-
Posts
2233 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kasie
-
Jak przenieś Aszota do Jużw nowym domu? Napisałam do moderatora i nic, wpisałam w temacie i też nic. Niepotrzebnie tu zajmuje miejsce.
-
Niestety... Nastąpiła zmiana planów co do Aszota. Mój tata zjął stanowisko, ze kojec w tym miejscu, w którym ja bym chciała nie może być. Bo zbyt blisko ulicy, piesio jest i tak zestresowany a niedaleko jest przystanek autobusowy. Poza tym w kojcu by była tylko trawa i beton. A piesio potrzebuje troche "natury". I budują kojec w innej czesci ogrodu. I Aszot bedzie miał swoje drzewo i widok na stary ogdód i na dom i ja będę go widziała z okna. Może to i lepiej. Ale jest problem. Bo nie mam budy! Tamta lokalizacja była przy stodole i mógłby wchodzic do stodoły. A teraz potrzebuje budę dla Aszocika. Mam troche desek w domu, mam plandeki, mam materiał do ocieplenia o ile można ocieplić starym dywanem lub chodnikiem. Tylko jak to poskładać, zeby wyszła z tego buda? Przyjazd Aszota ogranicza teraz jedynie ta buda. Kojec będzie gotowy jutro. Co radzicie? Jakby były docięte deski, to jeszcze jakoś bym poradziła sobie. Ale one są totalnie nieforemne, każda inna (i długośc i grubość). A przecież bez porządnej budy nie moze byc.
-
Spawacz właśnie kopie dołki pod słupki. Dziś zalewamu słupki betonem. A jutro będzie spawanie ogrodzenia. Więc może w sobotę albo najpóźniej w niedzielę bedzie przeprowadzka. Już zapełniłam mu lodówkę kościami które lubi. Wanna z hyrdomasażem... Może byc. Ale w lecie jak go ogolę. Z tym futrem teraz po namoczeniu to by zapalenia płuc dostał. Ogród bęzie miał, weranddę... Jeszcze nie, ale zadaszenie i mam pomysł na parasologrodowy dla niego... Zeby tylko zechciał wychodzić z tej budy.
-
Ares... Wiesz jak mi Cię brakuje piesku. Oglądam Twoje zdjęcia. To było tak niedawno. Jeszcze nawet miesiac nie minał. Wierzę, że jest Ci teraz lepiej. I pomimo, że tesknimy za sobą, to i tak mieliśmy szcześbie ze przez tak długi czas sie mieliśmy wzajemnie. Zamieszka u nas Aszocik. Jemu trzeba teraz pomóc. Wiem, że bedziesz na nas patrzył z boku, cały czas, prawda?
-
Camara jest niesamowita! Ona worek cementu na podstawe kojca Aszocika sama podnosiła i załadowała do bagażnika! Jeszcze kilka takich akcji i może jakieś zawody w typie Strong dogomaniak możemy organizowac. Camara, DZIĘKUJE Ksera, to możemy sie umówić wstepnie na sobote a dokładnie to jeszcze zadzwonie.
-
Ksera, ja mam nadzieję, ze on po prostu trochę wywietrzał... A jutro zalewamy słupki do ogrodzenai kojca, w czwartek spawamy ogrodzenie i mościmy budę. Czyli jak wszystko pójdzie dobrze to w piątek lub w sobote Aszocik jedzie do nowego domu. Ksera, a tak poważnie. Mozesz pomóc w jego transporcie w któryś z tych dni?
-
No cóż, już ne moge sie doczekać tej nieruchomości w ogrodzie. Chociaż pan Tomek mówi, ze Aszocik coraz czesciej wychodzi z budy... Mam nadzieje, ze mu sie spodoba nowy dom... Tylko, żeby juz ten kojec był...
-
Ksera, Ty sie nei ciesz! Ktos go musi przewieź! A pamietasz ostatnie zapachy? :) Chyba, ze go wcisniemy do mnie do tyłu do samochodu... w co wątpię...
-
Na dzis jestem umówiona ze spawaczem. Ma przyjsc i oglądnać co sie da zrobic z tego co jest. Mam jeszcze kilka rantów, tak, że na ogrodzenie kojca jest wystarczajaco materiałów. We wtorek mógłby zacząc spawac. Camara, Sigme możecie wziąc do mnie z wizytą. U mnie teren zagrodzony wiec może sobie chodzic podczas prac. Kojec bedzie tymczasowym rozwiązaniem dla Aszocika. Jeśli tylko sie przyzwyczai i nie bedzie chciał bardzo uciekac, to może sobie chodzic luźno. A jak sie pozbędziemy tego futra (ale dopiero na wiosne bo teraz mogłoby sie to skończyc infekcja zapewne) to równie dobrze może spac na parterze domu. Zalezy mi na jak najszybszym postawieneiu tego kojca, żeby Aszot już był w nowym domu. Camara, dziekuje! Wogóle wszystkim dziekuje!
-
No i dalej kombinujemy ten kojec. Camara, kiedy by Twoi mężczyźni mogli? Elso, a co u Ciebie? Na kiedy możemy sie umówić?
-
Elu ja właściwie nie mam pojęcia co potrzeba... Mam 3 ramy z siatką z ogrodzenia, mam z 5 metrów siatki cynkowanej i deski. I tyle... Nie wiem, co można z tym zrobić. Przydałby sie ktoś kto ma jakąś wizje jak to wogóle zrobić... Jak cokolwiek uda sie zrobic to Aszocik idzie do domu. Tylko ten kojec jest takim jakby warunkiem. A jak juz sie oswoi i przyzwyczaji i nowi państwo sie do niego przyzwyczają :wink: (ci starsi :D ) to dostanie teren jakieś 15 arów do biegania miedzy drzewkami i do pilnowania i czegokolwiek by chciał.
-
Czy ma ktoś pomysł jak tanim kosztem postawić kojec dla Aszota? I czy ktoś ewentualnie z Krakowa mógłby pomóc w jego postawieniu?
-
Aga, z tego co wiem, to Ty jesteś od smakołyków. Ale jeśli takie kosteczki też im smakowały, to super. I ważne, że Aszocik zjadł. Z rottkami nie ma problemu: one są takie Towarzyskie przytulanki. Ich nie trzeba przekupywać, żeby wystawiły całą głowę a nie tylko nos...
-
Byłam wczoraj u Aszocika. Oczywiście pupil siedzi w budzie w najlepsze. Dostał olbrzymią kość (ponad 80 cm kręgosłupa z mięskiem). Po 3 godzinach juz podobno nic nie było! Pochłonał, albo śpi na tym. Żebyscie widzieli jak ta kość zabawnie wjeżdżała do budy! Tak stopniowo, po kawałku, z taką nieśmiałością. A Aszot patrzył jakby pytał: to dla mnie? Moge wziąć? On jest niesamowity. Zaczęłam realizację mojego tajnego planu. Potrzebna jest pozytywna energia. A może sie uda?
-
Vega z Korabiewic biega szczęśliwa po niebieskich łąkach!
Kasie replied to Viktorija's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dla Vegi <'><'><'> Dołączyła do mojego Aresika.... -
Aszocik, hop do góry!
-
Dzisiaj rano były śliskie schody. Ares zawsze pamiętał, że schody mogą byc śliskie jak jest śnieg. Schodził tak powoli, wręcz próbował łapą czy na tym da sie stać. Obserwując go wiedziałam, jak jest ślisko. DZiś musiałam to sama sprawdzić. Mam nadzieje, ze za Teczowym Mostem nie ma zimna i zimy... Aresik tak bardzo lubił ciepło. :cry:
-
Mój Ares już jest za Tęczowym Mostem. Odszedł 2 tygodnie temu... Miał wiele chorób, w tym nerki. I mocznik prawie 200. Myslałam, że nie przeżyję tego jak na to oczekiwałam. Boli bardzo. A później ulga. I dalej boli. Ale wiesz, że psiak juz nie cierpi. Ja cały czas powtarzałam sobie, że jeszcze nie cierpi, ze jeszcze trochę. A dopiero jak odszedł, to widziałam, że to wcale nie tak... Że bolało go, że był smutny, że już nie miał siły. A ja to przedłużałam. Bo jeszcze dzień... Odszedł na moich kolanach... Tak jak chciałam. Mocno go przytulałam w tych ostatnich chwilach. I tak przebiegł przez Tęczowy Most. Po 2 tygodniach wcale mniej nie boli. Ale ON już jest tam i jest mu dobrze. Przerażało mnie myślenie o tym co będzie jak on odejdzie, jak go pochowam. Tego też się bałam. Ale to wcale nie takie straszne. Ułżylismy go w dołku na kocyku głową na wschód: patrzy na wschodzące słońce..., Przykryliśmy go drugim kocykiem. Obok rośnie młoda brzoza. Będzie mi o nim przypominała... Może to nie miejsce na te wywody ale piszę to TUTAJ swiadomie. Nie zameczajcie psa. Ja to zrobiłam bo sie bałam. Tej chwili, tego co pies czuje. Ares był i jest PRZYJACIELEM. Ale za wszelka cene walczyłam o niego. A to nie tak. On też powinien odejśc z godnością. Jak nie miał siły sie podnieś, to go prosiłam, żeby spróbował. I wstawał. Dla mnie. Nawet jak był taki słaby. Ale to i tak nie miało sensu. Pagaj, to boli i wierz mi że bardzo. Popatrz w jego oczy i będziesz wiedziała czego on chce. Ja wiedziałam ale samą siebie oszukiwałam. A jeśli to ta chwila, to miej odwagę...
-
Co do rasy Aszocika. To dostałam kolejną odpowiedź z hodowli Ałabajów, że to nie jest Ałabaj. Nawet rasa długowłosa nie tak wygląda. Ale to chyba nie jest najważniejsze. Wczoraj byłam u niego. Siedzi sobie psina w budzie. Śnieg w kojcu wydeptany psimi łapkami czyli chodzi. Zjadł ponad pół kilograma pasztetówki (to akurat miałam w samochodzie a to był nieplanowany wyjazd do niego). Ale nawet ręke mi wylizał. Agnieszka przywiozła straszne ilości kości i wędzonych uszek dla zwierzaków w hotelu. Aga, dziekuje! :D Aszocik też dostał dużą, pachnąco po psiemu kosteczke. Wczoraj widziałam go jak wyszedł z budy! Co prawda nie przy mnie ale podglądałam go przez okno. Jak mnie zauważył, to powoli pomaszerował do budy. I tyle. Szukamy mu domu...
-
To znaczy jest też odmiana długowłosa: do 10 cm sierść. U Aszota to co tak wygląda to jest wogóle nie wyczesana sierść od może i 2 lat. Jeśli złapiesz mocniej to to wychodzi. Ale te odmiany długowłose mają inny pysk. Myslę, że to jednak kaukaz. Z domieszka czegoś tez może być. Trudno mi powiedziec, az tak się nei znam.
-
Rozesłałam zdjęcia Aszota do hodowli owczarków Sródkowoazjatyckich (Ałabajów) i do hodowli owczarków kaukaskich. Z odpowiedzi które dostałam do tej pory wynika tak: nie jest to absolutnie Ałabaj tylko owczarek kaukaski. Te opinie sie potwierdzają. Ja już sama nie wiem...
-
Perraszku - gdzie jesteś? - pytanie bez odpowiedzi....
Kasie replied to Ewkaa's topic in Już w nowym domu
Tak sobie poczytałam troszke na tym wątku tą sprzeczke. I tak sobie pomyslałam: byłam ostatnio w Niemczech, a że mam bzika na punkcie psów to je sobie oglądałam: wiele osób chodzi z psiakiem na smyczy. Dużo więcej niż w Polsce. Pieski zadbane, czyściutkie. Schroniska nie widziałam, fakt. Byłam tez w rejonach poza miastem. I tez sie rozglądałam. I psa przy budzie jakoś nie dostrzegłam. Łańcuchy itd to już wogóle poza wzrokiem. A jak pojedziecie w Polsce na wies to co jest na każdym podwórku? Może to nie odpowiedni temat na takie wywody, bo to temat Perraszka. Ale fakt, że najłatwiej sie czepiać. Dlaczego na dodatek jszcze kłutliwi jesteśmy? -
Tak sobie myśle... I chyba mu się nie dziwię, że on na mnie reaguje. Bo mu do budy wchodzę. Jak by mi ktos prawie do łóżka wszedł to też bym zareagowała! :) Ale fakt że sie za nim steskniłam... Za tą olbrzymią kupą futra... Za profilem lwa... Za tymi oczami...
-
Skad Wy macie te wiadomości ze ja jestem ulubioną ciocia Aszocika? :) Nie wiem czy dzisiaj do niego zdąze pojechac, ale tak bym chciała... Elso, kiedy u niego byłas?
-
No to wróciłam. A to było dla mnie zaskoczenie: Ela pisze: Aszot to nie kaukaz. Więc najpierw pomyślałam: kaukazka! Bo pod tym futrem to cieżko cokolwiek zobaczyć. Ale to Ałabaj! Przyznam, nie słyszałam o tej rasie. No coz, zawiodłam. Nie wiem jak wyglądaja kaukazy... DZwoniłam do hotelu: bez zmian. Czy ktoś był u niego w hotelu przez ten tydzień? Czy jadł cos z reki?