-
Posts
268 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by tuxman
-
Tak Bobki są uparte - ale nie w takim sensie - że nie da się ich do czegoś nakłonić bądź zmusić. Ich upór to próba zrobienia swojego mimo 1000-cznego zwrócenia uwagi. One wiedzą, że po wychowaniu powinny zrobić to lub to lub tamto. I robią to - o ile jest podyktowane ich interesem, lub nad nimi stoisz (jako Alfa). W przeciwnym przypadku powracają jak kałuża do stanu sprzed wrzucenia kamyka. Są cholernie inteligentne. Możesz się dreć z odległosći 1-go metra i kazać coś Bobowi zrobić - jeśli jest to dla niego STRAASZNIE niewygodne - to się bezie do ostatniego kroku ociągał, kombinował że nic nie słyszy - w końcu usłucha. Ale sprróbujcie tylko odkręcić 3 pomieszczenia dalej słoik z przysmakami (charakterystyczny ledwo słyszalny odgłos) - Bobki już są przy was! Natychmiast - słuch doskonały! Dają się wychować - ale tak jak ktoś powiedział anii - trzeba im WIECZNIE przypominać to czego się nauczyły... Inaczej - kałuża... :razz:
-
No cóż, to znowu ja (jak będziecie miały dość - to powiedzcie...). Bobtaile i Ja i Rodzinka? No to by można było książkę napisać... Po pierwsze - psy o niezwykle łagodnym usposobieniu, ale jak ktoś naprawdę chcący wlezie im na odcisk - to rozmowa jest krótka. Np. nad Bertem kiedyś "pastwiła" się moja niewyżyta córeczka. Oczywiście po kryjomu... Ciagnęła go za sierść, za ogon, właziła na niego. Facet znosił to wszystko w milczeniu (2,5 letni samiec!!), później zaczął przed nią uciekać po mieszkaniu - ale Jula łaziła wciąż za nim (oczywiście była ostrzegana i przez mnie i prez Dorotę). Coś w małą po prostu "wlazło". I wiecie co w końcu Bert zrobił, jak już przegięła? Tak szybkiej akcji nie widziałem. Uderzył ją zębami (z zamkniętą szczęką - to taki psi boks pt. uwaząj! mam dość!) we włosy na głowie, po czym zwiał (oczywiście przede mną). Na małą to podziałało jak zderzenie ze ścianą. Oczywiście fontanna łez, cierpliwe tłumaczenie ze strony Doroty (może mniej cierpliwe z mojej strony). Efekt jest taki, że Juliszon pozbył się zapędów do wyżywania emocji na psach... (Zadziałało tak jak znany przykład z żelazkiem - Nie dotykaj bo się poparzysz! a dziecko i tak dotyka, oczywiście się parzy i dopiero zaczyna wierzyć rodzicom - oczywiście tylko do następnego razu...). Może później jeszcze coś dorzucę...
-
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
MagYa^^ - wiesz, też już trochę nasd tym myślalem... tylko wychodzę z zalożenia, że każdy czlowiek ma swoje miejsce w życiu... Ja nie nadaję się na tego typu "mediatora/pośrednika", chociażby z tej prostej przyczyny, że genetycznie mam wrodzony brak zaufania do Niemców... I to raczej sie nie zmieni (nie poprawię natury - Bogiem nie jestem...:diabloti: ). Ja wiem doskonale, że w Niemczech - kraju w którym mieszka blisko 80 milionów ludzi, również można odnaleźć osobniki szlachetne. Ludzi chętnych pomagać, zajmować się... tylko, że ja do tej pory trafilem na takich - no może... 5-ciu... Ale też pomagam - co prawda w sposób bardziej pośredni - bo zarabiając pieniądze, które później i tak idą na zwierzaki - a to wydaje mi sie równie ważne, jak lączenie par pies/czlowiek... Pozdrawiam -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No a potem, po Staropolsku, chlebem i solą: "Witamy jegomościa Maza w skromnych progach!" Będzie super! -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Myślę, że śmialo - weźcie innego kolegę/koleżankę czterolapnego. Mazak już