-
Posts
1229 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by swan
-
o, ja tak sobie myślę ,że niedługo jakieś zoo tutaj otworzę na polu przy naszym domu już spotkałam: - lisy - zające - króliki - sarny - jelenie - dziki - borsuki - bażanty - kuropatwy - zaskrońce - inne gady i płazy niezliczone - łabędzie - bociany - czaple - żurawie - kaczki krzyżówki - lelki - słowiki , zięby, sikory, trznadle, drozdy, dzięcioły i inne latające a dzisiaj i wczoraj był u nas ..... bucefał proszę oto fotka , moje nie wyszły, robiłam teleobiektywem z daleka i wyszły wszystkie poruszone :oops: [img]http://images28.fotosik.pl/196/51217a90ec8a8340med.jpg[/img]
-
widziałam takie coś w filmie przyrodniczym, mama chyba rosomakowa zostawiła małego i poszła w teren, pod jej nieobecność coś mu się stało i jak wróciła był mocno pokiereszowany i ledwo dychał jego mama podeszła, obwąchała i zagryzła, eutanazja, straszne to ale i miłosiernie jednocześnie nie wiem na jakiej podstawie oceniła, że już trzeba skrócić męczarnie Tłumaczę chyba to co się u Ciebie Angeliko stało, ale [B]nie[/B] uważam,żeby kocia mama w tym przypadku miała szansę mieć rację. [B]Kocia mama nie wie co to narkoza. Nie zna przecież jej działania. [/B] To znaczy, z w miarę mojej wiedzy telewizyjnej tłumaczę....:oops:
-
oj, to dla Korala i Agi odpada, Koral jak ustawia Agę od czasu do czasu to ją trochę po grzywie podszczypuje, a do tego on jest taki , co wszystko pogryzie co znajdzie, mogłoby być nieciekawie, z tymi domowymi już prościej, ale też nie z Lusią.... pogadam z weterynarzem w Poznaniu, może mi coś wymyśli, tutaj nie za bardzo potrafili pomóc...
-
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
póki co jest cała sztywna, już nawet nie próbuje machać zębami, mogę ją podnieść , posadzić sobie na kolana, ale jak tylko jej pozwolę i ma wyjście , to z kolan schodzi natomiast jest już częścią stada, widzę jak się wita rano na pierwszym spacerze z czarnulami, jak za nimi biega, jak się łasi, jak zaczepia do zabawy, jak patrzy co one tam mają ciekawego itd już nie jest smutasem, już ma rodzinkę :loveu: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Lusia czuje się w kałuży jak ryba w wodzie [img]http://images31.fotosik.pl/216/58ee39a925e39c6amed.jpg[/img] i proszę jak się uśmiecha [img]http://images32.fotosik.pl/216/7d06766c3a2c5778med.jpg[/img] a to jest uśmiech numer osiemnaście :loveu: [img]http://images31.fotosik.pl/216/fc8841b20cc6c9d7med.jpg[/img] -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
dzisiaj obejrzałam Luśkę i znalazłam na niej i zdjęłam z niej ok 30 kleszczy:mad: tak się kończą wypady do lasu :diabloti: no ale , co ciekawe, mogę Luśkę obmacać dokładnie w dowolny sposób, zeby znaleźć na niej te paskudztwa, ułożyć pozycję głowy dowolnie i tak tą głowę trzyma, wykręciłam jej te wszystkie kleszcze pensetą , ani nie mruknęła, ani się nie wierciła, normalnie anioł jakiś :angel: poza tym dzisiaj Lusia siedziała z nami cały dzień w domku i w ogrodzie, pilnie podglądała, na czym polega pielenie, mrużyła oczy w słońcu , leżała na trawniczku i majestatycznie merdała ogonem, normalnie słodycz nie mogę się na nią napatrzyć, że tak się ogromnie zmieniła przez ostatnich kilka miesięcy, podchodzi po pieszczotę, na razie tak nieśmiało, trąca mnie lekko noskiem koło kolana, jak stoję z nią na spacerze i za długo się z sąsiadem zagadam aha, ktoś tam wspominał o jej podobieństwie do border collie no to zachowania ma takie same, tego dnia co uciekła, była ze mną i czarnulami w szkółce i miała zabawę w zaganianie, obiegała nas naokoło, po czym przypadała do ziemi, czekała aż ją miniemy i znowu nas obiegała w kółko a jaką miała z tego radość, normalnie jej uszami tryskała :loveu: mam na telefonie kilka zdjęć jej rozradowanego pychola, zaraz wkleję, nie będą rewelacyjnej jakości, bo to telefon, ale zawsze coś -
