-
Posts
806 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Cathedral
-
Mam dla wszystkich zwolenników rumianku złą wiadomość: tj. inne rośliny z rodziny Compositae (złozone) moze wywolywac alergię. Nie wiadomo, co psu jest i uważam, że dopoki Martynka nie uda się do lekarza w celu postawienia diagnozy, to powinnismy sobie dac spokoj z radzeniem jej czegokolwiek. [B]martavantos[/B] - chodzi mi o to, ze znasz sie na lekach jak kura na pieprzu
-
"a o te leki TO tak powiedział ze moga pomóc ja sama nie dokonca wiedziałam jak ale po tych lekach zaczal podnosic noge i zachowwał sie doroslej i nazwał je homoopatycznymi czy jakos tak;-)" [B]martavantos[/B] to twój post z topiku "wnetrostwo"... "jeszcze mi troche brakuje do weterynarza" no właśnie... A Martynka już na pewno uciekła z forum, jak zobaczyła takich "fachowców"... P.S. Do pozostałych uczestników watku - co myślicie o wykąpaniu psa w krochmalu?
-
Widziałam pana z wyżłem w stroju myśliwego - bardzo fajnie to wyglądało. A co co ringówek to suczkę wyżła weimarskiego widziałam w ringówce, która przy szyi była zrobiona z błyszczących "diamencików". Wyglądała jak kolia na tle aksamitnej sukni. Na wyżłach się nie znam, ale mnie się podobało. Chyba są wygodne, nie-sportowe stroje :???: ? To chyba nie o to chodzi z tymi ONkami...
-
MB'SH - to nie żart, po prostu jasny pies na tle jasnych spodni zlewa sie z nimi i na odwrót (czarny pies na czarnym tle). Strój powinien się barwa odcinać od psa [po prostu kontrast] - zwierzak ma być widoczny. Z kolei ringówka - powinna być raczej w kolorze psa, gdyz kontrastowa skraca optycznie szyję (a przynajmniej w przypadku goldenów jest to nieporządane). NIemniej wiele osób uważa, że pieskom jest ładnie w czerwonej, czy niebieskiej. Mi się to raczej nie podoba i używam w kolorze psa, czyli piaskowym. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego właściciele owczarków wystawiają swe psy w dresach i czapeczkach baseballowych?
-
Martynka - nie wiesz, czy wet zaleciłby długą i droga kurację - może w twoim przypadku wystarczyłby odpowiedni szampon [dla psów!]. Jednak skoro uważasz, że dłuższa kuracja jest potrzebna, to chyba sama widzisz, że problem nie jest błahy. Wet za konsultację (bez podania leków) liczy około 20-30 złotych [no przynajmniej u mnie...]. Niech przynajmniej powie ci co to jest (pasożyt, alergia, grzybica) - to będziemy mogli ci pomóc. Leczenie w ciemno jest nieetyczne. Nawet rumiankiem.
-
Dobre BARF-owe dania kostne to szponder wołowy i antrykot - sporo mięska i kostka. Surowy drób ma miękkie kostki - dla szczeniaka może np. skrzydełka, jakaś młoda szyjka. Fajna jest też nózka wieprzowa (ale ja akurat wieprzowiny nie podaje w ogóle, ze względu na chorobę Auyeszky'ego) - ale jeśli się nie boisz, to zabawa jest z nią ok. Ulubione danie Corteza: OGON WOłOWY - soczysty, mięsny, chrupiący. :cool3: Już zwiedziłam wszystkie mięsne w okolicy, jak mają to, co je mój pies, to kupuję więcej i mrożę.
-
Kupię sobie krzesełko, namiot, termos, koc, przyjadę z samego rana, żeby jeszcze było się gdzie rozłozyć i zacznę koczować. Następnym razem nie będę liczyć na nic, żeby później nie było, że narzekam. No może przynajmniej sędziów zapewnią organizatorzy :p.
-
w sumie nie przyszło mi to wcześniej do głowy, możesz po prostu wejść na stronę [url]http://www.zkwp.pl[/url] - to strona Związku Kynologicznego, jest tam mnóstwo przepisów i regulaminów, według których prowadzona jest hodowla i zdobywanie uprawnień hodowlanych.