nie blokuje miejsca. tylko musi dojechać (we wtorek) do Niemiec. To jakieś tylko 850 km od Krakowa... Ale Dorota dzielna jest i da radę. Jak z Polski wyjedzie - to już (od Czech licząc) - dwupasmówy są a potem autostradulki - także poleci... ;) -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wszystko będzie - pomalutku - nie od razu zbudowano miasto z którego znaczna część was pochodzi :cool3: Jeszcze koleś będzie brykać, że aż ha! Nauczy się jeszcze wielu nowych rzeczy - i jak to przepięknie AgaG ujęla wierszem - urośnie mu przestrzeń życia w oczach... Sobie na spacerki konikami w teren chodzić będziemy - będzie się musial nauczyć, że koń to takie duże coś, przez co czasami się nie ma bezpośredniego dostępu do Pańcia, a i pod nogami to sie za bardzo szwędać nie można (Bertek już raz polecia jak z procy - to mu akurat Haneczka zrobila pod Dorotą, tak delikatnie oczywiście i pod tutulem "Idź że wreszcie z drogi bo chcę szybciej" - Lysemu nic się nie stalo - ale respektu nabral od strzalu i teraz biegnie ale co najwyżej obok, lub za...). Będzie mial swój milusi i przyjemny Kojec, regularnie pelną michę z "zalewajkami", opiekę Weta na poziomie... No i nas przede wszystkim... Aaaaa - wiecie czy on lubi wodę? -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
na to wychodzi... No więc Mazak znalazl dom. U nas. W poniedzialek Dorotka będzie go zabierać ze schroniska - bardzo bym prosil na PM-ke namiary (adres i ew. jak tam od stony Bieslka-Bialej dojechac). Chociaz adres wystarczy, a juz sobie mapke wyznacze i podesle Dorocie. AgaG - umówicie się telefonicznie co i o któej w Poniedzialek? Będziesz mieć czas? CHodziloby o to, żeby D. zdązyla wpaść z Mazakiem do naszego weterynarza Wojtka w Bielsku... Bo Paszport musi chlopak dostać, szczepienia (wszystkie) itd. etc. Ale - OBYWATELSTWA - to on nie zmieni! Ja też nie zmienilem obywatelstwa, już od kilku ladnych lat jestem "Polska V-tą kolumną" w Szkoplandii. Teraz dolączy do nas, mój osobisty kumpel. Będzie szczekal jak najbardziej po Polsku! :lol: -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
kiwi -też raczej dobrze ci idzie ze zrozumieniem :evil_lol: więc może nie zaciemniaj obrazu sprawy... No więc było to taaak: "Pewnego pochmurnego dnia, w trakcie którego szpik w kościach protestował pod wpływem zbyt niskiej temperatury a szpiedzy potwierdzali pogłoski o rzekomym wymyśleniu nowej broni atmosferycznej w Rosji RusMroz-u, Mazak otworzył swoje śliczne brązowe oczy i jak codzień wbił je bez żadnej nadzieji w ocynkowane kawałki drutu zachodzące na siebie w miarę równych odstępach. Mróz jakiego dawno już nie było spowalniał wszystko. Suczki obok tuliły się do siebie, starając pozostać w bezruchu - a on Maz musiał dzielnie jak na faceta w sile wieku, znosić zimno w pjedynkę. Miał tej próby dzielności powyżej czubka swoich czarnych uszu, kiedy usłyszał zgiełk nieopodal... Do klatki zbliżało się troje ludzi. Króciutki. niezauważalny ruch nosem - "acha! dziewczyny z "kustoszem" - to napewno nie do mnie... Taaak - ta jedna to jakaś nowa. Nigdy jej tutaj przedtem nie czułem. Pewnie po jednego z tych, co sie znęcali nade mną... Sprawiedliwość". Ciuchutko i powoli sapnął starając się wydalić jak najmnięjszość ilość ciepła z organizmu. Ludzi zatrzymali się jednak przed jego boksem w blokhauzie C-1, a "kustosz" zaczął manipulować dookoła zardzewiałego skobla. - No i widzi Pani... On tutaj już taki biedny leży, a raz to mu nawet tutaj tacy ludzie - co od Pani