-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
-
-
To prawda i oby jak najdłużej.
-
To mamy identyczne wrażenia i ciężko mi się z tym pogodzić.
-
-
-
Dziękuję. Dziś mam tez smutny dzień, bo rocznica śmierci mojego tatki. O 17:00 idziemy na mszę rocznicową. Cały dzień jest mi strasznie , strasznie smutno. Wracają wspomnienie, których nie da się wymazać z pamięci.
-
To dobre wieści. Współczuję Radku. Dla mnie to jest smutny czas. 03.01.2023 zmarł mój szkolny kolega, który był zarazem moim sąsiadem i krewnym zarazem. Równiutki miesiąc później, bo 03.02.2023 zmarła moja koleżanka . Tez mój rocznik. Wczoraj o 12:00 był jej pogrzeb.
-
-
-
Kochane nasze mordki
-
Jeśli chodzi o łózko to ja jestem praktycznie z niego wyeksmitowana. Nasze wszystkie psiaki spały razem z nami, ale Zuzka od czasu choroby przechodzi sama siebie. Spała po mojej stronie tuż nad moją głową. Tak się rozwala, że że musieliśmy do jej poduchy dołożyć kolejną. To jest przykryte puchatym kocykiem, żeby tworzyło jedną powierzchnię, a mnie została niecała polowa mojej części wyrka do dyspozycji. Dobrze, że jestem niska, to wystają mi tylko nogi od kolana, ale z psem się kłócić nie będę. Jakoś przywykłam, że z łózka wystaje mi więcej niż kiedyś.
-
Zawsze w Sylwestra wspominamy nasz psiaki i ich reakcję na fajerwerki i huki petard. Psonia wychowana u nas od szczeniaczka w ogóle się ich nie bała. Przeciwnie - uwielbiała je, tak jak uwielbiała obserwowanie burz. Nie straszne były jej błyski i wszelkiej maści huki. Kiedy temperatura na to pozwalała wychodziła na balkon, a kiedy było bardzo zimno musiałam położyć koc na parapecie i ją tam posadzić. Nie przepuściła ani jednego Sylwestra, ani jednej burzy. Sami nigdy nie strzelaliśmy, ale pamiętam jak raz ją wzięliśmy na tzw. miejski pokaz sztucznych ogni. Matko, ile było radochy. Ogonek jej chodził z prędkością światła i w ogóle nie chciała wracać do domu. Jak już tam dotarliśmy i usłyszała gdzieś huk, to drapała mnie po pośladkach, żeby ją szybciutko wsadzić na parapet. Była niesamowita. Balbinka - to był pierwszy psiak w naszej rodzinie, który pokazał nam co to jest lęk przed burzą, fajerwerkami i petardami. Chociaż czy to był lęk? Raczej potworna panika. To dzięki niej zrozumieliśmy, że to co dla człowieka i innych psów miłe, u innych wywołuje paniczny strach. Pod tym względem to był dzieciak specjalnej troski. Trzy miesiące po adopcji był jej pierwszy Sylwester. Dała nam popalić i to ostro. Przed drugim była wizyta u weta i leki. Było jeszcze gorzej. Miała po nich spać tymczasem leżała, była nim otumaniona, nie miała siły wstać. Wszystko słyszała i trzęsła się jak diabli. Przenieśliśmy ją do łazienki. Nic to nie dało. To wtedy powiedzieliśmy sobie nigdy więcej leków. Od tamtej pory we wannie lądowała kołdra i poducha, w łazience było włączone radio, albo magnetofon z relaksującą muzyczką, w innych pokojach telewizory na głośno włączone, okna pozamykane i pozasłaniane i zaczęliśmy dyżurować przy niej w łazience. O północy wszyscy domownicy się tam spotykali na powitanie Nowego Roku. Niwelowaliśmy strach do minimum. Czy nic nie słyszała? Owszem, ale w większość czasu przespała. Największy stras był nie w domu, ale podczas spacerów. Zuzka - przez kilka lat zwisało jej czy coś błyska i huczy. Kładła się i spała w najlepsze. Były momenty, że podczas burz, czy fajerwerków można ją było wynieść z domu razem z łóżkiem. Ale jak to Zuzka miała wielkie braki w byciu psem. Weterynarz nam powiedziała, że z całą pewnością była za wcześnie wzięta od matki i te braki wynikają właśnie z tego. Nic też dziwnego, że bacznie przyglądała się Balbince i ją naśladowała. Zawsze mieliśmy ubaw jak naśladując Balbisię uczyła się znaczyć teren tylnymi łapami. Do dziś nie potrafi tego dobrze robić, ale bardzo się stara. Ponieważ Balbinka była jej mentorką, to Zuzka po kilku latach stwierdziła, że skoro Balbinka się boi, to ona też powinna i chyba zaczęła się między nimi konkurencja, która się boi bardziej. Tak oto od tamtej pory mieliśmy dwie sunie leżakujące we wannie. Teraz Zuzia ma gorszy słuch i znowu przestała się bać. Ku naszemu zdziwieniu ma gdzieś nie tylko huk, ale i błyski. Spokojnie wychodzi na spacery, widzi fajerwerki, w ogóle się ich nie boi. Stanie popatrzy i idzie dalej. W związku z tym powinno mi zwisać co dzieje się na zewnątrz, ale nie zwisa. Czuję potworną wściekłość na strzelających i pojąć nie mogę dlaczego to robią. Były czasy ( przynajmniej u nas), że strzelano jakieś 5 minut przed końcem starego roku i jakieś 10 min. po północy. Teraz strzelają na tydzień przed Sylwestrem i tydzień po. Po co? Przy tym zero kultury. Rzucają petardy ludziom pod nogi, do podwórek, kładą na parapetach tym mieszkającym na parterach, na okna wystawowe i cieszą się z tego jak debile. Nie myślą o psach, kotach, ptakach i innych zwierzętach. Szkoda, że tych petard nie wsadzą sobie w gacie i nie odpalą. Przynajmniej głupota by się nie rozmnażała. Marzy mi się całkowity, ustawowy zakaz odpalania wszelkiej maści materiałów pirotechnicznych, a jak o tym mówię głośno, to wielu ma mnie za wariatkę. Nich mają. Moje maluszki - kocham i pamiętam nieustannie
-
-
-
Myślę , że będzie dobrze ale kciuki zaciskane non stop
-
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....