Jump to content
Dogomania

Rauni

Members
  • Posts

    1666
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Rauni

  1. Rauni

    potrzebuje rady

    Żaden pies myśliwski nie jest psem obronnym ani stróżującym. Weimar też nie. Za to chyba każda rasa myśliwska dysponuje ogromem energii, która nie ukierunkowana w odpowiedni sposób łatwo przekształca się właśnie w chęć demolowania domu lub ogrodu. Po prostu inteligentny pies, stworzony do pracy, czymś się musi zająć, jeśli właściciel mu tego zajęcia nie dostarczy, sam je sobie znajdzie. Żaden pies nie będzie idealnie mądry sam z siebie i nie będzie spełniał Waszych wymagań bez odpowiedniego wychowania. Żaden pies nie powinien spędzać całego życia w ogródku, bez [B]codziennych[/B] spacerów, bez pracy z właścicielem... rozmiar więzienia nie ma znaczenia. Fakt, że psy Twoich sąsiadów nie wychodzą w ogóle, a większość psów na wsiach spędza całe życie na łańcuchu, nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu tak się nie powinno robić i tyle. Tu Ci wszyscy dobrze radzą, żebyś trochę przemyślał sprawę, odrobinę się może dokształcił co do wymagań psa w ogóle, poszczególnych ras w szczególe, osobiście zasugerowałabym też lekturę dlaczego to mianowicie nie powinno się kupować psa bez rodowodu... a Ty i tak zrobisz, co zechcesz. Odporność na wiedzę, jak się zdaje, masz dużą. I wreszcie: google Twoim przyjacielem, znajdziesz kopalnię wiedzy na temat każdej rasy, jaka Cię zainteresuje, strony hodowców etc.
  2. Stópki rulez! Chociaż stęchły smrodek spanielowych fafli też ma swój urok :lol: (nota bene, kocie stópki też śmierdolą)
  3. (rany kota, co się ze mną dzieje, ostatnio robię offy w każdym temacie, w jakim zaczynam się wypowiadać. Wyręczając Pati, udzielam sobie napomnienia ;)). Odnośnie zdrowego rozsądku i umiaru we wszystkim: pełna zgoda. :lol: Odnośnie reszty: ja zostanę przy swoim, Ty, Zielsko i inni przy swoim, miejmy nadzieję, że cała ta dyskusja kogoś skłoni do rozważań na te tematy. I tyle.
  4. [quote name='Flaire']NB, to jest również bardzo ciekawe stwierdzenie, z kilku powodów... Niby w dniu, w którym ukończyła te 12 miesięcy ustąpiły zagrożenia, które czychały jeszcze poprzedniego dnia? :crazyeye: Wiek, w którym kończy się rozwój kośćca u psa różni się od rasy do rasy i od osobnika do osobnika. Nic magicznego nie dzieje się w wieku 12 miesięcy, co by nagle pozwalało na treningi wcześniej niewskazane - raczej, rzadko który pies, szczególnie ras średnich i dużych, w tym wieku skończył się już rozwijać. Na przykład w mojej rasie wiek 24 miesięcy jest przyjęty jako ten, gdzie dojrzewanie kośćca się skończyło. 12- i nawet 18-miesięczne psy często maja jeszcze bardzo luźne stawy. Tak więc dużo jeszcze czasu upłynie zanim będę z Locia robić jakiekolwiek forsujące treningi - a na pewno nie będzie to w wieku 12 miesięcy.[/quote] Oczywiście, że ta granica jest do pewnego stopnia umowna, gdzieś ją trzeba jednak ustawić. Nawet u dużych ras najbardziej intensywny rozwój jest już wtedy jednak zakończony. Gdybym miała molosa, być może zaczekałabym jeszcze trochę... Co do dnia u Sunday nastąpiło dlatego, że też się nie mogłam doczekać :lol: Myślenie "jakby o dzień wcześniej to nic by się nie stało" to już pierwszy kroczek do "a jakby tak tydzień/miesiąc/kwartał wcześniej, to tez by się nic nie stało". Zasada stopniowego podwyższania wymagań obowiązywała niezależnie od tego, że jej proces wzrostu był juz dawno zakończony (tzn. zaczynała na hopkach niższych niż normalnie small, od pojedynczych przeszkód etc).
