-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
nie dawajcie go prosze do szpitala, jesli tylko jego stan tego nie wymaga....on potrzebuje czlowieka... glownie czlowieka. Domu. Bliskosci. Czy ja planuje go gdzies zabrac? Ja nic nie planuje, ja tylko strasznie chcialam zeby go stamtad wydostac, a teraz trzeba cos z tym fantem zrobic ;) Modliszka wyraznie powiedziala przed akcja ze zatrzymac go na dluzej nie moze. Moze uda Wam sie znalezc domek, chocby tymczas? jesli nie:shake: , moze zostanie "na troche " u TZ Modliszki.... Za tydzien bede w Pl, moja Jula ma 2 tyg wakacji ktore spedzimy tamze. Wiec na 2 tyg spokojnie moge sie opiekowac ile wlezie. Potem jesli stan pozwoli, moge sie dlej opekowac nim w De, gdzie jestem az do konca lipca, i znow wakacje i jedziemy z Jula do Pl. Watpie zebym mu znalazla dom w De przy obecnych cenach weterynarzy w tym (wrrgrrchrr zimnym materialistycznym) kraju. Raczej na to nie licze. Ale moge podjac sie jego kuracji, skoro namieszalam z jego wydostanie ze schronu, a cos strasznie mnie pchalo i nie mogalm przestac nawolywac:razz: czasem tak mam, to najwyzej wypije piwo ktore wypilam. :cool3: Nie martwcie sie o mnie. Natomiast mam zwyczaj ponoszeia odpowiedzialnosci za wlasne czyny. Taka paskudna acz rzadka dzis cecha.:evil_lol: Jesli znajdziecie mu wspanialy domek oczywiscie bardzo sie bede cieszyc!!
-
O jeny nie nadazam za Wami z postami:lol:
-
Mysle ze narazie specjalistyczna karma... nie wiem, poczekalabym, na zwyklym kurczaczku z ryzem i gotowana marchewka, na srake ponoc bardzo dobra.
-
tez tak uwazam, fakty mowia za siebie, to prawda ze urzedy miasta permanentnie zaniedbuja swoje schroniska (patrz Krakow , takie bogate miasto, a schronisko....szkoda slow:angryy: , gdyby nie dziewczyny to nie wiem) ale tez wielu pracownikow cierpi na znieczulice, nie ma co gadac. Jezu jak sie ciesze ze on sie podnosi!! :multi: Mysle ze odzyska wole zycia i pomalutku wroci do jakiejs, mozliwej w jego stanie, rownowagi. Modliszka nie wiem, czy dziewczyny znajda jakas mozliwosc zajecia sie nim, dobrze byloby zeby on nie siedzial sam cale dnie, ale jesli bedzie taka koniecznosc, czy Twoj kochany TZ przechowa go przez tydzien czy raczej odpada? Jesli cos to ja pomoge na ile moge, ale dopiero za tydzien.
-
podnosze, wazne!!
-
nie, one po prostu NIE ISTNIEJA w tym schronie. I nie tylko w tym. Ich NIE MA:angryy: :angryy: to znaczy moze i sa na papierze, w kartotece, ale nie dla tych ludzi co tam pracuja. jakie to musi byc uczucie, zyc (jeszcze), i juz nie byc.... no wlasnie takie ze kladzie sie z glowa w misce i czeka na smierc....
-
zawsze mnie sie to kojarzy z oddawaniem na zachodzie ludzi do domu starcow, akurat mieszkam w DE, kolo parku, za rzeczka mam piekny dom spokojnej starosci, wiele razy ogladam rozne obrazki, i tych ludzi co oddaja staruszkow tam, bo oni juz tacy starzy, niepotrzebni... czasem faktycznie ci ludzie potrzebuja np calodobowej opieki ale czasem... sa tylko zawada. Widac smutek w ich oczach, zgarbione sylwetki i samotnosc, nawet w niedzielne popoludnia.... zimne spoleczenstwo... nam tez takie rosnie....