Agnieszki przyszli - nadzieje dawali... A nie ma nic gorszego niż dać i zarbać.. wie Pani... - usłyszał Maz i leciutko uniósł głowę. "No to po którąś z suczek? W sumie - tutaj jestem im chyba bardziej potrzebny... Przecież ktos musi tych małych bronić, a kto jak nie ja?" - ale tak do końca to sam w to nie wierzył... Znowu zaczęła mu się rodzić w zakamarkach nadzieja, na którą za chwile był już gotów się wściekać - bo tyle razy to czuł i tyle razy później miał kaca, jakiego nie życzył nigdy nikomu... Nawet ludziom... " Pozdrawiam... A reszta za parę chwil... -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No na 100% NIC go już więcej gryźć nie będzie (:angryy: :evil: ) - chyba że zechce posmakować mojego uzębienia albo innego sprzętu (patrz Avatar). Pozdrawiam -
[quote name='Dzulka']21 kwietnia 2003 roku urodził się jeden zdrowy i mocny piesek. Niestety jego matka Berta nie przeżyła porodu i odeszła od nas. Dlatego malucha na pamiątkę jego mamy nazwaliśmy Bert. Jego ojcem jest I.CH. ZATOPEK Aus dem Elbe Urstromtal. Chętnie porozmawiamy o bobtailach i odpowiemy na wszelkie pytania. Mały Bert ma już nowych właścicieli. Tuxman to o Waszym Bercie ??[/quote] A mowa o Karuskach? No przecież! Bertoliński herbu Zatopek spod Krakowa - ma się dobrze. Jest jednym z najszczęśliwszych przydupasów jakie chodzą po ziemi (mam takowąż nadzieję)! A historia tam byla naprawdę - straszna... Pamiętam - nawet chyba skrzyneczkę z Andrzejem i Anią obróciliśmy. Bert byl jeden. Skąd decyzja Ani żeby odsprzedać Berta nam? Ano... Mieliśmy naszego pierwszego Bobka. Znacznie wcześniej. Dorota przezwala go Misiorem i wniosa go w "posagu" do naszego malżeństwa. Misior okazal się bratem w/w Berty - matki Berta. Tak się jakoś zdarzylo... Rok 2003 byl jakiś dziwny. Wredny, nieprzyjemny... Misior "odszedl" wiecie przez który most, 3 dni później poźniej odeszla W PODOBNY SPOSÓB jak Misior Berta. Andrzej i wet Bertusia uratowali wtedy. Pozdrawiam
-
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dobrze rozumiesz tuxmana (choinka - pierwsza osoba zdaje się, która posiadla tę umiejętność! Muszę jakieś Dyplomy wymyślić... Pomyślimy...:diabloti: ) Mam nadzieję, że mój żonek Dorota, przez lykend dogada się z Agnieszką i spotkają się w Poniedzialek w celu wiadomym. Życzcie powodzenia... Pozdrawiam -
Wiesz, jakoś na dzień dzisiejszy - to nie za bardzo. A to z tej prostej przyczyny, że mieszkamy w szkoplandii. :-( Ale mamy plany co do powrotu do swojego domku w Polsce (już za chwileczkę, już za momencik...) - i Dorota odgraża się, że zacznie na Łysego chuhać i dmuchać i będzie go brala na wystawy - także nic straconego. Chodzi o to, że w szkoplandii, jeśli chodzi o Bobki, to jakiś kretyn wymyśli, że SĄ ZA DUŻE - i w tej chwili wygrywają mniejsze niż nasz bobki + panuje tendencja ich "miniaturyzacji". Ja nie wiem co ci ludzie mają pod sufitami, w każdym razie jak dla mnie to leczenie jakichś kompleksów. Kiedyś przecież Bobkom kopiowali ogony (stąd bob-tail), na szczęście ktoś się opamiętal. Po drugie, jeszcze nie widzialem żeby w Niemczech wygral pies z Polski. Ponadto, jeśli chodzi o wystawowego Bobka - to on musi miec dlugie wlosiska (taki standard) - a przy dlugim wlosie to one się strasznie męczą. Bardziej nam chodzi o ich samopoczucie, niż medale więc są strzyżone 2 razy w roku - i jakoś żyją (w lecie mają w miarę spoko, natomiast na zimę to już zarastają). Jeśli chodzi o dlugość futra, to np. w lecie różnicę w samopoczuciu slychać bardzo wyraźnie. Dawniej lysy zial jak rozpędzona lokomotywa nawet w domu, gdzie bylo maks 25 stopni - teraz sobie spokojnie oddycha. Pozdrawiam
-
moka1 - spok spoko. Ja też utkałem literówek w tekście do zdjęć, że aż włos się jeży... Ale, się mi nie chce poprawiać. Bo faktycznie mogły wynikać z szybkiej pisaniny i późnej pory - także spoko. A jakie są Bobki? WIELGACHNE i KOCHANE. Jedyne zagrożenie jakie stanowią dla otoczenia - to to że mogą zalizać na śmierć lub podjąć trud zaganiania do stada. Faktem jest, że kiedyś sobie spacerowaliśmy po olbrzymiej łące i na jej końcu pasła się krowa. To był pierwszy raz, kiedy Bert mnie nie posłuchał (instynkt wziął górę) i puścił się w długą. No i facet jak już dobiegł do krowy to zaczął dookoła niej krążyć i "zaganiać". Autentycznie, biedna krowa na łańcuchu, zero zrozumienia o co chodzi temu kudłatemu. A facet, bez jednego szczeknięcia, robi kółka dookoła krówska i w naszym kierunku ją pcha. Łańcuch ją zatrzymał no i znaleźliśmy się na tyle blisko, że już mogłem odwołać dzwońca. Śmialiśmy się z niego, że mógłby być całkiem niezłym pasterzem. W końcu to pasterskie bestie. Co do ogniska i piwa - spoko, coś się kiedyś urodzi tak sądzę. Pozdrawiam
-
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No to dobra. Myślę, że Mazaka można by powolutku przenosić do tych kudłatych co już znalazły dom... Ten artystyczny, pełen dramaturgi, pobudzający wyobraźnię tekst literacki Agnieszki, chwycił za serducho i mocno trzyma. Tekst - arcydzieło Agi, Mazak arcydzieło natury. No jak tak będziemy rekomendować psiury - to schroniska szybko się opróżnią (czego im właśnie życzę...). OK. Żoneczka jedzie dziś na zjazd skokowy do Polski. Bierze auto (ze specjalnie dużym i pojemnym bagażnikiem). W poniedziałek będzie w okolicach Krakowa - twój telefon Aga ma. Myślę, że zadzwoni do ciebie wcześniej i sie dogada co i jak. Pozdrawiam -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jagienka - no aż się spłoniłem jak nieprzymierzając... tego no. Wcale taki mądry nie jestem (co mi już kilka Pań udowadniało na ty forum m.in.):lol: ... Natomiast co do moich - to nie ma obawy. Tworzymy stado i rozmawiamy ze sobą. A korzystamy z zapomnianego języka psów, który nie przymierzając przybliżyła nam Pani Jan Fennell. W naszym stadzie - to raczej ja przyjmuję nowych;), a nie moje Bobki... Myślę, że kudłate kudłatego nie ruszy... Tylko co Mazaczek na to? Przecież nie byłby jedyny... tylko jednym z trzech - a to różnica? A, żeby gołosłownym nie być - polecam zajrzeć i pooglądać Bobasy: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=118&page=9 Pozdrawiam -
Zdjęcie nr 6: Tutaj znowu Sunka - która się śmieje (z lekką pomocą Doroty) - to też w 2 miesiące po odratowaniu. Pies przez przeszło pół roku się nie uśmiechał. Teraz Sunki byście nie poznały... [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-sunka-sie-smieje.jpg[/IMG] Zdjęcie nr 7: Ewidentnie rozochocony "szczeniaczek" bawiący się u stóp Panci. Obok siedzi nasza najważniejsza 6-cio letni apociecha. [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-malenstwo.jpg[/IMG] Zdjęcie ostatnie: Obróbka skrawaniem. Kto nigdy tokarki i jej pokręteł w ręku nie trzymał - ten nie ma pojęcia o czym mówię. Tym razem w roli tolkarza - Bertuś. Materiał - kapeć Pani. [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-bert-zre-kapcia.jpg[/IMG] Jak tu nie kochać bobów? Są naszą rodziną. Czasami się nabijamy sami z siebie - bo urlopy zamiast na "Kanarach" spędzamy z Bobkami i końmi w okolicach.... stajni :diabloti: . Pozdrawiam
-
A jednak! No to żebyście nie czekały dłużej - wstawie kilka zdjęć bobów :lol: : Zdjęcie1: 2,5-letni szczeniaczek... Co koleś wyprawia to historia... Tego łysola hodowaliśmy z Dorota od szczeniaka... qurcze jak znajdę zdjęcia z Hodowli pod Krakowem - to wrzuce - był jedynym szczeniakiem z miotu, Berta - jego mama - zmarła podczas - a szczeniaka odratowano (Andrzej odratował) przez masaż serca. Czuecie? Historia zresztą jest dłuższa... Oj dłuższa - ale to jak kiedyś przy piwie i jakimś ognisku sobie siądziemy... [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-bert-se-lezy.jpg[/IMG] Zdjęcie nr 2: Druga bohaterka - sierotka Marysią zwana - bobica zabrana z... uwaga!... niemieckiej hodowli! Pies, który przez półtora roku żył w piwnicy po pachy w gnoju i własnych sikach, razem z resztą swojego stada (12 bobtaili). Horror - ale to też historia na pogaduchy przy piwie. Kiedyś nie można się było do niej zbliżyć, żeby nie spaskudziła podłoża - to zdjęcie zrobiliśmy około 2 miesięcy po zabraniu jej z tej "hodowli". [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-sunka-kojec.jpg[/IMG] Zdjęcie nr 3: Bobki na śniegu. Charakterystyczna bawra bobków + za dużo niebieskiego przy pomiarze bieli (śnieg) w aparacie - mogą dać efekty "znikających" psów na śniegu. Tutaj na szczęście dobrze je widać! [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-bobki-na-sniegu.jpg[/IMG] Zdjęcie nr 4: Tutaj - jak bobki po pierwsze usiłują wipić Bug, a po drugie - jak już im sie nie udaje - to usiłują go przekroczyć. Ciekaw jestem co by sie z nimi stało w Białorusi? To podczas naszych wczasów w Janowie Podlaskim (jakbyście nie wiedzieli jeszcze - jesteśmy koniarzami... hihi - było przpięknie. Bert złapał tylko kleszcza z Babesiosą. Uratowaliśmy życie małemu dzięki transfuzji krwi w klinice w niemczech.) [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-przejdziem-bug.jpg[/IMG] Zdjęcie nr 5: Łysy (vide Bert) leży i piszczy w jednej ze stajni angloarabów w Janowie - bo Pani poszła się zajmować konikiem. No a do stajni wchodzic chłopakowi nie wolno było... [IMG]http://www.fairyhorse.com/bobki/w-janowie-stajni.jpg[/IMG]
-
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Hmmmmm... No dobra - bo od wczoraj żyć mi nie dają... Ile to to je i dlaczego tak dużo? :cool3: Ma ambicje Alfistyczne? Jak myślisz, zgodzi się z 2,5 letnim maminsynkiem Bobtajlowym + 7-mo letnią suką Bobtajlową? Z tego co słyszałem ma koło 6-ciu wiosen - no jak dla mnie to młodzik! Bo tak tylko się głośno zastanawiam... No nie wiem! Może mnie ktoś chociaż będzie próbował przekonać? Czekam... -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jutro zadzwonią. Na 100% - i zobaczycie, to będzie ktoś kto KOCHA (tak jak my) duże psy, wielgachne, takie które trudno objąć, a jak już się uda - to ma się tą satysfakcję, żę wie co się przytuliło. I to piszę ja facet... :oops: -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jestem przekonany, że dzięki wam dom dla Mazaka się znajdzie. Trzymam kciuki i hop! Pozdrawiam -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='KajaB']O Boże !!! Nieeeeeeee... :crazyeye: Inwokacja jakaś? Bogiem nie jestem - nie przesadzaj... Histeryzujesz i to w imieniu wszystkich... Można zapytać, kto dal Ci prawo glosu w imieniu kogokolwiek poza samą sobą? A feee. Może podeslać jakiegoś lekarza? :crazyeye: -
KRAKÓW-MAZAK-kochany zawsze zostanie w naszej pamięci i sercach
tuxman replied to AgaG's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja, ja teraz ja! Mnie wybierz, mnie! Ja bym też znalazł kilka zalet dużego psa (do wykorzystania gdziekolwiek zechcecie). 1. W pośredni sposób pomaga w utrzymaniu czystości w mieszkaniu - a to z tego względu, że ogon którym zawzięcie wywija często jest na wysokości stolika na którym właśnie pozostawiono np. filiżanki z Rosenthala. Skłania to właściciela pieska do częstszego dbania o odnoszenie pustych naczyń do chociażby zlewu. 2. Idąc na spacer w kompletnych ciemnościach (ale znaną sobie drogą spacerową) można dużego psa (marki Bobtail najlepiej) używac jako podręcznej wersji czołgu sportowego, np. gdy puszczacie go przodem i głuche uderzenie w coś informuje was o tym, że właśnie zaparkowano samochód w miejscu w którym niczego przed tem jeszcze nie pozostawiano. Rzecz jasna nasz milusiński czołg sportowy nie odnosi ŻADNYCH obrażeń, a wy wiecie że niewidoczną przeszkodę należy ominąć. 3. Duży pies pomaga w konserwacji mebli. Np. takie łóżko służące do spania ludziom. Dzięki dużemu pieskowi, który co noc się obok niego układa, przypadkowo zahaczając o jego brzeg, już po tygodniu można ze srubokrętem w ręce, wczołgać się pod łóżko w celu podokręcania wszystkich poluzowanych śrubek. 4. Duży pies pomaga w wychowywaniu dzieci i młodzieży. Zdażyć się może, że pryszczaty nastolatek który do tej pory bezkarnie terroryzował okolicę przejeżdżając przez nią na SWOIM WSPANIAŁYM ROWERZE GÓRSKIM, drąc paszczę wniebogłosy, raz tylko nie zostanie zauważony przez dużego psa, który nagle powziął zamiar przebiegnięcia na drugą stronę chodnika tuż przed rozpędzonym smarkaczem. W tym przypadku moim zdaniem czas w którym nastolatek odbywa lot (już bez rowera) jest zdecydowanie zbyt krótki aby skłonił go do jakichkolwiek przemyśleń. Radzicie mu więc, żeby następnym razem jechał znacznie szybciej, dzięki czemu i lot mu się wydłuży. 5. Duży pies może nakłonić do oszczędności. A to w bardzo prozaiczny sposób chocażby. Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami ogródka - w życiu nie postoi wam w głowie wydawanie pieniędzy na nasiona kwiatków do wysiania w tymże. Duży pies będzie chciał się przecież cieszyć chwilą przebywania wraz z wami w ogrodzie, a tego kwiatki mogą nie przetrwać. Jak jeszcze jakiś koncept mi na myśl przyjdzie - z pewnością się nim z wami podzielę. :Dog_run: Pozdrawiam -
Bert, Bertuś, Bertoliński, Brytfan, Bryś, Bertol (to jak mnie wkurzy) - to wszystko na temat Berta. Sunia: no cóż, zanim się zsocjalizowala (bardzo trudno bylo) to czasami ladowalo na jej uszach: Suka, Suczka, Sunieczki, Suniusie, Suniek i wszelkie tego typu "maślane" dyrewatywy...:shake: Aaaaa - na śmierć zapomniałem. Po strzyżeniu (2x do roku) na Berta wołamy Łysy...
-
moje zwierzaki raczej należą do rasy, której przedstawiciele mogą co najwyżej zalizać na śmierć... A co do pitbuli i innych "rzekomo" groźnych sztuk cztrolapnych, to moje co najwyżej zajęlyby się zaganianiem tychże do stada (psy pasterskie).:diabloti:
-
Ba! Pewno że urocze pieski! Wyobrażasz sobie jak takie 40-to kilowe "kuci-puci" usiluje zaladować ci się na kolanka? O opis naszych Bobków - poprosilem Żonę. Ma większą erudycję (ze skruchą przyznaję) i dostęp do zdjęć z nimi... Z jednym z naszych bobków (jak ją nazywam - niemiecką emerytką) wiąże się pewna baaardzo smutna i nieprzyjemna historia... Cóż, takie życie... mam nadzieje że Dorothy nie da się prosić!