Jump to content
Dogomania

Rauni

Members
  • Posts

    1666
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Rauni

  1. Ach, właśnie się przebiłam przez ten temacik, piękne zdjęcia naprawdę :lol: (na pewno masz już dosyć tych nuuuudnych pochwał, co? :cool3:), będę z przyjemnością wracać do tej galerii. Vigo... hmm. Teraz to dopiero jest zabawnie, bo mimo, że łapy nie używa jeszcze w pełni, to i tak ma w tej chwili większe możliwości niż jak był w gipsie. Więc o ile nie jest na spacerze (na smyczy), lub w klatce, to większość czasu poświęcam na łapanie go w locie przy próbach wskoczenia na biurko (to nie jest przenośnia jakaś) lub częściej zeskoczenia z tego czegoś, na co przed chwilą wskoczył, przed czym nie zdążyłam go powstrzymać. Wczoraj zarobiłam straszny cios w podbródek jego pustą główką (nie byłam schylona), bo skoro nie pozwalam mu biegać, to sobie przynajmniej piesek poskacze, prawda. Czasem nawet chodzi na czterech nogach, jak się trochę zmęczy to znowu na trzech, rehabilitujemy się powolutku. Ja Vigo na noc i na czas mojej nieobecności w domu zakładałam na dziób kaganiec, bo gdyby sobie zdjął ten gips, to cała operacja poszłaby na marne. Z serii rozrywek: - szukanie przedmiotów w domu - rozpoznawanie nazw przedmiotów i aportowanie wskazanych - no i trochę takiego bardziej statycznego posłuszeństwa (ale on miał przednią łapę w gipsie, więc trochę był bardziej mobilny jednak).
  2. O, rany kiedy wreszcie nastapi koniec tych psich nieszczęść, ostatnio ciągle słyszę o jakichś wypadkach... :shake: Na pocieszenie z doświadczenia Ci powiem, że psy takie rzeczy znoszą chyba lepiej niż ich ludzie i szybko się przyzwyczajają do zmiany sytuacji, ograniczenia spacerów etc.
  3. Rauni

    po co agility?

    I ten wygłodniały wzrok... (ooops, miałam się nie odzywać... ale to offowo, więc się nie liczy). Analogiczny efekt u Sunday (ona z tych, co się żywią piłeczkami): [IMG]http://img94.imageshack.us/img94/1223/sundaynapufie9ns.jpg[/IMG] [IMG]http://img7.imageshack.us/img7/6466/skanuj00011ot.jpg[/IMG]
  4. Rauni

    Ręce opadają

    No właśnie, kiedyś się podłamałam mocno czytając amerykańską książkę o rozwiązywaniu problemów behawioralnych z psami, gdzie psem bezproblemowym miał być pies, któremu wystarczają trzy spacerki dziennie, w tym jeden z półgodzinną zabawą z innymi psami, który nie szczeka, nie usiłuje zwracać na siebie uwagi etc. Jako antidotum na problemy z psem polecano wzmocnienie posłuszeństwa przez cwiczenie czterech podstawowych komend (bodajże siad, waruj, noga i do mnie) oraz właśnie zapewnienie mozliwości pobiegania z innymi psami. [QUOTE]Wszystko to natomiast podlega pod psychologię różnic indywidualnych. Zawsze zastanawia mnie to, że sporo osób uważa, że każdy pies (a już na pewno w obrębie jednej rasy) powinien zachowywać się tak samo, mieć takie same reakcje, takie same wymagania i preferencje. Nikt nie ma wątpliwości, że ludzie różnią się między sobą, ale jakoś trudno przyjąć, że każdy pies jest również odrębnym stworzeniem, do którego trzeba podejść bardzo indywidualnie - zarówno jeśli chodzi o szkolenie, wychowanie, jak i zwykłe podejście na ulicy z zamiarem pogłaskania.[/QUOTE] Nie negując bynajmniej różnic indywidualnych, myślę, że jednak w obrębie rasy powtarzać się będą zbliżone typy temperamentu. Na przykład wśród owczarków pirenejskich może to być typ choleryk lub sangwinik, ale raczej nie flegmatyk :lol: Jestem na liście dyskusyjnej o owczarkach pirenejskich i czasami mnie zadziwia, jak wielkie podobieństwa zachowań występują wśród tej rasy (może przez to, że rasa jest stosunkowo mało liczna i mocno zinbredowana podobieństwa są aż tak widoczne). [QUOTE]Następnym pytaniem jakie należy zadać jest: czy to praca z psem czyni go takim, czy też nie jest aby tak, ze osoby bawiące się w sport po prsotu takie psy na treningi zabierają - najczęściej takich psów wręcz w hodowlach szukając...[/QUOTE] Jedno i drugie - tak jak pisałam, najlepiej sprawdzają się w agility psy o określonym typie temperamentu, więc ktoś kto myśli o agility, takiego psa będzie szukał. Z kolei ten pies będzie otrzymywał wzmocnienia za swoje pobudzenie, właściciel będzie się starał go "nakręcić", a nie wyciszyć.
  5. Rauni

