-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
bonika mam nadzieje ze nie zrobisz jej tego i nie oddasz do schronu, skoro juz jest dla niej DOM. Lavinia Doddy - jestescie kochane. -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Biedna Katcherine....:glaszcze: Ja to bym tych angoli cholernych:mad: normalni to oni nie sa....:shake: -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziewczyny prosze o zmiane tytulu - transport z Sanoka do... nie wiem gdzie? do tam gdzie jest myszon, a jak nie to do Lodzi- pilnie potrzebny!!!! Blagam ludzie z okolic Sanoka - ruszcie sie! Doddy - jestes przekochana, nie mam slow by to wyrazic co czuje:calus: -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Myszon ja jabierze, jak jej ja dostarczysz, jak juz wyzej napisano. Wiec prosze zmobilizuj sie i zrob to. Sorry bonika ze mnie ponioslo, ale strasznie mi tej suki zal. A w Lodzi trzeba bedzie zrobic akcje....:shake: wniskuje ze nie jest to stan agonalny tej suni?? Powiedzcie dokladnie co powiedzial wet, procz diagnozy nt rodzaju guza. D -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Poczytalam sobie wnikliwie watek lodzki. Moze saskia nie chce z nikim wchodzic w konflikty, (rozumiem doskonale) ale ja mam w dupie konwenanse. Bonika POWINNAS SIE WSTYDZIC! HANBA!!!! Wyciagasz psa ze schroniska, robisz straszne halo, opowiadasz jak to wspomozesz sunie i w ogole, duzo szumu o nic! A potem pies przyjezdza pelen nadzieji na nowe zycie i co?? Bonika mowi ze jest ..............za duzy!!!! Wiesz co?? DO mysiej nory bym wlazla na Twoim miescu ze wstydu. I sie na dogo wiecej nie pokazala. Nie podoba Ci sie psica? Brzydka jest? Brzydki pyszczek ma, co?? Z guzem??? A na innych zdjeciach wczesniej tego nie bylo widac, co??? No tak, brzydki guz, to sunia nagle urosla, rozumiesz, za duza sie zrobila, i za zywa!!! Jasne! Taki pies to najlepiej martwy, dla boniki!! Brzydze sie toba, wiesz? Teraz oddasz psine do schroniska, bo ci nie odpowiada. I w dupie masz co ona czuje, nie? Co z jej nadziejami, uczuciami, strachem, bolem... Dwa dni nadzieji i ciepla, i powrot do schronu. I NWET NIE MOZESZ PODWIEZC JEJ DO MYSZONA!!! Bo co?? Bo sie krolewnie nie chce wozic brzydkiego pieska???? Zabilabym, zabilabym ludzi takich jak ty. Dziewczyny prosze zrobcie cos, ta sunia nie moze umrzec w schronie, tak poprostu oddana bo byla.... za duza..... -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bonika nie ma czasu??? Nie chce mi sie czyttac watku lodzkiego, ale czy to bonika sprowadzila sunie do Sanoka? Tzn obiecala sie nia zajac?? -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dziewczyny prosze znajdzcie dla niej dom....:placz: co z nia teraz?? gdzie jest??? -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[quote name='Mrzewinska']Pies po przejsciach, pies izolowany przez schronisko czy hodowle, od malego pozbawiony prawidlowych kontaktow - moze byc niereformowalny. Sa okresy krytyczne, w ktorych pies moze zaczac wspolprace, jesli te okresy sa zmarnowane - nic sie zrobic nie da, mozna tylko oswajac dajac opieke i liczyc na cud. Sonia przeszla przez pieklo i nie mogla z tego wyjsc aniolem. Jesli nikt nie uczyl jej zadnej wspolpracy, zanim minal okres krytyczny - nie ma fizycznej mozliwosci otworzenia sie na wspolprace. Ale jesli okaze bodaj raz radosc, gdy bedzie pochwalona za przyjscie na zawolanie, to z takiej iskierki mozna rozdmuchac plomyczek, odrobine ciepelka dla niej, dobre i to. Zofia[/quote] Dlatego tez nie daje skutku proba szkolenia Suni. Dla niej jakiekolwiek wymagania stawiane jej, jakiekolwiek