właśnie obejrzałam Luśkę, zdjęłam jej z głowy i szyi ok 30 kleszczy :crazyeye: na szczęście jeszcze małych itd no i nie słyszałam u nas o babeszjozie ani o wirusówkach przenoszonych przez kleszcze, ale zaraz jej zaaplikuję frontline od razu obejrzałam Werę - nie ma ani jednego kleszcza, a ma włos dużo krótszy niż Luśka :crazyeye: no i teraz pytanie do Was, do tej pory na kleszcze używałam Frontline, uważam za bardzo skuteczny, próbowałam inne tańsze np Fiprex, ale dużo był mniej skuteczny, moje psy chodzą non stop po łąkach i krzakach, taki mają teren, koty są wychodzące i też non stop wędrują w trawach wysyp kleszczy u nas zwykle jest spory, bo ciepło u nas na zachodzie No ale zakupiłam Frontline na moje 120 kg psów i trzy koty i zapłaciłam ponad 200 zł :crazyeye::grab: a na kleszcze on działa tylko przez miesiąc :shake: muszę zmienić środek albo pójdę z torbami, ktoś z Was też ma taki zakleszczony teren i ma coś sprawdzonego a co wyjdzie taniej? PaulinaT, Ty jakieś obroże stosujesz prawda? Też tanie nie były, ale działały chyba przez cały sezon? W sumie wyszłoby pewnie taniej.... :help1:
-
podjęliśmy z tz ostateczną decyzję o odgrodzeniu się od lasu, chcieliśmy nei zamykać dla zwierzyny przejścia doliną, ale niestety nawet to zamkniemy łażąc po lesie trafiłam na wiele bajorek i strumieni, więc nasz strumyk i stawek odcięty, to nie będzie wielka strata dla saren, jeleni i dzików a te zwierzęta i tak ryją nasze pole golfowe, zjadają krzewy w szkółce, wykopują dopiero co posadzone sadzonki naokoło naszego pola będą miały dojście lasem do kolejnych pól, po prostu nie będą przechodziły nam na widoku, mam nadzieję, że to wystarczy słupki i siatka już są, w tym tygodniu zaczynamy budowę ogrodzenia Nie wydaje mi się ,żeby Lusia miała teraz cieczkę, ale nie dam sobie za to głowy uciąć, więc trzeba będzie wpakować ją w kontenerek i zawieźć do weterynarza na oględziny i umówić na najbliższy możliwy termin na sterylkę, nie mam co dłużej czekać, wolę dmuchać na zimne a póki co przez najbliższy czas Lusi nie spuszczam ze smyczy poza ogrodzonym ogrodem lub szkółką, na wypadek, gdyby taka wyprawa się jej spodobała i miała ochotę spróbować ponownie
-
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
[URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9932424#post9932424[/URL] powyżej link do ostatniej przygody Luśki :cool3: -
No , minęło parę dni to mogę sobie ze spokojem bez rzucania inwektywami napisać spokojnie co się działo w piątek. Wydawało się, że znam moje stado i wiem czego się po którym spodziewać. Zdecydowałam się Lusię puszczać na spacerki bez smyczy , jak zobaczyłam, że pilnuje się czarnul bardzo i nawet jak odejdzie nawet na 100 metrów za Werą, to przywołana, przybiegnie za nią galopem i z uśmiechem na mordzie. Poza tym wiem, że Darma, nie bez przyczyny nazywana moim cieniem , nigdy nie ucieknie, zawsze przyjdzie na przywołanie i da się nawet odwołać od gonienia zająca, albo bażanta, którego czasem nam się zdarza na spacerach nawet rozdeptać. Z kolei Wera jest bardziej indywidualny osiołek i nie zawsze przyjdzie na zawołanie, snuje się po naszym polu, nie wbiega do lasu. Chodzi i wącha i wygląda jakby się pasła na łące i może tak nawet parę godzin. Jeśli nawet trafi na zająca, królika albo sarnę, zaczyna gonić instynktownie, po czym po kilku sekundach odpuszcza , nawet mając jeszcze zwierza w polu widzenia. Uciekła raz, parę lat temu, w czasie cieczki, zniknęła na 12 godzin, sama wróciła przed zmrokiem , cała uchachana i oblepiona asfaltem:crazyeye: No ale wiadomo , że w czasie cieczki to każdy pies to nie ten sam pies. No i w takim to towarzystwie spacerowała sobie z nami w piątek Lusia, sama dosyć karna i dość chętnie reagująca na przywołanie. Padało, szaro, buro, wracałyśmy z krótkiego dosyś spaceru, już prawie pod domem Wera wyrwała nagle w stronę doliny, a Lusia galopem za nią. Darma też chciała, ale jako jedyna zareagowała na moją komendę. Wera głucha, jak to często już bywało, Lusia zignorowała mnie totalnie, zniknęły mi z oczu w dwie sekundy, nawet nie widziałam, za czym ani w którą stronę pobiegły w las. Krzyczałam i wołałam przez chwilę, pewna, że za chwilę Wera wróci jak zwykle, a Lusia za nią. Niestety nie, wołałam, chodziłam po polu myśląc, że wyszła na naszą łąkę w innym miejscu z lasu i sobie spaceruje swoim zwyczajem, a Lusia z nią. Po godzinie dalej żadnej nie było. Poszłam przebrać się w inne ciuchy, chwilę naładować komórkę, i poszłam w las szukać i wołać. Z małymi przerwami na doładowanie komórki w domu chodziłam po lesie z cztery godziny. U mnie teren nie jest płaski, więc wdrapywałam się na każdą górkę w lesie, żeby głos dalej niósł i żebym ja dalej widziała, krzyczałam , schodziłam na dół, wchodziłam na następną górkę i dalej to samo. Patrzyłam gdzie się dało,szukałam leżących nawet psów. Nasłuchiwałam ewentualnego skowytu albo pisku, bo brałam pod uwagę, że mogły się gdzieś złapać we wnyki. Strzałów żadnych nie słyszałam, chociaż tyle dobrego. Koło czwartej popołudniu, musiałam przerwać poszukiwania i pojechać na trochę do miasta. Wracając około szóstej wieczór miałam ogromną nadzieję zastać Werę pod furtką ogrodu, ale niestety nie. Przebrałam się znowu w wodoodporną odzież i poszłam do lasu szukać dalej i nawoływać. Już zmierzchało. TZ wsiadł w swój samochód i jeździł i wołał po polach i wioskach i wszędzie tam, gdzie się dało dojechać. Była już czarna noc, jak wyszłam z lasu bez psów, za to ze świadomością, że już więcej nie zdziałam, prędzej się sama w tym lesie zgubię. Wracając słyszałam jeszcze od strony najbliższej wsi, w której już byliśmy kilkakrotnie na poszukiwaniach, szczekanie takie jak Luśki. Postanowiłam jeszcze wsiąść w samochód i jeszcze tam podjechać. Wołałam , gwizdałam, nasłuchiwałam. Znalazłam we wsi psa, który szczeka prawie jak Luśka. Dochodziła 10 wieczorem, 11 godzin po zniknięciu psów. Dojeżdżałam do domu ze smutną świadomością, że z mojego doświadczenia wynika, że pies, który uciekł, albo wracał sam do domu przed zmrokiem, albo nie wracał nigdy. Zaparkowałam przed domem i kiedy wysiadałam z samochodu, z ogrodu wyszła Wera :crazyeye::evilbat::lmaa::evil::bigok::Dog_run::modla::2gunfire::sweetCyb::motz::laola: Lusi nie było. Wołałam jeszcze trochę pod domem, mając nadzieję, że Lusia kręci się gdzieś po podwórku albo od razu schowała się w swojej budzie albo zaszyła w jakimś kąciku stodoły, ale niestety nie. Szczerze mówiąc trochę mi ręce opadły, bo całą nadzieję pokładałam w tym,że Lusia nie odklei się od Wery, która to z kolei dobrze musi znać okolicę skoro kiedyś już nie wiadomo skąd trafiła do domu. No ale Wera jest cztery razy większa od Lusi i Lusia mogła nie dotrzymać jej kroku i zostać w tyle i zgubić się. Zastanawiałam się, jak szukać Luśki, która wprawdzie miała na sobie obrożę z adresówką,ale raczej nie liczyłam na to, żeby dała komuś do siebie podejść i dać przeczytać co na niej było napisane :shake: Już widziałam te setki ulotek rozsyłanych po domach, plakatów rozwieszanych po okolicach i kilometrów przejechanych na każdy telefon, że ktoś gdzieś tam pod tym albo tamtym lasem widział przedwczoraj podobnego pieska jak przebiegał :grab: Wzięłam Werę do domu, była tak zmęczona, że nie miała siły merdać ogonem..... usiadła na legowisku , spojrzała na mnie i nie miała siły utrzymać oczu otwartych..... Morda wyglądała tak, jak wtedy, kiedy po sterylce przestały działać środki przeciwbólowe i widać było, jak się męczy....... Zostawiłam Werę w domu, wzięłam jedzenie dla Agi i Korala i poszłam je nakarmić i wyprowadzić. Wzięłam je na krótkich smyczach tym razem, na wypadek, gdybyśmy jednak trafili na Luśkę, nie chciałam zacząć od bezpośedniego