam sie wygadać...sorry
  8. Rozpacz - Delma zwichnęła staw biodrowy, nie moglismy jej podac narkozy bo serce niewydolne, miała nastawiany tylko po głupim jasiu. niewyobrażalnie się nacierpiała - teraz lezy w koszyczku obok mnie - mam pilnowac zeby nie chodzila, po schodach absolutny zakaz. Nie wiem jak to sie stało, rozpacz mnie ogarnia że nie zapobiegłam katasrofie - tylko jak? nie wiem.. serce pęka z żalu - i ta wiadomość o serduszku..żeby tylko ten staw nie wyskoczył znowu, potwornie sie boję, proszę trzymajcie za maleńką kciuki -------- Malutka już całkiem wybudzona, wygramoliła się z koszyczka a ja mam te przeklęte panele, na których się psie łapki rozjeżdząją; capnełam na ręce i na trawkę do ogródka - zrobiła 3 razy sioo, pojadła trawy, na łapkę stawała więc nie boli już. Po "spacerze" capnełam na ręęce i wpakowałam do koszyczka. Delmucha zawsze chodzi za mną krok w krok, więc zrobiłam patent: koszyczek na kocyk i z kocykiem sobie jeździmy po domu - Delma nie protestuje - moje słoneczko kochane. Od jutra ma tez dostawac na serducho Vetmedin (?) nie wiem czy dobrze odczytalam z kartki od weta. To tyle - bede Was informowac co dalej z naszą psinką kochaną
  9. Dziś był w odwiedzinach przyszły DOMEK - wspaniali ludzie z sunią zabraną we wrześniu ze schroniska. Mam nadzieję, że się uda - w niedzielę mamy iść na wspólny spacer. Sonia i Jerry świetnie się dogadali na moim podwórku - oba psiaki mają chyba ADHD :-) Trzymajcie kciuki bo potencjalny domek wygląda super!!!
  10. jakieś fatum na nas spadło... przyjechała dziś rodzinka chętna na adopcję Jerrego - wypuściłam Delmuchę na podwórko, zanim przyjechali; znowu pogoniła takiego czarnego kota, który się u nas stołuje na podwórku - zawsze go goni... po paru sekundach usłyszałam straszne skomlenie i zobaczyłam Delmę z podkuloną łapką. Strasznie płakała - nie wiem co się stało!!!!nic w łapuche sie nie wbiło, nie wiem co jest?? W domu cała się trzesła i płakała - po tel do weta podalam jej peralgine - jest spokojniesza ale na łape nie staje. Nie wiem co sie stalo - zniknela na ogrodzonym podworku, za domem doslownie na chwile. Jutro pewnie musze przeswietlenie zrobic... czy zly los moglby odpuscic troche?
  11. podniose - mam okropny koci wir - Jerry zaniedbywany
  12. Dziś Jerry niestety prawie cały dzień w więzieniu (tak nazywam kojec) - ale miałam niespodziewaną akcje łapania 2 kotek na sterylki aborcyjne w Czestochowie, jedna jest u mnie jako 8 kot ...cholera..:shake: Proszę pomóżcie znaleźć domek Jerremu....
  13. Dziś Jerry nauczył się nowej rzeczy.........od okolicznych wioskowych kundli... Kiedy odzywa się sygnał Ochotniczej Straży Pożarnej - wszystkie wyją; do chórków dołączył dziś po raz pierwszy Jerry :diabloti: Słuchajcie ten pies potrzebuje DOMU....i to szybko! Proszę zaglądajcie na nasz wątek czasem - może ktoś Jerrego wypatrzy..(ja dzięki dogomanii mam Delmuche z Sopotu, więc wiem co mówię :lol: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29016[/URL] )
  14. to jeszcze podniosę szczeniora :loveu: Dziś próbował mnie rozebrać z bluzy - schowałam w kieszeni naleśnika (do nagradzania za dobre poczynania).... wyniuchał i wszelkimi sposobami starał się do niego dostać:diabloti:. Polecam Jerrego - kupe radości i szczęścia w sporym psiaku! Mógłby pilnować posesji - przez płot robi wrażenie groźniego (w rzeczywistości z każdym chce się bawić)
  15. hehe .....jak tylko dostane akcesoria, to najpierw sama musze sie przeszkolić ;) A Jerry od dziś ma nową fascynację.............TRAKTOR (ciągnik?) na polu :crazyeye:. Pokochał dzis rano i prowadził wnikliwe obserwacje rolnych robót - dowołać się go nie mogłam. W południowy spacer poleciał tam, mimo że traktora już nie było - i za cholere nie chciał wrócić .."a może znowu się to cudeńko pojawi?":diabloti: No głupek kochany!
  16. ufff...już dziś jest dobrze :lol:, ale się wystraszyłam ..
  17. Nio Florida - w drodze jest; i najpierw książka z płytą instruktarzową do poczytania. Chcę podejść do sprawy "fachowo" :diabloti:
  18. Jesteśmy po wizycie u weta - malutka miała ponad 40 stopni :-(. Dostała przeciwgorączkowe i przeciwbakteryjne - za pare godzin powinna się poczuć lepiej. Wymioty ustały a biegunki w ogóle nie miała - nie wiem czym się tak struła :shake:. Przy okazji uszka dogłębnie sprawdzone - jest OK, wagę cały czas trzyma: 14 kg. Teraz śpi, nie wierci się nie stęka tak jak wcześniej, więc na pewno poczuła ulgę. Mam nadzieję, że szybciutko sie jej poprawi..
  19. Dzieki za porady - na forum klikerów sie pojawie jak dostane ksiazke i płyte i czegokolwiek sie sama dowiem; póki co czytam w necie. Jutro jade z naszym słoneczkiem do weta - od rana wymioty, osowiała... w koszyczku stekała i nie mogła sobie znaleźć miejsca. Po tel. konsultacji z wetem dałam jej nospe - jest spokojniejsza, ale cały czas strasznie smutna. Jezeli do rana sie nie zmieni to na 8 rano jedziemy do weta
  20. nikto do nas nie zagląda - więc podniosę ...
  21. 3 miesiące już minęły odkąd Jerry trafił do mnie - bardzo źle dla psiaka, bo widać że się przywiązał do mnie.. Za radą Brazowej i Floridy - zamierzam potrenować z Jerrym. Już zakupiłam klikera i książkę instruktarzową - czekam aż przesyłka dojdzie i zaczynamy! Po prostu szkoda tego czasu kiedy pies jest u mnie - a jest wyjątkowo pojętny i inteligentny :loveu: Dziś na porannym spacerze towarzyszył nam wioskowy młody kundelek (nie wiem jaki ma dokładnie status bo tylko na ulicy go widuję od ponad roku). Szaleństwom i wygłupom nie było końca - żaluję, że nie miałam aparatu: po skończonej gonitwie oba przybiegły do nogi, padły i zaczęły sobie dawać buziaki :crazyeye:. Jerry jest cuuuudny! Naprawdę trudno uwierzyć, że taki super pies tak długo szuka domu..
  22. Brazowa wyslalam Ci PW - prosze o poradę :-)
×
×
  • Create New...