-
Posts
514 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ziele77
-
Słuchajcie! Pomóżcie mi, jestem już bliska obłędu!!! mój pies sam i na własne życzenie się wykańcza. Nie wiem już co robić. Zrobiłam już właściwie wszystko co mogłam. Luna nie jest już karmiona przeze mnie na siłę od około 2 i pół miesiąca. Od tego czasu schudła około 6 kilo. Sierść jej zmatowiała i sypie się jak z choinki już ponad miesiąc, w międzyczasie odnowiły się niektóre choroby (oczy i uszy) po prostu jej odporność jest w tej chwili zerowa. Sterczą jej wszystkie kości. W międzyczasie zrobiłam jej morfologie rozszerzoną krwi, biochemie i bad trzustki - wszystkie wyniki w normie. Podawałam suplementy na poprawę kondycji i apetyt np. calo pet 2 opakowania, daję tren, olej z wiesiołka, od czasu do czasu witaminy. Luna była dwa razy przez tydzień na działce u naszych dobrych znajomych (my w tym czasie wyjechaliśmy nad morze), uwielbia ich. Miała tam towarzystwo innych przyjaznych psów, biegała i kąpała się całymi dniami ale gdy przychodziła pora karmienia to zjadała zaledwie małą garstkę co 3 dni. Inne psy jadły jak oszalałe, czyhały na jej michę a ona nic...Jak karmię z reki to zje garstkę ale nie jest to nawet jedna trzecia tego co powinna zjeść. Generalnie pies w domu całymi dniami śpi i gdyby nie to że na dworze biega i jest energiczny to bym pomyślała że jest ciężko chora. Wszyscy już mnie na osiedlu zaczepiają co jej jest że taka chuda a ja już nie wiem co mam robić. Gdy my jemy też nie żebrze! Dziś kupiłam Royala Intestinal dla psów anorektyków, nie chciała jeść z michy, a z ręki zjadła malutką garsteczkę [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/icon_frown.gif[/IMG] teraz ona śpi a w jednaj misce stoi intestinal a w drugiej makaron z puszką typu pasztet i z rosołkiem. Mam strasznego doła, czuję się jak psie hospicjum, bo prawda jest taka, że jak tak dalej pójdzie to ona nie dożyje zimy i to nie jest żart. Aha i jeszcze jedno Luna nie ma urazu do miski ani łyżki. Calo pet zlizywała z łyżki chętnie, do miski też podchodzi bez obaw ale poliże, powącha, trochę pomemle i odchodzi. Nie wiem już co mam robić!
-
Słuchajcie! Pomóżcie mi, jestem już bliska obłędu!!! mój pies sam i na własne życzenie się wykańcza. Nie wiem już co robić. Zrobiłam już właściwie wszystko co mogłam. Luna nie jest już karmiona przeze mnie na siłę od około 2 i pół miesiąca. Od tego czasu schudła około 6 kilo. Sierść jej zmatowiała i sypie się jak z choinki już ponad miesiąc, w międzyczasie odnowiły się niektóre choroby (oczy i uszy) po prostu jej odporność jest w tej chwili zerowa. Sterczą jej wszystkie kości. W międzyczasie zrobiłam jej morfologie rozszerzoną krwi, biochemie i bad trzustki - wszystkie wyniki w normie. Podawałam suplementy na poprawę kondycji i apetyt np. calo pet 2 opakowania, daję tren, olej z wiesiołka, od czasu do czasu witaminy. Luna była dwa razy przez tydzień na działce u naszych dobrych znajomych (my w tym czasie wyjechaliśmy nad morze), uwielbia ich. Miała tam towarzystwo innych przyjaznych psów, biegała i kąpała się całymi dniami ale gdy przychodziła pora karmienia to zjadała zaledwie małą garstkę co 3 dni. Inne psy jadły jak oszalałe, czyhały na jej michę a ona nic...Jak karmię z reki to zje garstkę ale nie jest to nawet jedna trzecia tego co powinna zjeść. Generalnie pies w domu całymi dniami śpi i gdyby nie to że na dworze biega i jest energiczny to bym pomyślała że jest ciężko chora. Wszyscy już mnie na osiedlu zaczepiają co jej jest że taka chuda a ja już nie wiem co mam robić. Gdy my jemy też nie żebrze! Dziś kupiłam Royala Intestinal dla psów anorektyków, nie chciała jeść z michy, a z ręki zjadła malutką garsteczkę :( teraz ona śpi a w jednaj misce stoi intestinal a w drugiej makaron z puszką typu pasztet i z rosołkiem. Mam strasznego doła, czuję się jak psie hospicjum, bo prawda jest taka, że jak tak dalej pójdzie to ona nie dożyje zimy i to nie jest żart. Aha i jeszcze jedno Luna nie ma urazu do miski ani łyżki. Calo pet zlizywała z łyżki chętnie, do miski też podchodzi bez obaw ale poliże, powącha, trochę pomemle i odchodzi. Nie wiem już co mam robić!
-
Czy ktoś ma jakiś pomysł co robić lub mógłby mnie jeszcze nakierować jaka mogłaby być to choroba. W głowie mi się to nie mieści żeby pies sam się tak głodził i wycieńczał swój organizm. Czytam często dział o psach do adopcji i tam są takie bidy maltretowane, ciężko chore i przerażone a jednak one jedzą, chcą żyć i zdrowieją. Przecież chyba nie ma anoreksji wśród psów???
-
Jak miała ok 4 miesięcy miała badanie krwi i próby wątrobowe były nieco ponad normę. O trzustce nic nie wiem. Parę miesięcy później miała robione znów badanie krwi (podejrzenie babesji) próby wątrobowe były w porządku. Też się zastanawiałam nad trzustką, do tej pory nie miała robionych jakiś specjalistycznych badań w tym kierunku. Zamierzam ją zbadać ale muszę poczekać na przypływ gotówki. Myślałam o niewydolności trzustki ale wydawało mi się, że psy z tą chorobą mają ogromny apetyt i dużo jedzą a mimo to chudną...
-
Dziękuję, że się odezwałaś. Ze względu na to, że Luna często zjadała śmieci na dworze jest odrobaczana co trzy miesiące. Stosuję najlepsze tabletki: aniprazol, Drontal Plus a ostatnio (27 maja) profender. Nigdy nie widziałam u niej robaków, choć kupy ma często luźne i nie za ładne. Ostatnio ugotowałam wątróbkę ale nie zainteresowała jej. Spróbuję z tymi sercami, może stanie się cud...
-
Podnoszę....liczę na was
-
Odkąd jest u mnie Luna mam problem z jej jedzeniem a raczej niejedzeniem. Gdy ją wzięłam miała trzy miesiące i była wtedy chora na wiele rzeczy i nieszczepiona (szczepienia były opóźnione). Nie miała zupełnie apetytu, po paru dniach niejedzenia zaczęłam ją karmić na siłę łyżką. Rozmaczałam karmę, wkładałam łyżkami do gardła i przytrzymywałam aż połknie. Pies tak funkcjonował przez rok. Wyglądał pięknie miał energię ale wszelkie próby aby zaczął sam jeść kończyły się fiaskiem. Jedyne co mnie u niej zawsze niepokoiło to fakt, że robiła dużo kup nawet do 8 dziennie i często puszczała bąki (działo się tak po różnych karmach). Gdy jako szczeniak miała robione badanie krwi wszystko było w normie a weterynarz mówił aby ją przegłodzić. Jednak wytrzymywałam góra 2 dni a potem znów zaczynałam ją karmić. Doszłam do wniosku, że szczeniak się rozwija, rośnie i nie może w tak ważnym okresie mieć drastycznych głodówek. Postanowiłam, że po pierwszej cieczce koniec z karmieniem i pies musi zacząć jeść sam. Karmienie łyżką oprócz tego że nienormalne i uciążliwe dla mnie było i jest przede wszystkim stresujące dla psa! Zdarzało się również, że Luna gdy za szybko lub za dużo jej dałam potrafiła zwrócić całe jedzenie w stanie nienaruszonym (niestrawionym). Najdziwniejsze jest to, że jedzenie zawsze było niestrawione, niezależnie czy zostało zwrócone zaraz, po godzinie czy nawet po 10 godzinach! Nie były to wymiociny tylko nienaruszony rozmoczony suchy o takim też zapachy (przepraszam za szczegółowość w opisie). Co do karmienia wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego zarówno zmiany karm, sposobu karmienia jak i otoczenia. Dawałam Lunie: różne karmy suche (pro plan, nutra nuggets, nutra gold, biomill-próbka, josera dla wybrednych), karmy suche i mokre dla kota, karmy z puszek i pasztety, barf- kości i surowe mięso, normalna karma gotowana ryż lub makaron z mięsem i warzywami. Karmiłam w różnych pokojach, w różnych miskach, przy innych psach (metoda konkurencji). Luna nie chciała jeść ani u innej osoby w domu przy innym psie (gdy wyjeżdżałam) ani u mnie w domu gdy mieliśmy drugiego psa w gościach. Za to niestety wyżera wszelkie śmieci na dworze również kupy. Je różne smaki z ręki w domu i na dworze, je rzucone w kuchni różne resztki jedzenia (choć nie zawsze). Nie chce jeść z miski a i z podłogi zje tylko parę kulek suchego potem traci zainteresowanie. Gdy my jemy nie żebrze i nie interesuje się jedzeniem, nigdy nie karmiłam jej przy stole. Była zabrana z działki gdzie nie miała żadnej opieki i żywiła się odpadkami dlatego podejrzewam, że stąd jej dziwne nawyki jedzeniowe (jedzenie śmieci na dworze). Jakiś czas temu zaparłam się i przestałam ją karmić łyżką. Gotowałam jedzenie. Suka przez tydzień nie jadła nic! Po tygodniu zjadła pół miski makaronu z mięsem a wieczorem tego samego dnia drugie pół z dorzuconą lazanią z obiadu (miska aż jeździła po kuchni!)ucieszyłam się, że problem z głowy i zacznie jeść, niestety nie. Mimo iż gotowałam jej to samo nie jadła przez kolejny tydzień. Po tygodniu zjadła odrobinę jedzenia i to po wielkim dosmaczaniu parówkami i pasztetem. Po tym eksperymencie schudła 4 kilo. Nie wiem już co robić, po tych wszystkich próbach i eksperymentach jestem już wyczerpana i ja i pies. Sunia straciła zupełnie apetyt Bo po głodówkach skurczył jej się żołądek.Obecnie nie szuka już jedzenia na dworze, nie jest też chętna na psie smaki i prasowane kości (które do tej pory chętnie jadła). Nie podchodzi do miski i nie szuka jedzenia a jak jej coś rzucę z naszego obiadu też nie chce. Na pewno jest to też wina upału, ale kurcze ile można nie jeść! W tej chwili jest dramatycznie bo Luna zaczęła z głodu wymiotować, bulgocze jej w żołądku i wymiotuje żółcią, miałam myśl, że może się zatruła lub coś jej utknęło w jelitach ale na dworze szaleje jak nigdy za piłką i frisbee (mimo upałów). Gdy ostatnio po tych wymiotach nakarmiłam ją na siłę nie zwymiotowała choć widziałam, że trochę jej się chciało, a rano zrobiła normalną kupę. Jednak gdy wczoraj znów po głodówce zwymiotowała żółcią i ją nakarmiłam to zwymiotowała, znów ją nakarmiłam i znów zwymiotowała. Nie wiem już czy to psychika czy jednak coś jej jest. Zamierzam zrobić Lunie szczegółowe badania krwi i usg ale muszę niestety z tym poczekać bo teraz mam ciężko sytuację finansową. Jeżeli jednak okaże się, że to na 100% psychika to jestem załamana nie wyobrażam sobie żeby karmić dużego psa przez kilkanaście lat psa łyżką, tym bardziej, że psa też to bardzo stresuje. Zrobiło się zamknięte koło i nie wiem jak z tego wyjść :((( POMÓŻCIE!!! (zamieszczam ten post w paru działach bo tak naprawdę nie wiem jakiego rodzaju to problem)
-
Odkąd jest u mnie Luna mam problem z jej jedzeniem a raczej niejedzeniem. Gdy ją wzięłam miała trzy miesiące i była wtedy chora na wiele rzeczy i nieszczepiona (szczepienia były opóźnione). Nie miała zupełnie apetytu, po paru dniach niejedzenia zaczęłam ją karmić na siłę łyżką. Rozmaczałam karmę, wkładałam łyżkami do gardła i przytrzymywałam aż połknie. Pies tak funkcjonował przez rok. Wyglądał pięknie miał energię ale wszelkie próby aby zaczął sam jeść kończyły się fiaskiem. Jedyne co mnie u niej zawsze niepokoiło to fakt, że robiła dużo kup nawet do 8 dziennie i często puszczała bąki (działo się tak po różnych karmach). Gdy jako szczeniak miała robione badanie krwi wszystko było w normie a weterynarz mówił aby ją przegłodzić. Jednak wytrzymywałam góra 2 dni a potem znów zaczynałam ją karmić. Doszłam do wniosku, że szczeniak się rozwija, rośnie i nie może w tak ważnym okresie mieć drastycznych głodówek. Postanowiłam, że po pierwszej cieczce koniec z karmieniem i pies musi zacząć jeść sam. Karmienie łyżką oprócz tego że nienormalne i uciążliwe dla mnie było i jest przede wszystkim stresujące dla psa! Zdarzało się również, że Luna gdy za szybko lub za dużo jej dałam potrafiła zwrócić całe jedzenie w stanie nienaruszonym (niestrawionym). Najdziwniejsze jest to, że jedzenie zawsze było niestrawione, niezależnie czy zostało zwrócone zaraz, po godzinie czy nawet po 10 godzinach! Nie były to wymiociny tylko nienaruszony rozmoczony suchy o takim też zapachy (przepraszam za szczegółowość w opisie). Co do karmienia wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego zarówno zmiany karm, sposobu karmienia jak i otoczenia. Dawałam Lunie: różne karmy suche (pro plan, nutra nuggets, nutra gold, biomill-próbka, josera dla wybrednych), karmy suche i mokre dla kota, karmy z puszek i pasztety, barf- kości i surowe mięso, normalna karma gotowana ryż lub makaron z mięsem i warzywami. Karmiłam w różnych pokojach, w różnych miskach, przy innych psach (metoda konkurencji). Luna nie chciała jeść ani u innej osoby w domu przy innym psie (gdy wyjeżdżałam) ani u mnie w domu gdy mieliśmy drugiego psa w gościach. Za to niestety wyżera wszelkie śmieci na dworze również kupy. Je różne smaki z ręki w domu i na dworze, je rzucone w kuchni różne resztki jedzenia (choć nie zawsze). Nie chce jeść z miski a i z podłogi zje tylko parę kulek suchego potem traci zainteresowanie. Gdy my jemy nie żebrze i nie interesuje się jedzeniem, nigdy nie karmiłam jej przy stole. Była zabrana z działki gdzie nie miała żadnej opieki i żywiła się odpadkami dlatego podejrzewam, że stąd jej dziwne nawyki jedzeniowe (jedzenie śmieci na dworze). Jakiś czas temu zaparłam się i przestałam ją karmić łyżką. Gotowałam jedzenie. Suka przez tydzień nie jadła nic! Po tygodniu zjadła pół miski makaronu z mięsem a wieczorem tego samego dnia drugie pół z dorzuconą lazanią z obiadu (miska aż jeździła po kuchni!)ucieszyłam się, że problem z głowy i zacznie jeść, niestety nie. Mimo iż gotowałam jej to samo nie jadła przez kolejny tydzień. Po tygodniu zjadła odrobinę jedzenia i to po wielkim dosmaczaniu parówkami i pasztetem. Po tym eksperymencie schudła 4 kilo. Nie wiem już co robić, po tych wszystkich próbach i eksperymentach jestem już wyczerpana i ja i pies. Sunia straciła zupełnie apetyt Bo po głodówkach skurczył jej się żołądek.Obecnie nie szuka już jedzenia na dworze, nie jest też chętna na psie smaki i prasowane kości (które do tej pory chętnie jadła). Nie podchodzi do miski i nie szuka jedzenia a jak jej coś rzucę z naszego obiadu też nie chce. Na pewno jest to też wina upału, ale kurcze ile można nie jeść! W tej chwili jest dramatycznie bo Luna zaczęła z głodu wymiotować, bulgocze jej w żołądku i wymiotuje żółcią, miałam myśl, że może się zatruła lub coś jej utknęło w jelitach ale na dworze szaleje jak nigdy za piłką i frisbee (mimo upałów). Gdy ostatnio po tych wymiotach nakarmiłam ją na siłę nie zwymiotowała choć widziałam, że trochę jej się chciało, a rano zrobiła normalną kupę. Jednak gdy wczoraj znów po głodówce zwymiotowała żółcią i ją nakarmiłam to zwymiotowała, znów ją nakarmiłam i znów zwymiotowała. Nie wiem już czy to psychika czy jednak coś jej jest. Zamierzam zrobić Lunie szczegółowe badania krwi i usg ale muszę niestety z tym poczekać bo teraz mam ciężko sytuację finansową. Jeżeli jednak okaże się, że to na 100% psychika to jestem załamana nie wyobrażam sobie żeby karmić dużego psa przez kilkanaście lat psa łyżką, tym bardziej, że psa też to bardzo stresuje. Zrobiło się zamknięte koło i nie wiem jak z tego wyjść :((( POMÓŻCIE!!! (zamieszczam ten post w paru działach, bo tak naprawdę nie wiem jakiego rodzaju to problem)