zadania - wcale nie sa praca, ktora chetnie wykona, one wywoluja jej stres, strach, zaburzaja poczucie bezpieczenstwa "bo ktos cos nagle chce". Ostatnimi czasy ten pies najlepiej czuje sie w kennelu lub u mych stop, gdzie nikt sie nie czepia i mozna sie bezpiecznie wtulic. Mysle ze dla kazdego psa po przejsciach jest inny, osobny klucz, jedyny i niepowtarzalny, tak jak niepowtarzalne sa psie historie. Ja Suni odpuscilam. Ma cieplo, milo, pieszczoty, jedzenie, spokoj. Pojawienie sie dodatkowych suk oczywiscie zwalilo ten bezpieczny swiat, ale mysle ze z czasem go odbudujemy. Bedzie to trudne, bo jak pisala Camara, z psem autystycznym wszystko idzie sto razy wolniej i trudniej, a Sunia tez taka jest. Hoske poszkolimy, Hoska procz glodu i strachu schroniskowego nie ma urazow takich jak sunia to w miare normalna zdrowa psychicznie, silna suka. A Bertus, no Bertus :loveu: syneczek moj na cycku wykarmiony , wiosna sie zacznie, bedzie ze mna ganial w tereny za koniem i bedzie dobrze. Bertus pies pasterki, jeg aporty nie interesuja, ale dlugie spacery, bieganie po halach - jak najbardziej. Jakos to bedzie;) A tuxman nie odpowedzial w swych wywodach na najwazniejsze pytanie odnosnie spaceru z Hoska ;) mianowicie CZEMU mu nawiala, a nie co zrobil potem ;) Tak to jest z tymi metodami :evil_lol: -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kurde!! Musi sie znalezc jakies wyjscie!!! A ja mam 3 suki o siebie zazdrosne, cyrk w domu i maj w rozjazdach,....:placz: Kochane dzewczyny, prosze.....:-( -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
co robic, co robic??? jak szukac kogos, kto odprowadzi ja za TM..???? Boze pomoz....:placz: -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jezu, biedna sunia.....:shake: :shake: :-( :-( -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
internet zrodlem wiedzy - akurat. ale seks i handel to wylazi kazdym linkiem.:shake: zdegenerowana cywilicajca. Napisalam do rybonka zobaczymy, moze cos powie... -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
nie wiem wlasnie, moze by napisac do rybona, diagnoza jest miesak wrzecionowaty. wlasnie usiluje sie dowiedziec gdzies w inecie cos o tym guzie, ale wiecie... bryndza.:shake: Rybon wie napewno... -
Mika, sunia z nowotworem juz nie cierpi:((
Dorothy replied to saskia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ludzie tej Suni niewiele juz zostalo czasu, by doswiadczyc ciepla czlowieka, milosci..... Ale troszke zostalo! Prosze, nie przechodzmy obojetnie!!!! Prosze, zrobmy cos.....:-( podejrzewam, ze ta biedna psica zostala odtracona bo ject chora. Pamietam, jak dziewczyna bardzo domagala sie , ze chce ja zaadoptowac. Pewnie zobaczyla jej brzydki zdeformowany pyszczek i.....:shake: nie badzmy tacy obojetni, prosze.... -
Jasne ze moze byc Serwo, ciotka milych snow mu zycze i Wam tez!!!:loveu:
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
No, innego wyjscia nie maja :-( Camara to co mowisz z Borysem ma sens. Musze to przemyslec i sprobowac niektorze rzeczy zastosowac. Niestety z szkoleniem Suni ta sama historia, ona nie jest zainteresowana praca, i koniec. Katcherine - Ty masz duzo racji. To tez musze przemyslec i zastosowac. D -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Zofia cos chcialam zapytac, mianowicie czy dorosle psy/wilki w stadzie tez sie witaja? Bo tu pisze i witanych szczenietach. Znaczy jak my przychodzimy to witamy nasze psy traktujac je jak szczenieta?? Nie jak dorosle?? -
Irma ale Ci fajnie!!!! Ja tez go chce wymiziac!!!! Usciski dla Ciebie i bandy!!!! Pisz !!
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Pytac Zofii... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Paulina my z mezem dwa lata stosowalismy Fishera i Fennel. W wypadku suni - kompletnie bez rezultatow, procz potegujacego sie strachu. Zofia natomiast uwaza ze te dwie ksiazki to najwieksi wrogowie wychowywania psa,i ze pies traktowany w ten sposob, jesli jest miekki to bedzie zastraszony, jesli twardy - to sie zatnie w sobie. Nie wiem, ale moge jedno stwierdzic - NA SUNIE TE METODY NIE DZIALAJA. Wrecz pogarszaja sprawe. Sunie dwa lata temu wyciagnelam z "pseudohodowli". Albo i gorzej. Suki byly z papierami, bylo ich piec, w porywach ponoc i osiem. Zadanie - rodzic. I nagle niespodziewanie wlascicielka umarla, a byla samotna osoba. NIe miala dzieci ani rodziny. Sad przez rok prowadzil sprawe spadkowa. NA czas trwania sprawy wyznaczyl opiekuna czasowego do psow - jako ze zostaly potraktowane jak majatek, nie jak istoty zywe. Opiekun czasowy zamknal je w piwnicy opuszczonego domu, w ktorym przedtem mieszkaly. Bylam tam. 80metrow kw betonu. U sufitu male okienko. Przez to okienko chlop raz na tydzien spuszczal dwa wiadra suchej karmy i dwa wiadra wody. Raz na tydzien wypuszczal je do ogrodu. Ale kiedy zaczely smierdziec juz tak, ze nie dalo sie wytrzymac, przestal je wypuszczac. Po roku (sic!!!) ludzie z okolicznych domow zadzwonili po weta urzedowego, i to tylko dlatego ze "bardzo juz smierdzialo". Psy (te co przezyly..) ogolono do lysa, zaszczepiono, odrobaczono, i ogloszono ze szukaja domow. Dom odkazala i czyscila straz pozarna, pompujac do srodka wode i wypompowujac... :shake: Nikt jednak nie chcial takich psow. Po trzech tygodniach dwie z nich znalazly dom, potem ja pojechalam wzielam Sunie. Czemu akurat ja? Bo podczas strzyzenia wet pocial ja straszliwie maszynka, wycinajac cale platy skory na lapach, ogonie, piersi. Zywe rany przerosniete juz dzikim miesem. Nie chcieli mi jej dac, powiedzieli - ta i tak chyba juz do uspienia....No i kogo Dorotka wziela?? Wiadomo.Ten facet musial je lac, te psice, bo koszmarnie bala sie facetow, do dzis zreszta, no w ogole ludzi, ale facetow- trauma. Gorna szczeke ma po zlamaniu - krzywo sie zrosla, zeby sterczaly w dziwne strony wbijajac sie i zlobiac dziury w dolnym podniebieniu. Prawdopodobnie ktos kopnal ja w pysk lub przywalil czyms ciezkim. Na oku ma krzywo zrosnieta powieke - tez pourazowe, jak mowi wet. Ten pies nie mial lekko, wiec nie jest normalny. Choc i tak- jest juz o wiele normalniejszy niz byl wtedy.... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
heh 1) tereny - ze wzgledow bezpieczenstwa wedzidlo i siodlo. W Niemczech nie ma zartow. Gdybym spadla a kon "poszedl" i cos po drodze narobil, moglabym sie do konca zycia nie wyplacic, mimo ze jestem ubezpieczona (znaczy moje konie). Ubezpieczenie nie obowiazuje, jesli jezdzic nie zachowal srodkow bezpieczenstwa jakimi sa np. kompletny rzad konski. Dlatego oklepy i kantary - na placu. Nawet przeszkodki super wychodza. 2) moim naczelnym probleme nie jest Hoska sama w sobie, bo ona jest madra iz nia sama - radze sobie. Mnie wykanczaja nieporozumienia stadne, a ostatnio- glownie cieczki i siki na kazdytm kroku. Poza tym Sunia od pojawienia sie Hossy jest trudniejsza niz byla przed, a latwa nie byla, niestety. To pies ktory histeryzuje, boi sie panicznie wlasnego cienia, nie umie przyjac pieszczot i pochwal, z wykonywaniem cwiczen Boze drogi, pol roku uczylam ja DAWAC LAPE, a drugie pol - SIAD. Osiwiec szlo. Kladla sie, uciekala, plakala, trzesla, ale siad - nie. Mimo ze chwalilam jak usiadla sama, ze przesuwalam przysmak nad glowa do tylu- nic. Pochwalalilam, a za pol godziny znow to samo. Generalnie na spacerze grzeczna, trzyma sie nogi, itd - i znow proby szkolenia - siedzi lub stoi i patrzy z tepa mina. Czego chcesz? W razie czego moge zaczac sie czolgac i plakac. I taka odpowiedz zazwyczaj. Koszmar. A teraz jest Hoska - rywalka. Wiec trzeba obsikiwac sciany (nie robila tego wczesniej, sikala jak mnie nie bylo, ale inaczej, ze strachu, na srodku pokoju) trzeba siedziec w kennelu i miec mine cierpietnicy albo na zawolanie czolgac sie do pani/pana, pokazujac calym psem JESTEM NIESZCZESLIWA. Zawsze tak robila, ale teraz to juz przeszlo wszelkie wyobrazenia. Patrze i mam uczucie ze krzywdze tego psa. I nie wiem czym!! Taka scena wczoraj wieczorem: Buni sie uspokaja cieczka, wiec pozwolilismy psom wejsc wieczorem do sypialni. Wlazl Bert (szczesliwy jak nie wiem co ze kolo panci) wlazla za nim Hoska (zla ze Bert jej miejsce podberal) a Sunie trzeba bylo z kennela WOLAC TRZY RAZY. Mina - zbity pies. Wreszcie tuxman przyniosl jej jej poslanko, polozyl pod szafa gdzie zawsze lezalo zanim pojawily sie Hoska i Bunia. (I cieczka). I kazal jej sie tam polozyc. No to sie polozyla. Mina - zbity pies. Wszytskie szczesliwe psy w sypialni - Sunia zbity pies. Tuxman wyszedl, a Sunia... wstala, siknela kaluze na tym swoim poslaniu i na ugietych nogach poszla sie polozyc do kojca Buni. :crazyeye: Moze ja jestem jakis kretyn, ale ja NIE ROZUMIEM, dlaczego, po co, i co z tym zrobic. Sorry, przy czyms takim wysiadam. Poprostu nie rozumiem. D -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
problem polega na tym, ze z konmi WIEM jak pracowac, bo madrzy ludzie opracowali system, trzymajaca sie kupy filozofie i metodyke. Dziala w oparcieu na znajomosci psychiki i behawioru koni. Dziala zarowno ze zrebakami , jak doroslymi, a nawet trudnymi (jak widac) konmi. Natomiast co robic z psami NIE MAM POJECIA nikt mi nie dal narzedzia do reki narzedzia takiego jak programy PNH, SNH, i podobne. Kon nie jest zwierzeciem ktory CIESZY SIE wykonujac prace dla nas i to jest sens szkolenia i jego zycia z czlowiekiem. Kon moze ZDECYDOWAC sie na prace dla nas, jesli go poprosimy a on a/uwaza nas za alfa b/ufa nam c/jestesmy dla niego interesujacym partnerem w pracy pnh nie stosuje sie przysmakow, ani zadnego jedzenia. Karmienie z reki jest niezalecane. ale z koniem mozna PO PROSTU BYC na lace, robic rzeczy niewidoczne dla innych i to juz jest szkolenie, praca. Nad soba, nad koniem. A pies??? Jakos nie wierze ze moje psy sa szczesliwe gdy powiem im siad, usiada i dostana przysmak, i poczuja sie spelnione. Narazie nic na to nie wskazuje, i nie ma w tym podobienstwa do pnh. Moze jest jakis inny klucz, nie wiem... moze on jest w ksiazkach od Zofii, narazie ksiazki sa w Pl a ja tu. -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Parelli Natural Horsemanship Czyli praca z konmi "naturalnie", co oznacza ze mowimy do nich w ich jezyku, jestesmy dla nich zrozumiali, a takze MY je rozumiemy. Praca pnh dazy do tego, zeby kon CHCIAL zrobic dla nas to i tamto, a w efekcie - wszystko. Kon w trakcie szkolenia DECYDUJE SIE robic o co go prosimy. Nie stosuje sie srodkow przymusu. Do kielzna i innych rzeczy uzywanych normalnie czesto do "poskramiania" konia przechodzi sie dopiero na etapie kiedy mozna sie obyc bez niego we wszytkich zadaniach, we wszystkich chodach, a sluzy ono jedynie do subtelnieszej i bardziej