Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. jaka ona jest śliczna... znowu podobna do niej sunia rzuciła sie ostatnio na mnie i moja mamę i rozdawała nam buziaki :D a wlaścicielka nie wiedziałą co robić- odciągać psa czy nie, bo my się cieszyłyśmy jak wariatki, że nas obcy pies lize :D
  2. świetnie, Ania będzie zachwycona :) ja też oczywiście jestem :)
  3. jako, że i ja chętna, to na kiedy mogę się wprosić? ;)
  4. bo przy zabawie na 2 ręce, to radość odczuwa ten, co na ten cyrk patrzy ;) z boku :) ja teraz przeżywam to z moimi dziećmi- jedno w te a drugie we w te! a ja na środku i liczę na to, że w końcu okaże się, że jestem z gumy, mam 4 pary oczu, 6 rąk... a doba ma 36 godzin ;)
  5. W piątek miałam "wolny" dzień. Zaczęliśmy więc o 8 wizytą w przychodni (jakżeby inaczej!!). Później spakowaliśmy niezbędne sprzęty i pociągiem do centrum. Mój szef się zdziwił jak przyszłam do Pieluszkarni na zakupy :D Głównym celem naszej wycieczki był fryzjer- Jonek wygląda teraz tak dorośle!! Nie ten sam chłopak, ale nadal straszny łobuziak ;) Potem karmiliśmy gołębie na Chmielnej i pojechaliśmy dać buziaka tatusiowi. Jakoś sprawnie nam to szło, bo tuż po 14 byliśmy już w domu. Dzieci oszalały z radości- każde usiadło w swoim kątku i bawiły się w ciszy i spokoju- jak nie moje dzieci!!!! ;) Całę popołudnie było przed nami, zarządziłam więc ( i tak niezbędne) zakupy w markecie. Powiedziałam: jedziemy na karuzelę! a tu... entuzjazmu brak! Oni się bawią. Zebrałam mimo to towarzystwo do kupy i do samochodu i ruszyłam. Ruszyłam pustymi niemal drogami. Po godzinie wyszliśmy ze sklepu a tam... koniec świata!!! Korki takie, że jak nic czekała nas godzina stania ( zamiast 10 minut drogi). Nie zastanawiając się wcale ruszyłam w przeciwnym kierunku, nie wiedząc, gdzie jechać :) Po chwili wpadłam na genialny pomysł- ogromny plac zabaw w ślicznym parku. Dojechaliśmy migiem i fikaliśmy dobrze ponad godzinę, do czasu, kiedy Jonatan powiedział, ze chce iść spać. Bidulek zdrzemnął się tylko 15 minut w ciągu dnia, a normalnie to śpi 2 razy, po godzinie lub nawet po 2! Jonuś szybko się w aucie ululał a Ania nadawał i nadawała, zadawała milion pytań... W końcu doszła do smutnego wniosku, że ona nie ma w domu, ŻADNEGO małego zwierzątka!!!! Ona w ryk a ja w śmiech!!! No naprawdę!!! Żadnego! Bo ona chciałaby mieć świnkę morską, albo chomika, albo "scurka". Tłumaczyłam, dlaczego nie możemy mieć takich zwierząt w domu, że Amelia poluje, że Dżek ( czyli JRT rodziców) też poluje, że odgryzł mojemu szczurowi palca, a jak zamieszkała z nami Amelia to szczur jakiś czas mieszkał u mojej siostry... W końcu opowiedziałam jej o Apollo- to był kanarek, oczko w głowie mojego taty. Apolla kupiliśmy tacie na urodziny, wybór prezentu uargumentowałam zdaniem: Tata zawsze chciał mieć ptaka, czym wywołałam atak niesamowitej radości u mojego męża i brata ;) Apollo był tak rozpieszczony, że z lenistwa nic nie śpiewał :) Tata bardzo o niego dbał, a że Apollo kochał kąpiele, tata mu często mocował basenik. Pewnego razu po kąpieli, nie zamknął klatki, Apollo wyskoczył, a Dżek... go udusił. Rozpacz byłą w całej rodzinie i jednogłośna decyzja, że żadnych ptaków i gryzoni, póki mamy ten zestaw kocio-psi. O matko i córko!!!! 15 minut drogi wyła i zanosiła się i pytała, a dlaczego Dżek go udusił? A dlaczego dziadek o niego dbał a nie zamknął klatki?? Ja już nie lubię Dżeka! Ja chcę kanarka! Ja chcę chomika! Ja chce świnkę morską!!! :D Jak dojechałyśmy do domu, rodzice zapytali przejęci, czemu Ania taka zapłakana, powiedziałam, ze to dlatego, że nie mamy żadnego małego zwierzątka, to Ania miała oczy zapłakane z żalu a my ze śmiechu :)
  6. Opowiedziałam Ani, jak to tatuś mi przyniósł kostium zamiast pieluchy, a Ania zmartwiona: i zasikał mój kostium?? No nie Aniu, przecież mu go nie założyłam!!! :D szykuję kolejne szablony- tym razem jesienne. Magda, czekaj na list :) A teraz powiem Wam, jak mierzę poziom Ani zmęczenia- na podstawie tematu, na jaki urządza histerię :D Jakiś czas temu, nie chciała umyć wieczorem zębów. Paweł je powiedział, że jak nie umyje, to jej wypadną jak dziadkowi i będzie musiała mieć sztuczne. O rety!!!! Jak wyła! Jak płakała!!! Jak przeżywał dziadka zęby. Zrobiłam jej wykład nt wyższości zębów sztucznych nad brakiem uzębienia. Paweł zrobił wykład, zadzwonił do dziadka,. żeby ten osobiście jej powiedział, że żałuje, żę nie mył zębów, ale że ze sztucznymi jest ok ;) Nic nie pomagało :D w końcu moja mama jej zrobiła wykład i dopiero się uspokoiła...
  7. mówię Wam... nie wiem co to nuda!!! Dzisiaj byłam z Anią u pediatry, potem u laryngologa, potem na zakupach i na frytkach. Ania frytki jadła i się nimi bawiła. Nagle do mnie powiedziała: Tatuś mi się ciągle psuje!!! Patrzę na nią pytająco,a Ania: ten frytkowy tatuś... ułożyła sobie frytkową rodzinę :D Aniu, chcesz pączka? Taaak!!! A gdzie go kupimy? W pączarni??? Jonek się przesikał w nocy ( tak robi, jak mu się chce kupę) i budzę Pawła i mówię: przynieś mi pieluchę. Nie wracał, nie wracał,w końcu wrócił. Podał mi pieluchę... Paweł!!!! Czy ty mi przyniosłeś Ani kostium ze swinką Peppą????? A co miałem przynieść??? PIELUCHĘ dla Jonka!!! A... chyba coś mi się przyśniło.... Ania: A ty jesteś głupi ptasi móżdżek!! I kapusta (zgniła)!! I.... I ogórkiem!!!! :D Z ust ani to mega obelga :D Ona nienawidzi ogórków :D Kiedyś mi powiedziała: dałabym ci buziaka, gdybyś nie śmierdziała ogórkiem!!!! Paweł wchodząc do szefowej: Przepraszam, że przepraszam... Ja: Jest coś, czego chcę sie nauczyć- szynie na maszynie, szycie na maszycie. Chyba muszę iść spać!!!! :D byłam tak zmęczona, ze nie mogłam powiedzieć- szycie na maszynie ;) A wczoraj jeden klient mnie rozbawił do łez, przyszedł, nie majac pojęcia, co ma kupić, zadzwonił do żony: ajk? jak? napi SRESZ??? a chodziło o nappy FResh :D
  8. RETY! Paweł mi też wyganą obiecuje, a potem co losowanie to wtopa ;) Jelena, potrzebuję te harlequiny, to nie żart :)
  9. a to łobuz!!!! na amory się mu zebrało!!! kto by pomyślał...
  10. no poważnie!!!! na wczoraj biorę!!
  11. a ja się pytam- gdzie jest Jelena????
  12. Moja ciocia powiedziała mi kilka dni temu, że wyglądam dokładnie tak jak wtedy, kiedy miałam 18 lat. Zatkało mnie ze zdziwienia, ale nie powiem- miło mi się zrobiło :D W piątek znowu przeciorałam dzieci, Jonatan zaliczył pierwszą wizytę u fryzjera- wygląda jak prawdziwy chłopak!!! :) Dzisiaj poszliśmy do Centrum Nauki Kopernik, fajnie było. Muszę Wam opowiedzieć o Anusiowych piątkowych histeriach i wymysłach :) aha- Ofik wstaje ostatni i prosto z łózka toczy się na kocyk odpocząć!!! To taki styrany pies!!!! Mówię Wam- aż żal patrzeć!!!!
  13. 1h 20 minut w kuchni i mamy: 10 szklanek z deserem na kształt tiramisu w lodówce, karpatkę oraz bezy w piekarniku. Do tego jestem matką karmiącą, matką, pracującą i żoną swojego męża, co, jak wiecie, łatwe nie jest!!! ;) I jestem na rozdrożu-odstawienia od cyca, lub diety bez laktozy... nie wiem co robić i te desery jakoś tak samoistnie wyszły!!!
  14. przepraszam tylko, że tak późno! teraz już czas na zmianę dekoracji na jesienną. Ciągle nad nią myślę!
  15. a bo cena nie gra roli, jak coś jest bezcenne to koniec- musi się znaleźć :D I tak myślę, że to, że dzieci potrafią się upierać przy swoim to niekoniecznie jest rozpuszczenie. Po prostu coraz więcej ludzi traktuje dzieci jak ludzi, i nie każe siedzieć z buzią na kłódkę. A że dziecko nie potrafi po cichu wyrażać swoich emocji... Dorośli też się drą, tylko przy ludziach zachowują pozory, a dzieci są szczere. Codziennie jak idę do pracy widzę cytat z Korczaka:Nie ma dzieci- są ludzie. Ja byłam grzecznym dzieckiem, ale miałam swoje zdanie nt jedzenia. Nie cierpiałam zupy ogórkowej ( teraz uwielbiam). I nie jadłam, nikt mnie nie zmuszał w domu, za to kiedyś próbowali u koleżanki we mnie wmusić... do dziś to pamiętam!!! Dlatego ja Ani nie zmuszam do jedzenia i nie gadam jej bzdur nt tego, co się stanie jak nie zje, albo komu będzie przykro, bo naszykował a ona ma w nosie. Fakt, że mnie też trafia, jak naszykuję, bo coś tam chciała, a jej się w międzyczasie odwidzi...:) no ale przy tym swoim niejedzeniu waży już 15 kg, czyli w normie :)
  16. rety... weszłam najpierw na wątek mielecki a tam takie jaja! Halcia niemal bez gaci i kaskadaffik leżąca u stóp potencjalnego adoptującego... śmiać będę się do wieczora :D Jestem w pracy ale musiałam tu wejść, bo czemu tylko mnie ma byc wesoło? :D Wieczorem Milena zrobiła herbatę dla mnie, dla Ani i miętę dla Pawła. Przyszłam, biorę Ani herbatkę do ręki... a tam mięta. Pytam: Milena? w jakim kubku robiłaś Ani herbatkę? M: W takim samym. Wracam do kuchni, biorę do ręki pusty kubek. Idę do Mileny. E: W tym? Milena spojrzała, buchnęłyśmy śmiechem... M: I wszystko jasne!!! E: Aniu, napij się miętki, bo tatuś wypił twoją herbatkę. Rano. E: Kochanie, jak ci smakowała wczoraj mięta? P: No właśnie, taka słabo zaparzona była... E: Nic dziwnego, bo to herbata z kwiatu lipy i maliny... A jak ja to opowiadam, to on się indyczy!!! :D
  17. a ja muszę to wszystko jakoś znieść!!! :) to moje życie :)
  18. [quote name='Jelena Muklanowiczówna']Mam! :D Właśnie się szykują do bazarku! TZ-et przyniósł całkiem nowe i zafoliowane w zeszłym tygodniu! :)[/QUOTE] Biorę w przedsprzedaży!!! :D
  19. Kiedyś pojechaliśmy kupić Ani podnóżek, żeby miała w łazience. Paweł wziął ten podnóżek i założył sobie na głowę- Ania krzyknęła: Duch! I już tak zostało, u nas podnóżek to duch. Co wchodzimy do jakiejś łazienki to Ania mówi: mamo, tu nie ma ducha, albo: O!Tutaj jest duch! :D Jonatan dostał dzisiaj mleko w butelce. Na to Ania: ja też chcę mleczko, ale nie pijące, tylko jedzące. Po chwili poprawiła się: Chcę suche mleczko do jedzenia :) ale co się pośmiałam, to moje :) I obiecana historia zagubionego piścionka z konikiem. Pierścionek z konikiem Ania dostała kiedyś od dziadka. Na początku maja, tuż po kilku wolnych dniach, jak wyjechała od nas ciocia Ada a moje dzieci kończyły chorować i powoli odbijała im korba, nadeszła baaardzo miła sobota, nie było upału, ale było cieplutko i tak zachęcająco do wycieczki. Paweł był w pracy, a ja potrzebowałam coś z Pieluszkarni, więc wsadziłam dzieci w pociąg i wio do Warszawy. Ania uparła się założyć na palec pierścionek z konikiem. Tłumaczyłam, że może się zgubić, że będzie smutna... no wiecie, ale sie uparła. Powiedziałam więc: Jak zgubisz, to będzie Ci smutno, a ja nie będę w stanie kupić Ci takiego pierścionka. Zapowiedziałam rodzicom, ze wrócimy za 2 godziny. Po szybkich zakupach i ciastkach z Subwaya, plątałam się z Anią bez sensu bocznymi uliczkami, w nadziei, że Jonatan zaśnie. I zasnął. Kierowałyśmy się już w stronę stacji, kiedy zauważyłyśmy wielką paradę samochodów i zespołów straży pożarnej. Parada byłą cudowna, wozy od takich 150-letnich po najnowsze. Jonek spał, Ania zapatrzona, a z megafonów zapraszali na piknik na Placu Piłsudskiego. Pomyślałam sobie,a co mi tam i wsadziłam Ankę do wózka ( co jest możliwe tylko jak Jonek śpi, bo jak nie śpi to ją zwyczajnie z tego wózka wykopuje ;) i to jak skutecznie!!! ) i pobiegłyśmy za wozami. Jak dotarłyśmy, wszytskie samochody stały w rządku i można było na nie wejść. Ania poskakała zadowolona, a ja obdzwoniłam kilka osób i zarządziłam spotkanie :) Poszłyśmy z Anią do kawiarni przy takiej ekstra fontannie, miałam nadzieję, że Ania coś zje, ale jak zwykle się przeliczyłam, Ania tylko wybrała mi spienione mleko z kawy. Dołączyła do nas jedna ciocia, potem druga z Niną, Jonek się obudził, łaził wtedy jeszcze na czworaka, wiec pobrudził spodnie masakrycznie :) Było fajowo. Czekaliśmy na Pawła. Przyszedł a Ani biegała rozbawiona, Paweł wyciągnął ręce w jej stronę i przyśpieszył kroku,a Ania... przeraziła się, zaczęła uciekać w moją stronę i schowała się miedzy moimi nogami. Wszyscy krzyczeliśmy ANiu, ANiu, to tatuś!! Ale nie docierało do niej ;) Poszliśmy na spacer- znowu oglądaliśmy wozy, przymierzaliśmy hełmy, Paweł nawet załapał sie na grochówkę, choć była ona przeznaczona tylko dla Strażaków ;) nie pytajcie jak to zrobił, pewnie on sam nie wie ;) Trafiliśmy na pokaz psów- ratowników, psy były cudowne, łagodne, wytrwale pozwalały się głaskać całej chmarze dzieciaków, ale każdy, absolutnie każdy na widok czy zapach Jonatana dostawały szału radości i wylizały go od stóp do głów :) Jonek też był oszalały z radości :D Postanowiliśmy iść dalej w świat, kiedy nagle rozległ się krzyk: A DZIE JEST MÓJ PIŚCIONEK Z KONIEKIEM???? O NIEEEE!!!!!! Wszystko mi opadło, no wszystko. Zapytałam ANi, gdzie go zostawiła: nie wieeem!!!! No to ANIu, raczej go nie znajdziemy. O NIE!!!! Mój piścionek!!! Dizdek mi go podarował!!! O nie!!! I dzika rozpacz. NIe chciało mi się dyskutować, powiedziałam krótko, że ostrzegałam ją, ze tak moze się stać i że musi się ze stratą pogodzić. Ania oprzytomniała i przypomniała sobie, że zdjęła pierścionek do mycia rąk. Na szczęśćie bylismy obok i poszłyśmy do tej toalety. Powiedziałam jej po drodze, ze może zdarzyć się tak, ze ktoś już ten pierścionek zabrał. A ANia się uspokoiła, pewna tego, ze pierścionek czeka na umywalce i że będzie po problemie. A pierścionka nie było, więc histeria na całego od nowa. A kto zabrał mój pierścionek? A dlaczego? A on był mój itd... Coś mnie tknęło, zobaczyła ochroniarza i zapytałam, czy ktoś nie znalazł pierścionka z konikiem i nie zostawił u nich, na co gość wstał, zajrzał na zaplecze i krzyknął: Rysiek! Daj ten pierścionek!! ALe mi ulżyło!!!! Przecież ona by do tej pory o tym pierścionku gadała!!! Nasza planowana 2-godzinna wycieczka trwała godzin 10 :) Każda taka historia z udziałem Ani utwierdza mnie w przekonaniu, że jest nieodrodną córeczką tatusia, i ze oboje mają więcej szczęścia niż rozumu!!! :D Wczoraj wieczorem Jonatan wyciągnął ANI przytulankę- żółwia. Żółw leżał od dawna, zapomniany. Jonek go wyjął, Ania go przyuważyła, ale nie zabrała, przynajmniej nie od razu. Przyszła do nas nad ranem, pewnie koło 4, zapytała, gdzie jest jej żółw, wygrzebałam go spod kołdry, wyciągnęła rękę, zabrała, odwróciła się i poszła z powrotem do swojego łóżka :D