-
Odkąd jest u mnie Luna mam problem z jej jedzeniem a raczej niejedzeniem. Gdy ją wzięłam miała trzy miesiące i była wtedy chora na wiele rzeczy i nieszczepiona (szczepienia były opóźnione). Nie miała zupełnie apetytu, po paru dniach niejedzenia zaczęłam ją karmić na siłę łyżką. Rozmaczałam karmę, wkładałam łyżkami do gardła i przytrzymywałam aż połknie. Pies tak funkcjonował przez rok. Wyglądał pięknie miał energię ale wszelkie próby aby zaczął sam jeść kończyły się fiaskiem. Dodatkowo co mnie u niej zawsze niepokoiło to fakt, że robiła dużo kup nawet do 8 dziennie i często puszczała bąki (działo się tak po różnych karmach). Gdy jako szczeniak miała robione badanie krwi wszystko było w normie a weterynarz mówił aby ją przegłodzić. Jednak wytrzymywałam góra 2 dni a potem znów zaczynałam ją karmić. Doszłam do wniosku, że szczeniak się rozwija, rośnie i nie może w tak ważnym okresie mieć drastycznych głodówek. Postanowiłam, że po pierwszej cieczce koniec z karmieniem i pies musi zacząć jeść sam. Karmienie łyżką oprócz tego że nienormalne i uciążliwe dla mnie było i jest przede wszystkim stresujące dla psa! Zdarzało się również, że Luna gdy za szybko lub za dużo jej dałam potrafiła zwrócić całe jedzenie w stanie nienaruszonym (niestrawionym). Najdziwniejsze jest to, że jedzenie zawsze było niestrawione, niezależnie czy zostało zwrócone zaraz, po godzinie czy nawet po 10 godzinach! Nie były to wymiociny tylko nienaruszony rozmoczony suchy o takim też zapachy (przepraszam za szczegółowość w opisie). Co do karmienia wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego zarówno zmiany karm, sposobu karmienia jak i otoczenia. Dawałam Lunie: różne karmy suche (pro plan, nutra nuggets, nutra gold, biomill-próbka, josera dla wybrednych), karmy suche i mokre dla kota, karmy z puszek i pasztety, barf- kości i surowe mięso, normalna karma gotowana ryż lub makaron z mięsem i warzywami. Karmiłam w różnych pokojach, w różnych miskach, przy innych psach (metoda konkurencji). Luna nie chciała jeść ani u innej osoby w domu przy innym psie (gdy wyjeżdżałam) ani u mnie w domu gdy mieliśmy drugiego psa w gościach. Za to niestety wyżera wszelkie śmieci na dworze również kupy. Je różne smaki z ręki w domu i na dworze, je rzucone w kuchni różne resztki jedzenia (choć nie zawsze). Nie chce jeść z miski a i z podłogi zje tylko parę kulek suchego potem traci zainteresowanie. Gdy my jemy nie żebrze i nie interesuje się jedzeniem, nigdy nie karmiłam jej przy stole. Była zabrana z działki gdzie nie miała żadnej opieki i żywiła się odpadkami dlatego podejrzewam, że stąd jej dziwne nawyki jedzeniowe (jedzenie śmieci na dworze). Jakiś czas temu zaparłam się i przestałam ją karmić łyżką. Gotowałam jedzenie. Suka przez tydzień nie jadła nic! Po tygodniu zjadła pół miski makaronu z mięsem a wieczorem tego samego dnia drugie pół z dorzuconą lazanią z obiadu (miska aż jeździła po kuchni!)ucieszyłam się, że problem z głowy i zacznie jeść, niestety nie. Mimo iż gotowałam jej to samo nie jadła przez kolejny tydzień. Po tygodniu zjadła odrobinę jedzenia i to po wielkim dosmaczaniu parówkami i pasztetem. Po tym eksperymencie schudła 4 kilo. Nie wiem już co robić, po tych wszystkich próbach i eksperymentach jestem już wyczerpana i ja i pies. Sunia straciła zupełnie apetyt Bo po głodówkach skurczył jej się żołądek.Obecnie nie szuka już jedzenia na dworze, nie jest też chętna na psie smaki i prasowane kości (które do tej pory chętnie jadła). Nie podchodzi do miski i nie szuka jedzenia a jak jej coś rzucę z naszego obiadu też nie chce. Na pewno jest to też wina upału, ale kurcze ile można nie jeść! W tej chwili jest dramatycznie bo Luna zaczęła z głodu wymiotować, bulgocze jej w żołądku i wymiotuje żółcią, miałam myśl, że może się zatruła lub coś jej utknęło w jelitach ale na dworze szaleje jak nigdy za piłką i frisbee (mimo upałów). Gdy ostatnio po tych wymiotach nakarmiłam ją na siłę nie zwymiotowała choć widziałam, że trochę jej się chciało, a rano zrobiła normalną kupę. Jednak gdy wczoraj znów po głodówce zwymiotowała żółcią i ją nakarmiłam to zwymiotowała, znów ją nakarmiłam i znów zwymiotowała. Nie wiem już czy to psychika czy jednak coś jej jest. Zamierzam zrobić Lunie szczegółowe badania krwi i usg ale muszę niestety z tym poczekać bo teraz mam ciężko sytuację finansową. Jeżeli jednak okaże się, że to na 100% psychika to jestem załamana nie wyobrażam sobie żeby karmić dużego psa przez kilkanaście lat psa łyżką, tym bardziej, że psa też to bardzo stresuje. Zrobiło się zamknięte koło i nie wiem jak z tego wyjść :((( POMÓŻCIE!!!
-
Dzięki za pamięć! Problem Luny z księżycem nie trwał zbyt długo i na szczęście ten strach sam jej przeszedł po jakiś chyba 2 tygodniach. Może dlatego, że niebo było bardziej chmurne i księżyc mniej widoczny? Nie wiem ale od tamtej pory nie zdarzało się jej na razie szczekać na księżyc. Zobaczymy co będzie dalej, jeżeli problem powróci to na pewno dam znać ;)
-
Moje zdanie jest takie, że psa powinna się kąpać nie więcej niż dwa razy do roku a można i rzadziej. Oczywiście nie mówię tu o rasach ozdobnych, psach wystawowych lub o wymagającej sierści (długowłose). Miałam 15 lat owczarka i był kąpany zawsze co najwyżej dwa razy w roku, ale w okresie lnienia był intensywnie wyczesywany różnego rodzaju grzebieniami. Sierść miał zawsze piękną i naprawdę nigdy nie śmierdział i nie jest to tylko moja subiektywna opinia ale i moich znajomych. Teraz mam suczkę kundelka (też duża) o sierści podobnej jak owczarek może tylko nieco bardziej gładka i mniej podszerstka. Nigdy w życiu nie była jeszcze kąpana a ma już rok. Nie śmierdzi cały brud z niej bardzo szybko opada. Sierść ma piękną mięciutką i pachnącą domeme i nami a nie psem. Prawda jest taka, że im częściej się psa kąpie tym szybciej się on brudzi, bo zmywamy mu naturalną tłuszczową (lipidową?) ochronę włosa która właśnie chroni przed zabrudzeniem.
-
hej murakami ;) a czy wiecie może coś na temat stosowania obroży przeciw insektom dla psów gdy w domu są małe dzieci które mają częsty kontakt z psem. Jeden weterynarz mi powiedział, że takie obroże mogą być dla dziecka bardzo szkodliwe jeżeli często bawi się z psem itd...
-
Tak to chyba była taka faza rozwojowa, że wróciły jej lęki. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że tak jak się nagle pojawiło tak już właściwie całkowicie jej przeszło. Znów się zrobiła całkiem opanowana no i ogólnie szczeka już dużo mniej :)
-
[quote name='murakami']Luna szczeka na księżyc ponieważ obliguje ją do tego jej imię, mówiłam przecież! :lol: A tak na serio, to ja wierzę, że będzie dobrze.[/QUOTE] No racja! Dzięki za przypomnienie ;)
-
Dzięki za rady! Wydaje mi się, że jest zdrowa, nie zauważyłam żadnych niepokojących objawów. Miała jakiś czas temu robione badania krwi w związku z podejrzeniem babesji. Badania wzroku też są aktualne bo góra sprzed 3 miesięcy. Pracuję nad odwracaniem uwagi i już jest lepiej. Jak wychodzi z klatki to już automatycznie patrzy na księżyc i chce szczekać, ale potem udaje mi się ją zachęcić do zabawy. Myślę, że już będzie dobrze :)
-
[quote name='Greven']Czy ona nie ma problemów ze wzrokiem?[/QUOTE] Raczej nie, nic przynajmniej na to nie wskazuje. Znajduje aporty, poznaje ludzi i psy z daleka...zresztą miała badany wzrok u dr. Garncarza ze względu na grudkowe zapalenie trzeciej powieki i wszystko jest ok.
-
Dzięki! Jak zawsze można na Ciebie liczyć :) Luna zawsze od pierwszego dnia u mnie chodziła luzem i zawsze się bardzo pilnowała. Problemy z odwoływaniem zaczęły się gdy zaczęła obszczekiwać ludzi, no a gdy to zaczęłam kontrolować to zaczął się z kolei problem z księżycem..
-
Ratunku, dziwne zachowania Luny się nasilają!!! Zaczęłam z nią pracować nad tym aby nie obszczekiwała ludzi, zaczęłam nosić jej smaki, często przywoływać i zajmować aportami i to odnosiło skutek, bardzo ładnie zaczęła ignorować ludzi i dawała się odwoływać. Niestety 5 dni temu coś się wydarzyło i kompletnie nie wiem o co chodzi ani jak temu zaradzić. Najpierw któregoś wieczoru przeraziła się krzaka obok którego przechodziliśmy ze znajomymi i ich psami (obok tego krzaka nie przechodziliśmy pierwszy raz!). Zaczęła przeraźliwie szczekać, warczeć i zataczać koła, miałam nawet problem z przywołaniem jej do mnie. Inne psy w tym czasie zupełnie nie reagowały. Gdy w końcu ją zapięłam na smycz, uspokoiłam ją nieco i podeszłam do krzaka aby go obwąchała (opierała się przy tym). Konfrontacja z krzakiem nie uspokoiła jej, ale gdy po jakimś czasie wracaliśmy tamtędy to już nie zwróciła na niego uwagi. Niestety problemy pojawiły się następnego dnia. Szłam po dziecko do przedszkola, było już ciemno, Luna wyszła z klatki i nagle strasznie się przeraziła i zaczęła szczekać i warczeć, znowu zataczając nerwowe koła. Patrzyła przy tym cały czas w górę na niebo, okazało się w końcu, że bała się księżyca! Przez cały czas do przedszkola i z powrotem potwornie szczekała na księżyc. Nie działało na nią nic, ani inne znajome psy, ani odwracanie uwagi przysmakami i aportami, ani mój synek odebrany z przedszkola. Szczekała również na smyczy i w kagańcu. Pocieszałam się, że to jednorazowy wybryk - dojrzewa, więc może miewać swoje dziwne fazy. Zachowanie to niestety powtórzyła się następnego dnia, do tego szczekała również w dzień na słońce, Teraz już szczeka tylko w nocy na księżyc, ale spacery są koszmarem [IMG]http://www.dogomania.pl/../images/smilies/icon_frown.gif[/IMG] nie mogę w żaden sposób na nią wpłynąć. Raz już chyba w przypływie rozpaczy, bojąc się że w końcu obudzi całe osiedle, zaczęłam ją karcić słownie za każde szczeknięcie, w końcu rzuciłam w jej kierunku pare razy smyczą. Był to oczywisty błąd, bo sunia owszem przestała szczekać, ale jej lęk się uogólnił. Chodziła potem spięta, wciąż rozglądając się przerażona na wszystkie strony, plącząc mi się pod ogami i dosłownie pod nie wpadając. Nie wiem już co mam robić. Poradzcie coś proszę bo nie mam już pomysłu jak zneutralizować lęk przed księżycem! Zachowania Luny są naprawdę nietypowe.
-
Ratunku, dziwne zachowania Luny się nasilają!!! Zaczęłam z nią pracować nad tym aby nie obszczekiwała ludzi, zaczęłam nosić jej smaki, często przywoływać i zajmować aportami i to odnosiło skutek, bardzo ładnie zaczęła ignorować ludzi i dawała się odwoływać. Niestety 5 dni temu coś się wydarzyło i kompletnie nie wiem o co chodzi ani jak temu zaradzić. Najpierw któregoś wieczoru przeraziła się krzaka obok którego przechodziliśmy ze znajomymi i ich psami (obok tego krzaka nie przechodziliśmy pierwszy raz!). Zaczęła przeraźliwie szczekać, warczeć i zataczać koła, miałam nawet problem z przywołaniem jej do mnie. Inne psy w tym czasie zupełnie nie reagowały. Gdy w końcu ją zapięłam na smycz, uspokoiłam ją nieco i podeszłam do krzaka aby go obwąchała (opierała się przy tym). Konfrontacja z krzakiem nie uspokoiła jej, ale gdy po jakimś czasie wracaliśmy tamtędy to już nie zwróciła na niego uwagi. Niestety problemy pojawiły się następnego dnia. Szłam po dziecko do przedszkola, było już ciemno, Luna wyszła z klatki i nagle strasznie się przeraziła i zaczęła szczekać i warczeć, znowu zataczając nerwowe koła. Patrzyła przy tym cały czas w górę na niebo, okazało się w końcu, że bała się księżyca! Przez cały czas do przedszkola i z powrotem potwornie szczekała na księżyc. Nie działało na nią nic, ani inne znajome psy, ani odwracanie uwagi przysmakami i aportami, ani mój synek odebrany z przedszkola. Szczekała również na smyczy i w kagańcu. Pocieszałam się, że to jednorazowy wybryk - dojrzewa, więc może miewać swoje dziwne fazy. Zachowanie to niestety powtórzyła się następnego dnia, do tego szczekała również w dzień na słońce, Teraz już szczeka tylko w nocy na księżyc, ale spacery są koszmarem :( nie mogę w żaden sposób na nią wpłynąć. Raz już chyba w przypływie rozpaczy, bojąc się że w końcu obudzi całe osiedle, zaczęłam ją karcić słownie za każde szczeknięcie, w końcu rzuciłam w jej kierunku pare razy smyczą. Był to oczywisty błąd, bo sunia owszem przestała szczekać, ale jej lęk się uogólnił. Chodziła potem spięta, wciąż rozglądając się przerażona na wszystkie strony, plącząc mi się pod ogami i dosłownie pod nie wpadając. Nie wiem już co mam robić. Poradzcie coś proszę bo nie mam już pomysłu jak zneutralizować lęk przed księżycem! Zachowania Luny są naprawdę nietypowe.
-
MAKS już w cudownym domku! Bądź szczęśliwy maluszku!
ziele77 replied to kamilawa's topic in Już w nowym domu
[quote name='Cantadorra']Przepraszam za offa i zapraszam na bazarek, zbieramy na wozek dla suni: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/177916-CD-perfumy-Dla-Sary-ONki-uratowanej-od-samotnej-A-mierci-w-kojcu-Do-24-01-do-00-00[/URL][/QUOTE] Piękny pies! aż mnie korci bo jestem zakochana w owczarkach, ale mam już jednego psa i dwa to już chyba za dużo :-( -
[quote name='karjo2']Jak najzupelniej normalne zachowanie dorastajacego, znudzonego jalowymi spacerami i brakiem zajecia psa. Klaniaja sie podstawy kulktury (jakim prawem pies dobiega i obszczekuje, zabiera cudze rzeczy, nie dopuszcza do nich wlasciciela, zabiera zabawki psom, w tym ostatnim przypadku moze skonczyc sie na chirurgii i szyciu suki), nauka odwolania, skoro pies nieodwolywalny - linka treningowa i codzienna praca, szkolenie. No i spacery, gdzie pies pracuje z Toba, biegacie, uczysz sztuczek, tropienia itp.[/QUOTE] Tak oczywiście masz rację. Luna jest strasznie nakręcona na aportowanie, ja jednak nie wynoszę teraz piłeczek bo w śniegu już dużo zabawek zgubiła. Poza tym lubię jak bawi się z psami a jak ma aporty to wtedy świata poza nimi nie widzi (no ale chyba jednak będę musiała się dostosować do jej potrzeb ;)). Jeżeli chodzi o obszczekiwanie to na na razie chodzi z tego powodu w kagańcu, który zdejmuję jej do zabaw z psami. Choć jeżeli będę wynosiła aporty to problemu nie będzie bo wtedy na nic innego już nie zwraca uwagi. Mi jednak to jej zachowanie z pilnowaniem nie wydaje się typowe, bo ja rozumiem, że pies może być terytorialny, że pilnuje swoich rzeczy, ale ona pilnuje wszystkich rzeczy cudzych też i to tylko przed psami. Wygląda to tak ma patyk, jakiś pies weźmie coś do pyska, to zostawia swoje i mu wyrywa, inny pies coś weźmie to znów zostawia swoje i tamtemu wyrywa i tak w kółko. Widzę, że wręcz wpada w jakiś rodzaj frustracji, że nie może wszystkiego upilnować. Pani z którą rozmawiam postawi siatkę z zakupami to już żaden pies nawet jej własny do tej siatki nie podejdzie (oczywiście Pani może wziąć siatkę - te zachowania są tylko do psów) Jak w wakacje Luna była u znajomych to ustawiła ich dorosłą sukę i nie dopuszczała jej do zabawek. Mimo, że to był dom tej suczki i jej zabawki a Luna miała wtedy około 5 miesięcy - wskazywało by to na to, że Luna ma bardzo mocny charakter a wcale tak nie jest!
-
Moja suczka Luna ma teraz 10 miesięcy i przejawia zachowania z jakim do tej pory nigdy wcześniej się nie spotkałam, a miałam już do czynienia z bardzo wieloma psimi osobistościami i tymi dominującymi i uległymi. Luna jest Kundelkiem postury dalmatyńczyka, gdy ją wzięłam miała 3 miesiące i była nieco zdziczała, mieszkała na czyjejś działce. Wszystkiego się panicznie bała, nawet weterynarz powiedział, że bez behawiorysty się nie obejdzie, bo tak przerażonego psa jeszcze nie widział. Na szczęście Luna szybko oswoiła się ze wszystkim, jest bardzo uległa i przyjacielska ale już nie strachliwa. Jako szczenie ciągle leciała do wszystkich psów i ludzi i się cieszyła. Teraz dorasta i pewne rzeczy się zmieniają. Niestety zaczęła obszczekiwać ludzi, ale nigdy nie obszczekuje nikogo w domu na klatce czy przy mnie na ulicy, ani jak idzie na smyczy. Obszczekuje wszystkich których dojrzy daleko, wtedy pędem leci i szczeka, dlatego mam kłopot z oduczaniem jej tego, bo gdy reaguję to ona już z reguły jest daleko. Nie jest to obszczekiwanie agresywne bo jak tylko dana osoba wyciągnie rękę lub coś do niej powie to już się płaszczy i cieszy. Druga sprawa, Luna ma bardzo dziwny nawyk pilnowania dosłownie wszystkiego przed innymi psami. Nie chodzi o jedzenie (jest niejadkiem i jedyne co ją interesuje to ewentualnie jakieś świństwa na dworze [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/icon_frown.gif[/IMG]), chodzi o zabawki, patyki, wszelkie śmieci typu puszki papiery czy siatki, pilnuje również rzeczy moich lub innych osób typu torba, kaganiec czy smycz, no po prostu pilnuje wszystkiego. Jest to o tyle dziwne, że z natury jest psem uległym poddającym się przed innymi psami, lubiącym wywalać się na plecy, ale jeżeli wchodzi w grę jakiś przedmiot to nagle robi się pewna siebie i tego samego psa przed którym się kajała potrafi pogonić! Robi się to męczące, bo właściwie zamienia się to w jakąś obsesję!Potrafi zobaczyć z daleka psa z bawiącego się piłką, podbiega i bezpardonowo mu ją zabiera! Jak stoję ze znajomymi i ich psami to żaden z psów nie ma prawa wziąć nic!!! do pyska czy pobawić się swoją! zabawką, Luna wszystko im zabiera. Gdy ja albo ktoś inny położy na ziemię siatkę z zakupami czy choćby smycz czy rękawiczkę to żadem pies nie ma prawa do niej podejść. Przy czym tak jak mówiłam nie odnosi się to do jedzenia, smaczki jedzą wszyscy razem zgodnie. nie odnosi się to również do Ludzi - człowiekowi odda wszystko bez problemu, mojemu 5 letniemu synkowi też i słucha go tak samo jak mnie. Jednak to jej zachowanie bardzo mnie nurtuje ponieważ jest dość osobliwe i się nasila! Skąd to się bierze i jak można je wyeliminować jednocześnie nie odbierając psu pewności siebie.
-
Moja suczka Luna ma teraz 10 miesięcy i przejawia zachowania z jakim do tej pory nigdy wcześniej się nie spotkałam, a miałam już do czynienia z bardzo wieloma psimi osobistościami i tymi dominującymi i uległymi. Luna jest Kundelkiem postury dalmatyńczyka, gdy ją wzięłam miała 3 miesiące i była nieco zdziczała, mieszkała na czyjejś działce. Wszystkiego się panicznie bała, nawet weterynarz powiedział, że bez behawiorysty się nie obejdzie, bo tak przerażonego psa jeszcze nie widział. Na szczęście Luna szybko oswoiła się ze wszystkim, jest bardzo uległa i przyjacielska ale już nie strachliwa. Jako szczenie ciągle leciała do wszystkich psów i ludzi i się cieszyła. Teraz dorasta i pewne rzeczy się zmieniają. Niestety zaczęła obszczekiwać ludzi, ale nigdy nie obszczekuje nikogo w domu na klatce czy przy mnie na ulicy, ani jak idzie na smyczy. Obszczekuje wszystkich których dojrzy daleko, wtedy pędem leci i szczeka, dlatego mam kłopot z oduczaniem jej tego, bo gdy reaguję to ona już z reguły jest daleko. Nie jest to obszczekiwanie agresywne bo jak tylko dana osoba wyciągnie rękę lub coś do niej powie to już się płaszczy i cieszy. Druga sprawa, Luna ma bardzo dziwny nawyk pilnowania dosłownie wszystkiego przed innymi psami. Nie chodzi o jedzenie (jest niejadkiem i jedyne co ją interesuje to ewentualnie jakieś świństwa na dworze :(), chodzi o zabawki, patyki, wszelkie śmieci typu puszki papiery czy siatki, pilnuje również rzeczy moich lub innych osób typu torba, kaganiec czy smycz, no po prostu pilnuje wszystkiego. Jest to o tyle dziwne, że z natury jest psem uległym poddającym się przed innymi psami, lubiącym wywalać się na plecy, ale jeżeli wchodzi w grę jakiś przedmiot to nagle robi się pewna siebie i tego samego psa przed którym się kajała potrafi pogonić! Robi się to męczące, bo właściwie zamienia się to w jakąś obsesję!Potrafi zobaczyć z daleka psa z bawiącego się piłką, podbiega i bezpardonowo mu ją zabiera! Jak stoję ze znajomymi i ich psami to żaden z psów nie ma prawa wziąć nic!!! do pyska czy pobawić się swoją! zabawką, Luna wszystko im zabiera. Gdy ja albo ktoś inny położy na ziemię siatkę z zakupami czy choćby smycz czy rękawiczkę to żadem pies nie ma prawa do niej podejść. Przy czym tak jak mówiłam nie odnosi się to do jedzenia, smaczki jedzą wszyscy razem zgodnie. nie odnosi się to również do Ludzi - człowiekowi odda wszystko bez problemu, mojemu 5 letniemu synkowi też i słucha go tak samo jak mnie. Jednak to jej zachowanie bardzo mnie nurtuje ponieważ jest dość osobliwe i się nasila! Skąd to się bierze i jak można je wyeliminować jednocześnie nie odbierając psu pewności siebie.
-
Babesja, zatrucie?! Pomocy co to jest? sunia mi się wykańcza
ziele77 replied to ziele77's topic in Weterynaria
[quote name='kingula']Ziele jak tam suczka?[/QUOTE] Luna po zastrzyku na babesje zdecydowanie poczuła się lepiej i z każdym dniem było już coraz lepiej, teraz już śmiga jak dawniej :multi:Martwi mnie tylko to, że tak właściwie to nie wiem co jej było, bo badania nie potwierdziły babesji, a i wyniki krwi były w granicach normy (lekko tylko podwyższone próby wątrobowe i kreatynina). Nie wiem czego się wystrzegać na przyszłość, ale nie będę już drążyć tematu i robić kolejnych badań bo Luna czuje się świetnie a ja nie mam w tej chwili kasy :shake: PS: hecia13, a jak się czuje twój psiak, wiesz już co mu dolega? -
Babesja, zatrucie?! Pomocy co to jest? sunia mi się wykańcza
ziele77 replied to ziele77's topic in Weterynaria
[quote name='BeataG']Babeszja nie zawsze wychodzi w badaniu, ale jeśli jest, to ZAWSZE pogarsza się morfologia, bo babeszja rozwala czerwone krwinki. Przy podwyższonej kreatyninie ja bym jeszcze zrobiła rozszerzone badanie moczu (z kreatyniną właśnie) oraz usg narządów jamy brzusznej.[/QUOTE] Dzięki! Zasugeruję te badania na wizycie. Z ta kreatyniną, to coś jest na rzeczy bo jak ją przygarnęłam 4 miesiące temu to też była w bardzo złym stanie w badaniach krwi i (chyba) moczu też wyszedł wysoki wskaźnik m.in kreatyniny i była leczona parę tygodni na zapalenie pęcherza. Miała jednak wtedy nieco inne objawy.Dziwne to wszystko :shake: