-
Posts
2233 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kasie
-
Supergoga, oczywiście że Aresik poznał już Maxi! Po tamtej stronie mostu jest inaczej: nie ma już strachu, lęków. Tam jest inny świat. Tak samo Elu Twoja psinka już tam nei cierpi. A My mielismy wielki eszczeście że one były z nami. Po prostu coś zmieniły w naszym życiu, dzięki nim jesteśmy tacy jacy jesteśmy. I to jest ich najwspanialszy pomnik! Ten na zawsze!
-
Dzięki dziewczyny. voc, to obiecaj TZ że jak tylko wrócę to dostanie ode mnie piwo jak Cię zawiezie oczywiście.
-
Wspomnienie o Maxi - tak bardzo boli
Kasie replied to supergoga's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tak sobie przeczytałam i płaczę. Ktoś mi kiedyś powiedział, że świat jest tak specjalnie skonstruowany, że psy żyja krócej niż ludzie. Człowiek przeżyje smierc psa: zrozumie, wytłumaczy sobie, będzie tesknił i pamietał. Pies by nie przeżył smierci Pana. I dlatego nas boli a ICH juz nie... A w moim wątku napisałą czarna hancza: "Kto pożegnał przyjaciela - wie jaki pusty staje się świat.Kto cierpiał razem z nim wie, ze to gorsze od pożegnania" ['][']['] -
Sprawa wygląda tak: nie ma mnie cały przyszły tydzień. Kto będzie zaglądał do Aszocika? Kto zawiezie mu jakąś kosteczke? Przypomina, że szukamy mu cały czas domu zastępczego a najlepiej to stałego.
-
Dzis spadł u nas śnieg. Poszłam na grób Aresa jak tylko wstałam i odcisnełam na nim ślady rąk. SZukałam śladów jego łapek... Ale nie było. Aresik lubił biegać po śniegu, cieszył sie jak opetany. A później wracalismy do domu i wsadzał łapy pod kaloryfer! Raz w zimie po spacerze na ulicy zapomniałam mu umyć łapki. Miał biedak później takie czerwone i gorące. To od soli. Moczyłam mu później łapka po łapce w wodzie z szarym mydłem. I posmarowałam balsamem Dove. I przeszło! Żale się i żalę. A obiecałam sobie, ze już nie będe. Tylko tak jakoś pusto... Ares nei lubił jak byłam smutna, wtenczas się martwił. Układał sie zawsze tak, zeby mnie widziec. A jak płakałam, to nie było ludzkiej siły żeby go wypędzic z pokoju. Czy Wasze psiaki też takie były? Wyczuwały emocje, uczestniczyły w życiu?
-
A myslisz, ze Ares z Atosem TAM sie spotkali? Tak jak my tutaj? I też o nas rozmawiają?
-
I znowu płaczę... Przypomniałam sobie jego ostatni dzień, ostatnie godziny. On wiedział, że odchodzi. Chciał być ze mną. Już długo nie patrzył mi w oczy a przez te ostatnie chwile nie odrywał ich ode mnie. Opowiedziałam mu jak bedzie za teczowym mostem. Że kiedys ja tez tam przyjdę i znowu się przytulimy, oprze głowe na moim ramieniu a ja mu będe mówiła jaki jest śliczny, jaki dobry... Bede go drapała za uchem. A później drapałam go tak właśnie za uchem jak Ares juz szedł teczowym mostem. I jeszcze mówiłam, jak szedł już, żeby pamietał mój głos jak sie kiedyś spotkamy, jak go zawołam, zeby mnie odnalazł. A później przykryłam go kocykiem, tak sobie po prostu spał. I dopiero zawołałam rodziców. I tak spał do rana. A później go pochowaliśmy pod brzózką... Z głową ułożoną na wschód, gdzie wschodzi słońce, nowy dzień, nowe życie. Biegaj sobie na razie z innymi naszymi pieskami... I badź szcześliwy bo byłeś tak mocno kochany...
-
Agnieszka, nie wygłupiaj sie bo mi jest wstyd. Po prostu mam darmową terapię u psychologa. A pan Tomek zrdadził tajemnice: Aszot uwielbia kości wołowe! Oczy robią mu sie takie jak spodki... I nawet głowa i łapa wychodzą z budy po kość! No to juz znamy jedna mała tajemnice Aszocika!
-
DZis mija 3 dzień.... To boli nadal... Coraz mniej sierści Aresika. Mój pieseczku: <'><'><'>
-
Mój Aszocik schował się aż na 4 stronie! Aszot potrzebuje pilnie domu zastępczego chociaż. Przebywa w hotelu Psia Kość. Aszot jest wystraszonym, pięknym kaukazem. Unika ludzi, ma swój świat. Ostatnio coraz częściej wychodzi z budy. Pan Tomek jest u niego tak czesto jak to możliwe. Ja zawalam sprawę bo już 3 dni nie byłam u niego... Potrzebny jest dla niego kojec i buda: to jest to, co najbardziej teraz potrzebuje. I człowieka który by jak najczesciej do niego mówił. Pomóżcie proszę w szukaniu mu Przystani... Kończą sie nam pieniądze na hotel.
-
Giezeto, sprawa Azji jest opisana w Już w nowym domu. Sa 2 prawdy: Każdy ma świadków i tym się podiera. Czy byłas przy tej adopcji? Ja nie byłam i po prostu wierze jednej stronie. Bo są 2 strony. A jak do tej pory to nikt nie ujał sie za sprawą PSÓW, łącznie ze mna. Każdy tylko chce powiedzieć, co myśli i na kogo naskoczyć. Sytuacja jest jaka jest. I może sie zastanowic jak temu pomóc? Likwidacja Harbutowic to najgorsze dla psów. Nie mam doświadczenia z Przytuliskami ale może ktoś wie, co można zrobić? Łącznie z Toba giezeto.
-
A ja tak sobie pomyslałam. Jest Dika, która ma dobry kontakt z Harbutowicami. Jesteśmy my, którzy chcemy pomóc. Są siostry, które chcą dobra psów. To dlaczego nie można sie dogadać? Gdzie tkwi problem? Wszyscy chcą dobrze ale każdy po swojemu. Fakt, dzieki Harbutowicom psy nie giną pozbywane sie w "wiadome sposoby" przez chłopów. Sama nie wiem jakie są warunki w Przytulisku ale ze słyszenia z różnych stron wiem, ze nie najlepsze. Nikogo to nie dziwi przy takim stanie rzeczy. Dika, porozmawiaj jaka jest propozycja pani Bozeny na polpszenie warunków. Przy tej napiętej atmosferze trudno bedzie osiągnąć porozumienie. Inna sprawa to to, na co zwracała uwage Frotka, ze Myśleniece nie mają podpisanej umowy ze Schroniskiem. I często psy trafiają tez do Harbutowic. Jak by na dzień dzisiejszy wyglądałą możliwosc sterylizacji suk? I sprawa adopcji? Czy Dika możesz sie tego dowiedzieć? A może wszyscy jesteśmy naiwni i porozumienie nie będzie?
-
Jeszcze raz Wszystkim dziękuje. Na pewno wiecie ile to znaczy, gdy można o tym pisać, pożalic się i usłyszeć ze inni też tak czują. I cieszę się, że nie jestem sama. Aresik został pochowany też na kocyku, ułożylismy go tak, jakby spał, przykryliśmy białą narzytką żeby mu nie było zimno... I przykryliśmy ziemią. Bo tak trzeba było... To jest prawie pod oknem mojego pokoju... Dziś już 3 dzień bez niego, bez myszeczki.... Ilamrej, pisałyśmy na weterynarii, i tam przeżywałysmy to samo: ta sama choroba, objawy, szał różnych wetów, może inny pomoże. A teraz spotykamy sie tutaj... Ty też sie trzymaj....
-
Dika, ja nigdy nie byłam w Harbutowicach. Czy przeczysz, że były tam voc, Ksera, Camara, tarantino? Piszę o tych bo ich znam. Dlaczego mają takie samo zdanie? Może Ty też uważasz, że zawiązały spisek? Tylko po co ten spisek? A jeśli jesteś tak blisko z Harbutowicami, to możesz mi wyjasnić dlaczego Azja została odebrana nowym właścicelom? I jak to się stało, skoro nikt nie znał adresu? Z Pania Dobrzańską była również jedna z "wolontariuszek". Wiec może wiesz która przyczyniła sie do wyciągnięcia psa z prawdziwych warunków w jakich powinien być kaukaz i wróciła do zamkniętego pomieszczenia, gdzie gwarantuje Ci, wcześniej czy poźniej zwariuje i dojdzie do nieszczęścia! Na moje pytanie telefoniczne nie udzielono mi tej odpowiedzi. Po prostu zostałam poinformowana że sprawa już sie wyjaśniła i TOZ pomógł!
-
DZiękuje Wam wszystkim. Za to ze piszecie że mnie rozumiecie. I dziekuje ze Was też boli, że tesknicie...
-
To ja tylko dodam, ze trzymam kciuki aby udało sie to załatwić pokojowo! Dla dobra zwierząt.
-
Jak tu wchodzę to od razu chce mi się płakać. Dlaczego dom wygląda inaczej? I niegdy nie myślałam, ze bede szukała z nadzieją sierści Aresa na ubraniu... Co ja bym dała aby było jej więcej...
-
voc, jak przestaniesz gadac przez telefon to sie odezwę :D Ciągle zajęte...
-
No to teraz musimy uważac. Przynajmniej dla mnie skończy się przesiadywanie przy jego budzie i opowiadanie mu o moich problemach. Bo do tej pory tak to wyglądało. Ale chyba mam nudne życie bo Aszot zasypiał. A jak on śpi to chrapie...
-
No to nasz Aszocik sie rozkreca! Pan Tomek mnie poinformował, ze wczoraj go obszczekał! Wyszedł z tej swojej budy: poszczekał, poszczekał na niego, tak jakby od niechcenia i wszedł co prawda z powrotem, ale jednak to juz ogromnt postęp!
-
Myśle i myślę o Aszociku... Co my z nim zrobimy? Elso, voc, Patia, myślcie tez! Jak tego biedaka wyciągnąć z budy? Nie rozmawiałam z panem Tomkiem wczoraj, dziś zadzwonie. I postaram sie jechać. Choć samochód coś mi sie psuje... Odpukac.
-
Słyszałam go wczoraj... Jak tymi swoimi dużymi łapami klepał podłogę układajac sie na legowisku. Tak jak zawsze. A później westchnał głośno, tak jak zawsze. I już było cicho. Aresik poszedł spać. I ja też zasnęłam. Rano były naleśniki. On je tak lubił jak jeszcze cos jadł... Jeden "niechcąco mi spadł" koło jego legowiska... Ale leżał tam... Aż Nuka sie zakradła tak jak zwykle, żeby Ares nie widział. Tylko dlaczego jego tam nie było?! Przecież wszystko było by tak samo... Czy Wy też tak sie zachowujecie? I to minie z czasem?
-
Powinnam była pojechać dzisiaj doAszocika. Opowiedzieć mu o Aresku. O mojej Myszeńce. Jutro pojadę z ekstra przysmakiem. I będe szukała domu zastępczego dla tej biedy...
-
No własnie! I tak siedzę w pracy... A tydzień temu chciałam, zeby on odszedł... Bo biedak leżał. Wychodził na zewnątrz bo ja chciałam. Robił to dla mnie. Rodzice nie byli w stanie go wyprowadzić. Tylko ja, za mna szedł. I myslałam jakby to dobrze było jakby już było po tym. Żebym nie musiała ciagle go obserwować, czy nei boli, czy jeszcze stoi czy sie przewrócił. Czy oddycha w nocy: wstawałam i nadsłuchiwałam. A teraz dalej boli. I wkółko piszę to samo. Ale jeszcze nawet doba nie mineła... Wczoraj o tej porze siedziałam przy nim i modliłam się, żeby nie cierpiał. A on leżał przytulony do mnie...
-
No jasne że Cie przyjmujemy! A ja tak sobie myślę, że masz cos wspólnego z Camarą? Czy się mylę?