-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by ulvhedinn
-
Możesz mu dawać białego serka podrobionego, byle nie za dużo na raz, moje uwielbiały ;) I dobrze, żeby miał coś dodawane do karmy (odżywkę), skoro mu się skrzydło zrasta- pamiętaj, że to wyciąga wapń z organizmu i osłabia pozostałe kości. A wogóle to poczekaj, jak sie zbezczelni to on Cię będzie przeganiał :evil_lol:
-
Sparaliżowana Frotka zostaje na zawsze u JoSi :)
ulvhedinn replied to pani_stanislawa's topic in Już w nowym domu
Wystaw na aukcji męża zamiast żarówek :diabloti: -
Sparaliżowana Frotka zostaje na zawsze u JoSi :)
ulvhedinn replied to pani_stanislawa's topic in Już w nowym domu
Ten masaż "krążeniowy" absolutnie konieczny!!!! Zastoje mogą doprowadzić do obrzęków, wysięków a nawet martwicy :shake: Majqa witaj w gronie świrów. Moi znajomi juz się pukają, bo albo pogoniłam tych najbardziej tępych, albo znają Kra i wtedy wszelkie sugestie uśpieniowe im więzną :diabloti: Niestety nikt nie ma mozliwość zająć sie suczką :-( Ja bym miała prośbę- gdyby został uczyniony plakacik suczy, to bym go powiesiła u kilku znajomych wetów- a nóż widelec.... -
Koniecznie trzeba podac ta surowicę!!! Bo to jest koszt 24 zł, a leczenie to będzie kilkaset. Nie mówiąc o tym, że nie ma co udawać, surowica może ocalić psiaka i nie zachoruje, albo przejdzie leciutko, a jak zachoruje bez- to albo umrze, albo bedzie miła powikłania. Nie stać Was na to. chyba, że to będzie taka forma selekcji... Maty- koniecznie!!!!
-
Zrobiłas dokładnie to, co było dla niej najlepsze. Nie pozwoliłaś, żeby cierpiała, nie pozwoliłaś sobie na egoizm... Sabrunia jest teraz wolna od bólu, już nie chuda, opiekuje się TAM naszymi i Twoimi kociejstwami i czeka na Ciebie. ....a tutaj są inne futrzaczki, które teraz potrzebują Cię bardziej jeszcze niz wcześniej.... Trzymaj się kochana.
-
Brutusiński podłapał gdzieś pchłę :mad: i oczywiście zaczął się od razu wygryzać, gamoń jeden alergiczny :mad: ale już jest zakroplony i zabezpieczony. Brutus niepokoi sie mocno stanem Maćka (Maciek to kot cioci, jest w stanie krytycznym- nerki :-() i co i raz zagląda do szafu do kumpla... jak wróciłyśmy z Maciejem od weta to z niepokojem go obwąchał i bardzo był przejęty...
-
Na pewno w jednym Niufek ma racje, to nie jest piesek dla każdego. I to wcale nie dlatego, że wymaga jakichs szczególnych zabiegów. Problem jest zupełnie w czymś innym. To jest suczynka, która zwraca uwagę... i niestety to wbrew pozorom wcale łatwe nie jest :shake: Ludzie na ulicy bywają okrutni, trzeba sie liczyć z tym, że usłyszy się milion razy "a nie lepiej uśpić?", "po co taki pies", albo "o jaka pokraka" :mad: I to boli. I nie każdy to zniesie..... Ja to znam z autopsji, nauczyłam sie odpowiadać w zależności od odzywki wyjaśniająco, bądź... chamsko. Ale i tak nieraz zaciskam zęby... Prawdę powiedziawszy, ani nie jest łatwo znaleźć dom który podoła takiemu obciążeniu. I właścnie prędzej widze kogoś z doświadczeniem w psiakach problemowych, niż osobę przypadkowa z porywem serca. A jeśli się okaże że to za dużo dla kogoś? To co? Gdzie wtedy wyląduje sunieczka? Już nie mówiąc, o tym, ze ona nie powinna byc przerzucana z miejsca na miejsce. Co do domu tymczasowego... skoro sunia jest taka uczuciowa, to nie najlepsze rozwiązanie, ale gdyby długo nie było chętnego DS, lub mialo dojść do najgorszego... I jeszcze jedno- w małym domowym stadku, jeden, dwa, trzy psy- o ile nie ma wyraźnego agresora, zazwyczaj inność nie jest powodem do agresji reszty stada. Co innego w duzym skupieniu,takim jak schronisko, gdzie psy walcza niekoniecznie o przetrwanie, ale o pozycję, o człowieka.... Suczka w biurze jest przynajmniej w miarę bezpieczna, ale i tak myślę, że na dłuższą metę to nie miejsce dla Tiki.
-
Nie jestem pewna... Kiedy chciałam zrobić KrA, dwa lata temu, to nie było, ale ostatnio coś dr Niedzielski mi chyba wspominał, że nawiązał kontakt ze szpitalem. Moge się jutro zapytać... ;)
-
Nie wydaje mi sie żeby jej to szkodziło na tiki, jesli są po nosówce, to z czasem moga się raczej zmniejszyć niz rozwinąć. A co do psów- z opisu wyglada,że ona lubi psy (zaczepia do zabawy), więc na towarzystwo kilku nie powinna narzekać. Tylko od razu ówię, mi się wydaje, że skoro suczka jest młoda, to w dobrych warunkach może pożyć jeszcze lekko kilkanaście lat...... tak, że nie traktujcie jej jako adopcji "na krótki termin". ;)
-
Daj jakies info, fotki, plisssssss :placz:
-
zapaść tchawicza - czy operacja pomoże?
ulvhedinn replied to iza_szumielewicz's topic in Laryngologia
Beatko, strasznie mi przykro :-( Koszmarny jest ten styczeń :shake: -
Tylko szkoda, że czasem sprawdzanie może kosztować nasze zwierzę życie :shake: ech, pozostaje sobie tylko życzyć dobrych i sumiennych weterynarzy...
-
Ano właśnie, przyznać sie do niewiedzy :evil_lol: rzadka sprawa. A do Sajo.... owszem, masz rację, że każdy wet studiował te 6 lat. I własnie się zastanawiam, co oni do licha robili w tym czasie? Bo spotkałam juz i takich wetów, u których poziom niekompetencji powala na łopatki. Włącznie z takim, który nie umie robić zastrzyków, zeszyć suki po sterylce (był juz przypadek, że suni się brzuszek rozlazł- podczas snu...) i nie wie, jaki antybiotyk można podać kociętom... i takiego, który pół życia był wetem w rzeźni, oraz hodował byczki na ubój, a teraz jako lżejsza praca zajmuje się leczneniem małych zwierząt. I jeszcze a propos porad forumowych. Oczywiście, że należy zacząc od wizyty u weta, często galopem- i zresztą to najczęściej krzyczą na forum. Ale.... Tyle, co się można dowiedzieć od dziewczyn z forum miau na temat niektórych chorób (m.in. panleukopenii), no... to jeszcze nie spotkałam weta, który by miał taką wiedze. I obawiam sie że to dotyczy nie tylko tego jednego zagadnienia. Ile razy to z forum ktos się dowiedział, jakie badania warto wykonać, albo co jeszcze można zrobić? Wiedza brana z doświadczenia, nie z doświadczenia jednego przypadku, tylko kilkudziesięciu/kilkuset jest nie do przecenienia... Podam przykład. Bianka miała koty. Maluszki przyniosły p. Pierwszy wet nakazał uśpienie całego stada malców, także tych bez objawów "bo i tak padną, za wysoka smiertelnośc itp". Drugi mówił, ze można leczyć, ale to i tak jest bez szans. Za radą Jany podpowiedziałam, żeby w braku kociej surowicy podać caniserin. Mimo oporów i protestów wetów, musiałam ich przekonywać. Te kociaki, które nie miały objawów- żyją do dziś, nie zachorowały.... W przypadku Kra jeden wet pozostawił ja na 10 dni bez pomocy, opartą na maleńkim punkcie biodra (tak sie ułożyła po złamaniu), bez unieruchomienia, leków, diagnozy. Drugi darł się na nas przez telefon, że się "znęcamy nad psem dla własnej satysfakcji i ze mamy go uśpić". Po czym z satysfakcją :angryy: oświadczył, że "miał rację, on wiedział, że ona i tak nie bedzie chodzić". Z "fajnych" przypadków, które znam, to wetka, która kota nie jedzącego, nie pijacego i nie wstającego z bólu, z ogromnym wzdętym brzuchem, mając rtg, oceniła jako "nietrawność"- kot miał skręt jelit. Zajrzyj na PwP, ile tam jest przypadków błędnej diagnozy (choćby Szyszka :angryy:), olania sprawy, albo na odwrót- zwierząt którym pomogły właśnie porady doświadczonych forumowiczów...? Jeszcze innym aspektem jest leczenie psów/kotów z odzysku. Ja nie spodziewam się że wet będzie leczył za darmo. Na leczenie jestem skłonna wydać naprawdę bardzo dużo. Za to oczekuję, że potraktuje bezdomne zwierzę z taką sama troską i uwagą, jak rasowego niunia za ciężkie tysiące... a niestety juz wielokrotnie zetknełam sie z olewczym podejściem do moich i niemoich bezdomniaków. I co ciekawe, najsumienniej leczą moje brzydkie, stare kundle i zasrane kociaki z piwnicy ci weci, którzy najchetniej udzielaja rabatów- najwyraźniej to kwestia serca... I kolejna sprawa- weci, którzy do dziś wciskają ciemnotę, ze suczka, czy kotka musi raz mieć małe. :mad::angryy::mad: Owszem, mam kilku zaufanych, wspaniałych wetów i trochę takich, do których mam ograniczone zaufanie, ale sa "znośni". I kilku genialnych...
-
Moim zdaniem te tiki po pierwsze nie są AŻ takie straszne, po drugie w spokojnym miejscu sunia wyciszyła by sie i to na pewno by zmniejszyło objawy, po trzecie, bywa i tak, ze objawy newurologiczne po nosówce z czasem w ogóle staja się coraz lżejsze. A poza tym przydała by sie małej diagnostyka i konsultacja u dobrego neurologa... A na usypianie zawsze jest czas. To że my cierpimy patrzac na pieska, to jeszcze nic, ważne żeby on był szczęśliwy. Wg. zwykłych ludzi moje psy wszystkie kwalifikują sie do uśpienia, bo są "biedne"... Cholera, czemu ja mam tak mało miejsca...? :placz:
-
Z Żyrardowa do Krakowa, czyli Makumba zmienila adres! ...MUCHOMOREK [']
ulvhedinn replied to fona's topic in Już w nowym domu
W pełni sie zgadzam z Zosią. Rozbrykany kociak to pikuś i małe piwko... Niestety z czasem zwierzak się starzeje i wtedy może cię obudzić juz nie łapką pod pachą, tylko kałużą pod plecami. Tak było u mnie, kiedy moja Koralinka dożywała swoich lat. A rano trzeba było wstać na studia. Było i tak, że trzy razy wstawałam, żeby zmienić pościel. A jeśli sie trafi nie daj Boże wypadek? Ot, czarny scenariusz- kręgosłup... Co wtedy? Porzucisz zwierzaka jak została porzucona Kraksa? Bo sika, kupka, trzeba pilnować, odciskać..? Pewnie będę brutalna, ale na razie odpuść sobie posiadanie zwierzaka. aż dojrzejesz na tyle, żeby zrozumieć, że to decyzja na dobre i złe.... A szczególnie daruj sobie persa, proooszęęę.... to kot wymagający szczególnego zajęcia, trzeba szczotkować, czasem myć pupę, sierść fruwa radośnie absolutnie wszędzie. I zapewniam cie ze "kaleka" z niego żaden- mój 13-latek potrafi dalej bawić się jak dzieciak, jak był młody, to szalał dokładnie tak samo jak każdy kot, a na miłość (czytaj udeptywanie, motorek i mizianie pani łapką po nosiw) zbiera mu sie o najdzikszych porach (np. 6 rano, albo 3 w nocy :evil_lol:)... Chyba, że kupisz "persa" pluszowego, może byc interaktywny :diabloti: -
Którego sklepu? Na szczęście Kra nic takiego nie robi, ale jesli pies jest sparaliżowany całkiem i nierokująco, to w ostateczności trzeba będzie przemyśleć amputację... Czasem sie zdarza, że zwierzę nie czujac jakiejś części ciała traktuje ja jako "balast", coś co sie uczepiło, a własnozębne obgryzanie może się źle skończyć. Można też na początek spróbować odwracania uwagi i zabezpieczania ogona, może pies nie ma wystarczajacej dawki zajęcia i robi to z nudów i frustracji. I trzecia możliwość, że np. jakiś nerw jest uciskany, badź uszkodzony częściowo i w ogonie powoduje niemiłe uczucie, dyskomfort.