  20. dokładnie! U nas wszystko w normie! Paweł kolejny raz zapomniał o terminie egzaminu. o 15.40 dostał telefon z pytaniem co sie dzieje, bo studenci czekają. Na co Paweł: nic się nie stało, spóźnię się, ale będę i wypruł z domu jak torpeda, zostawiając mi na głowie temat odwiezienia Rodziców i Babci na dworzec. Babcia zaczęła panikować, ktoi ich odwiezie,w końcu jej zięć powiedział, że polecą helikopterem :D Babcia jakiś milion razy kazała sobie zapakować ciasto, którego nie zjadła, ale chciała zjeść w podróży... Ania histeryzowała, że tatuś wychodzi do pracy, w końcu Jonek zaczął wyć razem z nią, Ofikowi ryjek się nie zamyka i szczeka jak potrzaskany, Jonek dokarmia psy czym sie da i próbuje tym, czym się nie da... i zaczął chyba ćwiczyć jogę, nie wiem tylko, gdzie pobiera lekcje. Jonatan kocha tańczyć, ciągle się gnie , jak tylko usłyszy jakąkolwiek melodię :) I powtarza po nas każde dosłownie słowo :) po swojemu, ale wykazuje wolę, Ania miała nas w nosie :)
  21. nie :) moja praca to mój relaks i oddech :) jakie to miłe uczucie wrócić do stęsknionych dzieci :D ale... miniona niedziela była taka miła, że chyba mi coś na mózg padło i idąc w poniedziałek do pracy...zadzwoniłam do teściów i zaprosiłam ich na weekend!!! :D no i musiałam się na ten przyjazd przygotować. Dodatkowo wpadł mi dzisiaj dyżur w pracy, więc fruwałam cały tydzień, zeby jakoś i dom wyglądał i żeby w lodówce coś było... Pawła mama uparła się, że przywiezie Babcię.Babcia ma 91 lat i w głębokim poważaniu fakt, że nei byłą nigdy w Warszawie.Na dodatek Mama uparła się, żeby Babci kawałek Warszawy pokazać. Próbowała Babci opowiadać co mijamy, ale Babcia wszystko kwitowała wściekłym: daj mi spokój Maryśka! Biodro mnie boli! Plecy mnie bolą! Daj mi spokój! :D Paweł ma dziś urodziny i poszliśmy na deser do pijalni czekolady Wedla. Babcia powiedziała: ja znam tego Wedla! Ja u niego nic nie kupię! TU jest pewnie bardzo drogo! :D Zjadła lody, które jej zamówiliśmy, ale dopiero jak ją zapewniliśmy, ze nie musi za nie płacić :) Za to nasze psy i kot się Babci podobają. Aha, mojej siostrze w 7 miesiącu ciąży powiedziała, żeby uważała i więcej dzieci nie rodziła, bo kobieta się robi brzydka i mąż ją zaczyna ignorować :D bo dzieci postarzają :D NO i nie można zapomnieć, że po porodzie to maż nie powinien do żony 3 miesiące przystępować- Babcia to kilka razy powtarzała Pawłowi jak urodziłam Anię :D Mój tata zabrał ostatecznie Babcię do domu, a my całą bandą ruszyliśmy na dalszy spacer. Zmierzaliśmy na plac zabaw, ale dotarliśmy na placyk trawy z leżakami. Dzieci miały raj- biegały po trawie, uciekały, ruch tam żaden, więc duża swoboda. Jonek od razu wypatrzył sobie kolegę- kilkumiesięcznego Bolka, biegał do niego, przytulał i całował. A Bolek przyszedł ze swoim kolegą... rocznym buldogiem Ryszardem :) Anka go niemal zagłaskała! Potem przydybała kolejnego blabladora a na koniec chyba akitę. Jaka miła i grzeczna ona jest przy innych psach!!! A nasze tak prowokuje, że dzisiaj Ofik nie wyrobił i ją ugryzł! DOskonale wiedziała, że zasłużyła i podobno poszła pojęczeć z bólu do kąta, ale nie płakała. Ryszard skoczył na Jonatana, wylizał mu ucho a Jonek piszczał z zachwytu :) Jutro mam nadzieję wrócę do was z historią piścionka z konikiem :)
  22. no padłam! Jaruś! Kochany pies! :D Jelena, a nie masz znowu Harlequinów w hurcie? Babcia mi doniosła, ze jej 4 zostały tylko... :)
×
×
  • Create New...