    Ręce opadają

    Ja akurat miałam na myśli typy temperamentu jeśli chodzi o procesy pobudzania i hamowania, szybkość i siłę reakcji. Typ temperamentu jest wrodzony i zależny od fizjologicznych cech układu nerwowego. U ludzi, jak wiadomo, wyróżnia się cztery typy temperamentu: (Informacje ze strony [url]http://prace.sciaga.pl/33391.html[/url]) [QUOTE] Flegmatyk (gr. phlegmatikos - „pełen śluzu") to człowiek odznaczający się mało dynamicznym usposobieniem, nie ulegający gwałtownym emocjom, słabo reagujący na podniety, ale wytrwały w działaniu i konsekwentny w uczuciach. Typ flegmatyczny charakteryzuje się małą pobudliwością, jest zrównoważony i opanowany. Fizjologiczną podstawę temperamentu flegmatyka stanowi silny i zrównoważony typ układu nerwowego. Choleryk (gr. chole - „żółć") - to człowiek wybuchowy, o silnych i szybko powstających reakcjach uczuciowych; odznaczający się dużą energią życiową i brakiem opanowania. Reakcje choleryka są niewspółmierne do bodźca. Fizjologiczną podstawę temperamentu choleryka stanowi silny, niezrównoważony (przewaga procesu pobudzania nad procesem hamowania) typ układu nerwowego. Melancholik (gr. melancholikos - „smutny") - to człowiek o usposobieniu łagodnym, biernym, którego ce****e brak impulsywności, silne, wolno narastające reakcje uczuciowe. Melancholik w działaniu jest mało odporny i niewytrwały. Typ melancholika ce****e się małą ruchliwością, apatią, przewlekłymi stanami przygnębienia. Fizjologiczną podstawę temperamentu melancholika stanowi tzw. słaby typ układu nerwowego. Sangwinik (łac. sanguis - „krew") - to człowiek o żywym, pogodnym, uczuciowym, aktywnym usposobieniu, wrażliwy, o silnych i szybkich reakcjach. Sangwinik łatwo dostosowuje się do zmiennych warunków życia, jest odporny na trudności. W typologii wyższej czynności nerwowej. Odpowiada mu silny zrównoważony i ruchliwy typ układu nerwowego.[/QUOTE] Nie wiem, na ile dałoby się to przenieść na psy, ale wysunę roboczą hipotezę, że typem dobrze sprawdzającym się w agility byłby psi typ sangwinika, natomiast w pracy typu dogoterapia typ flegmatyka. Taki psi choleryk mógłby dobrze sprawdzać się w agility, ale mogłyby też występować problemy z uwagi na reakcje niewspółmierne do bodźca: i Vigo w taki sposób czasem zachowuje się na treningu np. reaguje na jakiś mój bardzo drobny ruch dość gwałtownym skrętem, podobnie jak potrafi zareagować na coś w otoczeniu (na przykład na seminarium z Carlem de Rouck na krzesełko przewrócone przez wiatr). Oczywiście typy temperamentu można powiązać z dominującym typem osobowości (intro/ekstrawertyzm).
  6. Rauni

    Ręce opadają

    Dla mnie to jest swego rodzaju sprzężenie zwrotne: niektóre rasy charakteryzują się niskim progiem pobudzenia, łatwo je nakręcić, a ponieważ właśnie te psy najlepiej sprawdzają się w agility, więc jeszcze na dodatek dostają stymulujące bodźce i ta ich pobudliwość jest nagradzana. Oczywiście, że jest to swego rodzaju stres, ale bardzo silnym stresem potrafią być też wydarzenia przyjemne, dla ludzi jednym z najsilniejszych stresogennych sytuacji jest ślub i narodziny potomstwa. To jest kwestia temperamentu, jedni wolą święty spokój, inni potrzebują stresu i emocji. Osobiście zawsze w jakiś przewrotny sposób [B]lubiłam [/B]egzaminy - oczywiście denerwowałam się, ale to mnie mobilizowało, zawsze też wszystko robiłam na ostatnią chwilę, bo bez dodatkowego stresora w postaci terminu nad karkiem źle mi się pracowało. Moje psy w szczenięctwie odbierane były przez wszystkich jako nadpobudliwe, Vigo to już w ogóle przechodził wszystko, bo sypiał cztery godziny na dobę i chwilami można było przy nim dostać choroby morskiej: nie przestawał się ruszać ani przez chwilę. Mnie też w dzieciństwie podejrzewano o ADHD, moja mama mówiła, że jak z jednego pokoju do drugiego szłam, zamiast biec w podskokach, to już mogla dzwonić po lekarza, bo wiadomo było, że jestem chora... Grunt, żeby się człowiek z psem dopasowali :lol: Mnie by denerwował pies, który myśli pół minuty zanim wykona polecenie, tak jak ludzi o temperamencie flegmatyka irytują moje psy.
  7. Rauni

    po co agility?