  5. Flaire, jeszcze raz przepraszam, nie zamierzałam czepiać się osobiście Ciebie, więc też nie musisz się tłumaczyć. Erdelek akurat utkwił mi w pamięci. O zysku mówiłam w takim sensie, w jakim pisze o tym Zielsko: czyli wypracowania czegoś, czego się później nie da wypracować. I tu przy okazji mam pytanie do Zielska, jakie cechy miała na myśli? Moim zdaniem wypracowanie prędkości nie tyle zależy od wieku w jakim się zaczyna, a od metody treningu, tzn. czy od samego początku skupiamy się na wyrabianiu prędkości, w jaki sposób motywujemy i nagradzamy (zdecydowanie widzę przewagę aportu nad smakołykami), w jaki sposób stopniujemy trudność treningu etc. Nie wydaje mi się, że pies który zacznie treningi wcześniej, miał z tego powodu w przyszłości biegać szybciej, niż pies o porównywalnych możliwościach fizycznych i psychicznych, który zacznie treningi parę miesięcy później.
  6. Flaire, Jak dla mnie trening ze szczeniakiem powinien obejmować wyłącznie tunele, ewentualnie podstawy slalomu (ale tak jak ćwiczymy my, czyli na czterech tyczkach i to rozsuniętych). Bez skoków, bez strefówek. Nie wiedziałam, że w tym przebiegu, w którym uczestniczyłaś, strefówek nie było. Dobrze, że nie było. Przepraszam w ogóle, że akurat wyciągnęłam przykład Twojego psa, nie chodzi mi o czepianie się Ciebie, tylko pewną niebezpieczną moim zdaniem tendencję ogólną. Każdy i tak sam zadecyduje, ale moim zdaniem brak ograniczenia wiekowego na nieoficjalnych zawodach przyczynia się do tego, że wszystkim się niepotrzebnie spieszy. Moim prywatnym zdaniem zbyt szybko w ogóle zaczyna się ćwiczyć ze szczeniakami, zbyt szybko zaczyna sekwencje przeszkód - a nie widzę tak naprawdę żadnego zysku z tego. Akurat te parę miesięcy daje nam czas na wypracowanie więzi z psem, posłuszeństwa, pasji aportu (i mamy pod ręką znacznie lepszą ze szkoleniowego punktu widzenia nagrodę niż smakołyki) - i z tymi podstawami przystępujemy do szkolenia agility. Sunday zaczęła w wieku 12 miesięcy co do dnia, bo Leszek był nieugięty (tzn. wcześniej robiła tylko tunele i slalom, od 11 miesiąca płaską palisadę), a na swoich pierwszych zawodach w wieku 18 miesięcy zdobyła srebrny medal. Innymi słowy, w zupełności mi te sześć miesięcy wystarczyło do dobrego przygotowania psa do pierwszych zawodów. Z Vigo zaczęłam odrobinę wcześniej, bo był znacznie lepiej od niej związany, no i sam z siebie wskakiwał mi w domu na biurko na przykład... Socjalizacja: jasne, super, Vigo od momentu zakończenia kwarantanny jeździł ze mną na wszystkie zawody. Ćwiczyłam z nim posłuszeństwo w bezpośredniej bliskości ringu, w przerwach biegał przez tunele: do socjalizacji z tłumem i hałasem to wystarczyło, a na resztę miał czas.
  7. A to wcale nie byłoby tak dobrze... Nie zrozumcie mnie źle, nieoficjalne zawody są super jeśli chodzi o popularyzację sportu, dobrą zabawę i tak dalej. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że poprzestanie na nieoficjalnych zawodach jest swego rodzaju ślepą uliczką. Potrzebne nam zawody z oficjalnymi sędziami, próbami pracy, możliwością kwalifikacji pucharowej, możliwością kwalifikacji do mistrzostw świata... W dodatku fakt, że nieoficjalne zawody nie podlegają pewnym regulacjom FCI przyczynia się do bardzo niebezpiecznej moim zdaniem tendencji, że startują na tych zawodach coraz młodsze psy, wręcz kilkumiesięczne (np. w wątku o ostatnich zawodach Fortowych występował szczeniak airdale, który na tych zawodach robił po raz pierwszy cały tor... przecież nie tak powinno wyglądać szkolenie agility i przygotowanie do zawodów!). Na litość boską, przecież ten wymóg 18 miesięcy nie był wyssany z palca, tu chodziło o bezpieczeństwo psów.
  8. Może seriami wystawiają, ja też wczoraj dostałam, i cholera jasna, jest na nim błąd w imieniu psa!!!! GRRRRRR. I co ja mam teraz zrobić???
  9. [quote name='OlaAB'] jako jedyna wykazałaś zainteresowanie nowym terminem i tylko dlatego Twój nick został użyty - prosze o wybaczenie:modla:[/quote] Bo ja zawsze wolę, żeby zawody jednak były niż jednak ich nie było...
  10. [quote name='Flaire']Tak więc pozostaje Ci samej zdecydować, jaka jest szansa, że to, do czego nie udało się doprowadzić w terminie 8-9 kwietnia zostanie z powodzeniem przełożone na weekend dwa tygodnie później - szczególnie wobec przedstawionych już tutaj argmentów przeciw.[/quote] Ekhm, moje pytanie nie brzmiało, czy one na pewno będą (bo rozumiem do pewnego stopnia wypadki losowe), tylko czy ich na pewno nie będzie - innymi słowy czy Wasza decyzja z rezygnacji z organizowania tych zawodów jest ostateczna? Różnie to bywa, ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby się odbyły zawody, których nikt w danym terminie nie organizuje... Odnośnie stałych terminów zawodów to tak jest na przykład z zawodami organizowanymi przez nas w Legnicy/Głogowie, które zawsze są w pierwszy weekend sierpnia, przy okazji wystawy i wszystko wskazuje na to, że w tym roku też będą. A tak w ogóle to przypominam sobie jedne zawody odwołane w momencie, w którym już się niemal na nie pakowałam, tak więc Hopsa rekordu tu nie pobiło...
  11. OluAB, proszę nie przypisywać mi słów, których nie napisałam i nie wykorzystywać mojego nicka w tej szermierce slownej. W razie gdybym miała cokolwiek więcej w tej sprawie do powiedzenia, z pewnością sobie poradzę z wyrażeniem tego. Nigdzie nie napisałam, że termin 22-23.04 mi odpowiada. Akurat raczej NIE odpowiada z uwagi na planowany wyjazd, co do którego muszę podjąć decyzję [B]dzisiaj[/B], czy jadę czy nie. Dlatego chciałabym wiedzieć na 100%, czy decyzja o rezygnacji z zawodów jest ostateczna. Dla mnie udział w PPA jest swego rodzaju priorytetem i stanę na głowie, żeby uczestniczyć we wszystkich tegorocznych edycjach. Niemniej jednak, aby mieć taką możliwość, potrzebuję wiedzieć z pewnym wyprzedzeniem, kiedy one są. I tyle.
  12. Bardzo mi smutno, że tych zawodów nie będzie. :placz: Chciałabym jednak teraz wiedzieć, czy to, że ich nie będzie ani teraz ani w żadnym innym terminie jest wiążące na 100%? (znowu chodzi o rozplanowanie pewnych spraw i ewentualne wybory pomiędzy imprezami kynologicznymi i innymi)
  13. Rauni

    włos się jeży

    Nie bardzo rozumiem tę asekurację na kładce za pomocą smyczy: jak pies się potknie czy poślizgnie i zleci na stronę przeciwną niż my, to albo go na tej smyczy powiesimy, albo ją puścimy. Jeśli chodzi o przytrzymanie psa, żeby nie leciał jak głupi, to równie dobrze możemy go przytrzymać za obrożę, która ma tę przewagę, że na pewno się pies w nią nie zaplącze. A tak w ogóle to pies ma znakomity zmysł równowagi i człowiek mu bardziej w takim wypadku przeszkadza niż pomaga. A my uczymy jeszcze inaczej: najpierw na nisko rozłożonej palisadzie, z której pies nie zleci, bo jest szeroka, potem ją podwyższamy stopniowo, a potem dopiero uczymy kładki, najlepiej od końca (czyli stawiając psa na strefie, dając komendę do zejścia i nagradzając). Dla hopek na smyczy uzasadnienia nie widzę żadnego. Biorę w rękę zabawkę, naprowadzam psa na niziutką hopkę, pies skacze, dostaje zabawkę wyrzuconą do przodu. Umie już jedną hopkę, stawiam po niej na wprost tunel. Pies umie już swoją pierwszą kombinację, po przeszkodzie leci naprzód (bo pamięta, że leciał naprzód do tunelu i po zabawkę), mogę ustawić dwie hopki w linii prostej... i tak dalej i tak dalej, powolutku dochodzimy do zakrętów i do większej ilości hopek. Na żadnym etapie szkolenia nie jest mi potrzebna smycz.Tak naprawdę nie jest mi potrzebna nawet obroża, chyba że zupełnie wyjątkowo i to w połączneniu z dwoma osobami asekurującymi psa po dwóch stronach przeszkody (na przykład przy nauce huśtawki, której uczymy, jak pies już umie znajdować równowagę na kładce). I przepraszam za przydługi off topic.
  14. Rauni

    włos się jeży

    Asher, wiemy z informacji zawartych na stronie, ze zdjęć... Co do upału i zawodów w zeszłym roku: osobiście widzę różnicę między trzema przebiegami po 40 sekund każdy (mniej więcej) z dobrze zmotywowanym, wyszkolonym psem, a prowadzeniem treningu dla początkujących przez parę godzin w upale (w zeszłym roku mój pies nie chciał ćwiczyć o godzinie 9 rano, bo już mu było za ciepło, więc szłam z nim na trening o 6). To raz. Dwa, że moja suka przed i po każdym przebiegu była moczona wodą, żeby zapobiec przegrzaniu. Trzy, że jakby położyła się w cieniu i nie chciała się ruszyć, to by nie wystartowała i tyle, bo pewnie miałaby rację. To pies wie, jak się czuje, nie ja.
  15. Rauni

    włos się jeży

    No, jasne, można to potraktować, że to tylko kolonia, a nie profesjonalny obóz szkoleniowy, więc wszystko jest okay, niech sobie to robią bylejak.Tylko że taki trening może narobić więcej szkody niż pożytku (np. ciągnięcie psa, który nie chce ćwiczyć w upał siłą na smyczy...), trening agility na przeszkodach, które są niebezpieczne (tyczka nie spada, a powinna, tak stanowi regulamin agility, właśnie z uwagi na bezpieczeństwo psa). Psy są różne, jedne zniosą wszystko, dla innych będzie to na tyle nieprzyjemne doświadczenie, że się zrażą do pracy z człowiekiem i trudno to będzie odkręcić. Martynka, czym wedle Ciebie różni się nauka agility od treningu? Bo dla mnie niczym. Od samego początku jeśli coś robimy, czy z myślą o karierze sportowej, czy z myślą o rekreacji, powinniśmy to robić dobrze. Czyli w sposób, który jest bezpieczny i przyjemny dla psa. Smycz nie jest potrzebna do nauki agility nawet na pierwszych lekcjach, uczyłam tak swoje psy, uczę tak cudze psy, i tak są uczone wszystkie psy na zajęciach w klubie, którego jestem członkiem, włącznie ze szczeniakami na przedszkolu, które sobie biegają przez tuneliki. Moim zdaniem smycz w tym przypadku zarówno szkodzi ze szkoleniowego punktu widzenia (niewłaściwa motywacja lub jej spadek na skutek nawet mimowolnych szarpnięć, niemożność wypracowania szybkości), jak i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa psa. Poza tym proponuję zastosować brzytwę Ockhama, czyli nie mnożyć bytów ponad potrzebę. Skoro da się bez smyczy, to po co tej smyczy używać? (i nie mówcie o kontroli psa w grupie, bo to jest jak z tym jesiotrem drugiej świeżości u Bułhakowa. Skoro człowiek potrzebuje smyczy, by zachęcić psa do pokonania przeszkód, to znaczy że nie ma kontroli nad swoim psem, nie umie go motywować i powinien najpierw sobie wypracować podstawy, a potem brać się za wyższą szkołę jazdy).
  16. Szkolić oczywiście można i należy jak najszybciej, obydwa moje psiaki przez pierwszy tydzień u nas w domu nauczyły się siad, waruj, reagowania na imię, pójścia na miejsce, pierwszych zabaw piłeczką i szmatką, przyzwyczajały się powoli do obroży. Natomiast chodzenie z psem na trening do szkółki powinno się zacząć jak pies skończy kwarantannę poszczepienną, stąd może odroczenie szkolenia na miesiąc
  17. Rauni