-
"Postraszcie "hodowców" nagłośnieniem sprawy w prasie czy innych mediach - może w ten sposób ich wystraszycie i chociaż odzyskacie część gotówki. [B]Niech im ta nieuczciwość bokiem wyjdzie." [/B]Dzwońcie codziennie, informujcie ich, jak się toczy postępowanie, ślijcie maile z pozdrowieniami z załączeniem informacji o postępach dochodzenia itd itp może w końcu będą mieli dosyć... Może sami się zdecyduja na rekompensatę. Trzymam kciuki. p.s. czemu zawsze jak wyjdzie jakaś wada to hodowca mówi "to się u was stało, u nas pies był zdrowy/miał jądra/widział/ itp." ? Gdyby hodowca przyjął na siebie choć część winy, to poszkodowani może nawet nie szli by ze sprawą do sądu, czy ZK.
-
To jest tekst o kupowaniu psa napisany na potrzeby mojej strony internetowej, jeśli znajdziesz coś tam przydatnego dla siebie, to będzie mi miło :). Możesz też zajrzeć na stronę: [URL="http://www.ols.vectranet.pl/%7Ehusky/rasowy/glowna.html"]http://www.ols.vectranet.pl/~husky/rasowy/glowna.html[/URL] "Wiele osób uważa, że rodowód jest niepotrzebny – nie zamierzają bowiem wystawiać psa, ani go rozmnażać. A psy bez rodowodu często wyglądają tak samo, jak te rodowodowe. I są znacznie tańsze. Jednak rodowód to nie tylko informacja, kto był rodzicem szczenięcia… Czy warto oszczędzać kiedy w grę wchodzi wybór towarzysza na najbliższe kilkanaście lat? Oto powody, dla których nie warto kupować psa „rasowego bez rodowodu”: [LIST=1] [*]ZDROWIE – nie wystarczy, że pies jest rodowodowy i pomyślnie przeszedł próbę wystaw. W przypadku większości ras musi pomyślnie przejść testy psychiczne, albo zdrowotne (badanie oczu, serca i stawów na obecność chorób przenoszonych genetycznie). Psy chore, agresywne nie zostają dopuszczone do rozrodu. Ponadto w zarejestrowanej hodowli suka może mieć szczenięta tylko RAZ w roku. Pozwala to na spokojny odchów szczeniąt i nabranie sił przed kolejną ciążą. Zadbana suka jest w dobrej kondycji, ma dużo pokarmu dla młodych i dużo sił na ich prawidłowe wychowanie. W pseudohodowlach najczęściej nikomu nie zależy na jakości miotów – sprzedaż i tak odbywa się „na gębę”, bez żadnej umowy. Szczenięta są „produkowane”, rodzą się słabe, a ich matka wyczerpana nadmierną liczną ciąż nie jest w stanie prawidłowo zadbać o swoje dzieci. W 90% zarejestrowanych hodowli podczas porodu obecny jest lekarz weterynarii. [*]WYGLĄD I CHARAKTER PSA – kupując psa bez rodowodu nie mamy żadnej gwarancji, że wyrośnie nam pies, o takim wyglądzie, jaki sobie wymarzyliśmy. Nigdy nie wiadomo, jakie geny się zmieszały i np. z pudla miniaturki może wyrosnąć jamnikopodobny olbrzym. Albo zamiast spokojnego kanapowca będziemy mieć wulkan energii, który rozniesie nam mieszkanie w strzępy. W najgorszym wypadku zamiast psa łagodnego, otrzymamy atakującego wszystko i wszystkich agresora… Zgodnie z regulaminem hodowlanym pies musi zaliczyć z pozytywnym wynikiem przynajmniej 3 wystawy. Na wystawie oceniany jest wygląd psa, a także jego zachowanie. Pies nie spełniający wzorca rasy, albo agresywny zostanie zdyskwalifikowany i nigdy nie otrzyma uprawnień hodowlanych. To właśnie takie „wadliwe” psy, którym nie udało się osiągnąć minimum rasy zasilają później szeregi pseudohodowli. Kupno psa z rodowodem daje dużo większą gwarancję, że nasz pies będzie miał zrównoważoną psychikę i prawidłowy wygląd. Niektórzy „hodowcy” utrzymują, że nie pojechali ze swym psem na żadną wystawę, bo to kosztuje (koszt wystawy, dojazd, składka w ZK), zajmuje czas i w ogóle obciąża zwierzę i właściciela. No cóż – jeśli ktoś jest skąpcem i nie ma czasu, to dziw, że w ogóle zajął się rozmnażaniem zwierząt. Można się tylko domyślać, na czym jeszcze taka osoba oszczędza… Choć wystawy rzeczywiście bywają męczące, jest to trud, który pies i właściciel muszą wspólnie podjąć – jeśli nie sprawia im to przyjemności, po regulaminowej ilości występów, mogą więcej nie pojawiać się na ringu. [*]PRAWO - kupując psa z rodowodem nawiązujemy z hodowcą umowę kupna – sprzedaży. Hodowca zobowiązuje się w niej do przekazania nam szczenięcia zaszczepionego, odrobaczonego i zdrowego. Jeśli okaże się, że któreś z warunków umowy nie zostały dotrzymane mamy prawo dochodzić swoich praw. Jest to jedna z przyczyn, dla której – mówiąc brutalnie – hodowcy psów rasowych starają się sprzedawać „produkt najwyższej jakości”.[/LIST]Najgorsze zaczyna się, kiedy okazuje się, że jesteśmy pechowcami i kupiliśmy psa silnie obciążonego genetycznie, słabego, chorowitego i ze skrzywioną psychiką. Gdy piesek zaczyna chorować staje się prawdziwym utrapieniem. Wiele osób podejmuje się leczenia takiego zwierzaka. Wtedy dopiero okazuje się, że pies bez rodowodu jest tak naprawdę o wiele droższy… Najgorsze, co można zrobić, to kupić psa [B]w sklepie zoologicznym[/B], lub [B]na targowisku[/B]. Hodowca, który przekazuje swoje szczeniaki do sprzedania zawodowemu handlarzowi, lub do sklepu zoologicznego nie ma tak naprawdę serdecznego stosunku do zwierząt. Jest tylko producentem towaru. Pieski są zbyt wcześnie oddzielone od matki, przetrzymywane często w chłodzie, lub dla odmiany w upale, niewłaściwie karmione… Szczenięta niewiadomego pochodzenia zwykle nie są na nic szczepione, bo to kosztuje. Nie wiadomo tego zresztą na pewno, bo nie mają książeczek zdrowia. Są zwykle wychudzone, gdyż przyswajanie pokarmów jest upośledzone przez robaczycę. „Szczęśliwy nabywca” musi się często na początek uporać z biegunką i chorobami skóry. Niektórzy kupują zabiedzone szczeniaki, czyniąc to ze współczucia. Jednak na tym właśnie żerują nieuczciwi „producenci szczeniąt” – mając zbyt na pewno szybko postarają się o nowy towar."
-
"Z tym ze w rzeszowie było malo miejsc do siedzenia sie absolutnie nie zgadzam. Przeciez trybuny były ogólno dostepne, i 70% miejsc na nich zarówno na górze jak i na dole była wolna. Przy samych ringach fakt, bylo ciasno, ale tak jest na wiekszosci wystaw, czy halowych, czy na trawce.." Nie bardzo wiem, gdzie mój pies ze swoim legowiskiem miałby się zmieścić na tych trybunach. Zwłaszcza, że my wystawialismy się na balkonie i tam nie było żadnej mozliwości rozłożenia trybun. Pomijam fakt, że krzeseł, owszem było sporo - tylko, że ktoś poustawiał je tak, aby stanowiły ogrodzenie ringu. Nikt nie smiał ich zatem tknąć, a jak chciał usiąść z psem, to musiałby go w zasadzie wziąć do wewnątrz ringu, bo przejście było bardzio wąskie. Tego też nikt nie rozbił, żeby psy nie przeszkadzały wystawiającym. Wszyscy albo stali, albo siedzieli na kocach (jak mieli). [żeby było jasne, mówię o sytuacji na balkonie]. Temperatura 17 stopni to dla kogoś takiego jak ja maksymalny ziąb (zwłaszcza przez kilka godzin), chociaż faktycznie psy sie na pewno lepiej czuły.
-
Ja byłam tylko na 2 wystawach: w Kielcach i w Rzeszowie. I wrażenia mam również nieciekawe. W Kielcach - mało co nie zamarzliśmy W Rzeszowie - myslałam, że ja i mój pies rozpuścimy się z gorąca. Ani na jednej, ani na drugiej wystawie nie było dostatecznej ilości miejsc siedzących. Dobrze, że mielismy ze sobą koc, to pozwoliło nam "koczować" na ziemi. A ponad nami chodziły tłumy zwiedzających z dziećmi (w Rzeszowie było mniej miejsca i dużo gorzej) - te dzieci to już miałam przez moment ochotę udusić.
-
Ciekawa jestem, w którym miejscu pies ma prawo spędzać podróż za wykupiony bilet? Na podłodze? Przysługuje mu jedno miesce "siedzące"? na korytarzu?
-
Szczeniaka trzeba od małego przyzwyczajać do najróżniejszych sytuacji - to jest socjalizacja. Powinien czasem pójść z toba na pocztę, pojechać tramwajem albo autobusem. Powinien poznawać nowych ludzi i inne psy itd. Jeśli jest już po okresie kwarantanny to trzeba psa zabierać w ciekawe miejsca spacerowe. Wszystko to co oswoi za młodu nie będzie straszne także w dorosłym zyciu. Na pocieszenie odnośnie pierwszej podrózy, to nasza pierwsza podroz z Cortezem miala odleglosc jakichs 400 km (no coz, nie bylo wyjscia). I wszystko bylo o.k.
-
"Kupię rodowód", a potem wszyscy naśmiewają się z ZK, z hodowców, z właścicieli psów rasowych... A propos - takie ogłoszenie jest chyba niezgodne z prawem. Wydaje mi się, że tak samo jak "kupię dowód osobisty", albo "kupię maturę"
-
Możesz też wyciagnąc komórkę, powiedzieć że masz dosyć i dzwonisz po straż miejską. Nie wiem, jak u ciebie, u mnie przyjeżdzają nawet szybko. Kilka razy tak musiałam zrobic i super to działa (zwłaszcza, kiedy racja jest po twojej stronie). P.S. Raz facet groził mojemu mężowi pobiciem (bylismy razem na spacerze), nie podobał mu sie nasz pies. Podzialalo, jak powiedzialam, że grożba pobicia jest "grozba karalna" i że dzwonie gdzie trzeba.
-
Koniecznie trzeba psa przyzwyczajać. W najgorszym razie może dostać objawów choroby lokomocyjnej, więc przygotuj sobie coś na taką ewentualność. Niektóre psy wyją, szczekają itp, ale nie warto martwić się na zapas. Przeważająca większość dobrze znosi podróż. Na początek możecie posiedzieć chwilę w zamkniętym aucie - w środku maże jakis smakołyk. Pierwsza przejażdżka to raczej dookoła bloku, niż po mieście.
-
Ja się moge tylko zgodzić z Jagienką, że istotne przesłanie tej książki (Fennel) można streścić na jednej kartce A4. Podobno książka "Sygnały uspokajające" Turid Rugaas pomaga zrozumieć język ciała psów. Nie czytałam, ale opinie słyszałam same dobre.
-
Nie wiem, czy taki przepis jeszcze obowiązuje, ale dawniej trzeba było się zaytać o zgodę na wejście z psem do przedziału współpasażerów... Jeśli ktoś wie lepiej to niech mnie poprawi. Ja uważam, że skoro pies jest w kagańcu, zapłaciłaś bilet to powinnaś śmiało wsiadać gdzie ci się podoba.
-
dowiedziałam się właśnie, że można u ząbkującego psa stosowac takie same żele jak u ząbkującego niemowlaka, czyli np. Calgel, Bobodent. Zawierają składnik znieczulający miejscowo i roślinne wyciagi o działaniu przeciwzapalnym.
-
Wszelkie leki homeopatyczne można BEZ problemu zamówić w KAŻDEJ aptece. Nawet jeśli czegoś nie ma (a najczęściej nie ma, bo różnorodność leków homeopatycznych jest zbyt wielka, a popyt najczęściej zbyt mały) to przywożą wskazany lek najdalej na następny dzień. Tak to przynajmniej wygląda u mnie. Myślę, że z firmy Boiron osiągalne jest praktycznie wszystko. Ja w leczenie homeopatyczne nie wierzę, nie polecam i nie stosuję, ale NIE chcę o tym tytaj dyskutować (może jakiś osobny wątek...?) niemniej odpowiadam na pytanie Antenki - mój pies był leczony przez weta, który stosuje praktycznie tylko homeopatię. Zwiększał Cortezowi odporność śluzówki jelit homeopatycznie kiedy miał biegunkę, zwiększał odporność skóry, kiedy miał problemy ze skórą. Kiedy dostał kataru też mu zwiększał odporność lekami hopeopatycznymi. Juz do tego weta nie chodzimy - leczenie było hmmm wysoce nieskuteczne, psa musiałam leczyć ostatecznie sama. Dodam, że nie chodzimy do niego nie dlatego, że leczenie było nieskuteczne, ale głównie dlatego, że ten pan nigdy nie zechaciał mnie zapytać, czy godzę się na taki sposób leczenia psa, ani nie zaproponował żadnego alternatywnego leczenia allopatycznego.
-
Cóż, najwyraźniej masz doświadczenie z krzyżowaniem psów w przypadku których wystąpiły przypadki wnętrostwa u potomstwa... Z taką wiedzą nie ma co dyskutować. :cool1: Swoją drogą na pewno są rasy mało liczebne, gdzie rzeczywiście nie ma z czego wybierać. Czyli co mamy doradzić aeniolkowi? Uważasz Flaire, że ma nie leczyć psa, tylko czekać?
-
P.S. Jeśli chodzi o dopuszczanie/wycofanie z hodowli psów-rodziców wnętra, to się nie upieram, już widzę, że ile osób, tyle opini. Ale chyba zgodzicie się ze mną, że w przypadku, kiedy pies jest "wyleczonym" wnętrem tzn. jądra zstąpiły w wyniku manipulacji chemicznych lub operacyjnych - nie powinien on być rozmnażany?
-
Flaire - czytaj dokładnie - nie u 25% potomstwa, bo przecież w tej 1/4 są tez samiczki. Owszem - mechanizm dziedziczenia wnętrostwa nie jest do końca poznany, ale wiadomo że dziedziczy się [B]tak jak[/B] cecha autosomalnie recesywna związana z płcią. Z tą dysplazją to akurat dałaś pudło niestety, bo w przypadku niektórych ras (już niebawem być może także goldenów) dobry wynik badania stawów właśnie decyduje o dopuszczeniu do hodowli. I nikt poważny nie decyduej się na rozmnażanie psa "D" bo może to nie geny, tylko środowisko. Ponieważ NIE jestem ekspertem, a chciałam się dowiedzieć o wnętrostwie jak najwięcej - pytałam weterynarzy [nie hodowców, bo oni akurat nie są zbyt obiektywni w tej kwestii...]. Dostałam takie odpowiedzi, jak opisałam powyżej i w poprzednich postach. Co złego to nie ja :diabloti:
-
Czy paniom w Twojej aptece brakuje czasu, czy cierpliwości to nie wiem, ale ja je trochę rozumiem. Na mnie osoby, które chcą psa SAME leczyć lekami z ludzkiej apteki robią jak najgorsze wrażenie. Czemu nie pójdą do weterynarza? Odpowiedź zwykle jest jedna: oszczędzają na psie. Oczekują ode mnie i diagnozy i leczenia, a prawda jest taka, że ja sie na tym NIE ZNAM. I nawet jak się poznam, to i tak będę odsyłać do lecznicy, bo nie czuję się kompetentna, żeby leczyć komuś ZWIERZE. W jakiś drobiazgach chętnie pomogę, ale masz tu dwa przykłady, jacy ludzie są goopi: - proszę pani coś, żeby się nie kociła - słucham? - no, żeby kotka nie miała szczeniąt - [tu konsternacja, bo nie wiadomo, czy chodzi o środek poronnym czy antykoncepcję] - no sa podobno jakieś takie tabletki... to się nie w aptece kupuje? Jaaaasne - cała masa, o tabletkach to słyszał, ale o sterylizacji to pewnie nie - coś na odrobaczenie dla psa - proszę pana, ale co? środki odrobaczające są na receptę... WSZYSTKIE - no nie wie pani jakie? jakieś na robaki tabletki ostatnio kupowałem [tutaj mam ochote chlasnąć klienta, bo nie dość że burak, to jeszcze podważa moje kompetencje] Oto, co mi jeszcze przyszło do głowy: - fiolet gencjanowy - do odkażania - maść Tribiotic (zestaw 3 antybiotyków polimyksyna, bacytracyna, neomycyna) - tanie (1,6), minitubki do kupienia na sztuki bez rec.