    Matko święta, dziewczyno, Ty nie masz pojęcia o czym mówisz. :-o Zarzut głodzenia psa dwa dni przed zawodami jest tak absurdalny, że nawet nie wiadomo jak się do tego odnieść. Zrób sobie dwudniową głodówkę - jak się poczujesz? Lekko osłabiona zapewne? Jeżeli już koniecznie usiłujesz widzieć agilitowców jako bezduszne potwory bezwględnie wykorzystujące swoje psy dla własnych korzyści to popatrz na to z tej strony: wygłodzony, osłabiony pies nie pobiegnie dobrze! (pomijam tu kwestię, że żaden ze znanych mi zawodników nie zrobiłby tego ze względów etycznych). Ponadto wielokrotnie podnoszona tu była kwestia tego, że dużo, o ile nie większość psów agilitowych w ogóle nie jest nagradzana jedzeniem, tylko zabawą, bo przynosi to lepsze efekty (szybkość na torze) i część psów po prostu to woli. I jest to moja ostatnia wypowiedź w tym temacie, jeszcze nie spotkałam osoby tak uparcie, bez wględu na przytaczane dowody, trzymajacą się swoich uprzedzeń. Ja jestem tylko ciekawa, czy gdyby Twoim psom ktoś dał szansę na pracę, to nie przestały by łazić za Tobą krok w krok mając coś lepszego do roboty... Jeśli tak uparcie usiłujesz porównywać psy do ludzi: to nie porównuj do upośledzonych. Porównaj do młodego, zdrowego, pełnego energii człowieka, który umie czytać, pisać, liczyć, zna ze dwa obce języki, jest oczytany, bystry, szybko się uczy i któremu ktoś dał posadę stróża na jakimś zadupiu gdzie nic się nie dzieje. Nie wolno mu w pracy czytać, pisać powieści ani listów do znajomych, słuchać radia, oglądać telewizji, zapraszać znajomych[B],[/B] [B]ma pilnować terenu. [/B](co taki człowiek może czuć ładnie opisuje piosenka Jacka Kaczmarskiego "Encore, jeszcze raz") [B] I tym właśnie jest pies stworzony do pracy pozbawiony sensownego zajęcia. [/B]
  8. 1. Jeśli pies na ćwiczeniach jest również nagradzany przez pozoranta np. zabawą, to może w tym przypadku kojarzy, że akurat ten odnaleziony na pewno go nie nagrodzi. 2. I znacznie bardziej prawdopodobne: nie jest to pierwsze odnalezienie zwłok i pies zapamiętał reakcję przewodnika, który no cóż, na pewno psa pochwalił, ale pewnie ciężko mu na sercu było. (a propos tego drugiego: widzę po swojej suce, jak nam się zdarzy zrobić dyskwalifikację na zawodach agility: niby do końca toru biegnie dalej, ale jakby tak z odrobinę mniejszym powerem, trochę mniej zdecydowanie. Nagrodę na końcu dostaje zawsze, czy biegniemy na czysto, czy nie, ale przy błędzie mi się jednak trudno powstrzymać od nawet niewerbalnej reakcji w stylu "a tak dobrze zarło i zdechło" ). A tak z serii interesujących psich zachowań: moja suczka średnio lubi zabawy z innymi psami. Generalnie jest przyjazna do wszystkiego i wszystkich, uprzejmie się z każdym psiakiem obwącha, po czym przestaje mu okazywać jakiekolwiek zainteresowanie. Na zawody jeździmy zazwyczaj w tym samym towarzystwie, śpimy na ogół w jednym domku czy pokoju. Pewnego razu maliniak Cir po przyjściu do pokoju wpadł w świetny nastrój i zaczął Sunday zachęcać do zabawy, podskakiwać, przypadać przednimi łapami do ziemi z tyłkiem w górze, poszczekiwać. Sunday najpierw go ignorowała, a potem jej się znudziło i postanowiła go pogonić "Spadaj, przecież widzisz, że nie mam ochoty na wygłupy". I w tym momencie Cirek zrobił coś, od czego wszyscy w pokoju dostaliśmy ataku śmiechu: poszedł do torby, wyciągnął z niej piłeczkę (piłeczka jest dla naszych psów ukochaną nagrodą) i położył ją przed Sunday! Jeszcze dziwniejsze, że ona tę piłkę wzięla w dziób i zaczęła z nią uciekać, a on ją gonić, poskakali sobie przez chwilę po łóżkach, po czym w najdoskonalszej zgodzie ułożyli się do spania. Innymi słowy, Cirek poderwał Sundaya na piłeczkę.
  9. Rauni