-
O Rany... :mdleje::mdleje::mdleje: nie zrozum mnie zle, ale ja jestem biologiem, poza tym zajmuje sie konmi, znaczy calkiem inny swiat.... Karte nie wiem, ale umowe adopcyjna napewno..... z opisem psa itd....
-
co do pani w schronie, wiesz, ja mam na karcie adopcyjnej Mazaka napisane psa wydano zdrowego, bez objawow chorobowych!!! :angryy: :angryy: miesiac pozniej odchodzil na moich rekach, bo z boku mial nowotwor wielkosci pilki do recznej, naczyniako - miesak, zlosliwy, ktory pekl i krwawil do wewnatrz brzucha powodujac nie dajacy sie zatamowac krwotok..... ludzie w schronach ( w moim wypadku wetka, ktora sama Mazaka 2 m-ce wczesniej kastrowala i NIE ZOBACZYLA ze z boku rosnie guz) sa wielcy w swej indolencji i nie wiem jak to nazwac no po prostu brak mi slow
-
ekonometria, Boze a za jakie grzechy???:-o telefon to wszystko co moglam zrobic, szkoda ze tak malo, ale bardzo chcialam pomoc....:-( ciesze sie ze choc troszke. Twoj TZ to naprawde rodzynek wierze ze zaopiekuje sie Daggetem dobrze. Skoro jezdzil z Toba, pchany naszymi szalonymi w pojeciu wielu ludzi namowami uwazam ze mozna mu zycie Daggeta powierzyc bez mrugniecia.
-
Modliszka dobrze by bylo zeby on sie nie odwodnil.... nadal nie pije?
-
to pewnie ja z przejecia poplatalam, jesli tak to przepraszam wetow i cale towarzystwo. :oops: Takich wetow na rekach nosic, w takim razie!!
-
W ogolnym watku Lodzkich psow Modliszka na biezaco pisze co slychac.
-
postarajmy sie zeby nie byla sama!! dziewczyny z Lodzi, blagam Was o wsparcie dla niej, i o opieke nad psem od poniedzialku.
-
lekarze czasami sa aniolami smierci i feruja wyroki, nie zawsze sluszne. To chyba najczarniejsza strona tego zawodu, i najtrudniejsza, choc niektorym przychodzi tak latwo.... Wazne ze decyzja na dzis zapadla, dzielna dziewczyna jedzie z psem do domu, i bedziemy ja wspierac cokolwiek sie zdarzy.
-
leki podano, Lulka, i zrobilo mu sie lepiej. Dostanie swoj czas..... na decyzje.Zyc, czy odejsc... Mysle ze to on powinien zdecydowac. Wiem ze czasem to trudne patrzac jak sie zwierze meczy, ale czy Bog dal nam prawo?? Sama podejmowalam taka decyzje dwa razy, raz bylo to w przypadku ukochanego konia, pol roku nie moglam wydostac sie z dolu rozpaczy.... z dolu bez dna. Kon strzaskal staw skokowy , strzaskal jak wybuch granatu, nie bylo szans, a jednak kon zyl, stal na trzech nogach, patrzyl na mnie, a ja musialam powiedziec odejdz... Nawet nie wiecie, jak to strasznie boli.... wiec nigdy nikomu nie powiem ze to zla, ani ze dobra decyzja
-
Jedzie z nim do domu. Po lekach i zastrzykach wetka stwierdzila nieznaczna poprawe i dano mu szanse... Dziewczyna (Modliszka) jest zuch i jestem z nia cokolwiek sie bedzie dzialo. Za pol godz wejdzie na dogo i sama napisze.
-
to napisala kelko na watku lodzkim i chyba ma racje "Nie wiem, ja bym spróbowała umieścić go na dobę na obserwacji - skoro tam, gdzie była Modliszka, nie mogą to w Asie (może ta dziewczyna, ktora ma tam znajomego weta, będzie mogła się z nim skontaktować). W Asie mają szpital calodobowy. Zobowiązuję się pomóc finansowo - całości pewnie nie dam rady, ale miały być jakieś pieniądze na hotelik? Po dobie obserwacji i ew. badaniach będzie można zdecydować bardziej świadomie. Co myślicie? Ja niestety muszę wieczorem wyjść, ale na razie i po 22 będę."
