-
Posts
514 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ziele77
-
basia$diana ostatnio czytam twoje posty na różnych wątkach i powiem szczerze wprawiasz mnie w przerażenie (dziwię się, że moje poprzedniczki są tak delikatne w wypowiedziach). Mi się nasuwa jedna konkluzja gdy Cię czytam: NIE powinnaś mieć psa! Ja to mówię serio i całkiem szczerze - to nie jest żadna docinka z mojej strony. Masz obsesyjne i niezdrowe podejście do psów, po prostu widać, że generalnie BOISZ się psów i nie masz do nich za grosz zaufania jako gatunku. Musiałaś mieć jakieś złe doświadczenia z psem w dzieciństwie albo nie mieć ich wcale, w każdym bądź razie pobudki dla których postanowiłaś wziąć psa są dla mnie niezrozumiałe i niezdrowe. Nie wiem co chciałaś sobie udowodnić biorąc psa, może to, że jednak się psów nie boisz i że świetnie sobie z psem poradzisz? Przykro się czyta twoje elaboraty na temat odpowiedzialności i wychowania, widać, że podchodzisz do psa jak do jeża i nadmiernie wszystko analizujesz. Brakuje mi tu uczuć w stosunku do psa, sympatii, naturalnego i spontanicznego zachowania. Brak Ci intuicji i naturalności w kontaktach z psami, a psy też wyczuwają takie rzeczy. Przykład z intensywnym wpatrywaniem się w psa, bo on sobie leży i obserwuje ciebie to dla mnie jakiś obłęd. Problem jest w Tobie i to twoje nienaturalne zachowania mogą spowodować, że pies zamiast się adaptować do warunków i oswajać zacznie świrować. Krytykowanie DT też jest dla mnie bez sensu, nikt nigdy nie da Ci gwarancji na psa ani żadne inne zwierze, że będzie takie i już i kropka. Bo jeżeli coś jest żywe to i się zmienia tak jak wszystko dookoła niego i wchodzi w interakcje ze środowiskiem wokół niego. Na zachowanie psa wpływa tyle czynników, że nigdy nie możesz wymagać od kogoś 100% gwarancji - to nie produkt! Mam przeczucie, że Diana nie zagrzeje u Ciebie miejsca i jeżeli tylko trafi do kochającego domu to uważam, że tak nawet będzie lepiej. Byle tylko nie wróciła do schroniska które tak wychwalasz nie wiedzieć czemu. Jak można uważać, że takie miejsce jest dobre dla psów- miejsce gdzie psy się zagryzają, codziennie walczą o przetrwanie, o pozycję w stadzie, jedzenie itd. Psy które są chore i zaniedbane i całe dnie siedzą w zatłoczonych klatkach, a na spacer wychodzą raz w tygodniu czasem nawet wcale. Jak można myśleć, że takie psy są szczęśliwe!!! Psy nie potrzebują być w stadzie, pies przede wszystkim potrzebuje mieć swojego człowieka który będzie o niego dbał i go kochał, choć są nieliczne wyjątki określone specyfiką rasy które faktycznie wolą być w stadzie, są to wszystkie psy północy, niektóre rasy myśliwskie itd... Rozpisałam się, ale naprawdę nie mogłam być obojętna czytając twoje posty... PS: basia$diana ma też swój wątek na "wychowaniu" ( w dziale agresja) i to do tego co na nim pisze są w większości moje komentarze m.in.
- 52 replies
-
- agresywnośc
- husky
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
aaa zapomniałam powiedzieć, że sytuacja się dziś zmieniła, na szczęście sąsiadce dobrze wyszły badania i ostatecznie potwierdziła zajęcie się Izi, a więc pozostaje mi znaleźć coś dla Luny, już mi o połowę lżej :)
-
SZAMAN bardzo Ci dziękuję za propozycję, staram się jednak znaleźć coś w warszawie lub okolicy, tym bardziej, że nie jestem mobilna (nie mam samochodu). Psiaki takie jak widać w avatarze, jedna wzrostu labradora ale drobna, druga wygląda jak przerośnięty parson (przynajmniej dla mnie). Typowo domowe psiaki, ale Luna dobrze się też czuła biegając po działce choć lubi mieć człowieka koło siebie.