    włos się jeży

    Nie byłam na obozie, wypowiadam się na temat tego, co widzę na zdjęciach publikowanych przez organizatora obozu. Ty możesz tego nie wiedzieć, może nie "siedzisz" w tym sporcie - a ja to widzę, że przeszkody, na których ćwiczyliście nie spełniały warunków bezpieczeństwa: stacjonaty zbyt toporne, z tyczką, o którą pies prędzej by sobie łapę złamał, niż ją strącił, kładka, która się pod psem ugina, co widać również na Twoich zdjęciach, ćwiczenie na smyczy, które moim zdaniem też stwarza zagrożenie - dla mnie to dobitnie świadczy o tym, że zabrał się za to ktoś, kto nie do końca ma pojęcie na czym to powinno polegać. Plus relacja z obozu również umieszczona na stronie organizatora, w której można wyczytać trochę niepokojących informacji na temat metod szkoleniowych (czyli to szarpanie psa, który nie chciał ćwiczyć w upał chociażby).
  10. Takie odstępstwa od wzorca w zakresie wzrostu się zdarzają w najlepszej rodzinie :cool3:. Ja mam suczkę cocker spanielkę, z rodowodem, rodziców widziałam, normalnego wzrostu byli, karmiona była eukanubą, a i tak jest kurduplem :lol: Ma 33 cm w kłębie, a powinna mieć minimum 38, w ogóle jest bardzo drobna, ludzie ciągle myślą, że to szczeniak, taki jej urok :loveu:. Takie drobne suczki słodziutkie są :loveu: U Twojej suczki choroba być może się przyczyniła do tego, skoro się przytrafiła w okresie najintensywniejszego wzrostu. Jak przyjdzie lato, to spróbuj ją namówić na pływanie, stawów nie obciąża, a bardzo ładnie rozwija mięśnie i klatkę piersiową, jak skończy rok, to może być rowerek i inne sporty wyczynowe (typu aportowanie piłeczki pod górkę). Pyszczek skoro ma wąski to już tak zostanie zapewne. Karmę radziłabym zmienić mimo wszystko.
  11. Rauni

    po co agility?

    No i teraz to już wymiękłam. Agility to męczenie psów i koniec. Fakt, że psy najwyraźniej się z tego męczenia cieszą, dowodzi tylko, jak okrutnemu praniu mózgów za pomocą bezwględnych środków takich jak smakołyki, gryzaki i piłeczka zostały poddane. Mogę (z pewnym wysiłkiem) zrozumieć, że komuś się nie podoba agility. Mogę zrozumieć, że mu się psa nie chce szkolić, bo uważa to za zbędne zawracanie głowy. Ale czepiać się w kółko tego samego bez względu na sens i logikę? Bonika, powoli i dużymi literami: (wypowiem się za siebie i swoje psy, żeby nie było, że generalizuję bezpodstawnie): 1. Moje psy są bardzo aktywne. Spacer choćby najdłuższy nie zaspokaja ich potrzeby ruchu i potrzeb intelektualnych (tak, psy mają potrzeby intelektualne!). 2. Szkolę je do agility używając wyłącznie metod pozytywnych, nagradzajac zachowania, o które mi chodzi. Podczas treningu nie mają na sobie nawet obroży, nigdy ich nie szarpię, nie zmuszam siłą do pokonania przeszkody, nie wolno mi nawet na nie krzyknąć, bo sama bym dostała ochrzan od trenera :evil_lol: Jeśli pies zrobi coś nie tak, po prostu nie rzucam mu w nagrodę piłeczki. 3. Dbam o bezpieczeństwo treningu: ćwiczymy na przygotowanym terenie, przeszkodach w dobrym stanie technicznym, zapewniam im rozgrzewkę przed treningiem, odpoczynek w trakcie, ochłodę w razie upału etc. To samo tyczy się zawodów. Psy jak widzą, że idziemy na teren ośrodka szkoleniowego, to zaczynają się cieszyć, machać ogonami, podskakiwać, poszczekiwać. Żaden z moich psów, ani z psów podczas treningu przeze mnie prowadzonego, nie doznał kontuzji na torze. 4. Na zawody jeździmy mniej więcej raz w miesiącu, z moich obserwacji wynika, że psy lubią te zawody równie mocno jak ja: zaczynają się cieszyć widząc, że pakuję plecak, młodszy pies na razie tylko nam towarzyszy, ale dbam, by na zawodach mógł się dobrze bawić, ćwicząc z nim na boku i poświęcając mu osobno czas. Starsza suka szaleje z radości, gdy idziemy na linię startu, pokonuje tor entuzjastycznie i chętnie, cieszy się z nagrody (piłeczki), którą dostaje po każdym, nawet nieudanym przebiegu. 5. Moje psy są przede wszystkim moimi ukochanymi domowymi zwierzakami, które wylegują się na kanapach, są dobrze żywione, mają opiekę weterynaryjną i moją miłość niezależnie od wyników na zawodach, czy też możliwości udziału w tychże. Będą ze mna do końca ich oby jak najdłuższego psiego życia, do końca kochane, miziane i zadbane. JAKIM CUDEM WIDZISZ W TYM KRZYWDĘ MOICH ZWIERZĄT? Nie są poddawane jakimkolwiek nieprzyjemnym fizycznym bodźcom w związku z treningami, nie widać po nich jakiejś straszliwej presji psychicznej, bo nikt mi nie wmówi, że pies który macha ogonem i lata dookoła mnie z piłką w uśmiechniętym pysku robi tak ze stresu, włażą na te przeszkody bez najmniejszego przymusu, a wręcz same się na nie pchają, za każde udane ćwiczenie są chwalone, nagradzane, głaskane, patrzą we mnie jak w obrazek (aaaa, zapomniałam, to nienormalne, normalny pies woli wąchać kupy na trawnikach)... Coś Cię dziewczyno w życiu omija - omija Cię ten rodzaj więzi z psem, kupa dobrej zabawy, która płynie ze szkolenia psa (dla obu stron), satysfakcja z osiągnięć, omija Cię przyjemność zobaczenia roziskrzonego wzroku własnego psa, który robi coś bardzo fajnego, czuje się potrzebny, ma swoje zadanie i swoje miejsce w stadzie.
  12. Rauni

    po co agility?

    Bonika, chyba nie miałaś przyjemności spotkać się z psem pracującym... Wiesz co robił mój pies po całodziennym spacerku w górach? Jeden (na wakacjach w Beskidzie Niskim, gdzie wędrowaliśmy dwa tygodnie, rozbijając namiot codziennie gdzie indziej) każdego wieczoru po przybyciu na miejsce biegał jeszcze wokół namiotu i znosił patyki, żeby je rzucać. Drugi (na innych wakacjach) zrzucał sobie plastikową butelkę ze schodów po czym aportował ją sam sobie na górę i tak w kółko. Taki pies potrzebuje nie tylko wybiegania się ale też stymulacji umysłowej. Długi spacer czy pożal się Boże pilnowanie domu to jest nic - to znaczy owszem, to drugie mogłoby raz dwa jednego z moich psów zamienić w rozjazgotane, znerwicowane monstrum podrywające się na każdy odgłos na klatce schodowej, a mieszkam w bloku. Po treningu agility, po ćwiczeniu posłuszeństwa, po zabawie w wyszukiwanie przedmiotów - moje psy są zmęczone, ale zadowolone - bo musiały trochę użyć swojego rozumu, kombinować, koncentrować się. Czy Ty mogłabyś całymi dniami NIC nie robić? W znaczeniu nic o czym byś wiedziała, że jest wartościową, sensowną pracą? Tylko tak sobie spacerować, trochę poleżeć, trochę popatrzeć w telewizor? Może na pozór się wydawać, że każdy by tak chciał, ale tak naprawdę jest to horror, jedna z tych rzeczy, które są w stanie człowieka doprowadzić do szaleństwa albo kompletnego zobojętnienie i otępienia... Nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze dla Ciebie to dręcznie i ogłupianie psów w agility polega na tym, że te psy mają jakąś pasję, coś co je naprawdę kręci, że Cię przeraża intensywność tych emocji... może tego rodzaju uczucia są Ci po prostu obce i dlatego tego kompletnie nie rozumiesz? Ja patrzę na swoje psy, kiedy proponuję im "pracę" i widzę radość, szalone machanie ogonem, poszczekiwanie z radości, kółka wokół mnie - bo zaraz będziemy się bawić! Skoro już sama zaczęłaś tu przywoływać przykład dzieci, to właśnie dzieci potrafią się w ten sposób cieszyć: całą swoją małą osobą. Przypomnij sobie taką radość z dzieciństwa: drżenie z emocji w oczekiwaniu czegoś (może pierwszej Gwiazdki w Wigilię?), a potem kiedy to wreszcie nastąpiło, spontaniczne okrzyki radości, klaskanie w rączki, podskoki... Ja czuję w sobie taką dziecięcą radość, ćwicząc z moimi psami agility - i tą samą radość widzę u nich. Psy też się cieszą całym sobą. I jeśli tego nie potrafisz zobaczyć, nie potrafisz zrozumieć takiej wszechogarniającej dziecięcej radości, którą można znaleźć w tym sporcie, to... szkoda.
  13. Rauni

    po co agility?

    Przeklejam swoją wypowiedź z agilitowego forum: [QUOTE]W tym całym gadaniu o naturalnym chowaniu psów brakuje mi podstawowej wiedzy, o tym, czym właściwie jest pies. Pies nie jest gatunkiem naturalnym w takim sensie w jakim jest nim wilk. "Naturalnym" zajęciem psa nie jest bieganie po ogródeczku czy bez celu po lesie. Znakomita większość współczesnych ras powstała w wyniku doboru osobników o określonych cechach użytkowych, po to by jak najlepiej służyć człowiekowi, pilnować dobytku, tropić i aportować zwierzynę, zaganiać stado. Problem w tym, że we współczesnym świecie jakby zmalało zapotrzebowanie na psy w ich pierwotnej (w sensie takiej, do jakiej zostały wyhodowane) funkcji, a potrzeba pracy została. I coś z tym popędem do pracy trzeba zrobić, agility to jedna z propozycji, wyjątkowo zresztą przyjemna dla psa i dla człowieka. Co do stresów, hałasu i zawodów. Ludzie są różni, jeden się relaksuje łowiąc ryby, drugi idąc na dyskotekę, trzeci skacząc na bungie. Pies doskonale wyczuwa nastrój człowieka, udzielają mu się emocje, podekscytowanie, radość z udanego przebiegu... dla każdego psa zawody są jakimś tam stresem, tyle, że jednego psa ten stres przerasta, a drugiego jeszcze bardziej nakręca. Moje głupole zaczynają się cieszyć, jak pakuję plecak i klateczkę i już wiedzą: jedziemy na zawody :loveu:. Jak jadą na wystawę to są wybitnie rozczarowane: nie ma przeszkódek???[/QUOTE] Dodam jeszcze, że jeśli psa stres na zawodach przerasta, to może nie jest dobrym materiałem na zawodnika, ale też świadczy to o tym, że coś jest nie tak, pies ma słabą psychikę, był źle socjalizowany, ma małe oparcie w przewodniku... Dla pewnego siebie wyszkolonego psa nie jest to nic nadmiernie obciążającego, po prostu zadanie do wykonania w nieco odmiennych warunkach. A co do żarcia: pies sportowy musi być karmiony dobrze, z czegoś on musi brać siłę na to bieganie i budulec do budowy mięśni. Jedyne co, że w dzień zawodów moje psy nie dostają michy o 11 rano jak zwykle, ale o 17 czy 18, po ostatnim przebiegu. Straszne. Nota bene, nie nagradzam żarciem na torze, więc mój pies nie biega po to, by go ktoś wreszcie nakarmił. Co do naturalnego biegania po krzaczkach, które takie jest bezpieczne: właśnie podczas takiego swobodnego biegania po krzaczkach mój pies przeciął tętnice i wszystkie ścięgna w łapie, spędził 6 tygodni w gipsie, a teraz ma przed sobą kolejne parę tygodni rehabilitacji ze skutkiem wciąż niepewnym. Może sportowca w wyniku tego urazu już z niego nie będzie, przenosząc zachodnie (?) wzorce chyba go więc uśpię, albo może przywiążę w lesie do drzewa, jeszcze nie wiem. :diabloti: Natomiast żaden z moich psów nie miał nigdy kontuzji na torze: są nauczone bezpiecznego pokonywania przeszkód, teren jest przygotowany (wyrównany, szkiełka i kamyki pozbierane), przed bieganiem jest rozgrzewka, po bieganiu rozprężenie, mają trening kondycyjny (własnie na normalnych spacerach).
  14. Rauni

    Ręce opadają

    W tym całym gadaniu o naturalnym chowaniu psów brakuje mi podstawowej wiedzy, o tym, czym właściwie jest pies. Pies nie jest gatunkiem naturalnym w takim sensie w jakim jest nim wilk. "Naturalnym" zajęciem psa nie jest bieganie po ogródeczku czy bez celu po lesie. Znakomita większość współczesnych ras powstała w wyniku doboru osobników o określonych cechach użytkowych, po to by jak najlepiej służyć człowiekowi, pilnować dobytku, tropić i aportować zwierzynę, zaganiać stado. Problem w tym, że we współczesnym świecie jakby zmalało zapotrzebowanie na psy w ich pierwotnej (w sensie takiej, do jakiej zostały wyhodowane) funkcji, a potrzeba pracy została. I coś z tym popędem do pracy trzeba zrobić, agility to jedna z propozycji, wyjątkowo zresztą przyjemna dla psa i dla człowieka. Co do stresów, hałasu i zawodów. Ludzie są różni, jeden się relaksuje łowiąc ryby, drugi idąc na dyskotekę, trzeci skacząc na bungie. Pies doskonale wyczuwa nastrój człowieka, udzielają mu się emocje, podekscytowanie, radość z udanego przebiegu... dla każdego psa zawody są jakimś tam stresem, tyle, że jednego psa ten stres przerasta, a drugiego jeszcze bardziej nakręca. Moje głupole zaczynają się cieszyć, jak pakuję plecak i klateczkę i już wiedzą: jedziemy na zawody :loveu:. Jak jadą na wystawę to są wybitnie rozczarowane: nie ma przeszkódek??? No właśnie Berek, masz rację, próbowaliśmy też Sabę namówić do podania nam linka do tamtej dyskusji...
  15. Ja_aisza, to pytaj :lol: na pewno jakiś spanielomaniak chętnie odpowie. Nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz natrafiłam na spanielowy temat na dogo :lol: W każdym razie witamy wszystkich spanielomaniaków: biało-pomarańczowa Sunday (starsza siostrzyczka obecnego w tym wątku od dawna Oskara) i ja :lol:
  16. Rauni

    Ręce opadają

    Rebelia, różne psy z różna szybkością uczą się rozmaitych przeszkód, czasem też na początku mają problemy z generalizowaniem swojej wiedzy np. że przy nabiegu na przeszkodę pod trochę innym kątem wciąż należy ją pokonać w określony sposób, albo później na zawodach, że przeszkody wyglądające odrobinę inaczej to wciąż przeszkody tego samego rodzaju. Generalnie samo zapoznanie psa z przeszkodami idzie na ogół szybko, więcej czasu potrzeba na to, by pies nauczył się poprawnie odczytywać sygnały przewodnika co do kierunku biegu :lol:, a przede wszystkim, by przewodnik nauczył się te sygnały czytelnie podawać. Im dłuższy staż danej pary, tym lepiej to wszystko wychodzi. Myślę, że dobre przygotowanie psa do startów w klasie A1 to jest kilka miesięcy pracy, ale potem wciąż jeszcze jest wiele do nauczenia. Ja z Sunday biegam w tej chwili trzeci sezon i [B]to jest to[/B] :lol: - ja wiem, czego się mogę po niej spodziewać, ona wie, czego się może spodziewać po mnie, mogę mieć do niej zaufanie, że na przykład jak jest jakieś trudne wejście w slalom, to ona je sobie sama znajdzie i tak dalej. Przez to, że ją znam lepiej umiem ocenić trudne momenty toru, przewidzieć ewentualne problemy i starać się im zapobiec etc. Powtórzę się: im dalej, tym fajniej.
  17. Rauni

    Ręce opadają

    Bawić to pies się powinien dobrze od początku :lol:, a potem coraz lepiej :lol:.
  18. Rauni

    Ręce opadają

    Swoją drogą, drogie sadystki i sadyści, przyznać się, ile razy zebraliście opierdziel na ulicy lub w parku od przygodnego przechodnia (o dziwo: mi się nie zdarzyło od kogoś z psem, Ci z psami raczej pytają JAK ja to robię). Ja dwa razy, raz za uparte egzekwowanie chodzenia przy nodze na 100 metrowym odcinku chodnika, a drugi raz za "zmuszanie" moich biednych otyłych kanapowych piesków do biegania przy rowerze (na szczęście byłam już w miejscu, gdzie mogłam psy spuścić i tym samym pokazać pani, że owszem znęcam się, ale inaczej niż jej się zdawało, mianowicie każąc im biec tak okropnie wolno, kłusem zaledwie...).
  19. Myślę, że jakikolwiek test przeprowadzany na szczeniakach jest zbyt mało wiarygodny, by na tej podstawie skreślać zwierzę jako hodowlane. Szczeniaki różnie się rozwijają pod względem psychicznym, niektóre przechodzą fazy wzmożonego lęku, które potem mijają bez śladu. Znam suczkę, za którą w szczenięctwie nie dałabym złamanego grosza (w miocie, który był socjalizowany, wyrastał w bliskim kontakcie z człowiekiem ta jedna suczka natychmiast po wyjęciu z kojca zaczynała się trząść jak galareta i nie obchodziło ją nic, ani człowiek, ani zabawka, rozpacz po prostu), a w tej chwili (w wieku 18 miesięcy) zachowuje się super. Bardzo przyjazna do ludzi i zwierząt, kontaktowa, zabawowa, obserwowałam ją na co dzień i nie reaguje lękowo na żadne z takich codziennych "dziwnych" sytuacji typu głośne trzaśnięcie drzwi, dziwnie ubrany człowiek, odkurzacz etc. Myślę, ze gdyby w tej chwili przeprowadzać na niej testy, wyszłoby, że jest dość miękka i łatwo podporządkowująca się, ale absolutnie nie jest to pies lękliwy czy nerwowy. Wiarygodny może być dopiero test przeprowadzany u dojrzałego psa i jeśli juz wykluczać psy z hodowli ze względu na charakter, to na podstawie takich testów, a nie testów w szczenięctwie.
  20. Rauni

    Ręce opadają

    No jasne, że agility ogłupia psy. Moje na przykład głupieją z radości, jak widzą przeszkody, tańczą, noszą piłeczkę i zaglądają w oczka "to co biegamy, biegamy?! No PROOOOOSZĘ, powiedz, że biegamy!". No czy nie głupie? Głupie. Normalny pies woli wąchać kupki, obsikiwać krzaczki, gonić koty, a moje nic ino te piłeczki i przeszkódki. (życzyłabym autorowi widoku mojego Vigo, tymczasowo - mam nadzieję - wyzwolonego od agilitowych tortur, jak usiłuje za wszelką cenę znaleźć sobie inne zajęcie). Biedactwa. Wezwijcie TOZ do mnie, bo mnie już kompletnie zaślepiło i nie oddam ich na kanapę nawet dla ich dobra, niech mi siłą odbiorą...
  21. Wendka, my uczymy slalomu bardzo powoli, zaczynając od przebiegania między dwoma tyczkami, potem przechodzimy na cztery tyczki rozszerzone, tak że pies przebiega przez niego mając po lewej stronie tyczki nieparzyste, po prawej parzyste, potem stopniowo to zwężamy. Mija parę tygodni, zanim pies w ogóle zaczyna się gibać (na 4 tyczkach) i te obciążenia narastają tak stopniowo, że moim zdaniem nie ma żadnego ryzyka.
  22. Ja nie jestem przeciwko zawodom nieoficjalnym, uważam, że robią dużo dobrego i pisałam to już w swoim pierwszym poście. Nie podoba mi się tylko to, że startują w nich już kilkumiesięczne psy. Może macie rację, że ludzie i tak by z tymi szczeniakami ćwiczyli, ale takie zawody jeszcze dodatkowo dają na to przyzwolenie jakby. Dla mnie na nieoficjalnych zawodach też powinien istnieć limit wieku, niechby to sobie było 15 miesięcy zamiast 18, żeby można było sobie zdobyć pierwsze szlify przed prawdziwymi zawodami. Ja ze swoimi psami też pracuję od pierwszego dnia, odkąd są u mnie w domu, przede wszystkim pod kątem agility, zapoznawane są również z niektórymi przeszkodami, tak samo jak z atmosferą zawodów, ale przez hopki żaden szczeniak u mnie nie skakał i skakać nie będzie, tak samo jak nie będzie przedwcześnie robił strefówek. Uważam, że to jest niepotrzebne ryzyko, wiadomo, że wszystkiego się nie przewidzi i psa przed tym nie ustrzeże, czego Vigo jest obecnie najlepszym przykładem, ale jakby pies miał mieć jakikolwiek problem z więzadłami czy stawami dlatego, że mnie się zachciało z nim ćwiczyć w okresie najintensywniejszego wzrostu to bym sobie tego nie wybaczyła.
  23. Sunday grzebienia :lol: nieprzyjemnie jej się kojarzy, długie ma te kudły i zawsze się jakiś kołtunik wredny trafi. Jak zobaczy grzebień w mojej ręce to robi minę w stylu "Mnie tu w ogóle nie było" i tak boczkiem boczkiem do klateczki. Poza tym nie lubi dźwięku dmuchania w szyjkę od butelki, nie mam pojęcia dlaczego. A Vigo miewa okresowo najrozmaitsze fobie, które potem mijają, samoczynnie, albo przy mojej wydatnej pomocy. Do takich bardziej dziwacznych można zaliczyć stoiska zoologiczne na wystawach (w Poznaniu nie bał się hali, tłumów, ruchomych schodów, za to kącik handlowy przerażał go niemożebnie. Dopiero serniczek go trochę przekonał, że to fajne miejsce), drabina metalowa (potem mu przeszło i nawet się na jedną wdrapał), dźwięk spuszczanych żaluzji (tu się musiałam trochę napracować i w efekcie mam psa, który na dźwięk żaluzji pędzi z drugiego pokoju, bo na pewno zaraz będą karmić :lol:).
  24. Rauni

    potrzebuje rady

    Strona, na której jest bardzo wiele opisów ras, z wadami i zaletami (nota bene, coś mi się nie chce wierzyć, żebyś odwiedził wiele stron hodowli, bo odpowiedzialny hodowca w trosce o to, żeby pies nie trafił w nieodpowiednie ręce, opisze również wady... ). [URL="http://naszepsy.pl"]www.naszepsy.pl[/URL] Co do ceny szczeniaka z rodowodem: po prostu odpowiednie odchowanie szczeniaka trochę kosztuje. Jeśli ktoś sprzedaje szczeniaki za 300 złotych, to najczęściej oznacza to, że ciął koszty na czym się dało: na badaniu rodziców (a chcesz kupić psa średniego bądź dużego, prześwietlenie rodziców na dysplazję byłoby wskazane), na odrobaczaniu i szczepieniu szczeniaków, no i na karmie, bo po co kupować lub gotować coś porządnego, na chlebie z mlekiem też wyżyją przynajmniej tak długo, by się dały sprzedać. Niejeden już kupił psa za grosze, po to by dołożyć kilkaset lub kilka tysięcy złotych na jego leczenie. Przy czym daleka jestem od naiwnego twierdzenia, że rodowód automatycznie gwarantuje nam, że to wszystko jest w porządku: statystycznie jednak większą mamy na to szansę, a sprawdzać hodowlę pod każdym kątem trzeba zawsze. Nie kupujesz trampek na jeden sezon, tylko towarzysza na następnych kilkanaście lat, warto dobrze poszukać, warto też zainwestować te kilkaset złotych więcej.
  25. Niestety kaganiec na dziób, ciasno zapięty i jeszcze najlepiej z dołu i z przodu oklejony plastrem, żeby się lizać nie dało... (właśnie to ćwiczymy od 6 tygodni, bo pies zagipsowany był do piątku, a teraz usiłuje wylizywać wszystkie odparzenia i otarcia spod gipsu, a też nie powinien).
×
×
  • Create New...