Jump to content
Dogomania

irma

Members
  • Posts

    1991
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irma

  1. ciąg dalszy pracuje - zarabia, żeby mieć kasę na psy i koty
  2. o rany ale śliczne suczki super towarzystwo trafiło się Liskowi pewnie wszystkie okoliczne psiska mu zazdroszczą
  3. Aniu tak naprawdę to dzięki Tobie ten piesek żyje, bo to Ty zauważyłaś go w schronisku i 'rozpętałaś' akcję ratowania mu życia i chwała Ci za to za to, że jesteś i za to, że jesteś taka wrażliwa i niech Teoś (przepraszam, ale dla mnie to już zawsze będzie Teoś zwany też Teodorem LS) żyje długo i da dużo radości swoim ludziom a Wy Ludzie Teosia dbajcie o niego bo to szczególny psiaczek
  4. no i jeszcze na dobranoc troche opowieści o Jaskierku Historia Malwy zostala opowiedziana do końca Malwa zostala pochowana w jednym z jej ulubionych miejsc spacerowych w Babim Dole obok przełomu rzeczki Raduni na terenie parku krajobrazowego. zostawiła nam Jaskra w czasie choroby Malwy Jaskier zupełnie nie mógł sie w tym wszystkim odnaleźć w zasdzie to był osobnikiem alfa, ale ... ale tylko na spacerach - w domu to mu było w zasadzie obojętne a na spacerach niby nie, ale tylko na początku w miarę upływu czasu bardziej niż dowodzenie interesowało go otoczenie i biegał luzem gdzie się dało a Malwa pilnowała stada i gdy Jaskier w jej rozumieniu przekroczył bezpieczne granice to czatowała na jego powrót i dostawał zdrowy ochrzan z warczeniem i kłapaniem paszczą Ale on i tak uważał, że jest najważniejszy. Urodził się ślicznie żółciutki i od razu sobie cichutko postanowiłam, że zostanie no i został. W wieku 3 miesięcy zaczął chodzić ze mną do pracy a gdy skończył ok. roku zaczęlam go zostawiac w domu razem z Malwą. Nie było z tym problemu. Był dobrym i w zasadzie posłusznym psiakiem. Na początku nie mając stosownej wiedzy popełniłam nmnóstwo błędów ale potem popracowałam nad tym i Jaskier jest fajnym psem. Po smierci Malwinki nie bardzo umiał znaleźć swoje miejsce na tym naszym świecie i trochę czasu upłynęło zanim to się stało. Mieszkał wtedy z moja córką, jej aktualnym mężem i ich koleżanką w wynajętym mieszkaniu. I chyba nie było mu żle. Wiele zdarzeń z życia Jaskra zostało już opowiedzianych w trakcie opowieści o Malwie. Nie będę już opisywać historii koszulek i chyba już opowiedziałam jak to Jaskier uczył się czystości, ale ... nie mogę sobie darować, żeby nie przypomnieć jak to moja żółta kuleczka rosła, rosła, rosła i ciągle myślała, ze jest małym psiaczkiem. Jaskier chodził ze mną do pracy. Miałam wtedy duży pokój, w którym stały dwa biurka. Jedno, pod oknem do pracy 'pisemnej' i drugie na przeciw tego pierwszego pod ścianą tzw. komputerowe. Jaskier zwykle kładł się pod biurkiem i zasypiał a ja pracowałam. Czasami spał tak mocno, że nie zauważał zmiany biurka. Budził się i brakowało mu moich stóp. Rozglądał się zaniepokojony a następnie widząc mnie przy drugim biurku wstawał i biegł i wskakiwał mi na kolana. Czas płynął. Jaskier rósł (jak to już wcześniej napisałam i jak zapewne wiecie z własnego tzw doświadczenia życiowego). Rósł ale nadal biegł ogromnymi susami na moje kolana i ... pewnego dnia się strasznie zdziwił, że się na tych moich kolanach po prostu nie zmieścił. Nie muszę dodawać, że niejednokrotnie za ten jego zwyczaj wskakiwania na kolana zapłaciłam rajstopami. Jak już wcześniej pisałam gdy Jaskier miał ok. 3 miesięcy zaczął chodzić ze mną do pracy. Był początek roku 1996. Mieszkaliśmy wtedy na 5-tym piętrze (z windą) budynku 10-cio piętrowego na gdańskiej Zaspie. Do pracy jeździłam samochodem, który parkowałam ok 200 m od domu na strzeżonym parkingu. Codziennie rano wychodziliśmy z mieszkania – w drzwiach przepuszczałam Jaskierka przodem. Do windy też wchodził i wychodził z niej pierwszy. Potem ja sobie powolutku szłam a on biegł grzecznie za mną poszczekując na wszystkich i wszystko. Mijający nas ludzie uśmiechali się widząc taką śmieszną małą kuleczkę, która na nich poszczekiwała. I znowu czas płynął a żółta kuleczka rosła, rosła, rosła i już nie była żółta, tylko wilczasta, i już nie kuleczka tylko całkiem spory pies i już mijający nas ludzie nie śmiali się z jego poszczekiwania. I tak to nie posiadając żadnej wiedzy o wychowaniu i psychice psa spaczyłam Jaskrowi charakter. Niestety na spacerach rzucał się na psy i ludzi a co najgorsze także na dzieci. Doszłam do wniosku, że wychowanie dzieci to fraszka-igraszka przy wychowaniu psa. Zatrudniłam tresera, którego dzisiaj zapewne nazwano by psim behawiorystą. Pan Leszek, bo tak miał na imię, był miłośnikiem psów, szkolił psy i ich właścicieli a sam miał psa, z którym wygrał ogólnopolskie zawody PT. No i Pan Leszek zaczął do nas przyjeżdżać codziennie ok. godz. 15.30. i uczyć nas oboje jak to pies i jego pani powinni się porozumiewać i zachowywać. Zaczął od tego, że kazał mi przeczytać kultową już dzisiaj książkę 'Okiem psa' J. Fisher'a – a to dało mi duuuużo do myślenia. Przed budynkiem, w którym mieszkaliśmy był dosyć duży plac-łąka o powierzchni ok. 0,5 ha. My się szkoliliśmy a okoliczni mieszkańcy mieli przedstawienie, czym mówiąc, a właściwie pisząc szczerze nic a nic się ani ja ani pies nie przejmowaliśmy. Efektem ubocznym tego 'przedstawienia' było to, że staliśmy się z Jaskrem rozpoznawalni na osiedlu. W każdym razie przez dwa miesiące, pięć razy w tygodniu przez ok 1,5 godziny dziennie na placu przed domem, pod oknami sąsiadów pies i ja uczyliśmy się. Szkolenie było w zasadzie metodami pozytywnymi. Nagrodą była piłeczka na sznurku i smakołyki. Jaskier uwielbiał brać do pyska sznurek i kręcić młynek piłeczką. Powoli zaczęliśmy mieć efekty a nawet sukcesy w szkoleniu. Takie czynności jak siad i waruj to poszły nam szybko. Potem była nauka przychodzenia do mnie, co też nie zajęło nam dużo czasu a potem chodzenie przy nodze ze smyczą i bez. Uczyliśmy się tego chodzenia od razu w terenie, tzn. na osiedlu wśród ludzi. I też Jaskier szybko przyswoił sobie czego od niego oczekuję. Nauczyliśmy go nawet nie podnoszenia jedzenia z ziemi – i do dzisiaj w zasadzie (piszę 'w zasadzie') nie podnosi żadnych ochłapów, czego nie mogę o pozostałej piątce napisać. Ale ciągle mieliśmy problem z agresją Jaskra w stosunku do innych psów i ludzi. Nawet Pan Leszek nie mógł tego zrozumieć i szło mu bardzo opornie wytłumaczenie Jaskrowi, ze powinien zmienić swoje zachowanie. W efekcie końcowym Jaskier zrozumiał, że dzieci ma zostawić w spokoju, najlepiej udawać, że ich nie widzi, że innych ludzi też lepiej ignorować ale do dnia dzisiejszego nie można puścić go poza terenem posesji bez kagańca – obce psy są cały czas wrogiem. Po prostu my nauczyliśmy się z tym żyć a Jaskier nauczył się chodzić w kagańcu, czego serdecznie nie lubi. I to by było na dzisiaj ... Ale oczywiście ciąg dalszy nastąpi
  5. tak Zosiu właśnie tak - towarzysz życia ma dzisiaj prawie 11 lat i nadwagę i strasznie go kocham
  6. i jeszcze trzy epizody z życia Jaskra
  7. jestem cudowny jestem głodny jestem smutny moze jeszcze mnie kochają??? zabierzcie mnie stąd - ja chcę do hani tajemniczy markiz wilk morski
  8. a dzisiaj w ramach przerywnika GALERIA JASKRA Malwa odeszła i pozostawiła nam swojego syna - Jaskra Dzisiaj Jaskier ma prawie 11 lat i jest dorosłym poważnym psim panem, ale w moim umyśle jest ciągle niefrasobliwym, rozbrykanym, bezstresowo chowanym synkiem Malwinki - psim chłopakiem. Zawsze był ładnym psem i to w dodatku bardzo fotogenicznym - poniżej próbka
  9. oj Wiola jak pięknie opisałaś moje psiaki i bez fałszywej skromności napiszę, że nie tylko pięknie ale prawdziwie będzie ciąg dalszy o Lotniku choć to wątek Serwa
  10. cieszę się, że się zalogowaliście na dogomanii nadzieję że często będziemy mieć informacjie o naszym kochanym maluchu wiele osób włączyło się w akcję ratowania mu życia i teraz wszyscy chcą wiedzieć jak maluch się rozwija i czy jest grzecznym pieskiem pomiziaj go od nas za uszkami
  11. buty ekologicznie ze sztucznej wężowej skórki
  12. no to nadszedł czas na jakąś opowiastkę z życia mojego zwierzyńca czy wiecie jak to było z Lotnikiem ? otóż historia Lotnika zaczęła sie o d Irmy a właściwie od Soni jeszcze nie jestem gotowa do opowieści o Soni i o tym jak odeszła za Tęczowy Most ale po dniu, w którym zamieszkała tam, gdzieś, gdzie wszystkie stworzenia są szczęśliwe nie mogłam pogodzić się z jej śmiercia i z bezsensem tej śmierci ale wiedziałam, że przyjdzie taki dzień, w którym będę chciała, żeby w moim domu merdał jakiś ogon. W dwa tygodnie po śmierci mojej Sonieczki pojechałam na dosyć ważne dla mnie spotkanie do firmy, w której zginęła Sonia. Tzn. Sonia zginęła obok budynku tej firmy a dziewczyny, sekretarki, asystentki widziały śmierć mojej suni i nawet usiłowały mi pomóc. Ale Soni juz pomóc nikt nie mógł. A więc byłam na tym spotkaniu. W trakcie jakiejś wypowiedzi otworzyły się drzwi i sekretarka zapytała czy będzie przerwa. Wszyscy się zdziwili, gdyż nigdy dziewczyny nie ośmielają się nawet zajrzeć do sali w trakcie spotkań (poza podaniem napojów, oczywiście) ale natychmiast pomysł spotkał się z entuzjastycznym aplausem obradujących. Wyszłam na korytarz a tam stał wręcz tłum ludzi - wszystkie sekretarki, asystentki, pan, który coś w firmie robi a na schodach siedziała ok. 10-cio letnnia dziewczynka i w koszyku miała dwa śliczne rudo-biale kotki. Ubrana byłam w pomarańczową garsonkę i natychmiast dziewczyny stwierdziły, że kot idealnie pasuje do mojego żakietu. I w ten to właśnie sposób pojawił się w moim życiu kot Rufus. Imię nadała mu moja córka, a właściwie zdecydowanie zareagowała na brak imienia i oznajmiła swoim dzieciom, że kot babci nazywa się Rufus. I tak Rufus został Rufusem. Minęło kilka miesięcy. Rufus rósł i dawał nam się we znaki. Energia go rozpierała i żaden pies nie zniszczył mi tylu różnych rzeczy co ta mała ruda kuleczka pełna witalności. Przayszedł luty 2005 r. Rufus był juz 7-mio miesięcznym kawalerem, który zawarł już z znajomośc z Jaskrem i lubił się z nim bawić. W lutym rozchorowałam się i zaczęłam buszować po internecie. Kiedyś sprawdzając czy wilczarz irlandzki i chart irlandzki to ta sama rasa natknęłam się na hodowlę Salutaris pod Białymstokiem. Na stronie www tej hodowli po raz pierwszy w życiu zobaczyłam HOVAWARTA. No i od tej chwili wiedziałam - muszę mieć sukę hovawarta. Po prostu muszę. Bo hovawart czarny podpalany (są jeszcze czarne i płowe) wyglądał jak moja Sonia. Nie był identyczny ale bardzo mi Sonieczkę przypominał. Trzy tygodnie szukałam suni do kupienia. I w końcu znalazłam właśnie w hodowli Salutaris. 11 marca 2005 r pojechaliśmy po naszą Irmę. Śnieg, deszcz, gołoledź - nic nie było w stanie mnie powstrzymac. I tak właśnie Irma, cudna sunia hovcia weszła w życie hani. Nie jest z wyglądu podobna do Soni - i całe szczęście. Sonia to Sonia a Irma to Irma. Zapisałam się do klubu hovawarta i zaczęłam pisać na formu rasy. I tam właśnie któregoś dnia dowiedziałam się o dogomanii. A był to lipiec 2005 r. i mieszkał juz nami Jaskier. I zaczęłąm zaczytywać się we wszystkich wątkach i oczywiście ryczeć cały czas nie mogłam przestać. I przeczytałam list od Lotnika, a ponieważ w tzw międzyczasie przeprowadziłam się do domu pod Gdańskiem pomyślałam sobie, ze wyrok 9-ciu lat schroniska to chyba za dużo jak na takiego małego Lotniczka a ja mam warunki na następnego psa.
  13. no to mnie wyściskaj a ja Serwusia od Ciebie wymiziam
  14. rozmawiałam z Panią Teosia-Nera - zalogoawała się na dogo i obiecala pisac co u malucha nadal jest Lejkiem choć już nie Sraluszkiem ale i tak to nasz Teoś LS
  15. a jakby trzeba było go wrzucić na allegro - to mogę to zrobić
  16. wracam do wpłat na Antosia mogę ofd lipca do odwołania tylko prosze o nr konta na pw bo nie mam zdrowia szukac w wątku asiuniap - oswiadczam, że ja się od Ciebie nie oganiam jak od muchy - możesz pisac i przysyłac maile ile tylko chcesz i kiedy tylko chcesz
  17. no i co z Orlenką?
  18. [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img466.imageshack.us/img466/1255/dsc00350aj3.jpg[/IMG][/URL] to zdjęcie chyba nie zapowiada nic poza happy endem
  19. Teoś zmienił imię i teraz ma na imię NERO Aniu - zmień tytuł wątku
  20. nie ma Teosia – zajmę się Piegusem o rany czego on chce ? opiekuje sie mną
  21. nie wiem gdzie można kupić dokładnie takie bo Serwo dostał je w paczce z Niemiec ale w naszych zoologicznych też można kupić (tyle, że nie są z wężowej skórki)
×
×
  • Create New...