-
Psy miały zapewnione DT na wakacje już od pół roku! Wszystko się zmieniło z tydzień temu kiedy koleżanka powiedziała mi, że jej suki ewidentnie się nie dogadują i zaczęły się gryźć do krwi, przy czym nie zamierza ich izolować bo woli żeby się gryzły niż któraś z nich miałaby siedzieć w kojcu hmm moich też nie chce izolować nie potrafię na nią wpłynąć. Wyjazd jest za tydzień i jest już opłacony, przy czym to nie ja płaciłam bo mnie na taki wyjazd nie stać, więc dodatkowo to nie ja straciłabym pieniądze!
-
No tak jak napisałam już wyżej, nikt nie może się do mnie wprowadzić, bo w tym czasie będzie u mnie remont. Poza tym wstyd mi to mówić ale moja rodzina nie lubi psów (tzn. trzymanie psa w domu uważa za bezsensowne) i z moimi psami ani żadnymi innymi nie chcą mieć nic do czynienia, dlatego nie mogę niestety liczyć na ich pomoc w tym względzie. Następne wakacje pewnie będą już gdzieś z psami... ale co teraz
-
Tak, przeglądałam już strony z pettsiterami, większość ofert to opieka typu wyjście na spacer i wtedy są stawki godzinowe! Moje psiaki musiałby ktoś wziąć bo nawet opieka u mnie w domu z zamieszkaniem odpada, bo w tym czasie będzie u mnie remont. Znalazłam kilka ciekawych ogłoszeń niedaleko mnie i na pewno będę dzwonić ale nie wiem co z tego wyniknie. Stawki które ja jestem w stanie zapłacić oferują z reguły osoby bardzo młode i bez doświadczenia w opiece nad psami. Tak czy siak będę szukać, szukam wszędzie dosłownie...
-
Tyle psów w potrzebie, że pewnie moja prośba żeby ktoś zaopiekował się moimi psami w wakacje to marzenie ściętej głowy :(
-
Moim marzeniem jest aby ktoś zaopiekował się moimi psami razem, bo są ze sobą bardzo zżyte i wzajemnie bardzo dobrze na siebie działają ale w mojej sytuacji każda opcja chyba będzie lepsza niż narażenie ich na pogryzienie.
-
Zabranie psów nie wchodzi w grę bo wyjeżdżam z dzieckiem zagranicę. Psy pewnie będą przeżywały bo pierwszy raz będą osobno :( Wcześniej gdy miałam tylko Lunę to zostawała u mojej koleżanki ale wtedy mieszkała ona w bloku obok mnie i miała tylko jednego psa samca, no i została też z nimi na działce kiedyś na tydzień, no i w obu przypadkach było okey ale tak jak mówię wtedy mieli tylko jednego psa. Luna ich zna i bardzo lubi, Izi zna ich mniej bo nigdy u nich nie zostawała. Sunia w typie buldoga ta o której pisałam, że się gryzie - to wygląda tylko jak buldog ale pochodzenie ma inne - matka była buldożką ojciec kaukazem.
-
Hops do góry, może ktoś zauważy mojego posta...
-
No i dotknął mnie ten odwieczny problem pod tytułem wakacje i nie ma co zrobić z psem a właściwie z psami. Jestem bardzo zdenerwowana i kompletnie nie wiem co mam zrobić. Wydawało się, że wszystko było już dawno ustalone i mam świetną miejscówkę u mojej przyjaciółki która mieszka pod Warszawą i ma duży dom z wielkim terenem dla psiaków, na tym terenie jest masę miejsca do zagospodarowania plus staw, wszystko naprawdę cudowne (byłam tam i to z moimi psami). Ona uwielbia zwierzęta ma swoich 5 psów plus jeden teściów i 4 koty, miała nawet w planach hotel dla psiaków. Niestety parę miesięcy temu doszła do nich nowa sunia (nota bene uratowali jej życie). Niestety jej psy przestały się między sobą dogadywać, mimo to trzymane są razem i moje miałyby do nich dołączyć. Są dwa psy jeden wielki drugi średni i 3 suki: jedna owczarkowata, druga w typie buldoga amerykańskiego, trzecia mieszanka wilka z haski. Wszystkie suki wysterylizowane i jeden z psów też. Psy są zsocjalizowane i łagodne dla człowieka ale suki zaczęły się między sobą gryźć! Owczarkowata non stop gryzie się z buldogowatą, a że siły są wyrównane nie mogą ustalić hierarchii, trzecia chyba rządzi i gdy tamte się gryzą ona sprawia baty raz jednej raz drugiej. Jest o tyle źle, że suki gryzą się już do krwi i nie odpuszczają. Psy mieszkają na dworze i mają swoje budy, no i do rzeczy - moje psiaki mieszkaniowe mają do nich dołączyć i mieszkać razem na dworze. Zupełnie tego nie widzę, boję się że mała sunia może zostać zagryziona a duża będzie gryziona, boję się konfrontacji moich psów ze stadem. Prosiłam o separowanie moich psów od jej stada i nie puszczanie razem a przynajmniej nie zostawianie razem bez nadzoru. Koleżanka nie skłania się ku izolowaniu psów, jestem zdołowana tą sytuacją, boję się o moje psy a z drugiej strony moje plany B też upadają. Mniejszą sunię miała wziąć moja sąsiadka ale ma kłopoty ze zdrowiem i opieka stoi pod znakiem zapytania. Jest mi tym bardziej przykro, że nie mogę nic znaleźć psiakom bo one są zupełnie niekonfliktowe i bezproblemowe - obydwa, wiem, że to brzmi nierealnie ale tak jest! Oba psiaki są przyjacielskie do ludzi, lubią dzieci, nieagresywne do psów. Bez żadnych odskoków. Jedynie Luna boi się głośnych wystrzałów i hałasów trzeba jej wtedy pilnować. Nie stać mnie na hotel bo za dwa psy jest stawka 65 zł a ja wyjeżdżam na dwa tygodnie więc wyszło by 910 zł - to dla mnie za duża suma. Co myślicie o pozostawieniu psiaków u mojej koleżanki co mogę zrobić, żeby jakoś na nią wpłynąć, a może ktoś z dogomaniaków z Warszawy chciał by się zająć moimi psami lub przynajmniej jednym. Za opiekę nad mniejszym oferuję 150 zł za 2 tyg, nad większym 200 zł no i karmę. Czy ktoś chciałby mi pomóc!!!???
-
basia$diana twoje posty są tak wkurzające, że ciężko mi się ciebie czyta. Twój mega rozsądek jest powalający a samouwielbienie obłędne. Na razie tylko tyle bo muszę ochłonąć. Nie zapominaj że piszesz to wszystko do dziewczynki która nie jest niczemu winna i twoje wielce mądre słowa nie mają sensu chyba że chcesz na niej wymusić aby zmusiła dziadków do oddania psa. Nie znasz tej dziewczynki i szczerze mówiąc znam wiele dzieci i sama byłam takim dzieckiem, które o wiele lepiej sobie radzą z psami niż dorośli nie mówiąc już o odpowiedzialności, a to o czym tu piszesz to czysta utopia.
- 52 replies
-
- agresywnośc
- husky
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
10 dni temu IZI miała ściągane szwy. Lekarz był mocno zdziwiony, powiedział, że nie widział jeszcze takiego szycia. Sunia była zszyta bez ładu i składu, tam gdzie się zrobił ten twardy guzek, było z pięć supełków obok siebie i pod sobą skóra nie zrosła się w tym miejscu więc po zdjęciu supłów rana od razu się otworzyła ukazując zszyte pod skórą mięśnie, było widać szew wewnętrzny, z drugiej strony tak samo - jeden wielki gruby supeł, który wbił się i częściowo wrósł w skórę, po środku też jakieś dwie nitki, tak same sobie jedna bez supła po środku druga trochę dalej, cała rana jest rozwalona przez to szycie, a w jednym miejscu otwarta. Ponieważ ciężko było doktorowi (mi też) uwierzyć, że chirurg mógłby tak zszyć podejrzewam, że to szyła praktykantka, która pomagała pani weterynarz przy zabiegu. IZI chodziła jeszcze z tydzień w opatrunkach i kaftanie, miała 3 razy dziennie dezynfekowaną ranę i zabezpieczaną balsamem szostakowskiego aby się szybciej goiła. Na szczęście wygląda na to, że wszystko się dobrze skończyło. Dwa dni temu rana się ostatecznie zasklepiła i zagoiła. Trwało to dosyć długo, bo doktor przewidywał, że już po dwóch dniach się zasklepi, a trwało to tydzień. Po zdjęciu kaftanu mimo, że rana była już zagojona IZI się jeszcze trochę stresowała ale jej przeszło i teraz biega i szaleje, choć czasem jeszcze zdarzy jej się skręcić nerwowo w kierunku brzucha. Jest więc dobrze może tylko apetyt mogłaby mieć lepszy, bo narazie ma nawet gorszy niż przed sterylką, je jak "ptaszek". Dzięki za pomoc i zainteresowanie [IMG]http://www.krakvet.pl/forum/images/smilies/icon_smile.gif[/IMG]
-
Dziś zrobiłam badania krwi z biochemią i mocz - mam już wyniki. Rana się zmienia, nie jest gorąca i czerwona ale z jednego końca szwu jest na samym końcu taki mały skrawek który cały czas jest jakby lekko wilgotny. Najgorsze, że dziś zauważyłam, że z jednej strony szwu (to jest prawdopodobnie ta strona w którą IZI się tak ciągle skręca) jest bardzo twarda wzdłuż całego szwu, a pod koniec tam gdzie jest nieco wilgotne jest duża bardzo twarda gulka, która wygląda jak bliznowiec i nić się w tą gulę aż wrzyna... Właśnie wróciłam od lekarza, byłam na zastrzyku z antybiotykiem i pokazać wyniki. Hmm nie wiem co myśleć, narazie lekarz nie ma pomysłu na to czemu pies nie chce chodzić i co mu tak ciągle dokucza. Wyniki są zadziwiająco dobre! Tzn. krew jest niemal identyczna jak podawałam wcześniej na wątku(wyniki sprzed miesiąca) nadal mocznik jest nieco przekroczony 58,13 mg/dl ale kreatynina nadal w normie 0.9 mg/dl, no i neutrofili nadal trochę poniżej normy 49,1 %, no i limfocytów nieznacznie więcej 35,7% a norma jest do 30%, jedyne co odbiega bardzo od wcześniejszych badań to ALT - 69,3 U/l a norma jest do 44. Więc wyniki nie są złe. Za to wyniki moczu są zdecydowanie lepsze niż przed sterylką (to zasługa chyba tych silnych antybiotyków, które teraz dostaje) Mocz bad. ogólne: barwa - ciemnożółta przejrzystość - klarowny ciężar właściwy 1,051 ph - 6,5 białko - ślad glukoza, ketony, bilirubina, hemoglobina - nieobecne urobilinogen - w normie osad - mierny, biały, stabilny leukocyty - 1-2 wpw erytrocyty - pojedyncze w preparacie śluz - brak flora bakteryjna - mierna nabłonki - okrągłe i wielokątne pojedyncze w preparacie wałeczki - nie znaleziono kryształy - nie znaleziono więc badanie moczu wygląda dobrze. lekarz stwierdził, że takie zgrubienie może występować przy gojeniu, a ta gulka to efekt brzydkiego zszycia rany nie zmierzył temperatury, nie dał już przeciwbólowego, jutro ma mieć zdjęte szwy i mieć podawany jeszcze antybiotyk przez 3 dni w tabletkach (na pęcherz - jakby kontynuacja leczenia). Nie potrafił mi powiedzieć dlaczego pies się rzuca do boku bez kaftana, nie chce iść i jest wyraźnie przestraszony (widać, że go coś boli) - powiedział, że to może kwestia psychiki - co mnie zupełnie nie przekonuje! Dlatego mimo dobrych wyników nadal się martwię, jak pies nie chce chodzić i rzuca się do brzucha to chyba jednak coś jest nie tak :/ a wogóle lekarz który ją w piątek przyjął i miał jej jutro zdjąć szwy i zadecydować co dalej, okazało się, że już nie przyjdzie (idzie na urlop)... więc nie wiem co dalej, znowu zmiana lekarza i tłumaczenie wszystkiego od początku...
-
Tak z Wawy, to podaj mi namiary będę wdzięczna, bo zaczynam się już tułać po tych lekarzach a jest coraz gorzej i nie wiem już co robić.
-
Nie stwierdził gronkowca, dał bardzo silny antybiotyk, który działa również na gronkowca gdyby go miała. Tak ma prawo być opuchnięty ale ten był opuchnięty za bardzo jak na ten etap gojenia... na razie pies się czuje coraz gorzej, a przeciwbólowe nic nie dają, nie chce się już wcale ruszać nawet w kaftanie
-
[quote name='LadyS']Czyli tak jak obstawiałam, coś nie tak ze szwem wewnętrznym. Trzymam kciuki, żeby leki pomogły![/QUOTE] Dzięki!! Przydadzą mi się bo ja jestem raczej urodzoną pesymistką i zawsze w głowie kłębią mi się te najgorsze scenariusze.
-
Wróciłam niedawno od weterynarza,upał okropny, ja autobusem plus wielka kolejka u weta. Wet uważany za bardzo dobrego. Zrobiłam USG, wszystko wyszło w normie przynajmniej na wzór tego jak to powinno wyglądać po zabiegu, jest poszerzony kikut macicy i w jego obrębie niewielka ilość płynu - podobno mieści się to w normie, rana się goi po zabiegu i niewielka ilość płynu może być. Są jeszcze gęste złogi jakiegoś płynu w woreczku żółciowym i wątrobie, ale lekarka od usg stwierdziła, że tak też może być zważając na to że pies jest na czczo. Czekaliśmy długo na konsultację u lekarza, w rezultacie pokazałam mu wszystkie wyniki sprzed sterylki, opis sterylki i tego jak przebiegała i jakie leki były podawane plus dzisiejsze usg. Powiedział, że zrobiłam wszystko co powinnam, obejrzał dokładnie psa, wysłuchał całej historii i stwierdził, że: pies nie miał przeciwwskazań do zabiegu (ani wyniki, ani kaszel kennelowy który zresztą on kiedyś wyleczył, go nie przekonały tzn. nie uznał je za przyczynę złego przebiegu sterylki) lekarz stwierdził, że przyczyną komplikacji podczas zabiegu i teraz po jest BŁĄD weterynarza który zabieg wykonywał. Pies miał źle podaną narkozę, a to co się teraz dzieje to jest zakażenie wewnętrzne. Izi ma czystą ranę z zewnątrz, lekarz stwierdził, że podczas zabiegu pies został zakażony podczas zakładania szwów wewnętrznych. Bo rana w środku jest obrzmiała i opuchnięta i to sprawia psu ogromny ból. Sunia dostaje bardzo silny antybiotyk (również na gronkowca) oraz leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Mam przychodzić na zastrzyki przez pięć dni na razie, a potem zobaczymy co dalej. Izi jak narazie czuła/czuje się coraz gorzej mam nadzieję, że zacznie jej się wkrótce poprawiać, bo nadal bardzo się martwię. Aha o tym że wczoraj lekarka opróżniała gruczoły i stwierdziła, że to przez to -też powiedziałam, to zrobił taką minę, że nie musiał już nic mówić...
-
[quote name='panbazyl']idź jutro do weta to się uspokoisz. Ja od kilku dni robię tu na wsi (bo sie każdy boi) zastrzyki kotce po sterylce. Kotka niecały tydzien po zabiegu a już śmiga jak dawniej (to kotka moich sąsiadów, sami się zdecydowali na sterylkę! co sie im baaardzo chwali )[/QUOTE] ech no właśnie i tak powinno być :( zobaczymy jutro
-
tak rana jest sucha i ładnie się goi, nie ma obrzęku. Sunia nie liże rany, tylko właśnie jak się zdejmie kaftanik jest przerażona robi dwa kroki, gwałtownie się obraca jakby ją coś zakuło w bok i potem już się nie chce ruszyć ani o krok przylega do ziemi i dyszy. To jest strasznie dziwne bo ja też nie rozumiem co niby ten kaftanik jej daje.. z reguły jest na odwrót i psy nie chcą chodzić w kaftanikach
-
[quote name='Telimena']przy zapaleniu otrzewnej raczej nie miałaby suczka apetytu, byłaby też temperatura, możesz jej zmierzyć temperaturę, norma to 38-39 st C, każde zwierzę i każdy człowiek różnie znosi zabiegi, może po prostu pieska pobolewa jeszcze rana po cięciu, albo zaczyna już swędzić, poza tym jest gorąco, to na pewno pogarsza samopoczucie[/QUOTE] Dwa dni po zabiegu temperatura wynosiła 39,1 a dziś 39,2 stopnie. Sunia nie próbuje lizać ani gryźć szwów. Bardziej to wygląda jakby coś ją kuło z boku.
-
ja też nie mam problemu z gruczołami u moich psów, nie muszę ich oczyszczać, więc tym bardziej byłam zdziwiona diagnozą pani wet, oczywiście zabieg oczyszczania nic nie zmieniła, choć na razie sunia jest w miarę okej bo jest na przedłużonych przeciwbólowych no i w kaftaniku. Najdziwniejsze jest to, że jak zdejmuje kaftan to ona ma wtedy nasilone objawy i nie chce się ruszać
-
je i pije na szczęście. Jutro ją pokaże innemu i zrobię usg, strasznie się denerwuję, podejrzewam, że mogły się porobić jakieś zrosty w środku albo zapalenie otrzewnej się szykuje. Mam nadzieję, że się mylę...
-
Widział ją dziś weterynarz. Niestety ten co ją operował wyjechał na urlop widziała ja ta druga która wiedziała wszystko co się wydarzyło Izi podczas zabiegu. Miałam też badania sprzed sterylki. Mówię co się dzieje, pokazuje psa który nie chce się ruszać i od razy kładzie się na podłodze a ona mi wmawia że to gruczoły i oczyszcza psu który ledwo stoi z bólu te gruczoły. Kompletnie mnie nie przekonała wręcz przeciwnie. Widać, że suka cierpi a ona daje przeciwbólowy i mówi żeby jeszcze poobserwować i że można zrobić USG... oczywiście zrobię usg ale z tymi gruczołami to mnie wk€rzyła. Spotkał się ktoś z czymś takim, żeby pies nie mógł chodzić po sterylce przez zapchane gruczoły okołoodbytowe?!
-
kurcze coś jest nie tak, umieram ze strachu. od samego początku wszystko idzie nie tak przy sterylce. Najpierw izi przestała oddychać w trakcie operacji i była reanimowana, teraz dziwnie się zachowuje. Czy ktoś tak miał? Jest 6 dzień po sterylce a suka jak zdejmuję jej kaftan jest przerażona próbuje jakby się chwycić za brzuch lub za bok, jest niesspokojna nie chce wcale chodzić ani się ruszać, zaczyna dyszeć i wygląda jakby ją coś bolało. Jak założe kaftan funkcjonuje w miarę okej ale też się czasem zdarza że gwałtownie próbuje się chwycić zębami za bok jakby ją coś zakuło czy coś. Moja pierwsza suka tak nie miała, 6 dnia już brykała. Tu jest coś nie tak! :-(od pierwszego dnia po zabiegu tak było ale sobie myślałam, że przez pierwsze 3 dni ma prawo ją boleć. Co się kurde dzieje?!