-
tel do niej 603046770 to czesciowo za moja namowa tam pojechala, wiec ja tez bede z nia w kontakcie, oczywiscie Jesli jednak ktoras z Was zechce ja wesprzec chocby rozmowa to prosze.
-
Czy ktoras z Was jest w stanie zadzwonic do Modliszki i porozmawiac z nia? Ja oczywiscie tez moge. Powiedzialam jej, ze kazda jej decyzje zrozumiem. Tyle ze mnie to przez gardlo nie przejdzie, ja bym go wziela do domu. Ja jestem swiezo po przejsciach z Mazakiem , ktory odszedl na moich rekach:placz: Obawiam sie ze mowiac jej to przez tel zaczne ryczec, a ona sama potrzebuje wsparcia. Ja bym ratowala kazde istnienie. Ale jesli uznacie ze on cierpi bardziej niz myslimy i nie pomozemy mu, pomozcie dziewczynie podjac wlasciwa decyzje, jakakolwiek bedzie....
-
tylko ze nigdy nie jestesmy pewni.... ja bym mu osobiscie dala czas, gdybym to JA tam byla. Wzielabym go do domu, i dala samemu podjac decyzje - odchodze - zostaje.... I tak bylby z ta decyzja sam w schronie. Ja tez bylam w podobnej sytuacji, wet bardzo krecil glowa na moja Bunie, guzy, powiekszone narzady, slepota, starosc... Bunia zyje. Nawet ma sie coraz lepiej... Nie wiem jak bedzie z Daggetem, moze zechce odejsc.. Jego stan jest gorszy. Czy Modliszka to zniesie? Opiekowac sie nim2 dni czuwajac czy jeszcze zyje? A czy zniesie ciezar odpowiedzialnosci za eutanazje? I ciezar wyrzutów polowy dogo? Nie wiem. A co potem?
-
Dziewczyny sytuacja jest taka: rozmawialam z Modliszka, jest z psem u weta. Pies ledwo oddycha, ma rozedme pluc, ponoc 3/4 obj. pluc jest nieczynne, on strasznie sapie jakby sie dusil, oddycha 1/4 pluc Wszystkie narzady wewnetrzne powiekszone, cos o watrobie bylo wylecialo mi z glowy ze moze byc stan zapalny czy cos, zachowje sie jakby go w srodku wszystko bolalo. nie je, i pic nie chce, wet boi sie dac kroplowke ze plyn z niej moglby przesiakac do oplucnej ze wzgledu na stan pluc dwa wezly chlonne mocno powiekszone, nie wiadomo, wet podejrzewa jakiegos nowotwora albo cos. Pies sie meczy i cierpi. Pani wet nie daje psu szans. Zaproponowala Modliszce eutanazje. Do wyboru Modliszka ma wziac go do domu i byc sama z patrzeniem na niego jak umiera i czy umiera, czy jeszcze nie. Nie zazdroszcze jej teraz decyzji. Zostawic tam psa nie moze. Prosze o wypowiedzi poparte checia pomocy a nie tylko dobrymi radami, Modliszka jest sama, SAMA, z ta sprawa,a ja kurrrr... tak daleko. __________________
-
czy ktos ja choc obserwuje na allegro?? Slicznotka, i te slodkie dziciaki....:roll:
-
proponowalam to i nie tylko ja, ale dziewczyn nie ma na dogo, nikt nie odpowiada na apele!!!!:placz: :placz: :placz: One dzis maja akcje, nie zajrzaly tu nawet, a ja sie tak strasznie boje ze nie zdazymy!!!!! Mowilam, prosilam, wyciagac!!!!! Ale nikt nie odpowiada...:placz: :placz:
-
a to sie zgralysmy. No wlasnie Julia tak lakonicznie napisala i nic wiecej, ponoc nikogo juz nie bylo zeby sie cos dowiedziec. Ja nie wiem, koniecznie by go trzeba jutro zabrac, ale co ja moge 1300 km od Lodzi:placz: