-
Posts
1666 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Rauni
-
Legnicę też oczywiście planujemy zrobić, 6 sierpnia 2006. Pati, może wyróżnić kolorkami zawody oficjalne i nieoficjalne? Bo na przykład domniemywam, że Pęcice to ma być IAL, ale nie jest to jasno napisane :lol:
-
W Poznaniu zadebiutowała też GRACJA Obornicki Nornik (parson russel terrier) z Iwoną Kalisz, 1 miejsce w SA1 miała :lol:, klub oczywiście EXTREME DOG. Kasia Urbaniak z bokserką Tori, Magda Sadowska ze spanielem OMAR ze Sztormowej też należą do Klubu EXTREME DOG. Hmmm, a może skoro już ranking, to odejmować jakieś punkty karne za zmieszczenie się na podium? (i teraz przepraszam, to są w sumie drobiazgi, może nie takie ważne, ale ja taki upierdliwiec jestem: CIR Bonny Dux to mallinois, nie tervueren a MIRANDA i OMAR ze Sztormowej to zdecydowanie [B]cocker [/B]spaniele, a nie cocer spaniele). Ha, i jak potraktować psy, które w międzyczasie zrobiły wyższą klasę na niepolskich zawodach?
-
No, Springer Sunshine i Emejo to na razie mają przydomek i dobry materiał bazowy (znany mi osobiście od pierwszych dni :lol:), ale hodowla to jeszcze przed nimi... Na szwedzkich liniach w tej chwli bazuje Tamaam i Tiamant, chyba też Avendesora. Ten typ typowo użytkowy szczerze mówiąc mnie nie interesował, ale wiem, że poza Wlk. Brytanią są takie hodowle w Szwecji, generalnie chyba zresztą te psiaki się rozchodzą wyłącznie w środowisku i hodowcy nie mają potrzeby reklamowania się na zewnątrz. DIT, mnie szczerze mówiąc w ogóle nie interesują takie szczegółowe testy dla szczeniąt, zdania na ich temat są podzielone: od tego, że dają bardzo dokładną i precyzyjną informację do takich wniosków, że właściwie szczególowy obraz bardzo się zmienia wraz z dorastaniem psa. Ja się skłaniam ku tej drugiej opcji i w sumie ważniejszy dla mnie byłby dobry test przeprowadzony u rodziców plus opinia hodowcy, plus obserwacja i zabawa ze szczeniakiem w hodowli (zresztą zauważ, że w tym momencie jestem dla szczeniaka zupełnie obcą osobą i stosunkowo łatwo zaaranżować test w pomieszczeniu, które jest dla szczeniaka nowe). Nie widzę różnicy w przypadku importowania szczeniaka, sama mam importa. Znałam wyniki test de comportement obojga rodziców plus wyniki tatusia z zawodów, prowadziłam przez parę tygodni ożywioną wymianę maili z hodowczynią (milion pytań z każdej strony, zdjęcia, filmiki z zabawy szczeniaków, wreszcie opinia hodowczyni na temat tego, który pies najlepiej nadawałby się dla mnie), pojechałam, spędziłam w hodowli parę godzin przyglądając się szczeniakom, wybrałam tego, z którym sobie oboje najbardziej przypadliśmy do gustu i jest okay. Szczerze mówiąc, jakbym dostała od babeczki wyniki testu przeprowadzonego przez fachowca, to i tak po przyjeździe na miejsce sprawdziłabym sama, który szczylek mi najbardziej pasuje. A byłam tam wystarczająco długo, żeby na przykład zaobserwować, który ze szczeniaków lepiej odreagowuje sytuację stresową, bo przypadkiem w bawiące się szczeniaki wpakował się z pewnym impetem mój własny małżonek wchodząc z innego pomieszczenia. To zresztą przesądziło sprawę: z dwóch szczeniaków dość podobnych pod względem chęci aportu i zabawy, jeden po tej strasznej traumie schował się do kąta i nie chciał wyjść, a drugi chlipnął raz i drugi, otrzepał się i brykał dalej.
-
Mądrzy ludzie mówią, że liczy się nie tyle ilość (oczywiście w rozsądnych granicach), ale jakość. Moje psy spędzają codziennie same w domu około 5-6 godzin, cały ten czas przesypiając (zostawiałam dyktafon aktywowany głosem i nagrywał moje zamknęcie drzwi oraz potem ich otwarcie po powrocie :lol:). Takiego pełnowartościowego czasu poświęcam moim psom około 3-4 godzin dziennie - w takim sensie, że rzeczywiście wtedy coś z nimi robię, a nie tylko po prostu jestem w domu. Na spacerach cały czas wynajduję im zajęcia - aportowanie, szukanie przedmiotów, trening posłuszeństwa, ćwiczymy też agility, w domu też się bawimy w różne głupoty. Mam dwa bardzo aktywne psy, ale wygląda na to, że taka ilość czasu w zupełności im wystarcza, bo resztę albo przesypiają albo zajmują się same sobą. Oczywiście jeśli jest taka możliwość, to zabieramy je ze sobą w różne miejsca, na wycieczki, do znajomych etc - wtedy psy mają dodatkowy bonus spędzenia ze swoim państwem całego dnia, ale to się na ogół zdarza w weekendy.
-
[LEFT]DIT, w wielu rasach podział na użytkowe i wystawowe zaszedł już tak daleko, że praktycznie są to odrębne rasy i krzyżowanie jednych linii z drugimi w opinii doświadczonych hodowców nie ma sensu, bo efektem będzie nie postęp, a cofnięcie się. Nie jestem hodowcą i nie wiem, czy mają rację, więc ustosunkowuję się do tego z pewnym marginesem niepewności. W rasie, do której mam wielki sentyment, czyli u springer spanieli jest tak, że istnieje linia użytkowa, o wyglądzie całkowicie innym od linii wystawowej - to są psy trzymane, szkolone i hodowane przez myśliwych. Jednocześnie jednak dobre linie eksterierowe bez problemu zaliczają standardowe próby pracy, wykazują się też dobrym zrównoważonym charakterem i są naprawdę fajnymi psami rodzinnymi (tak jest na przykład w liniach szwedzkich, w Polsce są co najmniej dwie hodowle, które te linie zaczęly prowadzić z bardzo przyjemnymi efektami). I jak dla mnie jest to sytuacja zupełnie w porządku i jakby tak było we wszystkich rasach, to niczego więcej bym sobie nie życzyła. A odnośnie testowania szczeniaka w hodowli to ja zakładam, że się do tej hodowli nie wpada jak po ogień, tylko spokojnie spędza tam parę godzin na zabawie ze szczeniakami, rozmowie z hodowcą i tak dalej. Oraz że ta wizyta jest poprzedzona mailami i rozmowami z hodowcą w sytuacji, kiedy hodowla jest na tyle daleko, że kilkukrotne wizyty są kłopotliwe. Hodowca też powinien znać swoje szczeniaki na tyle. by móc powiedzieć, czy dane zachowanie jest typowe dla malucha, czy wynika z tego, że ma gorszy dzień. Zresztą nawet szczeniak świeżo obudzony nie powinien człowieka unikać... [/LEFT]
-
A ja ciągle mam trochę nadziei (może dlatego, że znam i dobrych hodowców, którzy na psa patrzą holistycznie... ba, nawet znam takich, którzy NAPRAWDĘ kierują się następującymi priorytetami przy prowadzeniu hodowli: zdrowie, charakter, uroda i w tej właśnie kolejności). :lol: DIT - odnośnie wyboru psa i użytkowości - pies z linii prawdziwie użytkowej tj. takiej, która naprawdę pracuje w tym, do czego została wyhodowana (a nie tylko zdaje testy, że ma do tego predyspozycje) to dla zwykłego nabywcy raczej kłopot (mam tu na myśli szczeniaka np. po polujących spanielach czy terierach). Dla większości ludzi w zupełności wystarczy, jeśli będą mogli kupić szczenię po fajnej suce, z chęcią współpracy z człowiekiem i takie, którego hodowca miał trochę rozumu i poświęcił czas na zapoznanie szczeniaków z różnymi sytuacjami. Przy czym takie szczenię zupełnie dobrze się nadaje do szkolenia nawet trochę wyższego niż podstawowe. Kupowałam sobie pierwszego szczeniaka, zresztą cocker spaniela: sprawdziłam, czy szuka kontaktu z człowiekiem, czy chętnie biegnie za piłeczką (ba, nawet zachęcona wróciła z nią do mnie!), czy ma ochotę poprzeciągać się szmatką - i ten szczeniak, po rodzicach bez żadnych szkoleniowych osiągnięć, ale z dobrym charakterem, zrównoważonych, kontaktowych ma w tej chwili najwyższą klasę wyszkolenia w agility i zarówno w swoim pierwszym, jak i drugim sezonie startów za każdym razem był na podium w Pucharze Polski Agility, zajmuje też lokatowe miejsca na zawodach za granicą. A jak mi się zamarzył piesek, który będzie mógł osiągnąć jeszcze więcej, to już sobie wymyśliłam inną rasę, znalazlam hodowlę, w której psy też startują w agility i mają osiągnięcia, po czym pojechałam tam, sprawdziłam, czy szczeniak szuka kontaktu z człowiekiem, biegnie za piłeczką i przeciąga się szmatką... Nie wiem jeszcze, co temu mojemu łobuzowi uda się osiągnąć, ale w tej chwili ten 14 mies. psiak lubi ze mną pracować, nie sprawia kłopotów w miejskim życiu i na torze przypomina torpedę (aczkolwiek czasem mało sterowną póki co). A dalej zobaczymy. Piszę to po to, żeby dojść do konkluzji następującej: niekoniecznie warto się tak bardzo skupiać na użytkowości w pojęciu egzamin taki czy śmaki, taki czy inny wynik zawodów. Warto się skupić na tym, by pies miał na wyjściu dobry potencjał, to o czym pisze Zofia: chęć do pracy, chęć aportu, odporność psychiczną. I te szwedzkie testy, o których pisała, to jest świetny sposób, by się dowiedzieć, czy pies to ma, czy nie. Odnośnie tego kodowania pierwszych doświadczeń: rzeczywiście są bardzo wyraźne równice pomiędzy rasami, co widzę po swoich. Ze spanielką: było jakieś doświadczenie, pies zareagował jakoś tam, co mi się nie spodobalo, następnym razem pokierowałam sytuacją tak, by zareagował inaczej - w porządku, pierwsze zapomniane. Z owczarkiem pirenejskim zdarzyła mi się za to na przykład taka sytuacja: przechodziłam z nim przez ulicę nie na pasach i w takim miejscu o kiepskiej widoczności, więc przebyliśmy jezdnię kurcgalopkiem. Następnym razem, jak usiłowałam przejść z nim w tym miejscu pies od razu mi się szarpnął na smyczy ze szczekaniem, no przecież biegniemy! I teraz za każdym razem muszę go najpierw posadzić przed krawężnikiem, potem wydać hasło noga i dopiero przejść, inaczej znowu się wyrywa, szarpie i szczeka, chociaż nie robi tego w żadnym innym miejscu podczas przechodzenia przez jezdnię.
-
Sunday nie, bo ona jest delikatna królewna i nawet jak na nią krzywo spojrzę to ma nieszczęśliwą minę przez pół godziny (jak to spaniel). W ogóle zresztą na nią nie sposób się gniewać, bo a/ patrzy jakby była najbardziej nieszczęśliwym psem na ziemi a Ty najbardziej bezdusznym potworem b/ rzeczywiście strasznie to przeżywa. Ale Vigo nie raz wystawił moje nerwy na ciężką próbę i nie ze wszystkich wyszłam zwycięsko. Jednego razu się bardzo wstydzę:oops:, chociaż zadziałałam całkowicie odruchowo i całkowicie bezmyślnie. Vigo jak był mały to się bardzo zacietrzewiał przy szarpaniu zabawką i nie patrzył, czy to jeszcze zabawka czy już moja ręka. Normalnie w takiej sytuacji był po prostu koniec zabawy, komenda wyciszająca typu leżeć i po chwili znowu zabawa, tylko spokojniej. Ale raz jakoś tak mnie złapał, że chyba trafił w jakiś nerw albo co, bo prostu prąd mi przeszedł od dłoni aż do ramienia i odruchowo dałam mu w dziób... zepsułam sobie szarpanie aportem na ładnych parę tygodni przez to :shake: Ostatnio była konfrontacja siłowa, ale już z premedytacją. Byliśmy po Świętach parę dni u znajomych, którzy mają ośmioletnią córkę. Vigo na tą małą burczał za każdym razem jak się energiczniej ruszyła, próbował zaganiać i w ogóle był okrrrrropny. Zaczęłam od metod pozytywnych, nagradzania za spokojne zachowanie, dałam małej smakołyki, żeby pod moim okiem przećwiczyła z psem kilka poleceń - wszystko pomagało mniej więcej na minutę i tylko jak byłam w pobliżu. Wreszcie miarka się przebrała: mały skoczył na nią, ja za nim, za futro i frrr na miejsce z dość dużym impetem, wszystko z bardzo groźnym rykiem z mojej strony. Potem już tylko burczałam ilekroć pies się z tego miejsca próbował ruszyć. No i do końca pobytu był to pies idealny: nie slychać, nie widać, nie czuć. Swoją drogą, jak normalnie Fishera nie lubię, tak muszę przyznać, że jednak może istnieć pewien związek pomiędzy szczekliwością a dominacją, bo Vigo normalnie jest bardzo szczekliwy, a po tej akcji przez dwa dni nie szczeknął ani razu... Kromcia, dawanie psu klapsa jak nasika albo coś zniszczy PO FAKCIE nie uczy psa absolutnie niczego.
-
Dużo lepiej :lol: To teraz bierz się za lektury, o ile ich jeszcze nie czytałaś. Polecam wszystkie książki pani Zofii Mrzewińskiej (także podręcznik napisany wspólnie z Bogusławem Górnym "Sam wyszkolisz swego psa"). Możesz też sięgnąć do książki: Pat Miller "Nasz wierny przyjaciel pies", Karen Pryor "Najpierw wytresuj kurczaka" oraz Gwen Bailey "Szczenię doskonałe". (z góry Ci powiem, że możesz sobie odpuścić Fishera i Fennel :diabloti:)
-
[quote name='borsaf']I nic, cisza, a zaciekawiła mnie ta książka. Nie lubie zakładac nowych tematów, więc przy okazji spytam. Poszukuje książki o wychowaniu psa, może byc od szczeniaka, ale takiej w formie pamietnika dzień po dniu.Niby jest blog p. Zofii Mrzewińskiej, ale sek w tym, że ja szukam troche czegos innego. Mianowicie, ani Raszka nie jest zwykłym psem, a tym bardziej p. Zofia zwykłym psiarzem. Ja szukam o zwykłym psiarzu, który nie ma pojecia o szkoleniu, ma tysiące pytan i problemów, który mimo szczerych chęci napewno rozpuści psa. Biblioteka mi puchnie, a ja nadal nie potrafie skupic uwagi mojego psa, albo za dużo wymagam?, moze to wszystko jest normalnie, a mnie sie wydaje, że on nic nie umie? W każdej książce przechodza od jednego ćwiczenia do drugiego, nie wiadomo ile średnio to trwa, no kurs ok 3 miesiecy, ale w domu? Marzy mi sie taka książka o zwykłym zjadaczu karmy i chleba.[/quote] Polecam Gwen Bailey "Szczenię doskonałe". Trochę trzeba odcedzić fragmenty o dominacji, ale ogólnie książka sensowna. A Zofii Mrzewińskiej "Z kluczem do psa" ma w sobie oprócz bloga część wprowadzającą. Bardzo fajne też są jej poprzednie książki i chyba właśnie takie bardziej podstawowe. Aha, no i bardzo dobra jest jej książka napisana wraz z Bogusławem Górnym "Sam wyszkolisz swego psa" - wszystkie komendy krok po kroku, dobrze, przystępnie opisane.
-
Około 6, niestety i chyba nie chodzi im o spacerek, tylko o śniadanko... mam nadzieję, że uda mi się ich stopniowo przestawić na 7.
-
Humor generalnie taki raczej dla niewymagających, ale parę obserwacji jednak było trafnych... No i szczerze mówiąc, umarłam przy piosenkach o terierkach :lol: Jak zaczęłam oglądać ten film to radośnie stwierdziłam, że są na świecie bardziej jeszcze nienormalni niż ja :lol: Ale tego weimara to mi było strasznie szkoda - w dodatku film nie wyjaśnia, czy właściciele pozbyli się jej oddając w dobre ręce, czy w jakiś inny gorszy sposób :-(
-
Gosia, ja bym jednak spróbowała z naprowadzaniem smakołykiem. Odnośnie świrowania na widok smakołyka: przeczekać. Vigo miał tendencję to podrywania się z siadu, jak chciałam go nagrodzić - jak on się podrywał, to moja ręka ze smakolem też i w końcu załapał, że musi wysiedzieć na doopce. Ewentualnie spróbuj naprowadzić smakołykiem trzymanym w zaciśniętej dłoni i jak się w końcu uspokoi i siądzie dobrze to pochwala i smakol do pysia. A w temacie szkolenia maluchów: Sunday na przedszkole chodziła w towarzystwie ONków i jednego dobermana, podobnie było potem na PT. Żadnego małego psa! Któregoś razu, jak czekałam przed szkółką, to właściciel jednego z tych wielkich stworów powiedział do mnie: "O, cocker. To są dopiero głupie psy, niczego się nie nauczy, sam kiedyś miałem, to wiem". :diabloti: Bardzo jestem temu panu wdzięczna, bo nikt inny mi tak na ambicje nie wjechał :evil_lol:
-
Cha cha, jak dobrze mieć rodzynka, miałam dzwonić do Oddziału pytać czy na pewno doszło zgłoszenie, ale po planie sędziowania widzę, że na 99 % doszło:lol: i jaki mamy ładny numer: 100 :loveu: Zatem do zobaczenia w Głogowie w sobotę, chociaz może w niedzielę też będę...
-
Madalenka, pytasz, komu masz zaufać, no to porównaj sobie: - w Twoim otoczeniu ludzie, którzy o psach mają niewielką wiedzę i czasem wręcz podchodzą do tematu lekkomyślnie (np. sąsiad, który sukę wypuszcza, żeby sobie pobiegała samodzielnie), albo też psy ich w ogóle nie interesują - tu na forum radziło Ci wiele osób, które po pierwsze mają psy od lat, po drugie psy są ich pasją, a w niektórych przypadkach sposobem na życie. Zaczynając od samej góry, czyli od pani Zofii Mrzewińskiej, a na ludziach takich jak Gosia_Luka czy Godelaine, których pasją jest szkolenie psów, które nierzadko z psami startują w psich sportach etc. No i teraz postaw na szali grupę pierwszą i grupę drugą i jak myślisz, kto najprawdopodobniej w temacie psa wie więcej? Odnośnie wielkiego psiego marzenia... Pierwszy raz prośbę o psa wypowiedziałam mniej więcej zaraz po tym jak nauczyłam się mówić, czyli w wieku około dwóch lat (tak to moja mama relacjonuje). Odkąd nauczyłam się czytać, moją ulubioną lekturą były "Psy, rasy i wychowanie" (teraz to już antyk, ale swego czasu pozycja nr 1). Znałam imiona wszystkich psów na podwórku, największą frajdą było, jak właściciel łaskawie pozwolił mi go poprowadzić na smyczy, albo porzucać psu piłeczkę. Miałam z 10 wymaiginowanych psów i w zeszycie zapisywałam wszystkie informacje o nich - imię, rasa, postępy w szkoleniu :lol: No i jak myślisz, kiedy wreszcie dochrapałam się swojego psa? W wieku 24 lat, w swoim własnym mieszkaniu i w charakterze prezentu ślubnego (na życzenie i osobiście wybranego oczywiście, ale znajomi pomogli w zakresie sponsoringu). Przez czas oczekiwania na psa jakoś mnie do wariatkowa nie powieźli, ani nie uciekłam z domu, ani nie osiwiałam nawet. Za to zdążyłam dokładnie wymyślić, jakiego psa chcę mieć i co chcę z nim robić. I teraz jest super. Moja suka właśnie po raz drugi w ciągu dwóch lat uzyskała najwyższy stopień wyszkolenia w agility, czyli A3... (dlatego po raz drugi, że została błędnie zmierzona i przez rok startowała w klasie medium, a powinna w small) - gdyby moje marzenie spełniło się wcześniej, pewnie skończyłoby się na piesku "do kochania", a tak moje ambicje zdążyły wzrosnąć.
-
Obejrzyjcie sobie niesamowite zdjęcia pasących aussików: [URL="http://www.photosbycedarglen.com/Albums/2005%20Highlights/2005_highlights.html"]http://www.photosbycedarglen.com/Albums/2005%20Highlights/2005_highlights.html[/URL]
-
Przepisując na komputerze teksty, rozdając na ulicy ulotki, sprzedając kosmetyki etc :-D Pierwsze pieniądze i ja i mój brat zarabialiśmy w wieku 15 lat: ja na książki i wycieczki, on na gitarę elektryczną :-D Dla chcącego nic trudnego. Z psem to trochę tak, jak ze wszystkim innym: nie warto kupować zbyt tanio, bo ostatecznie wychodzi drożej... Czasem czego nie dasz hodowcy, to dasz potem weterynarzowi, a ta opcja bardziej boli.
-
Sunday kiedyś szczekała bardzo mało, właściwie tylko jak się bardzo rozbawiła. Za to ma całą gamę innych odgłosów: piszczy u weterynarza (czy się coś dzieje czy nie, ot tak na wszelki wypadek) i w środkach komunikacji miejskiej, gada rano po przebudzeniu (to jest boskie, takie gardłowe uuułałauuułała). No, ale od czasów Vigo trochę się niestety rozszczekała bardziej, bo Vigo... Vigo niestety jest jednym z najbardziej rozszczekanych psów, jakie znam. Jest to typowe dla rasy, ale on nawet w rasie plasuje się w tym najgłośniejszym końcu. W dodatku szczek ma naprawdę okropny, strasznie wrzaskliwy, mózg staje dęba:pissed:. W tej chwili jest o niebo lepiej niż na początku, kiedy to szczekał na wszystko, na każdy najlżejszy odgłos na klatce schodowej i w ogóle przy byle okazji. Teraz w domu już prawie nie szczeka, co najwyżej wydaje z siebie takie stłumione wooof woof woof, a na dworze też odbija mu coraz rzadziej. Ostatnio spotkałam innego przedstawiciela rasy i jego właścicielka mnie pocieszyła, że odkąd jej pies skończył trzy lata i dojrzał, to już prawie nie szczeka :bigok: Jeszcze tylko dwa lata:-D
-
Jest to rzecz gustu (i przypuszczam, że sędziowie też różne gusta miewają w tym zakresie) - dla mnie akurat strój powinien być dopasowany do psa nie tylko pod względem koloru, ale i stylu. Źle by wyglądało wystawianie ras ozdobnych w dresie i zabawnie czasem wygląda wystawianie rasy sportowej przez handlera ubranego z wyszukaną elegancją. Dla mnie człowiek i pies stanowią zespół i powinno być widać między nimi harmonię (kontakt, dopasowana kolorystyka, styl i sposób prezentacji). Wzorzec mojego owczarka stanowi na przykład, że ideałem jest wygląd jak najbardziej naturalny, taki trochę rozczochrany i bezpretensjonalny - źle by to wyglądało i trochę myląco, jeśli chodzi o charakter rasy, jakbym go wystawiała przebrana za business woman. Druga kwestia, że po prostu nie lubię się tak ubierać, więc źle bym się czuła. Zresztą - od stroju ważniejsze jest dobre przygotowanie psa pod względem psychicznym, żeby ładnie stał, chętnie biegł po ringu etc. Cóż po wyszukanym stroju, jeśli zwierzę zapiera się, bryka, urywa z ringówki, warczy na inne czy nie pozwala się dotknąć (a myślę, że każdy kto choć raz był na wystawie takie obrazki widział)...
-
Jasne, że skakać każdy może... dopiero na bardzo prestiżowych zawodach, jak na przykład Mistrzostwa Świata, widać, że liczą się nawet ułamki sekund - a można je właśnie zaoszczędzić przez ciaśniejsze skręty. Na nasze polskie warunki nie ma to znaczenia najmniejszego...
-
Odświeżam - wczoraj ten temat wypłynął na jednej z list dyskusyjnych, na których się udzielam. Generalnie wnioski z dyskusji były takie: - największe znaczenie dla agility ma temperament i psychika - na drugim miejscu można postawić ogólnie budowę: oczywiście najlepiej sprawdzają się psy lekkie i zwinne, ale oprócz tego: psy stosunkowo długie są generalnie szybsze na prostych, a psy krótsze za to potrafią szybciej skręcać - a ogon również pomaga przy wyrabianiu ciasnych skrętów. Oczywiście te prawidłowości dotyczą porównania psów tej samej rasy, czyli na przykład owczarek pirenejski krótszy i z ogonem powinien ciaśniej skręcać, niż taki dłuższy. Chyba polecę dosztukowywać ogon :) Hmmm,a może sobie też doczepię?
-
Stawka beauceronów: Psy, klasa młodzieży: Na Przykład KARAT Klasa Pośrednia: VIS-VENUSTUS Astra Canina Kto ma zdjęcia z BISa Juniorów, na których coś widać? Bo ja mam mazy...
-
Nie bardzo, bo jest gładkie i ma kiepską przyczepność - pomyśl, co będzie jak kładka będzie trochę wilgotna. Zzzzzium! Zazwyczaj robi się coś, żeby kładka, a zwłaszcza strefy, nie były idealnie gładkie, można własnie pokombinować z piaskiem, albo nalepia się bieżnikowaną gumę.
-
Hej - my chcemy zrobić w czerwcu oficjalne zawody, nie pisałam wcześniej, bo wszystko w fazie zatwierdzania. Planujemy termin 3-4 czerwca, zamiast zawodów w kwietniu-maju, o których pisałam w topiku "zawody-sonda". (no pięknie pięknie, nagle się okazuje, że nie ma kiedy zawodów zrobić, wszystkie terminy pozajmowane :o )
-
[quote]No właśnie, a przy okazji, czy dla psów ma duże znaczenie, że praktycznie na każdych zawodach biegają po różnych torach? #hmmmm Bo czasem słyszę jak ktoś mówi, że jedzie gdzieś (np. na zawody), bo chciałby, żeby jego pies pobiegał na innym torze niż swój.[/quote] Na początku może mieć znaczenie. Sunday na przykład nie przejmowała się szczególnie ludźmi, innymi psami ani faktem, że debiutowała w hali, ale w pierwszym sezonie startów zdarzały się kłopoty z niektórymi przeszkodami. Postawienie hopek z boku toru jest w dobrym tonie, ale tak naprawdę służy to rozgrzewce, a nie zapoznaniu psa z przeszkodami. Wedle moich obserwacji przeszkodami, które sprawiają niedoświadczonym psom najwięcej trudności, jeśli się różnią od domowych są koło i huśtawka, czasami też miękki tunel (jeśli płachta jest dużo cięższa niż ta do której pies jest przyzwyczajony). Na jednych zawodach, na których byliśmy, był z kolei strasznie syfny slalom i wypadała z niego większość psów, nawet tych bardzo doświadczonych z klasy A3. Co w nim było nie tak, wiedziały tylko psy. Vigo mnie rozbawił na seminarium ostatnio: mianowicie najpierw przeskoczył, co miał przeskoczyć, zaaportował piłeczkę, a potem uznał, że jednak te hopki to jakieś dziwne były, więc poszedł się do nich trochę poskradać, obwąchał, oszczekał i potem też już skakał bez problemu :D
-
My mamy możliwość podnoszenia tyczek o 5 cm od takiej będące może z 15 cm od ziemi do takiej będącej na 65 cm. Dobra strona tego jest taka, że ucząc psa można bardzo stopniowo przyzwyczajać go do zmiany wysokości, dzięki czemu nie prowokuje się zrzutek.