Jump to content
Dogomania

Kasie

Members
  • Posts

    2233
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasie

  1. Nie pojechałam do Aszocika dzisiaj... Wstyd mi. Po prostu jakoś tak nie mogłam wyjśc z pracy. Siedzę bezmyslnie...
  2. Siedzę w pracy i nie umie wrócić do domu... Po prostu sie boję... Cały czas czuję koło siebie zapach Aresa... Może to jest tak jak w tym wierszu? Że on jest przy mnie... A może to tylko moja wyobraźnia? I cieszę się, że nie jestem sama, ze Wy jesteście. I że wiem, że nie tylko mnie boli... :cry: :cry: :cry:
  3. supergoga no to witaj w PACZCE dogomaniaków. Mam nadzieje, że czytają to ludzie którzy trzymają stronę "Harbutowic" i uważają, że nie ma problemu a my tutaj robimy psom krzywdę. Wątpię, czy zrozumieją, ale może chociaż spróbują pomysleć. I mam nadzieję, że Aiszy nic sie nie stało. Ze nikt po odebraniu nie zrobił jej krzywdy...
  4. Dziękuje WAM wszystkim... I znowu płaczę. Jest taki wiersz, ale mam tylko link do jego strony. I nie umię go przetłumaczyc. A raczej nie chcę. Dla wszystkich tych co mają Przyjaciół za Teczowym mostem... http://republika.pl/byc_moze/past1.html
  5. Nie wiem, co dalej będzie... Podnoszę, może ktoś podsunie jakieś wyjście z sytuacji?
  6. Tarantino, nawet nie masz sie co denerwować. To i tak nic nie da. A psów szkoda... Byłas w Harbutowicach wiele razy, widziałaś to więc wiem, ze Ci sie nóż w kieszeni otwiera. Znam też sytuacje tam od Ciebie. I to na długo zanim została tutaj poruszona. Ale wszyscy milczeli. Bo tak może lepiej. A to była i jest równia pochyła: tylko, ze w dół jadą psy. I bardzo dobrze że to zostało ruszone!
  7. DZiękuje WAM Przyznam, ze czekałam na ten moment. Po Aresie widac było zmęczenie, czasem nie chciał, aby go głaskać, chciał być sam... Blask w jego oczach znikł już ponad miesiąc temu... Wiedziałam, ze będzie bolało. Ale na to nie można sie przygotować. Ciągle mam wrażenie że jest tuż obok... Odszedł... Już nic nie boli, juz nie ma karmienia na siłę, wciskania ciągle leków, odwadniania. Ares zawsze był żarłokiem. Kiedyś, jako szczeniak jeszcze miał taką przygodę: znikneły 3 kostki masła. Mama była pewna że je kupiła. Ale znikneły. Rano mama mnie woła i mówi: wiem co sie stało z masłek. Znalazłaś? Nie, Ares zjadł. A skąd wiesz? Bo zrobił kupę z papierkiem!
  8. Giezeta rezygnuje z dyskusji... No tak, argumenty się kończą. Jeszcze raz pytam, co to znaczy maltretowanie zwierząt? Czy tylko wtenczas ja sie krew leje? A warunki przetrzymywania zwierzat? Popatrzcie sobie na swój pokój i wyobraźcie sobie w nim około 15-20 psów. Nawet jeśli są nakarmione i wymiziane (a takie są w Harbutowicach), to pomyślcie o warunkach higienicznych, o ich wyprowadzaniu, o ich psychice. I pytanie: zostawic to tak jak jest (tak robi Gmina, tak robi TOZ), czy też przeprowadzic kontrolę. Niech wypowiedzą sie osoby postronne, nie zaangażowane emocjonalnie i fachowo ocenią warunki życia zwierząt. Tak czy inaczej cierpia zwierzęta. A Azja to inna sprawa... Ze swojego stada wróciła jako pies maskotka (kaukaz!) do Harbutowic. Na kaukaza trzeba mnieć zezwolenie i odpowiednie warunki do trzymania. To akurat jest egzekwowane prawem. Nawet w przytulisku. Rozumie, że Pani Bożena ma takie dokumenty?
  9. Gizeto, nie znam Cię osobiście i jestem niedawno na dogomanii. Podziwiam Twoje zaangażowanie i doceniam Twoją pracę. Znam osobiście i voc i Kserę i znam również ich wielkie zaangażowanie. I nikt nie oczekuje podziekowań ani całowania po rękach. W Harbutowicach nigdy nie byłam. Znam je tylko z opowiadań. Wysłuchałam zdania od kilkunastu osób i dziwnym trafem wszystkie są podobne: żle sie dzieje. Azja vel Aisza rozpętała burzę. Fakt. Jeśli ktoś był w Harbutowicach to wie jakie są tam warunki. Czyli Ty Gizeto uwazasz że wszystko jest w porzadku, zwierzetom nic sie nie dzieje i mają sie super? Dlaczego Aisza została odebrana właścicelom? Dlaczego nie ma jej dokumentacji, skąd pochodzi? Dlaczego miała szczeniaki w Harbutowicach? Dlaczego była zarobaczona, ze świerzbem w uszach, z uczuleniem na pchły? Dlaczego miała poważną nadwage? Dlaczego miała problem z chodzeniem? Miałą tylko szczepienie przeciw wściekliźnie. Pies znalazł wspaniały dom: właściceli z którymi przebywał 24 godziny na dobę, nawet była z nimi w pracy, dom z ogrodem, spała w domu (pomimo ze bała sie zamkniętych przestrzeni i przy pozostawionym wyborze wolała wychodzić na zewnatrz). Czy też chodzi o to że u pani Bozeny wszystkie psy mają super i nigdzie nie mogą mieć lepiej? I dlatego tylko tam moga zostac? Poza tym GIZETO bardzo nie podoba mi się ton w jakim napisałaś o voc i Kserze. One Cie nie obraziły a Ty stałaś sie bardzo niemiła i wrecz wulgarna. I nie rozumie dlaczego!
  10. Pies został odebrany zaskoczonym właścicielom przez policję. Nawet nie zdążyli pokazać umowy adopcyjnej. Są oburzeni. Zastanawia mnie na jakiej podstawie policja przyjeła zgłoszenie? Rozumię, że ktoś przedsytawił dowody, że to jest JEGO pies, przedstawił świadków, że pies został ukradziony. A skoro była kradzież to jest prowadzone dochodzenie... Właścicele to wyjaśniają. Teraz to oni czują sie okradzeni. Zabrano im PRZYJACIELA
  11. Mam nadzieję, ze powiatowy weterynarz coś zrobi. TOZ rozkłada ręce. Zawsze tak jest. Czasem mam wrażenie, że jak się dzieje krzywda pojedynczemu zwierzakowi to wtenczas jest głosno. Ale jak jest wielki problem to wtenczas wszyscy wolą przeczekać. Co Myślenice i inni mają zrobic z bezdomnymi psami? Najlepiej zawieźć do pani Bożeny. Ona zawsze przyjmie. I spokój. Jest cicha umowa: ona przyjmuje, oni nie mają problemu i sobie wzajemnie pomagają. Zwierzęta nie są juz bezdomne. Są w przytulisku. Super. A kogo obchodzi jak jest w przytulisku? Przytulisko jest PRYWATNE. I po problemie. Czy ktoś może sobie wyobrazic ponad 100 psów w domu? Nawet bardzo dużym. Utrzymanie warunków higienicznych, dezynfekcja, gotowanie, szczepienia, wizyty u weta (nawet weta na miejscu). Ja nie mogę. Jestem ciekawa stanowiska TOZ, jak oni oceniają warunki w Harbutowicach. I jaka jest opinia lekarza weterynarii. Czy ktoś z Was wie z jakim schroniskiem dla bezdomnych zwierząt ma podpisana umowe Gmina Myślenice? Bo jest taki wymóg, aby umowa była, prawda?
  12. Coś musimy zrobić! Tak nie może byc...
  13. Ares był ze mna od szczeniaka. Był spełnieniem moich marzeń. Zawsze zdrowy, olbrzymi, kochany, wspaniały, piękny. PRZYJACIEL. W wieku 10 lat zachorował. Rozpacz: kardiomiopatia. Później nerki, doszedł nowotwór. Kolejni weci, kolejne leki. Krótkotrwałe zwycięstwa, później pogorszenia. Chudł w oczach. Teraz już nic nie jadł 3 dni. Dziś miałam go uśpić. Ale sam wybrał. Odszedł 0 23.30 w nocy z niedzieli na poniedziałek. Na moich kolanach, tulony i zapewniany, że jest kochany. Byłam tylko ja i ON, tak miało być: Pani i Pies. Juz nie cierpi. Już śpi spokojnie, nie bolą kości, ciało. Pochowany jest pod młodą brzózką. Był arlekinem i brzoza też jest biało-czarna. Ona będzie rosła a ja będe pamiętała o nim. O NAJWSPANIALSZYM PRZYJACIELU JAKIEGO MOGŁAM SOBIE WYMARZYĆ. Czastka mnie została z nim...
  14. Ostatnio byłam u niego w sobotę. Sytuacja bez zmian. Wczoraj odszedł mój Ares... ['] Dzisuaj jak będe mogła to pojade do niego. Ale na razie było bez zmian. Dalej siedzi w budzie. I nie chce wychodzić.
  15. Aszot jest cudowny. Z profilu z tą swoją grzywa posklejanego futra wyglada jak lew! Piękny i przerazony. Zrobił siku ze strachu pod siebie w budzie. Nie wiem czy dobrze zrobiłam że weszłam do niego. Ale jadł z ręki. Wyciągałam z miski kawałki miesa i mu podawałam. Jadł, lizał reke. Siedziałam z nim, mówiłam. Tyle można na niego zrobić. Przynajmniej na razie. I tak postep, bo lezał głową ustawioną tak, zeby widziec co sie dzieje. Wczoraj głowe schował w najdalsy kąt budy. Jest pieknym psem. Ale nie o to chodzi. Kaukazy mają specyficzna psychikę, to indywidualności. To nie są psy do przytulania. One muszą byc samodzielne. Taki jest wzorzec rasy. Same pilnowały, same broniły stad. Musza mieć teren na którym będa gospodarzem. Mają jednego pana. Jednego przewodnika. Reszta to stado. Należy szanowac i pilnowac. I nic więcej. Słuchać nie trzeba. Nigdy do końca nie wiesz, co kaukaz myśli. Bo ON myśli. On ma to we krwi. I przede wszystkim czuwa na swoim terenie. Sa na liście psów niebezpiecznych. Własnie przez tą samodzielność i podejmowanie decyzji. Żle wychowany szczeniak może byc bardzo niebezpiecznym psem. Nie widziałam tak wystraszonego kaukaza. I to jest strach przed człowiekiem. A najgorsze, że to nie jest taki zwykły strach jak u innych psiaków. Aszot jakby mówił: wiem, że możesz byc człowieku nieobliczalny. Boję się ciebie jako partnera i nie wiem, czy ci zaufam. Jeszcze nie wiem jak, ale musimy pomóc Aszotowi. Potrzebny jest dom zastępczy. Buda i kojec na zewnątrz. I spokojny, rozumny człowiek. Żeby mówił do niego. To jest wszystko, czego on potrzebuje. Aszot bardzo obserwuje świat wokoło. Słucha. I ocenia czy się do niego przyłączyc.
  16. Rozmawiałam o nim z psim psychologiem. Mamy go zostawic, dać mu czas... Mówić do niego. I na razie to wszystko, co możemy zrobić. I czekac. Po 2 tygodniach zobaczymy. Jak się przyzwyczai do miejsca, do ludzi. To tyle co wiem teraz. Voc też szuka, pyta.
  17. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień. Wczoraj był zestresowany całą sytuacją. Może dzisiaj wyjdzie, moze w końcu zaufa...
  18. Zapomniałam dodac, że podjełam jednoosobowo decyzje o zmianie imienia. Kaukaz i tak nie reaguje na imie Dżok. Od dzisiaj to ASZOT (imie ormiańskie), pojawia sie w przodkach kaukazów. A że Aisza znalazła dobry dom i też było imie na A to kaukaz bedzie Aszot. Ksera była niesamowita w ciągnieciu albo pchaniu Aszota! :D I ze zcierpiała zapach jego futra podczas podróży, to podziwiam. Mi po szorowaniu dalej śmierdzą rece. Ma ktoś może sprawną maszynke do strzyżenia owiec? Taka do psów nic nie pomoże.
  19. Wróciłyśmy, kaukaz juz jest pod czujnym okiem Pana Tomka. Łatwo w sumie było ale nie bez przygód. Pamiętajcie że kaukaz miał byc agresywny. Pracownik założył mu kaganiec, kolczatke i zaczeło sie wyciąganie z kojca. To nie to, że pies nie umie chodzić na smyczy: pies po prostu panicznie sie bał. Siadał skulony i ani rusz. Przywieźli wózek do rozwożenia jedzenia, zapakowali na niego kaukaza i jazda do weta! Na wózek wyciągli go za poteżne futro. Pies nawet nie warknął. Można z nim zrobic wszystko. 0 agresji jakiejkolwiek. Tylko paraliżujacy strach! Biedne zwierzę. Futro jest w strasznym stanie. Cały zadek ma pokryty grubym filcem na może 20 zm. Nie przesadzam. Nawet nie można było sprawdzic czy ma cięte uszy. Załadowaliśmy go do samochodu Ksery i do Pana Tomka. Zaciągnelismy go do kojca. Biedak od razu schował się w budzie i nie chce wyjść. Ni epomogła szyneczka, mięsko. Tak sie schował, zeby go nie było widać. voc ma wkleic zdjecia zaraz
  20. Jutro bierzemy psiaka. Nie wiem jak, czym i czy to przeżyję. Trudno. Nie wiem, czym zapłacimy. Drugie trudno. Najbardziej czarny scenariusz? Może sie po prostu nic nie udac. Ale nie zostawimy go. Ja to robię dla Aresa... On odchodzi... Powoli gaśnie... I dla niego Dzok dostanie szanse. Elso, Aganieszka, Ksera, jutro mobilizacja!
  21. Wiecie, marzy mi sie że dzwoni ktoś, mówi, że ma wolny kojec, że przygarnia tą biedotę i że bedzie nad nią pracował... Ale bajki to bajki. Co sądzicie? Ma ktos doświadczenie w podobnych sytuacjach?
  22. Witam, Potrzebuję Waszej porady. Sytuacja wygląda tak: W Krakowskim Schronisku jest kilkuletni pies owczarek kaukaski. Boi się ludzi, nie znamy jego przeszłości, jak był traktowany. Przed ludźmi ucieka do budy, chowa się. Jest w kojcu z małymi psami, im nic nie robi. Dostał plakietke: AGRESYWNY bo boi sie smyczy. Czyli dożywocie w Schronisku, nikt przecież nie wexmie agresywnego kaukaza. Co robić? Nie zostawimy go tak przecież... Pomysł był taki: zabieramy go do hotelu, pan Tomek przyjmie go. 1 dzień to 20 zł. Elso zaproponowała pomoc finansowa. W hotelu możemy go przyzwuczajac do ludzi, że nikt nie bije, nie krzyczy. Codziennie widzi ludzi. Ale to mozolna praca i długotrwała. A za hotel trzeba płacic. Może zostac w Schronisku. Ale z kojca go nie mozemy go brac w Schronisku. Jakie są Wasze sugestie? Co robić? Mam jego zdjęcia.
  23. A ja też się popłakałam... Jak sie jeszcze o tej Sarinie dowiedziałam, i że Perraszek będzie z nią... I znowu bym chciała komuś podziekowac :D
  24. Ale cudowne zdjecia! Jak wystawicie te zdjecia z Oliwia i Perraszkiem to nie ma mocnych... Przeciez to najłagodniejszy psiak swiata! Nawet mój Ares by nie wytrzymał jeżdżenia samochodzikiem po brzuchu, tylko by poszedł sobie do innego konta. A Perraszek jeszcze śpi!
  25. Wiesz Irmo, ja z moja sunią po wypadku zostałam juz miesiac. Wszuscy mówią, ze piekna i...nic. Cisza, pustaka, nic. Ona sie do nas przywiazała, traktuje nas jak stado, a nie moge dal niej znaleźdć domu. Ale wierzę, ze w końcu ktoś ja pokocha. I Perraszka, i Wilczaka. Są ludzie o wielkich sercach! Np TY
×
×
  • Create New...