precyzyjnej komunikacji. krotko - porozumienie z koniem. Dzieki pnh z konia kopiacego gryzacego, uciekajacego z reki (on wiedzial, ze jest silniejszy) demolujacego ogrodzenia i budzacego ogolny poploch, terroryzujacego ludzi wokol zrobilam kochanego konia ktory leci z drugiego konca pastwiska kiedy ide, podczas gdy inni wlasciciele "normalnych" koni (czytaj "normalnie" traktowanych) leca po swoje pupile nieraz dobre 500m, bo one ani mysla przyjsc na wolanie. Baziek... galopuje do mnie. Jezdzimy na lince, na sznurkowym kantarku, jesli nie mamy checi do wedzidla, i nie zmniejsza to checi konia do posluszenstwa. I tak dalej... Co prawda obcych ludzi dalej traktuje bardzo nieufnie i lubi postraszyc, ale wynika to z jego bardzo przykrej przeszlosci. Powiem np. ze przy kuciu lub nieposluszenstwie byl wiazany na 2 uwiazy, brany na dutke i.... GRYZIONY W USZY. Do bolu. Do krwii ... Pol roku nie pozwolil dotknac sie wyzej niz w okolicy szyi i chrap. Podniesiona reka rownala sie panice. Teraz wpycha leb pod pache - mietos mi uszy, i wywala jezor - drap mnie po nim. Mozna poczytac polecam [URL="http://www.parelli-info.waw.pl/?page=mat"]http://www.parelli-info.waw.pl/?page=mat[/URL] [URL="http://zaklinaczka.blog.pl/"]http://zaklinaczka.blog.pl/[/URL] i inne podane tam linki D -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Mysle ze w wypadku Hosi sprawdza sie zasada Zofii- szkolic szkolic i jeszcze raz szkolic. Dzis poszlam na spacer z sama Hoska, i pieknie szla przy nodze, sioo i koo zrobila prawie na komende, a na widok obcych psow smycz prawie sie nie napiela. Niewatpliwie duzoe znaczenie ma fakt ze nie bylo histerycznej Suni z nami , i ze cala moja uwaga skupiala sie na Hosce. Ale tez szlysmy i co pare krokow - Hos, siad, pochwala, chodz! i idziemy dalej. Po kilku razach byla juz skupiona na moich chodz albo lezec albo siac, a nie na okolicy. Kiedy nie ma cwiczen, wzrok Hoski skupiony jest na przeczesywaniu terenu, zapewne w poszuiwaniu wroga. krok koci, cihy, skupiony. A kiedy musi sie skupiac na mnie odpuszcza. Ponadto co do szefowania zgadza sie, wszystkie moje psy zaczynam wracac do szeregu, bo jak dotad bylam mamuska ktora tylko miziala i karmila. Poradzimy sobie, a Hoske kocham wiec jak bym mogla odpuscic??? Jestem odpowiedzialna za to ze ta maupa kochana jest z nami i popracuje nad nia, nawet jesli bym miala SIE zmienic. To jest chyba tak jak z konmi - wszak praca z koniem to tak naprawde nieustajaca praca z soba i NAD soba, zwlaszcza w pnh. Usciski -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
my tez sie trzymamy zasady - wara od stolu, gdy jemy, psy nie wchodza do kuchni jak gotuje itd. Z Hossa to jest trudne, juz ze sto razy wylatywala z kuchni. Wciaz probuje... zwlaszcza jak ja kuchnie na chwile opuszcze :-( juz jest tam i ma nos na stole, sciagajac po cichutku dlugim jezorem skorke od kielbasy z talerza. Porusza sie jak kot i tylko jej nieobecnosc obok mnie kaze mi pedzic do kuchni sprawdzic czy aby....:crazyeye: Poza tym ona naprawde jest aniolkiem - poki mam ja na oku.... a wszystko co robi w domu nie tak, robi potajemnie, albo jak nas nie ma. Ona DOSKONALE WIE, ze nie wolno. To sprytny, cwany bardzo madry pies. To pies ktory KOMBINUJE. Brakuje jej myslenia przyczynowo-skutkowego - jak przYjde i tak sie kapne, mimo ze ona udaje niewiniatko na poslanku. Ale to tylko pies, psy nie mysla jak ludzie. Poza tym nie mam zwyczaju karac jak przyjde, bo uwazam ze to bez sensu. To nie jest pies glodzony, nieopanowany, itd. To jest pies CWANY.