-
Posts
21427 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
34
Everything posted by mar.gajko
-
Ja nie tylko po imieniu. Mam różne "kocie" "mysie" "żabcie" itp. Ostatnio było śmiesznie, jak byłam z Kaśką na spacerze. Miała perturbacje żołądkowe, jakiś wirus na osiedlu był, no i po wizycie u weta i zastrzykach i tabletkach, wyszłyśmy na spacer i mówię do niej "Żabciu, jak tam, będzie jeszcze sranie, no jak" i słyszę, z tyłu "Pani to ma źle w głowie, takiego psa nazwać Żabcia". Młodzieniec kole 30-stki, tak się obruszył.
-
Rozliczony. Dla Dylana. Nie ma nawet połowy deklaracji : ( do 31.10.
mar.gajko replied to Aska7's topic in Zakończone
To bardzo przyzwoity rachunek. Bardzo. Bardziej niż mój w bloku. -
Rozliczony. Dla Dylana. Nie ma nawet połowy deklaracji : ( do 31.10.
mar.gajko replied to Aska7's topic in Zakończone
Duży? Mnie czeka w styczniu nowe... a mieszkanko niby nie za duże. -
Rozliczony. Dla Dylana. Nie ma nawet połowy deklaracji : ( do 31.10.
mar.gajko replied to Aska7's topic in Zakończone
Na firmę, czy prywatny? -
Rozliczony. Dla Dylana. Nie ma nawet połowy deklaracji : ( do 31.10.
mar.gajko replied to Aska7's topic in Zakończone
Dzień Dobry, 10 cegiełek poproszę. -
Dobrze jest. Żeby nie zapeszyc. Nie niszczymy. Ot, czasem jakiś papier z makulatury wyciągniemy. Albo poszewkę na pościel . Z kotką bez najmniejszego problemu. Reksia znosi z cierpliwością, naprawdę wielką. Na spacerach ma już 3 pieski, samce oczywiście, z którymi się ładnie wita i podskakuje. No i uwielbia buldożki , jak zobaczy to aż piszczy. Do jednego chłopca buldożka podchodzimy, bo pani pozwala. I jest szaleństwo szczęścia. Inne przed nami uciekają.
-
Reksio. Dalej zgaga. Też mi podchodziły moje kocie. Staruszki były. W ciągu trzech lat odeszły wszystkie trzy. Franio mi umarł w tym roku, w lutym. Teraz, w sierpniu umarła mi koteczka, wzięta 4 lata temu, niespodziewanie. Nie mogliśmy jej zdiagnozować. Miała tylko 11-12 lat. Smutki takie.
-
Byliśmy na urlopie. Na wsi. Mamy taki domek po Babci w woj. lubelskim. Ogólnie było w porządku. Nowi ludzie, bez problemu. Przyjechała koleżanka z Warszawy i mieszkała z nami przez tydzień. Też bez problemu z Kasią, bo Reksio ją użarł w nogę, hmmm. Jedyne co było źle, to niepokój w nocy. Kaśka boi się ciemności. W mieście nie jest nigdy tak ciemno. A na wsi jest. Atramentowo. I Kaśka się bała. Może też odgłosy wsi? Nie wiem. Coś ją może przestraszyło? Ale w nocy była bardzo niespokojna. Potrafiła przechodzić po domu do trzeciej, czwartej. Dysząc, popiskując. Wróciliśmy i pierwsze dwie noce były też niespokojne. Nie aż tak, jak na wsi, ale nie jak normalnie. Zostawiam zapalone światło w sypialni i przedpokoju. Śpi mi się średnio. Ale ona spokojna wtedy jest.
-
Togusiu,ściskam. Biedny Xięciuno. Dopiero wczoraj doczytałam, że choraczek jest.
-
Boimy się, rowerów jadących, hulajnóg, walizek na kółkach, stuków, panicznie boimy się dzwonów kościelnych. Boimy się wszystkiego co jest za nami - z tyłu. Lepiej już chodzimy na smyczy. Pogryźliśmy kolejne drzwi, chcąc tym razem wejść a nie wyjść. Namiętnie czytamy literaturę obyczajową, dokładnie, skrawek do skrawka. Byliśmy u weta, bo sraczka jakaś się trafiła. W poczekalni tak sobie, u weta dobrze. Mój mały podły Reksio załatwia się Kasi na legowiska. Potworek jeden.