    włos się jeży

    [quote name='AniaP']Żeby mieć lepszą kontrolę nad psiakiem jak ćwiczy w grupie? :hmmmm: Dla mnie sytuacja jest prosta 1. Albo pies chce ćwiczyć agility (chce dostać piłeczkę/smakołyka, chce pracować z przewodnikiem) i wtedy smycz nie jest nam potrzebna. 2. Albo pies chce biec do psów, wąchać trawkę etc czyli nie chce ćwiczyć agility. Jeśli w tym wypadku właściciel używa smyczy, żeby go do tego de facto zmusić, to dla mnie jest to kompletnie niezrozumienie na czym powinno polegać szkolenie agility. Zdarzyło mi się widzieć psy wleczone na smyczy po przeszkodach :angryy:, zdarzyło mi się widzieć pokaz posłuszeństwa i agility w całości przeprowadzony na smyczy (włącznie ze skokiem przez koło, cóż za zwinność przewodnika, który zdążył smycz przełożyć!) zdarzyło mi się spotykać osoby, którym się zdaje, że jak po czymś takim dadzą psu smakołyk, to to jest szkolenie pozytywne. I zawsze mnie trzęsie, bo agility jest najwpanialszą rzeczą na świecie i trzeba się trochę nastarać, żeby to popsuć z punktu widzenia psa, ale oczywiście można. I naprawdę uważam, że smycz może po prostu stanowić zagrożenie dla psa na torze, co już całkowicie wyczerpuje temat.
  18. Rauni

    włos się jeży

    Ja reaguję wysypką i pianotokiem. Kompletnie nie ma i wręcz może szkodzić. Raz, że narażamy psa na jakieś szarpnięcia, zaplątanie się, czy powieszenie na strefówce, dwa że nie wyobrażam sobie pracy nad szybkością z psem na smyczy. Trzy: PO CO?
  19. Rauni

    włos się jeży

    Aua, hopki niebezpieczne (tyczka musi być lekka i łatwo spadać) i jeszcze pies na smyczy (NIE TRAWIĘ uczenia agility na smyczy).
  20. No pewnie Marysia masz rację, ja bym się po prostu obawiała po polujących nosa wiecznie przy ziemi :lol:
  21. Wiesz co, wiele predyspozycji do pracy jest dziedzicznych, na tym przecież polegało kształtowanie się ras w ogóle: rozmnażano te osobniki, które najlepiej sprawdzały się w konkretnej pracy. Ja szukając psa do agility znalazłam szczeniaka po rodzicach, którzy oboje ćwiczyli agility(a za to [B]nie[/B] pasali owiec), z czego tatuś z bardzo dobrymi wynikami. Biorąc szczenię po rodzicach, którzy autentycznie polowali masz znacznie większą szansę na szczeniaka z dużym popędem łowieckim.
  22. Też mi się wydaje, że rzecz jest do wypracowania poprzez odpowiednie zmotywowanie psa do pracy na torze i ewentualnie przerywanie wszelkich prób wąchania podczas treningu agility. Aaaa, i nie brałabym po polujących rodzicach (nie mówię o ewentualnych próbach, tylko o psach, które autentycznie polują). Napisz do dogomaniaczki Magdy i Saga, może Ci coś użytecznego podpowie, Saga to w tej chwili najlepszy polski agilitowy gończy :lol: Ja co prawda też biegam z myśliwskim psem, ale nie przypominam sobie większego problemu z węszeniem, pomijając okresy cieczki i ciąży urojonej, ale wtedy to się moja suka nadawała całkiem do niczego, popadała w nastrój refleksyjny, chodzić i kwiatki wąchać, zjadać co się znajdzie etc. Od sterylki święty spokój :p
  23. (grrr, tak się upisałam, a potem mnie dogomania wylogowała i gdzieś to przepadło). Jeśli chodzi o testy na dominację, to ja ich nie przeprowadzałam i dla mnie to była cecha drugorzędna. Znam dwa dominujące psy, które z silnym przewodnikiem świetnie pracują na torze, więc wydaje mi się, że dominacja nie wyklucza chęci współpracy, oczywiście jeśli przewodnik pokaże psu, że warto dla niego pracować. Gdyby mi się trafił ciekawski, odważny szczeniak, z chęcią aportu to bym go brała i tyle, wiedząc że sobie dam radę, nawet jeśli będzie dominujący. Nie wzięłabym natomiast szczeniaka silnie podporządkowującego się, obawiając się, że sobie nie poradzi ze stresem na zawodach. W przypadku gończego polskiego optowałabym raczej za suką, z uwagi na budowę i dlatego, że na ogół suki są mniej niezależne.
  24. Rozumiem, że rasę masz już wybraną? Od razu Ci powiem, że stosunkowo rzadko się zdarza, albo wcale, żeby pies był zarówno super wystawowy, jak i super do sportu, więc musisz zdecydować, co dla Ciebie ważniejsze. Do agility najlepszy jest pies o jak najlżejszej budowie, na wystawach u większości ras ceni się mocną kość, więc już tu mamy pierwszą sprzeczność. Druga to na ogół "kondycja wystawowa", która dla psa sportowego oznaczałaby na ogół lekki nadmiar sadełka... Wybierając psa do sportu warto zwrócić uwagę na zdrowie rodziców, zwłaszcza u większych ras prześwietlenie na dysplazję z wynikiem A jest bardzo polecane (oczywiście jeśli są przebadani również w kierunku innych chorób tym lepiej). Osobiście przy wyborze kierowałam się następującymi kryteriami: [B]duży temperament[/B] (najżywsze, najbardziej ciekawskie szczenię z miotu, pierwsze, które wykombinowało jak wyleźć z kojca etc), [B]brak lękliwości[/B] (szczeniak, który chętnie podchodzi do obcego człowieka i chętnie zwiedza nowe pomieszczenie) i [B]chęć aportowania[/B] (szczeniak powinien co najmniej pobiec za wyrzuconą zabawką i chwycić ją w pyszczek, idealnie jeśli z nią wróci do człowieka, wtedy mamy urodzonego aportera i ułatwione zadanie, powinien chętnie się szarpać szmatką czy sznureczkiem). Zanim kupiłam swojego pierwszego psa, radziłam się trenera agility i usłyszałam między innymi "dobry pies do szkolenia [B]interesuje się przedmiotami[/B]" - można sobie wyobrazić, co to oznacza w praktyce :lol: szczeniaka demolkę, ale coś w tym jest.
  25. Coś Ty, Laluna, przy nodze chodzi bez smyczy :lol:
×
×
  • Create New...