starcia, bo Aga z Lusią przynajmniej przez płot zbytnio za sobą nie przepadają..... Szłam z cielakami na smyczach, nie chciało mi się przepinać halti, więc wyszarpały mnie niemiłosiernie. Wołałam Luśkę nieustannie ale już raczej z poczucia obowiązku niż z nadzieją. Odprowadziłam Agę i Korala do kojca i poszłam do domu, Lusi niet. Pół godziny później, kiedy po raz kolejny przechodziłam obok okna na taras, zobaczyłam w świetle lampy z czujką ruchu ....Lusię pod płotem ogrodu..... Niespecjalnie się spieszyła na wołanie, delikatnie merdała ogonem, ale nie podchodziła. Była spłoszona i nieswoja. Ale po chwili podeszła pod drzwi do domu. Nie chciała podejść do ręki, ale jak tylko uchyliłam drzwi, galopem wpadła do domu. Wzięłam ją na smycz, nakarmiłam, ale nie chciała zjeść wszystkiego, zaprowadziłam do kojca, natychmiast ignorując resztkę jedzenia, wskoczyła do budy i poszła spać. Udało mi się ją jeszcze "obmacać" ale poza rzepem na ogonie i błotem na podwoziu, niczego nie znalazłam. Było 12 godzin od momentu ucieczki. Jak ona sama trafiła do domu, to będzie zawsze dla mnie wielka zagadka. Okazała się być bardzo sprytnym pieskiem, do tego pieskiem naszym, który ma dom, do którego wróciła sama. A ja będę się jeszcze długo zastanawiać, gdzie te baby były tak długo i jakie miały przygody po drodze......
-
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
a nie wiem, po zrestartowaniu komputera dalej miało to samo musiałam zrobić przywrócenie systemu sprzed kilku godzin i było ok, ale jak ja to zrobiłam, to nie mam pojęcia , może to od wstrząsu :shake: -
Wika - pies który zmienił moje życie! + reszta Psiarni + inne stwory
swan replied to Marta i Wika's topic in Foto Blogi
ja protestuję nie "hysałam" i nie stroszyłam się :obrazic:;) -
Wika - pies który zmienił moje życie! + reszta Psiarni + inne stwory
swan replied to Marta i Wika's topic in Foto Blogi
jaki tak kicz, piękne łabędzie :loveu: (swan się odezwał :evil_lol:) -
[quote name='samoglow']A i tak stolica wszystkiego jest KRAKOW! :loveu:[/quote] a Ty co Samoglow :crazyeye: nie patriotka lokalna ????:crazyeye:
-
„Stolicą województwa lubuskiego jest Gorzów Wielkopolski, w którym znajduje się siedziba Wojewody Lubuskiego. Siedzibą samorządu – sejmiku i zarządu województwa – jest miasto Zielona Góra”. Dwustoliczność w województwie lubuskim to dziwaczny twór," itd to jednak Gorzów Wlkp.:cool3:
-
[quote name='czarok']No, no :cool3: :nono:....Stolicą Lubuskiego jest Zielona Góra :eviltong: :p. PS. poczytuję sobie od "zawsze" Luśkę i teraz czarne stado i nie mogłam się oprzeć ( to się nazywa lokalny patriotyzm :p ). Nawiasem mówiąc, zawsze mnie śmieszą te wojenki gorzowsko-zielonogórskie :evil_lol:[/quote] to ja już nic nie rozumiem :shake: na wikipedii Gorzów Wlkp jest opisany jako jedna z dwóch stolic województwa lubuskiego taka ze mnie patriotka, że musiałam sprawdzić, bo jak padło pytanie, to zwątpiłam bo ja przesiedleniec jestem :roll: ja tutaj mieszkam od kilku lat, ale i tak jestem Poznanianką :loveu::eviltong:
-
a to raczej ta zazdrość, Darma robi Werze to samo pani Zofia mi wytłumaczyła jak pies aportuje z opiekunem, to pies pracuje z opiekunem, to znaczy współpracuje z opiekunem, to znaczy jest wyżej w hierarchi i trzeba go zdusić :evil_lol: bo mam uważać z Lusią, jak będziemy ćwiczyć aportowanie, żeby sama była, bez czarnul :p
-
no właśnie, te stare najlepsze, ale jak kupowałam każdą kolejną to już takie... trochę podobne do siebie ja teraz Stephena Kinga czytam nigdy nie obejrzę Lśnienia, ale przeczytałam książkę, i raz w życiu mi się zdarzyło, że bałam się książkę czytać wieczorem, kończyłam ją w pełnym blasku słońca, piękne popołudnie, a jak skończyłam to się zorientowałam, że siedzę nad książką, głowę mam schowaną w rękach, no i kiwam się jak jaka "choroba sieroca" :oops: niesamowicie facet pisze:loveu: